Recenzje

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 6053
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » pn, 18 sty 2010 21:47

No dobra - wskrzeszę odrobinę wątek.

UWAGA - tu też będą spojlery. Nie będę ich maskował, tak jak nie są maskowane w samej recenzji.

Zacznijmy od tematu. Recenzja Kameleona Rafała Kosika. Autorem recenzji jest nasz Redakcyjny Ślimak.

Czytelniku - zostałeś ostrzeżony. Jeśli masz zamiar sięgnąć po w/w powieść - opuść ten wątek. ;)

A teraz moje wątpliwości/przemyślenia:

1. Trudno całość nazwać recenzją - co autor sam zauważa. Ma być to, z tego co zrozumiałem, próba analizy treści powieści, ze szczególnym naciskiem na kwestie psychologii postaci. Ludzkich. To jest bardzo ważne - i zaraz do tego będę nawiązywał. W każdym bądź razie - ilość spojlerów, próba analizy - powinny całość przesunąć do działu publicystyki raczej. Autor uznał jednak, że to recenzja. Ja się z tym nie zgadzam.
2. Najważniejsze - recenzent czytał zupełnie inną książkę niż ja. Znaczy okładka, tytuł, nazwisko autora, główni bohaterowie i założenia akcji niby się zgadzają. Wniosek - kompletnie rozminęliśmy się w odbiorze głównego założenia książki. Gorzej - uważam, że Ślimak coś ważnego przegapił. Mały, aczkolwiek dosyć istotny szczegół. Opisywaną planetę nie zamieszkują ludzie!
3. W związku z punktem 2 powoływanie się w recenzji na niewiarygodne modele psychologiczne wydaje mi się argumentem chybionym.
4. Recenzent także zarzuca co następuje: "Dlatego też od momentu utworzenia Akademii powstają tylko coraz to nowsze ulepszenia dla dawnych koncepcji, ale wszystko to jest zwyczajnym streszczeniem dobrych rozwiązań z historii postępu ludzkości. Pominięte zostały wynalazki błędne, takie, które jeśli nie kosztowały wynalazców życia, to narażały ich na pośmiewisko." Ma to być zarzut, dowodzący nierealności postępu panującego na opisywanej planecie. Tyle że... No właśnie - tyle że jak może być inaczej skoro "istota" planety kameleona wysysa informacje na temat technologii z umysłów ludzi z misji ziemskiej, która zmierza w jej kierunku. Jak mają być w związku z tym nietrafione, nieziemskie wynalazki, skoro owa "kameleonowa istota" robi wszystko, by w jak najkrótszym czasie osiągnąć zdolność do obrony swojego istnienia. Co jej się zresztą udaje. Ciężko mi uwierzyć w fakt, że recenzent nie zauważył tego istotnego wątku w powieści.
5. Dalej nasz recenzent pisze: "W ostatnim kluczowym momencie swojego życia Pachzan, chcąc najpierw zabić brata za zamordowanie ukochanej kobiety, decyduje się popełnić samobójstwo." Że co?! Jakie samobójstwo?! Poświęcę się i przeklepię kawałek powieści - str. 462.
"Zerwał się, wyszarpnął z pochwy wojskowy nóż i rzucił się na brata. Zatrzymał się krok przed nim i zachwiał. Wyszczerzył zęby, jakby walczył z niewidzialna siłą. Uniósł broń, ale nie potrafił zabić. Ręce odmówiły mu posłuszeństwa. Jego palce bez woli właściciela obróciły nóż o 180 stopni. Nie mógł uwierzyć w to, co się dzieje. (...) Karabinier stał sie gościem we własnym ciele. Trząsł się cały. Walcząc z nieodparta siłą, oparł ostrze na lewej piersi. Trwał tak chwilę, a potem nagłym szarpnięciem mięśni wbił nóż we własne serce."
Wybacz Ślimaku, kolego z TTWA, ale nie mogę przejść nad tym spokojnie. Wykaż mi proszę zatem, że to co zacytowałem wyżej to klasyczne (albo i nieklasyczne) samobójstwo.

Ale do brzegu, jak to u nas mawiają.
mam wrażenie, że recenzent nie zauważył jednej, najważniejszej w powieści rzeczy. Że kameleonowa planeta nie jest zwykłą planetą, że nie rządzą nią zasady doboru naturalnego, ewolucji i takich tam głupot z Ziemi znanych. Że "istota" tej planety ma jeden cel - przetrwać - i będzie do niego zmierzać w najprostszy i najbardziej efektywny sposób. I że w tym sposobie nie mieszczą się chybione wynalazki, nie mieści się śmierć głównego bohatera. A w związku z tym nie może do tych wynalazków i tej śmierci dojść.

Ok. To by było chyba na tyle.
Na zakończenie może jedynie dodam, że może błędem było to, że recenzent: "Momentami czytałem powieść wyłącznie zrywami."
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
nosiwoda
Strategos
Posty: 5325
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » wt, 19 sty 2010 11:40

No, kiwaczek ma rację (tu też będą spoilery).
Ślimak chyba przeoczył kluczowe fragmenty w tych zrywach. Dodam jeszcze, że
Jedno z nich, by przechylić szalę na swoją korzyść, tworzy Akademię Naukową, wierząc, że postęp przyniesie im zwycięstwo.
...not. Enagor stworzył Akademię Naukową PO TYM, jak takie samo ciało zostało utworzone w Sinevarze. Str. 62:
O ile wiem, podobna akademia powstała dopiero co w Sinevarze. Czy chcesz naśladować naszych wrogów?
Stąd też udział Reagana w wydarzeniach dziejących się na powierzchni planety jest niewielki.
Hmmm, a czy zrzucenie "niszczyciela światów" można uznać za "niewielki udział"? To przecież determinuje całą końcówkową aktywność "ludzi" i wyzwala w nich zdecydowanie już nieludzkie zdolności.
Zwłaszcza w momentach, kiedy Noan stawał się mądrzejszy i rozsądniejszy od wszystkich otaczających go starszych. W późniejszych częściach książki niektóre tropy sugerują, że Noan jest po prostu najwybitniejszą jednostką swojego ludu.
...not. Noan jest "ustami Najwyższego", przejawem kolektywnego intelektu/osobowości, jakim jest Kameleon. Przejawiane przezeń cechy nie były jego cechami - były objawami działania nadorganizmu.
Bohater mierzył się ze zbyt prostymi, zbyt dziecinnymi wyobrażeniami nauki.
Bo Kameleon brał swe wyobrażenie z umysłu onegdajszego dziecka właśnie - Matki Wiedzy, Ilsy.
Czy chodzi o przedstawienie techniki jako czegoś nowego, niedostępnego dla wszystkich ludzi, którzy nawet nie wiedzą, jak to się nazywa? Czy w takim przypadku żołnierze nie powinni używać własnych określeń, łatwiej i szybciej wymawialnych, mniej opisowych niż „pancerne żółwie”?
Bo oni naprawdę "nie wiedzą, jak to się nazywa". Dostają ideę, obraz, pomysł, nie dostają strony z encyklopedii wojskowości. Kiedy pojawia się coś nowego, najłatwiej jest nazwać to opisowo, przez odwołania do czego, co już znasz. "Pancerne żółwie" to akurat dobry przykład prostego, wszystkomówiącego terminu. I można go skrócić na "żółwie" - i jest skrócone już na tej samej stronie, na której nazwa ta się pojawia (str. 255).
O rzekomym "samobójstwie" kiwaczek już pisał. I o tym, że to nie ludzie są.
Zapewne ponowna lektura „Kameleona” byłaby wskazana, aby uporządkować sobie powieść, ale osobiście się na nią nie skuszę.
Jest wskazana, bo wygląda na to, że przegapiłeś najważniejsze, wcale nie ukryte, wątki powieści. Twe zarzuty nie są faktycznie zarzutami wobec powieści, lecz wobec nieuważnego czytelnika.

Przepraszam, ze tak wyszło, jakby to był jakiś atak. To nie tak. Po prostu akurat wczoraj odświeżałem sobie "Kameleona" na dzisiejszy Stolyk, więc mam na świeżo i dość analitycznie.
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
Lafcadio
Yilanè
Posty: 3507
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 17:57

Post autor: Lafcadio » czw, 21 sty 2010 23:29

Obawiam się, że obaj macie rację. Fakt faktem odstęp czasowy nim przystąpiłem do pisania recenzji był za duży i pewne elementy zatarły się w pamięci. Należało ponownie przeczytać książkę i tutaj dałem dupy, kolokwialnie rzecz ujmując. W kwestiach mojej nieuważnej lektury przyznaję Wam rację.
Ja mam śmiałość to panu powiedzieć, bo pan mi wie pan co pan mi może? Pan mi nic nie może. Bo ja jestem z wodociągów.

Awatar użytkownika
Gustaw G. Garuga
Psztymulec
Posty: 994
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 11:02
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Gustaw G. Garuga » czw, 04 lis 2010 08:38

Katarzyna Suś, recenzja "Wicked – życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu":
„Wicked” została napisana pięknym językiem. Autor starannie dobierał słowa, tak by w najprostszy, a jednocześnie najbardziej efektowny sposób przedstawić swoją historię. [...] Doprawdy szkoda, że nie wszyscy poświęcają tak dużo uwagi słownictwu
Doprawdy szkoda, że nie wszyscy poświęcają uwagę robocie tłumacza. Autor może sobie dobierać słowa oryginału nawet najstaranniej, ale jeśli tłumaczowi się nie chce dobierać słów w przekładzie, to z wysiłków autora nici. Wypadałoby pochwalić tłumacza - w tym przypadku niejaką Monikę Wyrwas-Wiśniewską - za przyczynienie się do zaistnienia tego "pięknego języka".

Awatar użytkownika
Ebola
Straszny Wirus
Posty: 14483
Rejestracja: czw, 07 lip 2005 18:35
Płeć: Nie znam

Post autor: Ebola » pt, 12 lis 2010 01:50

Gustawie, słusznie prawisz. :)
Jedz szczaw i mirabelki, a będziesz, bracie, wielki!
FORUM FAHRENHEITA KOREĄ PÓŁNOCNĄ POLSKIEJ FANTASTYKI! (Przewodas)
Wzrúsz Wirúsa!

ODPOWIEDZ