"Rąbnięcia" tłumaczy

czyli jak i gdzie przełożyć oraz co i komu tłumaczyć.

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
ElGeneral
Mistrz Jedi
Posty: 6089
Rejestracja: pt, 09 lis 2007 18:36

Post autor: ElGeneral » pn, 19 lis 2007 22:15

No to tak.

Czytając "Czerwonego Smoka" Harrisa natknąłem się na passus, w którym detektyw obserwujący zamkniętego w psychiatryku więźnia porównuje swoją sytuację do sytuacji Beaumonta obserwującego świętego Marcina.

Otóż w 1864 roku w ręce lekarza nazwiskiem Beaumont trafił ranny w brzuch żołnierz (rzecz działa się w Kanadzie) o nazwisku St. Martin. Rana brzucha i żołądka była rozległa, ale ranny wyzdrowiał - a lekarz miał okazję obserwować "na żywo" przez wstawioną w brzuch szybkę procesy trawienne, co dało podstawę do niezłej pracy naukowej. Święty Marcin pasuje do tej sytuacji jak ulał, prawda?

Wyjaśnienie zawdzięczam koledze i przyjacielowi, znanemu we wrocławskim środowisku fanów literatury jako "Doc", czy "Doktor".
Takie jest moje zdanie w tej materii, a oprócz tego uważam, że Kartagina powinna być zburzona.

Awatar użytkownika
Alfi
Inkluzja Ultymatywna
Posty: 19170
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 10:29

Post autor: Alfi » pn, 19 lis 2007 22:41

Jest taki francuski tercet autorski używający pseudonimu Antoine B. Daniel. Popełnili trylogię pt. Inkowie (Cień pumy, Złoto Cuzco i Światła Machu Picchu). Bodaj w drugim tomie ojciec Valverde usiłujący nawrócić Atahualpę miał na sobie... etolę. Kto by pomyślał, że z wielebnego taka strojnisia była...
Tymczasem każdy sensowny słownik podaje dwa znaczenia słowa étole: 1. etola, 2. stuła. Tłumacz pewnie nie znał żadnego z nich, a przy tym w ogóle się nie zastanawiał, co mu z klawiatury spływa. Dobrze jeszcze, że nie ubrał księdza w biustonosz.
Le drame de notre temps, c’est que la bêtise se soit mise à penser. (Jean Cocteau)

Awatar użytkownika
ElGeneral
Mistrz Jedi
Posty: 6089
Rejestracja: pt, 09 lis 2007 18:36

Post autor: ElGeneral » śr, 21 lis 2007 21:07

U Glena Cooka, w cyklu o Garretcie, jest chyba w pierwszym tomie taki moment, kiedy bohater budzi się ze straszliwym kacem, ale połkniecie włosa z sierści psa (bueeee!) mu pomaga. Dla Aglosasów jest to idiom wzięty z Szekspira, który ustami Jagona radzi skacowanemu Cassio, żeby zjadł włos z sierści psa, co pogryzł go wczoraj. Polak mówi w takich wypadkach o wybijaniu klina klinem. Tłumaczenie całkiem niezłe, a tu taki kwiatek...
Takie jest moje zdanie w tej materii, a oprócz tego uważam, że Kartagina powinna być zburzona.

Awatar użytkownika
Gustaw G. Garuga
Psztymulec
Posty: 940
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 11:02
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Gustaw G. Garuga » sob, 24 lis 2007 18:31

Przypadek St. Martina i Beaumonta jest opisany w Wikipedii. Znalezienie tego artykułu w Google zajęło mi parę sekund. Ale Czerwonego Smoka Harrisa wydano w 1990, kiedy nie było Internetu (informację tę znalazłem w Internecie;-).

Awatar użytkownika
Karola
Mormor
Posty: 2032
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 23:07

Post autor: Karola » ndz, 25 lis 2007 03:47

nimfa bagienna pisze:Zamarł na chwilę, wpatrzony w kartę, potem wyciągnął rękę i nagle stał tam, ściskając Branda.[/i]
W jednej ręce trzymał Atut.
Drugą porwał topór ze ściany.
Wolną rękę wyciągał do Branda, po czym go nią objął (ściskał).
Ergo: miał trzy ręce.
W sumie można przypuszczać, że wyciągnął rękę z tym atutem, co to się w niego wpatrywał. IMO nie błąd, co zafiksowanie na dużej ilości czynności bohatera skondensowanej w małej ilości słów. :)
Indiana Jones miał brata. Nieudacznika rodem z Hiszpanii. Imię brata nieudacznika brzmiało Misco. Misco Jones.

Awatar użytkownika
Ysabell
Mamun
Posty: 155
Rejestracja: wt, 20 lis 2007 14:37

Post autor: Ysabell » sob, 22 gru 2007 21:24

Teano pisze:Czytałam wczoraj w pociągu Agatę Christie (13 zagadek) i oczy przecierałam ze zdumienia kilkakrotnie.
Czytałam właśnie jakiś czas temu i też mam przemyślenia.
Najpierw przeczytałam o "specjalnej tapecie" w którą można było wkładać bukieciki świeżych kwiatów, przez co w pokoju ofiary była ściana zieleni, ledwie zaczęłam sobie wyobrażać tę tapetę, gdy okazało się, że zrobiono ją nieprofesjonalnie ponieważ zgromadzono razem żonkile, łubin, róże, pierwiosnki etc. Innymi słowy kwiaty, które są sezonowe i nie występują razem w ogrodzie. Zaczęłam się więc zastanawiać czy może kwiaty są sztuczne, choć z tekstu to nie wynikało. A na koniec wyszło, że po tych kwiatach dało się... nie nie powiem, bo może ktoś będzie czytał, a to zdradziłoby mordercę. No w każdym razie do dziś nie wiem co właściwie było na ścianie ofiary, podejrzewam, że po prostu normalna papierowa tapeta w kwiatowy wzór.
Nie, to były sztuczne bibułowe kwiatki, powtykane w specjalne miejsca na ścianie - pewnie właśnie na tapecie, okleinie czy jak to nazwać. I właśnie to, że było tam mnóstwo rozwiniętych sztucznych kwiatków, które normalnie kwitną kiedy indziej skłoniło paniąBantry do wyrażenia dezaprobaty. :)
Kawałek dalej dowiedziałam się, że podejrzany ma alibi, ponieważ cały dzień robił stół. Chwile później prowadzą komisarza do kuchni, by pokazać zrobione przez podejrzanego półki na dowód tegoż alibi. Nie wyobrażam sobie stołu z półkami. Zastanawiam się jakie słowo w języku angielskim można przetłumaczyć zarówno jako stół jak i coś z półkami (kredens?)
Ja z kolei mam wrażenie, że on robił i stół, i półki, a stopłu nawet nie dokończył. Niezależnie jednak od tego, widziałam wiele stołów (zwłaszcza takich "kuchennych" z półkami lub szufladkami pod blatem, więc mogło to być to.

Inna sprawa, że faktycznie książka jest przetłumaczona bardzo niestarannie (Wydawnictwo Dolnośląskie, czyż nie?). Zresztą podomnie jest, niestety, z wieloma "agatkami". Trafiłam w jednym miejscu na zdanie (cytuję z pamięci): "Droga do [jakiejś tam rezydencji] zajmowała jej 15 minut, lub trochę mniej, jeśli szła powoli". Długo musiałam nad tym medytować...


Za to skończyła dziś czytać Caroline Graham "Ducha w machinie" (polecam, bardzo dobra lektura - chyba najlepsza z "Morderstw w Midsomer", jaką czytałam) i tłumaczowi udało się w dwóch zdaniach po sobie: najpierw umówić ludzi na "darta", a potem przeprowadzić "kwiz"... Nie wspominając o pomyleniu w jednym miejscu imion bohaterek - Kate i Karen - jednej pani domu na emeryturze, a drugiej młodszej nastolatki, córki miejscowego medium... Mimo wszystko mam wrażenie, że większość z błędów w książce to błędy redakcji a nie tłumaczenia. I wścieka mnie to strasznie, bo poza tym to świetna książka...
Ys.
_____
"Kobiety i koty zawsze będą robić to, co chcą, a mężczyźni i psy powinni się zrelaksować i powoli oswajać z tą myślą" - Robert A. Heinlein

Awatar użytkownika
Gustaw G. Garuga
Psztymulec
Posty: 940
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 11:02
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Gustaw G. Garuga » sob, 22 gru 2007 21:37

Esensyjny recenzent książki "Renegaci. Anglicy w służbie Hitlera" ciska gromy na przekład i nie szczędzi cytatów: http://esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=4761

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14500
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » sob, 22 gru 2007 21:49

By z czystym sumieniem wytoczyć działa przeciwko polskiemu wydaniu „Renegatów”, przejrzałem jeszcze w skrócie pozostałe rozdziały, mając nadzieję, że może z biegiem czasu i postępów w pracy tłumaczka poprawiła styl. Niestety! Dlatego jedyne, co mogę o książce tej napisać, to ostrzeżenie, byście trzymali się Państwo od niej z daleka.
Przyganiał kocioł garnkowi...
NMSP

BTW. Nie jestem tłumaczką inkryminowanego dzieła. Nie mam nawet śladu chęci, żeby inkryminowane dzieło czytać. Przypuszczam zresztą, że nie zrozumiałabym. Ale recenzję zrozumiałam. I trochę mi "zgrzytło".
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Avlinn
Mamun
Posty: 160
Rejestracja: pt, 14 gru 2007 17:53

Post autor: Avlinn » ndz, 23 gru 2007 21:58

Ha. To ja w podręczniku "Wampir: Mroczne Wieki" w opisie klanu Tzimisce znalazłam, że "od wieków władali częścią Europy za Elbą". Taaak... widziałam oryginalny tekst: żeby przetłumaczyć "Elba", po angielsku powinno być też "Elba". A w tekście było "Elbe", czyli na nasze "Łaba".
Więc nie chodziło tu o wyspę, gdzie Napoleon zakończył żywot, lecz o rzekę płynącą przez kraj naszych zachodnich sąsiadów...
It's time to choose sides now... that's what you said when we talked unfurl

Awatar użytkownika
Hipolit
Klapaucjusz
Posty: 2067
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:09

Post autor: Hipolit » pn, 24 gru 2007 09:04

Właśnie sobie czytam "Spisek przeciwko ameryce" Philipa Rotha. Nie mam dostępu do ryginału, zresztą moja znajomość języków obcych jest taka sobie, ale zastanawiam się, czy prawowierny Zyd, używający jako wykrzyknika imienia "Jezus", to błąd autora (też Żyd), czy tłumaczki?
Pozdrawiam
Hipolit
Navigare necesse est, vivere non est necesse

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 5629
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » pn, 24 gru 2007 10:25

Oryginału nie znam, więc nie wiem kto dał ciała. Ale podejrzewam jednak tłumacza.

Robin Hobb cykl o żywostatkach. Ludzie pływają po świecie żaglowcami, tłuką sie mieczami i szabelkami, strzelają z łuków i katapult. Żadnych armat w 5 tomach niet (6ty przede mną). Broni palnej w użyciu takowoż. Wszyscy, jak u Mrożka, zachowują przyzwoitość, i rżną się konwencjonalnie. Aż tu nagle scenka. Piraci wystawiają na pokaz swoje towary zrabowane i jeszcze od krwi brudne. I lecą - kosztowności, biżuteria, bele materiału, pistolety, porcelana, itp...

Po prostu wbiło mnie to w fotel. Jak można coś takiego popełnić?
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
nosiwoda
Lord Ultor
Posty: 4541
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » czw, 27 gru 2007 09:38

Hipolit pisze:Właśnie sobie czytam "Spisek przeciwko ameryce" Philipa Rotha. Nie mam dostępu do ryginału, zresztą moja znajomość języków obcych jest taka sobie, ale zastanawiam się, czy prawowierny Zyd, używający jako wykrzyknika imienia "Jezus", to błąd autora (też Żyd), czy tłumaczki?
A ja myślę, że nie błąd. Niewierzący też mówią: "O Boże!" i "Rany boskie!", i "Matko Boska!", i "Łojezusiczku". Już w jakimś filmie ("Szeregowiec Ryan"? Głowy nie dam) najzupełniej żydowski Żyd komentował coś, mówiąc "For Christ's sake!". IMO to było uzyte albo w roli żartu, albo w roli "przecinka", akurat niewiele mającego wspólnego z desygnatem.
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
Hipolit
Klapaucjusz
Posty: 2067
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:09

Post autor: Hipolit » czw, 27 gru 2007 09:53

nosiwoda pisze:A ja myślę, że nie błąd. Niewierzący też mówią...
Ja też bym tak myślał, gdyby nie to, że u niewierzących raczej wynika to z wychowania w chrześcijańskim domu, w omawianym dziele rodzina jest żydowska, a poza tym znalazłem jeszcze kilka kwiatków, z którymi nie wiem, jak sobie poradzić. Np. w menu przyjęcia wymienione są "sobole".
P.S. Dawno, dawno temu, w znanej mi osobiście galicyjskiej wiosce, wedle relacji nausznego świadka, miejscowi starozakonni chcąc być poprawnymi wobec swoich sąsiadów - gojów, wchodząc w drzwi chrześcijańskiego domu witali się słowami "Niech będzie pochwalony Bóg".
Pozdrawiam
Hipolit
Navigare necesse est, vivere non est necesse

Awatar użytkownika
ElGeneral
Mistrz Jedi
Posty: 6089
Rejestracja: pt, 09 lis 2007 18:36

Post autor: ElGeneral » czw, 27 gru 2007 09:59

Hipolit pisze:Właśnie sobie czytam "Spisek przeciwko ameryce" Philipa Rotha. Nie mam dostępu do ryginału, zresztą moja znajomość języków obcych jest taka sobie, ale zastanawiam się, czy prawowierny Zyd, używający jako wykrzyknika imienia "Jezus", to błąd autora (też Żyd), czy tłumaczki?
Już pisałem - co prawda w innym wątku - że amerykańscy zwłaszcza autorzy podchodzą dość swobodnie do tekstu. W powieści o starożytnej Grecji piszą o "sadystycznych " mordercach, albo w usta mieszkańca świata nie mającego wspólnej historii z naszą wkładają przekleństwa typu: "Ty sodomito!".
Trzeba zajrzeć do oryginału - za takie kaczany nie zawsze odpowiada tłumacz.
Takie jest moje zdanie w tej materii, a oprócz tego uważam, że Kartagina powinna być zburzona.

Awatar użytkownika
Gustaw G. Garuga
Psztymulec
Posty: 940
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 11:02
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Gustaw G. Garuga » czw, 27 gru 2007 21:05

Przypomina się casus sławojek w fantasy Pawlaka. Takich przypadków jest sporo nie tylko u Amerykanów. To stara kwestia - czy władcę można zwać królem, skoro w świecie fantasy nie było Karola Wielkiego itd. Osobiście nie uważam tego za błąd, tylko jedną z wizji języka w fantastyce i literaturze w ogóle.

ODPOWIEDZ