Cthulhu i S-ka

czyli o naszych albo cudzych autorach i ich dziełach - wszystko co chcielibyście wiedzieć, a o co (nie)boicie się zapytać

Moderator: RedAktorzy

Awatar użytkownika
Q
Pciuch
Posty: 1495
Rejestracja: wt, 25 lis 2008 18:01

Post autor: Q » czw, 12 lut 2009 00:40

Albiorix pisze:Lovecraft to swoista zabawa w "jak bardzo nieludzkie stwory potrafisz sobie wyobrazić, co z tego wynikać i jak je wcisnąć w fabułę".
/../
Straszy czystymi abstraktami i jest to zabawne.
Owszem, grozę umie budzic raczej na płaszczyźnie filozoficznej właśnie (te rozmiary o których wspominał Gesualdo), co cenniejsza: w czasach, kedy w amerykańskiej SF Wszechświat był "na ludzką miarę" do tego stopnia, że na Marsa ise latało księżniczki tubylcze podrywać, ale kiedy już usiłuje straszyć konkretem, to żałośnie mu wychodzi (i miał rację Lem wyśmiewając te opisy, mimochodem, w posłowiu do "Opowieści starego antykwariusza").

Inna rzecz, że prawdziwie obcych Obcych też tak dużo nie stworzył - ot "Kolor z przestworzy", Yog-Sothoth i gatunek Mi-Go (teraz Brin fajniejsze wymyśla, ale wtedy to było COŚ), reszta - sam Cthulhu czy Deep Ones to raczej paskudne człekokształtne stwory o paskudnych charakterach.
forum miłośników serialu „Star Trek”, gdzie ludzi zdolnych do używania mózgu po prostu nie ma - Przewodas

Awatar użytkownika
Albiorix
Niegrzeszny Mag
Posty: 1768
Rejestracja: pn, 15 wrz 2008 14:44

Post autor: Albiorix » czw, 12 lut 2009 08:09

Cyklopowe i bluźniercze opisy są dzisiaj po prostu śmieszne, szczególnie biorąc pod uwagę że na początku 20 wieku ktoś się tego bał. Ten niezamierzony dystans do grozy stoi chyba u podstaw wszystkich pluszowych Cthulhu i wesołych Cthulhowych piosenek. Zabawa polega na tym że możesz się napawać tym jaki jesteś "skrzywiony" bawiąc się z czystym mrokiem. Nie da Ci tego Szatan (kontrowersyjny religijnie szczególnie w post-purytańskich Stanach), nie dadzą Ci tego wilkołaki i wampiry (tymi motywami bawi się główny nurt więc nie ma szpanu), nie dadzą Ci tego psychopaci, choroby psychiczne, wypadki i wojna (bo ludzie się boją naprawdę a nabijanie się z prawdziwych dramatów jest niesmaczne).
nie rozumiem was, jestem nieradioaktywny i nie może mnie zniszczyć ochrona wybrzeża.

Awatar użytkownika
SzaryKocur
Fargi
Posty: 424
Rejestracja: czw, 23 lis 2006 01:31
Płeć: Mężczyzna

Re: Cthulhu i S-ka

Post autor: SzaryKocur » czw, 12 lut 2009 08:31

Q pisze: Jedno i drugie. Grafoman formy, geniusz treści
A może odwrotnie? ;>
Proste fabułki, które opowiedziane innymi słowami wydałaby się niedorzeczne, śmieszne albo nudne. Ot, jakiś facio zgubił się w jaskini i spotkał jakiegoś małpoluda. Inny facio wszedł do jakiegoś domu i zauważył, że z sufitu kapie krew. Itd.
Zakapturzone awatary rulez!
Wszystko co napisałem, to tylko moje prywatne zdanie.

Awatar użytkownika
nosiwoda
Lord Ultor
Posty: 4541
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » czw, 12 lut 2009 09:52

Albiorix pisze:Cyklopowe i bluźniercze opisy są dzisiaj po prostu śmieszne, szczególnie biorąc pod uwagę że na początku 20 wieku ktoś się tego bał.
Całkiem z doskoku, bo Lovecrafta czytałem mało i dawno, ale...
"Dagon", czytany w antologii Droga do SF", przeciorał mnie kiedyś dość mocno. Może nie tak, że uhaha, światełko przy łóżku, ale jednak zapamiętałem ten rybi odór. Plastyka opisu. W dodaku jest taki jeden kawałek Enyi, który mi się związał mentalnie z tym właśnie opowiadaniem - nierozerwalny związek, gdzieś mi się neurony połączyły. Gdy go słyszę, zawsze przypomina mi się "Dagon" i te podmorskie schody w otchłań. A nawet chyba nie słuchałem tego kawałka przy lekturze.
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
Q
Pciuch
Posty: 1495
Rejestracja: wt, 25 lis 2008 18:01

Post autor: Q » czw, 12 lut 2009 16:38

Albiorix pisze:Cyklopowe i bluźniercze opisy są dzisiaj po prostu śmieszne, szczególnie biorąc pod uwagę że na początku 20 wieku ktoś się tego bał.
Kiedy ja isę tego nigdy nie bałem. Cthulhu mnie ani ziebił, ani grzał, ale (by pozostać przy "Zewie...") kibicowałem i Deep Ones i Mi-Go i W. Whatelay'owi, i temu faciowi co se w Kosmos poleciał w czarnym cylindrze. Dla mnie zakończenie "Widma nad Innsmouth" to był happy end na miarę "E.T." - facet wraca do swoich i fajno.
Albiorix pisze:Ten niezamierzony dystans do grozy stoi chyba u podstaw wszystkich pluszowych Cthulhu i wesołych Cthulhowych piosenek. Zabawa polega na tym że możesz się napawać tym jaki jesteś "skrzywiony" bawiąc się z czystym mrokiem. Nie da Ci tego Szatan (kontrowersyjny religijnie szczególnie w post-purytańskich Stanach), nie dadzą Ci tego wilkołaki i wampiry (tymi motywami bawi się główny nurt więc nie ma szpanu), nie dadzą Ci tego psychopaci, choroby psychiczne, wypadki i wojna (bo ludzie się boją naprawdę a nabijanie się z prawdziwych dramatów jest niesmaczne).
Zaraz, zaraz. Są tacy co sie do Cthulhu i reszty całkiem na serio modlą (a przynajmniej ich inwokują).
SzaryKocur pisze:A może odwrotnie? ;>
Proste fabułki, które opowiedziane innymi słowami wydałaby się niedorzeczne, śmieszne albo nudne. Ot, jakiś facio zgubił się w jaskini i spotkał jakiegoś małpoluda. Inny facio wszedł do jakiegoś domu i zauważył, że z sufitu kapie krew. Itd.
Ależ one mi się wydawały b. niedorzeczne, fajne dopiero (zwłaszcza na lata powstania) były wnioski płynące z tych fabułek - wizja malutkiego człowieczka w wielkim, starym i niepoznanym Wszechświecie. Dla mnie geniusz Lovecrafta zaczyna sie dopiero na tym poziomie.

(A sam Cthulhu mnie potwornie rozczarował - taki wielki, taki stary, taki mądrty, taki zły, a jedyne co umie po obudzeniu to paru marynaży wtranżolić i w łeb oberwać.)
nosiwoda pisze:Całkiem z doskoku, bo Lovecrafta czytałem mało i dawno, ale...
"Dagon", czytany w antologii Droga do SF", przeciorał mnie kiedyś dość mocno. Może nie tak, że uhaha, światełko przy łóżku, ale jednak zapamiętałem ten rybi odór. Plastyka opisu. W dodaku jest taki jeden kawałek Enyi, który mi się związał mentalnie z tym właśnie opowiadaniem - nierozerwalny związek, gdzieś mi się neurony połączyły. Gdy go słyszę, zawsze przypomina mi się "Dagon" i te podmorskie schody w otchłań. A nawet chyba nie słuchałem tego kawałka przy lekturze.
Dobry był ten "Dagon", dobry, choć końcowy obłęd głównego bohatera (jak smród ryb czuje i przez okno skacze) nie był dla mnie już tak przekonujący jak wcześniejsza partia fabuły.

No ale ja, wychowany na fantastyce pozytywisztycznej, wobec wszelkich tajemnic Wszechświata odczuwam raczej intelektualną ciekawość i odruch badacza, niż zabobbonny lęk. I uwielbiam patrzeć w nocne niebo uśwadamiając sobie, że każda z tych świetlistych kropek jest większa od naszej Ziemi, niektóre też od naszego Słońca, że niektóre to nawet nie gwiazdy, a całe galaktyki. I że gdzieś tam może stać sporo innych istot i też się tak gapić. Lovecraft pewnie by dostał zawrotu głowy.
forum miłośników serialu „Star Trek”, gdzie ludzi zdolnych do używania mózgu po prostu nie ma - Przewodas

Awatar użytkownika
Gesualdo
Niegrzeszny Mag
Posty: 1752
Rejestracja: pn, 01 wrz 2008 14:45

Post autor: Gesualdo » czw, 12 lut 2009 16:59

Q pisze:
SzaryKocur pisze:A może odwrotnie? ;>
Proste fabułki, które opowiedziane innymi słowami wydałaby się niedorzeczne, śmieszne albo nudne. Ot, jakiś facio zgubił się w jaskini i spotkał jakiegoś małpoluda. Inny facio wszedł do jakiegoś domu i zauważył, że z sufitu kapie krew. Itd.
Ależ one mi się wydawały b. niedorzeczne, fajne dopiero (zwłaszcza na lata powstania) były wnioski płynące z tych fabułek - wizja malutkiego człowieczka w wielkim, starym i niepoznanym Wszechświecie. Dla mnie geniusz Lovecrafta zaczyna sie dopiero na tym poziomie.
Właśnie o to chodzi. Lovecraft był mistrzem treści, ale nie mikrotreści (zawartej w poszczególnych utworach), tylko - makrotreści (ogólna wizja, która urzeczywistnia się wraz z kolejnymi przeczytanymi opowiadaniami).

Mnie jednak jego wizja napawa grozą (może już nie tak jak w dzieciństwie). Nigdy jednak nie bałem się opisywanych potworów w rodzaju Cthulhu. Zawsze wyciągałem z jego opowiadań bardziej uniwersalne treści (chyba że ich tam nie ma, jak niektórzy twierdzą. W takim wypadku sam sobie je dopowiadałem). Jeśli odpowiednio się na to wszystko spojrzy, można się przestraszyć leżącego na trawie głazu, albo wiekowego żółwia w terrarium.
Tzn. ten mój strach to bardziej taki intencjonalny i życzeniowy. Ostatnio coraz mniej rzeczy powoduje u mnie to uczucie, co bardzo mnie martwi.
"Jestem kompozytorem i coś pewnie chciałem, ale już zapomniałem."

Awatar użytkownika
SzaryKocur
Fargi
Posty: 424
Rejestracja: czw, 23 lis 2006 01:31
Płeć: Mężczyzna

Post autor: SzaryKocur » czw, 12 lut 2009 18:39

Makro treść? Jakoś nigdy nie ruszało mnie ogólne przesłanie Lovecrafta, że człowiek to niby tylko owad dla Przedwiecznych. To mogę przyjąć do wiadomości jako jedną z właściwości świata, ale na emocje to chyba nie wpływa. Bardziej działa na mnie klimat, sposób narracji. Ogólnie. Nie ma tam akcji i gromady wygadanych bohaterów, zazwyczaj jest samotna, zagubiona postać, jej obserwacje i przemyślenia. Lubię też szokujące momenty, gdy jakieś zdanie, czy dwa, wywoła u mnie ciarki. U Lovecrafta to jest. A wzbudzić mój niepokój może nawet opis starej fotografii, czy tajemniczych zamkniętych drzwi. I to nie tylko w literaturze grozy ale też w zwykłych, nazwijmy to, przygodówkach.
Zakapturzone awatary rulez!
Wszystko co napisałem, to tylko moje prywatne zdanie.

Awatar użytkownika
Q
Pciuch
Posty: 1495
Rejestracja: wt, 25 lis 2008 18:01

Post autor: Q » czw, 12 lut 2009 19:17

Gesualdo pisze:Nigdy jednak nie bałem się opisywanych potworów w rodzaju Cthulhu.
No nie mów, że "Koloru..." się nie przestraszyłeś. Tego co zrobił z tych ludzi i tej okolicy. I tego jak się nieubłaganie rozszerza (jak jaka Strefa u Strugackich).
Gesualdo pisze:Tzn. ten mój strach to bardziej taki intencjonalny i życzeniowy. Ostatnio coraz mniej rzeczy powoduje u mnie to uczucie, co bardzo mnie martwi.
Znaczy: bałeś sie, bo b. chciałęś się bać? ;-)
SzaryKocur pisze:Makro treść? Jakoś nigdy nie ruszało mnie ogólne przesłanie Lovecrafta, że człowiek to niby tylko owad dla Przedwiecznych. To mogę przyjąć do wiadomości jako jedną z właściwości świata, ale na emocje to chyba nie wpływa. Bardziej działa na mnie klimat, sposób narracji. Ogólnie. Nie ma tam akcji i gromady wygadanych bohaterów, zazwyczaj jest samotna, zagubiona postać, jej obserwacje i przemyślenia. Lubię też szokujące momenty, gdy jakieś zdanie, czy dwa, wywoła u mnie ciarki. U Lovecrafta to jest. A wzbudzić mój niepokój może nawet opis starej fotografii, czy tajemniczych zamkniętych drzwi. I to nie tylko w literaturze grozy ale też w zwykłych, nazwijmy to, przygodówkach.
No tu wkraczamy na poziom gustibusa o którm się nie disputandum ;-)

Zauważę tylko po raz kolejny z uporem maniaka, że kiedy Lovecraft pisał to co pisał, takie poczucie maleńkości nie było udziałem ogółu - w ambitnej literaturze wszystko kręciło isę wokół człowieka, jego psychki, tworzonego przez niego społeczeństwa, przemian obyczajowych, kłopotów z konwenansami, zaś w mniej ambitnej dzielni herosi kopali tyłki i uwodzili baby nawet "poza najdalsza gwiazdą" ;-). Lovecraft przywrócił (odkrył na nowo?) ten metafizyczny lęk wobec ogromu Wszechświata, o którym przed nim mówił Pascal, i to bez pocieszającej religijnej perspektywy.
forum miłośników serialu „Star Trek”, gdzie ludzi zdolnych do używania mózgu po prostu nie ma - Przewodas

Awatar użytkownika
Gesualdo
Niegrzeszny Mag
Posty: 1752
Rejestracja: pn, 01 wrz 2008 14:45

Post autor: Gesualdo » pt, 13 lut 2009 17:32

Q pisze: No nie mów, że "Koloru..." się nie przestraszyłeś. Tego co zrobił z tych ludzi i tej okolicy. I tego jak się nieubłaganie rozszerza (jak jaka Strefa u Strugackich).
Koloru to ja niestety nie pamiętam. Ale coraz bardziej kusi mnie, żeby przeczytać jeszcze raz (a może po raz pierwszy?). Widzę, że chwalisz. Zresztą nie tylko Ty. Stephen King też gorąco polecał. Także proszę bez dalszych spojlerów:)
Q pisze:
Gesualdo pisze:Tzn. ten mój strach to bardziej taki intencjonalny i życzeniowy. Ostatnio coraz mniej rzeczy powoduje u mnie to uczucie, co bardzo mnie martwi.
Znaczy: bałeś sie, bo b. chciałęś się bać? ;-)
Coś w tym jest. Strach mnie fascynuje. Jeśli chodzi o moje próby pisarskie, to najbliżej mi do tej dziedziny. Bardzo często, wyobrażając sobie jakąś pełną grozy sytuację, czuję bardziej zainteresowanie i pociąg (bez skojarzeń). Oczywiście chodzi mi o takie bardziej fantastyczne przygody. Kalectwo i choroby są również straszne, ale to całkiem inna para kaloszy.
Widzę różnicę między strachem – jak ja to niezbyt wdzięcznie określiłem – życzeniowym a nieprzyjemnym uczuciem, gdy przysłowiowo chowamy się pod łóżkiem. Zdarza mi się doświadczyć i jednego i drugiego. Trochę plączę się w zeznaniach, ponieważ trudno mi ubrać w słowa to pierwsze uczucie. Nie jest to chłodne spojrzenie naukowca. Nie jest to również spojrzenie zdystansowanego maniaka horrorów, którego takie rzeczy jedynie przyprawiają o rechot. Ja się boję, ale w znacznie inny sposób. Choć przyznam, że czasami – zwykle po dobrym horrorze kinowym – potrafię się tak nakręcić, iż rzeczywiście zaczynam bać się ciemności, jak za młodzieńczych lat.
Kiedyś, za młodu, potrafiłem się bać bardzo wielu rzeczy. Miałem wtedy niezwykle bujną wyobraźnię (gdzie te czasy, gdy nawet moje własne opowiadanka potrafiły sprawić, że nie mogłem zasnąć?) I chyba nadal mam, tylko zdołałem ją w jakiś sposób ujarzmić. Bardzo pomocna była przy tym proza życia. Czego bardzo żałuję. Nie cierpię tych chwil, gdy patrząc na świat, widzę tylko… świat. Ten realny, przyziemny. Coraz częściej znika magia, ale ja się nie daję. Mam jeszcze w głowie setki różnych światów, do których potrafię uciec, kiedy tylko zechcę.
"Jestem kompozytorem i coś pewnie chciałem, ale już zapomniałem."

Awatar użytkownika
Q
Pciuch
Posty: 1495
Rejestracja: wt, 25 lis 2008 18:01

Post autor: Q » pt, 13 lut 2009 17:41

Gesualdo pisze:pociąg (bez skojarzeń)
Bez skojarzeń? No jakże ma mi się pociąg z Grabińskim (o niebo lepszym zresztą literacko od Samotnika) nie kojarzyć? ;-) Ech, magia ślepego toru... ;-)

(NMSP.)
forum miłośników serialu „Star Trek”, gdzie ludzi zdolnych do używania mózgu po prostu nie ma - Przewodas

DerCasparFriedrich

Post autor: DerCasparFriedrich » wt, 28 lip 2009 00:41

TAK!!! Na Lovecrafta zapadłem z dobre trzy lata temu. Styl ma jaki ma, nie wszystkie opowiadania są też "przetrawialne". Ale muszę mu oddać jedno - nieopisanie mnie wkręcił. Do dzisiaj, jego, nazwijmy to, "filozofia horroru" pozostaje moim wyznacznikiem pojmowania i przeżywania grozy. Nikt dla mnie nie przedstawia tak sugestywnie tak pokręconych historii. W TAKIM niepowtarzalnym klimacie ;]
Poza tym, co jak co ale do pewnych opowiadań, wracam kilka razy rocznie co zdarza mi się jedynie z pisarzami którzy naprawde do mnie trafiają a zaiste niewielu tam mam z działu fantasy/horror.

Powiem Wam że po niczym nie miałem takich schizów jak po "Snach w domu wiedźmy". Patrząc potem na rozgwieżdżone niebo czułem się nieswojo. Nieswojo też się czułem w starych wiejskich domach. Bez beki... ;P

A tak btw to zgadzam się z Gesualdo, Lovecrafta należy przyjmować w formie makrotreści. I rzeczywiście najbardziej u niego przerażające jest nie to co on Tobie podaje tylko to co Ty potrafisz sobie wyobrazić. A raczej czego nie potrafisz. I chyba za to lubię Lovecrafta, że on uruchamia we mnie jakiś prawdziwy strach umysłu. Strach mojej ludzkiej logiki i rozumienia mojego istnienia. Sugeruje że jestem częścią rzeczywistości której nie zna i nie pojmuje moja percepcja i straszy właśnie momentem zetknięcia się z tą rzeczywistością. A więc ten najczęstszy ludzki strach - przed byciem biernym wobec nieznanego.
I szczerze powiem że po Lovecrafcie mało rzeczy mnie potrafi przestraszyć. W tej sferze, sztuki nazwijmy ją.

Awatar użytkownika
Q
Pciuch
Posty: 1495
Rejestracja: wt, 25 lis 2008 18:01

Post autor: Q » wt, 28 lip 2009 18:42

DerCasparFriedrich pisze:Sugeruje że jestem częścią rzeczywistości której nie zna i nie pojmuje moja percepcja i straszy właśnie momentem zetknięcia się z tą rzeczywistością.
Bo też był chyba pierwszym, który tak w pełni, do końca zrozumiał intelektualne konsekwencje tego - jak by to ujął baron - przełomu einsteinowskiego. I to go przeraziło, popychając w obłęd.

Lem był drugim, ale się nie przestraszył.

(NMSP.)
forum miłośników serialu „Star Trek”, gdzie ludzi zdolnych do używania mózgu po prostu nie ma - Przewodas

Awatar użytkownika
Gesualdo
Niegrzeszny Mag
Posty: 1752
Rejestracja: pn, 01 wrz 2008 14:45

Post autor: Gesualdo » sob, 20 sie 2011 11:35

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.
"Jestem kompozytorem i coś pewnie chciałem, ale już zapomniałem."

Awatar użytkownika
kaj
Kadet Pirx
Posty: 1265
Rejestracja: śr, 28 wrz 2005 13:50

Post autor: kaj » wt, 11 paź 2011 10:52

Pozycją obowiązkową dla fanów Loverecrafta musi być Klucz do otchłani Somozy.

Awatar użytkownika
Ilt
Stalker
Posty: 1930
Rejestracja: pt, 02 paź 2009 15:45

Post autor: Ilt » wt, 11 paź 2011 11:03

Cthulhu (AFAIK) zadebiutował w anime.
Fate/zero. Scena dość drastyczna.
The mind is not a vessel to be filled but a fire to be kindled.

ODPOWIEDZ