NURS kontra recenzent

czyli odpowiednie miejsce dla bibliotekarzy, bibliofilów, moli książkowych i wszystkich tych nieżyciowych czytaczy

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Nikt

NURS kontra recenzent

Post autor: Nikt » pt, 22 lut 2008 08:56

Trzy posty poszły w czarną dziurę. Uprzedzałam.
Sorki, Bim Laudanie i Generale, ale jeśli Was to interesuje, to możecie założyć temat NURS kontra recenzent albo jakikolwiek inny.

by Ebola
***

Nie jest to faktyczny zapis rozmowy, a jedynie opinia (niekonieczie rzeczowa, niekoniecznie obiektywna) wyrażona w takiej a nie innej formie.

– Potrzebuję twojej pomocy. Chcę wnieść pozew.
– Pozew? Przeciwko komu?
– Przeciwko facetowi, który zrecenzował moją książkę.
– Eee… recenzentowi? Po ki czort miałbyś wnosić pozew przeciw recenzentowi? Czemu?
– Mówię ci przecież. Zrecenzował moją książkę.
– Czekaj, czekaj. Czy nie tym właśnie zajmują się recenzenci?
– Ta, ale on ją oszkalował.
– Hmm, ponowię więc moje pytanie. Czy nie tym właśnie zajmują się recenzenci? Znaczy, wybacz, nie chcę byś pomyślał, że kwestionuję twoje zdanie, ale… eee, nie siedzę w tym fachu i tak mi się przynajmniej do tej pory wydawało. Recenzenci recenzują, a że przy okazji szkalują…
– Tak, znaczy nie! Do diabła, on ją oszkalował niesłusznie.
– Co to znaczy, że oszkalował ją niesłusznie?
– Noo… napisał nieprawdę. W tej swojej recenzji.
– Yyy, nie wiem, czy dobrze rozumuję, ale jak można napisać w recenzji nieprawdę. Czy to nie jest swego rodzaju wyrażenie opinii?
– Nie, do diabła. Nie jest. Jezu, jesteś prawnikiem! Czego was uczą w tych waszych szkołach? Nie wytłumaczyli ci różnicy między dwoma tak oczywistymi terminami, jak recenzja i opinia? Opinia to opinia, recenzja to recenzja. Opinię może mieć każdy, a recenzję… recenzję mogą pisać tylko fachowcy.
– Eee… i… ten facet nie jest fachowcem, tak?
– Jest fachowcem. Dżizas, nie czepiaj się słówek.
– No, wybacz ale na tym między innymi polega praca prawnika. Ale nieistotne. Mówisz więc, że jest fachowcem, podczas gdy ty wnosisz, by recenzje pisali tylko fachowcy…
– ku**a, nie w tym rzecz!? Daj żesz mi skończyć. Chodzi o to, że napisał recenzję, w której oszkalował moją książkę i zrobił to nierzetelnie.
– Co to znaczy, nierzetelnie? Jak można zrecenzować nierzetelnie? Podoba mu się, albo nie podoba. Tyle na ten temat. Co to ma wspólnego z rzetelnością?
– Jezu, ty znowu swoje. Ale nieistotne, chcesz wiedzieć, to ci powiem. Otóż, ta miernota, ten bigus dickus, wsparł się nieprawdziwymi faktami na temat mojej książki, po to, by ją zdyskredytować.
– Ooo, wreszcie coś mamy. Tak, bez wątpienia coś mamy. Trzymajmy się tego. Więc powiadasz, że posłużył się nieprawdziwymi faktami. Znaczy, napisał nieprawdę?
– Żebyś wiedział. Jakbyś się przymknął i dopuścił mnie do głosu, już dawno temu bym ci o tym powiedział.
– Wybacz, już milczę. A więc powiedz mi, w czym rzecz.
– W tym rzecz, że ten bufon napisał, że… że jeden z bohaterów, w drodze na akcję młócił zboże w rękach, żeby nakarmić przyjaciela. I to jest kłamstwo. Nikt nie młócił zboża w rękach a jedynie rozcierał ziarniak w dłoniach.
– Co oddzielał?
– Ziarniak, do cholery. Ziarniak oddzielał.
– Eee… i tym młóceniem, znaczy ziarniakiem… oszkalował… twoją książkę? Pisząc, że facet młócił, a nie oddzielał ziarniak?
– Nie, do diabła. Nie o to chodzi. Rzecz w tym, że wykorzystał to, by napisać, że moi bohaterowie zachowują się nieprawdziwie, yyy… znaczy się, jak osoby o ograniczonym potencjale umysłowym.
– Że… młócą, znaczy oddzielają ziarniak, tak?
– No właśnie nie! Nie napisał, że oddzielają. Napisał, że młócą.
– Chwileczkę, bo się chyba trochę pogubiłem. Ale, no nieważne, mielą, młócą, oddzielają. Rzecz w tym, czy nie uważasz, że narazisz się na śmieszność wnosząc pozew, bo facet pomylił młócenie z mieleniem?
– Nie u licha. I nie z mieleniem, tylko z rozcieraniem. I nie chodzi tylko o to. Napisał też, że wszyscy mówią jakby… jakby pasali świnie przez całe życie. I do tego jeszcze posługują się tym samym idiolektem.
– Aaa… a posługują się?
– Nie! Pewnie, że się nie posługują! Piszę od dwudziestu lat. Co on w ogóle sobie wyobraża!? Jak może tak… tak…
– Chwileczkę, pozwól mi, znaczy… czy masz dowody, że nie posługują się takim językiem? Rozumiesz, jakby pasali świnie?
– Nie, no pewnie, że nie mam. Ale… mam mnóstwo innych.
– To znaczy, jakich? I proszę cię, nie mówmy już o młóceniu i mieleniu.
– Oddzielaniu!
– Dobrze, oddzielaniu. Jakie więc masz jeszcze dowody?
– Słuchaj no. Albo jesteś moim prawnikiem, albo nim nie jesteś. Mój wydawca ci płaci i do czegoś to zobowiązuje. Robisz to, co ci każę, kapisz? Jak chcę wnieść pozew przeciwko temu… temu niespełnionemu autorowi, który mści się na tych, którym się udało, to ty mi w tym pomożesz.
– No tak, proszę uspokój się. Zaraz coś poradzimy. Postaraj się mnie zrozumieć. Jestem twoim reprezentantem i nie będzie to ostatni raz, kiedy świecę za ciebie oczami, jeśli jednak wprowadzisz nas w tak ciemne zakamarki jak różnica między młóceniem a mieleniem, to i światło moich oczu może nie pomóc.
– Do stu kurew! Przecież ci powtarzam, że nie chodzi tylko o to młócenie.
– No to właśnie czekam, aż mi wyjaśnisz, o co jeszcze chodzi.
– Ano o to, że oni nie jadą na żadną akcję.
– Kto nie jedzie.
– Czy ty w ogóle słuchasz co do ciebie mówię?! Jak to, kto nie jedzie? Ci co mielą… znaczy młócą… ku**a, oddzielają ziarniak.
– Nie jadą na akcję, powiadasz. A dokąd jadą?
– Nie jadą, a uciekają. Zresztą, co to ma do rzeczy? Napisał, że jadą na akcję, a oni wcale nie jadą.
– I tym cię oszkalował?
– Nie, do licha! Nie rozumiesz? Boże, z kim ja się muszę użerać? Facet nawet nie wie, gdzie jadą! Nie widzisz, co to znaczy? On nawet nie czytał mojej książki.
– Hola, hola. Czy to nie jest nazbyt posunięta interpretacja? Może i napisał, że jadą, podczas, gdy oni wcale nie jadą, ale żeby od razu posądzać go o nieprzeczytanie twojej książki. Wiesz, ja też czasem lubię sobie poczytać do poduszki i niespecjalnie pamiętam, czy szli, jechali, czy lecieli. To co dopiero taki recenzent, który czyta kilkanaście tytułów w miesiącu.
– Jezu, trzymajcie mnie. Odezwał się. Co ty w ogóle wiesz o książkach? Do poduszki, to możesz sobie czytać. Ja tu jestem pisarzem. Ja! Rozumiesz!?
– Spokojnie, nie trzeba się zaraz unosić. Ustalmy, co do tej pory mamy. Mamy młócenie. I to młócenie, jest przytoczone jako dowód na debilne zachowanie się bohaterów. Ty natomiast upierasz się, że nie młócili?
– Zgadza się. Skłamał, bo chciał mnie ośmieszyć.
– Ośmieszyć powiadasz. To w takim razie, jeszcze tylko jedna rzecz i postaraj się proszę zachować tym razem spokój. Czy faktycznie między młóceniem a, jak to nazywasz, rozcieraniem ziarniaka, jest taka duża różnica, żeby można było mówić o jakimś celowym wypaczeniu? Pytam, bo nie wiem. Wiesz, jakbym czytał tę nieszczęsną recenzję, byłoby mi chyba wszystko jedno czy młóci, czy rozciera. Istotne jest chyba, że posądza twoich bohaterów o debilizm, a to pozostaje chyba w sferze prywatnych odczuć recenzującego, do których ma prawo.
– Nie, do diabła. Nie rozumiesz? Chciał mnie ośmieszyć.
– Ale czemu miałby ośmieszać akurat ciebie?
– A skąd ja mam takie rzeczy wiedzieć? Może odbiłem mu dziewczynę. Może biedny chłopczyk zazdrości, że ja piszę, a on nie. Nie wiem. Zająłbyś się lepiej prawnikowaniem a nie zabawą w detektywa.
– To właśnie usiłuję robić. Dopuszczasz możliwość, że facetowi zwyczajnie twoja książka się nie podobała, wysmażył tę recenzję i wziął się za następną. Rozumiesz, jak baba przy taśmociągu, co to pakuje kolejnego kurczaka w folię i leci dalej.
– Moja książka to nie kurczak! Czy ty masz pojęcie, ile zajmuje napisanie takiej książki? Czy ty w ogóle w życiu coś napisałeś?
– To nie ma nic do rzeczy. Nie w tym tkwi istota sporu. Załóżmy jednak, że facet się na ciebie uwziął. Załóżmy, że sąd jakimś cudem postanowi się tym zająć. Załóżmy wreszcie, że przyzna ci rację. Nie obawiasz się, że ustanowiłbyś tym samym niebezpieczny precedens, po którym każdy recenzent, przed napisaniem negatywnej recenzji zastanowiłby się dwa razy, bądź nie daj bóg rozmyślił i zamiast pisania prawdziwych odczuć wciskał nam gówno w papierku? No wiesz, żeby uniknąć właśnie takich reakcji oburzonych autorów? Zrobilibyśmy spory krok wstecz, w kwestii wolności słowa.
– Nic mnie to nie obchodzi. Napisał nieprawdę. Niech ponosi konsekwencję! A w ogóle, to najwyższa pora zrobić przesiew pośród miernot recenzentów. Dajmy prawo pisania recenzji fachowcom. Tym, którzy są w tym najlepsi.
– Zgadza się Robercie. Pomyślałeś jednak, co się stanie, kiedy już po tym, jak sąd przyzna ci rację, jakiś zaczytujący się w Bułhakowach, Steinbeckach i innych klasykach czytelnik pozwie cię do sądu? Bo uzna, że chce zrobić przesiew pośród miernot pisarzy; dać prawo pisania książek wyłącznie najlepszym? Po niedługim czasie mogłoby się okazać, że na księgarnianych półkach zostało kilka nazwisk. Pewien jesteś, że byłbyś wśród nich? Tak więc, jeśli mogę coś poradzić, pozwól, by sztuka zwyczajnie obroniła się tam, gdzie broni się od wiek wieków. Nie na salach sądowych. Nie w kancelariach prawniczych. Tylko tam. Pośród zwykłych ludzi.
Prawnik wskazał ręką za okno. W kancelarii zapanowała cisza.

Awatar użytkownika
nosiwoda
Lord Ultor
Posty: 4541
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » pt, 22 lut 2008 09:06

I to jest bardzo słuszna koncepcja.
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 5629
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » pt, 22 lut 2008 09:08

A jakieś słowo komentarza można by dostać? Znaczy, co to właściwie jest? Zapis rozmowy utrwalonej na, jakże popularnym dzisiaj, gwoździu? Opowiadanie? Jeśli to drugie, to raczej warsztaty powinny być miejscem na umieszczenie tego postu.
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Nikt

Post autor: Nikt » pt, 22 lut 2008 09:17

kiwaczek pisze:A jakieś słowo komentarza można by dostać? Znaczy, co to właściwie jest? Zapis rozmowy utrwalonej na, jakże popularnym dzisiaj, gwoździu? Opowiadanie? Jeśli to drugie, to raczej warsztaty powinny być miejscem na umieszczenie tego postu.
Opinia (niekonieczie rzeczowa, niekoniecznie obiektywna) wyrażona w takiej a nie innej formie. Jako, że usunięto ją z wątku o recenzentach i recenzjach, zastosowałem się do rady Eboli.

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 5629
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » pt, 22 lut 2008 09:24

To ja zdecydowanie proszę o doprecyzowanie tego. Bo w obecnej postaci, jest to nieczytelne i może powodować tylko wzrost poziomu emocji pond akceptowalny poziom. I wprowadza forumowiczów w błąd. Sugeruje bowiem wprost, że jest to faktyczny zapis rozmowy.
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
nosiwoda
Lord Ultor
Posty: 4541
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » pt, 22 lut 2008 09:26

kiwaczku, nie traktuj forumowiczów jak idiotów...
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Nikt

Post autor: Nikt » pt, 22 lut 2008 09:30

kiwaczek pisze:To ja zdecydowanie proszę o doprecyzowanie tego. Bo w obecnej postaci, jest to nieczytelne i może powodować tylko wzrost poziomu emocji pond akceptowalny poziom. I wprowadza forumowiczów w błąd. Sugeruje bowiem wprost, że jest to faktyczny zapis rozmowy.
Nie jest to faktyczny zapis rozmowy, a jedynie opinia (niekonieczie rzeczowa, niekoniecznie obiektywna) wyrażona w takiej a nie innej formie.

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 5629
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » pt, 22 lut 2008 09:32

Podobno, kiedyś tam, gdzieś tam, byłeś Nosiwodo moderatorem na pewnym Forum. W związku z tym powinieneś zrozumieć, dlaczego dopraszam się ukonkretyzowania początkowego postu. Jeśli nie, no cóż... Widać tu modem nie jesteś i obiektywizm Cię nie obowiązuje.

Edit: No i teraz wygląda to znacznie lepiej.
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
nosiwoda
Lord Ultor
Posty: 4541
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » pt, 22 lut 2008 09:37

Byłem na jednym, jestem na drugim, obiektywizm zawsze staram się zachować, więc mi tu nie imputuj, wielce obiektywnie. Jeśli uważasz, że ktokolwiek z forumowiczów mógłby uznać, że to zapis faktycznej rozmowy, to traktujesz forumowiczów jak idiotów. I tyle. EOOT.
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
Ebola
Straszny Wirus
Posty: 12009
Rejestracja: czw, 07 lip 2005 18:35
Płeć: Nie znam

Post autor: Ebola » pt, 22 lut 2008 09:43

Rozumiem, ze rozpiera Was chęć wyrażenia opinii na temat, ale wydaje mi się, że wyraźnie napisałam, że sprawę pozostawimy niezawisłemu sądowi, o ile do rozprawy w ggóle dojdzie.
A temat chwilowo totaliternie blokuję. W imię zasad.
Jedz szczaw i mirabelki, a będziesz, bracie, wielki!
FORUM FAHRENHEITA KOREĄ PÓŁNOCNĄ POLSKIEJ FANTASTYKI! (Przewodas)
Wzrúsz Wirúsa!

Awatar użytkownika
nosiwoda
Lord Ultor
Posty: 4541
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » czw, 04 wrz 2008 14:44

Ach, post, co go walnąłem w Recenzje i recenzenci, powinien oczywiście wylądować także tu. Zapomniałem, że powstał odrębny.

W kontekście "bicia piany", jakim to określeniem raczył się posłużyć Robert Szmidt, myślę, że warto wspomnieć po 6 miesiącach od sprawy, że żaden pozew oczywiście nie wpłynął. To jest odgrzewanie kotletów, fakt, ale kotlety zostały zamrożone wskutek bezpodstawnych zapowiedzi procesów bądź innych działań "w odpowiednich instytucjach" :) Stąd warto wskazać, kto tu bije pianę.
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » czw, 04 wrz 2008 16:18

A ja chciałabym tylko wyrazić opinię o opinii. Podoba mi się. :)))
Wciągnęło mnie czytanie tego dialogu. I nawet się nie zgubiłam ani razu, znaczy charakterystyka wypowiedzi obu rozmówców jest zróżnicowana i łatwa do przyporządkowania.

Fajny sposób na wyrażenie opinii. Naprawdę interesujący. :)))
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Robert J. Szmidt
Kurdel
Posty: 778
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 01:12

Post autor: Robert J. Szmidt » czw, 04 wrz 2008 18:20

Fajny dialog, ale ja w rozmowach z prawnikami raczej nie klnę :-)
Tylko wyjątkowy głupiec, albo kanalia wredna, lży innych z powodu błędów, które sam nagminnie popełnia.

Bez gwiazdy nie ma jazdy!

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » czw, 04 wrz 2008 18:32

Robercie, przecież to opinia. Fikcyjny dialog. Znaczy, że autor ma prawo wykrzywiać rzeczywistość do własnych potrzeb dla podkreślenia np. swojego stanowiska, zarysowania charakterologicznego, etc.

Jesteś pisarzem, to powinieneś wiedzieć, że takie chwyty są stosowane w literaturze. :P
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Robert J. Szmidt
Kurdel
Posty: 778
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 01:12

Post autor: Robert J. Szmidt » czw, 04 wrz 2008 20:03

No, przecie mówie, że fajny dialog, co się czepiasz.
Generalnie lubię być postacią fikcyjną i lyteracką. Nawet w tekstach Inglota.
Tylko wyjątkowy głupiec, albo kanalia wredna, lży innych z powodu błędów, które sam nagminnie popełnia.

Bez gwiazdy nie ma jazdy!

ODPOWIEDZ