Bones

czyli osobno o serialach TV, koniecznie rozdzielnie i przeciwpołożnie

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Olaf
Wujcio Cleritus
Posty: 760
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 11:44

Bones

Post autor: Olaf » sob, 16 maja 2009 14:00

Ostatnio katuję "Bones", podobnież kiepską kopię "CSI" (nie wiem, czy tak jest w istocie, bo tego drugiego nie oglądałem). Jak dla mnie serial jest spoko - nawet mnie wciągnął i pozwolił mi się zżyć z bohaterami, czyli agentem FBI i ekipą "zezowatych", czyli antropologami i patologami z Instytutu Jeffersona. W czwartym sezonie jest odcinek 21, "Mayhem On A Cross". Gdy zobaczyłem pierwszą scenę rozgrywającą się w Norwegii, czyli wymalowaną kapelę grającą pseudometal za pomocą pił spalinowych, a za nią szkielet na krzyżu z charakterystycznie rozłożonym żebrami, wiedziałem, że to odcinek dla mnie. :) I takoż było. Cały odcinek inspirowany jest słynną sprawą norweskiej kapeli, nomen omen, "Mayhem", samobójczą śmiercią jej wokalisty "Dead'a" i morderstwem Euronymousa dokonanym przez Varga Vikernesa (niedawno warunkowo opuścił więzienie). "Miły" odcinek, mówiący co nieco o subkulturze metalowej i jej walce o "tru" metal. No i do tego drobniutki motyw wikiński - szkielet nosił ślady "krwawego orła", tortury przypisywanej wikingom, choć prawdopodobnie tak bawili się Celtowie. Był jeszcze jeden ciekawy odcinek, tym razem wyraźnie wzorowany na "Blair Witch Project". Fajnie się to ogląda.
Twardy, kruchy i pozbawiony życia. (by Dabliu)

Dziękuję wszystkim za pomoc mojemu menelowi! I proszę o kolejne datki:p

Awatar użytkownika
Montserrat
Szczurka z naszego podwórka
Posty: 2053
Rejestracja: ndz, 17 gru 2006 11:43

Post autor: Montserrat » sob, 16 maja 2009 19:10

Uzależniona byłam od Bones swego czasu. Obecnie jestem kilka odcinków do tyłu, ale dla mnie serial zacny. Zwłaszcza te wszystkie pogniłe trrrrupki. Mniam.
"After all, he said to himself, it's probably only insomnia. Many must have it."

Awatar użytkownika
Olaf
Wujcio Cleritus
Posty: 760
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 11:44

Post autor: Olaf » ndz, 17 maja 2009 13:14

Najbardziej do gustu przypadają mi relacje między Boothem i Bones. On, archetypiczny rycerz (właściwie to nawet paladyn) i dżentelmen sprzed co najmniej 500 lat, z silnym instynktem opiekuńczym i stadnym, udający głupka, bo takim chcą go widzieć ludzie. Jednocześnie niezwykle emocjonalny "chłopiec". Ona, silna, samodzielna kobieta, genialny naukowiec niemal całkowicie oderwany od rzeczywistości i patrzący na świat w jedyny znany mu sposób - racjonalnie. Zero empatii, i chociaż jest antropologiem, to również zero zrozumienia drugiego człowieka. Tylko fakty mają dla niej znaczenie. Mimo to, o dziwo, całkiem nieźle sobie radzi. Ta jej ułomność w kontaktach interpersonalnych sprawia, że człowiekowi chce się nią zaopiekować - i tu w roli opiekuna występuje Booth. Bones to księżniczka uwięziona w wieży nauki izolującej ją od świata ludzkich, naturalnych dla społeczeństwa emocji i zachowań, a Booth, to rycerz, który stara się ją z tej wieży wydostać. Strasznie poważnie to brzmi, ale tak na prawdę, to rodzi mnóstwo zabawnych sytuacji. No i współpracownicy tej pary, "zezowaci", naukowcy z kilkoma doktoratami, też w jakiś sposób pozamykani w sobie, żyjący we własnych światach. Poza Angelą. Ona mnie z kolei rozbraja swoim podejściem do życia. No i jej ojciec to Billy Gibbons, koleś z ZZ Top, a to wiele mówi o samej postaci Angeli. Studenci-asystenci to też masakra, co jeden to lepszy. Od czasów House'a żaden serial mnie tak nie wciągnął, chociaż House to całkiem inna liga (jest jedna rzecz co łączy obie postaci - i House i Bones są aspołeczni, każde z innych powodów).
Twardy, kruchy i pozbawiony życia. (by Dabliu)

Dziękuję wszystkim za pomoc mojemu menelowi! I proszę o kolejne datki:p

Awatar użytkownika
Montserrat
Szczurka z naszego podwórka
Posty: 2053
Rejestracja: ndz, 17 gru 2006 11:43

Post autor: Montserrat » ndz, 17 maja 2009 17:58

No i mnie właśnie też wątek relacji Bones-Booth strasznie zaintrygował. Ta nieporadność geniuszki w odniesieniu do "żywych" ludzi i to, jak ładnie się uczy zachowań "normalnych" od Bootha. Powoli, bo powoli, ale... No i jest kilka naprawdę dobrych odcinków. Tak samo zresztą jak w Housie.
Angela jest wartością samą w sobie, choć w późniejszych odcinkach, uwikłana w te miłostki, rozstania i zestania, robi się trochę denerwująca.
Ach, no i jest uroczo olewany Sweets :)
"After all, he said to himself, it's probably only insomnia. Many must have it."

Soqu

Post autor: Soqu » wt, 26 maja 2009 16:11

Bones to w sumie mój ulubiony serial, staram się każdy odcinek zobaczyć, aczkolwiek ostatnio (albo to się stało all of sudden, albo coś ze mna jest nie tak) serial stał się trochę tak jakby schematyczny. Raz że mniej jest tych rzeczy związanych z kośćmi itd, a dwa że cóż każdy odcinek, w sensie każdy przestępca który jest głównym winnym jest przedstawiony wg schematu. Od pewnego czasu aż do teraz, co każdy odcinek, na samym początku znam mordercę :(. Aczkolwiek sam serial w sobie jest naprawdę ciekawy i innowacyjny. Nie jest to kolejna kopia jakichś seriali kryminalnych gdzie nastawieni są tylko na prace policyjna, ale jest tak jakby od podszewki. Czyli kościach. No i dialogi :P Są świetne jak i same postacie. Szczególnie lubię dr Hodginsa :P I jego eksperymenty które robi razem z Zackiem :P Humorystyczny serial :)

Awatar użytkownika
Nakago
Fargi
Posty: 450
Rejestracja: śr, 09 sty 2008 22:06

Post autor: Nakago » śr, 25 maja 2011 18:07

"Kości" to serial, od którego się uzależniłam. (Teraz przez kilka miesięcy będę cierpiała na syndrom odstawienny zapewne, bo zeszłotygodniowy odcinek był ostatnim tego sezonu; przy okazji: niezły opad szczęki zaserwowali scenarzyści na sam koniec...) Uwielbiam postaci, ich rozmowy, przyglądanie się ich pracy, sposób, w jaki dochodzą do sedna. Niejednokrotnie zadziwiają mnie również przestępcy, tak swoją psychiką, jak pobudkami czy modus operandi. Ciekawe jest również to, że - ponieważ obserwujemy pracę FBI, nie policji czy innej organizacji "regionalnej" - podróżujemy z bohaterami praktycznie po całych Stanach i poznajemy różne ciekawostki dotyczące rozmaitych miejsc.

Wydaje mi się jednak, że serial "wygrywa" u mnie głównie dzięki postaciom. Takiej bohaterki, jak Temperance, nigdy wcześniej (ani później) nie czytałam ani nie oglądałam. Piekielnie inteligentna... a jednocześnie tak głupia! W sensie, że nieradząca sobie z ludźmi, jakby w ogóle wśród nich nie żyła, jakby nie istniała na tym świecie. Jak ona czasem coś palnie, z tą swoją śmiertelną powagą w dodatku lub, co bywa jeszcze bardziej powalające, tym pełnym niedowierzania tonem, jakby nie mogła pojąć, że ktoś uważa inaczej czy też musi szukać potwierdzenia dla rzeczy oczywistej... Jest iście rozbrajająca. Cała reszta dotrzymuje jej kroku - różnią się od niej, to oczywiste (serial pełen takich indywiduów byłby chyba kompletnie niestrawny), ale mają swoje pięć minut, mają cechy, które powodują, że te postaci też potrafią zdobyć sympatię widza. I dotyczy to również bohaterów drugoplanowych, jak ojciec i brat Temperance, jej asystenci i faceci, kobiety Bootha czy jego syn. Tylko przestępcy, zwłaszcza ci, którzy powracają jak złe szelągi, są naprawdę antypatyczni i, cóż, przerażający (ja wiedziałam, wiedziałam!, że z tym całym snajperem będą problemy! szkoda tylko, że aż takie... :-(). To też się scenarzystom udało, moim zdaniem. (Acz sprawiło, że miałam gigantyczne opory przed zabraniem się za ostatni odcinek, w którym pojawił się Grabarz).

Serial podoba mi się tak bardzo, że aż sięgnęłam po powieści, których główna bohaterka była - i jest - pierwowzorem Temperance "Kości" Brennan (nawet tak samo się nazywa, bez przydomka nadanego jej przez Bootha - bo też Bootha tam nie ma). Książkowa Temperance jest jednak całkiem inna (psychicznie i fizycznie; profesjonalnie zajmują się tym samym), nie ma wśród niej wszystkich tych serialowych zezulców, klimat książek diametralnie różni się od klimatu serialu. Inna sprawa, że to są grube powieści (ostatnio przeze mnie przeczytane "Diabelskie kości" mają jakieś 450 stron), więc raczej trudno byłoby zachować większe podobieństwo, szczególnie jeśli się chce, aby serial miał budowę przeważnie jednak epizodyczną (w sensie, że bez zachowania ciągłości fabuły - no poza wątkami w rodzaju relacji prywatnych oraz nielicznymi powracającymi złoczyńcami). Książki spokojnie przeczytać można, nie liczcie jednak, że dostaniecie w nich coś choćby marginalnie podobnego do serialu.
You can be anything you want to be
Just turn yourself into anything you think that you could ever be
("Innuendo", Queen)

Awatar użytkownika
Bakalarz
Stalker
Posty: 1990
Rejestracja: pn, 01 sty 2007 17:08

Post autor: Bakalarz » pn, 30 maja 2011 12:33

IMO najlepszą stroną serialu są właśnie bohaterowie. Niby schematyczni do bólu - bo wiadomo że ona i on, jest dylemat poznawczy czy między nimi iskrzy czy nie, a w tle zawrotne tempo akcji (czyli mniej więcej to, co już było choćby w Archiwum X, czy JAG albo NCIS) - ale jacyś inni. Ja do nich poczułem naprawdę sporą dozę sympatii. Nie żeby mnie serial wcisnął w podłogę (trochę za mało czasu mam na oglądanie), ale naprawdę go lubię.
Sasasasasa...

ODPOWIEDZ