Beam me up, Cptn Picard :-)

czyli osobno o serialach TV, koniecznie rozdzielnie i przeciwpołożnie

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Q
Pciuch
Posty: 1493
Rejestracja: wt, 25 lis 2008 18:01

Post autor: Q » pt, 20 lis 2009 21:07

Lafcadio pisze:Pewnie chciałbym, aby Kirk zachował się jakby wiele psychologicznych tropów sugerowało, że się zachowa. Tymczasem postanawia wycofać wszelkie zarzuty i pozwolić mu zamieszkać na jakiejś planetce. Puścił wolno zagrożenie swojej załogi. I tak uknułem termin syndrom Jamesa T. Kirka (tymczasowy zanik instynktu samozachowawczego). Poważnie, gra aktorska Shatnera i wiele zwrotów sugerowało zupełnie inny efekt. I jakkolwiek człowiek potrafi być zaskakujący, tak tutaj zachowanie sugerowało, że ewidentnie Kirk jest idiotą, nierozsądnym, niepamiętliwym, niedbałym, działającym niezgodnie z ideą prawa, które każe za przewinienia.
A obaj wiemy, że James T. Kirk taki nie był ;)
Dla mnie to był dowód jego wspaniałomyślności. Ot, nachylił się z litością nad "pierwotniakiem", owszem - geniuszem, ale reliktem brutalniejszej epoki. Bardzo typowo startrekowe myślenie.
Lafcadio pisze:A temat mi nie przeszkadzał ;)
Bo to dobre jest - konstatacja, że wielkie jednostki z przeszłości, to zwykle były straszne sukinsyny.
Lafcadio pisze:Nie wydaje mi się, by ci dwaj kierowali się rozsądkiem czy przemyślunkiem ;) Działali raczej emocjami, bez konieczności argumentowania, przecież wystarczy, że "ja wiem lepiej, przecież jestem nadczłowiekiem" czy coś podobnego ;) Afekt czy uprzedzenie są tak uniwersalne, że nie potrzebują argumentacji w swojej obronie. Przynajmniej u uprzedzonych.
Zaraz. Z jednej strony mamy ponoć geniusza, nie kretyna (Khan). Drugi (Nero) to raczej zdrowo myślący prosty chłop. Trudno uwierzyć by tak im odwaliło.

(No, w wypadku Khana jeszcze można bronić tego wariactwa - wielcy dyktatorzy rzadko byli rozsądnymi - i całkiem zdrowymi psychicznie - ludźmi. Ale Nero, typowy "kosmiczny kierowca"... I że załoga na to poszła? Psychozy zbiorowej dostali???)
Q pisze:Hmmm, potworek z najgorszej walki ever :> A to ciekawe :>
Czyżby szykowali nową walkę, jeszcze gorszą? :D
forum miłośników serialu „Star Trek”, gdzie ludzi zdolnych do używania mózgu po prostu nie ma - Przewodas

Awatar użytkownika
Lafcadio
Nexus 6
Posty: 3193
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 17:57

Post autor: Lafcadio » sob, 21 lis 2009 16:37

Q pisze:Dla mnie to był dowód jego wspaniałomyślności. Ot, nachylił się z litością nad "pierwotniakiem", owszem - geniuszem, ale reliktem brutalniejszej epoki. Bardzo typowo startrekowe myślenie.
No i właśnie nie do końca mi to myślenie podchodzi ;)
Q pisze:
Lafcadio pisze:A temat mi nie przeszkadzał ;)
Bo to dobre jest - konstatacja, że wielkie jednostki z przeszłości, to zwykle były straszne sukinsyny.
Niestety nie bardzo zdają się iść w kierunku "ci których postrzegamy jako dobrych - także" ;)
Q pisze:Zaraz. Z jednej strony mamy ponoć geniusza, nie kretyna (Khan). Drugi (Nero) to raczej zdrowo myślący prosty chłop. Trudno uwierzyć by tak im odwaliło.

(No, w wypadku Khana jeszcze można bronić tego wariactwa - wielcy dyktatorzy rzadko byli rozsądnymi - i całkiem zdrowymi psychicznie - ludźmi. Ale Nero, typowy "kosmiczny kierowca"... I że załoga na to poszła? Psychozy zbiorowej dostali???)
Może wstrząs spowodowany utratą planety...? Proste chłopy, jak ich określiłeś, wcale nie muszą się aż tak różnić od inteligentnych. Jeśli inteligentna osoba ma skłonność do przemocy (co w gruncie rzeczy nie jest takie niemożliwe, ostatecznie inteligencja jest raczej podległa charakterowi) może z niej wyrosnąć taki sam złoczyńca jak i z głupszego. Różnica, jak sądzę, polegała by na tym, że inteligentny złoczyńca miałby dodatkowego sojusznika - swoją inteligencję właśnie.
Natomiast Khana nigdy nie opuściło poczucie wyższości ;) Nie tylko nad Kirkiem.
Q pisze:
Lafcadio pisze:Hmmm, potworek z najgorszej walki ever :> A to ciekawe :>
Czyżby szykowali nową walkę, jeszcze gorszą? :D
Myślę, że myślenie "jak coś jest x razy silniejsze od człowieka, to musi być też x razy wolniejsze" nie ma w dzisiejszych czasach zwolenników. Ale mogę się mylić ;)
Ja mam śmiałość to panu powiedzieć, bo pan mi wie pan co pan mi może? Pan mi nic nie może. Bo ja jestem z wodociągów.

Awatar użytkownika
Q
Pciuch
Posty: 1493
Rejestracja: wt, 25 lis 2008 18:01

Post autor: Q » sob, 21 lis 2009 17:25

Lafcadio pisze:No i właśnie nie do końca mi to myślenie podchodzi ;)
No to Ty już "Star Treka" nie polubisz ;). Na tle jego utopizmu nawet "Obłok Magellana" wysiada.

Mnie tam właśnie m.in. to w nim kręci ;).
Lafcadio pisze:
Q pisze:Bo to dobre jest - konstatacja, że wielkie jednostki z przeszłości, to zwykle były straszne sukinsyny.
Niestety nie bardzo zdają się iść w kierunku "ci których postrzegamy jako dobrych - także" ;)
Owszem, mogli to ostrzej wyartykułować, ale przecież padają argumenty, że Khan to było - jak na jego czasy - mniejsze zło. Że jednoczył, że rozwijał, że praktycznie nie mordował. A jednostki między którymi wymienia go pani historyk to są zasadniczo "ci dobrzy".
Lafcadio pisze:Może wstrząs spowodowany utratą planety...?
I wszyscy zgłupieli na tą sama modłę? I w dodatku sprawili sobie gotyckie ciuchy, miecze i coś jakby halabardę?

Co to, RPCowcy byli?
Lafcadio pisze:Myślę, że myślenie "jak coś jest x razy silniejsze od człowieka, to musi być też x razy wolniejsze" nie ma w dzisiejszych czasach zwolenników. Ale mogę się mylić ;)
Nie wiem czy to była kwestia filozofii. Zdaje się, że w tym kostiumie nie dało się szybciej ruszać.

E: taka ciekawostka (newsa dawałem już do "Pary i nauki", ale tu jest rozwinięcie):
http://www.startrek.pl/article.php?sid=925
forum miłośników serialu „Star Trek”, gdzie ludzi zdolnych do używania mózgu po prostu nie ma - Przewodas

Awatar użytkownika
Lafcadio
Nexus 6
Posty: 3193
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 17:57

Post autor: Lafcadio » sob, 21 lis 2009 21:41

Q pisze:
Lafcadio pisze:No i właśnie nie do końca mi to myślenie podchodzi ;)
No to Ty już "Star Treka" nie polubisz ;)
Ja go lubię już teraz ;) Oglądanie The Original Series potrafi być niezwykłe przyjemne :> Jestem na etapie trzeciego sezonu i jak tylko się wywiążę z kilku zobowiązań zamierzam dokończyć.
Aczkolwiek nie umiem być wobec niego bezkrytyczny ;)
Q pisze:
Lafcadio pisze:Może wstrząs spowodowany utratą planety...?
I wszyscy zgłupieli na tą sama modłę? I w dodatku sprawili sobie gotyckie ciuchy, miecze i coś jakby halabardę?
Co to, RPCowcy byli?
Zastanawiam się pod co podpiąć zachowanie reszty. Lojalność wobec najbardziej wpływowych? Emocjonalność natury mogłaby zadziałałać. Mogli pojawić się tacy co się sprzeciwili, ale nie zyskali przyjaźni reszty i poznali smak kosmicznej egzekucji a'la "śluza" ;) Ale tego w filmie jakoś tak sobie nie potrafię przywołać :>
Q pisze:
Lafcadio pisze:Myślę, że myślenie "jak coś jest x razy silniejsze od człowieka, to musi być też x razy wolniejsze" nie ma w dzisiejszych czasach zwolenników. Ale mogę się mylić ;)
Nie wiem czy to była kwestia filozofii. Zdaje się, że w tym kostiumie nie dało się szybciej ruszać.
:> Przypomnij więc sobie odcinek "This side of paradise", kiedy to wszyscy z załogi ulegli jakimś dziwnym zarodnikom poza kapitanem, który potem uniknął tego losu. Niemniej, by odzyskać Spocka musiał wzbudzić w nim agresję i sprowokował go do walki. I Spock, kilkakrotnie silniejszy od człowieka (co zdaje się Kirk podkreślił w tym odcinku) poruszał się w tej walce jakoś tak wolno ;)

PS. Spock jako "prosperujący" kochanek
Ja mam śmiałość to panu powiedzieć, bo pan mi wie pan co pan mi może? Pan mi nic nie może. Bo ja jestem z wodociągów.

Awatar użytkownika
Q
Pciuch
Posty: 1493
Rejestracja: wt, 25 lis 2008 18:01

Post autor: Q » ndz, 22 lis 2009 02:30

Lafcadio pisze:Ja go lubię już teraz ;) Oglądanie The Original Series potrafi być niezwykłe przyjemne :> Jestem na etapie trzeciego sezonu i jak tylko się wywiążę z kilku zobowiązań zamierzam dokończyć.
A to ja chamską prywatę uskutecznię ;-). Poproszę Cię mianowicie, żebyś jakie recenzje napisał, abo dla "Fahrenheita", abo na moją stronę, a jek się da - i tu, i tu.
Lafcadio pisze:Aczkolwiek nie umiem być wobec niego bezkrytyczny ;)
Nikt nie umie ;-). Dowodem choćby ta zabawa fanów ze startrek.pl w błędów wyszukiwanie. Kupa śmiechu jest przy tym ;-).
Q pisze:
Lafcadio pisze:Może wstrząs spowodowany utratą planety...?
I wszyscy zgłupieli na tą sama modłę? I w dodatku sprawili sobie gotyckie ciuchy, miecze i coś jakby halabardę?
Co to, RPCowcy byli?
Zastanawiam się pod co podpiąć zachowanie reszty. Lojalność wobec najbardziej wpływowych? Emocjonalność natury mogłaby zadziałałać. Mogli pojawić się tacy co się sprzeciwili, ale nie zyskali przyjaźni reszty i poznali smak kosmicznej egzekucji a'la "śluza" ;) Ale tego w filmie jakoś tak sobie nie potrafię przywołać :>
Q pisze::> Przypomnij więc sobie odcinek "This side of paradise", kiedy to wszyscy z załogi ulegli jakimś dziwnym zarodnikom poza kapitanem, który potem uniknął tego losu. Niemniej, by odzyskać Spocka musiał wzbudzić w nim agresję i sprowokował go do walki. I Spock, kilkakrotnie silniejszy od człowieka (co zdaje się Kirk podkreślił w tym odcinku) poruszał się w tej walce jakoś tak wolno ;)
A co się miał spieszyć? Spock był flegmatyczny Vulcan, a nie jakiś wybuchowy wulkan. Ale serio: może i coś w tym jest i w takim razie powolny, a morderczy atak lepiej wyglądającego Gorna mógłby być ciekawy, lubię takie smaczki.

Ale masz rację - Abrams i jewo kammanda będą woleli coś dynamicznego zapewne, bo tak bardiej popcornowo jest...
Thx. Wrzucę "swoim" dziewczynom, niech się cieszą ;-).
forum miłośników serialu „Star Trek”, gdzie ludzi zdolnych do używania mózgu po prostu nie ma - Przewodas

Awatar użytkownika
Lafcadio
Nexus 6
Posty: 3193
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 17:57

Post autor: Lafcadio » śr, 25 lis 2009 22:20

Q pisze:A to ja chamską prywatę uskutecznię ;-). Poproszę Cię mianowicie, żebyś jakie recenzje napisał, abo dla "Fahrenheita", abo na moją stronę, a jek się da - i tu, i tu.
Wiesz, wciąż zalegam z recenzją z abramsowego do Fahrenheita :>
Q pisze:Nikt nie umie ;-). Dowodem choćby ta zabawa fanów ze startrek.pl w błędów wyszukiwanie. Kupa śmiechu jest przy tym ;-).
Próbuję przez to przebrnąć, ale za dużo o stopniach na początku ;)
Q pisze:może i coś w tym jest i w takim razie powolny, a morderczy atak lepiej wyglądającego Gorna mógłby być ciekawy, lubię takie smaczki.

Ale masz rację - Abrams i jewo kammanda będą woleli coś dynamicznego zapewne, bo tak bardiej popcornowo jest...
Tia, nawet w reboocie takich smaczków nie brakuje.
Ja mam śmiałość to panu powiedzieć, bo pan mi wie pan co pan mi może? Pan mi nic nie może. Bo ja jestem z wodociągów.

Awatar użytkownika
Millenium Falcon
Saperka
Posty: 6212
Rejestracja: pn, 13 lut 2006 18:27

Post autor: Millenium Falcon » śr, 25 lis 2009 22:27

Lafcadio pisze:
Q pisze:A to ja chamską prywatę uskutecznię ;-). Poproszę Cię mianowicie, żebyś jakie recenzje napisał, abo dla "Fahrenheita", abo na moją stronę, a jek się da - i tu, i tu.
Wiesz, wciąż zalegam z recenzją z abramsowego do Fahrenheita :>
Pisz, bo walnę pean na cześć Spocka i podpiszemy to "Ślim". ;P
ŻGC
Imoł Afroł Zgredai Padawan
Scissors, paper, rock, lizard, Spock. - Sheldon Cooper

Awatar użytkownika
Lafcadio
Nexus 6
Posty: 3193
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 17:57

Post autor: Lafcadio » śr, 25 lis 2009 22:40

Millenium Falcon pisze:i podpiszemy to "Ślim". ;P
To już by było przegięcie :P
Ja mam śmiałość to panu powiedzieć, bo pan mi wie pan co pan mi może? Pan mi nic nie może. Bo ja jestem z wodociągów.

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 5629
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » śr, 25 lis 2009 22:46

Ja tam już dawno porzuciłem nadzieję...

Mnięczak znaczy jestem i tyle... :P
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
Q
Pciuch
Posty: 1493
Rejestracja: wt, 25 lis 2008 18:01

Post autor: Q » czw, 26 lis 2009 04:56

Lafcadio pisze:Tia, nawet w reboocie takich smaczków nie brakuje.
Na smaczki to oni postawili wręcz, przy czym nie wszystkie trafione. Np. ten cardassiański drink...

ps. Sokolica o tym R2-D2 w "jedenastce" toś słyszała? (Złośliwi twierdzą, że to pokazuje co robi nowy ST z nowymi SW ;).)
forum miłośników serialu „Star Trek”, gdzie ludzi zdolnych do używania mózgu po prostu nie ma - Przewodas

Awatar użytkownika
Millenium Falcon
Saperka
Posty: 6212
Rejestracja: pn, 13 lut 2006 18:27

Post autor: Millenium Falcon » czw, 26 lis 2009 08:08

Q pisze:ps. Sokolica o tym R2-D2 w "jedenastce" toś słyszała? (Złośliwi twierdzą, że to pokazuje co robi nowy ST z nowymi SW ;).)
Słyszała, a raczej widziała, ale tam, gdzie widziała, to był na chama na czerwono zaznaczony. A tu nie może znaleźć, co dowodzi, że go nie ma. ;P
ŻGC
Imoł Afroł Zgredai Padawan
Scissors, paper, rock, lizard, Spock. - Sheldon Cooper

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 5629
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » czw, 26 lis 2009 08:13

Jest. Nad głową pierwszego pana po lewej. Troszkę nad i troszkę w prawo.

Dla mnie to wygląda na normalny fotomontaż. Nie takie rzeczy się w FS-ie robiło.
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
Lafcadio
Nexus 6
Posty: 3193
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 17:57

Post autor: Lafcadio » śr, 02 gru 2009 09:35

Ten news brzmi obiecująco. Jeśli rzecz jasna coś z tego wyjdzie ;)
Ja mam śmiałość to panu powiedzieć, bo pan mi wie pan co pan mi może? Pan mi nic nie może. Bo ja jestem z wodociągów.

Awatar użytkownika
Q
Pciuch
Posty: 1493
Rejestracja: wt, 25 lis 2008 18:01

Post autor: Q » pt, 04 gru 2009 06:23

Byłoby nieźle. Choć jeszcze bardziej ucieszyłbym się z posadzenia na stołku scenarzysty Normana Spinrada lub (znanego raczej jako pół-grafoman-nowelizator) A. D. Fostera. Ich scenariusze do "ST" uważam za najlepsze/najciekawsze.
forum miłośników serialu „Star Trek”, gdzie ludzi zdolnych do używania mózgu po prostu nie ma - Przewodas

Awatar użytkownika
Q
Pciuch
Posty: 1493
Rejestracja: wt, 25 lis 2008 18:01

Post autor: Q » sob, 10 wrz 2011 11:23

Wspominana tu - w kontekscie urody Tyra - "Andromeda" (AND), to - jak zwykłem mawiać - niedoszły "Trek", czyli pomysł na ciąg dalszy "Star Treka" (pierwotnie osadzony miał być bodaj w XXV wieku, zgodnie z Roddenberry'owską zasadą przeskawiwania o stulecie), który w efekcie sporów pomiędzy spadkobiercami po Roddenberrym z Paramountem wylądował poza tzw. kanonem.

Zawocowało to - z przyczyn oczywistych - przemianowaniem UFP na Systems Commonwealth (inna rzecz, że polski tłumacz zrobił z tego znów "Federację" ;D), Star Fleet na High Guard, Borga na Consensus of Parts (co za ulga, bez królowej), augmentów na Nietzschean etc.

Przesłanka fabuły jest całkiem interesująca - Federacja (świadomie pozostanę przy trekowym nawewnictwie) wali się pod ciężarem tarć wewnętrznych (i własnego idealizmu) do tego stopnia, że zostaje zredukowana do jednego statku, jednak okazuje się, że jeden kapitan i jeden statek to dość by przywrócić nadzieję i rozpocząć dzieło odbudowy.

(Uwaga: o jakiejkolwiek "trekowości", i jakimkolwiek sensie, można mówić praktycznie tylko w dwu pierwszych, w których porządku pilnował - znany i z pracy przy "DS9" - Robert Hewitt Wolfe. Potem rzecz została popsuta tak bardzo, że nie wiem czy nie czyni jej to najgorszą z epigońskich popłuczek po "ST", choć "VOY" i "ENT" też starały się wypaść jak najgorzej ;).)

Piszę o tym, bo powtórzyłem sobie ostatnio trzy odcinki "AND".

Zacznę od refleksji ogólnej: wiele bym zniósł, gdyby nie wygląd bohaterów. Głupawo wyglądające mundury (ten ciemny jeszcze w miarę strawny), noszone na biodrach pistolce, godna "Herculesa" czy "Cleopatry 2525" kolczuga Tyra i równie "udana" charakteryzacja Trance, do tego Rev Bem wyglądający jak potworki z "Space: 1999".
Ogólnie zresztą warstawa wizualna w/w serialu jest - bez dwóch zdań - kuriozalna (swoją drogą: powstać po roku 2000 jako oficjalna produkcja, a prezentować się gorzej/biedniej nie tylko od "TOS", ale i od fanowskich "New Voyages" to trzeba sztuki; nigdy też nie pojmę dlaczego Hunt nie umundurował swojej zbieraniny - jak ktoś ma uwierzyć w odbudowę Federacji, skoro jej "odbudowniczowie" sami odżegnują się od jej symboliki, prezentując się jak banda obdartych najemników/piratów?
To może odrzucić i doskonale rozumiem widza, który ujrzawszy owo panopticum zrezygnuje z dalszego kontaktu z serialem.
Ponieważ jednak wizualna tandeta - znacznie mniej grubokalibrowa zresztą - odstrasza wielu i od oryginalnego "Treka", zadałem sobie trud oglądania dalej. To co zobaczyłem okazało się nawet interesujące. Interesujące po uwzglednieniu jeszcze jednej poprawki: otóż "Treka" wypada tak naprawdę uznać (o czym na "swoim" forum zawsze nudzę) za teatr; "AND" jest tu teatrem do kwadratu, bo najpierw trzeba uwierzyć aktorom na słowo, że grają.

Zacznę od technologii. Aż szkoda, że nie powstała ta "ANDzia" jednak jako "Trek", bo technologicznie ma to całkiem sporo sensu. Tytułowy statek mający przy tym mózg będący samoświadomą AI, zdalnie sterowane myśliwce, rozwinięta VR (mniejsza o to, że gogle wyglądają jak zrobine z cynfolii :P) i inne elementy cyberpunkowe, nanotechnologia w roli leków (wreszcie dobre wyjaśnienie cudów trekowej medycyny) oraz transwarp zwany slipstream drive (lot z jego użyciem przypomina sceny wormhole'owe z "TMP"). Wszystko to chciałoby się aż zobaczyć w "oficjalnym "Treku" (harpuny, którymi da się wywlec statek z czarnej dziury pominę łaskawym milczeniem; zresztą w "VOY" podobny kfiatek był).
Era częsciowego upadku cywilizacji pozwala zresztą mieszać różne poziomy technologiczne, aż szkoda, że to nie "Trek" oficjalny, bo byłaby to okazja do bezbolesnego reBootu (co bzdurniejsze technologie przepadłyby w pomroce dziejów).

Dalej: bohaterowie. Zagrani to oni nie są, ale na każdego z nich autorzy (nie wiem ile tu zasługi Roddenberry'ego, a ile Wolfe'a) mają jakiś pomysł, zazwyczaj naprawdę dobry. I co więcej ten pomysł owocuje potem tym jak postać myśli i się zachowuje, to nie jest "VOY", w którym biografie bohaterów mamy sobie, a muzom.
Generuje to - co prawda - konflikty w załodze, ale można powiedzieć, że jest to genialnie proste obejście przez Roddenberry'ego jego własnej zasady ("brak konfliktów w załogach GF"), w końcu poza kapitanem, wszyscy inni dopiero uczą sie tam jak być załogą służącą wiadomym ideałom (może to chcą podkreślić tym brakiem mundurów?). (Nawiasem: można też, co ciekawe, powiedzieć w sumie, iż jest to pierwsza załoga Roddenberry'ego mająca - tu przypomina się jedna z bardziej zażartych dyskusji na startrek.pl ;-) - swojego kapelana. B. specyficzny to kapelan zresztą...)

Do tego dochodzą wątki mistyczno-religijne, w dalszych sezonach robi się z nich durna fantasy, w pierwszych jednak pozwalają na całkiem interesujące zderzenie myślenia świeckiego z religijnym (śmiem sądzić, że ciekawsze niż w "DS9" czy nawet w "nBSG").

Na koniec mały puls za przypomnienie - i praktyczne udowodnienie - maksymy Gartha, że wystarczy jeden federacyjny okręt, by rzucić na kolana Galaktykę (a nawet kilka).

Teraz recenzje.
"To Loose the Fateful Lightning" - przypomina się stary (nie)dobry "TOS". Bohaterowie w poszukiwaniu szczątków Federacji, które możnaby scalić, trafiają na wciąż w jakimś stopniu funkcjonalną stację kosmiczną zamieszkałą przez potomków dawnej załogi, deklarujących wierność federacyjnemu stylowi życia. Potomkami okazuje się banda nastolatków (kolejne pokolenia dzieci rodzących dzieci, umierających szybko z powodu promieniowania), która federacyjne ideały i procedury Floty zmieniła w religijny rytuał, wypaczając mocno ich sens (sytuacja nieco jak z "Władcy Much", zwł, że słowo "pokoj" nabrało w tej religii znaczenia "śmierć wszystkim wrogom"). Co stanie się gdy kapitan Hunt postanowi przeciwstawić mitowi - prawdę? Jaki użytek zostanie zrobiony z odkrytych na stacji Bomb Nova (wynalazek Sorana? ;-)), najpotężniejszej ze znanych broni. Do czego doprowadzi w/w nastolatków świadomosc dyspoowania tą potęgą? Wreszcie, pytanie odcinka: za jaką cenę godzi się odbudować Federację?
"D Minus Zero" - prościutka historia o pojedynku naszych bohaterów z tajemniczym nieprzyjacielskim okrętem służy jako pretekst do rozważań o lojalności, przypadkowej w sumie, załogi wobec kapitana, ale i kapitana wobec załogi. Są dla niego tylko mięsem armatnim w dziele odbudowy Federacji czy kimś więcej? Mogą - i umieją - mu zaufać czy nie?
"Angel Dark, Demon Bright" - odcinek chyba najlepszy z tych trzech. Czy przeszłość wolno zmieniać, jeśli już przeniesie się w czasie? Czy zdoła się ją zmienić, choćby się chciało? Czy wszyscy jesteśmy częścią bezbłędnego planu sil wyższych, jak chce Rev Bem? Czy są sytuacje usprawiedliwiające ludobójstwo? Co bohaterowie zrobią stojąc w obliczu możliwości zmiany losów decydującej bitwy między Nietzscheanami, a niedobitkami sił Federacji? Wreszcie jaka cenę przyjdzie im za to zapłacić? Czy aby zostać mesjaszem, należy stać się aniołem śmierci?

Dwa pierwsze odcinki mieszczą się w solidnej trekowej średniej, trzeci wykracza ponad nią, acz odpowiedzi na postawine tam pytania nie każdemu przypadną do gustu. W każdym razie - pod powierzchnią wizualnej beznadziei - jest to fantastyka dająca do myślenia. Polecam. (Skusi się kto? ;-)

Edit: tu recenzje lepsze od moich ;-):
http://www.jammersreviews.com/andr/s1/

ps. kupuję postać kapitana Dylana "Herculesa" Hunta, wprawdzie nie można skłamać, że Kevin Sorbo nawet próbuje ją grać, ale sama jej konstrukcja i sensy, które za sobą niesie są na miarę starego-dobrego Treka; nawet deklarowana mesjańskosć naszego kapitana (siły wyższe chcą odbudowy Federacji? hmm...) przeszkadza znacznie mniej niż by mogła... ba, posturę Sorbo też logicznie wyjaśnili (heavyworlder)...

(nie kupuję natomiast tego co ten kapitan "Hercules" Hunt wyprawiał w ostatnich sezonach)
forum miłośników serialu „Star Trek”, gdzie ludzi zdolnych do używania mózgu po prostu nie ma - Przewodas

ODPOWIEDZ