Co sądzicie o wielotomowych cyklach?

czyli odpowiednie miejsce dla bibliotekarzy, bibliofilów, moli książkowych i wszystkich tych nieżyciowych czytaczy

Moderator: RedAktorzy

Awatar użytkownika
agrafek
Mamun
Posty: 107
Rejestracja: czw, 17 lis 2005 15:23

Post autor: agrafek » śr, 16 sty 2008 08:53

Przede wszystkim "Czarna kompania", ponad wszystko "Czarna kompania" i przeciw wszystkim "Czarna kompania".
:)
I nieprawda, że im dalej, tym gorzej. Po prostu bohaterowie się starzeją (a tak! tam nawet niektórzy umierają z normalnej starości) i zmienia im się podejście do świata. Z lekko dzikich szaławiłów próbują stać się statecznymi spokojnisiami. Nie, żeby im się to udawało.
Problem z cyklami polega na tym, że czytelnikom chciałoby się spędzać trochę więcej czasu z ulubionymi bohaterami, ale autorom już niekoniecznie. I na odwrót - czasem autorom by się chciało, ale czytelnikom już niekoniecznie. Złoty środek znalazł tu, moim zdaniem, Pratchett, który własny cykl podzielił na nieformalne podcykle, dzięki czemu może bohaterami żonglować. Jak mu się nudzi pisanie o straży, odpoczywa pisząc o czarownicach itd.
Inne, niezłe podejście przyjął właśnie w "Czarnej kompanii" Cook poddając bohaterów wpływowi czasu i zmieniając narratorów. Dzięki temu możemy zobaczyć jak najgorszy drań pokornieje na starość i nawet człowiekowi jest go trochę żal gdy kończy jak kończy.
Martin także każe się swoim bohaterom zmieniać, ale nie ze względu na upływ czasu, a wydarzenia. I tu świetnie wyszli mu Lannisterowie, którzy na początku są typowymi czarnymi charakterami, a potem... Starkowie wypadają w efekcie przy nich bladawo.
Tych trzech gości znalazło, moim zdaniem, własne interesujące sposoby radzenia sobie z cyklami. Hm, może Martin nie tyle znalazł sposób, co perfekcyjnie go wykorzystał.
Eriksona - moim zdaniem - ratuje wyobraźnia i wsparta wiedzą pomysłowość w kreowaniu świata. Bo bohaterowie wyszli mu tak sobie. Kolejne tomy, w których czołgają się i jęczą jaki to okropny los ich spotyka i czemu muszą się tak męczyć zaczynają nabierać nieco karykaturalnego brzmienia. Nawet jeśli ich lubię, to, niestety, zamiast przejmować się ich losem ostatnio dostałem ataku chichotu przy jakiejś szczególnie przejmującej scenie.
Jordan, ech... Facet wyznawał zasadę: po co napisać coś na stu stronach, skoro można to samo napisać na dwóch tysiącach stron?
"Amber" Zelaznego to klasa sama w sobie. Przypomniałem go sobie ostatnio. Niesamowite, ale okazuje się, że kiedyś można było zmieścić cały, pełen krwistych bohaterów, akcji, świetnej kreacji świata cykl przy pomocy objętości, jaka współczesnym autorom z trudem starczyłaby na jeden tom!

Awatar użytkownika
nosiwoda
Lord Ultor
Posty: 4541
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » śr, 16 sty 2008 10:52

Mnie zawsze było żal Mugaby... Starał się chłopak, i na dodatek jakąś tam rację miał (czyli kultywowanie starych, bliższych korzeniom Kompanii zwyczajów).
Wielotomowe cykle czytane przeze mnie: Koło Czasu (ugrzęzłem w 7. tomie, czytam w oryginale, ale jeszcze kiedyś dokończę), Świat Czarownic (dawno temu, nie wszystkie i tylko do jakiegos czasu), Amber (racja, te tomy to w sumie tomiki są, i Swarogowi dzięki), Pern (przeczytałem chyba dwa tomy, ale na półce stoi ich 13), Świat Dysku, Miecz Prawdy (utknąłem w 2. tomie, ale mam wszystkie :D - tylko nie wiem, po co), Czarna Kompania, Garrett, Imperium Grozy, cykl Brina o Wspomaganiu, cykl Hamiltona "Night's Dawn" (niby tylko trylogia, ale te tomiszcza są ogromne), wiedźmin, cykl o Westeros, mogłem o czymś jeszcze zapomnieć.
Malazańskie Imperium mam w całości, ale jeszcze nie zacząłem czytać.

Generalnie nie jestem przeciwny, jeśli kolejne tomy dają się czytać. Nie zawsze się dają (Goodkind - facet o drewnianym piórze), czasem są irytujące (Jordan w każdym tomie na nowo przedstawiał bohaterów, wstawiając te same sytuacje i opisy ich charakteryzujące).

A pamiętacie te opowiadania ze świata Amberu? Jedno z nich, "Labirynt luster" bodajże, publikowany w Fenixie, miał być ponoć wstępem do nowej powieści z tego cyklu. Akurat ten cykl mógłby mieć kontynuacje Zelazny'ego (bo MA kontynuacje, a dokładniej prequele, ale pióra jakiegoś karierowicza, a nie Zelazny'ego).
/edit: był.
Ostatnio zmieniony śr, 16 sty 2008 11:36 przez nosiwoda, łącznie zmieniany 1 raz.
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
ElGeneral
Mistrz Jedi
Posty: 6089
Rejestracja: pt, 09 lis 2007 18:36

Post autor: ElGeneral » śr, 16 sty 2008 11:23

Podziwiam tych, co potrafią ogarnąć pamięcią choćby cykl Martina "Pieśń Lodu i Ognia" o Jordanie nie wspominając. Ja spasowałem. Autor oczywiście ma prawo do pisania jak zechce, ale ja wolę takie cykle, jak cykl Cooka o Garretcie - każdy tom można czytać oddzielnie i nie trzeba przypominać sobie kilku poprzednich. Skoro pisarz korzysta z kompa, żeby zapamiętać wszystkie wątki i powiązania pomiędzy bohaterami (Jordan) to ja dam sobie siana...
Takie jest moje zdanie w tej materii, a oprócz tego uważam, że Kartagina powinna być zburzona.

Awatar użytkownika
Lux Perpetua
Fargi
Posty: 453
Rejestracja: pt, 23 lut 2007 18:51

Post autor: Lux Perpetua » śr, 16 sty 2008 18:11

Wielotomowe cykle są... wkurzające. Ale uroku odmówić się im nie da. Najmilej wspominam chyba 'Mroczną Wieżę' imć pana Kinga. Może to i saga nienajwyższych lotów, ale z nią dorastałam i mam do Rolanda sentyment. Zdecydowanie najlepszy jest moim zdaniem cykl o wiedźminie, tu odkrywcza nie będę. Te siedem książek zajmuje główne miesjce na mojej półce. Podobnie jak i Harry Potter. Choć z tomu na tom rozczarowuję się coraz bardziej. Seniorita Rowling była w stanie odebrać urok mojej ulubionej postaci (jak w ostatnim tomie nie rozwiąże sprawy Snape'a w satysfakcjonujący mnie sposób to marny jej los:)).
I am the one who tells the story.
Oh, I don't what made me, what gave me the right,
to mess with your values, and change wrong to right.

Awatar użytkownika
mr.maras
C3PO
Posty: 839
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 14:34

Post autor: mr.maras » śr, 16 sty 2008 21:06

Nath pisze:Opowieść z Malazańskiej Księgi Poległych - Erikson.
Planowane na 10 tomów, póki co niedawno ukazał się siódmy.
Od trzeciego tomu (włącznie) książeczki rozbijane są na dwie części. Czyli 12 książeczek do tej pory wyszło. Autor dorzuca kolejną regularnie co rok, więc fajnie :) Seria ma kosmiczne rozmiary, jednak świat stworzony jest tak ogromny i ciekawy, że do tej pory więcej jest pytań niż odpowiedzi. A tomy mające po 500-600 stron wydają się za krótkie :)

Pieśń Lodu i Ognia - Martin.
Na razie jakiś przestój się trafił. Autor się męczy nad kolejnym tomem. Do tej pory wyszły 4, rozbijane na 2 części od trzeciego włącznie. Razem 6 książeczek.
Przednia seria pełna intryg i knucia :)

Pozdrawiam
Moje ulubione, obok Amberu Zelaznego oraz trzech polaczonych w swoisty sposob trylogii Wolfe'a. Aktualnie czekam na tlumaczenie kontynuacji serii Reynoldsa (Przestrzen objawienia*) i Hamiltona (Dysfunkcja rzeczywistosci). Kiedys lubilem poczytac Feista. Zatem cykle (choc rzadko) bywaja OK.

Edit: *Moze nie jest cykl w pelnym tego slowa znaczeniu.

Edit2: Zapomnialem o "Thomasie Covenancie" Donaldsona - moja czolowka!!!!!!!!!
po przeczytaniu spalić monitor

Awatar użytkownika
Asiek
Mamun
Posty: 114
Rejestracja: pn, 04 lip 2005 21:38

Post autor: Asiek » śr, 16 sty 2008 23:57

mr.maras pisze: Moje ulubione, obok Amberu Zelaznego oraz trzech polaczonych w swoisty sposob trylogii Wolfe'a.(...) Edit2: Zapomnialem o "Thomasie Covenancie" Donaldsona - moja czolowka!!!!!!!!!
Donaldson pierwszy czy drugi też się do czołówki załapał?
O Wolfie zapomniałam, mea maxima culpa.

Awatar użytkownika
nosiwoda
Lord Ultor
Posty: 4541
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » czw, 17 sty 2008 08:57

Covenant to i trzecią serię już ma... Racja, wielotomówka. Piersza trylogia była dobra. Reszta stoi na półce i czeka.
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
Jarosław B. vel Ateisa
Mamun
Posty: 132
Rejestracja: pn, 23 kwie 2007 01:15

Post autor: Jarosław B. vel Ateisa » czw, 17 sty 2008 12:53

Kiedyś czytałem Przygody Trzech Detektywów. Rozbawiło mnie kiedy jeden z bohaterów zajadał się korniszonami "Pudliszki". Ogólnie to cykl dla dzieci pisany w prostym języku ale za to z dobrymi zakończeniami. Alfret Hitckoock rządzi!! :D Zna ktoś cykl o większej ilości części, bo ja nie?
Zadymione wspomnienia tego, co widziałem. Paląca się rzeczywistość, która mnie otacza. Więc czemu ciągle trzymam zapalniczkę w ręku?

Awatar użytkownika
nosiwoda
Lord Ultor
Posty: 4541
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » czw, 17 sty 2008 13:29

Jarosław B. vel Ateisa pisze:Alfret Hitckoock rządzi!! :D Zna ktoś cykl o większej ilości części, bo ja nie?
Ja nawet takiego nie znam. No, ale powiedzmy, że ":D".
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
Lux Perpetua
Fargi
Posty: 453
Rejestracja: pt, 23 lut 2007 18:51

Post autor: Lux Perpetua » czw, 17 sty 2008 16:45

Oj, ja się wychowywałam na Trech Detektywach:D Niestety, z przyczyn czysto fizycznych nie dałam rady przeczytać wszystkich części, ale bardzo miło ten cykl wspominam. Dużym plusem tych książek była ich cena (mała, i to nawet bardzo).
I am the one who tells the story.
Oh, I don't what made me, what gave me the right,
to mess with your values, and change wrong to right.

Awatar użytkownika
mr.maras
C3PO
Posty: 839
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 14:34

Post autor: mr.maras » czw, 17 sty 2008 20:05

Asiek pisze:
mr.maras pisze: Moje ulubione, obok Amberu Zelaznego oraz trzech polaczonych w swoisty sposob trylogii Wolfe'a.(...) Edit2: Zapomnialem o "Thomasie Covenancie" Donaldsona - moja czolowka!!!!!!!!!
Donaldson pierwszy czy drugi też się do czołówki załapał?
O Wolfie zapomniałam, mea maxima culpa.
Czolowka to oczywiscie pierwsza trylogia. Druga przeczytalem z przyjemnoscia ale to juz nie bylo to. Ogolnie seria niedocaniana i zapominana (patrz wyzej :) )
po przeczytaniu spalić monitor

Awatar użytkownika
Nae Mair
Sepulka
Posty: 29
Rejestracja: sob, 15 mar 2008 20:41

Post autor: Nae Mair » ndz, 16 mar 2008 21:23

Nie mam cierpliwości do cykli. W większości mam wrażenie, że to masówka pisana tylko ze względów ekonomicznych. Pratchettowski Świat Dysku uważam tu za wyjątek potwierdzający regułę. We wszelkich innych przypadkach: więcej niż trylogia to zło. :P Kicz Salvatore, Wiedźminowskie, niemiłosierne rozwlekanie akcji czy... Nie. O Chorym Portierze nie wypowiem się jako o cyklu, bo odkąd w moje ręce wpadł pierwszy tom, jestem zdania, że to niezjadliwe jest. ;]

Generalnie: wiadomość o tym, że coś jest częścią jakiegoś cyklu, potrafi mnie odpędzić od półki, na której dana książka mruga okładką. ;)
"Oko moje! Płacz strumieniami łez
i opłakuj królów, którzy odeszli."

[Imru al-Kajs]

Awatar użytkownika
Sosnechristo
Mamun
Posty: 108
Rejestracja: pn, 28 sie 2006 14:50

Post autor: Sosnechristo » wt, 18 mar 2008 21:58

Tu ktoś wspomniał Eriksona. Twórczość tego gościa - o dziwo - zwyżkuje z tomu na tom, Nae Mair. Więc może spróbuj właśnie "Malazańską księgę poległych". Chyba że już czytałeś i nie podeszło.

Awatar użytkownika
ElGeneral
Mistrz Jedi
Posty: 6089
Rejestracja: pt, 09 lis 2007 18:36

Post autor: ElGeneral » wt, 18 mar 2008 22:16

Nae Mair pisze:We wszelkich innych przypadkach: więcej niż trylogia to zło. :P Kicz Salvatore... Generalnie: wiadomość o tym, że coś jest częścią jakiegoś cyklu, potrafi mnie odpędzić od półki, na której dana książka mruga okładką. ;)
Salvatore to kicz koszmarny. Czytając te jego kilkustronicowe opisy pojedynków, można paść ze znużenia. Przebił go co prawda nasz rodzimy Ziemiański, ale daleko mu do konsekwencji Salvatore, który pojedynek Drizzta Do'Urdena i najemnego zabójcy Artemisa Entreri rozciągnął chyba na sześć tomów...
Takie jest moje zdanie w tej materii, a oprócz tego uważam, że Kartagina powinna być zburzona.

Awatar użytkownika
Nae Mair
Sepulka
Posty: 29
Rejestracja: sob, 15 mar 2008 20:41

Post autor: Nae Mair » śr, 19 mar 2008 07:23

"Malazańska księga poległych" - nie wpadło mi w ręce, ale spróbuję, skoro jest polecane. :) Zapisane na liście "książek do przeczytania". Może jeszcze odmieni mi się zdanie w kwestii cykli. :)

Swoją drogą na twórczości Salvatore, mimo jej poziomu, wychowuje się sporo młodych fantastów. ;) Co (dla mnie osobiście) smutniejsze, często ci ludzie później nie uznają żadnego innego spojrzenia na fantastykę, oprócz tego kiczowato-nadętego Salvatorskiego. :/
Borze (gęsty i zielony), jeszcze ten totalny brak poczucia humoru u nich później... Powinni tego zabronić. :P ;)
"Oko moje! Płacz strumieniami łez
i opłakuj królów, którzy odeszli."

[Imru al-Kajs]

ODPOWIEDZ