Podświadomość, nadświadomość i inne cuda

czyli udowodnione lub nie zjawiska, względnie cuda-niewida oraz inne przejawy aktywności obcych

Moderator: RedAktorzy

Awatar użytkownika
No-qanek
Nexus 6
Posty: 3098
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Post autor: No-qanek » pn, 28 wrz 2009 14:48

Laske ziom: proszę. Tu jest całkiem dobrze wyjaśnione, jak formułować i sprawdzać tezy, zamiast bajać
Nie wie o tym w tym sensie, że te procesy decyzyjne i te banki pamięci nie są wystarczająco dobrze "okablowane" przez układ mowy, nie może więc o tym powiedzieć kolegom ani psychologowi, nie wiąże tego z pojęciami używanymi w komunikacji. Ergo nie jest to wiedza uświadomiona.
To raczej wątpliwe.
Jest wiele rzeczy, o których nie umiemy powiedzieć (np. o stanie jaki w nas wzbudza obraz Picassa), a są jak najbardziej swiadome.
Z drugiej strony, np. pod hipnozą mówimy o rzeczach, których świadomi nie byliśmy/nie jesteśmy.

Reakcja na podbródek jest raczej nieświadoma, jest przetwarzana, aż otrzymujemy świadomość tego, że przyjemnie nam się na Bożenę patrzy, przyjemnie spędza czas, etc.
Jednak nie na polu leczenia nerwic, a schorzeń poważnych, dysfunkcji.
Nie umiemy też leczyć SM. Czyli do leczenia stwardnienia potrzebny jest szaman?
A na razie widzimy tylko mózg. A umysłu jeszcze nikt nie widział.
Skoro nie widziałeś nigdy umysłu i nie wiesz, jak on wygląda to jak niby go zdefiniowałeś?
Nie wiemy jak umysł działa, ale próbujemy się dowiedzieć. Mamy bardzo silne przesłanki, że jest to wynik działania mózgu i endokrynologii.
Nie mamy za to, żadnych przesłanek za tym, że istnieją jakieś magiczne czynniki "spoza", a to, że chcesz, żeby tak było żadną przesłanką nie jest. Chyba, że przesłanką nt. twojej psychiki.
Ludzie często chcą widzieć dowody lub podnoszą nieistotne fakty do rangi dowodów, a tezy przeciwne umniejszają (np. nadają im taki sam religijny status, jak własnym tezom), aby "mieć rację", nie burzyć swojego światopoglądu (to temat o psychice, więc sobie pozwoliłem na taki tekst. Jeśli ktoś uważa, że to nie przystoi to wykasuję)
Jednakowoż albowiem twierdzenie, że jest tylko mózg, nie ma nic wspólnego z naukowością, raczej więcej z religią.
Na podstawie wielu, wielu badań wnioskujemy, że umysł to prawdopodobnie funkcja mózgu i hormonów - teraz pasuje?
Sam z ciekawości poszedłem jako królik doświadczalny na badania EEG oraz inne (założyli mi czepek, czujnik na palec i oko i wyświetlali zdjęcia), bo później przysłali mi mailem wyniki.
Zgadzam się. Neurologia jest teraz poziomie co najwyżej raczkowania.
A bez niej psychologia będzie skazana na wiele wątłych hipotez i brak pełnego obrazu.
Podobnie zresztą było z chemią. Póki nie pojawiły się nowoczesne metody, naukowcy byli skazani na wnioskowanie o naturze cząsteczek na podstawie stosunków atomów.
Oprócz tych nieszczęsnych fal bardzo popularne są obecnie badania fMRI. I mimo wielkiej wrzawy przy każdym odkrytym obszarze nie wprowadzają one praktycznie żadnej większej wiedzy, poza tym, że jakiś tam obszar mózgu może mieć jakiś związek z jakąś grupą odczuć, zachowań.
Czyli nie wiemy nic konkretnego.
Ale z embriogenezą jest nie lepiej ;-) Widać są duże problemy z wyjaśnieniem, jak z bardzo prostych elementów zrobić skomplikowane struktury.
I jednocześnie jedynym fizycznym objawem umysłu.
Zajmowanie się "niefizycznymi" objawami umysłu ma taki sam sens, jak spekulacje czy poza rzeczywistością nie ma rasy inteligentnych myszy.
Bardzo mi przykro, ale to co możesz poznać i ma jakiś sens, jest tym co możesz poznać i co ląduje pod naukę.
ale potrafimy go pokazać paluszkiem i powiedzieć "czerwone", czyli przekazać w komunikacie że zdajemy sobie z niego sprawę.
A jak nikt nie zrozumie to nie jesteśmy świadomi?

Nie mieszaj komunikacji i interpretacji ze świadomością.
Cóż, teza tak samo uprawniona jak moja.
Twoje "wydaje mi się" vs. setki tysięcy obserwacji?
Musisz mieć niewiarygodne ego.

1. Zatem jednak coś istnieje poza neuronami - ostatecznie choćby zapisana w układzie eltro-fizyko-chemicznym ciała informacja jako abstrakcja, którą można przenieść.
W fizyce mamy też "ruch", tzn. na tych neuronach są potencjały, one przeskakują, etc.
A co, jeżeli da się robić przeniesienie świadomości - tj. o ile ja rozumiem świadomość jako utożsamienie się z nośnikiem, to jeżeli przeniosę utożsamienie na inny obiekt, automagicznie oznacza to przeniesienie świadomości?
Tak samo, jak przeniesienie obraz dysku oznacza automagiczne przeniesienie np. twoich zakąłdek w przeglądarce.
Myślę, że ten kop jest kluczowy dla powstania/przeniesienia świadomości.
Jeśli masz na myśli, że trzeba przenieść cały "ruch" układu to się zgadzam.

A co z powstaniem nowej świadomości w naturalny sposób?
Uważasz, że gdzieś miedzy poczęciem a dzieciństwem następuje magiczny kop, którego nikt nigdy nie zauważył?
W ogóle taki kop wymagałby jakiegoś nagłego przeskoku miedzy nieświadomością a świadomością. A rozwój umysłu dzieci jest raczej płynny.
Tworząc klona przez cp -r /dev/Albiorix /dev/Albiorix-clone, w końcu dajemy mu kopa okrzykiem "Pobudka!" i w tym momencie mamy już nowego człowieka, z nową świadomością, a stary Albiorix siedzi obok. Ale może też stary Albiorix wyobrazić się w tej rurce i jeżeli zrobi to dość sugestywnie (w czym pomogą mu odpowiednie psycho-tropy), to przeniesie się do nowego nośnika, a stary będzie można oddać na transplanty.
A swoją drogą, to przy rozważaniach o świadomości tydzień temu wyszedłem właśnie od tego. Stworzenia nowego ciała i mózgu, aby uniknąć śmierci.
I co? Mamy dwóch mnie - każdy jest tak samo uprawniony. Kim jest ten "ja" sprzed rozdwojenia? Czy też tamten "ja" już nie istnieje?
Z tego doszedłem do wniosku o własnym (jako świadomości) nieistnieniu.
Ale to słabo opracowane, mam tylko jako szkice sztuki teatralnej.

Aha. Ogłoszenia parafialne.
Jak znowu przeczytam o miłości złożonej z wiązań peptydowych to mnie szlag trafi i stracicie uczestnika dyskusji.
A hasełka o pokorze i smutnym materialiźmie do mnie nie przemawiają.
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2210
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » pn, 28 wrz 2009 15:59

No-qanek pisze:
Jednakowoż albowiem twierdzenie, że jest tylko mózg, nie ma nic wspólnego z naukowością, raczej więcej z religią.
Na podstawie wielu, wielu badań wnioskujemy, że umysł to prawdopodobnie funkcja mózgu i hormonów - teraz pasuje?
Nie pasuje. Zmień słowo "wnioskujemy" na "przypuszczamy".
No-qanek pisze: A jak nikt nie zrozumie to nie jesteśmy świadomi?
To jest pytanie natury religijnej ;-)
No-qanek pisze: Twoje "wydaje mi się" vs. setki tysięcy obserwacji?
Uóu? Co te obserwacje zaobserwowały? Problem polega na tym, że jeszcze w liceum Cię uczyli, ale zapomniałeś: to, że czegoś nie widać, możemy uznać, że nie istnieje ROBOCZO. To było na lekcjach fizyki, kiedy psor mówił, że prawa formułuje się dla zdarzeń, które w danych warunkach się powtarzają - Z WYSOKIM PRAWDOPODOBIEŃSTWEM. Czasem bardzo wysokim. A potem mija pół wieku i prawo się zmienia, albo ogranicza jego stosowanie.
No-qanek pisze: Musisz mieć niewiarygodne ego.
Ten argument ostatecznie mnie przekonał, że masz rację.
No-qanek pisze: A co z powstaniem nowej świadomości w naturalny sposób?
Uważasz, że gdzieś miedzy poczęciem a dzieciństwem następuje magiczny kop, którego nikt nigdy nie zauważył?
Pół filozofii (albo więcej) powstało, bo się niektórym tak te potencjały na neuronach ten tego, że zaczęli się zastanawiać nad solipsyzmem, fenomenologią itp. Ze świadomością jest tak, że możemy twierdzić z całą pewnością (choć ja i z tym bym pole minował), że ja jestem świadomy, a wobec całej reszty zastosować test Turinga.
No-qanek pisze: W ogóle taki kop wymagałby jakiegoś nagłego przeskoku miedzy nieświadomością a świadomością. A rozwój umysłu dzieci jest raczej płynny.
I jak wyżej - gdzieś się zaczyna świadomość, ale gdzie? I nie mam zamiaru, choć czuję się w to wpychany, reprezentować tu poglądu, że jest to problem moralny. Moim zdaniem jest to pytanie dla nauki. Tylko na razie nie ma w ogóle aparatu badawczego do badania świadomości - bada się jej przejawy. Stąd swoboda w snuciu przypuszczeń.

Nie chcę się tu rozwodzić nad świadomością, która nie pamięta (bo skoro nie pamięta, to czy to przeżyła?), czy można z pamięci wyciąć na stałe jakieś fragmenty (vide z podświadomości). Czy to modyfikuje świadomość, czy to jest ta sama świadomość, czy może już inna, ale w tym samym mózgu?
No-qanek pisze: Z tego doszedłem do wniosku o własnym (jako świadomości) nieistnieniu.
[Tu odzywają się bębny i rozchodzi zapach tajemnych kadzideł. Podłoga wibruje od niskich dźwięków. W wielu rzędach stoją łysi mnisi i skandują:]
Obserwujący Dźwięki Świata Bodhisattwa, gdy praktykował głęboko Doskonałą Mądrość, w jednym błysku ujrzał pustkę pięciu składników (skandh) i uwolnił się od całego bólu i cierpienia.
Siariputro. Forma nie jest różna od pustki. Pustka nie jest różna od formy. Forma jest dokładnie pustką. Pustka jest dokładnie formą. Wrażenia, myśli, wola i świadomość są również takie.
Siariputro. Wszystkie zjawiska (dharmy) są aspektem pustki.
Nie rodzą się i nie umierają.
Nie są skalane i nie są czyste.
Nie zwiększają się i nie zmniejszają.
Tak więc w pustce nie ma formy, wrażeń, myśli, woli i świadomości.
Nie ma oczu, uszu, nosa, języka, ciała, umysłu.
Nie ma kolorów, dźwięku, zapachu, smaku, dotyku, zjawisk (dharm).
Nie ma widzenia, ani świadomości. Nie ma złudzeń ani kresu złudzeń.
Nie ma starości i śmierci, ani kresu starości i śmierci.
Nie ma cierpienia, przyczyny cierpienia, kresu cierpienia i drogi wyzwalającej z cierpienia.
Nie ma mądrości, ani osiągnięcia mądrości.
Ponieważ nie ma niczego do osiągnięcia, Bodhisattwa w oparciu o Doskonałą Mądrość ma serce-umysł wolne od przeszkód. Bez przeszkód, zatem bez lęku, oddzielony od złudnych jak sen myśli - to jest ostateczna Nirwana.
Buddowie trzech okresów urzeczywistniają Doskonałą Mądrość i osiągają Najwyższe Nieprześcignione Oświecenie - Annuttara Samiak Sambodhi.
Wiedz zatem, że Doskonała Mądrość jest formułą wielkiej mocy, wielkiego światła, najlepszą i nieprześcignioną, usuwającą całe cierpienie, jest Prawdą nie fałszem. Recytuj więc mantrę Doskonałej Mądrości:
GATE GATE PARA GATE
PARASAM GATE BODHI SWAHA!

[Bębny milkną, wraca zwykły zaduch uliczny, mnisi gdzieś znikają]
No-qanek pisze: Jak znowu przeczytam o miłości złożonej z wiązań peptydowych to mnie szlag trafi i stracicie uczestnika dyskusji.
Miłość złożona z wiązań peptydowych! Miłość jest złożona z wiązań peptydowych! Miłość jest złożona tylko z wiązań peptydowych! Miłość jest złożona tylko i wyłącznie z wiązań peptydowych! Peptydy i miłość to to samo! Niech żyje miłość peptydowa!
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
No-qanek
Nexus 6
Posty: 3098
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Post autor: No-qanek » pn, 28 wrz 2009 16:36

To jest pytanie natury religijnej ;-)
Dlaczego?
Już prędzej semantycznej.
A potem mija pół wieku i prawo się zmienia, albo ogranicza jego stosowanie.
I dlatego mamy przyjąć twoje "wydaje mi się"?
Pół filozofii (albo więcej) powstało, bo...
No dobra, ale co to ma wspólnego z powstawaniem nowej świadomości (u dziecka, płodu, etc.)?

O co z tym buddyzmem (?) chodzi to nie wiem i nie bardzo tego tekstu rozumiem.
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Awatar użytkownika
Albiorix
Niegrzeszny Mag
Posty: 1768
Rejestracja: pn, 15 wrz 2008 14:44

Post autor: Albiorix » pn, 28 wrz 2009 16:52

Nie umiemy opisać stanu jaki w nas wzbudza obraz Picassa ale wiemy że nam się podoba. To znaczy w mojej definicji ni mniej ni więcej tyle że nasz odbiór obrazu Picassa jest bardzo powierzchownie świadomy (gdzie "my" w przykładzie jest osobą nie znającej się za bardzo na sztuce) a większość odczuć to podświadome skojarzenia. Gdybyśmy poświęcili więcej uwagi analizie dzieła i/lub introwertycznie przyjrzeli się własnym odczuciom, bylibyśmy bardziej świadomi tego co nam się podoba w obrazie i tym samym bylibyśmy bardziej w stanie to opisać.
Jeśli pod hipnozą możemy opowiadać o rzeczach które normalnie były poza zasięgiem naszej myśli, to znaczy że przez hipnozę (inne/większe) obszary obszary naszego umysłu "pełnią honory" świadomości. Część nienormalnych stanów umysłu (jak hipnoza, efekty narkotyków, niedotlenienia czy problemów naczyniowych itd) mogłaby według mnie (to robocza teza) wytworzyć bardziej rozbudowaną alternatywną świadomą osobowość, gdyby pozostawać w tym stanie dość długo. Coś podobnego dzieje się z tego co rozumiem przy rozszczepieniu jaźni.

Podsumowując - mieszam komunikację ze świadomością celowo i z premedytacją, bo świadomość jest słabo określona a komunikacja czymś widocznym co można obserwować i badać. Cechą wspólną rzeczy których jesteśmy świadomi jest to że w mniejszym lub większym stopniu możemy o tym powiedzieć hipotetycznemu psychologowi - badaczowi świadomości. Cechą wspólną rzeczy których nie jesteśmy świadomi, czyli świadomie nie wiemy, jest to że o nich nie powiemy.

W oczywisty sposób świadomość jest tu stopniowalna. Noworodek / niemowlak jest minimalnie świadomy czegokolwiek. Ma mgliste pojęcia głodu, bólu, wygody, ciepła, światła i oczywiście bliskości rodziców z mamą na czele. Może komunikować swoje odczucia płaczem, później uśmiechem i machaniem rączkami. Z czasem jest świadomy coraz większej ilości rzeczy i równolegle może je komunikować lub może je poznawać przez komunikację (a nie tylko bezpośrednio przez zmysły). Kiedy dorośnie, wciąż może podnosić swój poziom świadomości przed edukację, ćwiczenia itd. Np sportowiec rozróżniający ból 25 mięśni i ścięgien jest bardziej świadomy swojego ciała niż przeciętny człowiek, a inżynier żywności jest bardziej świadomy tego co je. Wyższa świadomość czegoś oznacza więcej informacji i możliwość dokładniejszej analizy informacji jakie dostają zmysły, w tym informacji o własnym ciele i ewentualnie uczuciach albo i poglądach.
Zawsze wiąże się to z możliwością powiedzenia na dany temat więcej i/lub zrozumienia tego co mówią do nas inni.

Oznacza to niestety że ludzie młodzi, upośledzeni, pijani, albo np niedosłyszący są mniej świadomi niż średnia. Mój dalszy wniosek ewentualna etyka traktująca inaczej ludzi mniej i bardziej świadomym stoi na bardzo śliskim gruncie i raczej lepiej takiego wartościowania unikać.

W tym systemie świadomość jest produktem społeczeństwa. Wytwarza się przez interakcję z sobie podobnymi. Dziecko podnosi poziom świadomości własnego ciała przez to że rodzice mówią "gdzie jest nosek". Podnosi poziom świadomości własnych uczuć przez interakcję z ludźmi i nazywanie tych uczuć i ich objawów (jak np płaczu). Informacja uświadomiona od nieuświadomionej różni się tym że istnieje w obiegu społecznym lub przynajmniej stadnym, może stanowić część społecznego super-umysłu który uczy się i zbiera doświadczenia pokoleń.

Zwierzęta mają tyle świadomości co komunikacji w stadzie / roju. To by kwalifikowało np pszczoły do dumnego grona istot świadomych. Zachowania zaś zupełnie nie komunikowane, nawet coś tak zaawansowanego jak kocie polowanie - wrzucałbym do działań nie świadomych, odruchowych. Z tym że u zwierząt nie ma takiej przepaści między świadomością a podświadomością, ponieważ nie mają rozwiniętej cywilizacji. A cywilizacja to miliony informacji, skojarzeń, zasad i poziomów abstrakcji które rozbudowują świadomość.

edit: unikam błędu ortograficznego przez wycięcie trudnego słowa.
nie rozumiem was, jestem nieradioaktywny i nie może mnie zniszczyć ochrona wybrzeża.

Awatar użytkownika
No-qanek
Nexus 6
Posty: 3098
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Post autor: No-qanek » pn, 28 wrz 2009 17:35

Albi, mam wrażenie, że zbytnio sprowadzasz odbiór sztuki do podświadomych skojarzeń typu - ona ma podbródek o specyficznych proporcjach.
Tzn. te oddziaływania są bardzo subtelne, to raczej wzory wyładowań neuronów, aktywacje tych neuronów, które nic nie wyrażają, "roboczych".
Taka moja mała hipoteza.
Na pewno najwięcej można się dowiedzieć Z tego wykładu. Dla mnie to było kompletnie nowe spojrzenie

Ale chodzi mi generalne o to, że wiele odczuć to wynik zupełnie nieświadomych operacji mózgu. I nie należą one do naszej psychiki. To po prostu analiza bodźców, wzorów, etc.

Aczkolwiek ciekawe, co mógłby opowiedzieć człowiek pod hiponozą na temat odbioru dzieł, etc.
Cechą wspólną rzeczy których jesteśmy świadomi jest to że w mniejszym lub większym stopniu możemy o tym powiedzieć hipotetycznemu psychologowi - badaczowi świadomości. Cechą wspólną rzeczy których nie jesteśmy świadomi, czyli świadomie nie wiemy, jest to że o nich nie powiemy.
A co z tymi rzeczami, których opisać nie potrafimy? Przecież tego jest od groma. A możemy je zupełnie świadomie rozumieć.

A co do komunikacji. Możesz mieć pięć osób mówiących "słońce świeci", a każda z nich będzie miała co innego na myśli, inaczej będzie tego świadoma.
BA! Kto wie, czy nawet ta rozmowa na forum udaje się tylko częściowo, bo pojęcia w naszych umysłach wyglądają zupełnie inaczej.
Np sportowiec rozróżniający ból 25 mięśni i ścięgien jest bardziej świadomy swojego ciała niż przeciętny człowiek, a inżynier żywności jest bardziej świadomy tego co je.
A to tu już chyba mieszasz znaczenia świadomości.
świadomość
1. «zdawanie sobie sprawy z czegoś»
2. «wspólne dla określonej grupy ludzi poglądy i cele»
3. «stan przytomności»
4. «charakterystyczna dla człowieka zdolność poznawania i oceniania siebie i otoczenia»
Mówiliśmy o 4, to jest pojęcie z 1.
Zwierzęta mają tyle świadomości co komunikacji w stadzie / roju. To by kwalifikowało np pszczoły do dumnego grona istot świadomych. Zachowania zaś zupełnie nie komunikowane, nawet coś tak zaawansowanego jak kocie polowanie - wrzucałbym do działań nie świadomych, odruchowych. Z tym że u zwierząt nie ma takiej przepaści między świadomością a podświadomością, ponieważ nie mają rozwiniętej cywilizacji.
A tu jak dla mnie wielkie non sequitur.

O ile komunikacja ma znaczący wpływ na rozwój umysłowości. (Przyjęcie słownika pozwala na łatwiejsze eksplorowanie świata, niż gdyby ten słownik trzeba było samemu stworzyć).
Ale pewnie i bez komunikacji świadomość może się dobrze rozwinąć.
Tylko, że my tę świadomość oceniamy poprzez komunikację, stąd mogę się wziąć takie wnioski jak twój. A nie muszą (non sequitur) być poprawne.
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2210
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » pn, 28 wrz 2009 19:47

No-qanek pisze: O co z tym buddyzmem (?) chodzi to nie wiem i nie bardzo tego tekstu rozumiem.
Uśmiechnij się. :-)
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
No-qanek
Nexus 6
Posty: 3098
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Post autor: No-qanek » pn, 28 wrz 2009 19:55

Uśmiechnij się. :-)
Nic z tego, limit wyczerpany :P

Wczoraj mi znajomy opowiedział, że natknął się w tych tekstach buddyjskich na opowiastkę w stylu:

Idą mistrz i dwóch uczniów. Mistrz pyta pierwszego - Gdzie jest piekło?
Uczeń odpowiada - Piekło jest we mnie. Nie, nie - zaprzecza mistrze. Pyta drugiego - Gdzie jest piekło?
Drugi odpowiada - Piekło jest w tym kwiatku. I wtedy pierwszy uczeń upadł na kolana oświecony. :P

Już się z mistycznych opowieści wyśmiałem ;-)
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2210
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » pn, 28 wrz 2009 20:21

Nie zamierzam kontynuować tej dyskusji, czuję się pobity. Pięściami. Zostawię zatem tylko link do ciekawego artykułu.
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
No-qanek
Nexus 6
Posty: 3098
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Post autor: No-qanek » pn, 28 wrz 2009 22:34

Przykro mi, ale nie rozumiem, co mi imputujesz. Do mnie trzeba prosto.

Sam link ciekawy, tylko trochę rozwlekły.
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Lasekziom
Kadet Pirx
Posty: 1215
Rejestracja: ndz, 21 wrz 2008 12:49

Post autor: Lasekziom » pn, 23 sie 2010 01:37

Odkurzam temat.
To nie podświadomość się myli, lecz ludzie którzy nie doceniając jej złożoności wysuwała pochopne wnioski.
Podtrzymuję to, a także wcześniejszą opinię o tym, że sny nie są tylko zlepkiem nic nieznaczących obrazów.
Ktoś chce jeszcze raz wrócić do tej dyskusji?

moorea
Sepulka
Posty: 13
Rejestracja: wt, 05 kwie 2011 23:09

Re: Podświadomość, nadświadomość i inne cuda

Post autor: moorea » czw, 25 paź 2012 02:13

Wiem, że temat starawy, wręcz antyczny, ale może komos się przyda. Polecam książkę neurofizyka Davida Eaglemana Mózg incognito. Może się w am w głowach nieco rozjaśni...

Awatar użytkownika
padaPada
Sepulka
Posty: 38
Rejestracja: czw, 11 paź 2012 10:10

Re: Podświadomość, nadświadomość i inne cuda

Post autor: padaPada » czw, 25 paź 2012 13:24

No-qanek pisze:Już się z mistycznych opowieści wyśmiałem ;-)
To nie była opowieść, tylko koan. Ich nie da się zrozumieć tak, jak rozumie się np. przypowieści biblijne. Mają całkiem inną rolę. Jeśli człowiek chce je zrozumieć, to tak, jakby próbował zobaczyć na własne oczy fale radiowe.
Hikikomori

Awatar użytkownika
No-qanek
Nexus 6
Posty: 3098
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Re: Podświadomość, nadświadomość i inne cuda

Post autor: No-qanek » ndz, 28 paź 2012 23:40

Jeśli człowiek chce je zrozumieć, to tak, jakby próbował zobaczyć na własne oczy fale radiowe.
Taaaaa...
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

ODPOWIEDZ