Torchwood

czyli osobno o serialach TV, koniecznie rozdzielnie i przeciwpołożnie

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Ilt
Kameleon Super
Posty: 2691
Rejestracja: pt, 02 paź 2009 15:45

Torchwood

Post autor: Ilt » ndz, 24 lip 2011 20:31

"Jakim cudem nie ma jeszcze tematu na temat Torchwood, spin-offa Doktora Who?", zadałem sobie to pytanie dobry tydzień temu i prawie natychmiast nasunęła mi się odpowiedź: "Bo pierwsze trzy sezony są co najwyżej przeciętne". Na szczęście wyszedł czwarty, bijący wszystkie seriale science fiction w tym roku (gdzie przez wszystkie rozumiem wszystkie o których wiem: Doctor Who, Alphas, Falling Skies, Haven, Fringe, Stargate Universe, Eureka, No Ordinary Family).
Zadałem sobie też pytanie: "Dlaczemu Torchwood S4 jest taki dobry?". Odpowiedź przyszła natychmiast. Scenarzyści zaczęli pić na umór i w końcu odwiedziła ich Muza wraz z mężem Budżetem Większym. Historia jest niebanalna - pewnego pięknego dnia wszyscy ludzie na świecie przestają być śmiertelni. Niezależnie od stopnia odniesionych obrażeń. Bomba? Odcięcie głowy? Wszystko pozostaje żywe - zniszczone, niereagujące się, żywe. Jesteś pedofilem mordercą poddawanym właśnie karze śmierci? Cóż, przeżyłeś. Wychodzisz na wolność. Nie ma morderstwa. Nie ma przestępstwa znanego jako "usiłowanie morderstwa". Chorzy ludzie nie umierają, zatem bakterie i wirusy w nich też nie, mogą rozmnażać się w nieskończoność. Brakuje leków przeciwbólowych (a przecięcie na pół przyjemne nie jest), żywności, porządku. Pojawiają się nowe ruchy religijne. Chaos. Dezorganizacja. I Jack Harkness, the eye candy.

Jeśli was skusiłem, przypominam - trzy pierwsze sezony IMHO można pominąć.
The mind is not a vessel to be filled but a fire to be kindled.

Awatar użytkownika
No-qanek
Baron Harkonnen
Posty: 4075
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Post autor: No-qanek » ndz, 24 lip 2011 23:14

No proszę, zrobili aż 4 sezony? Czemuż to ja o niczym nie wiem.

Obejrzałem pierwszy sezon i połowę drugiego i stwierdziłem, że to jednak nudnawe, a obecność Johna Barrowmana nie jest wystarczającym argumentem za.

To co opisuejsz brzmi ciekawie, choć nie gwarantuje braku prowincjonalności, która mnie od Torchwood zawsze odwodziła. Ale jeśli rzeczywiście ma być tak dobre, jak obiecujesz to lecę... zdobywać.

Jak rozumiem wyszły trzy pierwsze odcinki?
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Awatar użytkownika
Ilt
Kameleon Super
Posty: 2691
Rejestracja: pt, 02 paź 2009 15:45

Post autor: Ilt » ndz, 24 lip 2011 23:27

Tak, pierwsze trzy sezony były prowincjonalne. Cardiff :P. Na szczęście 4 sezon jest bardziej kosmopolityczny. USA tu, USA tam. Jedyne co zostało to akcent Eve Myles <3.
obecność Johna Barrowmana nie jest wystarczającym argumentem za
Cóż, ja niestety mam słabą wolę i słabość do ładnych twarzy. Dzięki temu panu (a raczej: "przez") obejrzałem dużo więcej Doktora Who niż zamierzałem po zapoznaniu się z kilkoma odcinkami. Ba! John Jest na mojej liście "To nie zdrada", tuż za akcentem Eve Myles. ;-)
Jak rozumiem wyszły trzy pierwsze odcinki?
Yup, 3 na AFAIK 10.
The mind is not a vessel to be filled but a fire to be kindled.

Awatar użytkownika
No-qanek
Baron Harkonnen
Posty: 4075
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Post autor: No-qanek » pn, 25 lip 2011 00:38

USA nie zaradzi na prowincjonalność. Ja myślałem raczej o innych planetach, podróżach w czasie, zapierających dech w piersiach technologiach i w ogóle genialności personelu, do czego przyzwyczaił mnie Doctor Who.
A tam to taka prowincja jak w Archiwum X (nigdy nie oglądałem Archiwum), oni stali gdzieś w odległym cieniu wydarzeń ;-)
Cóż, ja niestety mam słabą wolę i słabość do ładnych twarzy. Dzięki temu panu (a raczej: "przez") obejrzałem dużo więcej Doktora Who niż zamierzałem po zapoznaniu się z kilkoma odcinkami.
Ha! Naczelny Pedał BBC wiedział co robić.
A Barrowman ma miłą powierzchowność (w sensie, że nie fizyczną, ale takie coś osobowościowe, co najlepiej widać na wierzchu). Gdyby nie to, byłby on dla mnie taki "za bardzo". A tak jest atrakcyjny, zabawny i przyjemny.

Co do akcentu - no tak, jest to kandydat na ideał, jeśli znajdzie się ktoś, kto wielbi seplenienie i kończenie każdego zdania zdziwieniem, że się istnieje :P
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Awatar użytkownika
Ilt
Kameleon Super
Posty: 2691
Rejestracja: pt, 02 paź 2009 15:45

Post autor: Ilt » pn, 25 lip 2011 10:53

USA nie zaradzi na prowincjonalność. Ja myślałem raczej o innych planetach, podróżach w czasie, zapierających dech w piersiach technologiach i w ogóle genialności personelu, do czego przyzwyczaił mnie Doctor Who.
No proszę, tobie w Doktorze Who podoba się to co mnie od niego odpycha. A ontopicznie - w takim wypadku Torchwood jest ciągle prowincjonalny (bo nie ma innych planet, podróży w czasie (choć Jack jest z LI stulecia AFAIK, zapierających dech w piersiach technologii: poza tym jego urządzonkiem i całkiem fajnym sprzętem do inwigilacji pochodzącym z odległego księżyca odległej planety; za to personel jest genialny : > )
Co do akcentu - no tak, jest to kandydat na ideał, jeśli znajdzie się ktoś, kto wielbi seplenienie i kończenie każdego zdania zdziwieniem, że się istnieje :P
Guilty~~! ;)
The mind is not a vessel to be filled but a fire to be kindled.

Awatar użytkownika
No-qanek
Baron Harkonnen
Posty: 4075
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Post autor: No-qanek » śr, 27 lip 2011 17:12

Obejrzałem trzy odcinki i powiem: pierwszy odcinek można sobie odpuścić, to jest wprowadzenie do historii, które można zaznaczyć w dziesięciu minutach. Jedyne, co go ratuje to Gwen Cooper jako portret matki-Walijki :) W ogóle Gwen jest tu jedyną ciekawą postacią, sam Jack nie robi specjalnie wrażenia. A Rex mnie wkurza, bo to jakiś popierdolony, irytujący człowiek, który obraża się jak mała dziewczynka.

Scenariusza wcale nie nazwałbym świetnym: jest nudny, sztampowy (agenci CIA, przeciw którym zwraca się ich własny wywiad to wytarty schemat), no i tragicznie naciągany.

I mimo śmierci populacja przyrasta o 200 000 ludzi dziennie. Więc póki my nie drżymy na myśl, że za 20 lat skończy się woda, jedzenie i przestrzeń to i oni nie powinni się martwić tym, że nastąpi to za 10 lat.

Sam pomysł bardzo ciekawy - ale nieprzemyślany, pełny bzdur.
No i jednak, gdy przyjrzeć się koncepcji bliżej to nierealny. To nie takie straszne, wszak chodzi o zabawę. Ale serialowi brakuje dystansu, po którym był poznał, że twórcy zdają sobie sprawę, że to nie na serio.

Nie podoba mi się też reklamowanie szarlatanów - pola morficzne naprawdę nie mają nic do tej historii.
A Oswald Danes mnie nudzi - ja rozumiem, pewnie potem się wyjaśni po co on w tej historii. Ale czy trzeba mu poświęcać aż tyle taśmy? Morderców, gwałcicieli i terrorystów to ja mam w gazetach. I to i tak dla mnie za dużo.

Mimo tych wad daje się to oglądać - może z sentymentu dla Jacka i Gwen. I dlatego, że chyba niedługo się to rozkręci (choć to nie świadczy dobrze o serialu - pamiętam jak mi znajomy polecał Grzywkę, że to takie świetne i naukowe. Po dwóch odcinkach, gdy mu odpowiedział, że jednak denne i kompletnie zmyślone odparł, że tak naprawdę to ciekawa ona jest od drugiego czy trzeciego sezonu. Tylko, że najpierw trzeba się przemęczyć z poprzednimi odcinkami, żeby rozumieć, o co chodzi. Ech, nie będę opisywał mojej reakcji)

Ale było parę dobrych kawałków:

Syntetyzowanie w samolocie EDyTy. Początkowo pomyślałem, że to będzie żałosne, ale sposób w jaki sobie poradzili okazał się niegłupi. Co prawda przekłamali trochę z czasem (reakcje organiczne się zwykle nie śpieszą), ale mogę powiedzieć, że mieli szansę 1/50, że to by wyszło.
A drugie to wizyta Jacka w męsko-męskim klubie :P Choć scena podrywu była ciut dziwaczna. I chyba wolałem Harknessa, gdy był bardziej panseksualny.
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Awatar użytkownika
Ilt
Kameleon Super
Posty: 2691
Rejestracja: pt, 02 paź 2009 15:45

Post autor: Ilt » śr, 27 lip 2011 19:36

Problem z przyrostem nie jest długoterminowy. Jest krótkoterminowy. Przez pewien czas przyrost naturalny uległby podwojeniu - a zanim gospodarka i produkcja by się przesterowała, minęłoby trochę czasu. Ostrożnie obstawiam, że rok. Okropny rok, podczas którego niedobory żywności dotyczyłyby wszystkich ludzi, poza najbogatszymi oczywiście, a nie tak jak w 2010 raptem 925 milionów. ;)

Czy ty zarzuciłeś serialowi science fiction, że jest nierealny? :)
Naprawdę? :)

[md5]Jeszcze bardziej panseksualny? Zarywa do akcentu przecież. Gdyby nie widełofon akcentu z dzieckiem i mążem akcent by się dał uwieść. W sumie to może jeszcze da. :) [/md5]
The mind is not a vessel to be filled but a fire to be kindled.

Awatar użytkownika
No-qanek
Baron Harkonnen
Posty: 4075
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Post autor: No-qanek » śr, 27 lip 2011 20:02

Przez pewien czas przyrost naturalny uległby podwojeniu - a zanim gospodarka i produkcja by się przesterowała, minęłoby trochę czasu. Ostrożnie obstawiam, że rok. Okropny rok, podczas którego niedobory żywności dotyczyłyby wszystkich ludzi, poza najbogatszymi oczywiście, a nie tak jak w 2010 raptem 925 milionów. ;)
Widzę, że wśród studiów, które zaczynałeś nie było ekonomii... Albo gorzej - była wśród nich ekonomia! ;-)

No pomyślże, Ilcie. Przecież jedzenie jedzą ludzie, którzy na planecie są, a nie przyrost naturalny. Więc od ilości ludzi zależy spożycie.
A ich ilość zwiększy się po roku tylko o 5%. A więc o tyle wszystko podrożeje. A chyba nie powiesz mi, że chleb kosztujący 3,15 zł zamiast 3 zł sprawi, że będziesz przymierał głodem.
A właściwie to zdrożeją mniej, bo przecież niektórzy niezmarli wciąż będą się nadawać do pracy.

Jedynym prawdziwym problemem jest tu potężne starzenie się społeczeństwa. Ale skutki tego nie będą znacząco odczuwalne przez 20-30 lat.

O nierealności już wiele razy mówiono na Warsztatach. To, że opowieść ma elementy fantastyki nie znaczy, że zawieszamy prawa logiki. Znaczy - możemy, ale czy taka opowieść będzie się komukolwiek podobać?

[md5]Tak to on zarywa już od początku Torchwoodu. Gdyby się starał to w trzecim odcinku byłby w łóżku I z Bradem, I z piękną analistką. Naraz ;-)[/md5]
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Awatar użytkownika
Ilt
Kameleon Super
Posty: 2691
Rejestracja: pt, 02 paź 2009 15:45

Post autor: Ilt » śr, 27 lip 2011 20:36

No-qanek pisze:
Przez pewien czas przyrost naturalny uległby podwojeniu - a zanim gospodarka i produkcja by się przesterowała, minęłoby trochę czasu. Ostrożnie obstawiam, że rok. Okropny rok, podczas którego niedobory żywności dotyczyłyby wszystkich ludzi, poza najbogatszymi oczywiście, a nie tak jak w 2010 raptem 925 milionów. ;)
Widzę, że wśród studiów, które zaczynałeś nie było ekonomii... Albo gorzej - była wśród nich ekonomia! ;-)

No pomyślże, Ilcie. Przecież jedzenie jedzą ludzie, którzy na planecie są, a nie przyrost naturalny. Więc od ilości ludzi zależy spożycie.
A ich ilość zwiększy się po roku tylko o 5%. A więc o tyle wszystko podrożeje. A chyba nie powiesz mi, że chleb kosztujący 3,15 zł zamiast 3 zł sprawi, że będziesz przymierał głodem.
A właściwie to zdrożeją mniej, bo przecież niektórzy niezmarli wciąż będą się nadawać do pracy.
Chcesz mi powiedzieć że przyrost naturalny nie wpływa na liczbę ludności? :) Już tam wała niemowlaki, sami nieumierający staruszkowie coś żreć muszą. Poza tym zauważ, że żywność wcale nie jest zasobem nieskończonym. Produkuje się jej ograniczoną ilość. Panika zostanie zasiana, ceny nie pójdą o 5%. Popatrz na ostatni szał cen cukru (prawie dwukrotny wzrost) i wyobraź sobie to dla wszystkich produktów.
Zmniejszy lub zatrzyma się eksport żywności, zwłaszcza zbóż (zwiększony popyt -> wzrost cen -> zakaz eksportu zbóż by nasycić krajowy rynek i obniżyć ceny). :)
Oczywiście po jakimś czasie się to uspokoi. IMHO po roku.

Prawie żaden z niezmarłych nie będzie nadawał się do pracy a będzie kwalifikował się do otrzymywania pomocy. Miał zginąć w wypadku bo rozerwało go na strzępy? Hospitalizacja. Na raka - będzie wył z bólu. Zawał? Śpiączka. Starcy niemający sił podnieść rąk, samemu się wytrzeć czy nakarmić, warzywa, oni też nie będą nadawać się do pracy. Jedynie samobójcy co mieli się powiesić lub farmakologiczni samobójcy by się nadawali. Liczba osób wymagających hospitalizacji/opieki będzie rosła bardzo szybko, użytkując coraz to więcej osób i środków i de facto zmniejszając siłę produkcyjną.

[md5]Tak długo jak to nie będzie Rhysem Williamsem jest mi wszystko jedno z kim. :)[/md5]

e: nazwisko w md5
The mind is not a vessel to be filled but a fire to be kindled.

Awatar użytkownika
No-qanek
Baron Harkonnen
Posty: 4075
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Post autor: No-qanek » śr, 27 lip 2011 21:17

Chcesz mi powiedzieć że przyrost naturalny nie wpływa na liczbę ludności? :)
Wpływa. I zwiększy ją o 5%. Nie dwukrotnie.
Już tam wała niemowlaki, sami nieumierający staruszkowie coś żreć muszą.
Em... Ale czemu wspominasz o niemowlakach? Przecież w kwestii niemowlaków nic się nie zmieniło.
Mam wyraźne przeczucie, że tak samo jak scenarzyści/postacie w scenariuszu liczysz te same rzeczy po parę razy. I z igieł robią się widły.
Produkuje się jej ograniczoną ilość.
No i dlatego ceny wzrosną.
A panika to inna kwestia. Wiadomo, że ludzie głupieją.
Tylko, że jeśli już się obkupią górą jedzenia to albo a) będą mieć jedzenie, więc nie będą głodować albo b) zorientują się, że nie mają gdzie tego żarła trzymać i odsprzedadzą. W każdym razie po pewnym czasie, na tej panice stracą trochę grosza tylko panikujący.
Zmniejszy lub zatrzyma się eksport żywności, zwłaszcza zbóż (zwiększony popyt -> wzrost cen -> zakaz eksportu zbóż by nasycić krajowy rynek i obniżyć ceny). :)
No i znowu doliczasz coś, co już wcześniej uwzględniłeś.
Zdecyduj się - albo droższa żywność albo brak eksportu. Przy czym ten eksport się zatrzyma tylko pod warunkiem, że eksportuje się mało.
Oczywiście po jakimś czasie się to uspokoi. IMHO po roku.
Ale co ma się uspokajać? Jak ma się gospodarka przestawiać?
Przecież jedynym (JEDYNYM) problemem tu będzie jak wyżywić jednocześnie dziecko i ojca, który postanowił żyć rok dłużej. Ale to nie jest jeszcze tragedia, prawda?
Problemem będzie utrzymać i dzieci, i ojca, i dziadka.
Prawie żaden z niezmarłych nie będzie nadawał się do pracy a będzie kwalifikował się do otrzymywania pomocy.
Nie mam pojęcia jak to teraz wygląda, ale do pracy nie będą się nadać ci, którzy umierają "ze starości".
Inni, wedle reguł życia w serialu, będą. Póki się nie zestarzeją [md5]Co tu zawał? Rex został przebity na wylot, a pomyka całkiem sprawnie. W śpiączkę się nie da zapaść. Podobnie nie sposób być sparaliżowanym[/md5]

EDIT: Aha, ja już czuję, że wyjaśniłem wszystko jasno i jeśli ktoś ma dośc rozumu to zrozumiał :P
Tedy nie będę już się dalej w ewentualnej dyskusji produkował.
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Awatar użytkownika
Ilt
Kameleon Super
Posty: 2691
Rejestracja: pt, 02 paź 2009 15:45

Post autor: Ilt » śr, 27 lip 2011 22:27

Czyli albo się z tobą zgadzam, albo jestem głupi. Kocham twoją arogancję. :*
Wpływa. I zwiększy ją o 5%. Nie dwukrotnie.
Ależ ja nigdzie nie stwierdziłem, że liczba ludności się podwoi w jakimkolwiek momencie. Jedynie, że przyrost naturalny ulegnie prawie podwojeniu.
Em... Ale czemu wspominasz o niemowlakach? Przecież w kwestii niemowlaków nic się nie zmieniło.
Zmieniło. Jest ich znacząco więcej (nowy wskaźnik umieralności niemowląt = 0. W takiej Angoli obecnie jest prawie 20%). Niemowlę potrzebuje jedzenia od matki. Matka by nakarmić niemowlę musi jeść więcej niż normalnie. Choć dla ułatwienia pominąłem tę kwestię, zwłaszcza że na dzień dobry byłaby marginalna.
Mam wyraźne przeczucie, że tak samo jak scenarzyści/postacie w scenariuszu liczysz te same rzeczy po parę razy. I z igieł robią się widły.
A ja mam przeczucie, że krowy są zielone w niebieskie ciapki. Wskaż palcem gdzie dokładnie.
Tylko, że jeśli już się obkupią górą jedzenia to albo a) będą mieć jedzenie, więc nie będą głodować albo b) zorientują się, że nie mają gdzie tego żarła trzymać i odsprzedadzą. W każdym razie po pewnym czasie, na tej panice stracą trochę grosza tylko panikujący.
Tak i nie. Wzrost cen żywności spowoduje zmniejszenie siły nabywczej w trakcie robienia zapasów. W poniedziałek obywatela o rozplanowanym budżecie stać będzie na zakup 3 kilo mięsa, w piątek na 2. Spożywalność produktów nie ulegnie zmianie. Nie każdego stać na zrobienie zapasów na wystarczająco długi okres czasu by doczekać ustabilizowanie nastrojów i obniżenie cen. No i pamiętaj, że produkty spożywcze mają ograniczony czas przydatności do spożycia.
Odsprzedawanie jedzenia (w detalu) nie obniży jego ceny w szerszej skali, a będzie mieć znaczenie tylko lokalne - i procentowo niewielkie. Część odsprzedawanych produktów będzie wręcz sprzedawana po zawyżonej cenie.
No i znowu doliczasz coś, co już wcześniej uwzględniłeś.
Zdecyduj się - albo droższa żywność albo brak eksportu. Przy czym ten eksport się zatrzyma tylko pod warunkiem, że eksportuje się mało.
Hę? Niby gdzie.
Raz jeszcze: początkowa panika -> ludzie i państwa kupują żywność na zapas -> wzrost cen żywności -> obniżenie eksportu lub jego zakaz by obniżyć ceny żywności w kraju -> ceny żywności rosną wolniej -> być może państwo odgórnie ustanawia ceny żywności -> mija pewien czas, szacuję optymistycznie rok -> wszystko zaczyna powoli wracać do normy.

USA eksportuje połowę importowanego zboża na świecie. Ceny żywności wzrosną tam o 10% to ludność wyjdzie na ulice i wymusi rządowe obniżenie eksportu. Ameryka jest krajem taniego jedzenia, taniego paliwa i taniej energii lub krajem zamieszek. Wojna secesyjna w końcu poszła o podatki. :)
Taa, o niewolnictwo. O niewolnictwo to ładnie w książkach historycznych wygląda. Poszło o podatki. ;)

Państwa importują więcej zboża (bo na zapas, bo ludzie więcej kupują) = wzrost cen zboża. USA eksportuje mniej zboża = wzrost cen zboża.
Wzrost cen zboża = np. Izrael (import zboża = prawie 100%) leży i kwiczy. :)
Ale co ma się uspokajać? Jak ma się gospodarka przestawiać?
Przecież jedynym (JEDYNYM) problemem tu będzie jak wyżywić jednocześnie dziecko i ojca, który postanowił żyć rok dłużej. Ale to nie jest jeszcze tragedia, prawda?
Problemem będzie utrzymać i dzieci, i ojca, i dziadka.
Zmieni się proporcja sektora usług do produkcji do rolnictwa.
W rolnictwie nastąpi boom, bo zapotrzebowanie na żywność będzie rosło szybciej niż obecnie.Tak samo usługi wykażą zwiększone zapotrzebowanie na pielęgniarki/opiekunów. Przez pewien czas na rynku może zabraknąć silnych środków przeciwbólowych. Potem coraz więcej osób będzie potrzebowało silnych środków przeciwbólowych do funkcjonowania (a silne środki = obniżenie koncentracji, halucynacje, ogólnie odmienne stany świadomości)
Nie mam pojęcia jak to teraz wygląda, ale do pracy nie będą się nadawać ci, którzy umierają "ze starości".
Inni, wedle reguł życia w serialu, będą. Póki się nie zestarzeją 6a4a524d551fdc9f56309ffeaed8dc64
Nieszczęśliwe wypadki (jak np. zmiażdżenia nóg uniemożliwiające chodzenie), osłabiające choroby, obrzydliwe choroby, bolesne choroby (to ostatnie przynajmniej przez pewien czas) nie.
Co do md5 - tu się nie kłócę, bo nie pamiętam.
The mind is not a vessel to be filled but a fire to be kindled.

Awatar użytkownika
No-qanek
Baron Harkonnen
Posty: 4075
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Post autor: No-qanek » śr, 27 lip 2011 23:35

EDIT: Tu był inny post, ale uznałem, że jest bez sensu.
Przepraszam za zbędne ruchu, mam teraz okres.
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Awatar użytkownika
Ilt
Kameleon Super
Posty: 2691
Rejestracja: pt, 02 paź 2009 15:45

Post autor: Ilt » czw, 28 lip 2011 06:39

Na twoje nieszczęście zdążyłem go przeczytać. ;*
The mind is not a vessel to be filled but a fire to be kindled.

Awatar użytkownika
No-qanek
Baron Harkonnen
Posty: 4075
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Post autor: No-qanek » sob, 12 lis 2011 19:23

Pod żadnym pozorem nie oglądajcie 7 odcinka (4 serii).
BOŻE, CO ZA NĘDZA!
Przez bite 50 minut nie dzieje się NIC. Gwen porywa Jacka, Jack w latach 20. poznaje jakiegoś Włocha i facecików od trójkąta - i to zajmuje 30 sekund odcinka. Reszta to melodramat z odrobiną gore (która to odrobina jest kompletnym duractwem) - ba, odcinek całą fabułę serii sprowadza do tego melodramatu.

Co za strata czasu.
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Awatar użytkownika
Ilt
Kameleon Super
Posty: 2691
Rejestracja: pt, 02 paź 2009 15:45

Post autor: Ilt » sob, 12 lis 2011 22:35

Ostrzegam, że dalej jest niewiele lepiej. Są fajne momenty, ale to już nie to samo co pierwsze odcinki. :|
The mind is not a vessel to be filled but a fire to be kindled.

ODPOWIEDZ