Nasze pisarskie pomysły...

Żale i radości wszystkich początkujących na niwie.

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Xiri
Yilanè
Posty: 3950
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Nasze pisarskie pomysły...

Post autor: Xiri » pn, 05 lis 2007 14:37

Chciałabym nawiązać do wypowiedzi nimfy bagiennej z innego tematu:
Mam jeszcze jedna drobna uwage. Niech autor pisze o czyms, na czym sie zna.
Chodzisz do szkoly? Srodowisko szkolne to kopalnia pomyslow. W srodowisku szkolnym/uczelnianym mozna umiescic historie alternatywna, fantasy, horror. Jestes geodeta i czesto jezdzisz w teren? Super, jesli znasz atmosfere zapyzialych miasteczek, to ile wspanialych opowiesci mozna tam osadzic. Mieszkasz w Warszawie/Zakopanem/Bialymstoku? Umiesc akcje w tym miescie, bo wtedy nie wylozysz sie na szczegolach. Niektorzy pragna liznac wielkiego swiata i osadzaja swoja opowiesc np.
w Nowym Jorku, ktorego to Nowego Jorku w zyciu na oczy nie widzieli. A potem sie okazuje, ze Avenue Taka-i-taka krzyzuje sie u nich z Alley Taka-i-taka, podczas gdy w rzeczywistosci takie ulice dzieli piec kilometrow. I tak dalej. Znajomosc realiow to polowa drogi do sukcesu. Nie trzeba sie wtedy zaglebiac w niuanse w rodzaju: jest ten przedzial bojowy, czy go nie ma.

Masz rację, owszem, najlepiej pisać o tym, o czym się wie. Jeśli mieszka się w Paryżu, a nie w Sydnej, a kiedy chce się koniecznie pisać o tym Sydnej, należy co nieco się o nim dowiedzieć. Reguła ta nie dotyczy jednak historii sf, których akcja dzieje się na planecie X.
Jest jeszcze jedno odstępstwo od reguły: niektóry brzydzą się światem (np. ja) i dlatego w 90% akcje swoich historii umieszczają w jakiejś Nibylandii.

Jeśli o mnie chodzi, to otaczająca mnie rzeczywistość jest nudna jak but z lewej nogi, dlatego wolę przenosić akcje w miejsca, gdzie może się dziać coś ciekawego. Oczywiście bez przejrzenia paru publikacji tematycznych przed tym ani rusz! Puściłabym prędzej pawia niż napisałabym cokolwiek z akcją mającą miejsce w durnym biurze.

Jeśli chodzi o niuanse, to niektórym sprawia przyjemność pisanie o tym, o czym gdzieś wyczytali i czego są absolutnie pewni (bo np. to widzieli).

/E: Byk.
/E2: Odpiszę może jutro, bo muszę się zbierać.
Ostatnio zmieniony pn, 05 lis 2007 15:20 przez Xiri, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
nimfa bagienna
Demon szybkości
Posty: 7229
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 11:40
Płeć: Nie znam

Re: Nasze pisarskie pomysły...

Post autor: nimfa bagienna » pn, 05 lis 2007 14:55

Xiri pisze:Reguła ta nie dotyczy jednak historii sf, których akcja dzieje się na planecie X.
Za podobnie absurdalne stwierdzenia w przyszlosci dziekuje. Owszem, mozna znalezc kilka podobnych przykladow - Verne nie zeglowal 20 tysiecy mil pod powierzchnia wody, Arthur Clarke nie byl na Marsie, Jacek Dukaj nie zyl w swiecie wedlug Arystotelesa. Ale to sa autorzy, ktorzy pisali, zgromadziwszy spory zasob doswiadczenia. Ty jestes autorka baaaardzo poczatkujaca. Moze lepiej zaczac od wdrapania sie na maly pagorek, a nie od razu na Everest. Bo odpadniesz i zginiesz.
Xiri pisze: niektóry brzydzą się światem (...) Jeśli o mnie chodzi, to otaczająca mnie rzeczywistość jest nudna jak but z lewej nogi, dlatego wolę przenosić akcje w miejsca, gdzie może się dziać coś ciekawego.
A jesli o mnie chodzi, rzeczywistosc jest ciekawa, trzeba tylko chciec/umiec dostrzec to, co jest w niej ciekawe. Najciekawszym elementem tej rzeczywistosci sa ludzie. Nie nibylandzkie ksiezniczki, tylko sasiedzi. Z ich wszystkimi przemysleniami, klopotami i znakami zapytania. To stad bierze sie najwiecej swietnych pomyslow, nie ze swiata elfow tanczacych w swietle ksiezyca.
Owszem, mozna stworzyc nowa rzeczywistosc. Tylko do tego trzeba znac fizyke, miec rozeznanie w sprawach socjologicznych, liznac troche biologii, przesledzic przynajmniej fragment ewolucji naszego swiata. Inaczej otrzymamy plaski, dwuwymiarowy swiat, 346 replike Conana. I beda po nim biegac celofyzy.
Mozna tez umiescic swoja opowiesc w jakims bardzo egzotycznym srodowisku, np. w kregu kiperow winnych. Tylko ze wtedy latwo sie wylozyc, jesli nie odroznia sie liebfraumilch od chardonnay.
EDYTA: malenki dopisek.
Ostatnio zmieniony pn, 05 lis 2007 15:07 przez nimfa bagienna, łącznie zmieniany 2 razy.
Tłumaczenie niechlujstwa językowego dysleksją jest jak szpanowanie małym fiutkiem.

Awatar użytkownika
Ignatius Fireblade
Kameleon Super
Posty: 2710
Rejestracja: ndz, 09 kwie 2006 12:04

Post autor: Ignatius Fireblade » pn, 05 lis 2007 15:06

Dodam, że można też stworzyć własne miasto, osadzając je w naszej rzeczywistości, wzorując na tym, co się widzi. Ostatecznie, by poznać odpowiednie realia należy czytać literaturę, osadzoną we wspomnianych, lub "mądre książki".

Innymi słowy, Nimfa ma rację.
- Na koniec zadam ci tylko jedno pytanie. Co ci wyryć na nagrobku?
- Napisz: "Nie ma lekarstwa na brak rozumu".
"Black Lagoon" #10 Calm down, two men PT2

Awatar użytkownika
niewiem
ZakuŻony Terminator
Posty: 326
Rejestracja: wt, 27 gru 2005 14:13

Re: Nasze pisarskie pomysły...

Post autor: niewiem » pn, 05 lis 2007 15:13

Xiri pisze: otaczająca mnie rzeczywistość jest nudna jak but z lewej nogi, dlatego wolę przenosić akcje w miejsca, gdzie może się dziać coś ciekawego
Tym oświadczeniem mnie powaliłaś. Żaden pisarz nie stworzył świata choćby w ułamku tak bogatego jak ten, w którym żyjemy.
Poruszanie się szybciej od światła jest niemożliwe, a już na pewno nie pożądane, bo zwiewa czapkę.

Awatar użytkownika
Teano
Niegrzeszny Mag
Posty: 1603
Rejestracja: wt, 05 cze 2007 19:05

Post autor: Teano » pn, 05 lis 2007 15:33

Zdecydowanie zgadzam się z Nimfą. Swego czasu specjalnie się wybrałam do Skierniewic, bo akcja książki z pewnych powodów musiała zahaczyć o to miasto, a ja je znałam tylko z okien pociągu i z internetu. Więc specjalnie poszłam pozwiedzać, bo jak mogę pisać o czymś, o czym nie mam pojęcia?
Co do fantastyki, to wkładanie fantastycznego kostiumu bohaterom tylko z tego powodu, żeby uciec od luk w wiedzy IMHO mija się z celem. Luki i tak będzie widać, a kostium aż razić będzie swoją papierowością.
Najbardziej w pisaniu pociąga mnie to, że pisząc kolejny tekst rozwijam się, ponieważ muszę zgłębić dziedzinę, o której piszę. Kiedy akcja działa się na statku musiałam odkurzyć własne wspomnienia żeglarskie, prawie zamęczyć jednego z użyszkodników, który się niebacznie przyznał, że ma patent żeglarski i przekopać stosy literatury i papierowej i internetowej, oraz podpytać kogo się tylko dało. Dzięki temu dowiedziałam się na przykład kiedy wynaleziono koło sterowe i czym się sterowało, gdy takowego jeszcze nie było, jakie są typy ożaglowania itd. Oczywiście byłabym idiotką, gdybym teraz całą zdobytą wiedzę chciała wtłoczyć do tekstu, w tekscie jest może 0,00000000000000000000000000000001 tego, czego się dowiedziałam, ale nie byłabym w stanie prawidłowo opisać tego ułamka, gdyby nie cała reszta, dająca odpowiednią perspektywę.
Nawet jeśli opisuję miejsce, które znam, to wolę mieć pod ręką przynajmniej małą mapkę, żeby się nie machnąć. I nie ma tu znaczenia czy jest to obyczajówka, czy fantasy.
Ale własnie dlatego pisanie tak mi się podoba.
I zgadzam się z niewiemem w 200% ze
Żaden pisarz nie stworzył świata choćby w ułamku tak bogatego jak ten, w którym żyjemy.
Ale właśnie dlatego, że rzeczywistość jest tak bogata, czasem trzeba ją nieco "zubożyć" zeby tym jaskrawiej był na jej tle widoczny problem, jaki chcemy opisać. Przynajmniej tak rozumiem sens fantastyki. (Choć oczywiście nie jest to cały, ani jedyny sens)
Mordor walnął maczugą Orbana w łysy czerep. Po chwili poczuł to samo.
Umowa sporządzona została w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach,
po jednym dla każdej ze stron.

� Dżirdżis

Awatar użytkownika
Cień Lenia
Zwis Redakcyjny
Posty: 1429
Rejestracja: sob, 28 paź 2006 20:03

Re: Nasze pisarskie pomysły...

Post autor: Cień Lenia » pn, 05 lis 2007 17:32

Xiri pisze: Jest jeszcze jedno odstępstwo od reguły: niektóry brzydzą się światem (np. ja) i dlatego w 90% akcje swoich historii umieszczają w jakiejś Nibylandii.

Jeśli o mnie chodzi, to otaczająca mnie rzeczywistość jest nudna jak but z lewej nogi, dlatego wolę przenosić akcje w miejsca, gdzie może się dziać coś ciekawego.
Proponuję zatem nie pisać nic - wszystkie światy są tylko mniej lub bardziej zmodyfikowanym odpryskiem rzeczywistości. Piszesz S-F o kolonizacji jakiejś wyimaginowanej planety w wyimaginowanym układzie? Super. A skąd wziął się pomysł owej kolonizacji? Z tego nudnego jak but z lewj nogi świata, na którym żyjesz.

A co do miejsc, w których może dziać się coś ciekawego: dlaczego uważasz, że w biurze nic takiego mieć miejsca nie może? Pierwszy z brzegu tekst, który wpadł mi do głowy - Crackowi Szydercy Rhegeda. Akcja przez niemal cały czas toczy się w mieszkaniu, a mimo to ani przez moment nie przestałem czytać. Przykładów całe multum.

Awatar użytkownika
Meduz
Cylon
Posty: 1138
Rejestracja: ndz, 19 lis 2006 21:59

Post autor: Meduz » pn, 05 lis 2007 20:00

Xiri po prostu uparcie nie stara się dostrzec niczego ciekawego w naszym świecie. Nie ogląda tv. Dlaczego? Mogę się tylko domyślać. A na pewno jednym z powodów będzie ten, że nudna jest i nie ma w niej nic ciekawego.
Uważasz, że u Ciebie w biurze nic się nie dzieje? A co wiesz o tym, co dzieje się za drzwiami szefa? A co wiesz o tym, jakie jest prywatne życie ludzi z pracy? Może się okaże, że np. pod biurkiem szefa mieszkają gnomy, a w mieszkaniu koleżanki jest portal do nibylandii, itd.

Pisanie to stan umysłu, to chłonięcie wiedzy i otaczającego Cię świata, to dostrzeganie tego, czego nie widzą inni ludzie lub dodawanie tego "czegoś" w miejsca pozornie zwyczajne i opisywanie tych historii. Pisarz musi mieć otwarty umysł. Nie może zamknąć się tylko w swoim świecie. To, co czyni nas bogatymi, to inni ludzie. Howk!
Meduz Kamiennooki

- Lepiej się spytaj, co to daje?
- A co zabiera?

Awatar użytkownika
inatheblue
Cylon
Posty: 1108
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 16:37

Post autor: inatheblue » pn, 05 lis 2007 20:11

Z mojej strony stwierdzę tylko, że Farewelle to jest nic innego, jak Warszawa we mgle. Chociaż dokładniej - kilka miast naraz, z czego jedno pewnie jest Warszawą.
Rzeczywistość jest zbiorem puzzli i gliny do rzeźbienia, Xiri. Nie musisz jej opisywać dokładnie takiej, jaką jest. Masz tworzyć tylko wiarygodne iluzje.
A co do biura, voila, "Wszyscy jesteśmy podejrzani" Chmielewskiej i genialny "Lesio".
Mocz tenora i morderstwo personalnej za pomocą lodów...

Awatar użytkownika
Maximus
ZasłuRZony KoMendator
Posty: 640
Rejestracja: sob, 20 sty 2007 17:24

Re: Nasze pisarskie pomysły...

Post autor: Maximus » pn, 05 lis 2007 21:53

Xiri pisze:Jest jeszcze jedno odstępstwo od reguły: niektóry brzydzą się światem (np. ja) i dlatego w 90% akcje swoich historii umieszczają w jakiejś Nibylandii.
Może powtórzę przedpiśców, ale trochę na swój sposób chciałem powiedzieć, przepraszam... Wiesz, ten świat, ten skopany, beznadziejny, bezsensowny i ogólnie straszny, odrażający świat, którego tak nienawidzisz, to źródło, z którego wypływają wszystkie Nibylandie, jakie kiedykolwiek mogłabyś stworzyć. Jeśli kiedyś napiszesz coś, co nie będzie posiadało jakiegokolwiek elementu zaczerpniętego z rzeczywistości (mniejsza - będącego podobieństwem czy odbiciem), to powiedz. Uznam Cię oficjalnie za najlepszą pisarkę wszech czasów. Każdy najdrobniejszy element, o jakim piszesz, pochodzi z tego znienawidzonego świata. Nie możesz stworzyć prawdziwej Nibylandii. Po prostu wmawiasz sobie, że te papierowe byty są ciekawsze...
Nie zawsze...
To cecha skrajnego pesymizmu czy nawet depresji, taki pogląd. Nie jest to dobre. Szczególnie dla pisarza, ale o tym dalej.
Xiri pisze:Jeśli o mnie chodzi, to otaczająca mnie rzeczywistość jest nudna jak but z lewej nogi
Pisanie tekstów ciekawych i oryginalnych polega według mnie na tym, że pisarz prezentuje pewne spostrzeżenia, które na co dzień nam umykają; w ogóle sądzę, że pisarz zazwyczaj więcej zauważa, niż większość ludzi - nie zawsze, oczywiście, daleki jestem od generalizacji, ale pisarz to ktoś, kto potrafi się nawet najbardziej błahymi spostrzeżeniami podzielić. I wcale nie potrzebuje do tego jak najbardziej wyrafinowanych Nibylandii. Powiem więcej, odnosząc się do...:
Xiri pisze:Puściłabym prędzej pawia niż napisałabym cokolwiek z akcją mającą miejsce w durnym biurze.
I dlatego według mnie nie nadajesz się na pisarza, bo zupełnie ignorujesz rzeczywistość. Pisarz czerpie z rzeczywistości. To źródło inspiracji jego.
Dobry pisarz potrafi osadzić akcję nawet w "durnym biurze" - i stworzy świetne opowiadanie. Wierz mi, życiowe bądź nie - ale ciekawe.

Bo jak pisarz może bać się rzeczywistości?
Cokolwiek to było, mea maximus culpa.

Awatar użytkownika
Riv
ZasłuRZony KoMendator
Posty: 1164
Rejestracja: śr, 12 kwie 2006 15:09
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Riv » pn, 05 lis 2007 22:52

Uznam Cię oficjalnie za najlepszą pisarkę wszech czasów.
Nie uznasz, Maximusie.
Najprawdopodobniej takiego tekstu nie byłbyś w stanie zrozumieć, a - sądząc po dotychczasowych Twoich wsytępach - nie należych chyba do ludzi, którzy tym bardziej cenią tekst, im bardziej jest on niezrozumiały.
;)

- Od dawna czekasz?
- OD ZAWSZE.

Awatar użytkownika
Maximus
ZasłuRZony KoMendator
Posty: 640
Rejestracja: sob, 20 sty 2007 17:24

Post autor: Maximus » pn, 05 lis 2007 23:01

No dobra, przejrzałeś mnie :P. Ale hej, musiałem obiecać jakąś nagrodę, żeby zachęcić do podejmowania prób. Tak działają konkursy :D

Myślę że większość się zgodzi ze mną, jak słusznie zauważyłeś, Rivie, że proporcjonalnie do niezrozumiałości tekstu jego wartość literacka spada. I stąd wszystkie moje poglądy... bo Xiri chyba pomyliła, jak słusznie Kiwaczek zauważył (chyba jeszcze w temacie z którego ta dyskusja się w bólach zrodziła) tekst prosty z tekstem napisanym prostym językiem... i stąd cała afera.
Co nie przeszkadza mi wciąż twierdzić, że pisarz musi zgadzać się, że rzeczywistość jest jaka jest i świat istnieje. Niekoniecznie zaś musi pisarz tę rzeczywistość w pełni akceptować... ale to już inna sprawa. Na dziś życzę wszystkim dobrej nocy ze swej strony :)
Cokolwiek to było, mea maximus culpa.

Xiri
Yilanè
Posty: 3950
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » wt, 06 lis 2007 07:59

W domku zdążyłam trochę sobie popisać.
Odpowiedź dotyczy pierwszych trzech postów.
Nie będę cytować, tylko odpowiem tak ogólnie.

Nimfo bagienna
Widzę, że po raz kolejny pojawia się ten sam problem, czyli niezrozumiałość, kiedy odpuszczam szczegóły, sądząc, że niektóre rzeczy są oczywiste, że swobodnie można je pominąć. I chyba to jest błąd.
Co do tego tworzenia światów, to albo niedokładnie przeczytałaś mój post (przecież wspominałam, że należy doczytać o czymś, jeśli się o tym nie wie, a koniecznie chce się o tym pisać), albo miałaś na myśli co innego. Napiszę dokładniej o co mi chodziło, bo się nie zrozumiałyśmy.

Tworzenie nowych światów
Wspomniałaś, że można łatwo walnąć się na takich rzeczach, jak np. opis realnych ulic w opowiadaniu, które w rzeczywistości przecinają się pod kątem prostym, a w tekście leżą od siebie w odległości 5 km i są jeszcze równoległe. Że ktoś pisze, że szczecińska Brama Portowa leży obok Basenu Górniczego przy ul. Energetyków, kiedy Brama Portowa zakańcza ulicę Wyszyńskiego. W takim przypadku to jest masakra, ignorancja i lenistwo do sześcianu. Wspomniałam, że "rzeczywista wierność" nie dotyczy jakiejś nieistniejącej planety (nazwijmy ją Tytan), a Tobie skojarzyło się to od razu z wiedzą, jakąś geodezją, geofizyką, astronomią i geologią. Mnie chodziło o samą kreację rzeczywistości, topografię i układ miast na tym Tytanie, że można na jego powierzchni zbudować fikcyjne miasto i opisać prostymi słowami: budynek A znajduje się obok budynku B, obok rzeki Sakkan wznoszą się góry skaliste, hałdy znajdują się 2 km od kopalni, itd. Nie wiem, co ma tu być niby źle, kiedy takie miasto wcale nie istnieje i nikt zatem nie może się przyczepić do któregokolwiek elementu? W takim przypadku można stworzyć ustrój polityczny jaki się chce, można umieszczać miasto w dowolnej szerokości geograficznej, a samą planetę w odległości L od jej słońca. Chodziło mi tylko o coś takiego, nie o wyższą jazdę i, przykładowo, błędne umieszczanie drzew bananowych przy sosnach czy wapieni w pobliżu wulkanów.

Do pisania potrzebna jest wiedza. To jest tak oczywiste, że nawet o tym nie wspomniałam. Chyba tylko ostatni głupol brałby się za pisanie o czymś, o czym nie ma bladego pojęcia. Zarzucasz mi, że wiedzy nie posiadam. A ja się Ciebie zapytam, co Ty o mnie wiesz? ;) Przecież nawet mnie nie znasz. Co do języka to się zgadzam. Wprawdzie piszę już od wielu lat, ale niefachowo, tak do szufladki. Siada mi głównie frazeologia. To, że na zdjęciach wyglądam jak piętnastolatka nie oznacza, że nie mogę mieć... hmmm... kilka latek więcej. Może żyję od paru baktunów? Może Corteza pamiętam? Może zaczęłam studiować wyjątkowo późno, bo wcześniej nie miałam takiej możliwości? Dobra. Nie ważne... Lepiej być ostrożnym z takimi osądami, bo wyciągać pochopne wnioski jest niesłychanie łatwo... mając do dyspozycji posty z Internetu ;)
Wieku nie powinno się kojarzyć z mądrością i zapełnioną pamięcią RAM. W dzisiejszych czasach co drugi pięćdziesięciolatek dwudziestolatkowi do pięt nawet nie dorasta. Mamy akcelerację. Młodzi teraz chłoną wszystko jak gąbka.
A wracając do wiedzy.
W niektórych przypadkach można ją odrzucić i kierować się głównie logiką. Jeśli ktoś opisuje płaszczyznę duchów z innego wszechświata, gdzie rzucony kamień spada do góry, nie trzeba jeść ani pić, a duchy przemieszczają się dzięki myśli z prędkością światła, to fizykę bądź historię można o kant pupy trzasnąć. Sprecyzuję, że mam na myśli jakiś podświat opisywany od zera, fantastyczny, lecz spójny i przez to logiczny, gdzie nie doszukamy się powiązań z mitologią. Bo jeśli mitologia wchodzi w grę, to już inna sprawa kaloszy.
Pamiętam, że kiedyś dałam na forum opowiadanie, w którym bóg zachowywał się jak dresiarz. I upomniano mnie, że popełniłam błąd, bo przecież bogowie się tak nie zachowują. Zastanawiało mnie wtenczas tylko (i dalej zastanawia), czy ktoś z forum spotkał kiedykolwiek któregoś z bogów i przeprowadził z nim wywiad, że wie, co im wypada a co nie. To jest kolejny przykład, kiedy autor może wybujać ze swoimi fantazjami, bo przecież nie nagnie żadnych zasad fizyki, biologii czy psychologii.


Rzeczywistość realna a nierealna
Poruszanie tematu opowiadania zależy tylko od widzimisiów autora. Jedni (praktycznie ogromna rzesza ludzi) wolą czytać o przedstawicielach własnego gatunku, a drudzy może o wojnie gąsienic z biedronkami. Kwestia gustu.
I nie ma takiej zasady, że pisać należy wyłącznie o ludziach i burej rzeczywistości, jeśli ktoś w takowej obcuje. Może ktoś się brzydzi swoim otoczeniem i dlatego ucieka w marzenia? Może kogoś świat atakuje tylko za to, że ów jest odmiencem, żyje i oddycha? Tego właśnie nie znoszę w fantastyce. Fantastykę traktuje jako odskocznię od rzeczywistości i pewną formę rehabilitacji dla duszy. Piszesz, Nimfo, że autor powinna poruszać codzienne problemy w swoim opowiadaniu, bo przecież siedzi w tym i jego to dotyczy. To jest po prostu Twoja opinia.
Mnie z kolei aż mdli, gdy słyszę w kółko o kasie, przestępcach, chorobach i nowej sukience Matyldy. Od tysiącleci to samo... tylko gadżety się zmieniają. I jeszcze o tym czytać w książkach... Dla mnie to totalny masochizm i kala się przy tym honor PRAWDZIWEJ fantastyki.
Wspomniałaś, że Twoja rzeczywistość jest okey, że należy umieć otwierać oczy i dostrzegać coś więcej za kulisami codzienności. A czy to "dostrzeganie czegoś więcej", to nie jest już fikcja? Czy nie zahaczamy przypadkiem o marzenia? Ładne kwiatki można dostrzec zza szyby autobusu, owszem, lecz kolejną myślą przeciętnego człowieka pewnie będzie: "Magnolie rosną sobie przed Urzędem Skarbowym, a ja, kurde, nie mam na chleb".
Skoro przybliżyłaś mi własną rzeczywistość, ja przybliżę Ci moją. Ona jest do bani. Z ludźmi nie da się dogadać, a przedstawicieli mojego rodzaju na palcach można zliczyć i nie ma ich w pobliżu ;). W skrócie powiem, że to szok behawioralno-kulturowo-poglądowy. Boję się tego, co mnie otacza, nie rozumiem tego i dlatego opisuję światy dalsze, które bardziej mi odpowiadają, bez kaczek, bomb w metrze i czerwonych torebek, gdzie zamiast brudnych ulic z wądołami są stalopodobne nawierzchnie, gładkie jak szkło, bądź piękne plenery rodem z Władcy Pierścieni. Brakuje mi tego bardzo. Siedząc w tym, dobrze się czuję i sprawia mi ogromną przyjemność ciągnięcie akcji w takich miejscach. Dlatego tak bardzo podobał mi się "Pan Lodowego ogrodu" czy "Kłamca" a nie podobały "Jesienne Demony".

Za chaotyczność i bełkotliwość, jeśli takowe występują, bardzo przepraszam.

Awatar użytkownika
Meduz
Cylon
Posty: 1138
Rejestracja: ndz, 19 lis 2006 21:59

Post autor: Meduz » wt, 06 lis 2007 08:52

Żeby napisać cokolwiek na odpowiednim poziomie i co chwilę nie pytać na forum, jak coś się pisze, jak to będzie działało, a dlaczego nie wolno tego czy tamtego, itd., trzeba mieć sporą wiedzę i cały czas ją poszerzać. A wiedzę zdobywa sie z wiekiem i doświadczeniem.
Być może wielu nastolatków ma sporą wiedzę, ale niestety jest ona tylko teoretyczna. Pewna pani psycholog doradzała matkom, jak wychowywać dziecko. Wiedziała lepiej, w końcu była po studiach. A jak urodziła dziecko, cisnęła wszystkie książki w kąt, bo okazało się, że teoria ma się nijak do praktyki.

Żeby pisać trzeba mieć sporą wiedzę, a i tak wykorzystuje się zazwyczaj tylko jej fragment. Ale wiedza jest potrzebna, aby budowane światy były spójne.

Jak będę miał więcej czasu, to odpiszę na pozostałe Twoje uwagi.
Meduz Kamiennooki

- Lepiej się spytaj, co to daje?
- A co zabiera?

Awatar użytkownika
Teano
Niegrzeszny Mag
Posty: 1603
Rejestracja: wt, 05 cze 2007 19:05

Post autor: Teano » wt, 06 lis 2007 09:08

Generalnie mogłabym sie zgodzić z tym, co napisałeś powyżej, Meduzo Kamiennooki, ale z jednym zastrzeżeniem. Nawet przeogromna wiedza nie zwalnia od pytania, upewniania się, sprawdzania wszystkiego po sto czy dwieście razy. Czasem nam się wydaje, że coś wiemy, a okazuje się, ze w tym akurat kontekscie to "coś" działa zupełnie inaczej. Jak mówi przysłowie "tylko głupiec nie zadaje pytań" (albo jakoś tak).
Po drugie - piszącemu trudno być bezstronnym, a często jest to wręcz niemożliwe. Piszący wie, o czym opowiada, czytający nie. I właśnie pytanie jest po to, by piszący przekonał się czy input=output.
Jak mawiał Konrad Lorenz:
"Powiedziane nie jest jeszcze usłyszanym,
usłyszane nie jest jeszcze zrozumianym,
zrozumiane nie jest jeszcze tym, z czym się zgadzamy,
to, z czym się zgadzamy, nie jest jeszcze zastosowanym,
od zastosowania czegoś raz - drugi jest jeszcze daleka droga do stałej praktyki".
I działa to także na płaszczyźnie autor/czytelnik.
Tak więc dobrze, że są fora gdzie można pytać. To uczy tez pokory :)
Pozdrawiam z rana i miłego dnia zyczę
Mordor walnął maczugą Orbana w łysy czerep. Po chwili poczuł to samo.
Umowa sporządzona została w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach,
po jednym dla każdej ze stron.

� Dżirdżis

Awatar użytkownika
Meduz
Cylon
Posty: 1138
Rejestracja: ndz, 19 lis 2006 21:59

Post autor: Meduz » wt, 06 lis 2007 09:19

Kto pyta, nie błądzi!;-)
I zgadzam się z Tobą. Ja także się pytam o różne rzeczy, nawet jeśli kiedyś coś tam się uczyłem. Bo im więcej się wie, tym się wie mniej, parafrazując powiedzenie Sokratesa. Ale, co innego pytać o sprawy, które wymagają tylko uzupełnienia, czy potwierdzenia wiedzy, a co innego pytać, jak odmienia się jakieś słowo. Bo to ostatnie to można sprawdzić w słowniku.
Meduz Kamiennooki

- Lepiej się spytaj, co to daje?
- A co zabiera?

ODPOWIEDZ