WT 3: Z deszczu dźwięków pod rynnę melodii - prace

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17027
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » sob, 15 maja 2010 17:45

Bo widzisz, Czterokołowy, problem w tym, że wymyślać trzeba nie tylko na temat, ale i do ograniczeń. Inaczej nie wyjdzie. Twój opis synestezyjny w połączeniu z motywem ucieczki można wykorzystać inaczej, zamknąć sytuację w prostszej fabularnie formie.
Przy krótkich utworach istotną niezwykle sprawą jest oparcie się na wiedzy powszechnej. Wyobraź sobie np. że Twój bohater jest myszą, którą goni kot. Ilu spraw nie musiałbyś wyjaśniać czytelnikowi, bo są powszechnie wiadome? :P

No, ale wracać należy do innych tekstów - zaniedbałam je okrutnie. Zwłaszcza, że następna praca warsztatowa wydaje mi się podobna do Twojej, BMW. Albo Twoja jest podobna - ot, konwergencja pomysłów. :)))

Maniak82: Turystyczne crescendo
Po pierwsze, onomatopeje, jakich użyłeś, Autorze, winno się chyba zapisywać z dywizem: pip-pip, stuk-stuk-stuk, etc. Wyglądają nienormalnie, kiedy rozdziela je tylko spacja.
Po drugie, konkluzja wynikająca z opisu.
Przejmujące iii, auto zatrzymuje się tuż przede mną, kierowca klnie. Tuk tuk tuk tuk, niebo przecina ciemna maszyna, to helikopter. Zewsząd słychać dźwięki rozmów, basowe pomruki silników, tupanie, świdrujący śmiech - diabelska wrzawa. Biegnę przez ulicę pozdrawiany nerwowym bip bip granym przez spóźnionych dokądś kierowców. Zaszczuty.
Zacytowałam większy fragment, ale liczy się to, co podkreślone i pogrubione, czyli... No, właśnie. Opis wskazuje na hałas, narrator biegnie - i jest zaszczuty? Po czym poznać, bo nie wiem? Zaszczucie jest stanem umysłu. O stanie umysłu narratora (choć to bezpośredni, pierwszoosobowy) nie ma ani słowa. A ten narrator zwłaszcza daje możliwości, by odbiorca dowiedział się, co mu w duszy gra. Niestety, narrator skupia się na czynnościach, które wykonuje. I przez to konkluzja (pogrubiona w cytacie), to zwyczajne chciejstwo, Autorze.
Po trzecie: fabuła. Jest i na dodatek jest zrozumiała (mniej lub bardziej), choć mocno skrócona, ściągnięta. Widać, że limit znaków gryzie. Niemniej, fabuła jest OK. Osobnik wyhodowany w laboratorium i posiadający spec-moc umyka ze wzmiankowanego laboratorium. Zostaje złapany, ale zamierza znowu zwiać.
Problem, jaki zapewne wynikł również z ograniczenia objętości, to brak konkluzji spajającej fabułę. Brak wyjaśnienia, dlaczego narrator tak bardzo chce się wyrwać z laboratorium, dlaczego ucieka. Pragnie poznać świat, dowiedzieć się więcej o dźwiękach (dopuszczalna interpretacja na podstawie tytułu, ale bardzo naciągana)? Z jakiej przyczyny dzieje się to, co opisałeś, Autorze? I co z tego wynika?
Twojej pracy brak myśli nadrzędnej, wyjaśniającej. Dlatego jest to paradoksalnie zamknięty epizod (z zakończeniem otwartym), lecz opowieść pozostaje - niestety - niedokończona.
To utwór in spe, niestety.

........................................................................................................

edit:

Przepuściłam Anioła w Czerni, przepraszam.
Pewnie dlatego, że to strasznie łatwy tekst. I nie, nie jest to komplement. Nie chodzi o to, że łatwo się czyta - chodzi o to, że tak łatwo znaleźć w nim błędy.
Najpierw to, na co zwróciła uwagę Mirael, choć pewnie nie z tej strony ugryzła, co trzeba. Składnia, proszę Autorki. Składnia jest... nie wiem, jak ją określić. Szkolna? Poprawna. I koszmarnie nudna, ponieważ powtarzalna i sztywna. Podmiot konkretny-orzeczenie-reszta mniej istotnych elementów zdania (głównie należących do grupy orzeczenia). Przypomnę może, że polska składnia daje sporo luzu, nie ma obowiązkowego szeregowania, że np. podmiot konkretny zawsze na początku, potem orzeczenie, potem ewentualnie reszta. A u Ciebie, Aniele w Czerni, większość zdań jest właśnie wg powyższego schematu.
Druga sprawa, to fabuła. Bohaterka słyszy melodię, podchodzi do kotary, zapada ciemność, bohaterka widzi zmarłego dziadka. I tyle.
Gdzie się dzieje ten epizod? Co za kotara, po co przyciągnęła muzyką bohaterkę? Dlaczego dziadek się pojawił?
I tak dalej. Nie ma osadzenia fabuły, nie ma tła i choć wiadomo, co się dzieje, nie wiadomo, o co chodzi w tym tekście.
Konkluzji brak. IMAO, również zakończenia.
Jest realizacja tematu i ograniczeń formalnych. I co z tego?
I jeszcze coś mi się rzuciło w oczy. Jak na takie rygorystyczne trzymanie się konkretnych podmiotów, mącipole brzydkie:
Kim była na plaży. A przed nią (ciach)
Zaimki są złe...
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
BMW
Yilanè
Posty: 3623
Rejestracja: ndz, 18 lut 2007 14:04

Post autor: BMW » sob, 15 maja 2010 23:48

Małgorzata
Przy krótkich utworach istotną niezwykle sprawą jest oparcie się na wiedzy powszechnej. Wyobraź sobie np. że Twój bohater jest myszą, którą goni kot. Ilu spraw nie musiałbyś wyjaśniać czytelnikowi, bo są powszechnie wiadome?
Niby tak, ale...
Wyobraźmy sobie, że kot goni mysz, w końcu ją łapie i mówi "berek".
No i znając wnikliwość recenzentów zaraz by się zaczęło. A dlaczego kot mówi? A dlaczego to, a dlaczego tamto?
Oparcie się na pewnych znanych ogólnie faktach to ledwie początek. Trzeba by było zbudować przekonujący czytelnika ciąg fantastycznych elementów dotyczących pościgu i kocich zdolności.
Czyli znów pod górkę. Przynajmniej jak dla mnie.
Ale dzięki, to cenna podpowiedź.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17027
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » ndz, 16 maja 2010 00:41

Podejrzewam, że musiałbyś przede wszystkim wyjaśnić, skąd u myszy synestezja. I być może wtedy niepotrzebny byłby Ci kot, który mówi. :P
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
BMW
Yilanè
Posty: 3623
Rejestracja: ndz, 18 lut 2007 14:04

Post autor: BMW » ndz, 16 maja 2010 01:02

Małgorzata
musiałbyś przede wszystkim wyjaśnić, skąd u myszy synestezja.
A to mogłoby być znakożerne przedsięwzięcie. Poza tym pewnie nie wpadłbym na taki pomysł.

Awatar użytkownika
terebka
Ośmioł
Posty: 606
Rejestracja: ndz, 13 lip 2008 23:56

Post autor: terebka » ndz, 16 maja 2010 12:52

Przy krótkich utworach istotną niezwykle sprawą jest oparcie się na wiedzy powszechnej. Wyobraź sobie np. że Twój bohater jest myszą, którą goni kot. Ilu spraw nie musiałbyś wyjaśniać czytelnikowi, bo są powszechnie wiadome? :P
A kiedy bohaterem jest kot, polujący na mysz? To też wiedza powszechna, mniemam ;P


Tak tylko pytam. A dłonie mi drżą nie dlatego, że czekam niecierpliwie na swoją kolej. One mi tak zawsze drżą po pięciu kawach

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17027
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » ndz, 16 maja 2010 14:56

Tak. I pewnie niezwierzęcych przykładów też znalazłoby się mnóstwo.
Z myszą i kotem to był przykład, który niespodziewanie wyewoluował. :P

edit: Dalsze omówienia czas podjąć.

..........................................................................................

Marcin Robert: Przygody czarodzieja Ryśka

Jak przy okazji innej pracy - zwrócił moją uwagę brak łącznika. Nie wiem, czemu, ale wolę zapis kerrr-kerrr czy pruum-pruuum.
Nie, żeby to miało większe znaczenie. :P

Utwór bardzo ładnie napisany, Autorze. Językowo mi się podoba. Napięcie rosło, poczucie rozbawienia - również. Nie mam się czego czepić, jeżeli chodzi o warstwę językową. Bardzo dobra jest. I fabuła spójnie przekazana również. Dlatego, IMAO, to utwór.
Chociaż nie, żeby doskonały - o, nie! :P
Znaczy, nie ciesz się jeszcze, Marcinie R. :)))
Wszystko mi się podobało do końcówki. Bo, niestety, jest to utwór z rodzaju tych, które obiecują fajerwerki i zdychają na końcu.
I to zdecydowanie mi się nie podoba. Chociaż rozumiem, co chciałeś osiągnąć - napiąć tekst patetycznie, wzniośle, by potem spuścić nagle z tego balonika powietrze śmieszną konkluzją na końcu. Niestety, chyba nie dość śmieszną jak na mnie (chociaż "Celsjusz" mnie ucieszył bezwzględnie). No, ale brak poczucia humoru tutaj właśnie mi wychodzi, więc to opinia moja li tylko. Gust suwerenny i niezawisły, etc.
Za to ewidentnie naruszyłeś warunki ograniczające. Utwór miał się skończyć, gdy zapadnie cisza - proszę Autora. Ten się nie skończył. :P
No, i temat nie do końca zrealizowany jednakowoż. Deszcz dźwięków jest, ale rynny melodii chyba jednak zabrakło.
Opanowałeś język, Marcinie R. - nie mam co do tego wątpliwości. Myślę, że rozumiesz również zasady kompozycji. Teraz zacznij myśleć o majstersztyku. Bo Warsztaty, jak mi się zdaje, coraz mniej Ci są potrzebne. Zacznij ćwiczyć tyłek... :)))

........................................................................................................

edit: Korzystając z chwili wytchnienia...
Kakórg: Bo będzie grał aż do końca świata

Bardzo ładna opowieść o skrzypku, co będzie grał do końca świata. W sumie, opis bez zarzutu - ładny, dynamiczny, rytmiczny.
Jedna uwaga (bo czegoś trzeba się czepić):
Tryton za trytonem – ziemia chwieje się w posadach – zzzzz, jazgoczą skrzypki – zaraza zbiera żniwa – brzęk – trzask – pęka półmilowa struna i owija gardziel zucha
Z tego próbowałabym się jednak wykręcić - ze względu na produktywność innych znaczeń tego wyrazu. Zwłaszcza, że już zdążyłeś się popisać terminologią muzyczną, nie potrzebujesz akurat tego dysonansu. :P
Tak naprawdę jednak - w środkowej części nie ma żadnych problemów.
Problem tak naprawdę poważny jest z ramą opowieści. Czegoś zwyczajnie zabrakło w ciągu fabularnym, by zakończenie wyszło spójnie. Bo na początku twierdzisz, Autorze, że skrzypek jest straszny i dlatego nikt (poza Bohaterem) nie ma odwagi przeciwstawić się grajkowi. Z tego nie wynika, że po zabiciu skrzypka świat umrze. Nijak się nie łączy zakończenie z początkiem.
Owszem, zauważyłam tytuł. Ale nie potrafię zrozumieć, co kieruje Bohaterem, po co właściwie wyruszył na skrzypka? Podejrzewam, że tragizm tej historii zasadza się na niewiedzy Bohatera, iż ratując ludzi przed skrzypkiem, jednocześnie zabija ich i świat. Ale ta konkluzja nie wynika z tekstu - wynika z nadinterpretacji mojej li tylko.
Nie wiem, czy to utwór. Opowieść o skrzypku jest spójna, rama - nie.
Ale wątpliwości na korzyść...

I jeszcze językowo mi raz zgrzytnęło:
(Skrzypek-przyp.mój) zwija się i niknie niczym zapalona gazeta
Po garłaczach, zarazach, żaglowcu, trwodze, człowieczym nieszczęściu, etc. - nijak nie jest to dobre porównanie.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Marcin Robert
Klapaucjusz
Posty: 2016
Rejestracja: pt, 20 lip 2007 16:26
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Marcin Robert » pn, 17 maja 2010 18:09

Dzięki Małgorzato za komentarz. Dziękuję także pozostałym komentującym za uwagi.

A teraz pora, abym ustosunkował się do zarzutów:
Małgorzata pisze:Za to ewidentnie naruszyłeś warunki ograniczające. Utwór miał się skończyć, gdy zapadnie cisza - proszę Autora.
Prawie się skończył. :P
Małgorzata pisze:Deszcz dźwięków jest, ale rynny melodii chyba jednak zabrakło.
No, fakt. [W tym miejscu powinienem wstawić "Pana Zielonego"] W takim razie idę odbyć pokutę: posypię głowę popiołem i zacznę trenować tyłek. :)

Kakórg
Sepulka
Posty: 74
Rejestracja: pt, 13 lis 2009 16:59

Post autor: Kakórg » pn, 17 maja 2010 18:50

Dziękuję za komentarz Małgorytetu.
Trytonu będę bronił, bo potrzebniejszy mi się wydał od pozostałych dysonansów :P Wszak to diabolus in musica!

A co do języka (cóż, uderzę sam w siebie, bo nie wytrzymam), to chwilę po wysłaniu tekstu zauważyłem paskudztwo niewybaczalne, przez które nie mogę na swój utwór/nieutwór patrzeć:
gdy ten szyje piekielne tremola). Mozolnie pnie się po pstrym kręgu. Zsuwa się wciąż, lecz walczy zajadle z barwną obręczą, wstaje z kolan, skoro tylko robi się mniej stromo, i pędzi, pędzi ku złowieszczemu maestrowi, gdy ten
i zdumiony już byłem, że nikt z wcześniejszych komentatorów tego nie wytknął, teraz tym bardziej nie spodziewając się litości!
Problem tak naprawdę poważny jest z ramą opowieści. Czegoś zwyczajnie zabrakło w ciągu fabularnym, by zakończenie wyszło spójnie. Bo na początku twierdzisz, Autorze, że skrzypek jest straszny i dlatego nikt (poza Bohaterem) nie ma odwagi przeciwstawić się grajkowi. Z tego nie wynika, że po zabiciu skrzypka świat umrze. Nijak się nie łączy zakończenie z początkiem.
Owszem, zauważyłam tytuł. Ale nie potrafię zrozumieć, co kieruje Bohaterem, po co właściwie wyruszył na skrzypka? Podejrzewam, że tragizm tej historii zasadza się na niewiedzy Bohatera, iż ratując ludzi przed skrzypkiem, jednocześnie zabija ich i świat. Ale ta konkluzja nie wynika z tekstu - wynika z nadinterpretacji mojej li tylko.
Hmmm. Prawdę mówiąc bałem się, czy tytuł nie jest zbyt dużym spoilerem. Nie chciałem być łopatologiczny, po pierwsze, po drugie uznałem, że śmierć świata nie powinna być wiadoma już na samym początku, w końcu nikt jak dotąd Skrzypka nie ubił. Ale nie ałtorowi oceniać, czy jest spójny :-)
Nie wiem, czy to utwór.
To i ja nie wiem, czy się cieszyć oceną niby zaskakująco łagodną, ale... ;-)

Raz jeszcze dzięki, postaram się coś z tego wyciągnąć.
Zły Kakórg

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17027
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pn, 17 maja 2010 18:57

Nikt nie zauważył, bo językowo jest sprawnie.
A co do tytułu - OK, tytuł coś tam zdradza, ale nie osadza związku Bohater-skrzypek. Nie, nie musi być wiadome, że świat się skończy, gdy skrzypek grać przestanie - wręcz przeciwnie, jak chciałbyś zrobić wtedy element zaskoczenia na końcu?
Ale musi być sugestia, którą zepchnąłeś do tytułu - że skrzypek będzie grać do końca świata. Zrozumienie, że to oznacza: świat się skończy, gdy skrzypek przestanie grać, winno wyniknąć w zakończeniu właśnie. Nie wyszedł Ci ten związek. Tytuł nie jest częścią fabuły, proszę Autora. Może być wyznacznikiem głównego pola interpretacji (przez zwrócenie uwagi na istotny element/wątek/postać), ale to nie zwalnia od zamieszczania istotnych elementów w fabule. :P

edit: Przyszło mi do głowy, że ta opowieść nie zmieściła się w limicie znaków i zasługuje na rozwinięcie. Niekoniecznie w tak "oderwanej", oschłej narracji, choć z baśniowym dystansem koniecznie.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
maniak82
Sepulka
Posty: 89
Rejestracja: śr, 28 paź 2009 15:02

Post autor: maniak82 » wt, 18 maja 2010 09:03

Dziękuję Małgorzato.

Wszystkie twoje zastrzeżenia są dla mnie zrozumiałe i bezdyskusyjne. Już wysyłając tekst, wiedziałem, że ma trochę i ciut ciut niedociągnięć, ale miałem też wrażenie, że jest lepszy niż poprzednie. Część z wad wynika z limitu znaków, część z mojego nieopierzenia.

Cieszę się, bo mam nad czym pracować, zamiast rzucać rzemiosło w diabły :).

Pozdrawiam.

Edytka: doprecyzowanie.
Napisz mi "sKoNd KlIkAsH i TsHy WyŚleSh mEe SwOjOm FoTkEł" a powiem ci kim jesteś :)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17027
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » wt, 18 maja 2010 18:00

Przyjemność po mojej stronie, Maniaku. :)))

No, to kolejna praca warsztatowa.

Vlk: Pieśń skowronka
Przy trzecim zdaniu się potknęłam.
Po omacku odszukał kontakt i ciemność prysła przed blaskiem 12 halogenowych zwisających z sufitu lampek, które oświetliły perkusję.
Podkreślone - niezręcznie. O ile ogólne stwierdzenie, że ciemność prysła - może jakoś obroniłoby się w kontekście, o tyle uszczegółowienie nie broni się ani trochę, wygląda sztucznie, kulawo.
Pogrubione - na pewno nie. Numery zwykle zapisuje się słownie. Na pewno proste numery, a dwanaście do takich należy. Wyjątkiem są daty, elementy numeracji, wyspecjalizowane kody lub ich fragmenty, cytaty, etc.
Miałabym problem z rozstrzygnięciem, czy w tym zdaniu:
Nauczyciel szykował go do tego przez 1248 dni.
należy zapisać słowami. Skomplikowana liczba - to dlatego.
Niemniej, w takich sytuacjach redaktor zwykle kombinuje tak, by uniknąć problemu. I sprytnie (ach, jakże sprytnie!) zaproponowałabym zapewne w obu przypadkach usunięcie konkretnych liczb na rzecz przybliżonych.
...kilkanaście lampek...
...ponad tysiąc dni...
Ponieważ nie wiem, jakie znaczenie ma, że halogenów było akurat dwanaście, a mistrz przygotowywał się przez 1248 dni. W tekście brak sugestii, albo jest ona dla mnie - matematycznej kaleki - całkowicie nieczytelna.

Denerwująca maniera pojawia się również. Na początku jest Uczeń. Zaraz potem Adept. Nazwy pisane wielką literą, to tzn. nazwy własne, czyli imiona. Podmienianie ich, jak w przypadku nazw rodzajowych i innych - pisanych małą literą - jest nienaturalne. Przez chwilę zastanawiałam się, czy chodzi o tę samą osobę, czy może pojawia się nowa postać w toku narracji? Niestety, zadęcie ma swoją cenę, Autorze. Nie możesz zmieniać dowolnie jednej nazwy własnej na inną. Trzeba było użyć jednak małych liter lub konsekwentnie powtarzać jedną nazwę własną, inaczej wychodzi mi, że Twój bohater nazywa się Uczeń Adept. Głupio, nie uważasz?
Odezwał się centralki. Początkowo łomotały powoli.

Nie wiem, co to jest centralki. :(((
Zwłaszcza, że w następnym zdaniu jest ich więcej.
Z sekundy na sekundę[,] stopy perkusisty pracowały szybciej, aby terkotać
Bardzo kulawe, bardzo paskudne zdanie. Założę się, że to kalka obcojęzyczna. Składnia skopiowana z języka angielskiego, jak myślę.
Przecinek niepotrzebny.
Tworzyły ją najpiękniejsze pieśni świata.

Chętnie się dowiem, jakie to są najpiękniejsze pieśni świata. Jasne, istnieje kanon muzyczny - podobnie jak literacki, ale nie jestem pewna, czy to właśnie, Autorze, miałeś na myśli?
Uogólnienie na tym poziomie niebezpieczne jest, nie działa na wyobraźnię, brak mu sugestywności. Ot, pustosłowie wychodzi tak naprawdę.
Melodie (ciach!) Napełniały poczuciem nieodwracalnej straty
Zupełnie nie wiem, o co chodzi? Jaka strata, dlaczego? Tu rozerwała się spójność przekazu, łączność danych. Stwierdzenie jest chciejstwem, Autorze, nie wynika z treści, nie ma sugestii, nie ma wzmianki, z czym je powiązać.
stróżka potu.

Za ten ortograf już dostałeś baty, o ile pamiętam.

Nie mam wątpliwości, że to tekst. Realizuje temat i ograniczenia formalne, za wyjątkiem jednego, za to najważniejszego - nie jest formą zamkniętą.
To scenka, epizod, zawieszony w fabularnej próżni. Dlaczego Uczeń ma otworzyć drzwi do innego wymiaru? Dlaczego pojawia się skowronek, czy to normalne, czy wyjątkowe, a jeżeli wyjątkowe, to dlaczego? Czy otwarcie wzmiankowanych drzwi było aktem poświęcenia, czy chodzi o tragizm, czy tragiczny wypadek? Czy...
Można pytać w nieskończoność. Ale wszystkie pytania sprowadzają się do jednego: o co chodzi w tym tekście, Autorze?
Nie wiadomo, o czym opowiadasz. Nie ma związania fabularnego, nie ma konkluzji wyjaśniającej zakończenie i wymowę całości.
Językowo marnie. Fabularnie - słabo.
Tekst i tylko tekst, IMAO.

....................................................................................................

edit: Kolejna praca warsztatowa - bo mam jeszcze trochę wolnego...

Rosenberry: Muzyka zła
Maria czuła, że coś łomoce, że gwiżdże i głośno buczy w środku jej głowy. Nie mogąc dłużej wytrzymać, zasnęła głęboko, tak jak strażnicy.
Ten fragment już był omawiany pod kątem poprawności językowej, więc nie będę się powtarzać. Italikiem zaznaczone usterki. Pogrubiona natomiast konkluzja, która nie wynika z opisu, a nawet jej przeczy. Niewielu jest ludzi, którzy zasypiają w hałasie, i chyba hrabiny do nich zaliczyć się nie da - biorąc pod uwagę świat przedstawiony i pozycję społeczną bohaterki choćby.

Nie w tym rzecz, oczywiście - choć jedna błędna konkluzja może z utworu zrobić tekst, zepsuć misterną opowieść i rozerwać związki fabularne.
W tej pracy tak się nie stało. Z założenia praca ta została bowiem skonstruowana niedobrze.
Na to też już zwrócono uwagę: wielki zły truwer wyjaśnia uśpionej magicznie hrabinie swój diaboliczny plan. Uuuu... źle, Autorze.
Przede wszystkim, niedobrze nie dlatego, że łopatologia się okrutna wkradła, choć to również jest grzechem. Ale najbardziej zawiniła tu zmiana perspektywy narracyjnej. Początek opowieści prowadzony jest narratorem wszechwiedzącym z perspektywy hrabiny, by końcówka nieoczekiwanie została przerzucona na truwera. A czemu?
Pewnie dlatego, że wzmiankowana hrabina zasnęła, zatem nie może się przydać już narratorowi. OK, jasne i logiczne. Ale czemu w takim razie truwer śpiącej hrabinie wyjaśnia, co się z nią stanie, skoro hrabina już go nie słyszy? :P
Ot, nieprzemyślany przeskok to był.
I dlatego zakończenie jest tak wymuszone, sztuczne, nienaturalne. Niedobre.

Na dodatek widać, że limit znaków był przeszkodą nie do przebycia dla Ciebie, Autorze. Nie udało Ci się zawiązać fabuły tak, by z początku (zdenerwowania hrabiny, że nie ma dobrych muzyków) wynikł koniec (diaboliczni czy satanistyczni muzycy). Wychodzi mi, że fabuła porwana, dziurawa, nie wyjaśnia, dlaczego zniszczenie dynastii Kapetyngów ma przygotować ziemię na przybycie Bestii, na czym polega owo dzieło zniszczenia prowadzone przy pomocy diabelskich instrumentów, etc. Skróty nie posłużyły ani budowie napięcia, ani spójności opowieści.

Mógł być utwór. Wyszedł tekst, niestety.

edit: Przypomniało mi się, gdy przeglądałam wcześniejsze komentarze. Powiedziałeś, Autorze, że truwer miał szeptać do siebie. No, proszę Cię! Niby to sprawi, że sytuacja stanie się bardziej naturalna? Wątpię szczerze.
Wymuszonego zakończenia naprawdę nie da się obronić w ten sposób. Tekst jest niekompletny, niespójny fabularnie - nieważne, jak odwrócisz pozornego adresata wypowiedzi, zawsze wyjdzie, że specjalnie i łopatologicznie wyjaśniasz tu czytelnikowi, o co chodzi. A i tak wyjaśnienie nie trzyma się kupy z resztą opowieści. Bo niepełna jest.

................................................................................................

Ciąg dalszy omówień, czyli przyszedł czas na Terebkę i jego pracę pt. "Melodia".
Autorze, drogi mój, podłożyłeś się już na starcie, niestety.
Mój dwunożny przyjaciel pewnie by nie usłyszał dźwięków, które docierają do mnie niemal nieprzerwanie.
Ach, wiedza powszechna. Przyjaciół to mają psy. Albo psy są przyjaciółmi dwunożnych, czyli nas. Koty, Autorze, dwunożnych oswajają, wychowują, niewolą. Dwunożni, czyli Ci-Co-Przynoszą-Żarcie-i-Drapią-Za-Uszami, to nie przyjaciele kotów, lecz ich podwładni. Wiadomo. Kot stoi wyżej od człowieka i kot o tym wie. :P
Znaczy, skojarzenie niedobre mi się tu pojawia, jakby to człowiek posyłał kota na polowanie => a wiadomo (powszechnie), że kot poluje (i nie tylko), kiedy zechce, a nie kiedy mu się każe. W zasadzie, ten "dwunożny" nie jest tu potrzebny, Autorze. Bo i po co porównywać, co słyszy kot, a co jego "przyjaciel", skoro ów "przyjaciel" dla dalszego rozwoju zdarzeń nie ma żadnego znaczenia?
Niestety, nie koniec usterek w przekazie.
Cierpliwość zawsze cechowała gatunek, z którego się wywodzę. I nigdy mnie nie zawiodła. Złożona melodia wielu dźwięków prowadziła zawsze ku jednemu – nagrodzie.
Cierpliwość nie zawiodła. Melodia prowadziła ku nagrodzie. Łączność logiczna tego fragmentu jest dla mnie cokolwiek poza zasięgiem poznawczym, niestety. Skrót myślowy chyba, który sprawił, że funkcja komunikatywna wypowiedzi poleciała z prędkością światła do zera.
Na dodatek podkreślone, to nadopis. Bo złożona melodia z definicji będzie właśnie z wielu dźwięków.
Czasami zachowywałem ją dla siebie, innym razem zanosiłem dwunożnemu przyjacielowi. Przycupnięty opodal ciemnej szczeliny pomiędzy podłogą a ścianą, postanawiam, że podzielę się z nim i tą zdobyczą.
Kolejny fragment, który niebezpiecznie zbliża się do ciemnej strony języka. Do kogo odnosi się niezręczny imiesłów czynny (pogrubiony)? Szyk w zdaniu niedobry, na dodatek imiesłów lepszy byłby chyba uprzedni.
Ostatnim akordem melodii
Nie przypuszczam, że tu mogłaby zajść pomyłka, wiadomo, że akord odnosi się do melodii. Zatem: nadopis.

No, ogólnie niezręcznie. I chyba jednak wbrew wiedzy powszechnej właśnie, o której wspominałam przy pracy Czterokołowego.

Nie w tym jednak problem, bo w krótkich formach nie tylko liczy się odwołanie do wiedzy powszechnej, ale też jej modyfikowanie. Co właściwie opisałeś, Autorze? Kota, który poluje na mysz. Dobrze. I co z tego? Do czego służy ta historia? Co ma mi powiedzieć o kotach nowego, fajnego? A przynajmniej - jak to, co wiem, zostało wzbogacone o sprytną, pogłębioną/interesującą/inną obserwację Autora?
Brak tego wyższego poziomu, konkluzji, myśli nadrzędnej - wartości dodanej dla czytelnika. Dlatego nic nie wynika z tej historii. Kot poluje na mysz, łapie mysz - i koniec. I co z tego?

Połowiczna realizacja tematu, formalne wymogi spełnione, ale rzecz pozostaje scenką rodzajową li tylko.

A przecież można było coś z tego wyciągnąć właśnie. Choćby wskazanie, że kot jest przyjacielem człowieka - na swój własny, koci sposób... Na przykład, skoro już korzystam z elementów, które wrzuciłeś do tekstu, Terebko. :P

.......................................................................................................

Kolejny edit i kolejna praca.
No-qanek: Pod batutą
Jak ma się to stwierdzenie:
Bo w demokracji każdy decyduje, nikt nie jest wywyższony! Nikt nie narzuca swojej partytury – oto sztuka wyzwolona.
do tego:
w sztuce niezbędna jest jedność. Grając każdy dla siebie, każdy swoje, tworzyli razem kakofonię.
???
Mam nieodparte wrażenie, że tu jest zwyczajna sprzeczność. Wspólne tworzenie kakofonii też nijak mi nie wchodzi w obszar zrozumienia => ani językowo mi to nie pasuje, ani jako związanie fabuły. Skrót myślowy tu chyba jest.
Wciąż nie gramy spójnie[,] fagoty
A diabeł tkwi w szczegółach. Jeden przecinek i nareszcie można zrozumieć to zdanie.

Co nie znaczy, że rozumiem całość. Nie rozumiem. Ani w ząb.
Dyrygent poprowadził orkiestrę. Nagle przestał dawać instrukcje i orkiestra się rozeszła.
Ale o co chodzi?!
Czemu dyrygent nagle zamilkł? Czemu muzycy grali razem "na chwałę Pana"?
I dlaczego rozejście się orkiestry jest dezercją? Czy muzycy zostali zwerbowani, czy podjęli się czegoś? Gdzie, kiedy?
Co właściwie się stało?
Nie mam pojęcia.
Dlatego dla mnie - to wyłącznie scenka, epizod zawieszony w fabularnej próżni.
Realizacja tematu i ograniczeń - jest.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Rosenberry
Sepulka
Posty: 5
Rejestracja: pn, 12 sty 2009 21:10

Post autor: Rosenberry » czw, 20 maja 2010 21:08

Serdecznie dziękuję wszystkim oceniającym za komentarze do mojego tekstu, szczególnie Małgorzacie za cenne uwagi. Postaram się je przemyśleć i zapamiętać, gdyż rozjaśniły mi sytuację, jeśli chodzi o błędy w moim tekście. Jednocześnie przepraszam za wstawienie tak nieprzemyślanego tekstu, przez który musieliście przebrnąć (choć z własnej woli, mam nadzieję) ;)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17027
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » czw, 20 maja 2010 21:14

Po to są Warsztaty, by zwracać uwagę na szczegóły i marudzić, gdzie się tekst rozjechał. Dzięki czemu Autor może później sam o nich pamiętać. :P

Warsztaty Tematyczne to aż nazbyt często rewia zmarnowanych pomysłów, Rosenberry. Gdyby nie były zmarnowane, zapewne trafiłyby do druku. :)))
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
terebka
Ośmioł
Posty: 606
Rejestracja: ndz, 13 lip 2008 23:56

Post autor: terebka » pt, 21 maja 2010 11:42

Dałem sobie czas, by zastanowić się nad słowami Małgorzaty. Wniosek jest taki: igły sosnowe mi wiązać w pęczki po dziesięć sztuk każdy, nie opowiadania pisać. Przecież to wydaje się teraz takie logiczne. A ja, głoopi, zastanawiałem się jak dodać temu tekstu fantastyki. A gdyby koniec nastąpił wraz z awarią atakującego kota, który w rzeczywistości był mechanicznym tworem, a jego "przyjaźń" z człowiekiem była elementem pamięci, znaczy programu? Tak sobie fantazjuję tylko, bo już doń nie wrócę.

Edit. Gdzie ja mam głowę. Podziękował ślicznie za analizę [ukłon]

Nocny śpiewak
Sepulka
Posty: 33
Rejestracja: ndz, 12 lip 2009 15:20

Post autor: Nocny śpiewak » pt, 21 maja 2010 12:57

Może fakt, że kot jest przyjacielem człowieka i daje się posłać na polowanie stanowi właśnie o tym, że jest to utwór fantastyczny?
Four year old boy with massive caffeine high and a permanent and yet very small erection.

ODPOWIEDZ