SF czy fantasy, oto jest pytanie

czyli odpowiednie miejsce dla bibliotekarzy, bibliofilów, moli książkowych i wszystkich tych nieżyciowych czytaczy

Moderator: RedAktorzy

Awatar użytkownika
Dabliu
ZakuŻony Terminator
Posty: 3011
Rejestracja: wt, 22 sie 2006 20:22
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Dabliu » pt, 27 lut 2009 23:44

Montserrat pisze:Wiele z mejnstrimowych książek jest fantastyką. Marquez w sporej części jest fantastyką. "Bracia Karamazow" jest w pewnym sensie fantastyką. i jeszcze kilka innych...

Pytanie brzmi: czy trzeba tworzyć z odpowiednim nastawieniem, by dzieła danego autora zostały zaliczone do fantastyki czy zwyczajnie trzeba w owych dziełach zawrzeć elementy zwykle fantastyce przypisywane?
A do mnie najbardziej przemawia pogląd prezentowany przez mojego ulubionego pisarza (tak, to ten w aviku):
Boski Gene Wolfe pisze:All novels are fantasies. Some are more honest about it.
:))))

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » sob, 28 lut 2009 00:20

Montserrat pisze:Margo:
Wiele z mejnstrimowych książek jest fantastyką. Marquez w sporej części jest fantastyką. "Bracia Karamazow" jest w pewnym sensie fantastyką. i jeszcze kilka innych...
No. Np. "Biały Kieł", to fantastyka. I "Moby Dick" (akurat te widzę w pobliżu na półce, to sobie wybrałam). A "Robinson Crusoe"? Że nie wspomnę o pewnym panu od Liliputów i utopii hippicznej? Albo ten facet od Wilczej Gromady z Seeonee... I ten maminsynek od "Balladyny". Ot, tak z kanonu na wyrywki...
Montserrat pisze:Pytanie brzmi: czy trzeba tworzyć z odpowiednim nastawieniem, by dzieła danego autora zostały zaliczone do fantastyki czy zwyczajnie trzeba w owych dziełach zawrzeć elementy zwykle fantastyce przypisywane?
Mnie osobiście wydaje się, że trzeba po prostu, jak chce definicja z STL stworzyć świat przedstawiony, który nie będzie opierał się na rzeczywistości => tak powstaje fantastyka.
Dalej zaczyna się nieco trudno robić, bo elementy świata przedstawionego zależnie od tego, czy należą do estymowanej technologii/nauki/etc., czy wywodzą się z baśni, wrzucają utwór do zbioru powieść SF lub powieść fantasy.
Problem w tym, że wszelkie podziały na podgatunki/odmiany są w literaturze sterowane mnóstwem chaotycznych czynników - zarówno zewnętrznych (historycznych), jak i wewnętrznych (struktura, tematyka), dlatego podziały są tak płynne. Zwłaszcza teraz, gdy elementy się mieszają w powieściach fantastycznych (jak Moc w GW), świat przedstawiony przestaje zatem być łatwy do określenia, takoż i utwór zaczyna oscylować między tradycyjnym podziałem na sf i f choćby (o horrorze nie wspominając).
Dlatego dla mnie podziały są bez sensu. Utwór fantastyczny jest lub nie. I tyle. Reszta, to dym w oczy. :P
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
hundzia
Złomek forumowy
Posty: 4053
Rejestracja: pt, 28 mar 2008 23:03
Płeć: Kobieta

Post autor: hundzia » sob, 28 lut 2009 00:44

flamenco pisze:Czyżby o przynależności gatunkowej decydowała przynależność gatunkowa autora?
przerażasz mnie...
Wzrúsz Wirúsa!
Wł%aś)&nie cz.yszc/.zę kl]a1!wia;túr*ę

Awatar użytkownika
Alfi
Inkluzja Ultymatywna
Posty: 19225
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 10:29

Post autor: Alfi » sob, 28 lut 2009 09:47

hundzia pisze:
flamenco pisze:Czyżby o przynależności gatunkowej decydowała przynależność gatunkowa autora?
przerażasz mnie...
Co w tym przerażającego? Słyszałem o jednym takim pisarzu, który czasem sprawia wrażenie, jakby reprezentował zupełnie inny gatunek w klasyfikacji Linneusza;). I jakoś to nie przeszkadza nikomu, poza pojedynczymi osobami, bezpośrednio dotkniętymi w danym czasie i miejscu.

Zastanawiam się, o co chodzi z tym mejnstrimem. To nie jest aby taki potwór do straszenia dzieci, jak Piaskun u Hoffmanna? Oby tylko się nie skończyło tak samo, czyli widowiskowym skokiem z wysokiej wieży, przy akompaniamencie schizofrenicznych okrzyków, ku rozpaczy służb komunalnych, które potem będą musiały usuwać te czerwone plamy.
A mówiąc poważnie: dywagacje na temat mejnstrimu (czy to pojęcie jest w ogóle używane poza środowiskiem fantastów?) są zazwyczaj objawem pewnego kryzysu (nie finansowego, ale twórczego) i w czasach prosperity gatunku jakoś przycichają.
Le drame de notre temps, c’est que la bêtise se soit mise à penser. (Jean Cocteau)

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2210
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » sob, 28 lut 2009 12:44

Alfi pisze: A mówiąc poważnie: dywagacje na temat mejnstrimu (czy to pojęcie jest w ogóle używane poza środowiskiem fantastów?) są zazwyczaj objawem pewnego kryzysu (nie finansowego, ale twórczego) i w czasach prosperity gatunku jakoś przycichają.
1. Zapewne to pojęcie nie jest używane poza środowiskiem fantastów, bo mejstrimowcy wedle własnej nomenklatury są normalni, a reszta jest nienormalna, czyli my. Pojęciem tym walczymy z broszką nienormalności.
2. Wszystko jest fantastyką, o ile nie zaledwie fikcją literacką. A że są autorzy o przynależności fantastycznej, którzy flirtują z fikcją literacką i fikcjoniści, którzy flirtują z fantastyką - nikogo nie dziwi.
3. Jednakowoż, jakby taki np. Pilch popełnił dzieło z gatunku fantastyki, zapewne w środowisku i dookoła fandomu rozbrzmiałby śmiech za wtórność, miałkość czy co tam jeszcze i zapewne byłby to śmiech uprawniony. Albowiem, żeby nie być totalnie i kompletnie wtórnym na poletku fantastycznym, trzeba jakiś procent fantastyki przeczytać, poczynając od pulpy lat 20-tych, aż do dziś. Bo nasza, środowiskowa fantastyka jest wrośnięta w dzieła poprzedników, do nich nawiązuje, z nimi dyskutuje.
4. Można zatem wysnuć hipotezę, że fantastykę wyróżnia w nurcie literatury, że jest pewnym strumieniem w morzu, posiadającym swoje źródło, szukającym odpływu, wydzielającym się poprzez wspólne dyskusje, czy to pisarzy, czy to czytelników, czy to czytelników z pisarzami - nie wiem, jak inni, ale dla mnie silnym przeżyciem było spotkać ludzi, którzy czytają podobne rzeczy i z pasją o tym dyskutują. Wśród wielu pozostałych znajomych niektórzy są czytaczami, ale, czy to z braku partnerów, nie mają takiego poletka, na którym mogliby się wyżyć właśnie w dyskusjach o tym, co czytają, o pisarzach itp. Zatem fantastyka nie jest prostym zjawiskiem literackim, lecz zawiera w sobie też otaczające literaturę środowisko. I to ją zapewne wyróżnia silniej niż sama zawartość literatury.
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
Alfi
Inkluzja Ultymatywna
Posty: 19225
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 10:29

Post autor: Alfi » sob, 28 lut 2009 16:22

flamenco108 pisze:
1. Zapewne to pojęcie nie jest używane poza środowiskiem fantastów, bo mejstrimowcy wedle własnej nomenklatury są normalni, a reszta jest nienormalna, czyli my. Pojęciem tym walczymy z broszką nienormalności.
Przesada. To, że ktoś tam coś tam bąknie, nie powinno być powodem do reakcji takich jak w piosence Młynarskiego: Kto powiedział "Kasjer dupa"? Wmawianie sobie, że wszędzie poza fantastyką jest pełno złych wilków, które chcą ją pożreć, to własnoręczne wpychanie się w kompleksy.
Nie da się równocześnie odgradzać od reszty literatury i oczekiwać "na zewnątrz" zrozumienia, uznania, akceptacji itp. Zwłaszcza że literatura jest jedna, a podział na gatunki nie jest i nie może być kryterium oceny ani podziału na literaturę dobra i złą.
Co to jest "normalność" i "nienormalność"? Czy ktoś fantastyce przypisuje "nienormalność"? To jakieś przewrażliwienie jest. Jeśli już, to raczej można mówić o przypisywaniu pewnym typowym gatunkom literatury popularnej jakiejś niższości - ale to równie dobrze dotyczy sensacji, kryminału, powieści przygodowej czy romansu. Fantastyka nie jest tu wyjątkiem.
flamenco108 pisze: 3. Jednakowoż, jakby taki np. Pilch popełnił dzieło z gatunku fantastyki, zapewne w środowisku i dookoła fandomu rozbrzmiałby śmiech za wtórność, miałkość czy co tam jeszcze i zapewne byłby to śmiech uprawniony. Albowiem, żeby nie być totalnie i kompletnie wtórnym na poletku fantastycznym, trzeba jakiś procent fantastyki przeczytać, poczynając od pulpy lat 20-tych, aż do dziś. Bo nasza, środowiskowa fantastyka jest wrośnięta w dzieła poprzedników, do nich nawiązuje, z nimi dyskutuje.
Pewnie tak. Chociaż Pilch wymyślił faceta słyszącego cyfry PINów, a to już jest element fantastyki, i nikt się nie śmiał. Ja za nim nie przepadam, bo nie lubię pisarzy, dla których miarą artyzmu jest liczba zdań wtrąconych i długość zdań wielokrotnie złożonych, niezależnie od sensu.
flamenco108 pisze: fantastyka nie jest prostym zjawiskiem literackim, lecz zawiera w sobie też otaczające literaturę środowisko. I to ją zapewne wyróżnia silniej niż sama zawartość literatury.
I nie wiem, czy to dobrze. Może i dobrze, dopóki istnienie środowiska nie zaczyna dominować nad tym, co jest racją jego istnienia - czyli samą literaturą.
A wracając do mejnstrimu - chyba jest tyle definicji, ilu ludzi, którzy tego terminu używają. Chyba trudniej zdefiniować to pojęcie, niż granice między sf a science fantasy. Poza tym ten mejnstrim to dla fantastyki taki "wróg najeżdżający granice" - ten, który pomaga się zintegrować i samookreślić (jak to było z Niemcami czy Rosją w przypadku Polaków). Tylko... czy ten wróg rzeczywiście wpada i niszczy ogniem i mieczem? On raczej nie bardzo fantastykę zauważa.
A może właśnie o to chodzi, że nie zauważa - a jednak chciałoby się?
Ech, temat na całe tomy... I raczej nie do tego wątku.
Le drame de notre temps, c’est que la bêtise se soit mise à penser. (Jean Cocteau)

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2210
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » sob, 28 lut 2009 18:02

Alfi pisze: Nie da się równocześnie odgradzać od reszty literatury i oczekiwać "na zewnątrz" zrozumienia, uznania, akceptacji itp. Zwłaszcza że literatura jest jedna, a podział na gatunki nie jest i nie może być kryterium oceny ani podziału na literaturę dobra i złą.
Co to jest "normalność" i "nienormalność"? Czy ktoś fantastyce przypisuje "nienormalność"? To jakieś przewrażliwienie jest. Jeśli już, to raczej można mówić o przypisywaniu pewnym typowym gatunkom literatury popularnej jakiejś niższości - ale to równie dobrze dotyczy sensacji, kryminału, powieści przygodowej czy romansu. Fantastyka nie jest tu wyjątkiem.
Podpisuję się rękami i nogami. Starałem się na zjawisko spojrzeć z dystansu, w moich słowach nie było kompleksów, tylko próba zdefiniowania problemu. Faktem jednak jest, że od wielu lat czytam fantastykę. A w fandomie nigdy się nie udzielałem. Po prostu ta literatura od dziecięctwa mego, od "Młodego Technika" jeszcze, zawsze mi pasowała bardziej. Widząc fantastykę w księgarni, jednym rzutem oka oceniam zawartość regału, podczas gdy w innych działach drżę o mońki w portfelu. Jednak każdy czytacz fantastyki zetknął się z jakąś kąśliwą uwagą na temat jego preferencji. Faktem jest, że z reguły musiała pochodzić od jakiegoś tumana, który nie przeczytał zapewne procentu tej liczby książek, co ów miłośnik, a tych, co przeczytał, nie zrozumiał, ale przecież czasem i tak boli. Stąd zjawisko odgradzania się.
Inną przyczyną odgradzania się, jak sądzę, jest pewien rodzaj pragmatyzmu. Jeżeli literatura jest ruchem rozdyskutowanych maniaków czytania, to nie znajdą oni wspólnego języka, jeżeli nie skłoni się ich do czytania
a) pewnego jej rodzaju - i to posunięcie wybrali dawno temu wydawcy fantastyki w swojej akcji promocyjnej tworząc fandom
b) lansując "autorytety moralne" oraz "to koniecznie trzeba przeczytać" w o wiele obszerniejszym od fantastyki morzu reszty dziedzin literatury. Zauważmy, że powstały już fora miłośników horrorów, kryminałów, bojewików itp. podobnież przecież rzecz ma się z mangistami.
Alfi pisze:Pewnie tak. Chociaż Pilch wymyślił faceta słyszącego cyfry PINów, a to już jest element fantastyki,
Pewnie, że tak. Słabiutki, ale jest. Z czego tu się śmiać?
Alfi pisze:Poza tym ten mejnstrim to dla fantastyki taki "wróg najeżdżający granice" - ten, który pomaga się zintegrować i samookreślić (jak to było z Niemcami czy Rosją w przypadku Polaków). Tylko... czy ten wróg rzeczywiście wpada i niszczy ogniem i mieczem? On raczej nie bardzo fantastykę zauważa.
A może właśnie o to chodzi, że nie zauważa - a jednak chciałoby się?
Raczej dla działaczy fandomu oraz ew. dla pisarzy gatunku. Bo czytelnikom jest to obojętne, byle książka dała się czytać. A górny mejnstrim nie zauważa tak samo kryminałów, bojewików, horrorów, politikali i całej reszty pulpy - i to boli, bo i dla czytelnika żaden zaszczyt, jak go zaliczą do masy (u nas co prawda mniejszości - tak sądzę, ale co z tego?) czytającej "bzdury", podczas gdy Tomasz Lis wydał znowu taką interesującą książkę traktującą o jak najbardziej ważnych sprawach?
Łezka w oku mi się zakręciła, kiedy czytałem to sprawozdanie Konrada Walewskiego z konwentu pisarzy i ścisłych czytelniczych geeków - cóż za poziom dyskusji. Ale to w końcu ojczyzna fantastyki, i nic tego nie zmieni...
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
Achika
Ośmioł
Posty: 609
Rejestracja: pt, 22 sie 2008 09:23

Post autor: Achika » sob, 28 lut 2009 19:55

flamenco108 pisze: Jeżeli literatura jest ruchem rozdyskutowanych maniaków czytania, to nie znajdą oni wspólnego języka, jeżeli nie skłoni się ich do czytania
a) pewnego jej rodzaju - i to posunięcie wybrali dawno temu wydawcy fantastyki w swojej akcji promocyjnej tworząc fandom
Że co proszę????
Chyba użyłeś jakiegoś dziwnego skrótu myślowego, bo nie wierzę, żebyś na serio sądził, że fandom jest dziełem wydawców...

W kwestii odróżnienia fantastyki od mainstreamu przydaje się, jak sądzę, tzw. Brzytwa Lema, czyli sprawdzenie, czy z tekstu da się usunąć elementy fantastyczne bez unicestwienia akcji. Jeżeli się da (np. książka jest klasycznym kryminałem,tylko nie widziec czemu dzieje się w przyszłości, która zresztą właściwie niczym się nie różni oprócz tego, że zamiast samochodów są poduszkowce, a zamiast telefonów - telewideofony), to nie jest to prawdziwa fantastyka, tylko coś upozowanego na nią / używającego sztafażu fantastycznego.
Oczywiście ktoś inny (na przykład jakiś głównonurtowiec) może twierdzić zupełnie inaczej. :-)
Było pokolenie X, teraz jest pokolenie Ctrl + X.

Awatar użytkownika
Ignatius Fireblade
Kameleon Super
Posty: 2575
Rejestracja: ndz, 09 kwie 2006 12:04

Post autor: Ignatius Fireblade » sob, 28 lut 2009 23:07

Nigdy nie przepadałem za podziałami, nie przykładałem wagi do tych wszystkich klasyfikacji i nie wybierałem według nich książek. Szczerze wisi mi do jakiego gatunku przynależy to, co czytam, ważne, by się podobało. Jednakże szczególnym afektem darzę fantastykę oraz horror. Czyli, innymi słowy, niemożliwe jest uniknięcie podziałów, nawet jeśli człowiek stara się je ignorować.

Sam fakt izolowania się fanów fantastyki (piszę to w oparciu o rozmowy z paroma znajomymi o podobnych zainteresowaniach) jest dla mnie głupi. Tak samo, jak izolowanie się fanów mangi, horrorów, romansów, czy zupy cebulowej. Nie potrafię zrozumieć dlaczego zawsze musi być sytuacja, w której jesteśmy My oraz Oni (w domyśle: gorsi). Czym w ogóle jest ten potworny i zuy mejnstrim i dlaczego fantastyka odcina się od niego (lub on od niej) grubą kreską?

Biorąc sprawę na logikę, "Główny Nurt" oraz, jak ktoś to już tutaj ujął (lub podobnie), odrębny strumień, jakim ma być fantastyka, należałoby zauważyć, że to wszystko i tak wpada do jednego morza, gdzie woda słona zmiesza się z wodą słodką. I tyle zostanie po podziałach. W moim przekonaniu, tym morzem jest właśnie czytelnik, który, o ile nie ogranicza się sztucznie tylko danym gatunkiem, przeczyta wszystko, co uzna za dobre i warte jego uwagi. Nieważne, czy pochodzi to z głównego nurtu, czy tego mniejszego, odrębnego.

Nadal mam zamiar ignorować podziały gatunkowe, coraz bardziej kawałkujące duży tort, jakim jest literatura. Niby w jakim celu? Ludzie mają dziwny pociąg do nazywania wszystkiego, co tylko się nawinie, uwielbiają szufladkować. Taki wymysł, jak science fantasy jest najlepszym dowodem na to, że gatunki coraz częściej się krzyżują, mieszają, uniemożliwiając zaszufladkowanie starymi metodami. Co zatem należy zrobić? Wymyślić kolejny gatunek. Bezsens, jeśli o moje zdanie chodzi.

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2210
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » ndz, 01 mar 2009 16:35

Achika pisze: Że co proszę????
Chyba użyłeś jakiegoś dziwnego skrótu myślowego, bo nie wierzę, żebyś na serio sądził, że fandom jest dziełem wydawców...
1. A wydawca to nie czytelnik?
2. Nie ma wątpliwości, że fandom ma wsparcie pewnych wydawców - nagrody, sponsoring itp. Nie przeczy to punktowi 1., taka specyfika. Nie ma w tym nic złego, literatura jest zjawiskiem rynkowym, nie z dziedziny czystej idei.

Co do podziałów jeszcze - oczywiście podziały nie są niczym złym ani głupim, są bardzo dobre. Samych polskich tytułów w ciągu roku wychodzi - ile? Kilka tysięcy? Nie sposób przeczytać wszystkiego, co wchodzi na półki, nie sposób nawet nadążyć za recenzjami. Zatem podział ma znaczenie - filtruje dla mnie ofertę rynku księgarskiego. A że czasem zdradzę moją ulubioną fantastykę z mejnstrimem - taki lajf bejbe, nie przysięgaliśmy sobie. Moje prawo jako klienta. Podziały przydają się także w towarzystwie - dobrze wiedzieć, o czym się rozmawia. Jeżeli cytujesz Brzytwę Lema, to automagicznie argumentujesz konkretną dziedziną - fantastyką właśnie. Tym bardziej, że Brzytwa Lema filtruje niesłychanie rygorystycznie - fantastyka w większości zapewne składa się z utworów przez nią odciętych. A sztafaż też ma znaczenie, przecież robi jakąś różnicę, czy (parafrazując Baldheada) pijemy koniak z kryształowej koniakówki, czy cynowego kubka.
A czy podziały są do czegoś potrzebne krytykom i innym żyjącym z literatury, w tym artystom? Gdybym nie pamiętał lekcji polskiego i manifestów artystycznych, ryzykowałbym tezę, że nie. Jednakowoż wygląda na to, że twierdzenie, iż literatura dzieli się tylko na złą i dobrą, należy do tzw. mądrości ludowych (jak wiadomo, lud rzadko ma coś mądrego do powiedzenia). Podobnie jak malarze, pisarze podczas pracy realizują pewien plan, pewne założenia, choćby tylko w formie luźnego pomysłu w głowie - biorą na warsztat materiał, obrabiają go tak i owak. Powieść w efekcie ma wstęp, rozwinięcie i zakończenie. A jeżeli go nie ma, to przecież tylko na przekór utartym schematom (pomijam Zakużoną Planetę itp.), czyli też je ma - jako antytezę. Zatem korzystają z podziałów, które są tworzywem ich pracy.
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
Achika
Ośmioł
Posty: 609
Rejestracja: pt, 22 sie 2008 09:23

Post autor: Achika » ndz, 01 mar 2009 16:48

flamenco108 pisze:1. A wydawca to nie czytelnik?
2. Nie ma wątpliwości, że fandom ma wsparcie pewnych wydawców - nagrody, sponsoring itp. Nie przeczy to punktowi 1., taka specyfika. Nie ma w tym nic złego, literatura jest zjawiskiem rynkowym, nie z dziedziny czystej idei.
Obecnie tak. Ale początki fandomu w Polsce datują się na jakieś 30 lat wstecz (najstarsze kluby mają już ponad ćwierć wieku), i wydawcy byli wtedy trochę inni (KAW, MAW itp), a i o zjawiskach rynkowych trudno było wtedy mówić.

Wydawca niewątpliwie jest rodzajem czytelnika, ale pytanie, czy można go zaliczyć do fandomu pozostaje otwarte (bycie fanem to hobby, bycie wydawcą - zawód).
Zatem podział ma znaczenie - filtruje dla mnie ofertę rynku księgarskiego.
No właśnie.
Było pokolenie X, teraz jest pokolenie Ctrl + X.

Awatar użytkownika
SzaryKocur
Fargi
Posty: 424
Rejestracja: czw, 23 lis 2006 01:31
Płeć: Mężczyzna

Post autor: SzaryKocur » ndz, 01 mar 2009 20:09

Klasyfikacji nie tworzy państwowa komisja tylko np. wydawcy, specjalizując się pod konkretnego czytelnika, sprzedawca, który układa książki na półce, i w końcu sami czytelnicy, krytycy i kto tam jeszcze ma na to ochotę. Czyli jak dla mnie wszystko gra jak powinno.
Zakapturzone awatary rulez!
Wszystko co napisałem, to tylko moje prywatne zdanie.

Awatar użytkownika
Q
Pciuch
Posty: 1521
Rejestracja: wt, 25 lis 2008 18:01

Post autor: Q » ndz, 01 mar 2009 23:44

Wracając do początków tak ładnie rozrośniętego tematu... ;-)

SF to ekstrapolacja na bazie faktów (oczywiście ta prawdziwa, nie to co jako "SF" często wciskają) - takie szerszespojrzenie na (Wszech)świat realny.

Fantasy to bajki (czasem zresztą b. piękne), alegorie i takie tam. Inna rzecz, że tak dużo fntastyki "naukowej" jest nienaukowe, że możnasię czasem pogubić...:]
forum miłośników serialu „Star Trek”, gdzie ludzi zdolnych do używania mózgu po prostu nie ma - Przewodas

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pn, 02 mar 2009 03:26

Obie odmiany w Twojej definicji, to alegorie. No, to gdzie tu rozróżnienie? :P

Właśnie dlatego STL nie podaje nic więcej poza dywersyfikacją wg świata przedstawionego. I tylko rozróżnienie: utwór fantastyczny -> odmiana utworu fantastycznego: utwór sf. I tyle. Genialne w swojej prostocie.
I komu to przeszkadzało? :P
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Q
Pciuch
Posty: 1521
Rejestracja: wt, 25 lis 2008 18:01

Post autor: Q » pn, 02 mar 2009 14:36

Margot, bo ja sam z siebie prościej nie umiem, a nie chce mi się felietonu barona13 linkować ;-).

(Ale oczywiście to prawda, że jak fantastyka nie jest naukowa, i nie straszy, to jest fantasy. Taki na przykład Campbell, jeśli uznał tekst za niedostatecznie unaukowiony, odrzucał go z pogardliwym "to jest fantasy!", i wszyscy wiedzieli co jest co ;-).)
forum miłośników serialu „Star Trek”, gdzie ludzi zdolnych do używania mózgu po prostu nie ma - Przewodas

ODPOWIEDZ