Jak napisać bestsellera.

Żale i radości wszystkich początkujących na niwie.

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
inatheblue
Cylon
Posty: 1012
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 16:37

Post autor: inatheblue » pn, 07 gru 2009 22:52

Pasjami uwielbiam literaturę młodzieżową.
Np. wszystko, co w tym nurcie wytworzyła Le Guin :)
Ostatnio zabrałam się za Haydon i jej "Zaginione dzienniki Vena Polypheme'a", czyli o krasnoludzie-gołowąsie z umysłem praktyczno-inżynierskim i jego perypetiach. Niby quest, drużyna, a jakie to śliiiiiczneeeee! @_@
I napisz tu takie, człowiecze - toż to cholernie trudne zajęcie. :>

Awatar użytkownika
Maximus
ZasłuRZony KoMendator
Posty: 606
Rejestracja: sob, 20 sty 2007 17:24

Post autor: Maximus » wt, 08 gru 2009 00:08

Młodzik pisze:Edit: Laris - ja już nie pluję XD. Hmm... jakby to określić - w internecie jestem niezrównoważony psychicznie XD. Do pewnych wniosków dochodzę podłuższych przemyśleniach, a tu wyskakuję z postami co chwila i muszę się powstrzymać bo debila z siebie robię XD
Na żywo też po każdym wypowiedzianym zdaniu zamykasz oczy i szczerzysz zęby w uśmiechu?

Przepraszam, ale NMSP.

Co do fantastycznej literatury młodzieżowej, to wydaje mi się, że w Polsce można dzieła doń należące policzyć na palcach obu rąk. Brat czyta Kosika i jego serię o Feliksie, Necie i Nice, do głowy przychodzi mi jeszcze Białołęcka i jej Kroniki Drugiego Kręgu, które kiedyś czytałem.
A jeśli chodzi o niefantastyczną, to żałuję niezmiernie, że hity mojego dzieciństwa stają się coraz bardziej zapomniane... Niziurski, Nienacki, Zawada, Pagaczewski... TO była literatura młodzieżowa.
Cokolwiek to było, mea maximus culpa.

Awatar użytkownika
emigrant
Pćma
Posty: 224
Rejestracja: wt, 11 lis 2008 20:26

Post autor: emigrant » wt, 08 gru 2009 00:51

Maximus pisze: A jeśli chodzi o niefantastyczną, to żałuję niezmiernie, że hity mojego dzieciństwa stają się coraz bardziej zapomniane... Niziurski, Nienacki, Zawada, Pagaczewski... TO była literatura młodzieżowa.
Domagalik, Bahdaj, Szklarski, Centkiewiczowie, Siesicka dla dziewuch...
Łza się w oku kręci...
Indianin uzbrojony był w uk i tą mahawkę.

Awatar użytkownika
Ebola
Straszny Wirus
Posty: 12009
Rejestracja: czw, 07 lip 2005 18:35
Płeć: Nie znam

Post autor: Ebola » wt, 08 gru 2009 01:21

emigrant pisze:A Siesicka dla dziewuch...
Łza się w oku kręci...
Nie ma co łkać, ona cały czas pisze i wydaje :)
Jedz szczaw i mirabelki, a będziesz, bracie, wielki!
FORUM FAHRENHEITA KOREĄ PÓŁNOCNĄ POLSKIEJ FANTASTYKI! (Przewodas)
Wzrúsz Wirúsa!

Awatar użytkownika
Keiko
Stalker
Posty: 1801
Rejestracja: wt, 22 sty 2008 16:58

Post autor: Keiko » wt, 08 gru 2009 10:13

emigrant pisze:
Maximus pisze: A jeśli chodzi o niefantastyczną, to żałuję niezmiernie, że hity mojego dzieciństwa stają się coraz bardziej zapomniane... Niziurski, Nienacki, Zawada, Pagaczewski... TO była literatura młodzieżowa.
Domagalik, Bahdaj, Szklarski, Centkiewiczowie
Pytanie tylko czy te książki były dobra literaturą, czy przeciętną.
Mam do nich stosunek tak sentymentalny, że nie jestem w żaden sposób ocenić. A czytać drugi raz nie zamierzam :)

Awatar użytkownika
Alfi
Inkluzja Ultymatywna
Posty: 19192
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 10:29

Post autor: Alfi » wt, 08 gru 2009 10:23

A wciąż bardzo trudno o coś nowszego, a równie dobrego...
Le drame de notre temps, c’est que la bêtise se soit mise à penser. (Jean Cocteau)

Awatar użytkownika
emigrant
Pćma
Posty: 224
Rejestracja: wt, 11 lis 2008 20:26

Post autor: emigrant » wt, 08 gru 2009 10:55

Ebola pisze:
emigrant pisze:A Siesicka dla dziewuch...
Łza się w oku kręci...
Nie ma co łkać, ona cały czas pisze i wydaje :)
Dobra, już się nałkałem i nie łkam więcej. Fakt, że nie trzymam ręki na pulsie literatury dla młodzieży jak by wypadało...
Indianin uzbrojony był w uk i tą mahawkę.

Awatar użytkownika
Ebola
Straszny Wirus
Posty: 12009
Rejestracja: czw, 07 lip 2005 18:35
Płeć: Nie znam

Post autor: Ebola » wt, 08 gru 2009 12:41

Ja też nie :) ale jakoś mi się niedawno rzuciła w oczy, chyba na wirtualnej, na ksiązkach i pierwsza moja myśl to ona jeszcze żyje?!!! Tymczasem, nie dość, że żyje, to jeszcze wydaje minimum jedną książkę rocznie :) Dla małolat! znaczy na bieżąco musi być kobieta. Szacun, normalnie. Jest z 1928 roku :)
Ja też tak poproszę :)
Jedz szczaw i mirabelki, a będziesz, bracie, wielki!
FORUM FAHRENHEITA KOREĄ PÓŁNOCNĄ POLSKIEJ FANTASTYKI! (Przewodas)
Wzrúsz Wirúsa!

Awatar użytkownika
Maximus
ZasłuRZony KoMendator
Posty: 606
Rejestracja: sob, 20 sty 2007 17:24

Post autor: Maximus » wt, 08 gru 2009 12:51

Keiko pisze:Pytanie tylko czy te książki były dobra literaturą, czy przeciętną.
Szczerze, to nawet nie zamierzam tego sprawdzać, może istotnie sentyment do nich zaciemnia mi obraz - ale faktem jest, jak mówi Alfi, że niezależnie od jakości, od tamtych czasów nie pojawiło się jeszcze nic choćby porównywalnego. Chociaż może na to spoglądam ze złej strony; patrząc na brata i jego towarzystwo, nie za bardzo jestem w stanie ocenić, jaką literaturę młodzież teraz czyta, bo raczej widzę, że czytanie jest passe. Jak mu podsunąłem coś z własnej biblioteczki wzmiankowanych już autorów, to stwierdził, że "nic nie rozumie z tych książek" - po roku przestałem go na siłę częstować. Nie wiem, z czym to jest związane, to nierozumienie - prawdopodobnie z tym, że lektury dobiera się coraz głupsze i nie ma w nich wiele takich, które mogłyby zachęcić do samej idei czytania, że się nie rozmawia o wrażeniach wywołanych lekturą, ale o tym, jak jest zbudowana (dodatkowo rozważając biografię autora i motywacje historyczne), że nie mówi się o bohaterach, że dzieła mają pokazać, co się działo w konkretnej epoce literackiej, a nie stanowić przedmiot osobnego rozważania, że naprawdę łatwiej jest siąść przed monitorem i w coś zagrać...
Czasem mam nawet taką irracjonalną radochę, jak widzę gimnazjalistki czytające trylogię Meyer - no COŚ chociaż czytają, może na dzisiejsze czasy to i tak dobrze...

Brakuje w tym systemie edukacji wyraźnego przekazu, mówiącego, że książki są dla ludzi, nie dla uczniów i polonistów. Przecież najczęściej jedni i drudzy mają już tych znienawidzonych, wielkich dzieł po prostu dosyć.

No to skąd jakikolwiek bestseller na poziomie, jak nie ma tego poziomu? Wg. mnie książki tych autorów, o których rozmawialiśmy, pewien poziom jednak wyznaczały.

A może w ogóle źle myślę.
Cokolwiek to było, mea maximus culpa.

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2210
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » wt, 08 gru 2009 13:25

Maximus pisze: Czasem mam nawet taką irracjonalną radochę, jak widzę gimnazjalistki czytające trylogię Meyer - no COŚ chociaż czytają, może na dzisiejsze czasy to i tak dobrze...
Znowu dryf ;-)
A ja mam radochę, kiedy moje zupełnie nieletnie córki pobiją się o książkę "Czerwony kapturek", albo zrobią awanturę w drodze do babci, że rodzice ośmielili się zapomnieć im przypomnieć, żeby zabrały ze sobą zapas lektury (one są jeszcze analfabetkami). Myślę, że to dobrze wróży na przyszłość.

EDIT:
I do tematu. Może mniejsza podaż książek dla młodzieży jest złudzeniem? A może po prostu kiedyś ludzie potrafili odnaleźć w sobie tą świeżość postrzegania i napisać coś "trochę bardziej dziecinnego"? Jak się tak zastanowić, to może wyjść wniosek, że przecież najłatwiej pisać literaturę o samym sobie i do tego na poważnie. A pisanie to raczej rozrywka dla dorosłych.
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
emigrant
Pćma
Posty: 224
Rejestracja: wt, 11 lis 2008 20:26

Post autor: emigrant » wt, 08 gru 2009 16:08

Keiko pisze: Pytanie tylko czy te książki były dobra literaturą, czy przeciętną.
Mam do nich stosunek tak sentymentalny, że nie jestem w żaden sposób ocenić. A czytać drugi raz nie zamierzam :)
Były dobre. Sentyment, sentymentem, ale były dobre.

Weźmy takiego Niziurskiego. Nie licząc pierwszych gniotów z lat 50-tych typu młodzież ratuje kopalnię, którą imperialistyczni agenci chcieli zatopić, czy udaremnić jej uruchomienie ( Księga urwisów i jeszcze parę), były to książki bardzo wychowawcze i to w najlepszym tego słowa znaczeniu. Były tam podane w atrakcyjnej formie (pamiętam, że czytało się je jednym tchem) i z humorem podstawowe i uniwersalne wartości, których młody powinien się nauczyć: że pewnych rzeczy się nie robi, że żarty mają swoje granice, tak samo lojalność wobec kumpli, że dziewczyny to też ludzie, że, w co było też trudno uwierzyć nauczyciele tak samo, że trzeba chronić słabszych, że trzeba zadośćuczynić gdy się zrobiło coś złego, uczyły odwagi cywilnej przyznania się do błędu, że trzeba brać odpowiedzialność za własne czyny, że przyjaźń to ważna rzecz ale tak samo jak lojalność ma swoje granice. Bohaterowie tych książek uczyli się wszystkiego na własnych błędach, "w praniu" bez taryfy ulgowej. Niech za przykład posłuży zbiór opowiadań tego autora pt. "Trzynasty występek". Chociażby tam to wszystko jest. Co ważne były to książki "obyczajowe", w których do podania tych wszystkich wartości służyły sytuacje z życia wzięte, najczęściej w szkole i w domu.
Indianin uzbrojony był w uk i tą mahawkę.

Awatar użytkownika
in_ka
Fargi
Posty: 444
Rejestracja: ndz, 25 mar 2007 22:26

Post autor: in_ka » wt, 08 gru 2009 16:42

Maximus pisze:(...)Chociaż może na to spoglądam ze złej strony; patrząc na brata i jego towarzystwo, nie za bardzo jestem w stanie ocenić, jaką literaturę młodzież teraz czyta, bo raczej widzę, że czytanie jest passe. Jak mu podsunąłem coś z własnej biblioteczki wzmiankowanych już autorów, to stwierdził, że "nic nie rozumie z tych książek" - po roku przestałem go na siłę częstować. Nie wiem, z czym to jest związane, to nierozumienie - prawdopodobnie z tym, że lektury dobiera się coraz głupsze i nie ma w nich wiele takich, które mogłyby zachęcić do samej idei czytania, że się nie rozmawia o wrażeniach wywołanych lekturą, ale o tym, jak jest zbudowana (dodatkowo rozważając biografię autora i motywacje historyczne), że nie mówi się o bohaterach, że dzieła mają pokazać, co się działo w konkretnej epoce literackiej, a nie stanowić przedmiot osobnego rozważania, że naprawdę łatwiej jest siąść przed monitorem i w coś zagrać...
Czasem mam nawet taką irracjonalną radochę, jak widzę gimnazjalistki czytające trylogię Meyer - no COŚ chociaż czytają, może na dzisiejsze czasy to i tak dobrze...
(...)
A może w ogóle źle myślę.
A może pewnych aspektów zjawiska jeszcze nie dostrzegłeś?

Polecam ciekawy esej Jakuba Lubelskiego.
Maximus pisze:(...)Brakuje w tym systemie edukacji wyraźnego przekazu, mówiącego, że książki są dla ludzi, nie dla uczniów i polonistów(...)
Maximusie, nie bardzo rozumiem. Mógłbyś wyjaśnić jak to według Ciebie miałoby wyglądać?

Awatar użytkownika
Maximus
ZasłuRZony KoMendator
Posty: 606
Rejestracja: sob, 20 sty 2007 17:24

Post autor: Maximus » wt, 08 gru 2009 18:28

in_ka pisze:Maximusie, nie bardzo rozumiem. Mógłbyś wyjaśnić jak to według Ciebie miałoby wyglądać?
Myślę, że oprócz zaśniedziałego "kanonu" powinno się uczniom podsuwać również literaturę rozrywkową, popularną. Całe życie stykałem się z polonistami, którzy tego typu dzieła krytykowali, uznając jedynie Literaturę przez wielkie L, aż np. ja przestałem pisać prace, zawierające jakiekolwiek odwołania do fantastyki. Spotykałem się (ze strony polonistów) z argumentami, że tej i tej książki nie znają, więc proszę nie podawać przykładu, spotykałem się też z nieprawdziwymi insynuacjami na temat, że literatura rozrywkowa jest gorsza i (sic!) służy "tylko" rozrywce (bo przecież każde dzieło musi poruszać tematy "uniwersalne", "ponadczasowe" i "wzniosłe"...), że "człowiek inteligentny" nie powinien czytać tych bzdur. Dla tych ludzi liczyła się tylko literatura realistyczna.

Poza tym mam paru znajomych, którzy studiują polonistykę - strach mnie bierze na myśl, że tacy ludzie, jak oni, będą uczyć moje dzieci władania mową ojczystą. Owszem, są wyjątki, które oceniłbym in plus, ale to - niestety - właśnie wyjątki. Wszyscy oni będą musieli dostosować się do (brr) "programu" i uczyć patrzenia na literaturę od strony "klucza". Wszyscy oni będą musieli kazać pisać schematyczne prace i schematycznie je oceniać.

Poza tym absolutnie do wyrzucenia są według mnie wszelkie rozprawki i tego typu prace, które mają niby nauczyć czegokolwiek. Tak samo nowa matura i "klucz".

Kiedy uczyłem się w gimnazjum i liceum, naprawdę starałem się być indywidualistą i trzymać własnych poglądów, pomimo, że wiele moich prac oceniano dość nisko (i nigdy ze względu nie język, zazwyczaj dlatego, że nie trzymały się "klucza"), i do tej pory robi mi się niedobrze na myśl, że kiedykolwiek jeszcze w życiu miałbym napisać rozprawkę albo opowiadanie na zasadach takich, jak obecne maturalne. Naprawdę nie uczy to czegokolwiek pożytecznego, bo osobiście nie znam nikogo, kto nie zdałby takiej matury, a wierzcie mi - wiele z tych osób nie powinno było przejść dobrze skonstruowanego egzaminu. Osoby te mają potem problemy w życiu, bo nie potrafią się komunikować, nie umieją napisać CV, poprawnie wypowiedzieć publicznie kilku zdań, nie nauczyli się na języku polskim niczego przydatnego, ale za to potrafią wymienić epoki literackie i powiedzieć, do jakiego Towarzystwa przynależał Mickiewicz. Umieją znaleźć środki stylistyczne w wierszu, ale nie cierpią czytać wierszy w ogóle, i wcale im się nie dziwię - interpretacja tak, ale analiza dla zainteresowanych, nie dla wszystkich.

Mam jeszcze więcej przemyśleń na ten temat, oczywiście popartych głównie własnym doświadczeniem, ale nie za bardzo mam czas, żeby się rozpisywać, zresztą to już prawie zupełne zejście z tematu. Poczułem się jednak zobligowany wyjaśnić, co miałem na myśli. Z tego, co napisałem powyżej, wynika właśnie to podejście do czytelnictwa, nad którym ubolewałem - naprawdę wiele osób, które znam, skądinąd inteligentnych przecież, uważa, że literatura była do czytania w szkole, i trudno przekonać ich do tego, że i dla siebie coś mogą znaleźć. Coś, co ich zainteresuje, i podczas czytania czego nie będą musieli zwracać uwagi na najważniejsze zwroty akcji, bohaterów, ważne cytaty; coś, czemu będą mogli dać się porwać. I mieć z tego jakąś wewnętrzną radość, satysfakcję.

Dwie osoby udało mi się tak zarazić czytaniem i uważam to za swój osobisty sukces.

I na tym może skończę offtopa z mojej strony.
Cokolwiek to było, mea maximus culpa.

Awatar użytkownika
Młodzik
Yilanè
Posty: 3687
Rejestracja: wt, 10 cze 2008 14:48
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Młodzik » wt, 08 gru 2009 18:54

Odpowiedź offtopową zapodam.
Z czymś takim właśnie się męczę. Choć mam niezłą polonistkę, która poza lekcjami podsunie kilka ciekawych książek, to na samych zajęciach trzyma się klucza, bo musi. Tak więc choć wysilam szare komórki jak tylko mogę na wypracowaniach i testach czytania z zrozumieniem to nigdy nie mam wyższej oceny niż 3. Bo tego a tego nie wymieniłem, a powinienem to wymienić. Zresztą obecnie wszystkie wypracowania maturalne sprowadzają się do analizy postaci/powieści/motywu w oparciu o podany fragment. I trzeba z tego wragmentu wszystko wypisać, choćby to była najoczywistrza rzecz.

Nawet czytanie lektur staje się horrorem. Nie, że tragiczne (bo przyznam, że większość bardzo mi sie podoba), ale pytania są tak horrendalnie wyśrubowane i nieistotne dla całości, że można sie załamać. Podam jedno, które najbardziej wryło mi sie w pamięć: "Wymień przynajmniej cztery tańce jakie tańczono podczas pierwszego spotkania Wertera i Lotty".

Awatar użytkownika
in_ka
Fargi
Posty: 444
Rejestracja: ndz, 25 mar 2007 22:26

Post autor: in_ka » wt, 08 gru 2009 19:48

Maximus pisze:(...)I na tym może skończę offtopa z mojej strony.
To i ja również kończąc doprecyzuję.

Mówisz o bardzo wielu zagadnianiach, z których częścią można się zgodzić,
ale mylisz się w kwestii zasadniczej.
"Przekazy" i nauka etosu to zadanie rodziców. "System edukacyjny" ma poziom wiedzy kwantyfikować.

ODPOWIEDZ