Blaski i nędze fantasy

czyli odpowiednie miejsce dla bibliotekarzy, bibliofilów, moli książkowych i wszystkich tych nieżyciowych czytaczy

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Ika
Oko
Posty: 4256
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 11:26

Post autor: Ika » pn, 26 lis 2007 15:38

Ponieważ ktoś przypomniał dyskusję z epoki przed-janczarskiej :)
To dla podkręcenia dyskusji, kilka postów z pierwszej strony tamtego wątku :) (było ich dwadzieścia, nie miałam czasu przeglądać)
Ika pisze:
Vramin pisze: Co do sf, zgodzę się w 100% A fantasy - programowo nie czytam. Takiej zwykłej, sword and sorcery, wielotomowe cykle itd itp. Mam wrażenie, że to wszystko już było, że już to kiedyś czytałem, że widziałem już te motywy u Tolkiena, Howarda, Eddingsa, Cooka albo na sesji w Warhammera czy ADeki. Jakoś tak nie kręci mnie ograniczenie tego świata i realiów powieści do znanego wszystkim schematu. Jakbym po raz kolejny widział tom tego samego cyklu, po prostu. Może i są autorzy, którzy próbują zrobić coś nowego dla fantasy, ale poza Mielville'm (któremu tak sobie wyszło) nie znam. I tak wolę sf :)

PS. Wyjątki to Pratchett i Sapkowski. Pratchett za humor, a AS za warsztat :)

Jako zadeklarowana wielbicielka fantasy zamierzam w pierwszej kolejności osuszyć do cna to Salton Sea, tak w ramach argumentu w dyskusji :)
Poza tym zapytam się podstępnie całkiem, odkrywczość i niepowtarzalność prozy sf to oczywiście polega na różnej, w poszczególnych tekstach, długości lufy laserowego działa, tak? :)))
A tak już poważniej, to dyskredytowanie gatunku z uwagi na scenografię jest nieco zbyt pochopne. Nowe w fanstasy można znaleźc mimo wykorzystywanej scenografii, ba! zupełnie nowe można nawet odnaleźć w retellingu - i tu się powołam na "Grendela", który moim zdaniem ksiązką wielką jest i basta. Albo taki cykl znanego mode-raptora - zupełnie świeże podejście do tematu wałkowanego od wieków! Chociaż gwoli sprawiedliwości muszę napisać, że mocną stroną tego cyklu jest nie tylko to podejście, ale umiejętność portretowania bohaterów, nawet tych z piątego planu i relacji między nimi. A nie jest to rzecz prosta wcale i śmiem twierdzić niezależna od scenografii, bo pewne elementy tej prozy sprawdziłyby się doskonale w kosmicznej próżni (poza zmarłym Robinem i łucznikami :) ).
Przy czym, jestem gotowa się zgodzić, że nawet ów doskonały warsztat, świetny język danego dzieła, nawet zgrabne wykorzystanie elementów stałej scengorafii może w efekcie dać gniota jakich mało.
Ale to w obu gatunkach! Howgh! I nie wierzę w odkrywczość i świeżość ządnej książki tylko z uwagi na obecnośc w niej anihilatora masy czy innego novum technicznego. Ot co!
Znowu się rozpisałam....
Vramin pisze:
Ika pisze:
Jako zadeklarowana wielbicielka fantasy zamierzam w pierwszej kolejności osuszyć do cna to Salton Sea, tak w ramach argumentu w dyskusji :)

Kac gigant gwarantowany :)) A ja w ramach argumentu w dyskusji, informuję że Gwiazda Śmierci dotarła już do miejsca, z którego 'nie chcecie wiedzieć' jest w zasięgu rażenia. Za chwilę nastąpi zapłon główny :))
Ika pisze:
Poza tym zapytam się podstępnie całkiem, odkrywczość i niepowtarzalność prozy sf to oczywiście polega na różnej, w poszczególnych tekstach, długości lufy laserowego działa, tak? :)))

A nie. Zdziwisz się, ale znam książki sf, w których owe laserowe działa nie występują w ogóle. A pokaż mi książkę fantasy bez drużyny która gdzieś idzie, by zrobić questa, który --> uratuje świat/jest arcyważny dla czegoś tam/ma znaleźć/zniszczyć coś arcyważnego/własnie toczy wojnę. Słabo znam fantasy, lecz powtarzalność motywów fabularnych zniechęciła mnie do dalszego jej poznawania. To jak ten sam model samochodu, ale w róznych wersjach - z klimą albo z centralnym zamkiem albo z ABS itp. Ciągle ten sam model, ale z innymi opcjami.
Ika pisze:
A tak już poważniej, to dyskredytowanie gatunku z uwagi na scenografię jest nieco zbyt pochopne. Nowe w fanstasy można znaleźc mimo wykorzystywanej scenografii, ba! zupełnie nowe można nawet odnaleźć w retellingu - i tu się powołam na "Grendela", który moim zdaniem ksiązką wielką jest i basta.

Grendela nie czytałem, ale słyszałem bardzo dobre opinie o tej książce. No i nie czytam fantasy nie tylko z powodu scenografii, ale patrz wyżej. Kalka kalkę kalką pogania. I im więcej tomów, tym lepiej - wiadro, dajcie mi wiadro ;))
Ika pisze:
Albo taki cykl znanego mode-raptora - zupełnie świeże podejście do tematu wałkowanego od wieków! Chociaż gwoli sprawiedliwości muszę napisać, że mocną stroną tego cyklu jest nie tylko to podejście, ale umiejętność portretowania bohaterów, nawet tych z piątego planu i relacji między nimi. A nie jest to rzecz prosta wcale i śmiem twierdzić niezależna od scenografii, bo pewne elementy tej prozy sprawdziłyby się doskonale w kosmicznej próżni (poza zmarłym Robinem i łucznikami :) ).

Ale to właśnie znaczy klasa autora. Nawet zmarły Robin i łucznicy mogliby się tam znaleźć - horror SF, z duchami zmarłej drużyny na opuszczonym statku kosmicznym :)) A jak już wazelinujemy Packowi, to dla mnie mistrzostwem jest 'Wrzesień'. Także ze względu na zakończenie - każdy może sobuie wybrać wersję jaka mu pasuje.
Ika pisze: Przy czym, jestem gotowa się zgodzić, że nawet ów doskonały warsztat, świetny język danego dzieła, nawet zgrabne wykorzystanie elementów stałej scengorafii może w efekcie dać gniota jakich mało.
Ale to w obu gatunkach! Howgh! I nie wierzę w odkrywczość i świeżość żadnej książki tylko z uwagi na obecność w niej anihilatora masy czy innego novum technicznego. Ot co!

Ale siłą sf nie jest imho tylko epatowanie nowinkami technicznymi. Te książki różnią się od siebie scenografią, rodzajem bohaterów, i przede wszystkim - w sf nie ratuje się świata w nastu tomach. A fantasy za to, zawsze jest ten sam świat (z drobnymi róznicami), te same profesje bohaterów, i ten sam motyw questa (i tysiąc tomów). To właśnie stanowi ograniczoność fantasy i także dlatego nie lubię tego czytać.
Margo pisze: Uprzejmie proszę o wstrzymanie się z demonstracjami siły, zanim na miejsce jatki nie dotrą niezależni obserwatorzy. Co się ma taka jatka zmarnować?!
Vramin pisze:
Ika pisze:
Poza tym zapytam się podstępnie całkiem, odkrywczość i niepowtarzalność prozy sf to oczywiście polega na różnej, w poszczególnych tekstach, długości lufy laserowego działa, tak? :)))
A nie. Zdziwisz się, ale znam książki sf, w których owe laserowe działa nie występują w ogóle. A pokaż mi książkę fantasy bez drużyny która gdzieś idzie, by zrobić questa, który --> uratuje świat/jest arcyważny dla czegoś tam/ma znaleźć/zniszczyć coś arcyważnego/własnie toczy wojnę.
Istotnie, słabo znasz fantasy, a raczej ograniczasz się do pierwotnej konwencji, którą do cna eksploatuje proza angloamerykańska. Brak questa w fantasy? Niech będzie z urban fantasy, np. "Nocny patrol" Łukianienki (urban fantasy, jak wskazuje nazwa, zalicza się do tego gatunku fantastyki, którego nie lubisz :)) lub "Magioso" H.L. Oldi (fantasy), gdzie, co prawda, bohaterowie podróżują, ale tylko po to, aby uratować samych siebie (motyw ucieczki często występuje w SF, przykładem niech będzie np. klasyczna space-opera "Gwiazdy moim przeznaczeniem" A.Bestera)
Vramin pisze:
No i nie czytam fantasy nie tylko z powodu scenografii, ale patrz wyżej. Kalka kalkę kalką pogania. I im więcej tomów, tym lepiej - wiadro, dajcie mi wiadro ;))
Nie zmuszę Cię do czytania fantasy i nawet nie będę próbować, bo szanuję Twoje gusta, ale przyznaj, że krytyka czegoś, do czego nieznajomości się przyznajesz, to trochę nie fair...? Mówisz o konwencji, która, istotnie, kostnieje, ale nie oznacza to, że jest to jedyna konwencja gatunkowa fantasy (vide: "Sherwood" Mode-raptora przywołany przez Ikę i/lub "Achaja" Ziemiańskiego, czy w obu przywołanych przykładach występują kalki i jednorodność scenografii?)
Vramin pisze:
Ika pisze: Przy czym, jestem gotowa się zgodzić, że nawet ów doskonały warsztat, świetny język danego dzieła, nawet zgrabne wykorzystanie elementów stałej scengorafii może w efekcie dać gniota jakich mało. Ale to w obu gatunkach! Howgh! I nie wierzę w odkrywczość i świeżość ządnej książki tylko z uwagi na obecnośc w niej anihilatora masy czy innego novum technicznego. Ot co!
Ale siłą sf nie jest imho tylko epatowanie nowinkami technicznymi. Te książki różnią się od siebie scenografią, rodzajem bohaterów, i przede wszystkim - w sf nie ratuje się świata w nastu tomach.
To samo można powiedzieć o fantasy - tej najnowszej i przede wszystkim, spoza kręgu autorów angloamerykańskich. Masz fantasy pisane przez Polaków, masz jeszcze Rosjan. Oni, bynajmniej, nie powielają szablonów, wytartych jak bardzo stare jeansy, porównaj "Sherwood" i "Achaję", skoro je mamy pod ręką. Czyż tych książek nie różni np. postać głównego bohatera/bohaterki? Zgadzam się z Iką: gniot jest niezależny od gatunku.
Vramin pisze:
A fantasy za to, zawsze jest ten sam świat (z drobnymi róznicami), te same profesje bohaterów, i ten sam motyw questa (i tysiąc tomów). To właśnie stanowi ograniczonośc fantasy i także dlatego nie lubię tego czytać.
Już pisałam wyżej - ograniczasz się do jednej konwencji, a w gatunku jest ich więcej. Pomijając urban fantasy, w samej "normalnej" fantasy pojawia się nowe. Np. "Mesjasz formatuje twardy dysk" H.L.Oldi rzecz się dzieje w magicznym świecie chińszczyzny, a tytuł wskazuje, że są tam wątki, jakich nie uświadczysz w fantasy spod znaku Conana, et consortes. I ma tylko jeden tom, niezbyt zresztą obszerny, może 250 stron.
Na koniec pragnę zaznaczyć, że nie jestem wielbicielką ani fantasy, ani SF, tylko generalnie: fajnych, dobrych książek :)
Ika pisze: Szanowny Interlokutorze :) Vraminie, ja nie miewam kaca :) nie mam stosownego oprogramowania, tudzież mój nie do końca ludzki organizm nie opanował jeszcze w pełni kwestii mimikry :)
Do gwiazdy śmierci powróce na koniec wypowiedzi mojej - bo ona (wypowiedź) będzie długaśna, więc trzeba jakoś zachęcić do czytania :))
Taj jak Margot jestem fanką dobrych książek, ale i fantasy jako gatunku (to już nie jak Margot) - fanką zagorzałą do tego stopnia, ze studia ukończyłam pisząc w pocie czoła pracę na temat mitu arturiańskiego, a to juz świadczy o zaangażowaniu niejakim :))). Dlatego mogę sobie pozwolić na stwierdzenie, ze coś tam na temat gatunku wiem, bo czytuję namiętnie i argument o questach i kalce...
Do tegoż pogardzanego gatunku należą takie pozycje jak:
Dziecko Rosemary, Czarownice z Eastwick, Wywiad z wampirem - których tutaj chyba opisywać nie trzeba, a w których jakoś tego questa i drużyny dopatrzeć się nie mogę. Może dlatego, że wzrok mam za słaby.
Kraina Chichów - też wspomniana tutaj w którymś wątku, więc zakładam, że książka znana. Znowu bez pierścienia :)))
Wspomniany juz przeze mnie Grendel Gardnera, ponieważ jak zakładam nie czytaleś paskudnego fantasy, to dla własnej przyjemności wspomnę, że to wersja Beaowulfa ale opowiedziana przez potwora:)) Książka ze wszech miar genialna - dodatkowo w jednym tomie. Drużyny w treści nie odnotowano. Z tzw. retellingów poleciłabym jeszcze Opętanie Antonii Byatt - zapewniam, nie ma w książce pierścienia! Odpuszczę sobie kilka innych książek, z uwagi tylko na ewentualną długośc posta :) - wspomnę tylko o spółce Zelaznego i Sheckleya i ich Przynieście mi głowę księcia - gdzie motyw ratowania świata został zamieniony w motyw panowania nad światem, a tak w ogóle jest to nowa wersja Śpiącej królewny.
Zelazny parał się fantasy brudną i plugawą :) na tyle często, by popełnić Kroniki Amberu (no tam była drużyna...jej kolejne wersje nawet) i Pana Światła - pozycja znana i ceniona, więc opis szerszy też sobie daruję.
Uporczywie staram się trzymać w tym wymienianiu autorów anglojęzycznych, żeby nie było, że to duch słowiański wieje nowym w fantasy (mimo że też wieje).
Co do maślenia mode-raptorowi :))). Jedni lubią Achaję inni Sherwood. Ja lubię to drugie akurat, choć jako argumentu użyłam raczej dlatego, że o Robinie pisano oooood wieków, przez łona - jakby to napisał Pratchett (w tłumaczeniu PWC-a) - natomiast po raz pierwszy spotkałam się z dalszym ciągiem legendy i tak, bez bicia przyznaję - zachwycił mnie. Na zeszłorocznym Polconie, na spotkaniu z czytelnikami, AS powiedział, że fantasy potrafi w Polsce pisać mniej autorów niż palców jest u dłoni pechowego drwala - a Pacek jest własnie jednym z nich, I ja się tu zgadzam, ale o zaletach cyklu trza zgodnie z regułami gadać w innym wątku.
A tu dodam jeszcze, że zawsze podejście Packa jest bardziej "nowe" niż np. w takim Domu obiecanym gdzie jest quest i jest wybraniec i ratuje od zagłady plemię... ale to miszy są! Niemniej przynajmniej raz się zaskoczyłam czytając - nowe było :) Mam wymieniać dalej? Czy może od razu przejdziemy do kolejnych argumentów poza wtórnością gatunku?
Co do gwiazdy śmierci, toja poproszę zagrożenie rodem z sf :))) a nie fantasy dla niepoznaki ubranej w laserowe miecze :)))). Bo i quest w tym i wybraniec...nawet coś na kształt magii ...wtórne to jakieś :)
Im mniej zębów tym większa swoboda języka

Awatar użytkownika
nosiwoda
Lord Ultor
Posty: 4541
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » śr, 28 lis 2007 21:43

ElGeneral pisze:Dyskusja o wyższości S-F nad Fantasy (czy odwrotnie), przypomina mi sławne ongiś dyskusje o wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia lub bardziej aktualne zaciekłe spory pomiędzy fanami Star Wars i Startreku. Mnie nie za bardzo obchodzi, czy czytam jedno, lub drugie. Dzielę książki na dobre i kiepskie. Smoki czy elfy jakie są, każdy widzi, a i kosmoloty z blasterami też mamy obcykane. Byle się się dobrze czytało.
No, i dobrze. Ja mam tak samo. Ale przecież nie mówimy o tym, czy lepszy jest makaron, czy ryż do pomidorowej. Mówimy o tym, że jest ryż i jest makaron. A co kto lubi, czy lubi to i to, czy tylko jedno z dwóch, a może jeszcze dolewa odrobinę kwaśnej śmietanki, to zupełnie inna materia, nieporuszana tutaj. Ryż jest ryż, a makaron jest makaron. Jest dobry ryż i dobry makaron, jest kiepski ryż i kiepski makaron. Ale to zupełnie inna broszka.
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
Gustaw G. Garuga
Psztymulec
Posty: 940
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 11:02
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Gustaw G. Garuga » czw, 29 lis 2007 09:35

Dabliu, uporczywie nie chcesz mnie zrozumieć. Przecież o Gwiezdnych Wojnach napisałem wyraźnie, że przy sztafażu s-f rządzą się mechanizmami fantasy.

Nie uważam, żeby była mowa o dzieleniu "tylko ze względu na sztafaż". Sztafaż jest jednak ważnym kryterium, podobnie jak trzeciorzędne cechy płciowe - a także w mniejszym zakresie ubiór: nosisz tę sukienkę? - u płci. Zresztą piszesz, że nie sprzeciwiasz się dzieleniu gatunków ze wzgledu na sztafaż, więc szczerze mówiąc nie wiem, czemu tak zażarcie polemizowałeś, skoro najwidoczniej się zgadzamy.

Podałeś swoje wersje podziału, które są IMO tak samo narażone na krytykę, jak podział wg sztafażu. Ale ja nie będę krzyczał "veto" ;)

Alfi, chyba muszę znów odwołać się do analogii z płciami - to, że rodzą się hermafrodyci i transseksualiści nie znaczy, że podział na płci jest fikcją;)

I popieram zupową analogię nosiwody :D

Awatar użytkownika
Dabliu
ZakuŻony Terminator
Posty: 3011
Rejestracja: wt, 22 sie 2006 20:22
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Dabliu » czw, 29 lis 2007 10:08

GGG, bo ja nie polemizowałem zażarcie z Twoimi tezami, tylko ze stwierdzeniem wyrażonym przez Nosiwodę. A Ty uporczywie odnosisz moje posty do własnych tez, choć ja powtarzam, że nie jestem przeciwnikiem "Twojego" podziału, co sam już, jak widzę, zauważyłeś. Więc to ja nie mogę pojąć Twojej zażartej polemiki z moimi postami, które przecież nie przeczą Twoim.
BTW ja to w ogóle wolałbym nie dzielić fantastyki, więc mój własny podział, który podałem, jest taki trochę żeby był...

Awatar użytkownika
nosiwoda
Lord Ultor
Posty: 4541
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » czw, 29 lis 2007 11:15

No, ale co szkodzi nazwać epopeje o facetach z mieczami i róźdżkami w pogoni za księżniczką fantasy, a opowieści o facetach z blasterami i kosmolotami w pogoni za obcym science fiction? To coś zmienia w wartości literackiej przedstawiciela którejkolwiek? Nie rozumiem Twego oporu, W.
ElGeneral wrzucił bardzo uproszczony podział, narzucając ton i próbując w ogóle pomysł podziału ośmieszyć, a ja z uśmiechem odpowiedziałem.
Wiem przecież, że są różne odmiany ryżu (jaśminowy, basmati, brązowy, japoński do sushi...) i makaronu (świderki, kolanka, muszelki, spaghetti, penne... razowy makaron to chyba byłby odpowiednik hard SF :D), co więcej - jest nawet makaron o kształcie ryżu (czyli takie "Gwiezdne wojny" właśnie)! Można je podzielić jednak ze względu na "sztafaż". Tak się przyjęło i już. I co z tego? No przecież niezbyt wiele, bo ważne, żeby zupa smakowała.
Teraz sobie przypominam, że Sheckley już coś takiego stworzył - metaforę cebuli i marchewki i ostatecznego celu życia, jakim jest Zupa. Widać fantastyka wchodzi głęboko w mózg, bo teraz nawet nie mogę się chwalić wymyśleniem tejże :/
/edit: był.
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
ElGeneral
Mistrz Jedi
Posty: 6089
Rejestracja: pt, 09 lis 2007 18:36

Post autor: ElGeneral » czw, 29 lis 2007 11:44

Drogi Nosiwodo, ja nie probuję ośmieszyć żadnego podziału, ani go nie usiłuję uprościć. Ja tylko napisałem, że niewiele, albo nic zgoła, on dla mnie znaczy.
Takie jest moje zdanie w tej materii, a oprócz tego uważam, że Kartagina powinna być zburzona.

Awatar użytkownika
Dabliu
ZakuŻony Terminator
Posty: 3011
Rejestracja: wt, 22 sie 2006 20:22
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Dabliu » czw, 29 lis 2007 14:21

Bo mi ten klasyczny podział na lasery i miecze się nie podobuje i już :)))
Wyobraźcie sobie, że style w malarstwie rozróżniałoby się na "z niebem" i "pod dachem", a całą resztę wrzucałoby się do worka "niekonwencjonalne" ;)

Awatar użytkownika
kaj
Kadet Pirx
Posty: 1265
Rejestracja: śr, 28 wrz 2005 13:50

Post autor: kaj » czw, 29 lis 2007 14:58

Akurat podział obrazów na wnetrza i pejzaże jest znany i sensowny, szczególnie dla mal dawniejszego. Aczkolwiek jest jeszcze kilka innych gatunków.

Awatar użytkownika
Dabliu
ZakuŻony Terminator
Posty: 3011
Rejestracja: wt, 22 sie 2006 20:22
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Dabliu » czw, 29 lis 2007 15:37

Tylko czy wrzucanie "Krzyku" Muncha do jednego wora z "Pejzażem nadmorskim" Kleopacjusza Kupały, z uwagi na występowanie na obrazie nieba, ma jakikolwiek sens? Czy to na pewno jeden gatunek?

Awatar użytkownika
Meduz
Cylon
Posty: 1106
Rejestracja: ndz, 19 lis 2006 21:59

Post autor: Meduz » czw, 29 lis 2007 16:18

Osobiście uważam, że cały podział jest sztuczny i odwołuje się tylko do rekwizytów. Znam wiele książek sf, gdzie facet ląduje/rozbija się/zostaje wysłany na prymitywną planetę (sf) i tam musi sobie radzić bez pomocy techniki (czyli coś w rodzaju fantasy), a potem wraca na łono cywilizacji.
A co z filmami i grami, które łączą oba kostiumy? Gwiezdne wojny pasują jak ulał, lasery i miecze (świetlne).
Dla mnie, od podziału na sf i fantasy, ważniejszy jest podział na dobrą i złą literaturę. Po prostu czytam wszystko, co jest dobre (moim zdaniem). Ale dobre nie znaczy wcale popularne. Chociaż są wyjątki.
Przy Pratchett'cie pękam ze śmiechu, kiedy w Świecie Dysku odnajduję odwołania do naszej rzeczywistości i techniki.
Meduz Kamiennooki

- Lepiej się spytaj, co to daje?
- A co zabiera?

Awatar użytkownika
mr.maras
C3PO
Posty: 839
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 14:34

Post autor: mr.maras » czw, 29 lis 2007 22:28

Co forum fantastyczne, to temat fantasy vs. s-f powraca. Jak widac i na NG tez wzbudzal emocje.
po przeczytaniu spalić monitor

Awatar użytkownika
Lafcadio
Nexus 6
Posty: 3193
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 17:57

Post autor: Lafcadio » czw, 29 lis 2007 22:34

To w ogóle taki dziwny temat. Nie wiadomo po co ani za co ;]
Ja mam śmiałość to panu powiedzieć, bo pan mi wie pan co pan mi może? Pan mi nic nie może. Bo ja jestem z wodociągów.

Awatar użytkownika
mr.maras
C3PO
Posty: 839
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 14:34

Post autor: mr.maras » czw, 29 lis 2007 22:44

Bo to tak samo jak z alkoholem. Jedni wola piwo, inni wodke ale liczy sie przeciez efekt koncowy. Dobra literatura upaja ;)
po przeczytaniu spalić monitor

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pt, 30 lis 2007 00:16

Bo kiedy coś się rozrasta, to wszyscy chcą systematyzować. I tak powstają gatunki, podgatunki, podpodgatunki...

Kiedyś ciągnęliśmy tę dyskusję. Problem pozostał ten sam - nie da się łatwo podzielić. Jak, zresztą, całej literatury w ogóle...
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
kaj
Kadet Pirx
Posty: 1265
Rejestracja: śr, 28 wrz 2005 13:50

Post autor: kaj » pt, 30 lis 2007 11:24

Ale jak się pytam, co to za książka, której nie nie znam, to odpowiedź: fantasy, kryminał, historyczna, romasidło, przygodówka, baśń czy co tam jeszcze, coś mi już mówi. Nie ma co rezygnować z opisu, nawet jesli jedno słowo nie wystarczy.
Dabliu pisze:Tylko czy wrzucanie "Krzyku" Muncha do jednego wora z "Pejzażem nadmorskim" Kleopacjusza Kupały, z uwagi na występowanie na obrazie nieba, ma jakikolwiek sens? Czy to na pewno jeden gatunek?
Nie jest to jeden gatunek, bo "Krzyk" nie jest pejzażem. To zdecydowanie mal figuratywne.

ODPOWIEDZ