Najlepsze serwisy self-publish w Polsce

czyli odpowiednie miejsce dla bibliotekarzy, bibliofilów, moli książkowych i wszystkich tych nieżyciowych czytaczy

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Xiri
Yilanè
Posty: 3949
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Najlepsze serwisy self-publish w Polsce

Post autor: Xiri » ndz, 26 kwie 2015 16:36

Jako że do Wydaje.pl nie mam za bardzo zaufania, szukam jakiejś alternatywy (tylko e-booki) na tych samych warunkach (publikacja tekstu od ręki, za darmo, serwis odciąga % zarobionych pieniędzy od książki). Znalazłam w sieci taką listę serwisów:
ebookpoint.pl
virtualo.pl
bezkartek.pl
backpen.com
spoti.pl
beezar.pl
pressmo.pl

Źródło: http://natemat.pl/23047,jak-wydac-e-boo ... lasna-reke
W Virtualo trzeba czekać na publikację e-booka ruski rok. Na Beezar nic się nie dzieje. Reszta nie jest związana z fantastyką/nie da się publikować tekstów. Znacie może inne odpowiedniki Wydaje.pl? Serwis ten jest perfekcyjny, jeśli chodzi o layout i prostotę obsługi... No, byłby perfekcyjny, gdyby jego niepewna przyszłość i parę dziwnych rzeczy, jakie się dzieją z serwisem.

Awatar użytkownika
A.Mason
Lord Ultor
Posty: 4734
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 20:56
Płeć: Mężczyzna

Najlepsze serwisy self-publish w Polsce

Post autor: A.Mason » ndz, 26 kwie 2015 20:34

Jesteś pewna, że chcesz publikować teksty "od ręki"? Bo wydaje mi się, że jeśli poważnie myślisz o swojej twórczości i nagrodach w rodzaju Nike, czy z naszego podwórka - Żuławskiego, to lepiej swój tekst powierzyć wydawnictwu, które daje szansę choćby na nominację. Może zamiast self-booka spróbuj tradycyjnie, np. w Wydawnictwie Literackim?
1) Artykuł 54. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
2) Życie zmusza człowieka do wielu czynności dobrowolnych. Stanisław Jerzy Lec

Xiri
Yilanè
Posty: 3949
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Najlepsze serwisy self-publish w Polsce

Post autor: Xiri » ndz, 26 kwie 2015 23:50

Wyjaśnię, czym się kieruję i co o tym sądzę.
Pierwsza sprawa to fakt, że self-publish to wciąż nowość w Polsce i dopiero się rozwija. Niewykluczone, że stanie się bardziej popularne, niż tradycyjne wydawnictwa. Kolejna sprawa to zyski. W zwykłym wydawnictwie zarobi się z 15-20% za książkę, kiedy tu można mieć nawet 100%, jeśli będzie się publikować w pełni samodzielnie, np. na swojej www czy przez e-bay. Dalej mamy całkowitą swobodę: autor decyduje o wszystkim. Sam może sobie wybrać dowolnego redaktora czy grafika z całego kraju. To samo tyczy promocji. No i przede wszystkim autor nie traci na nic czasu. Gotowy tekst publikuje jeszcze tego samego dnia, podczas gdy w wydawnictwie może czekać nawet rok na odpowiedź (w 97% przypadków jej brak).

Nie zależy mi na nagrodach ani sławie, pisanie traktuję jako hobby, przy którym można sobie coś dorobić.
Jeśli chodzi o klasyczne wydawnictwa, obecnie jestem na nie. Nie wysyłam już nigdzie swoich tekstów. Wszystko długo tam trwa. Odpowiedzi przychodzą rzadko, mimo że zawsze starałam się wysyłać tam, gdzie było napisane w regulaminie, że odpisują każdemu. Jak potem można traktować takich ludzi poważnie? Jeszcze dochodzą ograniczenia, których niewielką część wymieniłam wyżej. Nie wspominając o tym, że debiutantów teraz chyba nikt nie wydaje, bo zbyt wielkie to niesie ryzyko.

Na serwisy SP jest duża nagonka, niewykluczone, że dlatego, iż stanowią konkurencję dla zwykłych wydawnictw. Nie uważam też, że SP to coś gorszego. Czasem kupuję tą drogą książki nieznanych autorów i jestem zadowolona, podczas gdy w księgarniach natrafiam na sporo gniotów/słabych pozycji, typu słynny Pan Gray. Zupełnie nie rozumiem, czym kierują się wydawcy, że puszczają na rynek takie książki.
Jedyne ryzyko związane z serwisami SP jest natury finansowej: nie wiadomo, czy wypłacą autorowi pieniądze (czyt. nie mam doświadczenia w tej sprawie).

/Jeśli chodzi o WL, to oni chyba nie przepadają za fantastyką dla dorosłych.

Awatar użytkownika
Iwan
Fargi
Posty: 437
Rejestracja: wt, 21 lip 2009 14:18

Najlepsze serwisy self-publish w Polsce

Post autor: Iwan » pn, 27 kwie 2015 11:59

Moim zdaniem kluczową kwestią jest przeniesienie praw autorskich (czytać dokładnie drobny druk). Jeśli jakiś portal SP przenosi na siebie prawa autorskie, nawet nie czytam dalej regulaminu. Wydaje.pl było o tyle fajne, że wszystkie prawa zostawały z autorem, który mógł dalej robić z książką, co tylko mu się podobało, w tym publikować w innym miejscu albo i samodzielnie. W każdym razie wszystkie opcje przynajmniej teoretycznie zostawaly otwarte. Zastrzeżenia też do nich mam:
1) Korekta/edycja – To było parę lat temu, nie wiem, kto się tym zajmował, ale po „korekcie” musiałem przez parę dni kasowac paskudne błędy powstawiane przez redaktora (głównie interpunkcja – powrzucane przecinki w zupełnie przypadkowych miejscach), jak i moje własne, które przeszły niezauważone, w tym ordynarny błąd ortograficzny (wiem, wiem, mój błąd, mea culpa, ale jednak to ja go w końcu znalazłem, redaktor zostawił).
2) Okładka – miałem mieć w nagrodę za darmo zrobioną profesjonalną okładkę. Zapytany o pomysł, wysłałem machnięty w minutkę rysunek w paincie, miał być mały goblin z karabinem na ramieniu maszerujący wesoło wśród płonących ruin. Dostałem projekt profesjonalnej okładki – cień esesmana w hitlerowskim hełmie na tle jakiejś stodoły. Te moje parę kresek z painta wyglądało lepiej. Na pytanie „co tam robi facet w hitlerowskim hełmie?” cień esesmana pomniejszono do dziecięcych rozmiarow et voilá – okładka gotowa. W międzyczasie dziewczyna zrobiła mi w fotoszopie taką grafikę, że mi kopara spadła, ale było już za późno, e-book poszedł w świat z „profesjonalną” okładką, której do tej pory się wstydzę.
3) Ostatnio kompletny brak kontaktu. Nie odpowiadają na maile.
What doesn't kill you, makes you pissed off

Xiri
Yilanè
Posty: 3949
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Najlepsze serwisy self-publish w Polsce

Post autor: Xiri » pn, 27 kwie 2015 13:44

Korekty i redakcji nawet u nich nie robiłam. Zniechęciły mnie opinie osób z sieci, które zamawiały u nich usługi. Wprawdzie mogła to być antyreklama konkurencji, lecz za dużo identycznych wpisów się pojawiało. Tu działałam samodzielnie, czyli zlecałam poprawki komuś prywatnie.

Parę lat temu chciałam zrobić u nich okładkę do "Deathbringera". Zakończyło się tym, że zażądałam zwrotu pieniędzy (z tym na szczęście nie było problemu), bo czas mijał i nic się nie działo z ich strony. Chciałam, by mi stworzyli od zera coś na poziomie tego: https://www.edu.physics.uoc.gr/~lookas/ ... ance69.jpg i chyba nie wiedzieli, jak się za to zabrać. Potem zaczęłam bawić się grafiką komputerową i obecnie sama umiem robić okładki.

A temat założyłam, bo wedle wpisów na ich forum i w sieci, także korespondencji prywatnych z autorami serwisu, on się sypie. Nie chcę po prostu być oszukana. Tutaj jeden z takich wpisów: http://swiatczytnikow.pl/co-sie-dzieje-z-wydaje-pl/

/edycja mała

Awatar użytkownika
hundzia
Złomek forumowy
Posty: 5572
Rejestracja: pt, 28 mar 2008 23:03
Płeć: Kobieta

Najlepsze serwisy self-publish w Polsce

Post autor: hundzia » pn, 27 kwie 2015 14:44

Xiri pisze:Pierwsza sprawa to fakt, że self-publish to wciąż nowość w Polsce i dopiero się rozwija. Niewykluczone, że stanie się bardziej popularne, niż tradycyjne wydawnictwa
Tfu!
Xiri pisze:No i przede wszystkim autor nie traci na nic czasu.
Zwłaszcza na korekty i redakcje :P
Xiri pisze:Sam może sobie wybrać dowolnego redaktora czy grafika z całego kraju.
Xiri pisze:Sam może sobie wybrać dowolnego redaktora czy grafika z całego kraju
Najlepiej najtańszego i bez kompetencji czy doświadczenia zawodowego, który nie będzie próbował ingerowac w tekst, jego spójność, logikę czy choćby poprawność językową. takiego co to tylko "błedy" pozaznacza i zawsze zgodzi się z autorem.
Xiri pisze:Gotowy tekst publikuje jeszcze tego samego dnia, podczas gdy w wydawnictwie może czekać nawet rok na odpowiedź (w 97% przypadków jej brak).
Bo na tym świecie tak to działa Xiri, nie ma odpowiedzi - tekst nie nadaje się do publikacji lub z jakiś konkretnych powodów został odrzucony. Np nie pasuje do profilu wydawnictwa. Natomiast odpowiedź pozytywną zwykle dostaje się w ciągu tygodnia, a czasem nawet i dni. Podobno istnieją ludzie, którzy zostali zaskoczeni odpowiedzią w kilkanaście minut po wysłaniu mailem strzeszczenia fabuły i pierwszych 10 stron.
Xiri pisze:pisanie traktuję jako hobby, przy którym można sobie coś dorobić.
W takim razie dlaczego do tego dokładasz z własnej kieszeni? W ten sposób więcej wydajesz niż "dorabiasz". Poza tym w Polsce publikacje nie są sposobem na zarabianie pieniędzy. No po prostu się nie da.
Xiri pisze:Na serwisy SP jest duża nagonka, niewykluczone, że dlatego, iż stanowią konkurencję dla zwykłych wydawnictw.
Owszem, zwłaszcza że nie robią odsiewu grafomanów i zalewają rynek miernymi publikacjami, które z kolei utradniają tradycyjnym wydawnictwom przebicie do czytelnika.

Poza tym nie rozumiem Xiri, czemu tak strasznie dążysz do wypychania na świat kolejnych pomiotów powieściowych? czemu nie zaczniesz od czegoś mniejszego, nie wyrobisz sobie marki, przestaniesz być debiutantką. Piszesz od tak dawna, powinnaś już dawno publikować w NF, (nieistniejącym już niestety) SFFiH, Qfancie, Esensji, ba, samym Fahrenheicie! To pomaga okreslić target, zapotrzebowanie, zbadać jak się twórczość przyjmuje. Małe kroczki, zbierac doświadczenie i pracować nad warsztatem pokie nie spełni takich wymogów by ta odpowiedź z wydawnictwa przyszła. Wszystko powyższe IMO oczywizda w oparciu o własne doświadczenia.
Wzrúsz Wirúsa!
Wł%aś)&nie cz.yszc/.zę kl]a1!wia;túr*ę

Xiri
Yilanè
Posty: 3949
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Najlepsze serwisy self-publish w Polsce

Post autor: Xiri » pn, 27 kwie 2015 17:39

Tfu!
Ale tfu to pierwsze zdanie, czy drugie? Jeśli to drugie, to nie są moje słowa. Poszukaj felietonów na ten temat. Nagonka na serwisy SP jest z jednego powodu - konkurencja dla czegoś, co istnieje niezmienne od dziesięcioleci.
Zwłaszcza na korekty i redakcje :P
Ale autor przecież tego nie robi. Jaka jest różnica między tym, a poprawkami w wydawnictwie? Pomijając pieniądze oczywiście.
Najlepiej najtańszego i bez kompetencji czy doświadczenia zawodowego, który nie będzie próbował ingerowac w tekst, jego spójność, logikę czy choćby poprawność językową. takiego co to tylko "błedy" pozaznacza i zawsze zgodzi się z autorem.
To jest wolny wybór. Jak ktoś chce zapłacić grosze jakiemuś maturzyście i jako korektę mieć 5 przecinków wstawionych na 500 stron tekstu, to jego sprawa, a potem jego publikowany potworek.
Bo na tym świecie tak to działa Xiri, nie ma odpowiedzi - tekst nie nadaje się do publikacji lub z jakiś konkretnych powodów został odrzucony. Np nie pasuje do profilu wydawnictwa. Natomiast odpowiedź pozytywną zwykle dostaje się w ciągu tygodnia, a czasem nawet i dni. Podobno istnieją ludzie, którzy zostali zaskoczeni odpowiedzią w kilkanaście minut po wysłaniu mailem strzeszczenia fabuły i pierwszych 10 stron.
Nie wydaje mi się, że na odpowiedź czeka się tydzień, skoro do wydawnictw fantastyki przychodzi codziennie 1000 powieści o elfach i krasnoludach (podobno każdy przysłany tekst jest czytany). Chyba że to jest PAD, to odpowiadają nawet tego samego dnia, zachwalając, jaki to tekst jest dobry ;)
Ta osoba musiała mieć wielkie szczęście.
W takim razie dlaczego do tego dokładasz z własnej kieszeni?
Do lekarza też chodzę tylko prywatnie, zamiast czekać pół roku. Nie lubię niczego, co publiczne, bo zawsze oznacza to stratę czasu, stres i nerwy. Po raz pierwszy włożyłam wkład finansowy w ostatniego e-booka i jak na razie zwróciło mi się za niego ponad dwukrotnie. Książki papierowe sprzedałam prawie wszystkie (kilka odłożyłam sobie).
Owszem, zwłaszcza że nie robią odsiewu grafomanów i zalewają rynek miernymi publikacjami, które z kolei utrudniają tradycyjnym wydawnictwom przebicie do czytelnika.
Taka opinia wzięła się pewnie od młodszych nastolatków, które publikacją powieści na setki stron, od razu po ich napisaniu, nawet bez czytania. A takich "pisarzy" jest najwięcej, korzystających z dobrodziejstw internetu, gdzie każdy może stać się sławny. I potem trudno odróżnić dobre teksty od słabych, a wśród SP zdarzają się perełki.

Jednak czy książki wydane tradycyjnie są lepsze? Nie znam żadnej bez błędów, nawet gdzie przy korekcie i redakcji pracowała grupa ludzi. "Nie ważne" zdarzają się już na pierwszej stronie, o błędach druku nie wspominając (np. zdublowane kartki). A selekcja to już sprawa indywidualna redakcji, czyli czysty subiektywizm i patrzenie na tekst przez pryzmat zapotrzebowania na rynku. Kiedyś wysłałam tekst jakiemuś wydawnictwu, to został odrzucony tylko dlatego, że redaktor-patriota skojarzył jakąś postać ze Stalinem.
czemu nie zaczniesz od czegoś mniejszego, nie wyrobisz sobie marki, przestaniesz być debiutantką. Piszesz od tak dawna, powinnaś już dawno publikować w NF, (nieistniejącym już niestety) SFFiH, Qfancie, Esensji, ba, samym Fahrenheicie!
Mam tam publikacje, więc debiutantką nie jestem (chyba na tym forum nawet chwaliłam się horrorem o samochodzie). Na F też przyjęto mój tekst po jakimś konkursie, ale zaginął w akcji, jak się potem dowiedziałam i się nie pojawił. Potem po prostu przestałam gdziekolwiek teksty wysyłać. Druga sprawa, że z natury, jako radykalna introwertyczka i indywidualistka, lubię działać na własną rękę i nie ma dla mnie nic gorszego, niż być od kogoś zależną. Pracuję też jako freelancer, bo nie mogłabym znieść pracy pod czyimiś auspicjami.

Awatar użytkownika
Iwan
Fargi
Posty: 437
Rejestracja: wt, 21 lip 2009 14:18

Najlepsze serwisy self-publish w Polsce

Post autor: Iwan » pn, 27 kwie 2015 18:03

Trochę się z Tobą zgadzam, Hundzia, trochę nie. Niektórzy autorzy nie lubią krótkich publikacji, opowiadań w antologiach itp. Czy to znaczy, że mają przestać pisać? Jako czytelnik rzadko kiedy sięgam po opowiadania, chyba że są częścią jakiegoś cyklu. Po prostu nie interesują mnie za bardzo. Lubie poznać bohaterów, przyzwyczaić się do nich i tęsknic za nimi, gdy przez parę dni nie mam czasu na lekturę. A opowiadanie – ot takie tam, wpadło jednym uchem, wypadło drugim, szkoda czasu. Wyjątki oczywiście są, ale jednak unikam krótszych tekstów.
Co do korekty i redakcji też się nie zgodzę. Powielasz stereotyp, że książka wydana samemu jest na rażąco niskim poziomie, bo autor albo w wogóle nie oddał tekstu do redakcji, albo oddał koledze z ławki w zamian za dwa batoniki. Ale niby czemu z góry takie złe założenia? Przecież samemu można zatrudnić autentycznego zawodowca, który na codzień robi to w wydawnictwie. Co stoi na przeszkodzie? Rozumiem, że „self-publishing” wiąże się z pewną stygmą i to głównie ze względu na szereg rzeczywistych gniotów, o których wstyd wspominać, ale przecież bez problemu można też znaleźć bardzo ciekawe publikacje. Sam mam w kolekcji co najmniej kilka domowej roboty e-booków, które biją na głowę książki znanych autorów.
Odsiew grafomanów prowadzą już sami czytelnicy, choć oczywiście to prawda, że w zalewie badziewia nie da rady wyłowić ciekawszych pozycji. To paskudnie psuje opinię całej branży. Stygma to nie kwestia konkurencji, lecz po prostu w 99% przypadków te dzieła nigdy nie powinny nigdzie się ukazać. Chociaż w sumie przecież przeciętne książki też powinny mieć swoje miejsce na rynku. Mam wrażenie, że to jest wina naszego rynku czytelniczego. Polacy czytają rzadko, a ci którzy czytają, są niesamowicie wymagający (bo książki bardzo drogie, więc czytelnik żąda wybitnej jakości za takie horrendalne ceny) i nie mają czasu na „niepewnych autorów”. Angielskojęzyczni autorzy mają znacznie łatwiej. Nawet ostatnie miernoty jakoś sobie radzą. Już sam rynek docelowy jest jakieś 100 razy większy, nie mówiąc o tym, że chętnie czytający. Jakiś czas temu rozglądałem się za e-bookami po angielsku. Zupełnym przypadkiem trafiłem na stronę jakiejś autorki, która cieszyła się, że właśnie zeszła trzy tysięczna kopia jej najnowszej powieści (self-publishing). Zaintrygowany zajrzałem w linka. Oto opis tekstu (przepraszam za angielski):
“Four years after the murder of his mother, Revel Harcourt, leader of a group of an ancient race of demon-hunting warriors, finds his friend impaled at a construction site, dead. The authorities say it was an accident, but with his history, he knows demons are involved and will hunt and annihilate those responsible.”
Myślę sobie: “Na cztery twarze Światowida, wtf?”. Otwieram próbkę tekstu i padłem po pierwszym akapicie:
„Revel’s size twelves couldn’t get him to Blair fast enough, even with the extraordinary speed of the Koinonia and being known as the fastest warrior in the area. Her voice was frantic on the phone, and she insisted on speaking with him in person, which might have been because it had something to do with his mother’s murder. Blair would have wanted to discuss that face to face.
To nie gimnazjalistka, ale czteredziestoletnia autorka z dorobkiem. Sprzedała 3000 egzemplarzy. W naszych warunkach nawet jej mąż nie ruszyłby tego palcem, choćby mu zapłaciła. Jasne, powyższy przykład nie świadczy dobrze o rynku self-publishingu, ale daje do myślenia. Ta pani zarobiła na książce kilka(set) razy więcej niż wartościowy polski pisarz wydany w tradycyjny sposób. Żeby przebrnąć przez pierwsze parę stron próbki tekstu tej pani, musiałem strzelić sobie piwko. Nie dałem rady i odpadłem na drugiej stronie, dochodząc jednocześnie do wniosku, że ja też chcę wydawać po angielsku.
What doesn't kill you, makes you pissed off

Xiri
Yilanè
Posty: 3949
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Najlepsze serwisy self-publish w Polsce

Post autor: Xiri » pn, 27 kwie 2015 18:28

Zapomniałam jeszcze dodać, że obecnie (nie piszę zatem o tym, co miało miejsce w 2008 roku) rynek wydawniczy jest zamknięty dla debiutantów. Przynajmniej nie kojarzę nikogo nieznanego, kto by wysłał tekst wydawnictwu i został szybko wydany. Za duże ryzyko finansowe.

Miarą wartości tekstu na pewno nie jest to, czy zostanie przyjęty czy nie. Spójrzcie na światowej sławy bestsellery, które są hitami, a były odrzucane przez wszystkie wydawnictwa, jak leci.

Osobiście też nie lubię opowiadań i antologii. Wolę dłuższą przygodę z powieścią, odkładanie jej na kilka dni, niż przeczytanie tekstu w piętnaście minut. Jedynie opowiadanie, jakie mi się podobało, do którego chętnie bym wróciła, to chyba "Piaseczniki".

Awatar użytkownika
hundzia
Złomek forumowy
Posty: 5572
Rejestracja: pt, 28 mar 2008 23:03
Płeć: Kobieta

Najlepsze serwisy self-publish w Polsce

Post autor: hundzia » pn, 27 kwie 2015 21:29

Czuję, że nie powinnam dokarmiać tematu, bo to niepotrzebne bicie piany i walka z wiatrakami zarazem, ale wyjątkowo mam chwilę czasu i odrobinkę zaparcia masochistycznego.
hundzia pisze:
Xiri pisze:Pierwsza sprawa to fakt, że self-publish to wciąż nowość w Polsce i dopiero się rozwija. Niewykluczone, że stanie się bardziej popularne, niż tradycyjne wydawnictwa
Tfu!
Xiri pisze:Ale tfu to pierwsze zdanie, czy drugie? Jeśli to drugie, to nie są moje słowa.
Pierwsze zdanie dotyczy bezpośrednio drugiego, dlatego zostawiłam oba żeby uniknąć nieporozumień. Moje emfatyczne “TFU!” odnosi się do całości. Zwłaszcza do drugiej częśći.
Xiri pisze:Poszukaj felietonów na ten temat.

Xiri, ten temat jest mi nieobcy. Nie muszę niczego szukać, podobnież znam osobiście ( paszczą w paszcz, nie z sieci) samopublikujących się autorów (choć nie Polaków) i mam na ten temat wyrobioną własną opinię, którą ciężko będzie zmienić.
Temat samopublikacji przerabiam przy każdej wizycie rodzinnej - “A czemuś się jeszcze nie opublikowała z ta powieścią? Tyle masz możliwości”. Znaczy przynajmniej dwa razy w roku oraz przy każdej większej imprezie ze znajomymi. Jak popiją - zapominają, że mają mnie nie wk... i wypytują o nowy artykuł, recenzję, opowiadanie albo powieść. A potem zamiennie proponują mi wydanie e-booka w systemie Amazona/Ebaya, właśnie wydaje.pl albo idąc już na łatwiznę pewien rodzaj subsydiowanego publikowania, dość rozpowszechnionego na Zachodzie, kiedy to wydawca ponosi koszty tłumaczenia z obcego języka, czasem także redakcji i okładki. Wiem czym to pachnie, jakie metki ludziom przypina i nie zbliżam się.
A moi przyjaciele wiedzą i tematu nie tykają nawet kijem.
Nagonka na serwisy SP jest z jednego powodu - konkurencja dla czegoś, co istnieje niezmienne od dziesięcioleci.
I tu zbytnio upraszczasz. To jeden z powodów, prawdopodobnie, bo nikt nie lubi zbyt dużej konkurencji, choć jak dla mnie wyścig między lśniącym, opływowym Astonem Martinem a topornym, pudełkowatym Seicento ciężko nazwać sprawiedliwym. Oczywiście Seicento też może mieć pod maską V12 o mocy 600 KM, ale jakie jest tego prawdopodobieństwo?
Natomiast mogę ci podać jeszcze inne powody:
Wielu autorów postanawia skrócić sobie drogę przez mękę i żeby pozbyć się metki “debiutant”, publikuje własnym sumptem powieść lub dwie, tylko po to, by móc sobie je wpisać w statusie na fejsbuku - autor tego i tametgo; albo w biogramie który potem wysyła do wydawnictwa. W wielu przypadkach niestety taki "debiut" okazuje się przedwczesny ponieważ brakło selekcji.

Największą wadą self-publishingu jest fakt, że, IMHO, większość autorów wydających się w ten sposób nie potrafi przejść tej selekcji w tradycyjnych wydawnictwach. Część z nich nawet nie próbuje tam pukać, natomiast zgodnie powtarzają, że są ignorowani, niedoceniani, krzywdzeni, że podcina im się skrzydła, albo nie traktuje tak jak by chcieli. Ich książki (bo przecież to zwykle muszą być książki, trylogie, cykle i całe uniwersa) nie są gotowe by ujrzeć światło dzienne.
Ta stygma ciążąca na samopublikacji wynika według mnie z samego procesu tworzenia. Autorzy idą na skróty, spieszą się, nie dopieszczają swoich dzieł, bo wiedzą, że i tak zostanie wydane, nikt nie będzie go selekcjonował, nikt nie będzie oceniał wartości dzieła a czytelnik zawsze się znajdzie. A choćby znajomi i krewni. To modne mieć “pisarza” w rodzinie, szerzyć “kulturę”.
Gdyby musieli inwestować i to nie finansowo, lecz czasem, wiedzą, procesem wyszukiwania i badania (jak ja nie znoszę używania tu słowa “research”), męką przy kolejnym czytaniu po redakcji i znowu, po ostatecznej korekcie, tak jak muszą to zrobić przy tradycyjnym procesie wydawniczym - ilość samopublikowanych potworków zmalałaby dramatycznie. Poprawiłoby to z pewnością opinię. A że tak nie jest...
Zwłaszcza na korekty i redakcje :
Xiri pisze:PAle autor przecież tego nie robi. Jaka jest różnica między tym, a poprawkami w wydawnictwie? Pomijając pieniądze oczywiście.
Co ty pitolisz? Jak to autor nie robi poprawek?
Redaktor nie naprawi mu tekstu, redaktor sugeruje poprawki, wytyka potknięcia i niezręczności. To autor musi dokonać ostatecznej redakcji tekstu pod okiem profesjonalnego redaktora. Autor odpowiada za całość treści i sposób w jaki ją prezentuje. To nazwisko autora, nie redaktora widnieje na okładce. Korekta robi jeszcze mniej, poprawia formatowanie, literówki i takie tam, nie znaczy to, że zwalnia autora od odpowiedzialności za własne dzieło. Takie myślenie jest złe, niedojrzałe i tylko świadczy o niskim poziomie samopublikacji - to jest to własnie chodzenie na skróty o którym piszę.
A różnica jest. Nie wiem, kto pracuje w korekto, nigdy nie korzystałam z ich usług więc nie potrafię ocenić, jednak mając pewne doświadczenia z różnymi redaktorami - i z zawodu i tymi z powołania i także tzw. Wannabe, pełnych dobrych chęci i przekonaniu o własnych umiejętnościach - większe mam zaufanie do osoby bez papierka polonisty, która robi swoje dwudzieste tłumaczenie książki, setną redakcję przyjętą przez selekcjonera opowieść o wampirach, zgrzytając zębami z bólu, kłóci się z autorem o każdy opis i błędnie użyty imiesłów, niż takiego co bierze tekst i wypluwa ci go w rekordowym czasie - że zrobione na glanc w terminie krószym niż pierwotnie uzgodniono - tylko zapłać. Bo może i potrafią wyłapać błędy i potknięcia, powstawiają spacje, przecinki, ale jakie mają kompetencje językowe? Iluż z takich “profesjonalnych” redaktorów ma przed sobą ołtarzyk poprawności językowej i odrzucone przez wydawcę własne powieści? Gwarantuję ci - duży odsetek wanna-be autorów, którzy znają reguły języka, są chodzącymi encyklopediami, a jednak samodzielnie nie potrafią sklecić ładnego, interesującego zdania które nie byłoby tylko i zaledwie poprawne. Poza tym jest redaktor techniczny, do artukułów prasowych, prac magisterskich i redaktor prozy, tzw LITERATURY. Widzisz różnicę między pracą licencjacką a takim np “Ogniem i mieczem”? To tak samo powinnaś widzieć różnicę między redaktorami.
Xiri pisze:Nie wydaje mi się, że na odpowiedź czeka się tydzień, skoro do wydawnictw fantastyki przychodzi codziennie 1000 powieści o elfach i krasnoludach (podobno każdy przysłany tekst jest czytany).
A ty w swej naiwności myślisz, że selekcjoner czyta te powieści? Pierwszy odsiew jest już przy liście, zanim jeszcze czytacz sięgnie po plik z załącznikiem.
Od tego są streszczenia, a jak nie ma, bo się autoru nie wysiliło, to często ląduje w koszu (tak, autor też). A jeśli selekcjoner ma dobry dzień chce mu się wysilać, losowo bierze kilka stron i już ma ogólny pogląd. Dobre pierwsze strony mogą dupsko uratować. Nie zasłaniaj się tak liczbami Xiri, bo w realnym świecie tych debiutów to aż tak wiele znowu nie przychodzi każdego dnia, a już wartościowych debiutów, które zatrzymają oko selekcjonera na kilka minut - jeszcze mniej.
Xiri pisze:Nie wydaje mi się, że na odpowiedź czeka się tydzień,(...) Ta osoba musiała mieć wielkie szczęście.
Znaczy się to ja też miałam szczęście, a moje opowiadanie nie miało nic wspólnego z umiejętnością pisania. Podobnie zresztą jak artykuł od którego zaczęłam regularną współpracę z czasopismem dla Polonii i recenzja. O, i mój znajomy opublikował się w Anglii. Podpisał umowę dwanaście dni od wciśnięcia "wyślij" w Outlooku. Ciekawe, że kilka książek później dostał nagrodę Rooney'a dla Literatury Irlandzkiej za całokształt twórczości... Niewiarygodne jakimi jesteśmy szczęściarzami. Biedny Keith, chyba usmarka się ze śmiechu.
Xiri pisze:Do lekarza też chodzę tylko prywatnie, zamiast czekać pół roku. Nie lubię niczego, co publiczne, bo zawsze oznacza to stratę czasu, stres i nerwy.
Właśnie zdiagnozowałaś problem self-publishingu. Ty jesteś też częścią tej złej opinii. Niecierpliwość i chodzenie na skróty. Nie tykam tu analogii ze służbą zdrowia, tylko procesu publikacji.

Moim bólem jest fakt, że teraz pisać i publikować może każdy. Podobnie ma się sprawa z muzyką lecz nie o tym tu chciałam. Pisanie stało się publiczne. Nie miałam z tym problemu póki zawężało się do blogów, blogasków, blooków i innych internetowych aktywności. Kiedyś fakt publikacji byl nagrodą i wyróżnieniem samym w sobie, mialo się tę przynależność do elitarnej grupy, która musiała wypracować sobie sukces. I była to ciężka praca, w większości pod górkę po kolcach i w dodatku pod prąd. Gdzie konkurencja była duża a wydawca wybredny. Gdzie nawet dwucyfrowa kwota za publikację była taką frajdą, że chciało się banknot w ramki wstawiać. Self publishing to zniszczył.
Teraz byle małpa może wystukać tekst na klawiaturze, szumnie nazwać go nową Makbet i wydać drukiem. Taka to moja gorycz, ale ja dziwna jestem, niedzisiejsza :P
Xiri pisze:Jednak czy książki wydane tradycyjnie są lepsze?
Nie przeczę. Nie uważam, że są lepsze. Uważam je za bardziej wartościowe. Ale to moja subiektywna opinia.
Nie znam żadnej bez błędów, nawet gdzie przy korekcie i redakcji pracowała grupa ludzi.
Z pewnością, jednak odnoszę wrażenie, że tych błędów w tradycyjnych wydaniach jest nieco mniej.
Xiri pisze:Mam tam publikacje, więc debiutantką nie jestem (chyba na tym forum nawet chwaliłam się horrorem o samochodzie).
Jedno opowiadanie nie czyni z ciebie pisarza Xiri. Debiutu IMO nie liczy się tylko ilością, a raczej jakością.
Iwan pisze:Niektórzy autorzy nie lubią krótkich publikacji, opowiadań w antologiach itp. Czy to znaczy, że mają przestać pisać?
Nie. Ale, według mnie, ci autorzy wybierają dłuższą i bardziej krętą drogę do sukcesu. To prosta zależność, nie każdy wydacwa zaryzkuje debiutującą powieść nieznanego autora, podczas, gdy większość zastanowi się nad debiutującą powieścia autora, który już wcześniej przeszedł sito selekcyjne przy opowiadaniach. Skoro ktoś dostrzegł coś w krótszej formie, może dłuższa też ma to coś? Widzisz zależność? A autor który ma trudność w formach krótkich cierpi na słowotok w powieściach :P
Iwan pisze:Jako czytelnik rzadko kiedy sięgam po opowiadania, chyba że są częścią jakiegoś cyklu.
Ty jesteś jeden Iwanie, czytelników - legion.
Iwan pisze:ale przecież bez problemu można też znaleźć bardzo ciekawe publikacje. Sam mam w kolekcji co najmniej kilka domowej roboty e-booków, które biją na głowę książki znanych autorów.
Wierz mi - ja też. Ale to były te Seicento z V12 pod maską. Anomalia.
Xiri pisze:Zapomniałam jeszcze dodać, że obecnie (nie piszę zatem o tym, co miało miejsce w 2008 roku) rynek wydawniczy jest zamknięty dla debiutantów.
A takie dane masz skąd?

Koniec ode mnie. Miałam chyba za dużo czasu :/ TO też anomalia, pewnie nie powtórzy się przez jakiś czas.
Wzrúsz Wirúsa!
Wł%aś)&nie cz.yszc/.zę kl]a1!wia;túr*ę

Xiri
Yilanè
Posty: 3949
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Najlepsze serwisy self-publish w Polsce

Post autor: Xiri » wt, 28 kwie 2015 00:58

Czuję, że nie powinnam dokarmiać tematu, bo to niepotrzebne bicie piany i walka z wiatrakami zarazem, ale wyjątkowo mam chwilę czasu i odrobinkę zaparcia masochistycznego.
Ale tu nikt się nie bije ani nie walczy, tylko sobie na luzie rozmawiamy.
Xiri, ten temat jest mi nieobcy. Nie muszę niczego szukać, podobnież znam osobiście ( paszczą w paszcz, nie z sieci) samopublikujących się autorów (choć nie Polaków) i mam na ten temat wyrobioną własną opinię, którą ciężko będzie zmienić.
Nie znam SP e-booków zagranicznych, ale według wszystkich czytanych i słyszanych opinii, poziom jest tam niski, gorszy niż w Polsce. Niemniej autorzy i tak sporo zarabiają za granicą nawet na bardzo słabych tekstach.

I u mnie jest odwrotna sytuacja akurat, niż u Ciebie. Tzn. była, gdyż w rodzinie odradzano mi pisania, bo nikt książek nie czyta, bo to infantylne, głupie, szkoda czasu, itd. Opinie oczywiście od osób, które nie czytają innych książek niż prawnicze.
Wielu autorów postanawia skrócić sobie drogę przez mękę i żeby pozbyć się metki “debiutant”, publikuje własnym sumptem powieść lub dwie, tylko po to, by móc sobie je wpisać w statusie na fejsbuku - autor tego i tametgo; albo w biogramie który potem wysyła do wydawnictwa. W wielu przypadkach niestety taki "debiut" okazuje się przedwczesny ponieważ brakło selekcji.
Ja mam na to inne zdanie. Dla mnie to jest niezależność i branie sprawy w swoje ręce, zamiast wyczekiwanie na decyzję innych.
Czytając Twoje posty odnoszę wrażenie, że, gdyby porównać pisanie do sztuki, dla Ciebie książki tradycyjnych wydawnictw będą Mona Lisami, a SP kamieniem na trawie, czyli rodzajem kiczowatej sztuki współczesnej. A różnica tymczasem jest tylko jedna - pieniądze (podkreślam, że nie mam na myśli dwunastolatków piszących powieści o wampirach, tylko załóżmy osoby po czterdziestce, związane z pisaniem w jakiś formie od lat najmłodszych, które mają język polski w jednym palcu). Wydawnictwo robi Kowalskiemu wszystko za darmo, w zamian za ograniczone prawa do tekstu, a jak Kowalski sam siebie wydaje, to mamy odwrotność. Lecz jeśli Kowalski umie się wypromować i tekst faktycznie spodoba się czytelnikom, może przecież na tym zarobić. Chyba że mu nie zależy na zarobkach, tylko wystarczy facetowi, że tekst przeczyta z 50 osób.

Chodzenie na skróty to raczej jest wysyłanie do tradycyjnych wydawnictw, bo wówczas dajesz z siebie 50%, a resztę robi wydawnictwo, podczas gdy jako SP musisz wykorzystać 100% swoich możliwości, w tym spryt i wiedzę, by sprzedać stworzony produkt.

A Facebook to obecnie też rodzaj promocji. Ma się z 2000 osób w znajomych i to wystarczy, by link poszedł w świat. Ile sławnych youtuberów typu Serafin czy Emce tak zaczynało.
Gdyby musieli inwestować i to nie finansowo, lecz czasem, wiedzą, procesem wyszukiwania i badania (jak ja nie znoszę używania tu słowa “research”), męką przy kolejnym czytaniu po redakcji i znowu, po ostatecznej korekcie, tak jak muszą to zrobić przy tradycyjnym procesie wydawniczym - ilość samopublikowanych potworków zmalałaby dramatycznie. Poprawiłoby to z pewnością opinię. A że tak nie jest...
Tak powinno właśnie wyglądać SP. Czyli autor powinien wkładać masę pracy w tekst, by nawet przecinka nie zgubić. Niekoniecznie osobiście, bo chyba autorzy wszechmogący nie istnieją.
Co ty pitolisz? Jak to autor nie robi poprawek?
Tu się nie zrozumiałyśmy. Chodziło mi o formę tekstu czytaną wielokrotnie przez ogarniętego autora, np. w przedziale czasowym wynoszącym 2 lata. I dopiero taki tekst komuś oddaje. Czyli na pewno znajdzie się tam coś do poprawki, ale nie będzie błędów w każdym zdaniu.

I chyba tu tkwiło sedno. Sądzę, że odebrałaś moją wypowiedź tak, że autor przychodzi pijany z imprezy, pisze przez noc tekst, a na drugi dzień wysyła go do jakiegoś redaktora i korektora z poleceniem "poprawcie wszystkie błędy, bo mam kaca i mi się nie chce, a wy w końcu jesteście od tego". Brońcie bogowie od czegoś takiego. Znajomy nastolatek zafascynowany Naruto z pewnego forum robi dokładnie takie rzeczy: przysyła mi świeżo napisany fanfik, z błędami, i prosi o opinie, a kiedy mu wytykam błędy w każdym zdaniu, to się obraża i pyta, czemu przejmuję się językiem a nie wychwalam fabuły.
A różnica jest. Nie wiem, kto pracuje w korekto, nigdy nie korzystałam z ich usług więc nie potrafię ocenić, jednak mając pewne doświadczenia z różnymi redaktorami - i z zawodu i tymi z powołania i także tzw. Wannabe, pełnych dobrych chęci i przekonaniu o własnych umiejętnościach - większe mam zaufanie do osoby bez papierka polonisty, która robi swoje dwudzieste tłumaczenie książki, setną redakcję przyjętą przez selekcjonera opowieść o wampirach, zgrzytając zębami z bólu, kłóci się z autorem o każdy opis i błędnie użyty imiesłów, niż takiego co bierze tekst i wypluwa ci go w rekordowym czasie - że zrobione na glanc w terminie krószym niż pierwotnie uzgodniono - tylko zapłać.
Osobiście miałam sytuację odwrotną. Jak przyjęto mój tekst (ok. 30 stron miało opowiadanie) do publikacji, to osoba, która go sprawdzała, wstawiła dwa przecinki i poprawiła w jakimś zdaniu imiesłów. Jeszcze źle to zrobiła i ostatecznie przywrócona została wcześniejsza wersja zdania. W tym samym czasie prosiłam pewną ogarniętą osobę, by za opłatą sprawdziła inny mój tekst, to zrezygnowała ze zlecenia, bo twierdziła, że każde zdanie jest do poprawki i siedzieć w tym jej się po prostu nie chce. Żeby było ciekawiej ten sam tekst wysłałam do wydawnictwa X, to odpisali mi, że językowo jest poprawny, jednak go nie przyjmą, bo mają zamknięty grafik wydawniczy.
A ty w swej naiwności myślisz, że selekcjoner czyta te powieści? Pierwszy odsiew jest już przy liście, zanim jeszcze czytacz sięgnie po plik z załącznikiem.
Nie wyłapałaś ironii w nawiasie. Następnym razem będę wstawiać emotki.
Znaczy się to ja też miałam szczęście, a moje opowiadanie nie miało nic wspólnego z umiejętnością pisania.
O powieści mi chodziło. Opowiadania rzadko się wydaje jako krótkie książki. I rozmawiajmy może o Polsce, uboższej lecz inteligentnej, bo na Zachodzie jest łatwiej.
Właśnie zdiagnozowałaś problem self-publishingu. Ty jesteś też częścią tej złej opinii. Niecierpliwość i chodzenie na skróty. Nie tykam tu analogii ze służbą zdrowia, tylko procesu publikacji.
Skąd taki pochopny wniosek? Przecież nawet mnie nie znasz. Nie wiesz kim jestem.

A mówiąc marginesem, co jest złego w chodzeniu na skróty? Po co sobie utrudniać życie? Po co umierać na jakąś chorobę z terminem na leczenie za 2 lata, jak można iść i się leczyć od razu? Nie wiem, co mają ludzie we krwi, że zawsze wybierają drogę pod górę.
Jedno opowiadanie nie czyni z ciebie pisarza Xiri
Nie uważam siebie za pisarkę i lepiej byłoby, gdyby nikt mnie tak nie nazywał.
A takie dane masz skąd?
Znajomych w reakcjach. W tym kolegę, co wydaje od kilku lat tomiki wierszy. Powiedział, że selekcja w tej podobnej branży wygląda identycznie, jak w przypadku fantastyki. Daruję sobie szczegóły. Sama też wysyłałam teksty do wydawnictw do pewnego etapu i odmowne odpowiedzi, które otrzymywałam, były identyczne: "Tekst dobry, ale debiutantów obecnie nie wydajemy/mamy zamknięty proces wydawniczy na x czasu, więc proszę spróbować w innym terminie". Jeden redaktor napisał mi wprost: "Chodzi o kasę, nie chcemy ryzykować, że tekst się nie przyjmie, więc nie da rady".

Awatar użytkownika
A.Mason
Lord Ultor
Posty: 4734
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 20:56
Płeć: Mężczyzna

Najlepsze serwisy self-publish w Polsce

Post autor: A.Mason » wt, 28 kwie 2015 10:27

Problemem z SP jest to, że domyślnie nie ma przy nim żadnej kontroli jakości. Wydawca, redaktor i korektor (o ile są), robią tylko swoją robotę i na tym kończą. Nie powiedzą "nie publikuj tego e-booka", bo sobie w ten sposób robią kuku i nie dostaną kasy (są pewnie wyjątki). Wydawca w dodatku nie ponosi prawie żadnego ryzyka wydania kiepskiego dzieła, a przynajmniej nie takiego jak papierowe wydawnictwo.
Jaki jest tego efekt? Ano taki, że mamy zalew kiepskich e-booków, pośród których umykają wartościowsze dzieła. Zła opinia SP nie wzięła się znikąd. Jakiś czas temu dla testów sprawdziłem jakieś 10-15 promocyjnych fragmentów książek samo-wydanych. Przy mojej podstawowej wiedzy w jedenastu z nich znalazłem ewidentne i rażące błędy, które nie powinny przejść przez redakcję i korektę. Że nie wspomnę o drobniejszych "potknięciach". To były fragmenty, które miały reprezentować dzieło!

Moim zdaniem popełniasz błąd. Choćbyś miała czekać dwa lata na wydanie, warto czekać.
1) Artykuł 54. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
2) Życie zmusza człowieka do wielu czynności dobrowolnych. Stanisław Jerzy Lec

Xiri
Yilanè
Posty: 3949
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Najlepsze serwisy self-publish w Polsce

Post autor: Xiri » wt, 28 kwie 2015 10:51

Zobaczymy. Najwyżej się przejadę i będę miała w przyszłości nauczkę, wyciągnę pewne wnioski, ale tez nabiorę doświadczenia. Lecz na razie jestem zadowolona.

Uświadomiłam sobie, że obecnie normalne wydawnictwo to byłoby dla mnie za dużo, bo książka wyszłaby przynajmniej w setkach egzemplarzy, byłyby spotkania autorskie, itd., a ja nie lubię mieć kontaktu z ludźmi. Lubię się trzymać z boku i obserwować, zamiast wchodzić w interakcje. Może dlatego forma SP mi odpowiada, bo do niczego nie zobowiązuje.

Zanim się kupi czy ściągnie darmowego e-booka warto sprawdzić, kto jest jego autorem. Czy doktorant publikujący pracę naukową, czy jedenastolatek z grubą powieścią o miłości elfów.

Awatar użytkownika
hundzia
Złomek forumowy
Posty: 5572
Rejestracja: pt, 28 mar 2008 23:03
Płeć: Kobieta

Najlepsze serwisy self-publish w Polsce

Post autor: hundzia » wt, 28 kwie 2015 10:59

Jak już pisalam, dyskutowanie z tobą, Xiri, mija się z celem, bo ty żyjesz w innym świecie i masz jakieś nierealne teorie. No i czytasz tylko tak jak chcesz rozumieć moje posty, nie w sposób w jaki ja sobie wymyśliłam. Publikuj na zdrowie, szczęścia ci życzę.

I, tak gwoli informacji, ja piszę tylko po Polsku. To, że wydaję artykuły za granicą to wciąż gazeta polonijna. Moja powieść, jedna i druga, siedzą sobie na półce, dojrzewają od trzech lat, bo nie mam czasu by nad nimi przysiąść do ostatecznej wersji. Podobnie opowiadania - wszystkie publikowane w Polsce -w SFFiH i antologii. I nie wierz plotkom, na Zachodzie nie jest łatwiej. Jest trudniej, bo konkurencja jest większa, groźniejsza, bo jeszcze trzeba znać obcy język super płynnie, z kolokwializmami, żargonami, formami grzecznościowymi równocześnie i cała masą idiomów. Nawet zapis jest inny, linie dialogowe, interpunkcja, sposób narracji - to jak uczenie się pisania od podstaw. Mówić w obcym języku jest łatwo - pisać i to pisać dobrze, już cholernie nie.

edyty, bo literki i doprecyzowanie
Ostatnio zmieniony wt, 28 kwie 2015 11:01 przez hundzia, łącznie zmieniany 1 raz.
Wzrúsz Wirúsa!
Wł%aś)&nie cz.yszc/.zę kl]a1!wia;túr*ę

Xiri
Yilanè
Posty: 3949
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Najlepsze serwisy self-publish w Polsce

Post autor: Xiri » wt, 28 kwie 2015 11:00

hundzia pisze:Jak już pisalam, dyskutowanie z tobą, Xiri, mija się z celem, bo ty żyjesz w innym świecie i masz jakieś nierealne teorie. No i czytasz tylko tak jak chcesz rozumieć moje posty, nie w sposób w jaki ja sobie wymyśliłam. Publikuj na zdrowie, szczęścia ci życzę.

I, tak gwoli informacji, pisze tylko po Polsku. To, że wydaję artykuły za granicą tow ciąż gazeta polonijna. Moja powieść, jedna i druga, siedzą sobie na półce, dojrzewają od trzech lat, bo nie mam czasu by nad nimi przysiąść do ostatecznej wersji. Podobnie opowiadania - wszystkie publikowane w Polsce -w SFFiH i antologii. I nie wierz plotkom, na Zachodzie nie jest latwiej. jest trudniej, bo jeszcze trzeba znać obcy język super płynnie, z kolokwializmami, żargonami, fromami grzecznościowymi równocześnie i cała masą idiomów. Mówić w obcym języku jest łatwo - pisać i to pisać dobrze, już cholernie nie.

Dokładnie to samo pomyślałam, czytając Twoje posty. W takim razie nasza dyskusja nie ma sensu, skoro rozumiemy się jak prawica z lewicą. Albo jak osoba chcąca przekonać drugą, że istnieje tylko jedna, prawdziwa, dobra religia, a wszelkie inne to zło i potępienie.

Co do publikacji zachodnich wszystkie opinie o nich są jednakowe, więc to muszą być bardziej fakty, a nie plotki. Ciekawe czy w Polsce udałoby się wydać "Zmierzch" albo "50 twarzy Graya", gdyby te teksy zostały wysłane do wydawnictw. Jak porównuję sobie książki polskie np. z amerykańskimi, tłumaczonymi, to wydaje mi się, że nasi pisarze lepiej operują językiem i tworzą bystrzejsze historie.

/dopisałam jeszcze
Ostatnio zmieniony wt, 28 kwie 2015 11:07 przez Xiri, łącznie zmieniany 2 razy.

ODPOWIEDZ