ZWT 1 - To nie była miłość jak z "Przeminęło z wiatrem&

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Bebe
Avalokiteśvara
Posty: 4592
Rejestracja: sob, 25 lut 2006 13:00

ZWT 1 - To nie była miłość jak z "Przeminęło z wiatrem&

Post autor: Bebe » pt, 17 lip 2009 10:56

Szanowni Warsztatowicze, czas nas goni, więc pora ujawnić teksty, które napłynęły na ZWT 1.

Jakie były założenia:

Temat: To nie była miłość jak z "Przeminęło z wiatrem"...
Formalne ograniczenie: musi być dwóch pierwszoplanowych bohaterów - równorzędnych
Limit: do 1000 znaków


Teksty przysłane i zakwalifikowane:

1. Orson
2. Ellaine
3. Kret
4. terebka
5. sgr
6. Xiri
7. bejcej
8. Keiko
9. Gharas
10. strix
11. Qłak
12. BMW
13. Korniu
14. Ivireanu
15. Jessabel
16. Zabroniona
17. Urlean
18. Wolfie
19. Rzezimieszek
20. Marcin Robert
21. Gmurek
22. Talto
23. Buka
24. A.


Kto się nie zakwalifikował:

Nocny śpiewak - przekroczony limit znaków
neularger - przekroczony limit znaków
Ich prace publikujemy pod tzw. kreską.

Arien Halfelven - dziękujemy za nadesłaną pracę, lecz autorka, która weszła w skład autorów antologii nie ma już chyba czego szukać na Warsztatach
Ostatnio zmieniony pt, 17 lip 2009 22:21 przez Bebe, łącznie zmieniany 1 raz.
Z życia chomika niewiele wynika, życie chomika jest krótkie
Wciąż mu ponura matka natura miesza trociny ze smutkiem
Ale są chwile, że drobiazg byle umacnia wartość chomika
Wtedy zwierzyna łapki napina i krzyczy ze swego słoika

Awatar użytkownika
Bebe
Avalokiteśvara
Posty: 4592
Rejestracja: sob, 25 lut 2006 13:00

Post autor: Bebe » pt, 17 lip 2009 10:58

Orson - Posiłek

- Gdzie moje jedzenie? Gdzie?!
Bob zerknął nerwowo w stronę wąskiej przerwy między kuchennymi drzwiami, a framugą. Skończył siekać szczypiorek, sięgnął po sól.
- Już chwila! – krzyknął do siedzącej w salonie żony. – To będzie coś niezwykłego!
- Wiem durniu! Tego by brakowało, żebyś po całym dniu głodówki truł mnie byle kanapkami.
Nienażarty babsztyl. Poznali się w przydrożnej knajpie. On był kucharzem, ona kelnerką. Od początku ich znajomości, potem związku i małżeństwa, to Bob odpowiadał za kuchnię. Odkąd straciła pracę, główną rozrywką Catie było jedzenie. Jadła i jadła, a przy tym stawała się coraz bardziej kapryśna.
- Proszę – powiedział stawiając przed nią pachnący stek. – Przez żołądek do serca.
Catie oblizała się łakomie, wbiła zęby w mięso.
- Gdzie córeczka? – zapytała z pełnymi, czerwonymi od krwi ustami.
- Pod mamusinym serduszkiem, kochanie.
- Zasrane sentymenty. Dzieciaka trzeba nakarmić. Co będzie na śniadanie?
- Kto się nawinie kotku, kto się nawinie. Jutro też będzie dzień.



***************************************************


Ellaine - Dzień, jak co dzień

Przeciągnęła się, ramieniem trafiła leżącego obok partnera.
- Śpioch! – warknęła. Mruknął coś niewyraźnie, przewracając się na drugi bok. Uchyliła się przed przyjaznym kuksańcem.
- Nakarm młode.
Prychnęła, wolno wstając z legowiska. Spojrzała na niego chłodno. Czując wzrok na sobie otworzył oko, które w półmroku zabłyszczało złociście. Prychnęła ponownie.
- Nie bocz się. – Ziewnął. Rozłożył ramiona, a płaty skórne, tworzące skrzydła, napięły się do granic możliwości. Na torsie pod szarą skórą zagrały mocne mięśnie. Wzruszyła ramionami, już nie raz popisywał się tak przed nią.
- Lecę zapolować – krzyknął w głąb jaskini, gdzie znikła, idąc do piskląt, które zaczynały domagać się śniadania.

Słońce kryło się za szczytami. Siedziała w bezruchu na skalnej półce, młode zasnęły. Jak zwykle wracał z dużym łupem. Rzucił zdobycz obok samicy i wylądował zgrabnie. Uniosła głowę.
- Smacznego – mruknął. – Dobranoc – dodał, wchodząc do jaskini.
- Śpioch – prychnęła.



***************************************************


Kret - To nie była miłość jak z „Przeminęło z wiatrem...”

Gasnąć. Nie dostać szansy. Nie móc wszystkiego naprawić jutro. Czymże sto lat temu byłaby dla niego możliwość dostąpienia zaszczytu – nadanego wraz z narodzinami każdemu śmiertelnikowi – śmierci bez wizji wiecznego potępienia? Jednak teraz Angel nie chciał odchodzić.
- Cóż za ironia losu - pomyślała zrozpaczona Irina. – Ulubieniec bogów. Wampir, który na powrót stał się człowiekiem umiera, nie mogąc zaznać upragnionego szczęścia.
Chwyciła Złotą Kulę i już chciała ją roztrzaskać, gdy Angel szepnął
- Nie możesz jej zniszczyć. Być może nadejdzie dzień, w którym przyda się komuś innemu... komu fortuna będzie sprzyjać bardziej niż nam.
- Ale to my zasłużyliśmy na tę szansę!
Wampir i śmiertelniczka – miłość bez perspektyw. Długa i ciernista droga ku szczęściu i promyk nadziei, dzięki któremu zaszli tak daleko. A teraz śmierć stanęła im na drodze.
- Jutro nie będzie żadnego „my”. Jutro możesz być już tylko „ty” – powiedział.



***************************************************


terebka - Wieczność


– Spójrz, wnusiu – wyszeptał stary grabarz, kładąc dłoń na ramieniu chłopca. – Widzisz ich?
– Widzę, dziadku.
– Popełnili niewybaczalny grzech. On podciął sobie żyły, ona przedawkowała leki. Od tamtej pory mogą jedynie patrzeć na siebie, grób w grób. Bez dotyku. Bez słów. Tuż obok, lecz nie razem. Jednak raz w roku, w rocznicę śmierci, kara na kilka godzin zostaje złagodzona. Nie do końca, ale dla nich i tak wystarczająco. Patrz uważnie na tamtą parę drzew, dzikiego bzu i jarzębiny, rosnących u wezgłowia ich grobów.
Powiał wiatr. W krwistym blasku zachodzącego słońca można było dostrzec nagłe poruszenie wśród liści. Jakby właśnie pod wpływem wiatru, gałęzie zaczęły się kierować ku sobie. W chwili ich pierwszego dotyku, wpatrzone w siebie postaci przeszło drżenie. Gałązka po gałązce, konar po konarze, korony drzew jęły się wzajemnie przeplatać. Czerwień i czerń wymieszały się.
– Raz w roku – powtórzył starzec. – I tylko w taki sposób.
– Aż po wieczność – odrzekło dziecko.



***************************************************


sgr - To nie była miłość jak z "Przeminęło z wiatrem"

Ada pisze list. Krótki, bo jest limit znaków – transmisje międzygwiezdne są kosztowne. Kurta nie ma już tak długo – całą wieczność, dwa miesiące. Odwiedza ją we śnie, towarzyszy myślom w ciągu dnia, a wraz z nim tęsknota. Ada napisała list – trzy słowa: „Kocham Cię. Czekam”. Płakała potem całą noc. Odpowiedź dostanie za 8 lat. Pociesza się, że technika pójdzie przez te lata do przodu i może uda się przesłać zdjęcie.
Kurt kończy montaż kabli w bazie na Alfa Centauri. Ma teraz przerwę. Na komputerze zapala się dioda – otrzymał nową wiadomość. To od Ady. Minęło tyle czasu, prawie zapomniał. Tylko trzy słowa. Uśmiecha się lekko. Ona pamięta, czeka. Odpowiada od razu: „Kocham, chcę mieć z Tobą dziecko”, w załączniku (technika rzeczywiście poszła do przodu) przesyła imienny klucz do banku nasienia.
Ada się cieszy – dziecko z kosmonautą, to jest coś, w dodatku renta na dziecko. Wie, że nigdy się nie zobaczą. Przesyła mu zdjęcie niemowlaka – za parę lat może porozmawiają przez videofon.


***************************************************


Xiri - Ciężko być pro

Amonaria pchnęła delikatnie Arka na hotelowe łoże. Koleś nie mógł oderwać od wspaniałej Greczynki oczu i myśli. Gładkie, oliwkowe ciało bez skazy, talia niby u osy, włosy jak smolna kaskada, nogi... kurcze, skoro tak wyglądają tory, to jaki musi być dworzec!
- Przystopuj - jęknął, gdy rozpinała mu hawajską koszulę. - Przyznaję, kiedyś byłem perwersem, ale teraz żyję w abstynencji od seksu. Wiesz, wyższy poziom świadomości. Zresztą ponoć jesteś mężatką.
- To wsadzaj w odbyt, wówczas nie zdradzę męża. - Zamruczała.
Kurka, w spodniach czuje taki żar... NIE!
- Nie mogę! - Zerwał się, jakby kołdra zajęła się ogniem.
Amonaria uśmiechnęła się, pobłażliwie, nie zmysłowo - i przemieniła w Afrodytę jak z greckich amfor.
- Zdałeś test, pokonałeś swą słabość - rzekła poważnym dwugłosem. Wstała. - W nagrodę wygrasz w totku dwa miliony.
- Dwa... - Arkowi żuchwa omal nie wyleciała z zawiasów po podwójnej dawce zaskoczenia. - Kurcze! Dzięki. Ale teraz...eee... zrobisz mi jedną algidę?


**************************************************


bejcej

Zaśpiew grupy ludzi odzianych w czarne płaszcze z głębokimi kapturami wzniósł się o oktawę wyżej. Kan już prawie kończył rytualne inkantacje nad dymiącą, glinianą miską, na której leżał falisty, srebrny sztylet. Zerknął ukradkiem na leżącego na kamiennym ołtarzu Ibla. Wiercił się niespokojnie, związany sznurem.
– Jesteś pewny, że to muszę być ja, Kan? – spytał wysokim głosem Ibl, podnosząc głowę.
– Leż spokojnie, zaraz będzie po wszystkim – powiedział Kan, unosząc nóż na otwartych dłoniach.
– Tego się właśnie obawiam. Mówiłeś, że mi coś pokażesz i mnie wypuścisz – poskarżył się Ibl.
Kan zaśmiał się gromko.
– Tak, pokażę ci coś. I przejdzie to twoje najśmielsze oczekiwania.
Kan chwycił sztylet, uniósł go nad głowę. Krąg ludzi wokół ołtarza zacieśnił się.
– Chyba już tego nie chcę. Wypuść mnie – postanowił Ibl.
– Ta chwila zwątpienia jest jak najbardziej zrozumiała. Zaufaj mi jednak. Przecież wiesz, że cię kocham, bracie – powiedział Kan.
Sztylet błysnął oślepiająco.


**************************************************


Keiko - Wieczorny news z Herkulanum

Nikt nie spodziewał się sensacji, kiedy ekipa w czasie wykopalisk, odsłoniła zarysy pasterskiego szałasu.

Gaja rzuciła tobołek na ławę. Pod nogi Agisa wysypały się metalowe naczynia wysadzane kamieniami.
- Zabrałam, kiedy rzucili się do ucieczki krzycząc, że ziemia drży od gniewu bogów - powiedziała kobieta - Są bardzo cenne. Sprzedajmy je i wyjedzmy.


Zdumienie wzbudziła jednak kosztowna zastawa stołowa. Nie powinna znajdować się w takim miejscu.

Mężczyzna zastanawiał się przez chwilę.
- Mam inne plany – powiedział.
W jego ręku błysnął nóż. Błyskawicznie rzucił się w stronę zaskoczonej Gai. W tym właśnie momencie zatrzęsła się ziemia. Belka podtrzymująca strop złamała się z trzaskiem i uderzyła Agisa. Ten upuścił broń i upadł na przerażoną kobietę. Dach załamał się, a trujące gazy zabiły wszystko, co jeszcze żyło.


Wszystko stało się jasne, kiedy odkryto dwa szkielety. Męski i żeński. Wtuleni w siebie, antyczni kochankowie. Zaskoczeni przez śmierć w czasie romantycznej randki.


***************************************************


Gharas - Spotkanie na placu Złamanych Serc

Dziewczynie w czarnej opończy wylewały się zza kaptura płomienno czerwone loki, targane przez wiatr. Młody rycerz trzymał się na dystans.
-Może się dogadamy? –zaproponował.
-Gadaj sobie ze swoją elficką dziwką –warknęła Estera.
Błyskawicznie miotnęła w Xaviera zaklęciem, który w ostatniej chwili uskoczył wyciągając miecz.
-Ślicznotko… -chciał coś powiedzieć otrzepując się z kurzu.
-Nie mów tak do mnie! –wrzasnęła rzucając kulą ognia, niecały krok od młodzieńca.
-Złamałeś mi serce. –syknęła nienawistnie. –Nie ujdzie ci…
Tym razem on zaatakował. Płomiennowłosa uchyliła się przed ostrzem i wbiła mu sztylet w udo.
Zawył z bólu, pchnął mieczem w bok, dziewczyna nie zdążyła uciec. Ostrze wbiło się głęboko. Plunęła krwią, resztką sił wbiła mu sztylet w krtań. Chciała ostatni raz pocałować, ale nie zdołała.
Osunęła się na ziemię. Z Xaviera życie uciekało równie szybko, ostatnim widokiem były jej płomienno czerwone loki rozwiewane przez wiatr. Potem zapadła ciemność.


******************************************************


strix - Za drzwiami.

– Za tymi drzwiami znajdziecie upragnione szczęście – mówi do stojącej przed nią pary. – Będziecie mogli żyć spokojnie. Razem.

Tutaj nie możemy. Tu prześladuje się mieszańców. Nawet potencjalnych. Jestem goblinką. A gobliny nie wiążą się z elfami i nie mają z nimi dzieci. Tak sądzi większość. Ta silniejsza. Na szczęście są również dobrzy ludzie. Jak ta wysoka kobieta w czarnej szacie. Ona nam pomoże. Powiedziała, że każdy ma prawo kochać. Nawet jeśli jest brzydki jak noc.

W oczach Gri jest tyle nadziei. Zaufała tej dziwnej kobiecie do razu, uwierzyła, że gdzieś istnieje spokojne miejsce, w którym będziemy bezpieczni. Jednak coś tu nie gra. Dlaczego ta nieznajoma zaproponowała nam azyl? Niepokoi mnie to, chcę zapewnić Gri spokój i szczęście, a nie pakować w kolejne kłopoty. Jednak nie wypowiadam tych wątpliwości na głos.
– Chodź – mówi Gri, biorąc mnie za rękę. – Nie martw się teraz. Pomyślimy o tym jutro. – I przechodzimy przez drzwi.

Śmierć przekręca klucz w zamku.


******************************************************


Qłak

Zmierzchało. Chłodny podmuch poderwał liście. Kobieta drgnęła, ale minęła dłuższa chwila, zanim odzyskała przytomność. Ustawił krzesło naprzeciw niej i usiadł. Trzymana w rękach pochodnia rzucała długie, złowrogie cienie.
- Kochana, wiesz, że teraz już wszystko skończone. – powiedział, patrząc na dłonie zaciśnięte na pochodni.
Dopiero po chwili zorientowała się, że coś jest nie w porządku. Uświadomiła to sobie, gdy poczuła więzy, którymi była przywiązana do pala.
- Co... Co się dzieje? - próbowała się rozejrzeć, ale wokół szyi również krępował ją sznur.
- Mówiłem, żebyś nie zadawała się z tą staruchą. Zauroczyła cię. Teraz nie masz już nawet cienia szansy, ale ja mogę dać radę! Muszę się od Ciebie odciąć! – ostatnie słowa wypowiedział niemal warcząc.
- Ale nic mi nie zrobiła. Nie pamiętam... - ledwie szepnęła.
- Ludzie widzieli. Nie kłam, a może ocalisz duszę. - prychnął.
Cisnął pod jej nogi pochodnię, a drewno zajęło się ogniem w jednej chwili.
- Zapomnę cię. Jak kurz. Przeminiesz z wiatrem.


******************************************************


BMW - Styk

Na ekranie Scarlett O’Hara cisnęła wazonem o ścianę.
– Nic dziwnego, że prawie zniszczyli Ziemię – stwierdziła Ewa 1964A. – Tyle w nich negatywnych emocji.
– Dostrzegasz tylko czerń – zareplikował Piotr 2900C – a miłość jest wielokolorowa.
– Brak kontroli...
– Rządowe ostrzeżenia są mocno przesadzone.
Prychnęła.
– Niedługo dostaniemy pozwolenie na prokreację. Chcesz, bym urodziła potwora?
– Nasze dziecko zasługuje na prawdziwe życie, a nie na jakiś gówniany ersatz.
Kobieta wskazała na magnetowid VHS.
– Przemyciłeś go przez styk, żeby namówić mnie do tego szaleństwa.
– To krok w lepszy świat.
Zapiszczał biokomp Ewy. Podeszła do ściennego intefejsu, po czym spojrzała Piotrowi głęboko w oczy.
– Nie będę twoją Scarlett – rzekła oschle i zetknęła nadgarstek z regulatorem homeostazy.

Szczelina anomalii łącząca dwudziesty wiek z czasem Nowej Ery zamknęła się miesiąc później.
Piotr był wtedy po tamtej stronie.


***************************************************

Awatar użytkownika
Bebe
Avalokiteśvara
Posty: 4592
Rejestracja: sob, 25 lut 2006 13:00

Post autor: Bebe » pt, 17 lip 2009 10:59

Korniu - Poranek

Olgier jeszcze przez chwilę leżał bez ruchu. Kari narzuciła na siebie cienki koc i boso opuściła drewniany domek.
Pół-ork przyszedł do niej po kilkunastu minutach, już w zbroi, gotowy do wyjścia.
- Czy to zawsze będzie tak wyglądało? – spytała odwracając się do niego.
- Powiedziałem Ci to już na pierwszym spotkaniu.
- Ale myślałam, że to się zmieni, że gdy mnie pokochasz to się jakoś ułoży.
- Zawsze myślałaś zbyt wiele.
Wzdrygnęła się na odpowiedź. Podszedł i silnymi dłońmi złapał ją za okryte kocem ramiona.
- Kari – powiedział patrząc jej prosto w oczy – jesteś księżniczką, ja jestem bestią i wrogiem twego ojca. Nie jest nam pisane życie razem.
Złożył pocałunek na jej czole, a ona mocno się w niego wtuliła.
- Kiedy znowu się spotkamy? – spytała.
- Za tydzień o tej samej porze – powiedział odpychając dziewczynę, skłonił się w pas po czym ruszył ubitym traktem wiodącym na wschód.
A ona stała, jak zawsze naga, rozpalona, zapłakana patrząc jak jej kochanek odchodzi.


******************************************************


Ivireanu - Przywiązanie

– Od przeszło roku tłumaczyłem jej, że musi w końcu wypuścić duszę Barghesta – Lindsey przytknął sobie ręcznik do szyi i skrzywił się. Materiał szybko przesiąkał krwią – Ile jeszcze czasu ten pies miał się męczyć?
– Więc odrąbałeś mu głowę – powtórzył Raphael z niedowierzaniem.
– W ten sposób musiała dać mu odejść – odpowiedział Lindsey ponuro – Tyle czasu z tym zwlekała, że biedne zwierzę gniło już od środka. Barghest był za stary o dobrą dekadę, a przez tę wariatkę nie mógł umrzeć.
– Przywiązała się do niego. – Raphael pokręcił głową z zafrasowaniem – Cóż, ciesz się, że nie miała pod ręką…
– Ależ miała, tylko rzuca nią niecelnie. Jest kochana, ale straszna z niej histeryczka – westchnął – Tak się wściekła, że teraz pewnie wywołuje katastrofy naturalne. Wymorduje parę tysięcy ludzi, to się trochę uspokoi. A potem kupię jej nowego psa.
– Myślisz, że wróci?
– Na pewno. Przecież mnie nie zabiła – Lindsey uśmiechnął się lekko – No i zostawiła ulubioną kosę wbitą w ścianę.


******************************************************


Jessabel - Kumple

- O której masz ten autobus?- spytał Kuba.
- O północy- odpowiedziała Ola.
- Nie zdążymy. Chodź skrótem.
- Przez cmentarz?!- jęknęła.
Nie bała się duchów. Przyjaźniła się z nimi. Chodziło o Kubę.
- Dasz radę- przytulił ją.
Matczyny ideał, którego jej kumple nie cierpieli.
- Jasne- uśmiechnęła się.
Zobaczyła ich tuż za bramą cztery srebrzyste cienie siedzące pod granitowym aniołem. W ostatniej chwili przypomniała sobie, że nie może im pomachać. Uśmiechnęła się przepraszająco. Ludzie nie widzą duchów. Bezwiednie mocniej ścisnęła dłoń Kuby.
- Olka, spokojnie! Duchów nie ma!
Tak, a tam siedziały cztery halucynacje, usłyszały chłopaka i ruszyły do ataku. Ola nie mogła ryzykować, że go teraz uświadomią. Zwariowałby jak jej były…
Coś mignęło za drzewami.
- Autobus!- krzyknęła.
Sprintem przez nekropolię, jakie to romantyczne…
Kierowca poczekał, aż zakochana para dobiegnie na przystanek i czule się pożegna.
Wchodząc, Ola zmartwiła się, że Kuba będzie wracał przez cmentarz. Chłopaki mu nie przepuszczą!


******************************************************


Zabroniona - Przeminęło bez wiatru

W ogrodzie rosło szerokie drzewo jabłoni. Choć nie było wiatru jedna z gałęzi kiwała się nieustannie.
- Kochanie przestań, bo cię nie utrzymam! – sapnęła jabłoń.
Duże jabłko zarumieniło się z wysiłku.
- No, co? Nudzi mi się! Mam serdecznie dość. Wiecznie to samo. Znam na pamięć wszystkie twoje kołysanki.
- Och, za to ja twoje narzekania. I przestań się wiercić, bo liście cię nie kryją. Za szybko dojrzejesz!
Jabłko naburmuszyło się, dostając wypieków.
- Mam to gdzieś! Przynajmniej coś się dzieje. Nigdy nie widziałom tak nudnej jabłoni jak ty!
- A to dopiero! – prychnęła jabłoń. - Jestem jedyną, jaką kiedykolwiek widziałoś!
- No, właśnie. – odparł owoc. – I duszę się w tym związku, rozumiesz?
- Oho, doskonale! Choć byłoś moim pierwszym jabłkiem, już mi na tobie nie zależy. Mam inne! Spadaj zobaczyć świat. - Jabłoń zrzuciła owoc, który uderzył miękko o podłoże.
- Phi! – rozległo się w trawie. - I tak chciałom spaść! Jestem wolneee! – zakrzyknęło radośnie jabłko.


******************************************************


Urlean Pierwszy raz

– Jedz, mój mężu, to jest pyszne. – Podała mu nadgryzione jabłko.
Spojrzał na nią, potem na owoc. Po chwili wahania wziął go i spróbował.
– Mm, rzeczywiście, nic się z tym nie może równać.
Oddał jej jabłko; ugryzła i dała mu z powrotem. Zjadł. Chwilę oglądał ogryzek, po czym odrzucił za siebie.
– Skąd to wzięłaś? – zapytał.
Nie odpowiedziała.
– Dzieje się ze mną coś dziwnego. – Popatrzył na nią wyraźnie zdumiony. – Chawo, ty przecież jesteś naga.
– Co? – krzyknęła i zakryła rękoma swe wdzięki. – Adamie, nie patrz tak na mnie.
Jędrne piersi były zbyt duże, by zdołała je ukryć. Przełknął głośno ślinę.
– Zostaw. – Spróbowała go odepchnąć. – Puszczaj, zabierz ręce! Nie, co ty robisz?
– To silniejsze ode mnie, nie mogę się powstrzymać.
Nie była w stanie się bronić, wszedł w nią brutalnie. Z początku krzyczała, biła go pięściami po plecach. W końcu poddała się, a jej krzyki ustąpiły miejsca jękom rozkoszy.
Usłyszeli głos Jehowy, wołał ich. Wstali szybko i pobiegli w krzaki, by ukryć w nich swą nagość.


*******************************************************


Wolfie - Miłość ma kły

Izaak i Irene kroczyli po ulicy.
— To koniec — stwierdziła kobieta.
Izaak nie odpowiadał.
— Wiem, że mnie kochasz. Ja... popełniłam błąd, wychodząc za cieb...
— Milcz.
Lodowaty ton męża zmroził Irene.
— Chcę rozwodu. — Irene odezwała się po kwadransie.
Izaak zwolnił kroku.
— Wiesz, że nie możesz mnie opuścić — rzekł.
— Dawne czasy, gdy żony były niewolnicami swych małżonków...
Izaak, w którym przez ostatnie minuty narastała furia, ruszył w stronę towarzyszki.
Irene, tuż pod sercem, poczuła zimny palec strachu.
— Ludzie nie mogą się dowiedzieć.
— Nikomu nic nie powiem — szepnęła Irene.
— Nie mogę ryzykować.
Izaak rozpoczął przemianę.
Szwy ubrania puściły, ciało pokryła biała sierść. Zęby zaostrzyły się, paznokcie wydłużyły, usta zamieniły w wilczy pysk.
Irene zacisnęła powieki.
Kiedy, leżąc w śniegu i krwi, znieruchomiała, miastem wstrząsnął nieludzki ryk.
Godzinę po świcie Izaak upadł z wyczerpania w pobliskim lesie. Miał na sobie krew siedmiu osób.
Izaak nie zdołał uciec.
Wściekły tłum był szybszy.


*******************************************************


Rzezimieszek - Wiedza warta włosów

Łowczy książęcy spieszył się na hulankę w zamtuzie "Przeminęło z wiatrem", gdy wszedł wprost na wywernę. Nie wystraszył się jednak tylko wściekł. Wywerna była młoda i martwa a edykt księcia zabraniał polowania na młode sztuki. Kłusownikiem okazała się czarnowłosa dziewczyna, która sapiąc ciągnęła swój łup za ogon.
- Nie wynagrodzisz mi straconej zabawy w grodzie ślicznotko - stwierdził łowczy. - Bądź miła i pokaż gdzie ukrywasz łupy to nie zmarnujemy wieczoru. Kłusowniczka zgodziła się. Była miła. Pokazała wszystko czego zapragnął. W jednym ze spazmów wyrwała mu nawet kosmyk włosów. Obiecała sobie zrobić z niego talizman, który będzie pokazywał czy "ukochany" jest w pobliżu. Jęknąwszy z bólu łowczy przestał podziwiać ciało dziewczyny i spojrzał na jej medalionik. Już taki gdzieś widział... U żony koniuszego! Wrócił wzrokiem do dziewczyny i pomyślał że to co mu ofiarowała to nie była miłość jak z "Przeminęło z wiatrem", ale i tak było warto.


*******************************************************


Marcin Robert Kompromis

W dniu, w którym Konrad dowiedział się, że fantazje erotyczne kobiety niekoniecznie dotyczą faceta, właśnie starającego się zapewnić jej satysfakcję, poczuł się głęboko zraniony. W końcu zdecydował się pomówić o tym z żoną.

– Potrafię jeszcze zrozumieć fantazję Igraszki z filozofem, albo tę z tajemniczym nieznajomym, ale ta z całą drużyną piłki nożnej to już zdecydowanie przesada. Ludzie z naszej sfery powinni jednak nawet w łóżku trzymać jakiś poziom.

– Przez ostatni tydzień o niczym innym nie rozmawiamy! – wykrzyknęła Beata. – Nie przejmuj się tak! Wiesz przecież, że cię kocham i zgadzam się zrobić to dla ciebie.

Sięgnęła po stojącą na nocnym stoliku szklankę wody, rozpuściła w niej tabletkę i wypiła. Potem oddali się rozkoszy. Odtąd już zawsze podczas szczytu orgazmu myślała o chwale Rzeczypospolitej.


*******************************************************


Gmurek - "Pożegnanie"

Zapanowała przejmująca cisza. Nawet prastare dęby, zwykle skrzypiące pod ciężarem gromadzonych przez wieki doświadczeń, stały teraz milczące i nieruchome. Wydawało się, jakby czas stanął w miejscu, a cała puszcza wstrzymała oddech, byle tylko nie zakłócić tej chwili. Po policzku Żywii powoli spływała ogromna łza. Sunąc, dotarła na skraj podbródka, a oderwawszy się pod swym ciężarem, pomknęła dalej w stronę nieruchomej tafli jeziora. Dźwięk rozpryskującej się kropli wyrwał boginkę z odrętwienia. Zacisnęła swą dłoń na piąstce leżącego obok na mchu chochlika – Żegnaj mój miły… mój przyjacielu… – szepnęła. – Nie smuć się. Zawsze będę przy Tobie – ostatkiem sił wychrypiał kłobuk. Jego mała głowa, z rzadka już tylko pokryta kępkami siwych włosów, opadła na bok. Pomarszczona klatka piersiowa zapadła się. Serce kłobuka przestało bić. Chwilę potem jego skóra poszarzała, ciało poczęło się kruszyć, wpierw powoli, potem coraz szybciej, aż pozostał jedynie pył. Byli razem przez trzysta lat.


*******************************************************


Talto - Choćby Titanic

Modlili się, by na Sądzie Ostatecznym ich nie rozdzielono. Było im wszystko jedno, czy trafią do piekła, czy do nieba, byle razem. Kiedy nadszedł czas i usłyszeli wyrok, odetchnęli z ulgą. Zbyt wcześnie.
- Co to znaczy, że każdy z nas ma własne? – dopytywał się Michał.
Anna nerwowo przeglądała formularz, który im dano. Teoretycznie mieli szansę się odwołać. Wystarczyło odpowiedzieć na kilka pytań i przekonać tamtych, że stanowią nierozerwalną całość. Kochali się. Zawsze wiedzieli, ze chcą ze sobą być. Nie miewali kryzysów. Rozmawiali o problemach, wyjaśniali nieporozumienia. Byli szczęśliwi. Niestety, z ankiety wynikało, że to bez znaczenia.
- Czy to moja wina, że ostatnio nie było wojen? – Michał przerzucał kartki. – Żadnej rewolucji? Że się nie paliło w okolicy? I co z tego, że nie braliśmy udziału w większej katastrofie? Nie ubiegam się o miejsce w historii, tylko chcę przeżyć z żoną resztę wieczności!
- Byliśmy nudni – przerwała mu. - Za to też trzeba ponieść karę.



*******************************************************


Buka

– Jak do mnie dotarłeś? – spytała.
– To nie było trudne – zapewnił lekko. – Tyle znów nie nagrzeszyłaś. – Spróbował się uśmiechnąć. – I poznałem parę wysoko postawionych dobrych dusz.
Patrzył współczująco, z miłością, spokojnie. Ona zaś, spięta, rozbieganym wzrokiem wodziła to po twarzy męża, to po ścianach.
Pokój widzeń był mały, ze stołem i dwoma krzesłami. Prowadziło doń dwoje drzwi. Tak jak weszli z przeciwnych stron, małżonkowie zajęli miejsca.
Kobieta wyciągnęła rękę do męża, ale jej palce napotkały niewidzialną barierę. Wycofała się prędko, zawstydzona.
– Muszę już iść. – Mężczyzna wstał. – Obstawa się niecierpliwi.
Na te słowa poderwała się gwałtownie, w jej oczach wezbrały łzy.
– Przepraszam! – wykrztusiła. – Ja... Nasza miłość była taka piękna! I barwna, jak w tej starej historii, "Przeminęło z wiatrem"!
Mężczyzna ani drgnął. Wybuch żony nie zmącił jego spokoju.
– Niezupełnie – odrzekł wolno. – Żadna bohaterka nie zabiła męża i siebie tylko po to, by pozostali wiecznie młodzi.

******************************************************

A.

Pustkowie spowite popiołem, na niebie czarna otchłań. Ona klepie go po policzku, on odzyskuje przytomność. Mówi, że to koniec, że nie dojdą. Kocham cię, szepcze. Ona nie odpowiada. Uderza go, przybierając na twarzy złowieszczy grymas. Ponownie go okłada, chichocze jak obłąkana, on mdleje. Mija chwila; długa, krótka? On otwiera powieki i dostrzega ją między swymi nogami; jej wznoszącą i opadającą głowę, zapracowane usta. Odczuwa mimowolną przyjemność, szepcze, żeby przestała, że już będzie dobrze. Ona przestaje i mówi kocham cię. On odpowiada jej tym samym hasłem. Leżąc odchyla głowę do tyłu i przymyka powieki. Wie, że nie ma siły, ale wie też, że nie zwariowali. W ułamku sekundy odczuwa ból, potężny. Otwiera z trudem powieki. Ona z tępym nożem i jego przyrodzeniem w dłoni. On krzyczy, poniżej pasa zalewa się we własnej krwi. Słyszy obłąkane hasło kocham cię. To o to w tym zawsze chodziło? Kolejne fale bólu. Ona go tnie. On czuje swąd śmierci, nic nie widzi. Myśli, jaka miłość?

******************************************************

KONIEC prac zakwalifikowanych
Ostatnio zmieniony pt, 17 lip 2009 22:20 przez Bebe, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Bebe
Avalokiteśvara
Posty: 4592
Rejestracja: sob, 25 lut 2006 13:00

Post autor: Bebe » pt, 17 lip 2009 11:01

GRUBA KRESKA
___________________________________________________________

Prace nie zakwalifikowane.


Nocny śpiewak - Osatnia rozmowa błazna i jego ukochanej

-Ty głupcze! Ty dumny, egoistyczny kretynie.
-Błazen, jest odpowiednim słowem.
-Błazen? Jakbyś nim nadal był nie siedziałbyś teraz w więzieniu czekając na kata.
-Królewski sługa nie może poślubić nikogo z dworu.
-Ale może zostać ścięty! Jako błazen byłeś przecież nietykalny. Nawet śmierć księcia nie mogła tego zmienić.
-To był honorowy pojedynek, nie chciałem jego śmierci. Nie chciałem by królestwo straciło następce, a król syna.
-A teraz straci drugiego!
- Miłości…przecież król nie jest moim ojcem.
- Oj przestań już drwić! Król traktował cię jak rodzonego syna, dbał o ciebie, troszczył się. Byłeś jego doradcą, powiernikiem i największym przyjacielem. Po śmierci księcia nadal stawał w twojej obronie. Bronił cię przed wściekłością baronów, z których kpiłeś, których tyle lat poniżałeś. Dlaczego odebrałeś mu jedyny oręż, którym mógł cię obronić przed całym światem? Odebrałeś mu jego błazna.
- Zrobiłem to z miłości do ciebie. Co mi z życia, kiedy od spotkania z tobą przestałem żyć dla siebie.



neularger - To nie była miłość, jak z "Przeminęło z wiatrem"

Padł strzał.
Ciało mężczyzny legło na podłodze. Po chwili drugi i obok spoczęła kobieta.
- Tak! Wiedziałam! - krzyknęła dziewczyna materializując się koło trupów. – Henryku! Henryku!!!
- O co chodzi, Małgorzato? - zapytał młody mężczyzna pojawiając się obok.
- Nasza dyskusja... Pamiętasz?
- Ta, w której twierdziłaś, że zabiłaś mnie z miłości? Ciągle uważam, że to była zazdrość.
- Mylisz się – oznajmiła Małgorzata. - Obserwowałam ich od roku. – Wskazała ciała. – Zdradzał ją. Zadbałam, żeby się dowiedziała.
- I?
- To jest dowód. Zabiła go, bo nie mogła przeżyć, że będzie z inną. Tak jak nie mogłam. Prawdziwa kobieta nie pozwoli odejść swojemu mężowi i sama też już nigdy nie pokocha – dodała z emfazą.
- Z tym, że ty się nie zabiłaś. Umarłaś na suchoty pół roku później. – Przypomniał spokojnie Henryk.
- Dlatego nie mogłam cie przekonać.
- Niech ci będzie – machnął ręką. – Po dwustu latach... pożycia, to nie takie ważne – Hm... Może nawiedzimy okoliczne kino?
- Tylko, proszę. Nie kolejne romansidło.
Zniknęli.
Z życia chomika niewiele wynika, życie chomika jest krótkie
Wciąż mu ponura matka natura miesza trociny ze smutkiem
Ale są chwile, że drobiazg byle umacnia wartość chomika
Wtedy zwierzyna łapki napina i krzyczy ze swego słoika

Awatar użytkownika
nimfa bagienna
Demon szybkości
Posty: 5708
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 11:40
Płeć: Nie znam

Post autor: nimfa bagienna » pt, 17 lip 2009 11:01

Bebe pisze:Arien Halfelven - dziękujemy za nadesłaną pracę, lecz autorka, która weszła w skład autorów antologii nie ma już chyba czego szukać na Warsztatach?
To może ZakuŻonego Terminatora dla Arien H.?:)
e. 1,2,3 - Nie mogę wyedytować cytatu, no nie mogę. Pójdę się pociąć.
Ostatnio zmieniony pt, 17 lip 2009 11:06 przez nimfa bagienna, łącznie zmieniany 3 razy.
Tłumaczenie niechlujstwa językowego dysleksją jest jak szpanowanie małym fiutkiem.

Awatar użytkownika
Bebe
Avalokiteśvara
Posty: 4592
Rejestracja: sob, 25 lut 2006 13:00

Post autor: Bebe » pt, 17 lip 2009 11:03

Nie ode mnie to zależy, nie ja nadaję statusy. :)

EDIT - już Ci poprawiłam. :D
Z życia chomika niewiele wynika, życie chomika jest krótkie
Wciąż mu ponura matka natura miesza trociny ze smutkiem
Ale są chwile, że drobiazg byle umacnia wartość chomika
Wtedy zwierzyna łapki napina i krzyczy ze swego słoika

Awatar użytkownika
Marcin Robert
Niegrzeszny Mag
Posty: 1737
Rejestracja: pt, 20 lip 2007 16:26
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Marcin Robert » pt, 17 lip 2009 11:08

nimfa bagienna pisze: e. 1,2,3 - Nie mogę wyedytować cytatu, no nie mogę. Pójdę się pociąć.
Ta kreseczka na końcu powinna być w inną stronę.

Nocny śpiewak
Sepulka
Posty: 33
Rejestracja: ndz, 12 lip 2009 15:20

Post autor: Nocny śpiewak » pt, 17 lip 2009 11:14

Ale jestem na siebie wsciekly, nastepnym razem bede pamietal by sprawdzic czy po przeklejeniu nie doda mi kilka dodatkowych "pustych" spacji i nie wyrzuci tekstu ponad limit.

Edit: Czy jest jeszcze jakas mozliwosc poprawienia tekstu aby pojawil sie w warsztatach czy sprawa jest juz stracona?
Four year old boy with massive caffeine high and a permanent and yet very small erection.

Awatar użytkownika
Bakalarz
Stalker
Posty: 1859
Rejestracja: pn, 01 sty 2007 17:08

Post autor: Bakalarz » pt, 17 lip 2009 11:21

IMO w twoim tekście nie chodzi o puste spacje, a o szkodliwy sposób zapisywania dialogów. (są "myślniki" które się liczą i takie, które się nie liczą jako odrębne znaki), Nocny śpiewaku.
Sasasasasa...

Awatar użytkownika
bejcej
Mamun
Posty: 105
Rejestracja: wt, 31 mar 2009 20:17
Płeć: Mężczyzna

Post autor: bejcej » pt, 17 lip 2009 12:00

Co do dodatkowych znaków, pojawiających się w zagadkowy sposób po przeklejeniu tekstu — zauważyłem, że FF dolicza "Entery". Widać to po skopiowaniu wysłanego tekstu do (dajmy na to) Worda i włączeniu opcji pokazywania wszystkich znaków (Ctrl+* w przypadku Worda 2007).

Awatar użytkownika
Albiorix
Niegrzeszny Mag
Posty: 1768
Rejestracja: pn, 15 wrz 2008 14:44

Post autor: Albiorix » pt, 17 lip 2009 12:01

\n to przecież znak jak każdy inny. Przejście do następnej linii. Bajt jest bajt.
nie rozumiem was, jestem nieradioaktywny i nie może mnie zniszczyć ochrona wybrzeża.

Awatar użytkownika
bejcej
Mamun
Posty: 105
Rejestracja: wt, 31 mar 2009 20:17
Płeć: Mężczyzna

Post autor: bejcej » pt, 17 lip 2009 12:02

Nie mówię, że to jakaś wada/niedoróbka :) Po prostu trzeba to wziąć pod uwagę.

Awatar użytkownika
Albiorix
Niegrzeszny Mag
Posty: 1768
Rejestracja: pn, 15 wrz 2008 14:44

Post autor: Albiorix » pt, 17 lip 2009 12:04

Najlepiej chyba liczy znaki rozmiar pliku. Zapisujemy plik tekstowy i patrzymy jaki ma rozmiar. Nie ma opcji żeby czegoś nie policzył.
nie rozumiem was, jestem nieradioaktywny i nie może mnie zniszczyć ochrona wybrzeża.

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 5629
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » pt, 17 lip 2009 12:43

Widzę, że nieśmiertelny temat liczenia znaków wraca z nową siłą! Brawo! O to właśnie w całych warsztatach chodzi! Nauka pisana to furda i bzdura - ONI chcą Was zmusić do tego, żebyście tylko się liczeniem przejmowali - to spisek!

Zatem proponuję bojkot warsztatów od następnej edycji!

I jeśli ktoś jeszcze nie zrozumiał aluzji - to polecę otwartym tekstem. Radzę skończyć ten wątek, bo jak tu się pojawi naczalstwo to polecą głowy.

Temat liczenia znaków, dodawanych spacji, myślników był już wałkowany na tyle sposobów, że słuszna jest alergia pewnych osób na jakiekolwiek wzmianki na ten temat. Ałtorze - nie umiesz liczyć, to nie licz też na to, że Twoje błędy będzie komisja naprawiać. Takie jest już życie na tym Forum.
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
Marcin Robert
Niegrzeszny Mag
Posty: 1737
Rejestracja: pt, 20 lip 2007 16:26
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Marcin Robert » pt, 17 lip 2009 18:42

No to może ja zacznę. Od środka.

Gmurek - Pożegnanie

Nagromadzenie patosu jest tak wielkie, że mogłoby wprawić w ruch silnik wysokoprężny. Tylko po co, skoro ostateczny efekt jest komiczny. Wszystko tu jest śmieszne: od opisu podróży łzy po rozpad kłobuczego zewłoka. Wiele niepotrzebnych szczegółów, które jak rozumiem miały stworzyć romantyczny nastrój. Do czego jednak potrzebna jest mi informacja o doświadczeniu zgromadzonym przez dęby? Nic z niej nie wynika dla akcji. Składniki prostej w końcu scenki zostały tu karykaturalnie rozdęte. Jeżeli jednak usuniemy elementy mające stworzyć nastrój, nic z tej historyjki nie zostanie poza banalnym stwierdzeniem, że zmarło się jednemu z dwojga kochanków. Jest to historia o niczym po prostu.

A co z fantastyką? Zastąpmy Żywię i kłobuka parą zwykłych ludzi, żyjących ze sobą nie trzysta, lecz trzydzieści lat. Cała fantastyka ulatuje wówczas w niebyt. Jest ona doczepiona do utworu na siłę. Tak naprawdę nie jest to opowiadanie fantastyczne. To raczej para- albo pseudofantastyka.

Szort spełnia podstawowe założenia. Faktycznie to nie była miłość jak z "Przeminęło z wiatrem". Wielkość utworu także mieści się w limicie znaków. Jest to jednak utwór pseudofantastyczny, o niczym, zmierzający nie tam, gdzie dążył autor – w stronę karykatury po prostu.

ODPOWIEDZ