Arkadij i Borys, jako też inni Rosjanie

czyli o naszych albo cudzych autorach i ich dziełach - wszystko co chcielibyście wiedzieć, a o co (nie)boicie się zapytać

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
nimfa bagienna
Demon szybkości
Posty: 5707
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 11:40
Płeć: Nie znam

Arkadij i Borys, jako też inni Rosjanie

Post autor: nimfa bagienna » ndz, 20 sie 2006 11:21

Proponuję oddać się tu namiętnej dyskusji na temat KOMKON-u.
Jeśli o mnie chodzi - rosyjska fantastyka - niezależnie od tego, czy pochodzi sprzed 30 lat, czy sprzed 3 - jest ogólnie dołująca. Wszystko jest pesymistyczne, ciemne, bez nadziei. Można sobie pogadać na temat uwarunkowań historycznych... może nawet będą jakieś ciekawe wnioski?
Zaraz zresztą zabieram się za 'Warana' Diaczenków i nie omieszkam podzielić się wrażeniami po przeczytaniu.
Tłumaczenie niechlujstwa językowego dysleksją jest jak szpanowanie małym fiutkiem.

Awatar użytkownika
eses
Psztymulec
Posty: 984
Rejestracja: sob, 01 paź 2005 19:59

Post autor: eses » ndz, 20 sie 2006 11:40

Skontruję - "Magom wszystko wolno" (też Diaczenków) jest dość optymistyczne w wymowie ;) Łukanienko zresztą generalnie też...
BB + PnL = 66,6%...
I więcej w formie książki nie będzie ;)

Awatar użytkownika
taki jeden tetrix
Niezamężny
Posty: 2048
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 20:16

Post autor: taki jeden tetrix » ndz, 20 sie 2006 12:20

Bo Łukianienko to (wspomoże mnie ktoś po polsku?) "wish fulfilment fantasy", w jakimkolwiek kostiumie by nie pisał :(
"Anyone who's proud of their country is either a thug or just hasn't read enough history yet" (Richard Morgan, Black Man)
"Jak ktoś chce sypiać ze skunksami, niech nie płacze, że mu dzieci śmierdzą" (Etgar Keret)

Awatar użytkownika
Romek P.
Pćma
Posty: 244
Rejestracja: wt, 30 sie 2005 21:05
Płeć: Mężczyzna

Re: Arkadij i Borys, jako też inni Rosjanie

Post autor: Romek P. » ndz, 20 sie 2006 14:32

Guslar nie jest dołujący. A nawet wręćz przeciwnie :)
Strona autorska: http://romualdpawlak.pl

Awatar użytkownika
Lafcadio
Nexus 6
Posty: 3193
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 17:57

Post autor: Lafcadio » ndz, 20 sie 2006 14:35

To co czytałem z Guslara doprowadziło mnie do wniosku, że jest to sprawnie napisane pisanie dla samego pisania. Nie użyję tu pewnego słowa, bo to słowo stało się inwektywą i nie oddaje tego co trzeba :P
Sorry, jestem dziecko innej epoki.
Ja mam śmiałość to panu powiedzieć, bo pan mi wie pan co pan mi może? Pan mi nic nie może. Bo ja jestem z wodociągów.

Awatar użytkownika
A.Mason
Baron Harkonnen
Posty: 4042
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 20:56
Płeć: Mężczyzna

Post autor: A.Mason » ndz, 20 sie 2006 15:29

Lafcadio pisze:Sorry, jestem dziecko innej epoki.
A moze Ty zwyczajnie poczucia humoru nie masz? :-P
A co czytales?

--
____________

Que bella koza, a jurna, ze ja cie sole!

Awatar użytkownika
nimfa bagienna
Demon szybkości
Posty: 5707
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 11:40
Płeć: Nie znam

Post autor: nimfa bagienna » ndz, 20 sie 2006 15:45

eses pisze:Skontruję - "Magom wszystko wolno" (też Diaczenków) jest dość optymistyczne w wymowie
Jeeeezu, w którym miejscu? Po przeczytaniu tej książki byłam chora.
Dla mnie to rzecz o prawie do uszczęśliwiania drugiego człowieka na siłę. Do stanowienia o tym, co można mu zrobić w środku, a czego nie można. Czy w ogóle jest takie prawo, czy własnym wnętrzrem każdy powinien raczej zająć się sam. Jeśli ktoś zna odpowiedź na te pytania, to gratuluję. Ja się poddałam.
W jaki absurdalny sposób kojarzy mi się ta książką z 'Mechaniczną pomarańczą'. Tam też było zapytanie o wewnętrzną wolność jednostki.
Tłumaczenie niechlujstwa językowego dysleksją jest jak szpanowanie małym fiutkiem.

Awatar użytkownika
eses
Psztymulec
Posty: 984
Rejestracja: sob, 01 paź 2005 19:59

Post autor: eses » ndz, 20 sie 2006 15:50

Popatrz, a we mnie w miarę czytania książki coraz bardziej wzrastał szacunek do głównego bohatera, że się tak tym manipulacjom, prośbom, groźbom nie poddawał, a na końcu podjął właściwą decyzję ;)
BB + PnL = 66,6%...
I więcej w formie książki nie będzie ;)

Anonymous

Re: Arkadij i Borys, jako też inni Rosjanie

Post autor: Anonymous » ndz, 20 sie 2006 17:59

nimfa bagienna pisze:Proponuję oddać się tu namiętnej dyskusji na temat KOMKON-u.
Jeśli o mnie chodzi - rosyjska fantastyka - niezależnie od tego, czy pochodzi sprzed 30 lat, czy sprzed 3 - jest ogólnie dołująca. Wszystko jest pesymistyczne, ciemne, bez nadziei. Można sobie pogadać na temat uwarunkowań historycznych... może nawet będą jakieś ciekawe wnioski?
Zaraz zresztą zabieram się za 'Warana' Diaczenków i nie omieszkam podzielić się wrażeniami po przeczytaniu.
Tak na piechotę:

"Piknik na skraju drogi" - życzenie Stalkera na końcu jest bardzo
optymistyczne. Całość jest pesymistyczna, fakt ale to ostatnie nie.
Strasznie mi się to podobało (pamiętam jak liczyłem objętość
butli z helem którą można zabrać na plecy i napełnić sterowiec o
kilkudziesięciokilogramowej nośności chociażny, plama albo superkompozyty,
zdecydyuj się fizyku sam, pozatym wodór jak już :)). Ogólne wrażenie
na plus. Reszta Strugackich (a zwłaszcza KOMKON) jest na minus jak nic,
tu się zgodze. "Sprawa zabójstwa" też (utrata kontaktu przez prymitywizm,
wplątanie obcych w porachunki mafijne), "Miasto skazane" to już w ogóle,
"Ślimak na zboczu" takoż, "W krainie purpurowych obłoków" coś słabo
pamiętam i nie mam w bibliotece, chyba kiepskie jest ogólnie jako proza.
"Poniedziałek zaczyna się w sobotę" jest dość optymistyczny ale to ogólnie
takie rozrywkowe jest. "Przenicowany świat" - koszmar, a że to w ogóle
wyszło :) Jeszcze to białe promieniowanie i nawały promieniste, coś jak
dziennik w TV. "Miliard lat do końca świata" - bohater się łamie. Nie
wiem jak to jest z rodziną, ja bym się postawił. Też pesymizm na całego.
"Niedoskonali" analogicznie. "Próba ucieczki" - okropność, te jutowe
worki i trupy na śniegu to mi się śniły w nocy. Powaga (a na horrorach
typowych to się śmieje zazwyczaj). "Przyjaciel z piekła" - też kiepskie
zakończenie. W końcu wrócił do siebie. "Eunomia. Niszczyciele planet"
To w ogóle było cienkie, coś jak produkcyjniak, bełkoty. Pominmy może.
"Drugi najazd marsjan" minus jak nic. Beznadzieja, bezradność.

"Dalekie szlaki" Sniegowa. Ramirowie czy jak im tam było zaprzyjaźnieni na
końcu, Mizara mi było bardzo żal (fakt) tak jak tej planety świerszczy. No
tu masz racje, mimo przyjaźni ozdobytej pesymizm zostaje, za dużo
rozpieprzu w galaktykach było. Minus.

"Wilcza krew" Diaczenków. Pesymistyczny obraz ludzi, parę błędów
logicznych w opowiastce chyba też jest (jak te owce używału kusz jak
nie miały quasirąk, ten co strzygł był zaćpany że się nie poznał czy
jak ? itp.). Ogólnie dołujące solidnie (zwłaszcza obraz zdegenerowanych
ludzi na jakiejś zagubinej handlowej planecie), fakt.

"Retronauci" Sawczenko - zubożył swoje życie, uratował ludzi. Tak jakoś
zdania nie mam, jego szef był przygnębiony stratą żony. Chyba też
na minus, jakies takie dołujące. "Algorytm sukcesu" też. "Odnajdzisz
się sam" - chyba na plus. Chociaż bali się militarnego zastosowania
wynalazku. Jak dla mnie jednak na plus.

Iwanowa "Ostatni eksperyment". Paskudny świat, paskudna bohaterka.
Dołujące jak nic, jeszcze te eutanazje, brrr.

G. Praszkiewicz "Ogniska światów" To było fajne, mimo że stracił
AI (o ile stracił). Plus.

Bułyczow. "Przełęcz / Osada". Dół jak nic. Jedyna słuszna droga to
postęp, nie ma powrotu, nie ma nic innego. I jakoś strasznie nieudolnie
sobie radzą. "Agent FX" Też. I te prymitywy na statku kosmicznym.
"Białe skrzydła kopciuszka" - Też na minus, gubią się biedacy w tych
możliwościach, nie mają automatów. "Bioformant i dziweczyna" też na minus,
dwa zejścia co najmniej i to w jakiejś takiej otoczce bohaterszczyzny.
"Bulwa", "Brontek", "Dwie krople na szklanek wina", reszta Guslaru to
jakieś takie pisaninki, nie warte wzmianki. "Żuraw w garści" Paskudne. Na
minus. "Biała śmierć" Jak dla mnie dołujące, stosunki społeczne itp. I
jeszcze te inne (poza ludźmi) istoty co też tylko obserwują.

"Planeta 412 bis" Jewgienija Gulakowskiego. Raczej pozytyw mimo jednego
zgonu :))

Bilenkin D. - "Grupa Laokoona" "Niedotykalska" - takie tam sobie, słabo
pamiętam. "Światło życia" Okropne. Co za zadufane ofermy, oślepić cały
świat. Minus jak nic. Bilenkin D. - "Uczeń czarnoksiężników" - to było
fajne o ile dobrze pamiętam treść, te zadanka heurestyczne itp. Tu plus.

Gołowanow J., Gusman J. "Kontakt" Plus i to mimo zimnowojennego świata.

Griesznow M. - Kwiaty Albarossy (KA) Pisaninka do poduszki (najlepsze
to lampowe radio z magicznym oczkiem :)) Taka tam sobie pisaninka,
inne jego też. Może pomińmy.

Bachnow W. - "Zgodnie z naukowymi danymi" O ile dobrze pamiętam to
paskudne jak nic (to jest o tym gościu co się chciał odnowić biologicznie
i psychicznie i pokasował sobie komputerowo pamięc wg algorytmu ważności
z priorytetem wiedzy a w tym skasował życiowe wspomnienia z żoną i ona
się zabiła chyba przez to, tak ?)

Ilja Warszawski - Ucieczka (Pobieg), tłum. Irena Lewandowska
Okropne, nowoczesny lagier i obietnica ucieczki. Minus i to na maksa. Że to
tam w ogóle poszło drukiem ...

Anatolij Dnieprow - "Twarzą do ściany"
Też zaniechali działania i spanikowali. Ogólnie dołujące, nie ma poznania
do końca.

"Dzień gniewu" - Sewer Gansowski
Paskudne. Ta atmosfera niemożliwości, beznadzieji. I postęp za wszelką cenę
(jest też film oparty o to, tam już Odarki są w instytucie jako personel,
jednego rozwalają jako profesora na wykładzie wysłannicy z
tego przegranego kraju i pod maską na tą paskudną mordę).

Pamiętam jeszcze parę treściowo bez autorów, też zdecydowanie na minus.
Z jakiejś antologii co poszłą w latach 80 jako jakaś rocznica czy coś
takiego. Jakiś nowoczesny lagier gdzie wysyłali gościa na planetę
odległą samego żeby w samotności odcierpiał karę (coś tam namieszał
a był chyba belfrem i padły trupy przez jego ucznia, słabo to pamiętam w
ogóle ale było fajne). Raz do roku łaczność przez radio z wybraną osobą,
chyba pół godziny. Mi się co prawda podobała by ta odsiadka (można było
zdaje się zabrać co się chce a całość na planecie była automatyczna i
heurestyczna więc wakacje jak nic z książkami i gratami, ja bym się nie
nudził za bardzo, 4 latka chyba, ale bym się z C i okolic tcp podszkolił
:))) ale ogólnie obraz społeczeństwa dołujący. Jacyś nauczyciele, ktoś
tam jeszcze i reszta. I to życie w grupie ...

Następne było podobne do "Próby ucieczki" Strugackich. Ladowali gdzieś
tam na planecie i gościowi ni to nawalił hibernator i ustały mu życiowe
funkcje ni to był podczas obrony Leningradu gdzie zaliczył zgon. Jakoś
uratował ten swój statek z resztą załogi, coś tam z wymiarami i
kolorami było przy okazji zmienione w zależności gdzie się znajował,
czy na statku czy w tej leningradzkeij obronie w okopie,
dołujące to było strasznie (okopowe sceny wojenne) i pokręcone.

Jakieś czytane w oryginale lata temu (ale mi to ciężko idzie) o
przyjaznych, inteligentnych ośmiornicach lądowych czy kimś koło tego
które chciały się opiekować ludźmi (było niebezpiecznie na planecie),
rozumiały myśli a dzielni astronauci zaczeli do nich strzelać bo bali
się wyglądu i pokaleczyli jedną okrpnie, później ją kurowali jak to się
wyjaśniło i po tym jak ocaliła komuś życie. Też dół.

Faktycznie, większość zdecydowanie dołująca. Nie da się ukryć. Trzeba by
w baze SQL wpisac, skrypt stworzyć i jakiś ranking ważności :)) ale
ogólnie jest minus jak nic. Zgadzam się z przedmówczynią. I to dołowanie
się jakoś pamięta i ono działa, nie tak jak na horrorach nawet z wojną,
ja się zazwyczaj śmieje a w żadnym przypadku nie boje, tu jest inaczej.

Awatar użytkownika
Korowiow
Ośmioł
Posty: 657
Rejestracja: wt, 25 paź 2005 13:59

Post autor: Korowiow » ndz, 20 sie 2006 18:44

Czy większość jest dołująca? Może ta zapamiętana wiekszość? Bo sądzę, że zapomniano już większość powieści o świetlanej przyszłości komunizmu(a nie wątpię, że ukazało się w kraju Rad mnóstwo tego).
Guslar jest pisany dla pisania? To złe postawienie sprawy. Można przyjąć, że Sienkiewicz tez pisał dla pisania, ale będzie to błędne. Bułyczow tworzący w socjaliźmie pisał, podobnież jak autor Trylogii, "ku pokrzepieniu serc". Może ta konwencja została wybrana po to, żeby uniknąć pisania agitkli wbrew woli( a taka rzecz miałaby miejsce, gdyby pisał np. powieści historyczne- np. car zły, dobrze, że nadszedł komunizm; car lepszy niż reszta Europy-Rosjanie mają misję uszczęśliwiania reszt świata i "kto podniósł miecz na matkę Rosję"). A do tego niektóre teksty guslarskie oparte były na świetnych pomysłach("Parowóz dla cara", czy "Rycerze na rozdrożach". A propos- przuważyliście podobieństwo Kuzynek do Rycerzy?).
Nieco poza wątkiem- moja ulubiona ruska fantastyka- "Mistrz i Małgorzata" i "Piknik na skraju drogi."
Zjednoczony blok wszelkiego wstecznictwa

Anonymous

Post autor: Anonymous » ndz, 20 sie 2006 18:59

Korowiow pisze: Czy większość jest dołująca? Może ta zapamiętana
wiekszość? Bo sądzę, że zapomniano już większość powieści o świetlanej
rzyszłości komunizmu(a nie wątpię, że ukazało się w kraju rad
mnóstwo tego).
No i te były dość dołujące. Cały KOMKON to się w jakiejś superkomunie
dzieje.
Korowiow pisze: Guslar jest pisany dla pisania? To złe postawienie
No dla forsy /okolic jak wolisz :))
Produkcyjniaki jak nic.
Zauważ że nawet w poście wyżej wymieniłem wiele opowiadań mających treść
konkretną a nie jakieś socjalbzdety i sprawdź sobie daty ich druku.

Awatar użytkownika
Korowiow
Ośmioł
Posty: 657
Rejestracja: wt, 25 paź 2005 13:59

Post autor: Korowiow » ndz, 20 sie 2006 19:08

Korowiow pisze: Guslar jest pisany dla pisania? To złe postawienie
No dla forsy /okolic jak wolisz :))
Produkcyjniaki jak nic.
Zauważ że nawet w poście wyżej wymieniłem wiele opowiadań mających treść
konkretną a nie jakieś socjalbzdety i sprawdź sobie daty ich druku.[/quote]

Czyli Bułyczow socjalbzdety pisał? Że w jego utworach socjalizm pokazywany był " z ludzką twarzą". Wybacz, ale to były humoreski- bez ideałów opozycyjnych typu Zajdla.
A że dla pieniędzy- Szekspir też pisał dla pieniędzy. Uważam, iż to nie ma nic do rzeczy, czy ktoś pisze nieźle dla kasy, dla laurów, czy dla idei. Chyba większość fantastyki pisana była dla kasy.
Zjednoczony blok wszelkiego wstecznictwa

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2210
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » ndz, 20 sie 2006 20:17

Na początku chciałem zaprotestować przeciwko tezie Nimfy, ale zbastowałem po lekturze posta js.
Wyciągnę za to inny aspekt "dołowatości" fantastyki rosyjskiej: jest dobrze napisana, postacie nawet żyjące w tak niesamowitym świecie jak w "Żuku w mrowisku" nie wydają się papierowe. W tekście nie czuję lęku przed konfliktem, nie ma obawy przed ukazaniem negatywnych cech głównego bohatera (tu kłania się Łukjanienko). Decyzje bohaterów są w podobnym stopniu motywowane rozumowo, jak i emocjonalnie - znakiem tego są ludźmi.

Cóż, chyba rzeczywiści w fantastyce rosyjskiej czuje się ten garb cierpienia w przeszłości. Po mojej niegdysiejszej wizycie w Rosji skłonny jestem podnieść tezę, że cierpienie jest naturalnym stanem matuszki. Moim zdaniem to bardzo dobrze przyprawia literaturę rosyjską.

Powiem Wam: z zasady dofinansowuję tylko autorów polskich. Jeżeli robię w księgarni odstępstwo od tej reguły, to głównie na rzecz Rosjan. Ostatnio akurat trafiłem na Łukjanienkę i zadziwił mnie, że "jedzie bez trzymanki" - wszyscy piszą jakieś takie s-f psycholololo, a u niego dalej śmigają rakiety. To bardzo miłe.
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
nimfa bagienna
Demon szybkości
Posty: 5707
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 11:40
Płeć: Nie znam

Post autor: nimfa bagienna » ndz, 20 sie 2006 20:22

Oj, napracowałeś się, js. Podziwiam. I zasadniczo się zgadzam. Powiem tylko, że czasy określają twórczość. Nie byłabym taka surowa dla wczesnych utworów Strugackich. Owszem, są pisane w duchu ustroju. To był signum temporis i tak było wszędzie. Ostatecznie nasz młody gniewny, Marek Hłasko, też popełnił ‘Bazę sokołowską’, a jakoś nie słyszałam, żeby ktoś miał mu to za złe.
Dołożę jeszcze swoje refleksje na temat dwóch książek, napisanych stosunkowo niedawno. Bez zbędnego wykładania kawy na ławę. Kto czytał, ten wie, kto nie czytał – może kiedyś przeczyta i też będzie wiedział.

Kir Bułyczow: 'Pole bitwy z lotu ptaka'
Mam mieszane uczucia. Z jednej strony ludzka podłość nie zna granic, a walki gladiatorów znano już w starożytności. Pomysł teatru wojny w miniaturze, z akcentem na słowo ‘teatru’ – wynaturzony, wstrętny i... tak bardzo ludzki, niestety. Jeśli chodzi o pochodzenie Garika - za dużo tego dobrego. Nie mógł być normalnym człowiekiem? Po cholerę tu jeszcze mieszać obcych?

Jewgienij Łukin: ‘Strefa sprawiedliwośći’
Najbardziej w tej książce podoba mi się to, jak narasta napięcie. Zwykłe mordobicie w bramie staje się preludium... No właśnie, do czego?
Tak, jestem zwolenniczką kodeksu Hammurabiego. Oko za oko, ząb za ząb. W świecie fizyki nosi to nazwę III zasady dynamiki Newtona, a w świecie porzekadeł ludowych sprowadza się do powiedzenia ‘Jak Kuba bogu, tak bóg Kubie’. Tylko że taka ślepa, mechaniczna sprwiedliwość, jak pokazano w książe... jest w jakiś zposób obrzydliwa.
No i otwarte zakończenie – coś, co uwielbiam. Wyobraźnia pracuje, każdy może sobie dośpiewać koniec zgodnie ze swoimi potrzebami i zapatrywaniami.

Flamenco=> Łukjanienko jakoś nie przypadł mi do gustu. Czytałam 'Tańce na śniegu' i 'Lorda z planety Ziemia'. Moim zdaniem autor zapatrzył się na amerykańską fantastykę z lat 50. i stara się dostosować swoją twórczość do tamtego stylu. Nie bardzo mu wychodzi, otrzymaliśmy dziwaczną hybrydę, która owszem, daje się czytać, ale (jeśli o mnie chodzi) nic ponadto. Ani wspomnieć, ani przeżyć, ani zapamiętać.
Tłumaczenie niechlujstwa językowego dysleksją jest jak szpanowanie małym fiutkiem.

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2210
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » ndz, 20 sie 2006 21:09

nimfa bagienna pisze: Flamenco=> Łukjanienko jakoś nie przypadł mi do gustu. Czytałam 'Tańce na śniegu' i 'Lorda z planety Ziemia'. Moim zdaniem autor zapatrzył się na amerykańską fantastykę z lat 50. i stara się dostosować swoją twórczość do tamtego stylu. Nie bardzo mu wychodzi, otrzymaliśmy dziwaczną hybrydę, która owszem, daje się czytać, ale (jeśli o mnie chodzi) nic ponadto. Ani wspomnieć, ani przeżyć, ani zapamiętać.
Ależ to właśnie ja postrzegam jako zaletę "twórczości" Łukjanienki! Czasem po prostu już mam dosyć tego przeżywania i wspominania. Jakoś mi nie pasuje pakowanie sobie w uchi muzyki ani radia, co można jeszcze robić w autobusie? To jest taka papka dla wyobraźni, trochę jak telewizja, tylko lepsza.

Poza tym, nie wiem, czy gust buduje się swoimi pierwszymi lekturami, ale jeżeli tak, to wszystko jasne - ja zaczynałem od lektury klasyków - Weinbaum, Kornbluth, Tanner, Wells, Asimov, Lem, a potem antologia Gunna "Droga do science-fiction". A później poszedłem do liceum :-) Zatem moje zamiłowanie do pętających się po galaktyce rakiet ma długie korzenie :-).
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

ODPOWIEDZ