Recenzja i recenzenci

czyli odpowiednie miejsce dla bibliotekarzy, bibliofilów, moli książkowych i wszystkich tych nieżyciowych czytaczy

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Rheged
Stalker
Posty: 1931
Rejestracja: pt, 16 wrz 2005 14:35

Post autor: Rheged » pn, 18 lut 2008 11:43

Jestem zdania, że pisarza nikt pisać nie nauczy, ale recenzenta (albo dziennikarza, krytyka, whatever) nauczyć już się da. Tylko po co? On ma to robić sam z siebie, ma pisać coraz lepiej. Teraz większość recenzentów na portalach śpiewa sobie do kotleta i co najgorsze, ludzie ich czytają, wsłuchują się w ich zdanie. Spójrzcie właśnie na Poltera, on dla mnie w tym przoduje ostatnimi czasy. Tam odzew jest spory pod recenzjami. Mało osób śmie zauważać, że są one bzdurne.

Moim zdaniem nie ma sensu nauczać recenzentów pisania recenzji - albo się nauczy albo nie. Bo niby jak go uczyć? Jest na to złoty środek? Nie. Można nauczyć formy, podstaw, zasad, ale to on ma obrobić swoje własne pole. Grunt w tym, że na 100 recenzentów owe pole obrabia 1 (słownie - jeden). I twierdzę, że to nie ich wina, tylko mało wymagających redakcji. Bo, że czytelnicy mało wymagają od recenzji to powszechnie wiadomo.
Emil 'Rheged' Strzeszewski
Pipe of the rising sun, Sympathy for the pipe
Pipe of the storm, Born to be pipe

Awatar użytkownika
nosiwoda
Strategos
Posty: 5325
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » pn, 18 lut 2008 11:43

/edit: to było w komentarzu do posta inatheblue, ale Rheged mi się wciął.
No, właśnie te posądzenia i ta podejrzliwość mnie maksymalnie wk...ia. Że co, jak pisarz, to już nie potrafi obiektywnie napisać o czyimś tomie, że chłam albo miodzio? To chyba oznaka prowincjonalizmu naszego rynku książki fantastycznej - że rynek mały i że każdy publikowany tylko patrzy, jak tu się rozepchać. Brednie. IMO. Wskutek tego nie tylko ludzie słowa wstrzymują się od pisania recenzji. Wstrzymują się także od pisania na forach - znam kilka przypadków.
Rheged pisze:Tylko po co? On ma to robić sam z siebie, ma pisać coraz lepiej.
co najgorsze, ludzie ich czytają, wsłuchują się w ich zdanie.
No właśnie po to. Kto będzie chciał "obrobić pole", to obrobi. Kto nie, to nie. Ale jeśli ktokolwiek skorzysta, to już jest dobrze.
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
nimfa bagienna
Demon szybkości
Posty: 7220
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 11:40
Płeć: Nie znam

Post autor: nimfa bagienna » pn, 18 lut 2008 11:47

Czy ja wiem? Generalizacja - kazda - to zuo. Wszystko zalezy od czlowieka. Jeden napisze koledze uczciwa recenzje, a drugi mu przypieprzy, zeby mu za dobrze nie bylo.
To cecha ogolnoludzka, nie ogranicza sie do pisarzy.
EDEK: O, wampir czyta mi w myslach.
Ostatnio zmieniony pn, 18 lut 2008 11:48 przez nimfa bagienna, łącznie zmieniany 1 raz.
Tłumaczenie niechlujstwa językowego dysleksją jest jak szpanowanie małym fiutkiem.

Awatar użytkownika
Rheged
Stalker
Posty: 1931
Rejestracja: pt, 16 wrz 2005 14:35

Post autor: Rheged » pn, 18 lut 2008 11:48

nosiwoda pisze:
Rheged pisze:Tylko po co? On ma to robić sam z siebie, ma pisać coraz lepiej.
co najgorsze, ludzie ich czytają, wsłuchują się w ich zdanie.
No właśnie po to. Kto będzie chciał "obrobić pole", to obrobi. Kto nie, to nie. Ale jeśli ktokolwiek skorzysta, to już jest dobrze.
Ale od tego Nosiwodo to ma być redakcja portalu, zinu, dla której dany recenzent pisuje.
Emil 'Rheged' Strzeszewski
Pipe of the rising sun, Sympathy for the pipe
Pipe of the storm, Born to be pipe

Awatar użytkownika
nosiwoda
Strategos
Posty: 5325
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » pn, 18 lut 2008 11:49

A Fahrenheit to co to jest? :D Dla samego Fahr to się może okazać przydatne. A jak ktoś spoza zajrzy, to tylko plus.
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
Nieznany
Fargi
Posty: 408
Rejestracja: pt, 11 sty 2008 17:49
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Nieznany » pn, 18 lut 2008 11:52

savikol pisze:I tak, jestem zdania, że za pisanie recenzji powinni zabierać się fachowcy. Nie wiem niestety kto ma ich namaszczać i jakimi dyplomami mają się pieczętować. Po owocach ich czynów poznamy ich…
Nosiwoda napisał już wiele na ten temat, ale i ja dorzucę słówko.
Mam nieco inny punkt widzenia - nie jestem "profesjonalnym" recenzentem, nie publikuję w czasopismach sieciowych ani papierowych, ale czy to oznacza, że nie wolno mi napisać recenzji (lub czegoś, co ja nazywam recenzją a niektórzy nazwali by opinią)? Jestem zwykłym czytelnikiem, molem książkowym a do tego aktywnym użytkownikiem wielu forów dla takich, jak ja czytaczy pospolitych. I tak, pisuję recenzje, wiele osób spośród moich netowych znajomych je pisuje. Niektóre są lepsze od innych, część z nich to gnioty. Ale stoimy na stanowisku, że mamy niemalże obowiązek podzielić się z innymi czytelnikami swoimi wrażeniami z przeczytanej książki. Nasze recenzje można poczytać na wielu forach (choćby na tym, które mam zalinkowane w profilu), niektórzy piszą całkiem sprawnie. Nikt z nas nie czyni z recenzowania profesji, nawet nie próbujemy pukać do czasopism lub portali publikujących recenzje. Wystarcza nam, że użytkownicy naszych forów będą mieli szansę poznać przynajmniej z naszej strony nieznane im książki, część z nich po nie sięgnie za naszą namową lub zrezygnuje z ich zakupu dzięki naszej dezaprobacie. I tak na naszych małych ugorach szerzymy czytelnictwo...
Mam zatem odmienne zdanie - każda recenzja przynosi jakieś informacje - czasem o książce a czasem o recenzencie. ;) Warto je pisać i warto czytać, nie wyobrażam sobie, żeby recenzenci byli zamkniętą kastą - tylko ososby po studiach filologicznych/dziennikarstwie/itp., bo tylko oni potrafią składać słowa w zdania? Mówię stanowcze nie! A może jeszcze zabronimy pisywać powieści niehumanistom?

A pomysł z warsztatami recenzenckimi jest bardzo dobry, już dziś bym się zapisał - pod warunkiem, że mieli byśmy recenzować coś, co każdy zna, choćby warsztaty nt. recenzja "Pana Tadeusza". I ograniczenie do hm... tu już wychodzi mój brak wiedzy... do 10 000 znaków? A najlepsza recenzja byłaby nagradzana publikacją w Fahrenheicie. :D Ja bym się pisał na to, nauki nigdy za wiele. :) A może już gdzieś są takie warsztaty? Jeśli tak, to napiszcie, gdzie.
Na prawdę zważam i "naprawdę" piszę razem.
Naprawdę zważam i "na prawdę" piszę osobno.
Moja schizofrenia ma się lepiej, dziękuję.

Awatar użytkownika
Rheged
Stalker
Posty: 1931
Rejestracja: pt, 16 wrz 2005 14:35

Post autor: Rheged » pn, 18 lut 2008 11:59

Nieznany pisze:Nasze recenzje można poczytać na wielu forach
Recenzja na forach to nie recenzje, ale opinie, IMO. Dla mnie nie spełniają wymogu formalnego - nie przechodzą redakcji, nie są publikowane, a jedynie umieszczane. Z tego samego powodu nie nazwę nigdy recenzji opinii o czymś na blogu (choć sam mam kategorie recenzje - trzeba na to patrzyć z przymrużeniem oka).
A może już gdzieś są takie warsztaty? Jeśli tak, to napiszcie, gdzie.
Dzizas, warsztaty to masz w każdej redakcji do której nadsyłasz tekst. Co prawda nie takie jak opisałeś, ale indywidualne, nazywa się to praca nad tekstem.

Aha - no, Nosiwodo, w sumie racja, ale jakoś źle mi się widzi produkcja recenzentów na taką skalę. Indywidualnie pracować z kimś - to tak. No, ale może ja pryk jestem i się po prostu napracowałem kiedyś w redakcji pewnej gazety...
Emil 'Rheged' Strzeszewski
Pipe of the rising sun, Sympathy for the pipe
Pipe of the storm, Born to be pipe

Awatar użytkownika
Robert J. Szmidt
Kurdel
Posty: 792
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 01:12

Post autor: Robert J. Szmidt » pn, 18 lut 2008 12:05

eses pisze: Ale jak czytam takie wypowiedzi jak ta Roberta Szmidta dwie strony temu, albo Twoja, to zaczynam się coraz bardziej przekonywać do stwierdzenia, że recenzje dla fandomu powinno pisywać pięć namaszczonych przez fandom osób, które będą mogły oficjalnie danego autora pogłaskać albo dać mu kopa...

A w takim razie pozwól, że nie będę pisywał recenzji dla fandomu.
Jednym słowem pragniesz dyskusji, ale nie potrafisz zrozumieć o czym ludzie mówią :-)
Prawda jest taka, że recenzje mają pisać ludzie niezależni ale posiadający do tego przygotowanie i wiedzę a nie każdy małolat, który przeczytał po raz pierwszy książkę. Bo ci ostatni nie piszą recenzji ale paszkwile, czasami, jak ostatnio w esensyjnej redakcji mojej książki, dopisując ordynarne kłamstwa, żeby nadać wiarygodność idiotycznym zarzutom. Popatrz, jak recenzują te same książki ludzie nie związani ze środowiskiem, zjadą, ale argumentują. To dzisiaj masz namaszczonych recenzentów, którzy w kółkach wzajemnej adoracji nakręcają się do pisania coraz większych bredni.
To chcę wyplenić, nie kanalizować recenzje.
Tylko wyjątkowy głupiec, albo kanalia wredna, lży innych z powodu błędów, które sam nagminnie popełnia.

Bez gwiazdy nie ma jazdy!

Awatar użytkownika
Nieznany
Fargi
Posty: 408
Rejestracja: pt, 11 sty 2008 17:49
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Nieznany » pn, 18 lut 2008 12:14

Dzięki, Rheged.
Dzizas, warsztaty to masz w każdej redakcji do której nadsyłasz tekst. Co prawda nie takie jak opisałeś, ale indywidualne, nazywa się to praca nad tekstem.
Mam takie (zapewne błędne) wrażenie, że gdyby redakcja F. wychodziła z tego samego założenia, to nie było by ZakuŻonych Warsztatów, tylko by powiedzieli "ludzie, ślijcie do nas teksty, z najlepszymi popracujemy a reszta niech się goni i dalej pisze źle". :)

Ale dobra, przekonałeś mnie, jeśli następnym razem napiszę jakąś wartą, moim zdaniem, przeczytania opinię o książce, to wyślę ją do redakcji Creatio Fantastica. :P
Na prawdę zważam i "naprawdę" piszę razem.
Naprawdę zważam i "na prawdę" piszę osobno.
Moja schizofrenia ma się lepiej, dziękuję.

Awatar użytkownika
Rheged
Stalker
Posty: 1931
Rejestracja: pt, 16 wrz 2005 14:35

Post autor: Rheged » pn, 18 lut 2008 12:19

Nieznany pisze:Dzięki, Rheged.
No problem.
Dzizas, warsztaty to masz w każdej redakcji do której nadsyłasz tekst. Co prawda nie takie jak opisałeś, ale indywidualne, nazywa się to praca nad tekstem.
Mam takie (zapewne błędne) wrażenie, że gdyby redakcja F. wychodziła z tego samego założenia, to nie było by ZakuŻonych Warsztatów, tylko by powiedzieli "ludzie, ślijcie do nas teksty, z najlepszymi popracujemy a reszta niech się goni i dalej pisze źle". :)
Wierz mi, Fahrenheit na pewno ma od groma tekstów bez samych warsztatów. W CF zanim wprowadziłem warsztaty miałem około 20 tekstów miesięcznie. A Fahrenheit jest starszy, na pewno ma wokół siebie o wiele liczniejsze grono autorów. Warsztaty na FF to dobra wola redakcji i moim zdaniem nie zastąpią indywidualnej pracy z tekstem.
Ale dobra, przekonałeś mnie, jeśli następnym razem napiszę jakąś wartą, moim zdaniem, przeczytania opinię o książce, to wyślę ją do redakcji Creatio Fantastica. :P
Masz szerokie pole do popisu, nie musisz od razu do CF, ale jeśli chcesz, zapraszam. Popatrzymy, ocenimy, zobaczymy co da się zrobić.
Emil 'Rheged' Strzeszewski
Pipe of the rising sun, Sympathy for the pipe
Pipe of the storm, Born to be pipe

Awatar użytkownika
nosiwoda
Strategos
Posty: 5325
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » pn, 18 lut 2008 12:36

Robert J. Szmidt pisze:Prawda jest taka, że recenzje mają pisać ludzie niezależni ale posiadający do tego przygotowanie i wiedzę a nie każdy małolat, który przeczytał po raz pierwszy książkę. Bo ci ostatni nie piszą recenzji ale paszkwile, czasami, jak ostatnio w esensyjnej redakcji mojej książki, dopisując ordynarne kłamstwa, żeby nadać wiarygodność idiotycznym zarzutom.
Zatem czytając to, a zwłaszcza zerkając, jak sobie powyższy bezpośrednio zainteresowany jedzie po recenzencie (nie po recenzji) na własnym podwórku, czuję się zmuszony powtórzyć:
nosiwoda pisze:Recenzenta oczywiście można recenzować/oceniać. I tak samo, jak recenzent nie powinien jechać po osobie autora, tak samo odpowiadający na recenzję nie powinien jechać po osobie recenzenta (co swoją drogą w tym wątku jest nieco zauważalne).
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
Gustaw G. Garuga
Psztymulec
Posty: 994
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 11:02
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Gustaw G. Garuga » pn, 18 lut 2008 12:55

Recenzje to najprostszy sposób zaistnienia na niwie (około)literackiej. Wygenerować własne opowiadanie trudno, ogarnąć materiały do tekstu publicystycznego też, a na podstawie cudzej książki swoje przemyślena wg recenzyjnego schematu napisać nieporównanie łatwiej. Nie twierdzę, że większość recenzentów kieruje się takimi pragmatycznymi pobudkami dla zaspokojenia poczucia osobistej wartości; twierdzę jednak, że takie osoby były, są i będą. To chyba właśnie jeden z powodów, dla których niektórzy nominalni recenzenci nie zdają sobie sprawy z wpływu, jaki może mieć ich praca. No bo skoro najważniejsze jest zaistnienie, a nie rzetelna refleksja nad efektem cudzej pracy, to nie dziwota, że recenzje pisane są bez należytej staranności, a główną linią obrony w razie ataku na niekompetencję jest 'ale ja mam taką opinię'. Piszę to ostrożnie i z zastrzeżeniami, bo nie chcę urazić tych, którzy będąc recenzentami rzetelnymi, mogą te uwagi niepotrzebnie wziąć do siebie.

Sam pisywałem recenzje dla Esensji, Creatio Fantastica i Carpe Noctem. Na tych kilku tekstach się skończyło, bo z czasem doszedłem do dwóch wniosków: po pierwsze, że nie będąc wystarczająco otrzaskany z dzisiejszą fantastyką, nie mam wystarczającej ilości punktów odniesienia, żeby pisać odpowiednio rzetelnie; po drugie, że źle się czuję recenzując polskich autorów. Wiem, że ta druga postawa nie cieszy się w oczach niektórych (także w niniejszej dyskusji) poważaniem; cóż robić, tak widzę tę sprawę i póki co nie zamierzam rewidować swojego do niej stosunku.

Recenzja to coś więcej niż opinia. Jeśli kogoś stać tylko na to drugie, niech dzieli się spostrzeżeniami na forach i w dyskusjach; takie wymiany zdań też są przecież cenne, a pozbawione pretensji. Recenzowanie lepiej zostawić tym, którzy zdają sobie sprawę z wymogów i potrafią je spełnić.

Awatar użytkownika
nosiwoda
Strategos
Posty: 5325
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » pn, 18 lut 2008 13:03

Gustaw G. Garuga pisze:po drugie, że źle się czuję recenzując polskich autorów. Wiem, że ta druga postawa nie cieszy się w oczach niektórych (także w niniejszej dyskusji) poważaniem; cóż robić, tak widzę tę sprawę i póki co nie zamierzam rewidować swojego do niej stosunku.
Ha! I właśnie - czy gdyby były normalne stosunki, gdyby krytyka książki innego autora nie była przyjmowana jako próba podkopania jego pozycji, gdyby pochwała nie była przyjmowana jako klepanko po pleckach - czy wtedy nie miałbyś mniejszych oporów?
Co do innych Twoich spostrzeżeń - zgadza się. I z powodu tego, że "rzetelna refleksja nad efektem cudzej pracy" jest tak ważna, recenzje łatwiej pisze się (przynajmniej mnie) z książek, które się podobają. Jeśli są błahe, z typu "no dobra, da się czytać, ale w sumie po co", to pisze się opornie.
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2555
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » pn, 18 lut 2008 13:17

Tak, tak... A ja słyszałem, że od wydania "Lodu" Dukaja, w żargonie recenzenckim pozytywna recenzja to "zrobić komuś... Dukaja"
Już mnie tu nie ma.
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Rafał Dębski
Mamun
Posty: 188
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:45

Post autor: Rafał Dębski » pn, 18 lut 2008 15:04

malakh pisze:Ja, pisząc tekst, wielokrotnie staram się podkreślać, że to tylko i wyłącznie moja opinia. Gorzej z tym, że korektorom się to nie podoba.
A nie podkreślaj, bo te wszystkie IMO, IMHO itd. w nadmiarze nie są recenzji do niczego potrzebne. Z założenia wiadomo, że piszący wyraża własny pogląd, a nadmiar kwantyfikatorów szkodzi urodzie tekstu. Ale - skoro formułujesz jakiś zarzut - uzasadnij go. Jeśli pisarz ma kiepski język, podaj przykład na poparcie tej tezy. Coś, co zilustruje nieporadności, błędy stylistyczne, buraki językowe. A skoro tego nie ma, oznacza to jedynie, że Tobie nie podchodzi styl pisarza. Ale wtedy faktycznie przydało by się podkreślić, że to osobisty, skrajnie subiektywny pogląd.
Muszę powiedzieć, że recenzja malakha w części dotyczącej zarzutów dotyczących walki, rozdrażniła mnie nieco. Co znaczy "realistyczne opisy walk"? Pokaż mi taki właśnie zupełnie realistyczny opis w literaturze. Książka ma porywać, wciągać, interesować. A fechtunek realny, prawdziwe zmagania dwóch ludzi umiejących walczyć, jest dość mało widowiskowy. Doceni go tylko ktoś, kto sam włada bronią, a przecież autor nie tworzy traktatu szermierczego tylko opowieść dla ludzi, którzy często nie odróżniają miecza od szabli czy szabli od szpady, to zaś oznacza, że musi to i owo uprościć, to i owo upiększyć.
Na pokazach wraz z synem prezentujemy publiczności dla porównania jak wygląda walka "podrasowana", mająca na celu uwypuklić i pokazać laikom stosowane techniki i czym się od niej różni walka prawdziwa, kiedy jeden drugiego próbuje naprawdę wszelkimi sposobami trafić. patrzący odbierają ją jako ostre okładanie się bronią, nie są w stanie dostrzec niuansów, krótkich, błyskawicznych cięć, repertuaru zasłon i ripost. A jeśli pisarz przedstawia zmagania się pojedynczego bohatera z wieloma wrogami, to cały "realizm" bierze w łeb. Bo tylko na kartach powieści i w filmie jeden wojownik może rozłożyć pięciu wyszkolonych rębajłów. Każdy kto miał do czynienia chociażby z dwoma przeciwnikami na raz, wie, o czym mówię.
Dlatego zarzut co do "realistycznego opisu walki" jest z założenia bzdurny. Po prostu ów opis może się podobać lub nie. Recenzent nie musi dysponować wiedzą na temat sztuk walki, ale niechże - u Boga Ojca - nie wymądrza się na temat realizmu.

A propos jeszcze stylu/języka pisarza.
Popatrzmy na sam początek Twojej recenzji i zdanie:" Opowiadanie Agentus in rebus, które ukazało się w pierwszym tomie antologii A.D.XIII, ogólnikowo bardzo przypomina wydaną właśnie książkę".
Kurnaż macanaż! Możesz mi wyjaśnić, co rozumiesz pod tak użytym pojęciem "ogólnikowo" ? Bo ja za głupi na to jestem.

Albo: "... w jego dziełach nie uraczymy takiej ilości terminów i ciekawostek, jak chociażby u imć Komudy".
" w jego dziełach nie uraczymy"?!!! Tu też czegoś nie rozumiem, pomijając zresztą idiotyczne z gruntu rzeczy porównanie-zarzut, że Przechrzta nie kopiuje sposobu kreacji świata Komudy.

albo: "...hordy demonów wciąż czyhają na okazję, aby przejąć władzę w Europie. Adam de Sarnac, po ataku na francuską rodzinę królewską, wyrusza z misją do Rzymu, gdzie ma się spotkać z Imperatorem."
Czy to Adam de Sarnac zaatakował rodzinę królewską?

Itd. itp. W recenzji jest więcej różnych ciekawych kwiatków.
A potem recenzent pisze o kiepskim stylu autora. Ciekawe, jakie tez ma podstawy, aby to ocenić...

ODPOWIEDZ