Navajero, mniej znany jako Adam Przechrzta

czyli o naszych albo cudzych autorach i ich dziełach - wszystko co chcielibyście wiedzieć, a o co (nie)boicie się zapytać

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Navajero
Klapaucjusz
Posty: 2483
Rejestracja: pn, 04 lip 2005 15:02

Post autor: Navajero » czw, 21 lut 2008 15:23

nosiwoda pisze:A ja przeczytałem "Zachodnią Czystą Krainę". Ogólnie w porządku (bardzo rozwinięta ocena, prawda? :))
Niech tam :)
nosiwoda pisze: mam jednak kilka zastrzeżeń. Hmmm... nie zastrzeżeń. Uwag. Subiektywnych, znaczy, spostrzeżeń.
I jak rozumiem, chcesz, abym się równie subiektywnie do tych Twoich uwag ustosunkował? :) Ok. Tylko, aby było jasne - nie podważam obiektywnego subiektywizmu Twoich czytelniczych wrażeń :) Piszę - jak ja to widziałem ( co prawda myślę, że akurat dla Ciebie jest to oczywiste, ale dla niektórych, ubogich duchem - niekoniecznie :P )
nosiwoda pisze:Aiko Harada i ta Mylość, która strzela w nich jak pęknięta recepturka - jakoś nie wiąże mi się z całością. Jest to taka jakby bondowska miłość - wiadomo, że jak kobitki widzą 007, to generalnie kolanka im miękną, a majtki opadają. Taka ni stąd, ni zowąd.Owszem, zdarzają się takie.
No i właśnie coś takiego opisałem :) Z tekstu wynika też, że Aiko znała wcześniej Orłowa, jej babcia stwierdziła, że jest ona jego fanką. W jakiś sposób zwrócił więc on jej uwagę już wcześniej. Może chodzilo o działalność charytatywną Orłowa? Może o prace naukowe? Może wreszcie o umiejętność „zdobywania" rzadkich dzieł sztuki? Mógł być znany w kręgach japońskiego establishmentu. Tak więc ta "niespodziewana" była tylko z jednej strony. Gdybyś spotkał piękną i inteligentną, zakochaną w Tobie kobietę, opierałbyś się długo? :) Oczywiście w gruncie rzeczy masz rację, zastosowałem pewną konwencję, może ona niektórym pasować, innym nie. Wiesz, każdy tekst jest dla autora swego rodzaju wprawką. No bo jak się ma rozwijać nie próbując czegoś nowego, choćby i ryzykownego? Trzeba i już. Nie twierdzę też, że wykorzystałem ten motyw najlepiej jak się dało, na pewno nie. Tak czy owak, w tym opowiadaniu poparłem stanowisko doktora Afrodontusa * - zwolennika teorii nagłego pola zakochującego :)
nosiwoda pisze: Jednak w opowiadaniu wydała mi się ona wtrętem, puzzlem z innej układanki. I nic z niej w sumie nie wynika.
IMO - nie do końca, bo w jakiś sposób historia ta określa charakter głównego bohatera.
nosiwoda pisze: Mam też wrażenie, że zbyt długi (przegadany, po prostu) jest wstęp - wprowadzenie, a zbyt pospieszne zakończenie. Sam kluczowy koncept wskutek tego/także został IMO potraktowany nieco po macoszemu, skoncentrowałeś się, Navajero, bardziej na opisie okoliczności życiowych hitmena.
No to już Twoje wrażenia i nic mi do nich :) Aczkolwiek miałbym małe pytanko - w jaki sposób Ty zakończyłbyś tę historię, aby nie było to "zbyt pospieszne"? To nie jest Boże broń ironia, naprawdę jestem ciekaw. Tyle, że chodzi mi o zakończenie zachowujące "ducha" tekstu. Nie mam na myśli banalnego spotkania z ukochaną i poinformowania jej, że źli są niegroźni, elektroniczny boddhisattwa po naszej stronie itp.
nosiwoda pisze: Z kolei wątpliwość konsekwencji - do babci Harado i do kontrahenta hitmen zwraca się z pełnym szacunkiem i z poszanowaniem norm japońskiej tradycji. Ale do czterech Graczy, o wiele potężniejszych i o wiele bardziej zachowawczych, przywiązanych do tradycji i kultury japońskiej, Orłow, zwłaszcza później, zwraca się jak do jakichś głupków, z pobłażaniem, prycha pogardliwie, instruuje, wydaje polecenia. To mi nie zagrało.
Eee... bez przesady, nie zwraca się do nich jak do głupków, zwraca się owszem - autorytatywnie. Z tego co wiem na temat stosunków społecznych w Japonii, ekspert/ nauczyciel ( czegokolwiek) ma tam wysoką pozycję. A Orłow był ekspertem i jako taki przecież pracował dla Graczy. Stąd ( IMHO - zaznaczam) jego autorytatywny, a nawet momentami rozkazujący ton jest usprawiedliwiony. Co do babci Harada to też nie do końca tak. Kiedy Orłow dowiaduje się z kim ma zadrzeć, wstaje i informuje niezbyt uprzejmie babcię, że skończyli rozmowę. Zatrzymało go dopiero sto milionów dolarów. No, kogo by nie zatrzymało... :D
nosiwoda pisze: I jedno pytanie - czy ta chińska herbata ("Perły Smoka", czy jakoś tak) to jest jakaś specjalna herbata? Bo AFAIK herbaty liściaste generalnie powinno się zalewać wodą w temp. 80 stopni Celsjusza, niektóre nawet chłodniejszą. A piszesz, że zalewa wrzątkiem.
Nie chciałem komplikować sprawy detalami. Jeśli jakiś znawca tematu stwierdzi, że woda dwie - trzy minuty po zagotowaniu to nie jest wrzątek, posypię głowę popiołem :)

* Wyprawa czwarta, czyli o tym jak Trurl kobietron zastosował...
"Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
nosiwoda
Lord Ultor
Posty: 4541
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » czw, 21 lut 2008 16:56

Navajero pisze: Tak więc ta "niespodziewana" była tylko z jednej strony. Gdybyś spotkał piękną i inteligentną, zakochaną w Tobie kobietę, opierałbyś się długo? :)
No pewnie, że długo! Do końca! Mojego lub jej! This... is... MARRIAGE!!!! (żona czasem podczytuje moje posty :P)
Navajero pisze:Aczkolwiek miałbym małe pytanko - w jaki sposób Ty zakończyłbyś tę historię, aby nie było to "zbyt pospieszne"?
Nie zmieniałbym zakończenia. Skróciłbym wstęp :D O większość tych opisów figlarnych nastolatek chociażby. Ale ja nie jestem pisarzem, więc z moimi radami to tak raczej z przymrużeniem ocząt.
A co do herbaty - "zalał gorącą wodą" byłoby już wsio w pariadkie :D
No i dzięki za odpowiedź.
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
Navajero
Klapaucjusz
Posty: 2483
Rejestracja: pn, 04 lip 2005 15:02

Post autor: Navajero » czw, 21 lut 2008 17:10

nosiwoda pisze:Nie zmieniałbym zakończenia. Skróciłbym wstęp :D O większość tych opisów figlarnych nastolatek chociażby.
Bo ja wiem? Mnie się wydaje, że takie rzeczy tworzą tło tekstu. Jednak kto wie? Może gdyby tak bardziej ascetycznie? Z zachowaniem większej dyscypliny? Muszę kiedyś spróbować, choć to pewnie też ryzykowne :D
nosiwoda pisze: Ale ja nie jestem pisarzem, więc z moimi radami to tak raczej z przymrużeniem ocząt.
Ja też nie czuję się na razie pisarzem. Autorem tekstów - tak. Ale to wszystko.
nosiwoda pisze: A co do herbaty - "zalał gorącą wodą" byłoby już wsio w pariadkie :D
No dobra, gdzie ten popiół? :P
"Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
Lafcadio
Nexus 6
Posty: 3193
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 17:57

Post autor: Lafcadio » pt, 22 lut 2008 20:20

flamenco108 pisze:Kultura oparta o chrześcijaństwo u źródeł swoich ma historię Jezusa Chrystusa, którą w kategoriach literackich streścić można tak - od urodzenia uważany za kogoś specjalnego, jeszcze jako dziecko uniknął niemal cudem śmierci, a potem życie go nie pieściło. Jednak przekroczył trudności, by wkroczyć na bolesną ścieżkę Prawdy i osiągnął sukces, w tym własną śmiercią wystrychnął na dudka najgorszych wrogów i ich marionetki, by na końcu osiągnąć Bóstwo, czyli sam szczyt. Zauważmy, że w literaturze rozrywkowej jest to chyba najpopularniejszy schemat - od dołu do góry, poprzez trudności.
Mógłbyś rozwinąć pogrubienie? Bo nie licząc przypadku z Herodem nie mogę sobie przypomnieć niczego poza finałem. Przykład podany przez Ciebie wydaje mi się mocno nietrafny. Bardziej do schematu od zera do bohatera w kontekście przeżyć pasowałby Hiob.
Ja mam śmiałość to panu powiedzieć, bo pan mi wie pan co pan mi może? Pan mi nic nie może. Bo ja jestem z wodociągów.

Awatar użytkownika
Cień Lenia
Zwis Redakcyjny
Posty: 1344
Rejestracja: sob, 28 paź 2006 20:03

Post autor: Cień Lenia » pt, 22 lut 2008 21:15

Lafcadio pisze:Bardziej do schematu od zera do bohatera w kontekście przeżyć pasowałby Hiob.
Raczej od bohatera do zera i znowu do bohatera.

Awatar użytkownika
Lafcadio
Nexus 6
Posty: 3193
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 17:57

Post autor: Lafcadio » pt, 22 lut 2008 21:27

Do bardziej-bohatera. Z tego co pamiętam nagrodę otrzymał jeszcze większą niż przed próbą.
Ale u niego można mówić o tym jak to "życie go nie pieściło", bo faktycznie droga była długa i bolesna raczej.
Ja mam śmiałość to panu powiedzieć, bo pan mi wie pan co pan mi może? Pan mi nic nie może. Bo ja jestem z wodociągów.

Vesper

Post autor: Vesper » czw, 28 lut 2008 12:16

Heh … Dopiero zaczynam moją tutaj karierę. Na dodatek zaczynam niezbyt miłymi słowami.
Zacznę od tego, że przeczytałem „Pierwszy Krok” standartowo z ciekawości. Zawsze czytam nowych polskich autorów, po to aby się przekonać, czy będę kupował ich ksiązki w przyszłości. Wcześniej przeczytałem opowiadanie w NF albo SF, nie pamiętam, w którym. W obydwu przypadkach miałem takie samo zdanie, co do napisane tekstu. Postaram się poniżej napisać krytykę. Od razu jednak powiem, że nie będzie to krytyka konstruktywna, bo jaka taka nie istnieje, według mnie w przyrodzie. Z tego prostego powodu, że autor napisał, to co napisał, tak jak chciał lub umiał i każdemu, kto dany utwór czyta wara od poprawiania zamysłu autora. Chciałbym też, ażebyś nie brał tych poniższych słów za bardzo do siebie, bo nie jest moją intencją pognębienie Ciebie ani moje własne wyżycie się na bogu ducha winnym autorze.


Uwaga spoiler!!!!!!!!


Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się na oczy był powieściowy chaos. Olbrzymie ilości danych, nagłe finty fabuły, zmiany otoczenia przygniatały mnie swoją kalejdoskopową różnością. Niby ich tak dużo, ale tak jak w kalejdoskopie składały się z tych samych podstawowych cząsteczek. Wyskakiwały mi jak jakiś Filipy z konopi nowe postaci i fakty. Jacyś budowniczowie, jakieś wojny morskie, których Francuzi nie mogli przegrać. Wojnę próbowałeś wyjaśnić tym, że taniej płacić trybut barbarzyńcom na łódkach, niż raz przetrzepać im skórę. Niby wszystko to zrozumiałe, a jednak, które państwo pokazywało by słabość innym ? Przecież zaraz pojawiłby się ktoś, kto pomyślałby „skoro płaci takim kundelkom, to mnie zapłaci jeszcze więcej, bo jestem większy i mocniej gryzę”. Jednak do momentu kiedy „Cień” zszedł to Otchłani jeszcze szło mi jako tako. Sposób powiększania mocy przez głównego bohatera wydawał mi się taki RPG’owy. Taki płaski i nieludzki. Pocierpię troszeczkę i będę miał MOC. Brakowało mi rozterki, zastanawiania się. Próbowałeś coś z tym zrobić ale wyszło to jakieś płaskie, papierowe, nie można było tego wziąć do siebie. No bo przecież co tam, wejdę w otchłań i mogę oszaleć z bólu, furda z tym, bo przecież kiedy tylko wyjdę będę silny. Właśnie „kiedy”, a nie „jeżeli”.
Problem ten wiąże się z tworzeniem bohaterów. Twoje postacie są mało ludzkie, przerysowane i papierowe. Mała księżniczka, która wszystkich owijała sobie wokół paluszka niewiadomym sposobem. Ruda była kwintesencją wszystkich miedzianowłosych. Piękna zielonooka, wybuchowa kobieta. Nawet wady tych obydwu bohaterek można uznać za zalety. Zresztą wady wszystkich Twoich pozytywnych postaci są fajne. Nie będę tykał już więcej głównych jednostek Twojego utworu. Teraz się skupie na szczegółach. Szary w bieli to było coś extra… na początku. Strasznie mi się podobało, nawet potem, ale jak powieliłeś go w postaci wściekłego miniaturowego kosmicznego chomika, który włamuje się do spiżarni to mnie zabiłeś. I za dużo dałeś magicznych „dinksów”. Jakieś napoje, magiczne przejścia, konie a’la Nightmare, miecze sprawiedliwości, małe wielkie antymagiczne kotki i wściekłe chomiki, wieże magii, struny itp.

Kilka uwag ogólnych na koniec.
Czytało się miło, fajnie i szybko. Troszkę za dużo chaosu, ale nie było tak źle. Fajnie mi się czytało opisy Twoich walk, chociaż były bardzo jednostronne, ale przecież bohaterowie byli doświadczonymi i ciągle szlifującymi swoje umiejętności wojownikami. Nic dziwnego wiec, że tak łatwo obijali wrogów. Wszystko więc było na poziomie średnim i nadawało się do czytania. Oprócz uwag szczegółowych, które psuły mi wizję całości. Na koniec muszę powiedzieć, że po przeczytaniu powieści myślałem, że jesteś bardzo młodym człowiekiem i strasznie się zdziwiłem ile masz lat :P

Mam nadzieję, że nie uraziłem Ciebie, i że będziesz chciał ze mną w przyszłości pisać i nie będziesz mnie traktował jako wroga.

Z góry uprzedzam wszystkich oprócz autora, że nie będę odpowiadał na posty, które będą odnosiły się do mojej wypowiedzi.

Dziękuję za uwagę

VFI

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 5629
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » czw, 28 lut 2008 12:20

Jak już wiem, nie przeczytałeś Forumokiety. No bo i po co?

Ale ja jednak będę nalegał. Tam, oprócz kwestii animowanych awatarków, co szczęśliwie mamy już za sobą, jest też conieco o witaniu sie w odpowiednim miejscu.
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
agrafek
Mamun
Posty: 107
Rejestracja: czw, 17 lis 2005 15:23

Post autor: agrafek » czw, 28 lut 2008 12:34

Mnie się miniaturowy kosmiczny chomik akurat spodobał, bo od lat jestem fanem Boo!

Awatar użytkownika
Navajero
Klapaucjusz
Posty: 2483
Rejestracja: pn, 04 lip 2005 15:02

Post autor: Navajero » czw, 28 lut 2008 13:12

Drogi Vesperze, dziękuję uprzejmie za opinię :) Na pewno nie będę Cię uważał za wroga, bo i niby czemu? Napisałeś co myślisz i tyle. Jest rzeczą jasną, że nie wszystkim to co napisałem będzie się podobało. To przecież normalne, nawet w przypadku bardziej doświadczonego niż ja autora :)
agrafek pisze:Mnie się miniaturowy kosmiczny chomik akurat spodobał, bo od lat jestem fanem Boo!
Ja też :)
"Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Vesper

Post autor: Vesper » czw, 28 lut 2008 13:28

Navajero pisze:Drogi Vesperze </CIACH>
Drogi :) cieplej się mi zrobiło.
Gwoli ścisłości też jestem fanem Boo, ale nie lubię powtarzanych schematów. :P

Awatar użytkownika
malakh
Pćma
Posty: 293
Rejestracja: śr, 14 lis 2007 22:17

Post autor: malakh » czw, 28 lut 2008 15:03


Awatar użytkownika
Navajero
Klapaucjusz
Posty: 2483
Rejestracja: pn, 04 lip 2005 15:02

Post autor: Navajero » czw, 28 lut 2008 16:48

A tu recenzja Elkandera.

Malakhu - mała uwaga. Nie wiem dlaczego napisałeś pod recenzją, że jest ona poprawiona w porozumieniu z autorem? Przecież nie konsultowałeś ze mną nijakich poprawek? Poprosiłeś jedynie wcześniej bym wypowiedział się w kwestiach merytorycznych odnośnie tej recenzji, co też zrobiłem, jeśli uznałeś niektóre z tych uwag za trafne i postanowiłeś coś tam zmienić to ok, ale przecież ani się od Ciebie nijakich zmian nie domagałem, ani ich nie akceptowałem. To Twoja recenzja i Ty za nią odpowiadasz, pod każdym względem.
"Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
malakh
Pćma
Posty: 293
Rejestracja: śr, 14 lis 2007 22:17

Post autor: malakh » czw, 28 lut 2008 19:01

A to już nie moja sprawka. To dopisała senmara.

Może ten "autor" to ja? Chodzi o to, że recka została zmieniona w porozumieniu ze mną? Nie wiem.

Jakby co, to pisz PW do senmary, bo ja sam zobaczyłem ten dopiseek dopiero na stronie.

Awatar użytkownika
Navajero
Klapaucjusz
Posty: 2483
Rejestracja: pn, 04 lip 2005 15:02

Post autor: Navajero » czw, 28 lut 2008 19:46

Nie malakhu nigdzie nie będę już pisał, definitywny EOT odnośnie Twojej recenzji.
"Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

ODPOWIEDZ