F 60

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Ou Shi

Post autor: Ou Shi » sob, 10 lis 2007 20:13

Zajrzałem do słownika, wcześniej powinienem to zrobić, otóż macie racje Prostować oznacz dokonywać korekty czegoś, doprowadzać do właściwego stanu powinienem użyć słowa wyjaśniać, tłumaczyć znaczenie. Moja wina, słów należy używać zgodnie z ich znaczeniem. Autor zapewne pisał zgodnie ze stanem swojej wiedzy i przekonaniem, że ma racje. Takie jest jego prawo i nic prostować swoich poglądów nie musi. Jest przecież wolnym człowiekiem. (Przepraszam, jeśli tak pomyślał) A „Wysokiego Zamku” nie trzeba objaśniać jego wymowa jest chyba oczywista. Książka jest napisana tak wyraziście, że trzeba dużego ładunku złej woli żeby jej nie zrozumieć. To odróżnia dobry tekst od złego.

A więc nie prostować a wyjaśniać. A co bym chciał żeby mi autor w tym tekście wyjaśnił, oj dużo. Choćby, np., na jakich podstawach sądzi, że ew. faszystowski rząd Polski(*1) powstrzymałby niemiecki plan eksterminacji żydów, cyganów, osób chorych psychicznie, niepełnosprawnych, kochających inaczej i kilku innych kategorii. Choć nie, wycofuje się z tego pytania. Autor przecież sam przyznał, że był to słaby punkt jego wizji. Ale mimo to ocenia, że byłoby lepiej żeby do współpracy Polski z III Rzeszą doszło. Rachunek kosztów i strat? Żeby być uczciwym mógłbym dorzucić kilka argumentów za tekstem, ale nie nawykłem ułatwiać adwersarzowi zadania.

Miałem nie wracać do tego tekstu, ale mnie poniosło. Lubię bronić swoich poglądów, szkoła mnie tego nauczyła. To jeden z niewiele powodów, dla których miło wspominam komunistyczną podstawówkę.

A moze to forum czyta jakis wpolak? :-P


Nie, nie boje się. Po pierwsze, w końcu to Fahrenheit a nie Życie na gorąco lub Poradnik Domowy. A po drugie użyłem tego sformułowania w celu identyfikacji. Wszyscy używają tu nazw o dużo większym ładunku „zła” np. III Rzesza i nie ma problemu. Jeśli napisałabym np.

[center]fragment publicystyki której nigdy nie napisze[/center]

Czy zastanawialiście się kiedyś jak by to było, kiedy młodzież wszech... doszłaby do władzy? (...)jakkolwiek historia by się nie potoczyła, efekty byłyby dla Polski korzystniejsze(...) itd.

Koniec fragmentu – jakbym tak napisał zacząłbym się bać. To tyle, jeśli chodzi o młodzież.

Zanim napisze cokolwiek na temat dylematu, który zaproponowałeś. Nigdy nie pisałem, że zginałaby „tylko połowa” wydaje mi się, że zasugerowałem, że śmierć poniosłoby dużo więcej osób niż w rzeczywistości. Mogę to umotywować (opierając się na faktach), ale jeśli już to, na privie, coby nie roztrząsać dalej pewnego tekstu.

A teraz analiza zadanego przez Ciebie dylematu.

Otóż po pierwsze ciężko sobie wyobrazić taką sytuacje. Dlaczego? Dlatego że ocena moralna dotyczy w tym wypadku czynu.

A więc mamy trzy osoby, którym ktoś lub coś grozi śmiercią. Np. Goni nas niedźwiedź, zabijamy jedną osobę i dwie dalsze uciekają. Czy jesteśmy zbawcami tych dwóch?? A skąd pewność, że niedźwiedź zabije wszystkich?? A może tylko nogi z d... powyrywa. A tak jesteśmy mordercami jednej osoby. A jeśli niedźwiedź nie chce zabić a tylko goni żeby sobie gonić, (bo przecież nie o to chodzi żeby złapać króliczka) wtedy nadal jesteśmy mordercami jednej osoby. A jeśli niedźwiedź chce zabić całą trójkę, to mógłby (wiem pozwalam sobie na gdybanie) nie zainteresować się trupem, tylko zadowolony z tego, że ktoś za niego odwala brudną robotę gonić dalej do skutku. I co? Zgodnie z powyższym dylematem zabijamy następną żeby uratować, choć jedno życie??? Rezultat jesteśmy mordercami minimum jednej osoby, i to żadna pociecha, że niedźwiedź mógłby zabić trzy a zabił tylko dwie. I najmniej prawdopodobny wariant niedźwiedź zrozumiał całe zło swego postępowania i przestał gonić. Pamiętajmy, że my tu za monitorami komputera jesteśmy w komfortowej sytuacji mamy do wyboru dwie opcje (jak w grze fabularnej albo takim dennym teleturnieju, co go kiedyś w telewizorze pokazywali) w realu nie wiemy, co by się stało. Możemy tylko oceniać fakty. A fakty są takie jesteśmy mordercami. Zamiast niedźwiedzia można sobie podstawić dowolną osobę lub wydarzenie. Jakie byłoby jedyne etyczne wyjście z sytuacji? A więc zabić niedźwiedzia a przynajmniej stanąć do walki, nawet, jeśli oznaczałoby to poświęcenie własnego życia (*2).

Po drugie. Takie dylematy mogą być podstawą do nieskończonych dysput, wojen na argumenty i kontr argumenty, przerzucanie się cytatami i przykładami oraz powoływania się na autorytety. Kiedyś nauczono mnie metody szybszego dochodzenia do wniosków. To bardzo sprawdzona i prosta metoda. Polecam ją wszystkim „gdbybologom”. Wystarczy po prostu w miejscu teoretycznego pana X lub pani Y wstawić żywe istniejące osoby i wtedy odpowiedzieć sobie na to pytanie. Weźmy trzy pierwsze osoby w z tego wątku, (Bez urazy, sam w tej chwili nawet nie wiem, kto to jest, a zresztą weź mnie i dwie pierwsze osoby w tym wątku). A więc wybrańcami są... (chwila na odświeżenie strony – mam kiepskie łącze 256) Ou Shi, Ebola i Marcin Robert. W jakich sytuacjach można byłoby mnie zastrzelić żeby ratować dwie pozostałe? A może należałby by wybrać Ebole? Jakie kryteria należałby zastosować? Przydatność dla społeczeństwa (no to koniec jako pieniacz i obibok idę pod nóż a raczej pod lufę) a może posiadanie rodziny. (Serdecznie przepraszam Obole i Marcina Roberta, jeśli ich uraziłem). Jaką wystawić ocenę moralną osobie, która będzie dokonywała wyboru? A co jeśli ta osoba zacznie się bronić?

Bez urazy, ale to pytanie można postawić w jednym rzędzie, z „kogo kochasz bardziej mamę czy tatę”

Ech... koniec pisania na dziś... mam nadzieje na dużo czytania na jutro


*1. Nie neguje zupełnie szansy na dojście takiego rządu do władzy. W Polsce faszyści zawsze byli, jak widzę są i zapewne długo jeszcze będą. I mogę założyć (dla potrzeb analizy), że doszliby w Polsce do władzy. Czy mieli szanse, to dyskusja na inny wieczór?

*2. Tak na wszelki wypadek, jeśli ktoś chciałby mi zarzucić pompatyczność moich poglądów. Nie wiem czy miałbym na tyle jaj żeby poświęcić własne życie za życie innych. Na szczęście nie miałem okazji by się o tym przekonać. Mam nadzieje, że np. przez durnotę polityków nigdy do tego nie dojdzie.

EDIT:
Eeee... przeczytałem jeszcze raz swój tekst i chciałbym wydać oświadczenie. W sprawie przykładu z niedźwiedziem. To że herbem Berlina jest niedźwiedź nie ma absolutnie żadnego związku z moimi poprzednimi postami.


wpis moderatora:
ŻGC: Scaliłam posty. Prosiłabym o używanie opcji "zmień" i nie pisanie jednego posta pod drugim. Z góry dziękuję.

Adanedhel

Post autor: Adanedhel » pn, 12 lis 2007 16:13

Ech, ech i jeszcze raz ech... (tu autor bierze duży łyk whisky... a właściwie wziąłby, gdyby nie siedział w szkole i gdyby ręce mu nie opadły).

Autor zapewne pisał zgodnie ze stanem swojej wiedzy i przekonaniem, że ma racje.

Tak, pisałem zgodnie ze stanem swojej wiedzy i z przekonaniem, że mam rację. Ale coś mi się zdaje, że zupełnie inaczej podchodzimy do tej "racji". Otóż widzisz, drogi krytyku, jestem przekonany, że gdyby doszło do sojuszu Polski z Rzeszą historia opisana przeze mnie mogłaby się wydarzyć. A tymczasem Ty zarzucasz mi, że ja święcie wierzę, iż zdarzyłoby się dokładnie to, co napisałem. Takie mam nieodparte wrażenie.
Tak więc raz jeszcze, dla tych, którzy nie dosłyszeli - bronię tezy, że w razie sojuszu Polski z Rzeszą mogłoby zdarzyć się to, co napisałem. Nie bronię tezy, i nigdy takiej nie postawiłem, że miałoby to miejsce naprawdę, z całą pewnością.

A co bym chciał żeby mi autor w tym tekście wyjaśnił, oj dużo.

I tak już sporo wyjaśniłem. Gdybym się uparł mógłbym się wypiąć i nie pisać nic więcej... Kurcze, za miły jestem...
Właściwie to mógłbym Cię spytać też o Twoje tezy. Na przykład skąd przekonanie, że Sowieci wchodząc do Polski 17 września uratowali Niemcom tyłki. Albo o to, w jaki sposób ewakuacja sprzętu lądowego z Dunkierki załatwiłaby Brytyjczykom łatwą wygraną w Bitwie o Anglię. Te tezy to dla mnie kosmos. I naprawdę mógłbym spytać.
Ale nie spytam.
Ou Shi pisze:Czy zastanawialiście się kiedyś jak by to było, kiedy młodzież wszech... doszłaby do władzy? (...)jakkolwiek historia by się nie potoczyła, efekty byłyby dla Polski korzystniejsze(...) itd.

Koniec fragmentu – jakbym tak napisał zacząłbym się bać. To tyle, jeśli chodzi o młodzież.
Przepraszam, może już nie kojarzę o co dokładnie chodzi i źle interpretuję ten fragment. Ale bać się? O co? Zdaje się, że to jest podstawowa różnica między mną a Tobą.

Na koniec krótkie odniesienie do pięknego, acz nieco rozbudowanego fragmentu z niedźwiedziem, oraz "iksem" i "igrekiem". Rzeczywiście nie ma sensu się o to spierać. Ale chciałem, specjalnie dla Ciebie, zaznaczyć jedno - pisałem to z punktu widzenia tego, co dla Polaków mogłoby (i znów to magiczne "mogłoby") być lepsze. Tyle z mojej strony.
A.Mason pisze:Ja bym chcial nowego tekstu traktujacego temat z innej strony, albo na inny temat, bo autor ma "dobre pioro".
Zapewniam, że będzie nowy tekst. I nieco inne podejście :)

ODPOWIEDZ