F 55

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
taki jeden tetrix
Niezamężny
Posty: 2276
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 20:16

F 55

Post autor: taki jeden tetrix » śr, 22 lis 2006 09:54

Czytam sobie recenzje, bo lubię, i po wchłonięciu oceny "Operacji Dzień Wskrzeszenia" autorstwa Margot (La Reine, bez dwóch zdań) pozostaje mi tylko stwierdzić: Fritz Leiber miał, skubany, sprawną kryształową kulę. Albo coś. Bo tak: w 1958 roku napisał powieść "The Silver Eggheads" (skończyłem czytać dwa dni temu, dlatego taki mądry jestem :D ) o rynku wydawniczym dość odległej przyszłości - satyrę, jak sam tytuł wskazuje. I to jest, proszę ja was, idealne proroctwo. Pisaniem książek zajmują się u Leibera maszyny zwane "wordmills" - jak by nie patrzeć, "fabryki słów". Są co prawda żywi pisarze, lecz w większości zajmują się oliwieniem fabryk i pozowaniem do zdjęć na tylne strony okładek. Wyroby "fabryk" określane są jako "wordwooze" - "słowomąt", proza wchłaniana idealnie, lecz równie idealnie znikająca z pamięci po "konsumpcji", lekko uzależniająca, ale próby ponownego przyswojenia tej samej książki wywołują u czytelnika rosnącą irytację. Bohater, jeden z tych "pisarzy", pragnąc w pewnym momencie dać odpór tezie o błahości "słowomątu" usiłuje przypomnieć sobie choć jedną z owych zachwycających fraz, przez które jest nałogowym czytelnikiem wyrobów fabryk, i nie może. Nic. Pustka w czaszce...
Boję się...
"Anyone who's proud of their country is either a thug or just hasn't read enough history yet" (Richard Morgan, Black Man)
"Jak ktoś chce sypiać ze skunksami, niech nie płacze, że mu dzieci śmierdzą" (Etgar Keret)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » śr, 22 lis 2006 10:16

TJT, Ty mi tę książkę pożyczysz. Nie w tym roku, bo ten rok jest zuyyy!
Ale w przyszłym, co już niedługo nadejdzie. Ja muszę to przeczytać!!!

Bo ja nie zaczynam się bać. Ja się już boję...

Pomyśl, Fritz Leiber napisał to w 1958. Mamy 2006, za chwilę 2007 - czas powszechnej szczęśliwości z naszych szkolnych wypracowań. Zjawisko mułu tekstowego, słowomętu, jest już faktem - przecież taka "Operacja Dzień Wskrzeszenia" jest wynikiem procesu ewolucyjnego w literaturze, wcześniej powstawały dzieła, które starały się osiągnąć podobny efekt, lecz jeszcze nie dość były doskonałe, by to się udało. Ale w końcu się udało. Teraz nastąpi rozwój ku formom jeszcze doskonalszym, które będą zapominane już w trakcie czytania. Ale jaki będzie kolejny etap rozwoju?

Ja się boję bardzo...

PS. I cieszę się, że Ci się recenzja podobała. I dziękuję za pochwały :))))
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Riv
ZasłuRZony KoMendator
Posty: 1164
Rejestracja: śr, 12 kwie 2006 15:09
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Riv » śr, 22 lis 2006 10:28

Małgorzata pisze:Ale jaki będzie kolejny etap rozwoju?
1. Książka interaktywna - czytlenik ma coś dopisać, ale nie pamięta co, więc pisze cokolwiek - bo i tak zaraz zapomni.

2. Książka, którą trzeba będzie samemu sobie napisać w całości, korzystając z klocków/słów/zdań, dostarczonych przez wydawnictwo/pisarza.

3. ...?

- Od dawna czekasz?
- OD ZAWSZE.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » śr, 22 lis 2006 10:32

No i to 3... mnie niepokoi bardzo. Bo teraz mamy przyśpieszenie procesów zmian wszelakich. Kiedyś np. język zmieniał się przez stulecie, albo jeszcze dłużej. A teraz już 5-10 lat i słownik się dezaktualizuje.
Literatura, jako bezpośrednio powiązana z językiem, też osiąga podobne przyśpieszenie...

Ja się boję, że tego 3... dożyję... :(((
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2555
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » śr, 22 lis 2006 10:44

Riv pisze: 1. Książka interaktywna - czytlenik ma coś dopisać, ale nie pamięta co, więc pisze cokolwiek - bo i tak zaraz zapomni.

2. Książka, którą trzeba będzie samemu sobie napisać w całości, korzystając z klocków/słów/zdań, dostarczonych przez wydawnictwo/pisarza.

3. ...?
To już było. W latach 90-tych trafiłem na kilka takich historii, gdzie po drodze mogłem wybierać: Jeżeli uważasz, że bohater powinien dać smoku w ryja, idź do strony 86. Jeżeli uważasz, że powinien uciekać, idź do strony 75. Itede.
To nie działa.
Xiążki będą ewoluowywać w tym samym kierunku, co TV. Chodzi o bierny odbiór, w którym wymaga się minimum zaangażowania od odbiorcy, ale sprytnie można pobudzać odpowiednie ośrodki umysłu dla wywołania wrażenia. A żeby tekst dawał się szybko zapomnieć? No, tu raczej bym z kolegą Frycem poleminował. Mają się dać zapamiętać niezbędne elementy, które sprawią, że czytelnik kupi następną książkę tego autora.

Obawiam się raczej, że xiążki staną się rozrywką niszową, bo wymagają uruchomienia wyobraźni, a tej jest coraz mniej. Na wykładach ze wstępu do antropologii facet nam podał wyniki jakichś amerikańskich (czyly najlepszych) badań, z których wnikało, że dziecko, które ma w pokoju telewizor od mniej więcej 2 roku życia, ma o 80% (ciekawe, jak to policzyli) zdolności kreatywnych, czyli wyobraźni mniej niż mały prowincjusz z dżungli, gdzie mógł najwyżej na chmurki popatrzeć.

Zależy, jak daleko sięgać. Prorokuję, iż później nastąpi nawrót słowa pisanego, ale w stylu chińskim - w ciągu x lat od prawie pełnej śmierci słowa pisanego upowszechni się komunikacja oparta o ideogramy - a zatem przekaz znaczeniowy, nie werbalny.
Namu offutopu...
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
Riv
ZasłuRZony KoMendator
Posty: 1164
Rejestracja: śr, 12 kwie 2006 15:09
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Riv » śr, 22 lis 2006 11:06

Flamenco pisze:W latach 90-tych trafiłem na kilka takich historii,
A, fakt. Też mi się gdzieś przewinęły, ale o nich... zapomniałem.
Flamenco pisze:Xiążki będą ewoluowywać w tym samym kierunku, co TV.
TV też idzie w stronę interaktywności - co wcale nie oznacza, IMO, wzrostu wymagań. Minimum zaangażowania - tak, ale intelektualnego. Wzrasta za to zaagnażowanie emocjonalno-odruchowe. Nieważne staje się, co właściwie oglądasz. Ważne, że jakimś sposobem duża część społeczeństwa przywiązuje się do programu i czeka na kolejne odcinki/edycje. A gdyby zapytać takich widzów o to, co działo się np. 150 odcinków temu... Przypuszczam, że zrobią tylko dziwną minę o.O
Flamenco pisze:Mają się dać zapamiętać niezbędne elementy
To nie na poziomie zapamietywania świadomego, IMO. Raczej na zasadzie pobudzenia wrażeń: "Fajne to było!!! Następne tez takie będzie, więc muszę oglądać/czytać!!!"

Z perspektywą niszowości i usuwaniem w cień się zgodzę. Niestety.
Czy potem będzie wielki come back? Może, jesli wcześniej jakiś pozbawiony wyobraźni ciołek nie zafunduje nam wielkiego bum.

Ps. Offtopu, offtopu - a jak będzie offtopu odpowiednio długo, to zmieni się w ontopu w osobnym wątku ;) Bo jak mówiła nasza gura: nie jest tak, że offtop jest rózny od ontopu... czy jakoś tak :)

- Od dawna czekasz?
- OD ZAWSZE.

Coleman
Wampir
Posty: 3300
Rejestracja: wt, 14 cze 2005 16:41

Post autor: Coleman » pn, 27 lis 2006 00:42

Spokojnie, monituje.
FTSL

Awatar użytkownika
niewiem
ZakuŻony Terminator
Posty: 326
Rejestracja: wt, 27 gru 2005 14:13

Post autor: niewiem » czw, 21 gru 2006 13:50

flamenco108 pisze:
Riv pisze: 1. Książka interaktywna - czytlenik ma coś dopisać, ale nie pamięta co, więc pisze cokolwiek - bo i tak zaraz zapomni.

2. Książka, którą trzeba będzie samemu sobie napisać w całości, korzystając z klocków/słów/zdań, dostarczonych przez wydawnictwo/pisarza.

3. ...?
To już było. W latach 90-tych trafiłem na kilka takich historii, gdzie po drodze mogłem wybierać: Jeżeli uważasz, że bohater powinien dać smoku w ryja, idź do strony 86. Jeżeli uważasz, że powinien uciekać, idź do strony 75.
Masz chyba na myśli gry fabularne (popraw mnie, jeśli się mylę), zbudowane z krótkich paragrafów - "jeżeli chcesz dać smoku w ryja, to idź do paragrafu 75" - coś takiego mi się kojarzy, natomiast nigdy nie spotkałem się z podobną książką. Wyobraź sobie powieść napisaną przez dobrego autora - jakiegoś Dicka czy innego Kinga - dobrze napisaną, z fajnymi bohaterami i fabułą. Wciąga Cie od pierwszych stron. I nagle bach! - strona 53 - dokonaj wyboru: bohater ma się zgodzić na niemoralną propozycję, czy nie? Od tego zależy, jak potoczą się jego dalsze losy. I jedziesz dalej, kolejne 50-60 stron, aż do kolejnego wyboru. Moim zdaniem to byłoby interesujące. I do takiej książki można by powrócić np. po roku i przeczytać na nowo, dokonując innych wyborów. Wymyśliłem sobie coś takiego kilka lat temu, tyle że w formie książki elektronicznej, bo na papierze nie bardzo mogę to sobie wyobrazić.

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 6062
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » czw, 21 gru 2006 13:55

To nie były gry. To były książki, a dokładniej książeczki. też to pamiętam. Przeczytałem jedną czy dwie, ale nie było to to co kiwaczki lubią najbardziej.

W tamtych czasach o RPG to się jeszcze nie słyszało nawet...
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
niewiem
ZakuŻony Terminator
Posty: 326
Rejestracja: wt, 27 gru 2005 14:13

Post autor: niewiem » czw, 21 gru 2006 14:02

Ach, faktycznie, coś mi się przypomina. Jakiś "Wehikuł czasu", jakiś "Wojownik autostrady"... no faktycznie, to od biedy można nazwać książkami. Ale to i tak nie było to, o czym pisałem w poprzednim poście.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » czw, 21 gru 2006 14:25

Och! No i oto właśnie głos z innego wymiaru - Niewiemie, naprawdę były takie książeczki. Wyszła cała seria pod wspólnym tytułem "Wehikuł czasu". Znalazłam w księgozbiorze siedem sztuk (może było więcej, nie wiem).

Zasada, jak przy opisanym przez Ciebie RPG, bohaterem jest czytelnik, narracja ze zwrotem przez "ty", np. Jesteś na pirackim statku, zaczyna się bunt. (oczywiście opisane fabularnie, z dialogami, z postaciami). I dalej idzie tak:
Przyłączasz się do buntowników - przejdź na stronę 23
Zawiadamiasz kapitana - przejdź na stronę 54

Całość można czytać na wiele sposobów. Literatura wielkich lotów to nie jest, ale zabawa niezła. Taka książka RPG.

Jeżeli natomiast chodzi o książkę "interaktywną" i kanoniczną => Julio Cortazar "Gra w klasy" :))))
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
taki jeden tetrix
Niezamężny
Posty: 2276
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 20:16

Post autor: taki jeden tetrix » czw, 21 gru 2006 15:02

A z kanonu elektronicznego oczywiście 253 :)

(Cholera, nawet wiem, kto mi podgrandził polskie wydanie...)
"Anyone who's proud of their country is either a thug or just hasn't read enough history yet" (Richard Morgan, Black Man)
"Jak ktoś chce sypiać ze skunksami, niech nie płacze, że mu dzieci śmierdzą" (Etgar Keret)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » czw, 21 gru 2006 15:23

No, pewnie! Mam to! Wydane w serii "Fantastyka"!
Zapomniałam o Rymanie :))))

edit: O, takie mam!
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
niewiem
ZakuŻony Terminator
Posty: 326
Rejestracja: wt, 27 gru 2005 14:13

Post autor: niewiem » czw, 21 gru 2006 17:41

Małgorzata pisze: Niewiemie, naprawdę były takie książeczki. Wyszła cała seria pod wspólnym tytułem "Wehikuł czasu"
No, przecież napisałem, że sobie przypomniałem :) Ale słabe to było i drętwo napisane :) A wyobraź sobie takie np. "Lśnienie" Kinga, które czytasz jak zwykłą książkę (nie żadna tam narracja ze zwrotem "ty"), a w pewnym momencie wybierasz: Jack wchodzi do ciemnego pomieszczenia, albo nie. Mocna rzecz. Chyba.

Awatar użytkownika
No-qanek
Baron Harkonnen
Posty: 4075
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Post autor: No-qanek » czw, 21 gru 2006 19:35

Jeszcze a propos czytania u młodzieży. Polonistka wymyśliła takie coś: za 400 stron książek (przez półrocze) 5, za 300 - 4, za 200 - 3, za 100 - 2. I cała klasa się załamała (jestem w II gimnazjum) Przecież na 3 miesiące, to wychodzi tylko 3 (słownie: trzy) strony dziennie, żeby dostac 4. Czytać 6 stron w podręczniku to równiez tragedia.
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

ODPOWIEDZ