Zagubieni, zaginieni i zgubieni

czyli osobno o serialach TV, koniecznie rozdzielnie i przeciwpołożnie

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
mr.maras
C3PO
Posty: 887
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 14:34

Post autor: mr.maras » pt, 04 cze 2010 20:47

A ogladalo. I "Ucieczke w kosmos", i "Czterech pancernych i psa" takze, uprzedzajac inne pytania. Ale niema takiej drugiej ekipy jak zagubieni.
po przeczytaniu spalić monitor

Awatar użytkownika
Narsil
Fargi
Posty: 362
Rejestracja: sob, 13 paź 2007 23:01

Post autor: Narsil » pt, 04 cze 2010 23:43

A, to w takim razie pozostaje mi tylko oddalić się godnie. Chociaż nie ogarniam, jak można przedkładać Shepharda nad Reynoldsa i Kate nad (powiedzmy) Inarę. ;)
"Malarstwo kończy się wtedy, kiedy można zawiesić obraz do góry nogami bez szkody dla odbiorcy."

Awatar użytkownika
mr.maras
C3PO
Posty: 887
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 14:34

Post autor: mr.maras » sob, 05 cze 2010 11:15

To oczywiscie kwestia indywidualnego podejscia. Bohaterowie "Firefly" lub "Ucieczki w kosmos" sa sympatyczni i... bardzo przewidywalni. Zaloga "Swietlika" to klasyczne charaktery osadzone w klasycznych rolach, a wszelkie wewnatrzzalogowe uklady tez sa klasycznie rozgrywane. Fajni sa, mozna ich polubic, potrafia tez rozbawic. W "Lostach" bohaterowie wyskakuja czasami ze swoich rol, ich problemy sa powazniejsze, a relacje bardziej skomplikowane. I mimo tego sa fajni, mozna ich polubic i potrafia czasem rozbawic.
po przeczytaniu spalić monitor

Awatar użytkownika
Rheged
Stalker
Posty: 1931
Rejestracja: pt, 16 wrz 2005 14:35

Post autor: Rheged » sob, 05 cze 2010 22:57

Narsil pisze:A, to w takim razie pozostaje mi tylko oddalić się godnie. Chociaż nie ogarniam, jak można przedkładać Shepharda nad Reynoldsa i Kate nad (powiedzmy) Inarę. ;)
Można, można. Sądzę, nieco inaczej niż maras, ale w gruncie rzeczy dość podobnie, że faktycznie postacie Lostów biją pod względem komplikacji i wielopłaszczyznowości prawie wszystkich, może oprócz tych z Twin Peaks. Na tle tych dwóch seriali Firefly wygląda jednak bardzo blado.
Emil 'Rheged' Strzeszewski
Pipe of the rising sun, Sympathy for the pipe
Pipe of the storm, Born to be pipe

RyszawyJabukasiga

Post autor: RyszawyJabukasiga » sob, 12 cze 2010 11:08

Ja byłem przez te kilka lat wielkim fanem serii i niestety, uważam że twórcy nieco spieprzyli zakończenie.

Tzn. sam moment "w kościele" (nie spojleruję) jest piękny i naprawdę wzruszający, ponadto uczy nas czegoś pięknego o życiu i śmierci. Podobnie ostatnia scena.

Niestety na przestrzeni tych kilku lat twórcy nagromadzili wiele różnych tajemnic, mało znaczących postaci, wątków pobocznych, które zajmowały fanów do tego stopnia, że byli oni skłonni uwierzyć, iż na końcu wszystko zostanie ładnie wyjaśnione. To zadanie okazało się przerosnąć Darltonów.

Zakończyli nawet nieźle, tyle że w świetle zakończenia TAKIEGO, jakie nastąpiło (ci co widzieli, to wiedzą) pięć poprzednich sezonów traci sens. Założę się, że gdybym teraz obejrzał serial od samego początku, dostrzegłbym pełny obraz tego, jak wiele "zapchajdziur" umieścili twórcy w całym "lore" serialu.

I teraz czuję się przez twórców nieco oszukany - ot, naiwniak uwierzył, że Wielki Posąg czy też Ilana mają jakiekolwiek znaczenie. Tymczasem okazuje się, że posąg to po prostu posąg, a Ilana - no cóż... :)

Awatar użytkownika
Q
Pciuch
Posty: 1512
Rejestracja: wt, 25 lis 2008 18:01

Post autor: Q » wt, 15 cze 2010 11:56

Cóż, IMO zakończenie było równie kiepskie co finał pierwszego sezonu "Hirołsów", czyli w pewnym sensie podważało ważność tego, co działo się przedtem.

No ale tyle na "LOST" psioczyłem, to teraz będę oryginalny i pochwalę co pochwalić mogę. A pochwalić mogę i bohaterów - jest to nagromadzenie dość ciekawych indywiduów. I sprawność realizacyjną. I oryginalną konwencję - pierwszy sezon oglądało się jak reality show o rozbitkach, podejść mi to nie podeszło, ale docenić - doceniam. Doceniam też nawiązanie schematem fabularnym do "Wyspy" Ballarda, acz tam nie o wyspę na morzu chodziło. (U Ballarda też była ofiara wypadku, dziwny teren, na który trafiła, i wyglądało na to na co teraz wygląda.)

Z tym, że - mimo tych wszelkich zalet - miałem wrażenie obcowania z wydmuszką. Forma w jakimś stopniu mistrzowska. Treści nad którą warto podumać praktycznie zero, zwłaszcza im głębiej w fabułę.

ps. wspomniałem o "Wyspie", ale jeszcze "Cube" (bez tych poronionych pre- i sequeli) się przypomina - bohaterowie rzuceni w dziwne środowisko, napięcia psychiczne między nimi, próby zrozumienia o co kaman i mistyczny finał
forum miłośników serialu „Star Trek”, gdzie ludzi zdolnych do używania mózgu po prostu nie ma - Przewodas

Awatar użytkownika
Marcin Robert
Klapaucjusz
Posty: 2033
Rejestracja: pt, 20 lip 2007 16:26
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Marcin Robert » sob, 21 sie 2010 12:24

Q pisze:Cóż, IMO zakończenie było równie kiepskie co finał pierwszego sezonu "Hirołsów", czyli w pewnym sensie podważało ważność tego, co działo się przedtem.
I to jest trafne podsumowanie! Było tyle krwi, flaków i przemocy, a zakończyło się jak jakiś melodramat.

Ale mimo wszystko był to najlepszy serial, jaki do tej pory obejrzałem. Może jednak będzie kontynuacja i jakieś sensowniejsze zakończenie?

ODPOWIEDZ