Brutalność w grach komputerowych.

Gry komputerowe i konsolowe, smaczne i zdrowe

Moderator: RedAktorzy

Awatar użytkownika
Chosenone
Sepulka
Posty: 92
Rejestracja: pt, 12 paź 2007 20:49

Post autor: Chosenone » śr, 14 lis 2007 23:50

Xiri pisze:Chosenone
Tak na marginesie... Czy Twój nick nie wziął się przypadkiem od "Chosen One" - moda do UT1, robionego przez ekipę już od... dłuższego czasu? ;)
"Chosen one" to "wybraniec". Ewentualnie samo "chosen". Połączenie dwóch członów w ksywie wynika z tego, że w Od długiego czasu bawi mnie powtarzany w nieskończoność motyw wybrańca w filmach i grach. Więc to taki nick nacechowany ironicznie.
Xiri pisze:Potwornością jest to, że ludzie wewnątrz są źli. Niektóre współczesne gadżety tylko wyciągają to ludzkie, uśpione zło na zewnątrz (u niektórych licho wcale nie śpi). Bądźmy szczerzy, większość woli demolkę niż tworzenie. Dlaczego tylu ludzi na świecie żyje katastrofizmem?
Powiem inaczej - człowiek to istota buntownicza. Zakrywamy się różnymi maskami, ale kiedy trzeba walczyć o swoje to potyczek może nam pozazdrościć niejeden drapieżnik.

Skoro już jesteśmy o możliwych pokusach ze strony gier to błędem byłoby nie przyznać chociaż w kilkunastu procentach racji walczącym z grami. W końcu "rozrywka" mami perspektywą nowego świata, gdzie to ty dominujesz, a inni błagają o śmierć. Gdyby się na chwilę zagapić, odczepić od realu tak na amen...

Ale i tak nie powstrzymamy nadchodzącej technologii. Już teraz każdy z nas, użyszkodników, staje przed trudnym wyborem moralnym. Być nowym, wykreowanym przez siebie samego charakterem, czy pozostać wiernym rzeczywistości. Napisać posta, w którym jest się bogaczem pływającym w mamonie, czy być po prostu sobą samym. Ale to dopiero początek - nadejdzie VR lepsza od rzeczywistości i wszyscy będziemy musieli podjąć trudniejszy wybór (chociaż bardziej mi się widzi handel sztuczną pamięcią, nie trzeba tracić cennego czasu na leżenie z kaskiem na głowie - było coś takiego w "Pamięci Absolutnej" bodajże). A wtedy pewnie trafi szlag dzisiejszy system wartości.


wpis moderatora:
ZGC: W przypadku edycji posta proszę o zaznaczenie zawsze co uległo zmianie
Ostatnio zmieniony sob, 17 lis 2007 21:13 przez Chosenone, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
ElGeneral
Mistrz Jedi
Posty: 6089
Rejestracja: pt, 09 lis 2007 18:36

Post autor: ElGeneral » czw, 15 lis 2007 08:05

Skąd, drogi Wybrańcze, przyszła ci do głowy myśl, że człowiek jet buntownikiem? Człowiek to stworzenie stadne, a w stadzie jest jeden przywódca (samiec Alfa), reszta idzie za nim. Większość naszych zachowań wynika z konformizmu, a bunty zdarzają się nam rzadko. Gdybyśmy wszyscy byli buntownikami, do dziś siedzielibyśmy w jaskiniach. Narzekamy na głupie prawa, ale rzadko kto ośmiela się przeciwko nim zbuntować. Ot, co najwyżej pójdziemy do "uryn" i z furią wrzucimy kartkę przeciw. To mają być buntownicy? Nie pochlebiajmy sobie.
Takie jest moje zdanie w tej materii, a oprócz tego uważam, że Kartagina powinna być zburzona.

Awatar użytkownika
Chosenone
Sepulka
Posty: 92
Rejestracja: pt, 12 paź 2007 20:49

Post autor: Chosenone » sob, 17 lis 2007 21:11

Bunt nie zawsze musi być czynny, drogi ElGenerale. Ludzie z reguły nie okazują chęci do buntu z powodu strachu o samego siebie.

Może się poprawię. Człowiek nie jest tylko buntownikiem, ale ma w sobie dużo chęci do buntu. Buntując się, w duchu i na zewnątrz może się w końcu wywyższyć - "oni są źli, a ja jestem wspaniały, bo się im nie daję". A człowiek nie jest dobry i zły - jest szary.

edit: Spiesząc się połknąłem część zdania w poprzednim poście.

edit2: Usunąłem.

Awatar użytkownika
ElGeneral
Mistrz Jedi
Posty: 6089
Rejestracja: pt, 09 lis 2007 18:36

Post autor: ElGeneral » sob, 17 lis 2007 22:14

Z tym nie będę się spierał - co racja, to racja. Mądrze to zresztą urządzono, bo zbyt wielu buntowników doprowadziłoby ludzkość do zagłady. Może zresztą potrzebna jest odrobina brutalności choćby i w grach komputerowych - obserwowałem, jak mój syn wróciwszy ze szkoły wetował sobie rozmaite niepowodzenia likwidując hordy niemilców w rozmaitych grach FPP.
Takie jest moje zdanie w tej materii, a oprócz tego uważam, że Kartagina powinna być zburzona.

Awatar użytkownika
Chosenone
Sepulka
Posty: 92
Rejestracja: pt, 12 paź 2007 20:49

Post autor: Chosenone » sob, 17 lis 2007 23:41

ElGeneral pisze:Z tym nie będę się spierał - co racja, to racja. Mądrze to zresztą urządzono, bo zbyt wielu buntowników doprowadziłoby ludzkość do zagłady.
A tak jedynie jest napędzana kolej świata. To trochę jak z drapieżnikiem i ofiarą. Drapieżnik jest maszyną do zabijania, jest niezwykle silny i dysponuje zabójczymi szponami. Ale ofiara z kolei jest szybka i potrafi działać w stadzie. I tak jest zachowana równowaga (przynajmniej pozornie, bo nasz świat jest raczej chaosem, w którym jest jakiś porządek). I kto wie, może kiedyś ofiara zacznie porządny bunt i sama zajmie miejsce drapieżnika (mówię raczej o drapieżniku i ofierze w kontekście człowieka, bo reszta zwierząt raczej pozostaje przy swoich rolach do końca życia).
ElGeneral pisze:
Może zresztą potrzebna jest odrobina brutalności choćby i w grach komputerowych - obserwowałem, jak mój syn wróciwszy ze szkoły wetował sobie rozmaite niepowodzenia likwidując hordy niemilców w rozmaitych grach FPP.
Bo o to chyba między innymi chodzi w grach komputerowych - nie być panem Kowalskim, tylko "chosen one". To takie zrobienie sobie na boku drugiego "Ja". Tylko czy czasami te "Ja" nam się nie wymknie z pod kontroli? A może w ogóle nie mamy prawdziwego "Ja"?

Awatar użytkownika
taki jeden tetrix
Niezamężny
Posty: 2048
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 20:16

Post autor: taki jeden tetrix » śr, 21 lis 2007 15:03

"Anyone who's proud of their country is either a thug or just hasn't read enough history yet" (Richard Morgan, Black Man)
"Jak ktoś chce sypiać ze skunksami, niech nie płacze, że mu dzieci śmierdzą" (Etgar Keret)

Xiri
Nexus 6
Posty: 3386
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » czw, 22 lis 2007 09:03

Chosenone pisze: (przynajmniej pozornie, bo nasz świat jest raczej chaosem, w którym jest jakiś porządek). I kto wie, może kiedyś ofiara zacznie porządny bunt i sama zajmie miejsce drapieżnika (mówię raczej o drapieżniku i ofierze w kontekście człowieka, bo reszta zwierząt raczej pozostaje przy swoich rolach do końca życia).
Tutaj niestety ciutkę się mylisz: w naturze panuje idealny porządek. Gdyby chociażby jeden trybik uległ załamaniu (np. rozkład materii organicznej), co jest raczej niemożliwe, padłby wówczas cały tryb z krążeniem energii i obiegiem materii. Chaos jest tylko u ludzi (patrz polityka na przykład).

Jeśli chodzi o zwierzątka i zależność drapieżnik-ofiara, to zawsze zbędzie pomiędzy nimi zachowana równowaga. Może być jedynie drobne odchylenie standardowe w stronę jednej ze stron (przykład: u ofiary zostały wykształcone dłuższe kończyny, zatem zwiększone zostało też tempo jej poruszania się, kiedy drapieżnik nie uległ zmianie), ale w czasie zawsze się to wyrówna (mówię o koewolucji).
Z człowiekiem sprawa wygląda inaczej. Co miałeś na myśli pisząc, że "ofiara się zbuntuje"? Kto jest wg Ciebie ofiarą u człowieka?

/E: +nawias

Awatar użytkownika
Chosenone
Sepulka
Posty: 92
Rejestracja: pt, 12 paź 2007 20:49

Post autor: Chosenone » sob, 01 gru 2007 15:34

Xiri pisze:
Chosenone pisze: (przynajmniej pozornie, bo nasz świat jest raczej chaosem, w którym jest jakiś porządek). I kto wie, może kiedyś ofiara zacznie porządny bunt i sama zajmie miejsce drapieżnika (mówię raczej o drapieżniku i ofierze w kontekście człowieka, bo reszta zwierząt raczej pozostaje przy swoich rolach do końca życia).
Tutaj niestety ciutkę się mylisz: w naturze panuje idealny porządek. Gdyby chociażby jeden trybik uległ załamaniu (np. rozkład materii organicznej), co jest raczej niemożliwe, padłby wówczas cały tryb z krążeniem energii i obiegiem materii. Chaos jest tylko u ludzi (patrz polityka na przykład).
Niby jest porządek, ale taki chaotyczny. Porządek jest z chaosu, a chaos z porządku. W ogóle dla mnie chaos i porządek to cechy abstrakcyjne i jako takie powinny być brane. Dla przykładu wyobraźmy sobie mechanika, który pracuje chaotycznie - rzuca części po pracowni, dokręca dwie części nie wiedząc nic o ich zastosowaniu. Czy po x miliardów lat (zakładając że mechanik będzie tyle żył) powstanie z tego jakieś sprawne urządzenie mechaniczne? Możliwe. Ale jak to ocenić? Mechanik działał chaotycznie i powstał z tego pewien porządek? A może mechanik od początku działał w pewien uporządkowany sposób? Bo skoro po rzucaniu częściami i łączeniu ich losowo powstał porządek to jego działania od początku miału pewien cel i korzystały z pewnych praw, czyli miały pewien porządek w sobie.
Xiri pisze: Jeśli chodzi o zwierzątka i zależność drapieżnik-ofiara, to zawsze zbędzie pomiędzy nimi zachowana równowaga. Może być jedynie drobne odchylenie standardowe w stronę jednej ze stron (przykład: u ofiary zostały wykształcone dłuższe kończyny, zatem zwiększone zostało też tempo jej poruszania się, kiedy drapieżnik nie uległ zmianie), ale w czasie zawsze się to wyrówna (mówię o koewolucji).
Z człowiekiem sprawa wygląda inaczej. Co miałeś na myśli pisząc, że "ofiara się zbuntuje"? Kto jest wg Ciebie ofiarą u człowieka?
Oczywiście, mówiłem o drapieżniku i ofierze w kwestii człowieka. Człowiek tworzy pewne systemy, takie jak państwa. Każdy człowiek może się łączyć z takim systemem, pozostać w symbiozie, ale symbioza nie musi oznaczać tylko czegoś korzystnego. Wybierając, lub buntując się przeciwko czemuś zyskujemy korzyści, ale i też niekorzyści. W pewnym sensie jesteśmy zależni od naszego systemu - zmiany w systemie są odczuwalne przez nas, a jeśli na nieszczęście cele systemu ulegną zmianie na gorsze to będziemy mieli poważne kłopoty. Zostając odizolowani od pewnych kłopotów stajemy się nie tylko wobec nich słabsi, ale i możemy ukazać słabość wobec innych kłopotów. Mówię o cywilizacji, ale to samo grozi nam ze strony "naturalnych" systemów i pojedynczych osób. Bo wielu ludzi ma w sobie pragnienie sprawowania władzy nad kimś i każdą słabość będą chcieli wykorzystać. Jak już wykorzystają i zyskają sobie ofiary, to te mogą jedynie się poddać albo zbuntować.
Xiri pisze:Gdyby chociażby jeden trybik uległ załamaniu (np. rozkład materii organicznej), co jest raczej niemożliwe, padłby wówczas cały tryb z krążeniem energii i obiegiem materii.
Tak naprawdę to większość trybików, z jakimi mamy do czynienia można zniszczyć z równą łatwością jak tłucze się jajko. Człowiek miałby z tym kłopoty (lub nie mógłby tego zrobić wcale), ale dla innych sił to bułka z masłem. Wystarczy, że jeden z tysiąca "kamyczków" tułających się po kosmosie uderzy w naszą planetę, a setki trybików jakie się wykształciły przez te miliony lat trafi szlag.

Olbaid

Post autor: Olbaid » sob, 01 gru 2007 22:04

Brutalność brutalnością, ale co jeśli gry są nośnikiem zboczeń? :) Kiedyś popełniłem o tym tekst, który tu zaraz wkleję! :)

"Zboczenia w grach
by Olbaid 26.12.2006 18:57:07

Jeśli po przeczytaniu tytułu tego tekstu myślicie, że pisze to jakiś sukienkowy poszukiwacz Szatana w Harrym Potterze, to zapewne poczujecie się zawiedzeni. Nie będzie tu jednoznacznego potępiania i wyszukiwania pentagramów na ekranach monitorów nastolatków, przebywających w kawiarenkach internetowych. Nie będzie też utyskiwania na kolejnego dzieciaka, który po seansie w Diablo poszedł i podpalił kościół lub pobił własną matkę. To, co to będzie, zapytacie? Odpowiadam, że wolna interpretacja dewiacji seksualnych obecnych w grach komputerowych i niedostrzegalnych dla przeciętnego odbiorcy, przedstawiona z lekkim przymrużeniem oka i mam nadzieję przez wszystkich nie odebrana na poważnie.

Czy ktoś z was (przepraszam, że nie zwracam się per Państwo, lecz zdaję sobie sprawę, że czytają to głównie młodzi ludzie) nie zastanawiał się, co myśli zboczeniec uprawiając swoją dewiację? Czy zdaje sobie sprawę, że wykonuje czynność uznaną przez gremia naukowe za nieodpowiednią, a wręcz niepożądaną wśród normalnych ludzi? Czy tenże dewiant ma jakieś wyrzuty sumienia, nawet po poznaniu szkodliwości jego procederu? Otóż, prawie wszyscy dewianci mają wielką skłonność do recydywy. Dlatego też, na przykład, kastrowanie pedofili to najlepsza metoda na ukrócenie tego zjawiska. Lecz nasuwa się pytanie, czy każdy czyn uznany za zboczony jest z goła nie do usprawiedliwienia? Czy można być zboczeńcem, który wedle swojej oceny sytuacji jak i części społeczeństwa, nie robi nic złego? Weźmy na warsztat pewną autentyczną historię. Dotyczy ona zboczenia nazywanego nekrofilią, czyli” - obcowaniem seksualnym ze zmarłymi*”. Po usłyszeniu definicji pewnie większość ludzi bierze na wymioty – i jest to prawidłowa reakcja, ale co myślicie o tym zdarzeniu? Jest to autentyczna historia, która pojawiła się w angielskiej prasie tabloidowej w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku. Razu pewnego w Anglii, pewnej kobiecie nagle umarł w domu mąż. Nie chciała żeby ją pod żadnym pozorem opuścił, wiec uprawiała z nim seks po jego śmierci w ich małżeńskim łożu - wtykając mu w krocze metalową rurkę z naciągniętą na nią prezerwatywą. Niestety sąsiedzi nakryli ją na tym procederze... Wiecie, dlaczego? Otóż, zdradził ją smród trupa! Czy ludzie nie obiecują sobie miłości „aż do śmierci”, a może miłość po oddaniu ducha partnera nie jest tym wyższym uczuciem? Tak też ta sprawa odbiła się w społeczeństwie, większość ową bohaterkę potępiła i chciała ją spalić na stosie niczym czarownicę, ale byli też tacy, którzy akceptowali jej zboczenia, a nawet, chcieli bronić ją przed linczem społecznym.

Odwrócenie sytuacji w drugą stronę też w historii wiele razy występowało, nawet w popkulturze, w tekstach współczesnych artystów ten motyw się pojawia. W tekście swojej piosenki niemiecki zespół tanzmetalowy Rammstein zamieszcza taki oto fragment. „Każdej nocy idę kopać, aby zobaczyć, co jeszcze pozostało z twarzy, która się do mnie uśmiechała. Biorę cię czule w ramiona, wtedy twoja skóra drze się jak papier i członki odpadają od ciebie. Po raz drugi mi umykasz. Więc biorę to, co jeszcze pozostało, noc jest gorąca, a my jesteśmy nadzy.” Po prostu mężczyzna, niepogodzony z nagłą śmiercią swej ukochanej, kocha się z nią po śmierci. Postać, można rzec, romantyczną. Przykładów takiego obrotu sprawy jest więcej. Na przykład film z 1987 roku niemieckiego reżysera Jorga Buttgereita o nazwie Nekromantik, przyjął się tak dobrze, że powstała jego druga część. A teraz przerzućmy problem na gry komputerowe, gdzie ulubionymi wrogami w grach są nieumarli, ghule, żywe trupy. Czemu to właśnie kawał zimnego ludzkiego mięsa przyciąga rzeszę napalonych graczy do monitorów lepiej niż dowolny obskurny potwór? Takie jak i inne sprawy należy oddać do badań naukowcom. Teraz zajmę się wyliczaniem alfabetycznym dewiacji seksualnych i podawaniem przykładów, w jakich grach można je spotkać, zatem zapraszam w iście niesmaczną wyliczankę, nic nie jedźcie przed czytaniem. I pamiętajcie ważną zasadę – grając w grę daną postacią wcielamy się w nią.



Agorafilia + „Bodźcem podniecającym są tu miejsca publiczne. Agorafilityk osiągnie satysfakcję erotyczną na placu, na głównej ulicy, a nawet w teatrze.”

Tyle definicji. Praktyka tego zjawiska może być unaoczniona w takich grach jak SimCity oraz GTA. Czy projektując dowolne miasto i uzyskują zadowalający nas efekt nie osiągamy satysfakcji? Podniecenia? Gdy ludzie zaludnią zaprojektowane przez nas ulice i place? Gdy w GTA spacerując główną ulicą podziwiamy pracę programistów, którzy ożywili miasto, oglądając spacerujących ludzi i przejeżdżające samochody, nie odczuwamy zadowolenia, że świat gry został tak znakomicie odtworzony?

Agreksofilia + „Mówiąc po ludzku - obrzydliwa wścibskość. Jest to odmienność seksualna, gdzie delikwentowi ogromną frajdę sprawia podsłuchiwanie przebiegu kontaktu seksualnego innych osób.”

Od razy większości z was narzucają się gry typu The Sims, Singles oraz 7 Sins - prawidłowe to skojarzenia. To w tych grach gracze podglądają kierowane przez siebie postacie (patrzą też na innych na przykład w grze The Partners), gdy one kopulują, na bardziej rozwinięty sposób (7 Sins), czy ten bardziej zwyczajny (The Sims). Upajanie się czyjąś przyjemnością w tych grach jest nagminne i po to one powstały, pamiętam nawet jak Singles reklamowano screenami przedstawiającymi wirtualny seks.

Alghedonia + „Jest to przeżywanie rozkoszy w czasie doznawania bólu. Pokrewne z masochizmem, z tą różnicą, że masochizm to też cierpienie psychiczne, a w przypadku alghedonii mamy do czynienia z zadawaniem zwyczajnego bólu fizycznego.”

Pamiętam te zachwyty nad jękami wydawanymi przez bohaterki gier, gdy otrzymywały obrażenia. „Jak ta Lara jęczy” i tego typu zdania polegały na tym, że gracze czasem zadawali swojemu alter ego ból, aby posłuchać jego krzyku. Do tego marudzili, że w symulacji tenisa zawodniczki nie jęczą jak na prawdziwym korcie (a to jakby ktoś nie wiedział najczęściej przyciąga męską cześć publiczności na widownię).

Anesteemafilia + „Choć wydaje się to trudne do uwierzenia, bywa, że bodźcem seksualnym jest partner niskiego wzrostu.”

Czy zastanawialiście się, że w prawie każdej grze umiejscowionej w świecie Fantasy występują krasnoludy? A występują, dlatego, że gracze bardzo często je wybierają jako odzwierciedlenia swojego ego w świecie gry. Dziwne zważywszy na fakt, że kobiet krasnoludzkich jest jak na lekarstwo, a jeśli już są, to jakby nieogolone…

Apotemnofilia + „To odmienność seksualna, w której bodźcem seksualnym jest własne, okaleczone ciało.”

Tutaj za przykład mogą stanowić nekromanci z gier Guild Wars i Diablo 2, którzy żeby wykonać daną umiejętność muszą na przykład uszczuplić swoje ciała z paru kropel krwi lub (sytuacja z książki Diablo: Pajęczy Księżyc) zedrzeć ze swojej ręki mięśnie oraz skórę i posługiwać się samym tylko szkieletem dłoni.

Arachnefilia + „Tutaj podniecenie seksualne wywołują pająki.”

Do wyjaśnienia tego zjawiska wystarczy podać ikonę współczesnego komiksu, czyli osławionego Spidermana i gry, w których w niego każdy gracz może się wcielić. Czyżby jego popularność brała się z tego, że tylu wśród ludzi jest miłośników tych pożytecznych stworzeń, jakimi są niewątpliwie pająki?

Asfiksjofilia + „To bardzo rzadko spotykane zachowanie, polegające na osiąganiu satysfakcji erotycznej w wyniku duszenia. Na szczęście nie innych osób, a samego siebie.”

Pamiętacie sceny z gry BloodRayne, gdy główna bohaterka wskakiwała na szyje wrażego Niemca i wysysała mu krew dusząc go przy tym? Ilu z was marzyło, aby waszą szyję też tak przycisnęła?

Autofetyszyzm + „Inaczej mówiąc - narcyzm. Narcysta jest szczęśliwy na widok swego ciała lub niektórych jego części”

Pamiętając zasadę - grając w grę daną postacią wcielamy się w nią. Jak nazwać granie w Tomb Raidera Larą Croft i ciągłe wpatrywanie się w jej (w grze nasze!) dwa kształtne zbiorniki tłuszczu powyżej brzucha? Podziwianie urody postaci, w jakie się wcielamy to jak najbardziej autofetyszyzm.

Autofilia + „Podobnie, jak autofetyszyzm - z tym, że tutaj dochodzi osiąganie satysfakcji erotycznej w wyniku podziwu okazywanego przez inną osobę lub grupę osób”

Tutaj przyjrzyjmy się wszelkim grom multiplayer. Czyż grając w gry sieciowe, gdzie rywalizujemy głownie z ludźmi (a nie sztuczną inteligencją), nie chcemy być podziwiani, a gdy już osiągniemy poklask w społeczności graczy nie czujemy się lepiej? Tak jakby spełnieni?

Autopedofilia + „Zaburzenie polegające na tym, że do osiągnięcia rozkoszy seksualnej potrzebna jest druga osoba, która będzie delikwenta traktować jak dziecko.”

To zjawisko występuje we wszelkich grach, w których wcielamy się w dzieci. Czyli na przykład takie Fable, w którym rozgrywka rozpoczyna się od stanu dziecięcego, aby bohater rozwijał się jak w rzeczywistości. Tam nasze alter ego jest małym chłopcem, który może być skarcony lub nagrodzony przez swego ojca. Dzieci pojawiają się też w serii The Sims.

Autossassinofilia + „Erotyczną przyjemność może sprawić komuś pozorowanie własnego zabójstwa.”

Ilu z was w takich na przykład samochodówkach nie sprawdzało jak wykonano system stłuczek – jak ładnie nasz samochód wybucha, czy koziołkuje. Takie naoczne testowanie i podziwiania – jak to pięknie się umiera, a potem rozpoczynanie nowej gry bez żadnego uszczerbku, to jest właśnie wyżej opisana dewiacja.

Bestiofilia + „Inaczej zoofilia, czyli satysfakcja erotyczna doznawana w wyniku kontaktu ze zwierzętami.”

Gry typu Zoo Tycoon, Zoo Empire to symulacja opieki nad zwierzętami. Kontaktu też tutaj nie zabraknie, po prostu trzeba tak się starać, żeby żadnemu zwierzakowi nie stała się krzywda, a wtedy on też obdarzy gracza miłością… Do tego takie gry, w których kierujemy zwierzakami, na przykład Kangurek Kao i Croc, to też produkty, gdzie kontakt ze zwierzakami jest wręcz namacalny. Jeszcze postacie Łowcy z Guild Wars oraz Druida z Diablo 2, którzy potrafią przywoływać sobie zwierzęta, oswajać je i z nimi długo przebywać...

Dendrofilia + „Pociąg płciowy do drzew.”

Przykład to gra Bitwa o Śródziemie, gdzie można kierować armią Entów (a są to swoiste ożywione drzewa…). Do tego wszelkie gry, w których możemy się wcielić w druidów (na przykład Diablo 2), bo jak chodzą plotki, oni wśród drzew spędzają mnóstwo czasu. (W grze Dungeon Siege 2 nawet w koronach drzew mieszkają).


Ekshibcjonizm + „Publiczne pokazywanie swoich narządów płciowych przedstawicielom, a raczej przedstawicielkom, płci przeciwnej.„

Pod ten paragraf podpisują się wszelkie gry erotyczne, w których możemy uprawiać seks na ekranach monitorów. Bo gdy nasza postać się rozbiera, a inne na ekranie to widzą to jest to jak najbardziej ekshibicjonizm. Przykłady to Larry, 7 Sins i wszelkie gry erotyczne niskich lotów.

Fetyszysm + „Rzecz bardziej podnieca niż człowiek, najczęściej chodzi o elementy stroju, na przykład rajstopy.”

Zaliczymy tu wszystkich tych, którzy mówią, że na przykład bohaterka ma fajne ciuszki. I tych, którym podoba się skórzane wdzianko Rayne. Nie raz słyszałem, że jej części garderoby są podniecające. Do tego też się zaliczają wszyscy, którzy zmieniają ubranie bohaterowi z gry, i to wbrew współczynnikom, które zwiększają atrybuty postaci, po prostu wygląd ciucha im się nie podoba i wolą założyć ubrania inne, wedle nich ładniejsze, lecz ze słabszymi bonusami.

Flatufilia + „Uwaga, wstrętne! W tej dewiacji seksualnej bodźcem przyprawiającym delikwenta o rozkosz są gazy jelitowe.”

Fenomen pierdnięcia pojawia się oczywiście w grze Stubbs the Zombie (kierujemy tu umarlakiem, – co już powinno być uznane za znamię dewiacji). Stubbs może dzięki wzdęciu żołądka spowodować odrzucenie wszystkich w pobliżu. Oczywiście to pomaga nam w czasie rozgrywki i cieszymy się na myśl kolejnego puszczania bąków. Inne gry gdzie jest możliwość popierdywania to GTA oraz Fable.

Hydrofilia + „Czyli im bardziej mokro, tym przyjemniej. Gdy podniecasz się wilgotnymi wydzielinami z ciała twej partnerki, to prawdopodobnie jesteś hygrofiltykiem.”

W grze Giants: Citizen Kabuto występują urocze syreny zwane Władczyniami Mórz. O tym że ich wiecznie mokre nagie ciała mogą wywoływać podniecenie może świadczyć fakt, że grę ocenzurowano w niektórych krajach, ubierając syreny w bieliznę. Oczywiście w polskiej wersji ociekające morską wodą niewiasty były takie, jakimi stworzyły je ciała ich matek.

Kandaulezizm + „Ta dewiacja seksualna polega na przekazywaniu własnej partnerki innym mężczyznom.”

Wszelkie symulatory prostytutek, a znany jest obecnie jeden, a mianowicie seria Lula to nośniki tego zboczenia. W tej grze patrzysz jak Twoja bohaterka oddaje się, komu popadnie i jeśli sprawia Ci to rozkosz to wiedz, że jesteś zboczony.

Kleptofilia + „Gdy coś kradniesz to osiągasz rozkosz seksualną.”

W grze Thief wcielany się w złodzieja i każdy udany napad i rabunek przyjmujemy z satysfakcją i mamy ochotę na więcej. Takie kradzieże dla przyjemności i satysfakcji to podana wyżej dewiacja.

Ksenofilia + „W tym przypadku satysfakcja seksualna osiągana jest w czasie i dzięki współżyciu z obcą, nieznaną osobą.”

Była kiedyś gra Rendez Vous z Nieznajomą, w której flirtowało się z nieznaną kobietę i jeśli udało nam się ją uwieść, to byliśmy sowicie jej wdziękami nagradzani. Lecz najznamienitszymi dawcami tej wynaturzonej rozkoszy są czaty internetowe, na których ludzie umawiają się czasem w jednym określonym celu.

Masochizm + „Doznajesz satysfakcji erotycznej w wyniku zadawanego samemu sobie cierpienia lub przez partnerkę.”

Praktyki sado-maso są możliwe w dwóch grach. W Fable, gdzie w burdelu w Mrocznym Lesie możemy wybrać ladacznicę o imieniu Hedwiga, która zbije nas na kwaśne jabłko. W 7 Sins też możemy wynająć dominę i dać jej trochę poznęcać się nad naszym biednym ciałem. Dlaczego twórcy umieścili w grze takie opcje? Widocznie graczy one przyciągają…

Nekrosadyzm + „Podobne do nekrofilii. Obrzydliwe. Polega na czerpaniu satysfakcji erotycznej z bezczeszczenia zwłok. Karalne.”

W wielu grach FPP to proceder nagminny. Koronnym przykładem jest gra UberSoldier, w której nagradzana jest brutalność tytułowego Nadżołnierza, a mianowicie, gdy nożem tniemy ciało denata, to gra daje nam swoisty bonus. Zwłoki przy tym krwawią. W innych grach też można znęcać się na truchłami, w na przykład serii Carmageddon można widowiskowo rozwlekać samochodem trupy (lub ich części) po jezdni. W Diablo 2 istnieje umiejętność nekromanty polegająca na czerpaniu korzyści z wysadzania czyichś zwłok w powietrze.

Pedofilia + „To już klasyczne zboczenie seksualne, polegające na popędzie płciowym do dzieci, do osób nieletnich.”

Przykładem, choć może nie książkowym, jest gra Rider’s World: I Want to Ride przeznaczona dla małych dziewczynek, polegająca na tym, że dziecko staje się trenerką kucyków. Dziwnym trafem zwierzątka mają różowy kolor. Tytuł gry też nasuwa niezbyt święte skojarzenia. Wszystkim rodzicom nie polecam tego produktu, bo jego twórcy są co najmniej podejrzani.

Piromania seksualna + „Odmiana sadyzmu, w której niszczenie cudzego dobytku wywołuje u podpalacza poczucie górowania, wyższości nad otoczeniem oraz daje mu też satysfakcję seksualną.”

Wszelkie niszczenie samochodów w GTA oraz Carmageddonie, które wybuchają i cieszą nasze oczy to właśnie to zjawisko. W większości, jeśli nie we wszystkich grach, w których wcielamy się w przestępcę i za zadanie mamy coś zniszczyć – występuje ta dewiacja.


Przebieractwo + „To odmiana transwestytyzmu, polegająca na ubieraniu się w odzież właściwą dla danej płci, ale nietypową dla wieku lub funkcji w społeczeństwie.”

Ta przypadłość występuje w grze Hitman, gdzie bohater często kamufluje się, aby niezauważonym skrycie dokonać mordu. Jeśli patrząc na tego seryjnego zabójcę i objawiając radość z jego przebrania odczuwamy satysfakcję to jest to sytuacja anormalna.

Stygmatofilia + „Czyli - satysfakcja seksualna osiągana w wyniku tatuowania ciała.”

Opcje umożliwiające zrobić tatuaże naszym alter ego udostępniają na przykład gry Fable i Guild Wars. Jeśli lubimy patrzeć podziwiając daną nową dziarę lub zmieniać ją wedle upodobań to dopadła nas stygmatofilia.

Symforofilia + „Jeśli wyobraźnia podsuwa obrazy katastrof, trzęsień ziemi, powodzi, huraganów w czasie których giną ludzie - a wszystkie te obrazy powodują podniecenie - mamy do czynienia z symforofilią.”

Wcielając się w boga w grze Black and White możemy wysyłać na nasz lud klęski, na przykład nieurodzaju. Jeśli odczuwamy satysfakcję z czyjegoś nieszczęścia i w grze robienie komuś krzywdy nas cieszy to oznaka tej właśnie odmienności seksualnej.


To już wszystkie przykłady, jakie zostały przeze mnie przedstawione. Mam nadzieję, że nikogo tym tekstem nie uraziłem, ale jeśli się to stało, to przepraszam. Cała wyliczanka miała na celu, wbrew pozorom, was rozweselić i pokazać, do czego może doprowadzić na siłę przedstawianie gier jako orężu w ręku Diabła w mediach. Jak widać, czasem danego zachowania nigdy byśmy nie wzięli za jakieś zboczenie. Niektóre są wręcz absurdalne. A może wy znacie gry, w których są jakieś sytuacje, zdarzenia lub czynności, które można by do podanych dewiacji podporządkować? Jeśli coś wam się nasuwa to proszę napiszcie o tym w komentarzach pod tekstem. Życzę miłego szukania zboczeń. :)

* - Definicje zboczeń pochodzą z artykułu o nazwie „Zboczenia seksualne” autorstwa Morcia.

Przemysław „Olbaid” Popielec

http://www.gamepress.pl/28,24,id.html - tutaj oryginał z obrazkami i komentarzami. Co wy o tym myślicie? :)))

Awatar użytkownika
Chosenone
Sepulka
Posty: 92
Rejestracja: pt, 12 paź 2007 20:49

Post autor: Chosenone » sob, 01 gru 2007 23:15

Brawo! A nie pisał już ktoś na tym forum żartobliwego postu o przemocy we "Władcy Pierścieni"?

Xiri
Nexus 6
Posty: 3386
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » pn, 03 gru 2007 10:14

Choseone pisze:Tak naprawdę to większość trybików, z jakimi mamy do czynienia można zniszczyć z równą łatwością jak tłucze się jajko. Człowiek miałby z tym kłopoty (lub nie mógłby tego zrobić wcale), ale dla innych sił to bułka z masłem. Wystarczy, że jeden z tysiąca "kamyczków" tułających się po kosmosie uderzy w naszą planetę, a setki trybików jakie się wykształciły przez te miliony lat trafi szlag.
Eeee, no co Ty. ;)
Chodziło mi o porządek wszystkiego, nie jedną planetę.
We wszechświecie są miliardy, jeśli nie tryliony planet podobnych do Ziemi - zasiedlonych. Gdyby doszło do zniszczeń na Ziemi, to jedynie ona stałaby się jałowa. To tak jak śmierć jednej czerwonej krwinki w całym krwiobiegu - są inne erytrocyty i powstaną następne, a człowiek nawet tego nie odczuje. Zresztą życia na Ziemi nie da się zniszczyć tak łatwo. Z czasem odrodzi się ono z popiołów, jak to miało miejsce po wielkim wymieraniu chociażby pod koniec kredy (obecnie obowiązuje teoria, że to skutki uderzenia bolidu w Arizonę zniszczyły dinozaury, jednak nie pasuje to w przypadku ciepłolubnych krokodyli i żółwi - one przecież przetrwały).

Ale wróćmy do brutalności.
Zaraz przeczytam sobie z chęcią post Olbaida, zwłaszcza po nocnej nawalance w Doom3 :)

Awatar użytkownika
Chosenone
Sepulka
Posty: 92
Rejestracja: pt, 12 paź 2007 20:49

Post autor: Chosenone » pn, 03 gru 2007 13:20

Xiri pisze:
Choseone pisze:Tak naprawdę to większość trybików, z jakimi mamy do czynienia można zniszczyć z równą łatwością jak tłucze się jajko. Człowiek miałby z tym kłopoty (lub nie mógłby tego zrobić wcale), ale dla innych sił to bułka z masłem. Wystarczy, że jeden z tysiąca "kamyczków" tułających się po kosmosie uderzy w naszą planetę, a setki trybików jakie się wykształciły przez te miliony lat trafi szlag.
Eeee, no co Ty. ;)
Chodziło mi o porządek wszystkiego, nie jedną planetę.
We wszechświecie są miliardy, jeśli nie tryliony planet podobnych do Ziemi - zasiedlonych. Gdyby doszło do zniszczeń na Ziemi, to jedynie ona stałaby się jałowa. To tak jak śmierć jednej czerwonej krwinki w całym krwiobiegu - są inne erytrocyty i powstaną następne, a człowiek nawet tego nie odczuje. Zresztą życia na Ziemi nie da się zniszczyć tak łatwo. Z czasem odrodzi się ono z popiołów, jak to miało miejsce po wielkim wymieraniu chociażby pod koniec kredy (obecnie obowiązuje teoria, że to skutki uderzenia bolidu w Arizonę zniszczyły dinozaury, jednak nie pasuje to w przypadku ciepłolubnych krokodyli i żółwi - one przecież przetrwały).
MMM... offtop... mniam!

Nie śmiałbym się oczywiście sprzeczać w takich oczywistych sprawach. To pewne, że nasza Ziemianka to tylko jedno małe "coś" wśród miliardów "cosi", które skupiają się w wielkie "cosie", a te skupiają się w jeszcze większe "coś" i takiego "cosia" jest kilka miliardów. Zwykła ludzka głowa od tego pęka, pękłby też procesor każdego jednego komputera.
Ale nie oszukujmy się, zawsze człowiek może natrafić na coś potężniejszego, np. płonący ogień, i wtedy całe skupisko czerwonych krwinek trafi szlag. Nie wierzę, że siły we wszechświecie zamykają się w jakimś obrębie, ale że są jakby daleko daleko poza obszarem naszego rozumowania. Czy możliwe jest, by w jakiś sposób nagiąć prawa fizyczne? Myślę, że tak właśnie jest.
Swiat to porządek i chaos, i one się najnormalniej przeplatają. To tak jakby powiedzieć, że świat jest dobrem, albo złem. To niedorzeczność, świat to taka mieszanina wszystkiego, że złem byłoby nazwać je albo dobrem, albo złem. Właściwie to momentami nie wiadomo, czy to, co leżąc na kanapie uznaliśmy za złem jest złem, kiedy już naprawdę będziemy brać w nim udział wiedząc o tym "źle" więcej.
Xiri pisze:Zresztą życia na Ziemi nie da się zniszczyć tak łatwo. Z czasem odrodzi się ono z popiołów, jak to miało miejsce po wielkim wymieraniu chociażby pod koniec kredy...
Dla człowieka to niewielkie pocieszenie. Może ktoś tam by się ukrył w podziemnych schronach, ale zniszczenie maszyn produkcyjnych i empetrójek (głównie empetrójek) skazałaby większą część ludzkości na wyginięcie.

_____________________________________________________________
Koniec offtopu
_____________________________________________________________

Liczę jeszcze na jakieś informację, Olbaidzie. Widzę po artykule, że się nieco znasz na tych sprawach (może coś mniej żartobliwego, ale takie suche? Wady i zalety gier w kwestii wpływu na psychikę). Oczywiście nie naciskam!

Xiri
Nexus 6
Posty: 3386
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » pn, 03 gru 2007 14:29

Długi post skomentuję tak:

Do większości "-filów", nieszkodzących absolutnie społeczeństwu, nic nie mam. Nieszkodzących piszę - np. pedofile się do nich nie zaliczają. A jeśli ktoś czuje się zgorszony, słysząc, że chłopak z rozpaczy po śmierci swojej dziewczyny zaczął się z nią kochać, to powinien zrozumieć taką osobę, jaki to jest dla niego wielki cios życiowy, a dopiero potem osądzać. Ludzie w afekcie robią różne rzeczy.

W filmie "Ludzie koty" z 1982 roku padły słowa: "że człowiek nie zawsze kocha z miłości, lecz czasem dlatego, że coś go przeraża". Tak samo jest z zombiakami w grach komputerowych. Może nie ma to nic wspólnego z miłością, jednak wielu graczy (w tym ja) uwielbia zombie za ich inność, bezduszność, brutalizm i witalność (siłę) pomimo śmierci. Te ich głębokie oczy, upiorne i puste.
Zło i tajemnica przyciągają. Za przykład weźmy chociażby grę Doom 3, gdzie roi się od zomboli. Jednak jeśli chodzi o bestiariusz w tej grze, to w kategorii "ulubione" truposze pozostają na końcu - najbardziej lubię Betrugera i Cyberdemona :)
I pamiętajcie ważną zasadę – grając w grę daną postacią wcielamy się w nią.
Ja tam w nikogo się nie wcielam. Kiedy gram, zawsze się czuję, jakbym była sobą :) Macie inaczej?
Alghedonia + „Jest to przeżywanie rozkoszy w czasie doznawania bólu. Pokrewne z masochizmem, z tą różnicą, że masochizm to też cierpienie psychiczne, a w przypadku alghedonii mamy do czynienia z zadawaniem zwyczajnego bólu fizycznego.”
Czy ja wiem, czy to jest takie zboczenie? Dużo ludzi tak postępuje. Zwierzęta także.
Pamiętam te zachwyty nad jękami wydawanymi przez bohaterki gier, gdy otrzymywały obrażenia. „Jak ta Lara jęczy” i tego typu zdania polegały na tym, że gracze czasem zadawali swojemu alter ego ból, aby posłuchać jego krzyku. Do tego marudzili, że w symulacji tenisa zawodniczki nie jęczą jak na prawdziwym korcie (a to jakby ktoś nie wiedział najczęściej przyciąga męską cześć publiczności na widownię).
Ja zmuszam czasem niektórych bohaterów do skoków z dużej wysokości, np. Phobosa z Q3, bo fajny dźwięk wydaje :P. Czasem nie trzeba nawet nic robić - wystarczy wcisnąć zbindowany klawisz skrótu z jakimś "wave dance" czy "taunts" i mamy świetne zaczepki i odgłosy.
Uważam, że jęki w grze symulujące te rzeczywiste są potrzebne ze względu na większy realizm. Komu nie pasują, może ściszyć głośniki, wyłączyć je lub włączyć Fasolki z Winampa.

Co do fascynacji, "filii" i afektu w trakcie gry, to napiszę najlepiej na swoim przykładzie. Dynamiczna, brutalna gra komputerowa, w której napięcie i akcja są od loadu mapy do końca rozgrywki (dm, tdm, ctf, as i ich odmiany w FPP) wypełnia u mnie pustkę, której niczym nie wypełnię w rzeczywistości. Uszczęśliwia mnie to, pobudza i nastraja pozytywnie. Tak! Dokładnie. Nastraja pozytywnie. Śmiejcie się teraz, ale w bezsenne noce, gdy lawenda i mleko nie pomagają, odpalam sobie singla w Doom 3 i biegam po Delcie. Po jakiejś godzinie-dwóch zasypiam twardym, spokojnym snem. Niektóre gry traktuję jak terapię na niepokój i nerwy - nigdy, by się wyżyć! Unreal Tournament działa z kolei na mnie jak czekolada - po paru 10. minutowych turniejach jest mi wesoło.
Gram również dlatego, by wzbudzić w sobie emocje, jak np. strach. Lubię czuć zagrożenie. Rzeczywistość bowiem nie dostarcza mi żadnych emocji, rzeczywistość jest beznadziejna, ludzie śpią, a nie żyją, zatem gry są pewnym uzupełnieniem. Każdy gracz myśli pewnie podobnie. I nie linczować mnie proszę za mój punkt widzenia i nie pisać, że nie znam życia - znam je dość dobrze i chyba dlatego rzeczywistość stała mi się obojętna.
Do gier podchodzę bardzo emocjonalnie, tak jak do filmów. Nie przechodzę ich na speeda (chyba, że to któryś "Need For Speed" czy "BreakNeck"), lecz wczuwam się w akcję. Płaczę, gdy zginie jakaś sympatyczna postać (biedny Jack Campbell :( ) i przeklinam nieświadomie (niezamierzenie raczej), gdy wpakuję się w tarapaty (ostatnio w Doomie Trójce "Kurde, szmaty mnie załatwią" na cały dom. Nawet nie zdążyłam odpalić granatu, by popełnić harakiri. Nikogo w nim nie było na szczęście).

Jeśli chodzi o wirtualne bezczeszczenie zwłok, to strzelam czasem do trupów tych złych, by sprawdzić możliwości silnika gry. Nie robię tak nigdy z bohaterami, których darzę jakimś pozytywnym uczuciem. Podobnie jest z punktowymi uszkodzeniami ciała, np. z pistoletu. Zawsze myślę sobie przy strzelaniu to w głowę zombiaka, to w jego kolano: "Ach, kiedyś wróg składał się z 10 pikseli, a teraz?".

P.S. Nadal jestem normalna. Mam małego szmergla wprawdzie, ale nie jestem szkodliwa dla społeczeństwa :)
Wiem, że przemoc wirtualna jest wirtualna - w realu trzeba być dobrym, trzymać w ryzach emocje i przestrzegać zasad.

/E: edycja błędu, o którym uświadomiłam sobie dopiero w nocy.
Ostatnio zmieniony wt, 04 gru 2007 08:29 przez Xiri, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Chosenone
Sepulka
Posty: 92
Rejestracja: pt, 12 paź 2007 20:49

Post autor: Chosenone » pn, 03 gru 2007 18:36

Xiri pisze:Długi post skomentuję tak:
Do większości "-filów", nieszkodzących absolutnie społeczeństwu, nic nie mam. Nieszkodzących piszę - np. pedofile się do nich nie zaliczają. A jeśli ktoś czuje się zgorszony, słysząc, że chłopak z rozpaczy po śmierci swojej dziewczyny zaczął się z nią kochać, to powinien zrozumieć taką osobę, jaki to jest dla niego wielki cios życiowy, a dopiero potem osądzać. Ludzie w afekcie robią różne rzeczy.
Lepsze to, niż gwałt na żyjącym człowieku. Trzeba mieć jednak na uwadze, że niektórzy ludzie takich zachowań po prostu nie pojmują.
Xiri pisze: Paul w filmie "Ludzie koty" z 1982 roku powiedział: "Ty go nie kochasz. Pragniesz go, bo cię przeraża". Tak samo jest z zombiakami w grach komputerowych. Może nie ma to nic wspólnego z miłością, jednak wielu graczy (w tym ja) uwielbia zombie za ich inność, bezduszność, brutalizm i witalność (siłę) pomimo śmierci. Te ich głębokie oczy, upiorne i puste.
Zło i tajemnica przyciągają. Za przykład weźmy chociażby grę Doom 3, gdzie roi się od zomboli. Jednak jeśli chodzi o bestiariusz w tej grze, to w kategorii "ulubione" truposze pozostają na końcu - najbardziej lubię Betrugera i Cyberdemona :)
Trochę grałem w "Dooma", ale w tego starego, w drugą część (całkiem niedawno wytrzasnąłem sobie dla "odmóżdzenia" ze strony o starych grach) i jakoś nigdy nie zastanawiałem się nad nazwami tych potworów. Każdego nazywałem barwnym przezwiskiem "Z piły go, z piły".
Xiri pisze:
I pamiętajcie ważną zasadę – grając w grę daną postacią wcielamy się w nią.
Ja tam w nikogo się nie wcielam. Kiedy gram, zawsze się czuję, jakbym była sobą :) Macie inaczej?
Jako Wybraniec, potomek Przybysza z Krypty, mam zupełnie tak samo.
Xiri pisze:
Alghedonia + „Jest to przeżywanie rozkoszy w czasie doznawania bólu. Pokrewne z masochizmem, z tą różnicą, że masochizm to też cierpienie psychiczne, a w przypadku alghedonii mamy do czynienia z zadawaniem zwyczajnego bólu fizycznego.”
Czy ja wiem, czy to jest takie zboczenie? Dużo ludzi tak postępuje. Zwierzęta także.
Ale żadne zwierze nie wsadzi łba do wody by odczuwać rozkosz erotyczną pod wpływem braku powietrza (zakładając, że nie jest to ryba). Raczej jest odwrotnie, unika się sytuacji, które powodują ból - zarówno fizyczny, jak i psychiczny.
Xiri pisze:
Pamiętam te zachwyty nad jękami wydawanymi przez bohaterki gier, gdy otrzymywały obrażenia. „Jak ta Lara jęczy” i tego typu zdania polegały na tym, że gracze czasem zadawali swojemu alter ego ból, aby posłuchać jego krzyku. Do tego marudzili, że w symulacji tenisa zawodniczki nie jęczą jak na prawdziwym korcie (a to jakby ktoś nie wiedział najczęściej przyciąga męską cześć publiczności na widownię).
Ja zmuszam czasem niektórych bohaterów do skoków z dużej wysokości, np. Phobosa z Q3, bo fajny dźwięk wydaje :P. Czasem nie trzeba nawet nic robić - wystarczy wcisnąć zbindowany klawisz skrótu z jakimś "wave dance" czy "taunts" i mamy świetne zaczepki i odgłosy.
Uważam, że jęki w grze symulujące te rzeczywiste są potrzebne ze względu na większy realizm. Komu nie pasują, może ściszyć głośniki, wyłączyć je lub włączyć Fasolki z Winampa.
Bo w grze niejęcząca postać to martwa postać (bądź uszkodzona karta dźwiękowa :)).
Xiri pisze: Co do fascynacji, "filii" i afektu w trakcie gry, to napiszę najlepiej na swoim przykładzie. Dynamiczna, brutalna gra komputerowa, w której napięcie i akcja są od loadu mapy do końca rozgrywki (dm, tdm, ctf, as i ich odmiany w FPP) wypełnia u mnie pustkę, której niczym nie wypełnię w rzeczywistości. Uszczęśliwia mnie to, pobudza i nastraja pozytywnie. Tak! Dokładnie. Nastraja pozytywnie. Śmiejcie się teraz, ale w bezsenne noce, gdy lawenda i mleko nie pomagają, odpalam sobie singla w Doom 3 i biegam po Delcie. Po jakiejś godzinie-dwóch zasypiam twardym, spokojnym snem. Niektóre gry traktuję jak terapię na niepokój i nerwy - nigdy, by się wyżyć! Unreal Tournament działa z kolei na mnie jak czekolada - po paru 10. minutowych turniejach jest mi wesoło.
Gram również dlatego, by wzbudzić w sobie emocje, jak np. strach. Lubię czuć zagrożenie. Rzeczywistość bowiem nie dostarcza mi żadnych emocji, rzeczywistość jest beznadziejna, ludzie śpią, a nie żyją, zatem gry są pewnym uzupełnieniem. Każdy gracz myśli pewnie podobnie. I nie linczować mnie proszę za mój punkt widzenia i nie pisać, że nie znam życia - znam je dość dobrze i chyba dlatego rzeczywistość stała mi się obojętna.
Zycie potrafi być bardzo ciekawe, ale wymaga dużego poświęcenia. Grę tylko włączasz i już masz setki alter ego do swojej dyspozycji.

A "Doom" to taka gra uspokajająca - mnie też nieraz usypiała. :)
Xiri pisze:
Do gier podchodzę bardzo emocjonalnie, tak jak do filmów. Nie przechodzę ich na speeda (chyba, że to któryś "Need For Speed" czy "BreakNeck"), lecz wczuwam się w akcję. Płaczę, gdy zginie jakaś sympatyczna postać (biedny Jack Campbell :( ) i przeklinam nieświadomie (niezamierzenie raczej), gdy wpakuję się w tarapaty (ostatnio w Doomie Trójce "Kurde, szmaty mnie załatwią" na cały dom. Nawet nie zdążyłam odpalić granatu, by popełnić harakiri. Nikogo w nim nie było na szczęście).
Też nieraz przeżywam. Nie pozwalam by towarzysze broni zginęli zbyt łatwo, bo przyzwyczajam się do ich towarzystwa (nieraz przyłapałem się na tym, że traktowałem ich jak żywe osoby). Nieraz denerwuję się okropnie jak mam niepowodzenia w zrobieniu jakiegoś zadania. Na dodatek jako postać zachowuję się w określony sposób. Jestem superhero - gram jak przystało na herosa, jestem złodziejem - kradnę kogo popadnie. Ogólnie wczuwam się w klimat gry.
Xiri pisze: P.S. Nadal jestem normalna. Mam małego szmergla wprawdzie, ale nie jestem szkodliwa dla społeczeństwa :)
Wiem, że przemoc wirtualna jest wirtualna - w realu trzeba być dobrym, trzymać w ryzach emocje i przestrzegać zasad.
Każdy ma jakiegoś szmergla :).

edit: Pomyliłem się w kilku słowach.
Poniższe stwierdzenie jest fałszywe.
Powyższe stwierdzenie jest prawdziwe.

Xiri
Nexus 6
Posty: 3386
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » wt, 04 gru 2007 15:22

Trochę grałem w "Dooma", ale w tego starego, w drugą część (całkiem niedawno wytrzasnąłem sobie dla "odmóżdzenia" ze strony o starych grach) i jakoś nigdy nie zastanawiałem się nad nazwami tych potworów. Każdego nazywałem barwnym przezwiskiem "Z piły go, z piły".
Kocham swoje stare, pierwsze gry. Finall Dooma w wersji Legacy (bardzo dobra nakładka, m. in. obracanie się myszką we wszystkich kierunkach, celownik, konsola, skakanie, obraz GL, zaawansowane preferences) przeszłam na nowym kompie niedawno. Płynął jak woda :). Nie cięło mi jak na P1 z 64 RAM.
Jeśli lubisz grać piłą, to zagraj sobie nią w D3 albo D3 ROE. Tam to dopiero jest efekt. Ta broń ma normalnie damage chyba drugie w kolejności po BFG. Jedyny jej błąd, to to że warczy zbyt głośno i nie słychać wrogów.

Tak na marginesie... Istnieje spolszczenie do Ressurection OF Evil?
Bo w grze niejęcząca postać to martwa postać (bądź uszkodzona karta dźwiękowa :)).
Zombiaki i roboty jęczą :>
A "Doom" to taka gra uspokajająca - mnie też nieraz usypiała. :)
Yyyyy, nie rozumiem :D

Mnie chodziło o to, że ludzie uważają, iż wszelkie doomowate rozbudzają w człowieku agresję. Ja po nich jestem spokojna jak po jodze :|
Czasami zdarza się tylko, że boję się iść w nocy do toalety. Raz miałam Dooma w mieszkaniu: po graniu zgasły nagle światła, potem oberwałam czymś w łeb od tyłu. Poleciałam z wrzaskiem do pokoju. Okazało się, że to balon-papuga na hel siostry :P
Też nieraz przeżywam. Nie pozwalam by towarzysze broni zginęli zbyt łatwo, bo przyzwyczajam się do ich towarzystwa (nieraz przyłapałem się na tym, że traktowałem ich jak żywe osoby).
Wiele osób tak robi. Mam podobnie z Rhino Składem w Quake 4: poza Bidwelem wszystkich lubię. Wymienionego gościa nie, bo jest sztywny, poważny, nudny i naburmuszony.

ODPOWIEDZ