Historyjki obrazkowe - fajne, ładne, całkiem nowe

czyli coś dla wielbicieli historyjek obrazkowych

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Q
Pciuch
Posty: 1501
Rejestracja: wt, 25 lis 2008 18:01

Re: Historyjki obrazkowe - fajne, ładne, całkiem nowe

Post autor: Q » pt, 18 lip 2014 21:33

Skoro o Marvelu i DC mówimy... Najlepiej widać najistotniejszą, bodaj, różnicę między tymi koncernami (i ich universami) na przykładzie "Marvels" i "Kingdom Come" (nie umiem, skądinąd, rozpatrywać tych sztandarowych dzieł z ilustracjami Rossa osobno).
Otóż DC jest to swoiste legendarium, w którym najciekawsze historie mają często charakter Elseworldu (czy - jak kto woli - What-if'a), bo liczy się maksimum tego co da się wycisnąć z danej postaci czy sytuacji (zauważmy, że "Kingdom Come" to opowieść o przyszłości, która wydarzy się kiedyś, lub nie i nie ma w sumie dla nas znaczenia czy się wydarzy, tylko jak została opowiedziana i o czym traktuje, tzn. continuity zostawiamy automatycznie na boku, podobnie jak nie obchodzi nas czy "DKR" to rzeczywistość alternatywna, czy główna; a jeśli nawet Grant Morrison ma rację, że Batman zabija w finale "Killing Joke" Jokera, to przecież Joker ów powrócił potem nie raz), ba najsłynniejsze historie spod szyldu DC to osadzeni poza DCU "Watchmen" i pobocznie z nim powiązany, wspominany przez Margotę, "Sandman" (nawet jeśli obie te historie obrodziły potem spin offami). Marvel tymczasem traktuje swoje Universum b. serio (nawet gdy poddaje je ciągłym crossoverowym resetom) - tu liczą się interakcje między postaciami, historia świata (i jego rozmach) i nawet jeśli odbywa się to kosztem głębi (tu się pojawia to, co piszesz o mydle operowym ;) ), to nie złożoności (zauważmy tu dla odmiany, ze "Marvels" to historia MU w pigułce, że w "Dark Phoenix Saga", w tle centralnego dramatu, debiutuje - ewidentnie z myślą o dalszym wykorzystaniu - sporo nowych postaci i powracają stare, miga superbohaterska czołówka tegoż świata i polityka jego gwiezdnych imperiów, przewija się też kwestia antymutancich uprzedzeń, słynne "Daredevile" Millera znów opowiadają nam historie życia nie tylko Matta, ale Elektry i Kingpina oraz pokazują polityczną matnię, w której tkwi po uszy Captain America).
Dwa skrajne podejścia, które jednak spotykają się pośrodku, tam gdzie jest dobra historia do opowiedzenia.

ps. Oczywiście przejaskrawiam - DC tworzy przecież jednak własne Universum, jego herosi znają się jak łyse konie, jak wiemy, a co lepsze Elseworldy wplatane bywają potem w ten czy inny sposób w główną narrację lub przynajmniej stają się źródłem inspiracji dla jej ewolucji, Marvel z kolei również tworzy historie dające się czytać jako standalone'y, a - na dłuższą metę - konsekwencja w budowie MU jest śmiechu warta - prowadzi do ciągłych unieważnień, zmartwychwstań i powikłań rodem z - jak ustaliliśmy - mydlanej opery, niemniej mówię o tym co dominuje, o ideale, do którego obie firmy dążą.
(Przy czym ideałem ideałów byłoby - rzecz jasna - połączenie mocnych stron obu tych podejść, ale wymagać tego, to jak oczekiwać od "Star Treka" pełnej zgodności z prawami fizyki i żelaznej konsekwencji.)

ps. do ps. W sumie nie tylko ja skłaniam się ku generalizowaniu w tym kierunku, ale i - jak się wczytać - dyskutujący o kinie superbohaterskim redaktorzy "Esensji"...
http://esensja.pl/film/publicystyka/tekst.html?id=18676
forum miłośników serialu „Star Trek”, gdzie ludzi zdolnych do używania mózgu po prostu nie ma - Przewodas

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Re: Historyjki obrazkowe - fajne, ładne, całkiem nowe

Post autor: Małgorzata » sob, 19 lip 2014 13:49

Ha! Wiedziałam, że mam coś poczytać w obrazkach. Przypomniałeś mi, Q, o Marvelu.

Mnie najbardziej bawi przyglądanie się, jak ewoluują światy przedstawione w obrębie jednego "koncernu" (tu: Marvel, bo od niego u mnie się zaczęło). Teraz te komiksy są inne, bardziej... bo ja wiem? Psychologiczne?
W sensie, że wcześniej bohater komiksu prosty był, świat ratował, kochał kobietę i ewentualnie mu się z nią udawało, ale zwykle na krótko, potem rozpaczał i ratował świat.
Teraz te osobniki mają jakieś rozważania, dużo myślą na obrazkach, dyskutują o problemach egzystencjalnych.
Świat się zmienił, bohaterowie zaczęli się starzeć, jak mi się zdaje.

No i trudno mówić, że zło jest "komiksowe". Zło też się rozwinęło... :)))
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Q
Pciuch
Posty: 1501
Rejestracja: wt, 25 lis 2008 18:01

Re: Historyjki obrazkowe - fajne, ładne, całkiem nowe

Post autor: Q » sob, 19 lip 2014 15:24

Małgorzata pisze:Teraz te osobniki mają jakieś rozważania, dużo myślą na obrazkach, dyskutują o problemach egzystencjalnych.
Świat się zmienił, bohaterowie zaczęli się starzeć, jak mi się zdaje.

No i trudno mówić, że zło jest "komiksowe". Zło też się rozwinęło... :)))
Tylko, Margo, to już się dawno temu stało... "Green Lantern & Green Arrow: Snowbirds Don't Fly" - od tego się to wszystko zaczęło (w roku 1971). Potem fala ruszyła, najpierw historii wielkich ("Saga of the Swamp Thing", "Watchmen", "A Killing Joke", "Batmany" i "Daredevile" Millera, "Dark Phoenix Saga"), potem tylko zręcznych ("The Authority", "The Ultimates").

Owszem, czytałem sobie ostatnio hurtem parę serii Eda Brubakera. (Jedno jest pewne - uwielbia przeprowadzać swoich bohaterów przez wielkie kataklizmy - czasem zakończone happy endem, czasem tragedią, czasem w sposób słodko-gorzki - i pokazywać jakie to na nich ślady zostawia... inna rzecz, że zgodnie z logika komiksowych gigantów i ich seryjnych tasiemców, te ślady i tak się z czasem ulotnią, w ramach wiekuistego powrotu do status quo i ciągłego resetowania. I ma słabość do kryminałów - zawsze o skomplikowanej intrydze, zwykle w stylu neo-noir.) Były tam jakieś "Captainy...", jakieś "Catwomany" ;), jakieś "Daredevile", jakieś "Criminale" i "Gotham Centrale", cała historia Winter Soldiera.
I wiesz co? Trupy padają, mało co jest całkiem czarne lub białe, bohaterowie cierpią - w dodatku warstwa graficzna tego wszystkiego robi wrażenie (era klasycznej prostoty, ale i następująca po niej epoka obciachu lat '90 minęła chyba bezpowrotnie, a eksperymenty graficzne trafiły i do komiksowego mainstreamu) - ale... to wszystko jest średnizna. Efektowna średnizna, niegłupia średnizna, chwytajaca za serce średnizna, średnizna adresowana do dorosłego widza, ale średnizna... nawet jeśli standard średnizny znacząco, naprawdę znacząco, się podniósł.
To nie jest konkurencja dla Moore'a, Millera czy nawet Claremonta z Byrne'm (gdy ci dwaj byli w czołowej formie)...

Popatrz dalej... Mamy takie listy, mam wrażenie, że reprezentatywne, uczciwie zrobione:
http://comicbooks.about.com/od/characte ... erhero.htm
http://comicbooks.about.com/od/characte ... llains.htm
http://comicbooks.about.com/od/characte ... l-Time.htm
http://comicbooks.about.com/od/characte ... heroes.htm
http://comicbooks.about.com/od/characte ... nteams.htm
Mamy na nich bohaterów... I zobacz, są tam tacy co się przez lata niebotycznie rozwinęli (Wolvie zaczynał jako jakiś trzeciorzędny kanadyjski agencik, co to go posądzali o bycie zmutowanym rosomakiem; Lex Luthor na początku był durnawym szalonym naukowcem), ale większość nosiła w sobie swój potencjał od początku i - dlatego - nie dziwi, że ekranizacje są zwykle powrotem do korzeni. Batman od początku robił za noszącego w sobie psychiczną zadrę detektywa i działał w psychodelicznym mieście, Superman był super ;), Spider-man, od początku zmagał się z codziennością bardziej niż ze swoją rogues gallery, Iron Man nurzał się w ambiwalencji i popijał, Hal Jordan sięgał gwiazd, nie mogąc odnaleźć się na Ziemi, Joker nic nie brał serio... poza swoimi zbrodniami, Magneto przypominał Malcolma X i toczył terrorystyczny bój, Galactus żarł planety ;). Patrząc na Gacki Kane'a i Fingera można sobie wydedukować z nich to, co stworzyli potem Miller, Moore, Burton, Timm...

Znaczy... Mam wrażenie, ze to co najlepsze dostaliśmy gdyśmy zaczęli być piękni i młodzi ;). Kamień w wodę już poszedł, teraz się tylko kręgi rozchodzą...

Edycyjnie literówki ponaprawiane.
forum miłośników serialu „Star Trek”, gdzie ludzi zdolnych do używania mózgu po prostu nie ma - Przewodas

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Re: Historyjki obrazkowe - fajne, ładne, całkiem nowe

Post autor: Małgorzata » sob, 19 lip 2014 20:45

To tak dawno było? Ta przemiana?
Chyba powinnam zwracać uwagę na rok wydania... :)))

Ale wiesz, Q, mnie trochę szkoda tej bajkowej prostoty starych komiksów. Trochę, podkreślę, bo "Strażników" uwielbiam, a jakiś stary komiks o Supermanie i Alienach z "Nostromo" zrobił na mnie wrażenie. I parę innych też...

Rzecz w tym, że <wapno_mode/on> za moich młodych lat <wapno_mode/off> komiks postrzegało się jako historyjkę lekką, prostą, wręcz nawet prostacką. Ale istniał w niej ten sam wymiar, co w gawędach wioskowych babek czy innych takich przypowiastkach, wymiar dydaktyczny (pamiętajcie, dzieci, nie pchać palców do gorącego pieca - ten wymiar).
A teraz nawet te komiksy, które utożsamiałam zawsze właśnie z takim prostym przekazem (plus ładne obrazki, zdecydowanie ładne), dorosły. Już nie ma w nim nic dziecinnego, ale nie ma też tej czystości czerni-bieli charakterów, dobra i zła stojącego zawsze w opozycji => czystych wartości. Pewnie mocno też przejaskrawionych, wręcz hiperbolicznych, ale jednak czystych.

Teraz, jak sam napisałeś, Q, wszystko się zrelatywizowało, odcienie szarości, głębia psychologiczna. Nie, żebym to potępiała, nie. To interesująco wychodzi, no i jest coś, co naprawdę lubię zawsze - dużo krwi się leje po obrazkach. :)))

Ale lubiłam tych prostych superherosów...
To taka dziwna miłość, trochę jak do harlequinów, co tu kryć - normalnie z kijem nie podejdę, ale jak raz znalazłam na ławce podwórkowej, to od deski do deski całą tę broszurkę połknęłam bez odrazy w pół godziny.

I wiesz, Q? Te komiksy, choć spotykam je teraz coraz rzadziej, dorosły ze mną. Czyli dostałam synchronię. Nie jest tak źle, znaczy. :)))
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Q
Pciuch
Posty: 1501
Rejestracja: wt, 25 lis 2008 18:01

Re: Historyjki obrazkowe - fajne, ładne, całkiem nowe

Post autor: Q » ndz, 20 lip 2014 22:13

Małgorzata pisze:Ale wiesz, Q, mnie trochę szkoda tej bajkowej prostoty starych komiksów.
Mnie też. Acz nie tak jak jednej mojej - wiekowej już - ciotce, która z lubością wspomina taką oto serię:
http://en.wikipedia.org/wiki/The_New_Ad ... TV_series)
Zachwycając się właśnie jej dobroduszną naiwnością.
Małgorzata pisze:Trochę, podkreślę, bo "Strażników" uwielbiam, a jakiś stary komiks o Supermanie i Alienach z "Nostromo" zrobił na mnie wrażenie. I parę innych też...
Kiedy ta historia o Supermanie i Alienach nie jest znów taka stara, to już lata '90 są, i to nawet ich połowa:
http://en.wikipedia.org/wiki/Superman/Aliens
Aczkolwiek... owszem rysunki są tam już dość nowoczesne (dobra... nie na tle "Sandmana", "30 dni nocy" czy "Arkham Asylum"), a fabuła tak czarno-biała, jakby z lat '60 pochodziła.
Przy czym... też uwielbiam. W zasadzie ta historia pozwoliła mi polubić Supermana. I zrozumieć co też ludziska w nim widzą.

Z takich opowieści w klasycznie starym stylu polecić mogę w zasadzie dwa "Spider-many" ze stajni TM-Semica. Pierwszy to "Podwójne życie Pająka" - rzecz jest z roku '89 (u nas ukazała się ze dwa lata później), ale świadomie sięga po konwencję lat '60, stanowiąc swego typu origin story. Drugi - "Nikt nie powstrzyma Władcy Murów", o Juggernauta chodziło, uwielbiam te polskie przekłady ;D - też nie jest b. stary (oryginał to rok '82, wydanie polskie - '90 bodaj). Wspomniany cudowny przekład (z wersji szwedzkiej, nie z oryginału, zresztą) czyni rzecz jeszcze bardziej archaicznie uroczą ;):
http://outerspacebeards.blogspot.com/20 ... semic.html
Małgorzata pisze:Rzecz w tym, że <wapno_mode/on> za moich młodych lat <wapno_mode/off> komiks postrzegało się jako historyjkę lekką, prostą, wręcz nawet prostacką. Ale istniał w niej ten sam wymiar, co w gawędach wioskowych babek czy innych takich przypowiastkach, wymiar dydaktyczny (pamiętajcie, dzieci, nie pchać palców do gorącego pieca - ten wymiar).
Za moich też. Bylibyśmy z tego samego wapna? ;)
Małgorzata pisze:no i jest coś, co naprawdę lubię zawsze - dużo krwi się leje po obrazkach. :)))
Powtarzałem sobie niedawno ze trzy - też TM-Semicowskie - tomiki "Lobo". Wiem o czym mówisz <demoniczny śmiech>.
Małgorzata pisze:To taka dziwna miłość, trochę jak do harlequinów, co tu kryć - normalnie z kijem nie podejdę, ale jak raz znalazłam na ławce podwórkowej, to od deski do deski całą tę broszurkę połknęłam bez odrazy w pół godziny.
Też mi się kiedyś zdarzyło takowego dopaść i pochłonąć. Może to magia zakazanego owocu. Tym większa, że owego owocu sami sobie zakazujemy? ;)
Małgorzata pisze:I wiesz, Q? Te komiksy, choć spotykam je teraz coraz rzadziej, dorosły ze mną. Czyli dostałam synchronię. Nie jest tak źle, znaczy. :)))
Znów piszesz o swoich doświadczeniach, a jakbyś pisała o moich...

ps. Wracając do prostoty... Rozwaliła mnie wprost wiadomość jakim cudem nabył swoich mocy oryginalny Flash (nie Allen, w sumie u nas znany, jego poprzednik - Jay Garrick). Otóż gentleman ów zawdzięczał swoje możliwości nawdychaniu się oparów twardej wody (ROTFL), co potem retconowano na ciężką wodę, by absurd ów trochę zamaskować. Tako Wikipedia rzecze:
http://en.wikipedia.org/wiki/Flash_(Jay ... _biography
(Tu wyznanie osobiste uczynię. Woda w mojej mieścinie twarda, prawdę mówiąc. Wdycham jej opary ilekroć gorąca z kranu leci i przy herbaty parzeniu. Mocy u siebie, nie wiedzieć czemu, nadludzkich nie widzę...)
forum miłośników serialu „Star Trek”, gdzie ludzi zdolnych do używania mózgu po prostu nie ma - Przewodas

ODPOWIEDZ