ZWT 1 - To nie była miłość jak z "Przeminęło z wiatrem&

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
beton-stal
Fargi
Posty: 339
Rejestracja: wt, 12 gru 2006 01:49
Płeć: Mężczyzna

Post autor: beton-stal » pt, 31 lip 2009 23:33

Riv pisze:To jak? W piątkowy wieczór dyskusja dobiegła końca - ja byłem wtedy określonego zdania, Ty zostałeś przy swojej opinii? ;)))
:)) Okay - takie podejście mi się podoba: zgranie treści i formy. Dzięki za ciekawą dyskusję na temat dwóch-trzech słów. Zdaje się, że nawet autora zaskoczyliśmy wachlarzem ukrytych znaczeń.

Awatar użytkownika
BMW
Yilanè
Posty: 3623
Rejestracja: ndz, 18 lut 2007 14:04

Post autor: BMW » pt, 31 lip 2009 23:39

beton-stal
Zdaje się, że nawet autora zaskoczyliśmy wachlarzem ukrytych znaczeń.
Bez wątpienia. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że w tym opku jest nie jedno, ani nawet nie dwa dna. )))

Ivireanu

Post autor: Ivireanu » sob, 01 sie 2009 00:01

Dzięki Ci bardzo Małgorzato za poświęcony czas.
Ale było blisko utworu.
Żem sobie z tego print screena zrobiła na pamiątkę :-)
Problem w tym, że nie wiem, o czym opowiadasz. O przywiązaniu śmierci do psa, czy o przywiązaniu Lindseya do śmierci, Autorko?
O jednym i o drugim, bo tak naprawdę każde z tych uczuć jest ważne.
Przywiązanie śmierci do psa sprawia, że Barghest nie może umrzeć, bo śmierć nie chce wypuścić jego duszy. W oczach Lindseya śmierć krzywdzi czterołapa w imię swojego uczucia.
Lindsey zmusza ją, żeby zabiła zwierzę - uważa, że tak będzie lepiej. Przywiązanie Lindsey-śmierć działa w obydwie strony. On uważa, że robi coś na dłuższą metę dobrego, w końcu żywi do śmierci ciepłe uczucia, może nawet miłość. Śmierć się wścieka, ale Lindseya nie zabija. Działają obie siły na raz - jej przywiązanie do psa i do Lindseya. Jaki będzie tego końcowy wynik? Nie wiadomo, możemy polegać tylko na opinii Lindseya.
Te wszystkie uczucia się nakładają i jako całość mają sens. A czy prowadzą do czegoś dobrego czy nie - to już kwestia dla czytelnika do rozsądzenia. Gdzie jest granica, za którą przywiązanie nie jest już zdrowe.
Raphael i Lindsay mogą to przecież na własne oczy zobaczyć, czyli Lindsay nie musi tłumaczyć oczywistego Raphaelowi - że kosa jest wbita w ścianę (notabene: zastanawiam się, jak śmierć miotnęła/rzuciła kosą w Lindsaya - niezbyt to wygodne narzędzie do rzucania jest). [...] A że kosa jest wbita w ścianę - winno się załatwić w narracji.
Tu wypada mi się jedynie pokajać, mój błąd.
Że kosa niezbyt wygodna do rzucania - a i owszem, się zgodzę. Ale dopełniła obrazu śmierci-histeryczki, która rzuciła w Lindseya tym, co miała pod ręką ;-) No i Lindsey dzięki temu wyszedł z konfrontacji jeno ranny.
Kosa wbita w ścianę - przyznaję, powinno zostać załatwione w narracji pod warunkiem, że panowie nadal są w miejscu, w którym kosę mogą sobie na oczy własne obejrzeć. Domyślnie pewnie i są, choć w pierwotnej wersji tak nie było :-) Pisałam z myślą, że byli u Raphaela, ale potem dokładne umiejscowienie pożarł limit znaków. I stało się, bohaterowie są wszędzie-nigdzie, a ja niczym w tekście nie dałam do zrozumienia, że nie są w miejscu, gdzie opowiadana przez Lindseya historia się rozegrała.
Wyrzucając miejsce nie zauważyłam, że ostatnia linijka przestaje mieć sens i zgadzam się w całej rozciągłości - łatwiej byłoby zrobić tak, że kosę mogą zobaczyć na oczy i wpisać to w narrację.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » sob, 01 sie 2009 00:08

W sumie to, że miejsce zdarzenia jest tożsame z miejscem, gdzie w ścianę wbita jest kosa, wynika pośrednio, poszlakowo. Trudno sobie wyobrazić, żeby Lindsay ranny w szyję wędrował do Raphaela - na logikę, skoro sobie opatruje świeżą ranę (krew płynie), to chyba jednak jest na miejscu, gdzie doszło do zdarzenia...

Problem z przywiązaniami pies-śmierć, śmierć-Lindsay nie jest w tym, że brak powiązań (bo są), lecz w tym, że zmieniasz ciężar. Śmierć-pies a śmierć-Lindsay - obie kwestie oczyma Lindsaya, ale konkluzji brak. Dwa wynikające z siebie epizody, ale brak jasnego położenia akcentu, co jest ważne/ważniejsze. To rozjazd fabularny. Nie tak duży, jak w innych tekstach, ale stanowiący o różnicy między tekstem właśnie a utworem, IMAO.

edit: Strasznie kręcę. Lepiej wrócę do pracy, oczadziałam...
So many wankers - so little time...

Ivireanu

Post autor: Ivireanu » sob, 01 sie 2009 00:57

Małgorzata pisze:Trudno sobie wyobrazić, żeby Lindsay ranny w szyję wędrował do Raphaela - na logikę, skoro sobie opatruje świeżą ranę (krew płynie), to chyba jednak jest na miejscu, gdzie doszło do zdarzenia...
Aye. Prawda to :-)
[...] brak jasnego położenia akcentu, co jest ważne/ważniejsze. To rozjazd fabularny.
No i tego właśnie do końca nie rozumiem. Jeśli mówić chcę o problemie przywiązania jako takiego na różnych poziomach i w różnych relacjach, to dlaczego powinnam czytelnikowi zaznaczyć, która z relacji jest w opisanej sytuacji ważniejsza?
Czy to nie określi odgórnie interpretacji jako takiej? Tekst miałby inny wydźwięk, jeśli byłoby w nim pokazane, czy Linds faktycznie miał rację, czy nie. Jeśli miał, to jego przywiązanie do śmierci byłoby niejako ważniejsze i facet dobrze zrobił, śmierć była w błędzie, jej przywiązanie do psa jest już chore. Ale jeśli Lindsey racji nie miał, to przywiązanie śmierć-pies stawiamy jako ważniejsze i np. twierdzimy, że śmierć powinna była Lindseya zakatrupić na miejscu, facet przekroczył granicę.
Ale czy Linds był palantem czy nie, to czytelnik powinien powiedzieć sobie sam - a przynajmniej dwie osoby którym dano tekst do łap do sprawdzenia miały kompletnie różne opinie w temacie.
A może powinnam stanąć po którejś ze stron i czytelnikowi dać do wyboru tylko - zgadzam się / nie zgadzam się ?

Chyba, że nie zrozumiałam Twojego Małgorzato przekazu, wtedy proszę łopatologicznie jeszcze raz :-) Bo ja czasem ciężko łapię mimo szczerych chęci.

edit: literówka
Ostatnio zmieniony sob, 01 sie 2009 01:02 przez Ivireanu, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » sob, 01 sie 2009 01:00

To nie to. Struktura. Nie potrafię dzisiaj porządnie wyjaśnić. Spróbuję później, jak będę bardziej kompatybilna z moim wewnętrznym redaktorem. :P
Znaczy, wina w przekazie - czyli po mojej stronie, Ivireanu. :)))
So many wankers - so little time...

Ivireanu

Post autor: Ivireanu » sob, 01 sie 2009 01:09

No tak, jeśli chodzi o strukturę tekstu to wiem, że każdy tekst jakąś ma tudzież mieć powinien. I na tym moja wiedza się kończy, wobec czego poczekam grzecznie, aż Twój wewnętrzny redaktor będzie gotów spróbować mnie w tej materii oświecić. Wdzięcznam, że w ogóle się wraz z wewnętrznym redaktorem zajęliście moim tekstem :-)

beton-stal
Fargi
Posty: 339
Rejestracja: wt, 12 gru 2006 01:49
Płeć: Mężczyzna

Post autor: beton-stal » sob, 01 sie 2009 09:39

Tak jak ja rozumiem Małgorzatę, problem ze strukturą polega na tym, że przez większość tekstu czytelnik poznaje historię związku pies-śmierć. Związku dość mocnego. Później następuje jednak wolta - okazuje się, że pies psem, ale śmierć wróci do bohatera. Niby po kosę, ale wróci do niego - pada zwrot "no i zostawiła...", który wskazuje, że brak kosy stanowi tylko dodatkową motywację. Wcześniej jednak pojawia się kolejne zaskoczenie - trzeba kostusze kupić nowego psa. A więc po co albo do kogo ma ona wrócić?

W efekcie cały sens opowieści o związku stary pies-śmierć rozłazi się na boki. Zamiast dać wyraźną pointę odnoszącą się do początku tekstu, autorka mrugnęła okiem i dała do zrozumienia, że koniec niejedno ma imię. Pewnie ma, ale któreś trzeba było wybrać.

Ale pomysł ciekawy - groteskowy, metafizyczny, nieco makabryczny.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » sob, 01 sie 2009 20:49

O, właśnie. Beton-stal ma łączność z moim wewnętrznym redaktorem. :)))
Tak jest. Jeden epizod zaczyna opowieść, a zupełnie inny kończy. Oba epizody są powiązane osobą śmierci i kwestią związku ze śmiercią (Lindsaya i psa), ale nie dotyczą tej samej kwestii, czyli nie rozszerzają np. pojęcia sygnalizowanego w tytule - przywiązania, lecz osobno opowiadają o przywiązaniu śmierci do psa i przywiązaniu Lindsaya do śmierci. Dwa inne rodzaje przywiązania. I brak konkluzji, co z tego ma wynikać.

Nadal też nie jestem przekonana, czy kosą można rzucić tak, by się wbiła w ścianę. Już raczej machnąć... No, ale to już zupełnie na marginesie. :)))

Tak, pomysł makabryczny, więc mi się podoba. Zmarnowany, więc to nie komplement, lecz zarzut, Autorko.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Keiko
Klapaucjusz
Posty: 2200
Rejestracja: wt, 22 sty 2008 16:58

Post autor: Keiko » sob, 01 sie 2009 21:19

Małgorzata pisze: Nadal też nie jestem przekonana, czy kosą można rzucić tak, by się wbiła w ścianę. Już raczej machnąć... No, ale to już zupełnie na marginesie. :)))
O takie rzeczy to Ikę trzeba zapytać :P
Wzrúsz Wirúsa!

Ha! Będziemy nieśmiertelni! To nie historia nas osądzi, lecz my osądzimy ją! (Małgorzata)

Awatar użytkownika
Ellaine
Kameleon Super
Posty: 2654
Rejestracja: sob, 25 lut 2006 22:07
Płeć: Kobieta

Post autor: Ellaine » pn, 03 sie 2009 19:31

Wybacz, BlackHearcie, że z takim opóźnieniem, ale będąc na wakacjach nie miałam czasu przysiąść i odpowiedzieć na Twój post. A zapowiadało się na dłuższą odpowiedź :))
- Nakarm młode.
Przepraszam, czyja to kwestia? Z tekstu nie wynika. Owszem, można się domyślać, ale po co ta kłoda pod nogi czytelnika? Znaków zabrakło?
Zabraknąć nie zabrakło, ale bardziej czytelnie pisać to czy to już nie będzie łopatologia stosowana? :) Tak mi się wydawało przynajmniej, że jeśli dam to od nowego akapitu, gdzie w poprzednim wypowiadała się samica, a w następnym akapicie jest opis reakcji samicy na słowa "nakarm młode", jest wystarczająco klarowny dla Czytelnika. Jeśli tak nie jest, proszę o wybaczenie.

Czując wzrok na sobie otworzył oko, które w półmroku zabłyszczało złociście
Nie znajduję uzasadnienia dla tego nienaturalnego, sztucznego szyku. Dlaczego nie np.: Czując na sobie wzrok, otworzył oko, które zabłyszczało złociście w półmroku, hmm?
Wybacz, BlackHeart, ale ja nie widzę różnicy między tymi dwoma zdaniami. ^^" I jeśli mam być szczera, to moja wersja dla mnie brzmi bardziej naturalnie. Ponieważ nie napisałabym tego zdania tak jak Ty, po prostu w życiu by mi to przez klawisze nie przeszło :)) Może by i przeszło, ale nadal twierdzę, wersja pierwotna dla mojego sposobu pisania jest mi bliższa.
Wzruszyła ramionami, już nie raz popisywał się tak przed nią
Kolejny dziwoląg, jeśli chodzi o szyk. Dlaczego? Dlaczego, autorko, rzucasz kłody pod nogi czytelnika? Nienaturalny szyk rozmywa treść. Dlaczego nie np.: Wzruszyła ramionami. Już nie raz się tak przed nią popisywał.


Oczywiście, że napisałbyś to inaczej, bo nie jesteś mną :)) I znów osobiście uważam pierwotną wersję za naturalną, ponieważ piszę w taki sposób. Zawsze w podstawówce powtarzano mi, że język polski jest takim cudownym tworem, gdzie można poprzestawiać słowa w zdaniu, a jednocześnie sens pozostaje ten sam. Mogłoby to brzmieć: "Nie raz popisywał się tak przed nią, więc jedynie wzruszyła ramionami." Albo: "Wzruszyła ramionami, popisywał się tak przed nią już nie jeden raz." I mogę się mylić, ale dla mnie oba te zdania są równie naturalne, jak wersja z tekstu i ta zaproponowana przez Ciebie, BlackHeart :)
krzyknął w głąb jaskini, gdzie znikła, idąc do piskląt, które zaczynały domagać się śniadania.
To jest, autorko, monstrum, a nie zdanie. Tak się nie piszę. Nawaliłaś tyle informacji, że aż głowa boli. Ja rozumiem, ograniczenie znaków daje w kość, ale litości. Że krzyknął, że w głąb jaskini, że znikła, że do piskląt, że domagały się śniadania. Za dużo tego. Tak się nie pisze. A poza tym znowu problemy z tożsamością podmiotu. Kto zniknął w głębi jaskini? Bo na razie wychodzi, że zniknęła szara skóra.
Fakt, w tym zdaniu mogłam wrzucić "gdzie znikła samica", zamiast użyć skrótu myślowego. I rzeczywiście zdanie wyszło troszkę koślawo. A jednocześnie miałam brak konceptu na rozbicie tego na dwa zdania.
Słońce kryło się za szczytami
Szczytami czego? Wieżowców? Drzew? Czego? Domyślam się, że chodziło o góry. Problem w tym, żebym ja, czytelnik, się jak najmniej domyślał.
Gdyby to było coś nienaturalnego - jak "szczyty wieżowców", to bym o tym wspomniała. Natomiast drzewa mają korony, ewentualnie czubki, nie zaś szczyty; a drzewa w dużej ilości nazywa się lasem. :D Szczyty zawsze i wszędzie będą kojarzyć mi się z górami, zwłaszcza, że wcześniej była mowa o jaskini. Dlatego nie uznałam za konieczne dodawać czegoś tak oczywistego.
Siedziała w bezruchu na skalnej półce, młode zasnęły
Jakiś konkretny powód, dla którego jest to jedno zdanie?
Pomyślałam sobie, że to da taki nieco "melankolijny" koloryt. Taka chwilka zadumy ;))
Jak zwykle wracał z dużym łupem
SJP Twoim przyjacielem, autorko. Łup.
Tutaj szczerze mówiąc mam zagwozdkę, ponieważ sądziłam, że dla drapieżnika zdobyte pożywienie jest łupem. SJP mówi, że łup - to coś, co zostało zdobyte i dalej jest napisane, że zwykle w nieuczciwy sposób. Zwykle, ale nie zawsze. Jakby nie patrzeć - czy to uczciwe, że drapieżnik zabija inne zwierzę, żeby je zjeść? ;))) Poza tym samiec zdobył pożywienie, więc myślę, że dla niego jest to łup.
Parę uwag ogólnych. Operowanie bez imion to wyższa szkoła jazdy. Niewielu to potrafi. I nie mówię tylko o debiutantach, ale także o starych wyjadaczach. Póki co, Ellaine, mogę powiedzieć, że Ty tego nie potrafisz. Proponuję korzystać jednak z imion. To nie boli, nie szkodzi utworowi, a czytelnikowi ułatwia życie.
Co do operowania bez imion, wyszłam z założenia, że nie jest to konieczne dla ogólnego zrozumienia całości sceny, jaką przedstawiłam w tekście. Faktycznie, w przypadku tego krzyczenia w głąb mogłam wstawić, że znikła samica, ale cóż, było minęło. Będę następnym razem bardziej uważać i tyle.
Inna sprawa, to... Noż, naprawdę nie wiem, czym są bohaterowie tekstu. Mamy płaty skórne i szarą skórę, więc stawiam albo na nietoperze, albo na latające wiewiórki. Nic innego mi do głowy nie przychodzi. Mogę się jedynie domyślać, że chodziło o smoki (żeby było fantastycznie).
Nietoperze nie mieszkają w parach, a wiewiórki z tego co wiem, nie mieszkają w górskich jaskiniach. Nie są to też smoki, aczkolwiek na upartego mogłyby być smokami. To są stworzenia bardzo zbliżone do pterozaurów, przeze mnie zwanych Volitavianami. Niestety w tak krótkim tekście nie byłam w stanie sensownie umieścić opisu, czym są stworzenia, więc została taka luka w świecie przedstawionym. Przepraszam z tego miejsca.

Dziękuję za przeczytanie tekstu, BlackHearcie, dziękuję za uwagi - mimo, że z nie wszystkimi się zgadzam, ale wszystkie biorę pod rozwagę :)) I dziękuję po prostu za poświęcenie swego czasu.


BTW. Jeszcze jedna kwestia mnie zastanawia BlackHercie, co miałeś na myśli mówiąc o "ostrożności w stosowaniu wykrzykników", dlaczego autor powinien ograniczać używanie innych znaków interpunkcyjnych niż przecinek, kropka, znak zapytania i myślnik? :)) Bo osobiście mnie ta kwestia intryguje, ponieważ nie jestem w stanie zrozumieć tego, co chciałeś mi przekazać.

PS.: A tak nieco abstrahując od tekstu:
Niemniej, jeśli chciałbym bawić się w zgadywanki, to kupiłbym sobie Tygodnik Szaradzisty i rozwiązywał rebusy.
A mnie się wydawało, że fajnie czasem pomyśleć nad tekstem. Osobiście nie lubię książek, przy których mogę zupełnie wyłączyć myślenie ;) Nie mówię teraz o moim tekście!, brońcie mnie bogowie, ale osobiście lubię literaturę, która nie rzuca mi wszystkim prosto w twarz. Wolę taką, gdzie tylko niektóre sprawy są proste i jasne, a dużo ukrywa za woalką niepewności i odsłania je stopniowo. Może dlatego ostatnio polubiłam kryminały :)) I może to w pewnym sensie jest mój ideał, do którego dążę :)

edit: poprawiłam cytowanie.
edit2: poprawiłam jedno pogrubienie, bo wcześniej było cytowaniem :))
Ostatnio zmieniony pn, 03 sie 2009 19:56 przez Ellaine, łącznie zmieniany 1 raz.
Piękne kłamstwo? Uwaga! To już twórczość - S. J. Lec
Cudnie, fajnie i gites - gdy definitywnie odwalę kitę - J. Nohavica
Rękopis znaleziony w pękniętym wazonie

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pn, 03 sie 2009 19:40

Tak na szybko, póki nie mam dobrego światła do translowania...

Ellaine, zdanie, w którym jednosylabowy wyraz jest na końcu, nie jest naturalne w języku polskim, ponieważ wymusza akcent, który w języku polskim jest rzadki - większość zdań kończyć lepiej minimum wyrazami dwusylabowymi. Dla melodii. Jeżeli chcesz tę melodię złamać, żeby podkreślić coś w narracji, wtedy warto wrzucić jednosylabowca w wygłosie.
Dlatego Czarnosercemu stwierdzenie, że "Już wiele razy popisywał się przed nią." (cytat z pamięci, pośpieszny, więc pewnie niezgodny, przepraszam) brzmi niedobrze. Mnie również.
Za to szczyty - jak najbardziej racja. Też nie użyłabym dookreślenia, że szczyty gór (lub górszczyty, rzecz jasna, jakże piękne) - niepotrzebne, skoro jaskinia sugeruje lokację.

Pewnie kiedy zacznę omawiać Twój tekst, nie czepię się już języka. Tylko, jak zwykle, że zrobiłaś scenkę, a nie pełną opowieść... :P
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Ellaine
Kameleon Super
Posty: 2654
Rejestracja: sob, 25 lut 2006 22:07
Płeć: Kobieta

Post autor: Ellaine » pn, 03 sie 2009 19:45

Tylko, jak zwykle, że zrobiłaś scenkę, a nie pełną opowieść... :P
Obawiam się, że masz rację :D I nawet tłumaczenie, że wysłałam w trzecim dniu po ogłoszeniu tematu warsztatów niewiele pomoże, co? ;))

Co do jednosylabowca, to zapamiętam. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, a jednocześnie mnie to nie przeszkadzało, więc nie widziałam w tym nic złego. :) W sumie, zdaję sobie sprawę, że mam dość specyficzny sposób pisania/mówienia, bo już wielokrotnie o tym mi mówiono. Ktoś nawet stwierdził, że mówię staropolszczyzną (sic! poturlałam się wtedy po podłodze :D).

Dziękuję za wyjaśnienie, Małgorzatko. :))
Piękne kłamstwo? Uwaga! To już twórczość - S. J. Lec
Cudnie, fajnie i gites - gdy definitywnie odwalę kitę - J. Nohavica
Rękopis znaleziony w pękniętym wazonie

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pn, 03 sie 2009 20:30

Maj pleżer. :)))
Wyjaśnienia czy nie - w Twoim tekście brak zamknięcia, jak mi się zdaje. Ale muszę przeczytać po raz kolejny, żeby mieć pewność.
Ale rzeczywiście, stosujesz często inwersję w zdaniach. Nie jest to zakazane - polszczyzna przecież nie ma "twardej", hierarchicznej syntaksy. Pewnie jak ktoś widzi, że orzeczenie na końcu, a podmiot na początku, to ma złudzenie, że staropolszczyzna, bo składnia łacińska.
Na razie - uprawiam sprint robotniczy, chamski sport, co tu kryć. I poczucie językowe mam wyłączone.
Znaczy: już mnie tu nie ma... :P

edit: Musiałam trochę pogadać jednak. :)))
So many wankers - so little time...

Gmurek

Post autor: Gmurek » wt, 04 sie 2009 02:28

Na wstępie oczywiście bardzo chciałem podziękować za konstruktywną krytykę.

Przyjmuję ją z pokorą raczkującego początkującego. W końcu jest to pierwsze "opowiadanie", w którym dotarłem do mniej lub bardziej szczęśliwego końca :)

Przy jego tworzeniu, jak to zwykle bywa, pojawił się pomysł. Był jakiś tam początek, rozwinięcie i zakończenie. Głównie sprowadzały się do pewnej sceny - rozstania przez śmierć partnera.

W obrazie, jaki ukształtował mi się w głowie, dominowała cisza, smutek i oczekiwanie na nieuchronne. Próbowałem oddać nastrój, gdy istota, która ma za sobą ileś-set lat życia odchodzi z tego świata w pełni z nim pogodzona.

Doszła tu do głosu fascynacja anime, gdzie pewne sceny są specjalnie spowolnione, niemiłosiernie wydłużone, tylko po to, by podkreślić nastrój chwili.

Stąd też ta łza, płynąca powoli i ociężale. I wyobrażenie pochylonej postaci, od której policzka odrywa się ona, w zwolnionym tempie lecąc w stronę płaskiej tafli jeziora, bez nawet drobnej zmarszczki na wodzie. Wydawało mi się, że w tej ciszy, uderzenie łzy może (choć nie jestem fizykiem i nie wiem, jaka to musi być wysokość :), doprowadzić do opisanego efektu.

Przyznam, że teraz widzę, że patos jest tu nadużywany do bólu. Miał on podkreślić, jak ważny jest to moment, a wyszło jak zawsze :) Wtopa początkującego.
Ciekawe, co dokładnie się gromadzi na tych drzewach, skoro ma ciężar. Tak naprawdę podejrzewam, że poniosło Cię, Autorze, na manowce języka. Jak zwykle, gdy niewprawnie używa się patosu.
Cóż chciałem zderzyć wiek drzew, a co za tym idzie, ich ogrom, dostojność itp. z opisywaną sceną - że jest na tyle ważna, że nawet one pochylają się nad umierającym "składając niemy hołd"
Błąd zapisu ewidentny. Kwestie dialogowe różnych osób zapisuje się według polskich konwencji jedna pod drugą, nie jedna po drugiej. Bo nie wiadomo, kto do kogo mówi. Tu zawisłam na dłużej próbując odszyfrować, o co chodzi w rozmowie.
W pełni się zgadzam, usunąłem bez sensu "entery" i całość stała się nieczytelna.
Żywia – jako boginka (chyba wodna) i kłobuk – chochlik. Jakoś słabo znam fantasy, mitologię też już zapomniałam, ale pamiętam, że Żywia bynajmniej nie była boginką (a już na pewno nie wodną), lecz boginią; a kłobuk to zły duch, a nie duszek... Ot, subtelne różnice. Jakże znaczące dla odbioru jednak.
Imię 'Żywia' zaczerpnąłem ze słownika imion słowiańskich, bez żadnego powiązania z fantasy czy mitologią. Chciałem być spójny w określaniu imion w stosunku do realiów. Kłobuk jest postacią silnie zakorzenioną w wierzeniach kaszubskich i mazurskich. Stąd zależało mi, aby imię kobiece również wpisywało się w kanon.

Kłobuk niekoniecznie jest przedstawiany jako zły duch "bez zdrobnienia". W zależności od źródeł, sposób prezentacji waha się od czegoś na kształt demona do istoty o charakterystyce porównywalnej z chochlikiem (np. robienie mniej lub bardziej uciążliwych psikusów, sikanie do mleka, żeby skwaśniało itp.) Jednocześnie dobre traktowanie (głównie zapewnienie miejsca i strawy) kłobuk potrafił swojemu gospodarzowi wynagrodzić. Stąd moje wyobrażenie kłobuka - niekoniecznie przepiekielnie demonicznego "duszka".
Drugie, co sobie uświadomiłam po lekturze, to patos. Patos tak żałośnie powykręcany, że śmieszny. Niestety, Autorze, nie panujesz nad wzniosłością wypowiedzi, przenosi Cię bez trudu w bełkot.
Wyszło jak wyszło, chociaż było niezamierzone :) Wszystko po to by podkreślić unikalność tej chwili. BTW - skoro się uczymy, jakie macie pomysły na oddanie statyczności obrazu?
Można było ten limit znaków wykorzystać lepiej.
W pełni się zgadzam. Im dłużej się wczytuję, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że większość z tego, co chciałem napisać, nadal mam w głowie. Niepotrzebnie zużyłem znaki na patetyczny opis sceny :)
Za to odkryłam, że w uniwersum (umownie tak to nazwijmy) „Pożegnania” postaci mówią tym samym lub podobnym językiem, jak w omawianym wcześniej „Poranku” i tekście bez tytułu autorstwa Qłak(a).
Z tym mam trochę problem. Nie wiem, jakie są obecne trendy w języku, którym posługują się postaci. Gdzieś tam, dawno temu, chyba w podstawówce (jeśli mnie pamięć nie myli), uczono mnie, że użycie dużej litery w słowie "Tobie", "Ciebie" "Ty", ma podkreślać szacunek, jakim darzy się tę drugą osobę. Tak jakoś mi zostało.

Na przyszłość zapamiętam, że opowiadanie to nie list motywacyjny :)

Pozdrowionka,

ODPOWIEDZ