Okładki, które gwałcą X>

czyli odpowiednie miejsce dla bibliotekarzy, bibliofilów, moli książkowych i wszystkich tych nieżyciowych czytaczy

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Cień Lenia
Zwis Redakcyjny
Posty: 1344
Rejestracja: sob, 28 paź 2006 20:03

Post autor: Cień Lenia » sob, 14 kwie 2007 18:36

A swoją drogą - dziwne, że nikt jeszcze Hajfy nie pogonił na Łowisko... Hm, może by tak ja?

Droga Hajfo!
Uprzejmie powiadamiam, że pierwszego posta należy wystosować na Łowisku
(Forum Fahrenheita>Forum O Forum>Łowisko)

Z góry dziękuję.

[EDIT]Literówa.

Awatar użytkownika
Alfi
Inkluzja Ultymatywna
Posty: 19197
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 10:29

Post autor: Alfi » sob, 14 kwie 2007 20:51

Nocta pisze:Z okładek paskudnych pamiętam jeszcze taką edycję powieści Arturo Pereza-Reverte w białych okładkach z jakimiś czarnymi bazgrołami. Zgroza :/
Nie żadna zgroza, tylko kiepska imitacja Mroza ;-).
Le drame de notre temps, c’est que la bêtise se soit mise à penser. (Jean Cocteau)

Awatar użytkownika
Bakalarz
Stalker
Posty: 1859
Rejestracja: pn, 01 sty 2007 17:08

Post autor: Bakalarz » ndz, 15 kwie 2007 22:30

Hajfa, ale coś mi się zdaję, że mówimy w tym wątku o okładkach brzydkich, takich, które gwałcą. Am I right?
Skąd pomysł na
hajfa pisze:Moje ulubione okładki (co nie jest równoznaczne z tym, że książki mi się podobały) to:
I na łowiski jak słusznie zauważył Cień Lenia
Sasasasasa...

Awatar użytkownika
fealoce
Kadet Pirx
Posty: 1388
Rejestracja: sob, 14 kwie 2007 21:02

Post autor: fealoce » wt, 17 kwie 2007 22:41

imho okropna była okładka do Krainy baśni McAuleya - teraz tylko to mi na myśl przychodzi...

a okładka Wgrzeszników była całkiem ok :)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » śr, 18 kwie 2007 00:57

Ja tak czasem czytam ten wątek i nadal nie potrafię zrozumieć, kogo obchodzi, jaka okładka?
Zupełnie,jak z obrazkami w książkach. Jak byłam mała, to mi się podobały. A teraz przeszkadzają, bo przerywają czytanie.

Z okładkami mam jeszcze gorzej. Nigdy nie służyły mi za nic więcej, oprócz warstwy informacyjnej: autor- tytuł -> i przejdźmy dalej, czyli do treści, reszta, doprawdy, zupełnie nieważna.

Znaczy, nie ma okładki, która mogłaby mnie zgwałcić (jakkolwiek będziemy to rozumieć), ponieważ nie posiadam stosownego do gwałtu oprzyrządowania. :P:P:P
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
MalaMi
Fargi
Posty: 455
Rejestracja: wt, 12 lip 2005 17:41

Post autor: MalaMi » śr, 18 kwie 2007 08:48

Małgorzata pisze:Znaczy, nie ma okładki, która mogłaby mnie zgwałcić (jakkolwiek będziemy to rozumieć), ponieważ nie posiadam stosownego do gwałtu oprzyrządowania. :P:P:P
mam tak samo;)
nie podobają mi się wprawdzie okładki Pratchetta - uwazam, że zwyczajnie paskudne sa - ale zeby od razy pozwalać sie gwałcić???
Niedoczekanie!!!;))
§ 13
"Przy interweniowaniu wobec żołnierzy członek ORMO obowiązany jest zachować takt, umiar oraz szacunek należny mundurowi wojskowemu"

Awatar użytkownika
nimfa bagienna
Demon szybkości
Posty: 5718
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 11:40
Płeć: Nie znam

Post autor: nimfa bagienna » śr, 18 kwie 2007 11:27

Małgorzata pisze:Z okladkami mam jeszcze gorzej. Nigdy nie sluzyly mi za nic wiecej, oprócz warstwy informacyjnej: autor- tytul
O to, to. I ponadto jako ochrona ksiazki jako takiej. A to, co na nich (okladkach) jest, to jest mi gleboko obojetne. Moze byc gola baba z mieczem, moga byc abstrakcyjne bohomazy - ja tego po prostu nie dostrzegam.
Tłumaczenie niechlujstwa językowego dysleksją jest jak szpanowanie małym fiutkiem.

Awatar użytkownika
Karola
Mormor
Posty: 2032
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 23:07

Post autor: Karola » śr, 18 kwie 2007 19:56

Bo my jesteśmy, jak mi się wydaje, to starsze pokolenie, co to wyglądało książek jak kania dżdżu i było przyzwyczajone do siermiężnych okładek. Co do księgarni dotarło - sprzedawało się na pniu. Dziś czytelniki wybrzydzają, bo książek w nadmiarze. Więc okładka ma w zamyśle cieszyć oko i robić propagandę.

(sorry za niezborność, zmęczona jestem)
Indiana Jones miał brata. Nieudacznika rodem z Hiszpanii. Imię brata nieudacznika brzmiało Misco. Misco Jones.

Awatar użytkownika
Dabliu
ZakuŻony Terminator
Posty: 3011
Rejestracja: wt, 22 sie 2006 20:22
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Dabliu » śr, 18 kwie 2007 20:06

A ja tam lubię okładki i doceniam dobrze wykonany projekt. Ostatnio bardzo spodobała mi się okładka do "Gwiazdy moim przeznaczeniem" w wydaniu Solarisu. No, ale treść wymiata jeszcze bardziej, niż okładka. I o to chodzi... :)

Achmed

Post autor: Achmed » śr, 18 kwie 2007 21:03

Karola pisze:Co do księgarni dotarło - sprzedawało się na pniu.
Ja tych czasów nie pamiętam, a zasadniczo też tak mam.

Awatar użytkownika
Ebola
Straszny Wirus
Posty: 12009
Rejestracja: czw, 07 lip 2005 18:35
Płeć: Nie znam

Post autor: Ebola » śr, 18 kwie 2007 21:06

Może geny? :)
FTSL
Jedz szczaw i mirabelki, a będziesz, bracie, wielki!
FORUM FAHRENHEITA KOREĄ PÓŁNOCNĄ POLSKIEJ FANTASTYKI! (Przewodas)
Wzrúsz Wirúsa!

Achmed

Post autor: Achmed » śr, 18 kwie 2007 21:23

Ebola pisze:Może geny? :)
To w nich nawet takie rzeczy? Boh, straszne.
A tak poważniej, to raczej ta, tfu, ewolucja. Kiedyś w moim przypadku wygląd okładki jeszcze minimalne znaczenie miał, a od pewnego czasu mi się pogorszyło i nie ma wcale.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » śr, 18 kwie 2007 22:16

Przyszła mi do głowy myśl. Nieproszona. Zaskoczyła mnie, to ją zapiszę.

Okładka książki, zasadniczo ma pełnić funkcję obrazka w przekazie reklamowym. Tytuł i nazwisko autora, to slogan i brand. Mawia się, że jeden obraz wystarczy za tysiąc słów - i w reklamie jest to twierdzenie jak najbardziej prawdziwe (co więcej, udowodnione). Ergo: podobnie winna działać okładka => przyciągnąć wzrok potencjalnego nabywcy, zaintrygować, wzbudzić chęć zakupu. W połączeniu ze znanym brandem (znany autor) i dobrym sloganem (fajnym tytułem) - winien nastąpić zakup, co uszczęśliwi wydawcę, autora i usatysfakcjonuje czytelnika-nabywcę.
Idąc za tokiem tego rozumowania (okładka = reklama książki) był (może nadal jest, nie sprawdzałam, bo w ogóle nie przyglądam się okładkom pod kątem innym niż informacyjny) trend, by okładki tworzyć z gołymi babami => efekt jeszcze jednej kreatywnej maksymy: kiedy nie masz pomysłu, co dać na obrazek - daj gołą babę. W hierarchii przyciągających bodźców reklamowych "goła baba" (o zgrozo?!) zajmuje pierwsze miejsce. I to bynajmniej nie dlatego, że badano grupę nabywczą jednej płci (niestety, Drogie Panie).
Istnieje również inna opcja kreatywna. Wyróżnij się. I tak mi przyszło do głowy, że może te okładki, co gwałcą (rzecz jasna, tylko tę część targetu, który do gwałcenia się nadaje, założę się, że jest to wiekowo grupa młodsza => tu nasuwa się oczywisty wniosek, który pozwolę sobie ominąć, bo jest oczywisty), są właśnie realizacją postulatu, by zwrócić na książkę uwagę. W zalewie gołych bab lub grzecznych i ładnych obrazków nic się tak nie wyróżnia, jak opcja przeciwna. Może to jest sposób, by choć część czytelników raczyła sięgnąć po książkę i zajrzeć między owe gwałcące okładki?
Inna sprawa, że tego rodzaju strategia dotarcia należy do wyborów desperackich. Ale może wcale nie jest to przypadek?
Będę śledzić wątek. Zaczyna mnie to interesować... :))))
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
No-qanek
Nexus 6
Posty: 3098
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Post autor: No-qanek » śr, 18 kwie 2007 22:33

Małgorzata pisze:Istnieje również inna opcja kreatywna. Wyróżnij się. I tak mi przyszło do głowy, że może te okładki, co gwałcą (rzecz jasna, tylko tę część targetu, który do gwałcenia się nadaje, założę się, że jest to wiekowo grupa młodsza => tu nasuwa się oczywisty wniosek, który pozwolę sobie ominąć, bo jest oczywisty), są właśnie realizacją postulatu, by zwrócić na książkę uwagę.
Tylko, że takie okładki zwykle sugerują jakieś niskobudżetowe wydawnictwo i jeśli autor nie jest znany, nie zachęcą do zakupu. Nasuwa się myśl - "gdyby to był jakiś dobry, poczytny autor to okładkę zrobiliby profesjonalnie."

Wyobrażasz sobie taką stwierdzenie: "Ale to paskudne - nie mogę się powstrzymać, muszę to kupić."

Okładka to też pewnego rodzaju ilustracja, obrazująca treść. To kolejna myśl - "Skoro akcja/klimat jest taki jak na obrazku, to książka jest kiepska"

Choć wśród osób z środowiska czy reklamowych "niewrażliwców" to może zadziałać, jako kryptoreklama (tak to się nazywa?) Wystarczy spojrzeć ile tytułów zostało "zareklamowanych" w tym wątku :-D
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » śr, 18 kwie 2007 23:03

Wbrew pozorom, w Polsce wcale nieźle ma się przysłowie: nie oceniaj książki po okładce.
To oznacza, że marna okładka może sprawić, że ktoś zerknie do środka => bo zwróci uwagę. Może nie za pierwszym razem. Może dopiero za drugim. Albo trzecim. Ale zerknie. A wtedy.. cóż, wtedy wszystko może się zdarzyć. Dramat jest wtedy i tylko wtedy, gdy nikt między okładki nie zagląda.
So many wankers - so little time...

ODPOWIEDZ