ZWT4: Cały jej świat zmienił się zupełnie - prace

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17083
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

ZWT4: Cały jej świat zmienił się zupełnie - prace

Post autor: Małgorzata » pt, 24 wrz 2010 21:19

Z opóźnieniem, ale ruszyły WT4.
Przypomnę warunki:

TEMAT: CAŁY JEJ ŚWIAT ZMIENIŁ SIĘ ZUPEŁNIE
Zadanie: wymyślić/napisać scenę, która pokazuje, że życie bohaterki zmieniło się całkowicie, że straciła swój cały dotychczasowy świat.

Ograniczenia:
1. Limit: 1500 znaków
2. Forma: SCENA zawierająca opis i dialog
3. Charakterystyka bohaterki:
- ma imię zaczynające się na literę I,
- dziewczyna, lat 15,
- przeciętnej urody i inteligencji, przeciętnie się ubierająca i przeciętnie zachowująca, żadnych znaków szczególnych,
- mieszka z rodzicami,
- lubi słuchać muzyki, marzyć, leniuchować, jeść cukierki,
- nie znosi się uczyć i pracować
- nie cierpi szpinaku,
- dużo spaceruje, przygląda się zwierzętom (bo lubi zwierzęta, rośliny są jej obojętne).

Charakterystykę bohaterki Autor może uzupełnić o dodatkowe elementy, ale NIE WOLNO MU ZMIENIĆ TYCH, KTÓRE ZOSTAŁY WYMIENIONE POWYŻEJ.

***************************************

Nadeszło całkiem sporo tekstów (nie policzyłam, przepraszam). Mam nadzieję, że nie zgubiłam żadnego. Gdyby tak się stało, proszę krzyczeć. Na pewno praca jest na moim PW.

Gdybym komuś przekręciła nicka, proszę o wybaczenie. Nadal oswajam się z klawiaturą (i tym sposobem pochwaliłam się podstępnie, że MAM NOWĄ KLAWIATURĘ! FIKUŚNĄ!). :)))

W jednym tylko tekście przekroczony został limit znaków, ale może to wypadek przy pracy. Zasady mówią jednak, że tekst za karę ląduje pod krechą, czyli zostanie omówiony na końcu.

Z tego miejsca chcę również podziękować wszystkim Autorom, którzy nie wykorzystali limitu do końca, zostawili margines błędu, dzięki czemu oszczędzili mi pracy przy zliczaniu znaków. DZIĘKUJĘ BARDZO! :)))
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17083
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pt, 24 wrz 2010 21:19

Lasekziom: Pisklak

Wszystko wskazywało na to, że dziewczynka była jedyną osobą, która widziała maleńkiego pisklaka, skaczącego nieporadnie w trawie i piszczącego wniebogłosy. Przechodzący obok ludzie, jakby celowo spoglądali gdzieś obok.
Nagle dziewczyna poczuła, że musi zrobić coś by go uspokoić. Ruszyła w jego stronę i delikatnie ujmując jego wątłe ciało palcami położyła go sobie na dłoni.
- Mam na imię Iwona. Nie bój się, zaraz przylecą twoi rodzice i cie zabiorą. - próbowała się uśmiechnąć, ale jej nie wyszło. Rzadko udawało jej się uśmiechnąć.
Dopiero teraz spostrzegła, że tuż obok niej leżało zniszczone gniazdo i dwa rozbite jaja. - Twoi rodzice nie przylecą prawda? Pewnie mają cię gdzieś, tak jak moi. Codziennie robią mi na kolacje szpinak, a nawet nie wiedzą jak bardzo tego nienawidzę. Każą mi się uczyć, żeby potem znaleźć dobrą pracę i ciągle mi dyktują co mam robić. Co chwila narzekają, że nie myślę o przyszłości, kiedy ja się jej boję. Chciałabym po prostu nic nie musieć robić i zajadać cukierki, albo polatać, jak ty.
Nagle pewna myśl przemknęła dziewczynce przez głowę.
- Ty nie masz przed sobą przyszłości, prawda? Nigdy nie dorośniesz i nie polecisz?
Ptak zaś drgnął, jakby prężąc się dumnie, po czym rzekł ludzkim głosem:
- Moja droga, dorastanie,
To wśród burzy lot jest,
Nie spadanie.
Po czym najnormalniej w świecie, po ptasiemu, odleciał.
Iwona jeszcze przez jakiś czas jeszcze z niedowierzaniem patrzyła na niknący w oddali punkt, po czym uśmiechnęła się i powoli ruszyła swoją drogą.

***********************************************************************

Teleri: Czas zmian

„She likes rock’n’roll”. Nieśmiertelna muzyka AC/DC trzęsła domem. Isaura leżała w łóżku którąś godzinę. Nie chciała wstawać. Nie miała po co. Kolejny cukierek znalazł drogę do jej buzi, kolejny obraz w głowie. Wychodzi na scenę obok Angusa Young’a i gra na gitarze... gra, zamienia się w diabła sceny.
- Isaura! Przycisz! – dobiegło ją wołanie z dołu. To tata. On nie rozumie tej muzyki, dla niego to jakieś dzikie darcie się. Ale przyciszyła. Gdy sięgała do odtwarzacza jej wzrok, zatrzymał się na lustrze. Nie widziała już wysportowanej dziewczyny sprzed lat, która stawała na podium niemal na wszystkich zawodach. Widziała leniwą, szarą, przeciętną piętnastolatkę, z której się wszyscy śmieją. Kiedyś wyścigała chłopców w biegach, teraz tylko spaceruje i podgląda swoją prawdziwą miłość – zwierzęta. Kiedyś rok po roku była klasową prymuską, teraz nienawidzi uczyć się i pracować.
- Isaura! – krzyknęła matka – Obiad! Dziś twój ulubiony szpinak!
Szpinak przyprawiał ją o mdłości i rodzice o tym wiedzieli.
- Nie jestem głodna! – krzyknęła.
- Jak to nie? Musisz jeść, bo nie będziesz miała siły!
Stała gatka wszystkich rodziców na świecie. Wciąż patrzyła w lustro. Widziała twarz anioła.
- Isauro! Chodź ze mną! Twój dotychczasowy świat spłonie i zostanie tylko pył! Nie lękaj się, jestem twoim aniołem stróżem!
Za oknem rozległy się syreny alarmowe.
„Nalot?” pomyślała „To chyba tylko sen”
Weszła w lustro.
Zostawiła z tyłu ruiny i spopielone pamiątki po tamtym życiu.

**********************************************************************

Neularger: I jeszcze raz....

- Kocham cię Donno - wyszeptał namiętnie Henryk.
Iga zamknęła książkę i zjadła pralinkę wyrzuciwszy papierek za siebie. Być jak Donna! Jasne włosy, smukła sylwetka, szczupła i piękna twarz. Ale wiszące pod paprotką lustro było bezwzględne. Zupełna przeciętność. Co tam! Włączyła wieżę i zamknęła oczy.
Muzyka wypełniła pokój.
Marek pojawia się, podchodzi, całuje...
Pip! – Ostry sygnał czatu przegnał fantazje. Na ekranie laptopa ukazała się twarz Lizy.
- Hej, mam newsa! I mało czasu! – rozległo się z głośniczka.
- Mów!
- Jutro nie ma szkoły! Jest wyjście nasze i C! Będzie Marek!
- Na pewno?
- Tak. Zacznij wreszcie działać! Spadam. Nara.
Iga spojrzała nad biurko, na plakat z filmu „Mrok” częściowo przykrywający kolekcję zdjęć zwierząt. Donna i Henryk. A Marek był taki podobny do Henryka. Ekranizacja pereł literatury, pomyślała. Gdyby „Mrok” był lekturą, to pewnie polubiłabym polaka.
Jutro będzie doskonałe. Ostatni raz tak się czuła, kiedy rodzice podarowali jej na piętnaste urodziny laptopa. Wreszcie nie musiała żebrać od brata. Tylko ta Beata! Kręciła się koło Marka. Była jak szpinak w sałatce owocowej. Iga mimowolnie się skrzywiła. Jak się jej pozbyć? Może oblać wiadrem krwi jak w „Carrie”? Albo, lepiej! Pająki! Ptaszniki takie jak pstrykała ostatnio. Żeby jędzę oblazły! Mieć takiego choć jednego!
Spojrzała na stojące pod paprotką terrarium. Pajęczyca Aga spokojnie pożerała świerszcza.
Błąd filtrów rzeczywistości. Symulacja ósma przerwana.
Osobowość Igi przestała istnieć.

***********************************************************************

Hundzia: Stan przejściowy

Ilka wróciła do domu. Z impetem przeleciała przez drzwi, już w połowie korytarza słysząc tokowanie ojca.
- Jak za trzy lata dostanie dowód…
- To tylko dziecko! - Matczyny głos pobrzmiewał zmęczeniem.
- Ma się uczyć, pracować, nie gdzieś znowu włóczyć!
- To taka zagubiona dziewczynka. Nawet nie jest specjalnie ładna i ubiera się pospolicie. Jeśli nie znajdzie sobie teraz chłopca, ciężko jej będzie wyjść za mąż.
- To niech zacznie o siebie dbać! Nic tylko wpieprza cukierki, faszeruje smętną muzyką i smaruje po papierze. Od tego nie zmądrzeje!
Rodzice posiadali denerwującą manierę traktowania Ilonki jak ducha. Nie rozmawiali z nią wprost, zwykle prowadząc kuchenny dialog, liczyli, że córka sama wyciągnie wnioski. Lecz Ilka obdarzona ledwie przeciętną inteligencją, wnioski wyciągała zupełnie inne. Zwłaszcza teraz, znajdując się w dziwnym stanie skupienia. Niektórzy zwali go uduchowionym, Ilonka zaś bliższa była furii.
Terkot telefonu zabrzmiał jak seria z kałasznikowa. Brzęknęły garnki.
- Adamie, to policja!
Ilonka wsunęła się do kuchni. Na oknie siedział kot. Wystarczyło, że na niego spojrzała, by uciekł z miauknięciem.
Ojciec niechętnie ujął słuchawkę. Słuchał, odpowiadając monosylabami. Żona obserwowała go z niepokojem.
- Co… - zaczęła.
- Ilka - Adam pobladł gwałtownie. - Miała wypadek. Zginęła na miejscu.
Trzymany w ręce garnek trzasnął o podłogę. Po moim trupie, pomyślała Ilonka, spoglądając na szpinaczą kałużę. I uśmiechnęła się na myśl, jak głupio to zabrzmiało.

***********************************************************************

Varelse

Kawałek folii.
- Co to?
- Taki gadżet.
Erdos zawsze przywoził z Ziemi gadżety. Taka była Ziemia: nauka, technologia, idee... Nie dla Invarii, z jej przeciętnym intelektem. I przeciętną urodą, z którą nie spodoba się żadnemu Ziemianinowi. Erdos... Ale to nie idzie w tę stronę.
- Co to robi?
- Wymyślili u nas coś takiego: panpsychizm. Jako nauka, nie filozofia. Folia mierzy własności mentalne materii i pokazuje "jądra subiektywizmów". Coś jakby dusze. Arystotelesowskie, szpinak też ma.
- Kolejny powód, żeby go nie jeść.
Patrzy przez folię na marsjański krajobraz. Ta sama pustka i monotonia, płaskość, łososiowe niebo... tylko genetycznie modyfikowany szpinak (jedyne co tu rośnie) świeci na zielono, a szczury (jedyne zwierzęta) na czerowno. Głowa Erdosa na żółto.
Invaria fotografuje się przez folię.
- Co to?
Jej głowa. Coś żółtego. I coś czerwonego. Dwie "dusze"?
- Masz rozdwojenie jaźni?
- Nie.
- Więc... Coś siedzi w twojej głowie. Twoja... podświadomość zyskała świadomość? W sumie, układ odpowiednio złożony... Odnoga ewolucji...Powinni cię zbadać. Na Ziemii.
Ziemia. Świat, o którym lubiła marzyć podczas godzin leniuchowania. Przyjemności marsjańskiej piętnastolatki: muzyka, spacery, cukierki, obserwacja szczurów - i jej zmartwienia: praca i nauka - znikną. Tam wszystko jest inne, Szczególnie, że... że już jest inaczej, coś jest w jej głowie. Wariactwo. Paranoja. Trzeba to usunąć, na Ziemi pewnie umieją.
Nagle przestaje tego chcieć. Wie, dlaczego. Wspólne uczucia. Pod-świadomość chce żyć.

***********************************************************************


Radioaktywny: Nowe życie I

– Wzywałeś mnie, panie? – spytała niepewnie I, stając przed obliczem króla Alfabeta V. Król spojrzał krytycznie z tronu na piętnastoletnią dziewczynę. Była pospolita, aż zęby bolały: bure włosy, twarz jakich tysiące i szara suknia tworzyły obraz inkarnacji nudy.
– Jestem tobą rozczarowany, I – przemówił Alfabet. – Zaniedbujesz obowiązki. W całym królestwie igły pękają, ideały upadają, ilustracje blakną, irysy więdną, a to tylko początek listy. Przepadły inteligencja, indywidualność, ideologia. Nic z twojego resortu nie działa jak należy!
– Indyki i iguany mają się dobrze… – pisnęła cichutko I.
– Bo lubisz zwierzęta! A poza tym cukierki, muzykę, spacery i leniuchowanie – tracisz czas na takie bzdury i przez ciebie w kraju panuje kryzys.
– Kryzys podlega urzędowi K, nie mojemu…
– Cicho! Odmawiam ci prawa głosu. I zdejmuję cię z urzędu.
– Ale ja nic innego nie potrafię! – załkała I. – Nie umiem być nikim innym, tylko urzędnikiem!
Tego też nie umiesz, pomyślał król. Ale zlitował się nad biedną I.
– Mieszkasz z rodzicami, prawda? – spytał. Przytaknęła przez łzy. – Podobno każą ci jeść szpinak? – Potwierdziła, drżąc na wzmiankę o tym kulinarnym horrorze. – W jednej z moich prowincji panoszy się sekta zmuszająca ludzi do jedzenia szpinaku, jakoby na chwałę ich boga. Mianuję cię zatem moim inkwizytorem. Wyruszysz tam i położysz kres temu plugawemu kultowi.
Rozpromieniła się na taki awans. Właściwie król zazdrościł jej: gdyby był młodszy, sam pojechałby rozprawić się z traumą z dzieciństwa.

***********************************************************************

Młodzik: Zadanie

– Mam zjeść szpinak!?
Jeszcze raz rozejrzałam się wokoło. Park był pusty. Tylko ja, Cezar i biała kobieta o dziesięciorgu oczu i dziewięciu palcach u dłoni, trzymająca tacę z wijącym się zielskiem.
– Ireno, nim podejmiesz się innych zadań, musimy wiedzieć, czy jesteś w stanie przezwyciężyć własne lęki i słabości – powiedziała beznamiętnie.
Boże, jak ja chciałam, żeby to był żart, a ta kobieta była tylko przebierańcem. Ale oczy obracające się we wszystkie strony odbierały mi wszelką nadzieję.
Mam uratować świat. Normalnie PKP. Do cholery, jestem zwykłą piętnastolatką, która, w przeciwieństwie do rówieśniczek, woli Iron Maiden od Gagi i Biebera, a nie Harrym Potterem, albo Randem al’Thorem. A mogłam zostać w domu i uczyć się do klasówki, zamiast spacerować z psem.
– A co jeśli spróbuję uciec?
– Zabiję cię – odparła kobieta. Czułam, że mówi prawdę.
– Eh, dobra, daj jakiś widelec.
– Wystarczy kęs. Jeśli nie zwymiotujesz, przejdziemy do następnego zadania – powiedziała podając mi sztuciec.
Spojrzałam na szpinak. Musiał być do kwadratu – wił się jak macki ośmiornicy. No tak, zjedzenie normalnego nie było żadnym dokonaniem.
Westchnęłam. Szybko wyrwałam malutki kawałeczek i wsadziłam go do ust. Ledwo przełknęłam – Boże, toż to szpinak do trzeciej.
Uśmiechnęłam się triumfująco i sięgnęłam do kieszeni po ulubione cukierki, żeby zabić obrzydliwy smak.
Wtedy zwymiotowałam.
Kobieta wbiła mi w twarz osiemnaście pazurów. Zdążyłam jeszcze usłyszeć huk walącego się świata.

***********************************************************************

Thoro: Czerwiec

Czerwcowe słońce nad zielonymi połaciami parku.
Iza wygląda ładnie w tej niebieskiej sukience. Normalnie, ale tak… żywo. Śmieje się, nuci wesoło, zajada cukierki, które przyniosłem, mruży oczy, szuka cienia wśród drzew. Jest szczęśliwa.
— Ach — mówi. — Przecież wiesz, że miałam się odchudzać!
Spacerujemy. Korzystając z dobrej pogody, zerwaliśmy się ze szkoły; Iza nie nauczyła się na sprawdzian z biologii.
— Wiesz? — odzywa się, kiedy obok przemyka bezpański pies. — Zawsze marzyłam, żeby mieć zwierzaka. Ale rodzice…
Nie odpowiadam. Tylko uśmiecham się smutno.
Słońce grzeje coraz mocniej, zaczynam się pocić. Z każdym kolejnym krokiem robi się bardziej parno i duszno… Tak jak za każdym razem.
— Czujesz jak gorąco? — pytam, przystając.
— Czuję… Chodźmy na lody, co?
Parno i duszno. Ale tym razem czuję, że mogę coś zmienić.
— To żal — szepczę. — Żal, który nie daje zapomnieć.
Iza podchodzi bliżej.
— Czego żałujesz?... Że uciekliśmy?… E! Co tam!...
— Nie… żałuję ciebie.
Czerwone słońce… już niedługo koniec. W okolicach tej chwili zawsze następuje koniec.
— Kiedy odeszłaś… długo nie mogłem się pozbierać. Wciąż się chyba nie pozbierałem.
— Odeszłam? — Robi zdziwioną minę. — Kiedy? O czym ty mówisz?
— Odeszłaś… na zawsze. I zostałem sam. Wypełniony żalem, który aż parzy.
Milkniemy. Z różnych powodów.
— Umarłam? Nie rozumiem…
Nie odpowiadam. Patrzę, jak walą się drzewa dookoła. Jak czerwone słońce pożera ten świat.
Patrzę, jak wspomnienie dobiega końca.

***********************************************************************

Miwani: Zwierzątko

Pierwszym uczuciem, które pojawiło się jeszcze przed bólem głowy tuż po przebudzeniu było dominujące zimno gdzieś w brzuchu, jakby ktoś kazał Irenie połknąć bryłkę lodu, a ta postanowiła nie rozpuszczać się w żołądku. Dziewczyna uniosła powoli ociężałe powieki. Ręce miała dziwnie klejące, pewnie od tych słodkich dropsów, które zostawiała w kieszeniach. Skoncentrowała wzrok na leżącym przed nią worku. Przysunęła się bliżej i wrzasnęła. Mama. Z rozoranym pazurami brzuchem i pustą jamą po prawym oku. Irena zwymiotowała, cały ohydny szpinak z obiadu. Wtedy go ujrzała.
–Kim jesteś?– Wyjęczała.
–Ludzie– prychnął– od wieków te same pytania. A co mnie obchodzą wasze imiona? Dla ciebie jestem po prostu panem.
–Co zrobiłeś mojej mamie?
–Ja?– Zapytał szczerze zdumiony– spójrz na swoje dłonie.
Przeniosła wzrok swe ręce– czerwone od krwi, która zdążyła już wypełnić każdy rowek jej skóry, zalęgnąć pod paznokciami.
–Co ty jej zrobiłaś? – Zbliżył się – Teraz jesteś moim zwierzątkiem.
–Dlaczego? Czemu ja?– Jęknęła.
–Tak, ani z ciebie piękność ani geniusz. Leniuch. Chodzisz na spacery ze słuchawkami na uszach i fotografujesz zwierzęta. To zabawne– uśmiechnął się paskudnie– lubisz zwierzęta. Wiesz, co, takich jak ty najlepiej się tresuje. Piętnaście lat. Idealnie.
–Nie– cofnęła się.
–Już raz mnie posłuchałaś– spojrzał wymownie na ciało.
–Nigdy– łkała.
–A udowodnić ci?
Odgłos otwieranych drzwi. Ojciec.
– Zabij.
Ostre pazury rozszarpały skórę na karku mężczyzny.

***********************************************************************

Hitokiri: Powrót

Z duszą na ramieniu, Iga wracała do domu. W głowie miała chaos. Tysiące pytań kłębiły się pod czaszką i na żadne nie potrafiła znaleźć odpowiedzi.
Rodzice się wściekną, jak im powie o kolejnej jedynce ze sprawdzianu. Znowu stwierdzą, że jest głupia, że nie zda, a jak zda, to tak marnie, że za rok będzie musiała iść do zawodówki.
Zatrzymała się i usiadła na ławce. Pozbyła się kanapek ze szpinakiem, robionych przez matkę, i obserwowała przelatujące ptaki. Zwykle w drodze ze szkoły słuchała muzyki – niestety, wczoraj zapomniała naładować odtwarzacza. Przyjemnie tak siedzieć na ławeczce pod drzewkiem, starając o niczym nie myśleć. Chętnie by została, ale wiedziała, że jeśli się zasiedzi, matka zacznie dzwonić i ostrym tonem domagać się natychmiastowego powrotu do domu. Wstała i szybko ruszyła dalej.
Wreszcie doszła do domu.
- Jestem – powiedziała, wchodząc do kuchni. Powinna zastać matkę, przygotowującą obiad, a zastała tylko przypalającą się zupę. Wyłączyła kuchenkę, przeszła do dużego pokoju. Zamarła, widząc ojca leżącego na ziemi z rozpłataną szyją. Dalej leżała matka, a przy niej kucał chudzielec z czerwonymi oczami i brudną od krwi brodą. Cały pokój był we krwi. Na widok Igi, chudy uśmiechnął się, szczerząc garnitur ostrych kłów i wstał. Dziewczyna cofnęła się, pewna, że zginie, jednak chudy odwrócił się i wybiegł na balkon, po chwili zniknął za barierką.
Iga krzyknęła przerażona, a gdzieś w głębi umysłu pojawiła się myśl, że dalsze życie nie będzie już takie samo.

***********************************************************************

Gharas: Przyjaźń elficko-ludzka

Irmina usiadła pod drzewem. Wrocław tonął w upałach, a park Szczytnicki był jednym z tych miejsc w mieście, gdzie cienie wiekowych drzew i gęste korony, dawały skuteczną osłonę przed słońcem.
Dziewczyna darła na coraz mniejsze kawałki zdjęcie byłego chłopaka. Nie przyniosło to ulgi. Podobnie, jak wcześniejsze domalowywanie wąsów, rogów i używek.
— Jak mógł? — spytała cicho, ocierając łzę, spływającą po policzku. — Tak mnie wykorzystać. Drań.
— Któż taki? — Zapiszczał cienki głosik, tuż nad jej głową.
Dziewczyna podskoczyła. Powoli spojrzała w górę, przetarła oczy.
— No powiedz, powiedz! — Dołączyły inne głosiki. Kilka niewielkich postaci, trzepocząc skrzydełkami, zleciało z gałęzi, lądując na rękach, ramionach, a nawet nosie osłupiałej dziewczyny.
— Mmój chłopak — wyjąkała Irmina.
— Chłopak! Lubimy chłopaków! — zapiszczały stworzonka, latając wkoło dziewczyny.
— Były chłopak. — Sprostowała. — Rzucił mnie dzisiaj dla innej.
Skrzaty, wyraźnie oburzone, zawisły w powietrzu
— Jak mógł? — warknęło złowrogo stworzonko, podlatując do Irminy. Inne pogładziło jej włosy.
— Jesteś taka piękna!
Irmina zaczerwieniła się.
— Nie jestem — odparła. — Jestem... przeciętna.
— Nieprawda! — Skrzaty zaprotestowały burzliwie. — Dla nas jesteś piękna! Zostaniemy przyjaciółkami?
— Zostańmy, zostańmy!
Dziewczyna uśmiechnęła się. Odczuła, że dzisiaj cały jej świat zmienił się zupełnie.
— Na początek, pokażemy naszemu chłoptasiowi — zatarła ręce jedna ze skrzatek. — Że nie wolno ranić naszej przyjaciółki!

***********************************************************************

Pinki

Strych śmierdzi stęchlizną i kurzem. Właściwie czemu rodzice nie pozwalają tu wchodzić? Nic specjalnego – stół zawalony papierzyskami, kilka par starych butów, dziecięcy rowerek bez siodełka. Inga przykłada dłoń do ściany. Nagle w kieszeni dżinsów dzwoni telefon.
-Cześć, kochanie - ćwierka mama. W tle muzyka, brzęk kieliszków. -Jak tam, jadłaś coś? Uczyłaś się trochę? Co teraz robisz?
Inga rozgląda się dookoła. –Jeszcze się nie uczyłam –mówi cicho. –Oglądam Animal Planet. Potem zjem.
Mama zaczyna opowiadać o przyjęciu, a Inga przygląda się ścianie. Jakiś brzydki zaciek, jakby ktoś chlapnął farbą. Ten sam ciemny kolor plami w kilku miejscach podłogę.
-… dobrze, że wzięłam białą. Ala nie lubi beżowego –nadaje mama, a Inga podchodzi do stołu i przesuwa ręką po pożółkłych kartkach.
-… pytała, czy masz już chłopaka, ale powiedziałam… -płyną perliście słowa, a Inga wpatruje się w niezrozumiałe symbole, cyfry, upiorne ilustracje. Po plecach przebiega jej dreszcz, kiedy między kartami natrafia na fotografię: mama i tata trzymają się za ręce, obok nich smutny człowiek o przeraźliwie bladej twarzy i pustych oczach. Zdjęcie musiało być zrobione gdzieś za granicą, bo drzewa i budynki w tle wyglądają egzotycznie.
-…długo siedzieć, zaraz się zbieramy… - a Inga patrzy na roześmianych rodziców i widzi trzy księżyce nad ich głowami. Odkłada telefon na stół, siada pod ścianą, obejmuje kolana rękami i zaczyna płakać. Radosny szczebiot mamy płynie z porzuconej słuchawki jak deszcz.


***********************************************************************

Mierael: Prześniona

Wyszłam z domu rozzłoszczona, na zimne wiosenne powietrze. Zdaniem rodziców jestem leniwym nieukiem. Ich zdanime jestem nikim. By uspokoić nerwy ruszam w strone parku. Lubie park, spacery w ciszy. Czuć jeszcze zapach zimy.
Czy mi się wydaję? Czy biały królik spogląda na mnie zza żywopłotu. Podążam za białym królikiem...
Za parkowymi krzakami trafiam na owalną polanke. Nie przypominam sobie tego miejsca, nie mogę dojrzeć stąd pobliskich bloków.
Na porośniętym mchem głazie siedzi biały kot, uśmiechając się do mnie złośliwie.
- Co tu robisz?
- Szukałem Cię Ishizu.
Uśniechnięty Kot.
- Mam na imie Iga.
Jesteś Ishizu, Nieśmiertelna Czarownica.
- Jestem Iga Marzec, pochodzę z Wrzosów.
To nie prawda.Jestem zwykłą dziewczyną, uwielbiam cukierki
- Szukałem Cię w twoim śnie i znalazłem, masz w realnym świecie pewne zobowiązania.
Na głazie siedzi mężczyzna w białych szatach.
- To jest realny świat.
Nie znosze brukselki.
Mieszkam z rodzicami
Lubie zwierzęta.
- Wymyśliłaś sobie siebie.
- Kłamiesz!
- Pamiętasz mnie nie zaprzeczysz.
- Nie znam Cię!
Znam tę twarz?
- Więc dlaczego nie spytałaś mnie o imię? Znasz mnie.
- Ja... Ja? Sebastian?
- A teraz chodź za mną, Czas się obudzić maleńka.
Mój cały świat zapada się w sobie, zanika.

***********************************************************************

BMW: Czynnik g

Iran weszła do domu poprzez ścienną szczelinę komunikacyjną.
- Nareszcie! - powiedziała z przyganą matka. - Dlaczego nie odpowiadałaś na wezwania?
Dziewczyna musnęła palcem odtwarzacz-naszyjnik i otaczająca ją sfera muzyczna zanikła.
- Byłam na wieczornym spacerze.
- Raczej „nocnym”. Powiem ojcu. Masz dopiero piętnaście lat i nie wolno ci...
Iran wzruszyła ramionami i skierowała się do kuchni.
- Co na kolację?
- Sałatka szpinakowa.
- Och, nie!
Matka zignorowała przejaw wybredności.
- Jak ty wyglądasz? Brudne dżinsy, poplamiona podkoszulka.
- Podglądałam zwierzęta.
- Znowu łaziłaś koło instytutu! Nieekranowane pola psychotronowe...
- Powodują, że nawet grzechotniki są niegroźne - ucięła Iran.
- Co w szkole?.
- Egzamin z „płynnej inteligencji”. Łatwizna.
- Pewnie. I znów będzie poprawka. Przyłóż się w końcu do nauki.
- Aktorka nie musi znać się na biologii czy matmie.
- Tylko leniuchuje i zajada się cukierkami, tak?
- W razie potrzeby, „plastyk” załatwi sprawę.
- Przerażają mnie twoje marzenia.
W holu rozległ się gong. Matka aktywowała szczelinę przejścia i do salonu wkroczyło dwóch mężczyzn. Pokazali „blachy”, żądając rozmowy z Iran. Gdy dziewczyna stanęła naprzeciw agentów, jeden z nich powiedział:
- Gratuluję. Wiesz, że zrobiłaś maksa? - Odchrząknął. - To zastanawiające, w świetle poprzednich, przeciętnie zdanych testów.
- Wkroczyłaś na nową drogę - rzekł drugi mężczyzna i uśmiechnął się tajemniczo. - Poprowadzimy cię przez nią. Nie traćmy czasu. Chodź. Wszystko dostaniesz na miejscu.

***********************************************************************

Kakórg

— Imię, nazwisko, wiek?
— Ida Lis, piętnaście.
— Adres?
— Meyrinka 9, z rodzicami, bratem, Kalina, Henryk, brat też Henio, mówiłam już, nie?
Kobieta za biurkiem skrzywiła się z niesmakiem. Nie mogła uwierzyć, że ta niepozorna, całkiem nijaka gówniara trafiła na dół.
— Niestety. Musisz wszystko powtórzyć.
— OK — Ida sięgnęła po landrynkę i wepchnęła do ust. — Więc. Łaziłam sobie jak zwykle w ogrodzie, nie? No i mama woła na obiad, ale nie idę, bo wiem, że znowu jest ta zielona papka, niby zdrowa, poza tym starzy zaraz pogonią mnie do książek albo zmywania. Słuchawki mam, udaję, że nie słyszę. Wtedy widzę tego ptaka, dzięcioła chyba, jak dzięcioł wyglądał, wiem, bo nieraz oglądam fotki. Tylko coś duży. Ja lubię zwierzęta, on jakby mnie zachęca, no to ja za nim. Dziwne, myślę, idzie, nie leci, może ranny, ale zdaje się taki roześmiany i zaprasza, więc gonię, przedzieram się przez żywopłot, trochę boję się zniszczyć, ale to tylko krzewy. I zobaczyłam to drzewo, i dziwię się, bo jakby go dotąd nie było. Duże, rozłożyste, szerokie liście i z dziuplą, a ta dziupla jakby serce, tylko takie odwrócone. A on tam włazi i jakby się śmiał, i znika, to ja zaglądam do środka. Stoję tam długo, bo nie ma go, ale nie chce mi się ruszać, i marzę sobie, że tam jest jakaś cudowna kraina, do której on mnie zaraz wciągnie. Wtedy jakby mnie coś pchnęło, wcisnęło w tę dziuplę, i zaczęłam spadać, no i znalazłam się tutaj, nie? Kiedy mogę wrócić?
Przesłuchująca westchnęła i wyszła z sali. Nie znała odpowiedzi.


***********************************************************************


Marcin Robert: Urodziny

Iwona siedziała na sofie ze słuchawkami w uszach i objadała się cukierkami, kiedy w salonie zaczęła gromadzić się rodzina. No tak, uroczysta kolacja, trzeba będzie jakoś ją przeżyć.

Kończyła dzisiaj piętnaście lat i miała przemienić się w superkobietę, co da jej prawo do objęcia rządowej posady superbohaterki. Tyle że wcześniej musi skończyć szkołę, a jeszcze wcześniej zjeść talerz szpinaku, on to bowiem uaktywniał odpowiednie geny.

Iwona myślała jednak o tym wszystkim z niechęcią: nie cierpiała szpinaku, szkoły, a nawet myśli o przyszłej pracy. Wszystkie kobiety w jej rodzinie dziedziczyły zdolność poznawania prawdy już na pierwszy rzut oka, ona jednak wolałaby jakieś praktyczniejsze umiejętności: latania albo osiągania niewidzialności, co potrafił jej tata. Mogłaby wtedy urządzać długie wycieczki do lasu i fotografować z ukrycia zwierzęta. Albo mogłaby zostać tą – jak to się mówi? – super laską. Przestałaby wtedy być szarą myszką, na którą chłopcy nie zwracają uwagi.

– Iwonko, już czas. – Matka wniosła parującą wazę pełną zielonej breji.
– Idę, mamo. – Córka zdjęła słuchawki i usiadła do stołu.

Gdy przełknęła ostatnią łyżkę, rozejrzała się wokół, lecz nie dostrzegła niczego nadzwyczajnego. I co z tym poznawaniem prawdy? – pomyślała, gdy nagle jej wzrok padł na opakowanie po cukierkach. Podniosła je do oczu i ze zdumieniem obserwowała, jak dotychczasowa ich cena, 9.99 złotych, przemienia się w pełną dziesiątkę. Cóż, wyprawy do centrum handlowego już nigdy nie będą takie same.

***********************************************************************

Ellaine: Po drugiej stronie płotu

Szłam przez park. Wracałam z tej przeklętej budy, gdzie straszą mnie: Irma, zacznij się uczyć, bo nie zdasz egzaminów! Co mnie obchodzą egzaminy na koniec gimnazjum? Zwykle wtedy mówię: uczę się, ale muszę rodzicom pomagać, rodzeństwo bawić. Co z tego, że wcale tak nie robię? Zwykle włączam muzykę, objadam się cukierkami i patrzę w sufit myśląc o niebieskich migdałach.
W każdym razie park zimą to cudowne miejsce. Na śniegu gawrony wyglądają jak czarne zabawki, a pomiędzy nimi skaczą wróble w poszukiwaniu okruszków. Zwykle je dokarmiam, chyba że akurat na obiad ma być szpinak. Matka wie, że go nienawidzę, ale i tak robi z tego czegoś coś, co nazywa jedzeniem!
Wyciągnęłam z kieszeni kurtki szluga, którego podkradłam ojcu. Problem jednak polegał na tym, że nie miałam ognia.
- Masz ogień? - zaczepiłam chłopaka, który akurat przechodził obok.
- Ile ty masz lat? - zapytał, zamiast odpowiedzieć jak człowiek.
- Co cię to?
Wzruszył ramionami i poszedł dalej. Wkurzył mnie. Nie lubię, jak mnie ktoś traktuje jak małolatę. Mam piętnaście lat, ale co z tego? Ściemniało się. Poszłam za nim, nie myśląc o konsekwencjach. Gdy byliśmy już daleko od parku, chłopak nagle przelazł przez dziurę w płocie. Weszłam za nim.
- A to nam po co? - głos brzmiał nieprzyjemnie.
Rozejrzałam się zdezorientowana, nie wiedziałam, gdzie jestem. Wokół stało kilka wysokich postaci o nieopisywalnych kształtach. Nie umiałam skupić na nich wzroku.
- A mogła nie iść za nami - odezwał się najbliżej stojący.

_____________________________________________________


Narai: Zabieg

Pielęgniarz przemocą posadził na fotelu zabiegowym wierzgającą nastolatkę. Rozebrał ją, pozostawiając tylko bieliznę. Dżinsy i zwykła bluza z kapturem powędrowały na wieszak. Unieruchomił ją, przypinając pasami. Trzech mężczyzn w kitlach tylko trochę przypominających lekarskie podeszło do dziewczyny.
- Zabieg nr 939, Ina Kos, lat 15 – jeden z mężczyzn odczytał dane z karty. - Mamy dokonać całkowitego odwrócenia osobowości.
- Zatem do dzieła.
Wszyscy trzej usiedli po turecku na podłodze, zamknęli oczy i przycisnęli pięści do skroni. Po chwili ich ciała zawisły w powietrzu, na wysokości siedziska fotela.
- Będzie łatwo, panowie – odezwał się pierwszy lekarz - Całkiem przeciętna osobowość. Średnie IQ. To musi być mało interesująca osóbka.
- Niekoniecznie. Przejrzyjmy najpierw jej zainteresowania... Muzyka, zwierzaki... Niezbyt oryginalne, faktycznie. Biedna, nawet z wyglądu jakaś taka nijaka.
- Taka słodka marzycielka, widzę. Poszperam w innych aspektach osobowości.
- Leniuch z niej. Ona z rodzicami mieszka, tak?
- Tak. Nie dziwię się, że wysłali ją na zabieg.
- Spacery... a nie mówiłem? I patrzcie, nie uczy się, pracować też nie znosi.
- O! Szpinaku nie lubi!
- Nie chcesz jej chyba kazać lubić szpinak zamiast cukierków?
- Pewnie, że chcę.
- To nieetyczne!
- Nie przesadzaj. Dobra, panowie, zaczynamy zmiany.
Dookoła lekarzy rozbłysła tęczowa poświata, która popłynęła leniwie w kierunku dziewczyny. Ina zaszamotała się rozpaczliwie. Kolorowe światło wniknęło w jej źrenice. Lekarze pracowali w ciszy.
Ostatnio zmieniony pt, 29 paź 2010 15:10 przez Małgorzata, łącznie zmieniany 1 raz.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Hitokiri
Yilanè
Posty: 3642
Rejestracja: ndz, 16 kwie 2006 15:59
Płeć: Kobieta

Post autor: Hitokiri » wt, 28 wrz 2010 15:21

No dobra, to ja zacznę pierwsza, ktoś w końcu musi. Tylko kurde, ja kompletnie nie wiem jak mam komentować scenki, tak, żeby było dobrze. Ale nie bijcie, oki? ;)

Lasekziom - przeczytałam ten tekst dwa razy. Ładnie napisane, warunki wypełnione są, ale ja nie widzę tego jak cały jej świat zmienia się zupełnie. Że co, że ptak sobie pogadał i poleciał? I jak to ma zmienić jej świat? Przecież Iwona wyraźnie jest zadowolona z takiego stanu rzeczy. Chyba czegoś tu nie zrozumiałam...

Teleri - a tu z kolei wszystko jasne, tylko końcówka, jak dla mnie nie wywołała żadnych emocji. Fakt, że dziewczyna ani trochę nie przejęła się rodzicami, jakoś mi zazgrzytał. Nie kochała rodziców? Ani trochę? Dlaczego nawet jedną myślą nie pomyślała co będzie z jej rodziną? Dlaczego nie poczuła nawet trochę strachu?
Albo po prostu to wszystko się nie zmieściło, a ja się tylko czepiam :)

Neularger - prawdę mówiąc kompletnie nie wiem, co powiedzieć o tym tekście. Pomysł fajny... ktoś (coś?) tworzy symulacje nastoletnich osobowości i chyba znowu nie wyszło. Ale tekst kompletnie do mnie nie przemówił. Choć nie powiem, fantazje na temat jak pozbyć się Beaty strasznie mi się podobały. Sama kiedyś też tak fantazjowałam ;)

Hundzia
A to mnie powaliło i zmiażdżyło. Ale ten dialog trochę mi nie pasi. A konkretniej to:
Nawet nie jest specjalnie ładna i ubiera się pospolicie.
Jakoś to brzmi tak sztucznie i nienaturalnie. Jakby to pogrubione wyciąć, to IMO brzmiałoby lepiej - przynajmniej ja bym to wywaliła. Ale cała reszta strasznie mnie się podoba. No faktycznie - jej świat zmienił się zupełnie. Aż mnie ciarki na koniec przeszły :D

Varelse - znalazłam literówkę. Miało być chyba "czerwono", co nie?
A cała reszta - panpsychizm, jądra subiektywizmów, podświadomość zyskująca świadomość... nigdy nie lubiłam takich tekstów, zawsze omijałam je szerokim łukiem. O tym także nie umiem nic powiedzieć ;/

Radioaktywny - wreszcie coś co poprawiło humor, zwłaszcza w tak parszywą pogodę :D Sam pomysł i bajkowość tej sceny, bardzo mi się podoba - obok tekstu Hundzi, twój wyróżnia się najbardziej. Dialog jest - bardzo dobry, nie ma się do czego przyczepić, warunki wypełnione, a to "indyki i iguany mają się dobrze..." rozśmieszyło mnie. Końcówka też dobra - teraz I, cała zadowolona, jako inkwizytorka tępiąca szpinakowego boga, zapewne sumiennie będzie wypełniać swoje zadania. Zdecydowanie na plus :)

I to na razie tyle. Jak mnie nie zaleje, to jeszcze dzisiaj pewnie coś dodam.
"Ale my nie będziemy teraz rozstrzygać, kto pracuje w burdelu, a kto na budowie"
"Ania, warzywa cię szukały!"

Wzrúsz Wirusa! Podarúj mú "ú" z kreską!

Lasekziom
Kadet Pirx
Posty: 1386
Rejestracja: ndz, 21 wrz 2008 12:49

Post autor: Lasekziom » wt, 28 wrz 2010 21:01

Hitokiri pisze: Lasekziom - przeczytałam ten tekst dwa razy. Ładnie napisane, warunki wypełnione są, ale ja nie widzę tego jak cały jej świat zmienia się zupełnie. Że co, że ptak sobie pogadał i poleciał? I jak to ma zmienić jej świat? Przecież Iwona wyraźnie jest zadowolona z takiego stanu rzeczy. Chyba czegoś tu nie zrozumiałam...
No i właśnie o kontrast chodzi. Zrozumiałaś końcówkę ale nie zrozumiałaś reszty widać :)
Miałem nadzieje że ten kontrast będzie widoczny.
Rzadko udawało jej się uśmiechnąć.
Więc była smutnym dzieckiem
(o przyszłości) kiedy ja się jej boję
... i przestraszonym i zagubionym.
po czym uśmiechnęła się

Zrozumiała coś co sprawiło jej radość.
i powoli ruszyła swoją drogą
Odnalazła swoją drogę, przestała się bać dorastania.

to ja co nieco zaczerpnę z hitowego stajla:

Teleri - dla mnie wszystko jest fajne, można się wczuć w postać dziewczyny, ale ta końcówka? Imho historia niespójna.

Neularger - Prawie identyczna sytuacja jak u teleri. Fajny początek wszystko płynne, ale ta końcówka jak na mój gust zbyt radykalnie zmienia całość (ale to tylko gust).

Hundzia - Nie rozumiem. Kto zginął, kto przeżył, dlaczego po jej trupie i kogo przestraszył się kot lub kto wypuścił garnek jeśli była duchem.
Poza tym, "wpieprza cukierki, faszeruje smętną muzyką" - kogo? się, kota, czy rodziców.

Varelse - Na mój gust jest tu problem - silenie się na psychodeliczność.
Zwłaszcza w końcówce. Jakoś tak psychodeliczna narracja do mnie nie trafia może.

Radioaktywny - Zgadzam się z Hito. Jest śmiesznie, jest pogodnie, jest ciekawie, jest lekko. Fajne, na prawdę fajne.

Młodzik- 1. o co chodzi z Harrym? To jakaś literówka?
2. Zupełnie nie wiem jak do tego podejść.

Thoro - ok, ruszyło mnie. ciekawe zakończenie, całość urwana, ale urwana płynnie. Ja tu bym dał plusa.

Miwani - Dla mnie było by nawet ok, gdyby nie fakt, że Irena nigdzie nie okazała zdziwienia, natomiast tajemniczy ktoś tak.
Dodatkowo zastanawia mnie jak ma się "A co mnie obchodzą wasze imiona?" do "Kim jesteś?"?

Hito - Jakos tak wydaje mi się, że "a gdzieś w głębi umysłu pojawiła się myśl, że dalsze życie nie będzie już takie samo" jest tak oczywiste, że aż nienaturalne (niepotrzebne) i "I co teraz będzie" byłoby IMHO właściwsze, ale to chyba tylko kwestia gustu. Cała reszta bez zarzutu.

Gharas - Fajne, bajkowe, ciekawe postacie, wywołało u mnie lekki uśmiech.
Ale czy na serio trzeba tak bezpośrednio nawiązywać do tematu?

Pinki - Jak u BMW mam problem z I co teraz, tak tu mam problem typu "Ale o co chodzi?". Zupełnie nie rozumiem treści.

Mierael - IMHO za dużo niezwiązanych ze sobą informacji, jakby na silę upchanych w tekście, zwłaszcza na początku. Fajny pomysł, ale zakończenie urwane a całość nie pozostawia po sobie nic.

BMW - fajna historyjka, ale Mnie pozostawiła z pytaniem Czyli, że co teraz, a ja tego bardzo nie lubię. I jakaś taka udziwniona ta końcówka.

Karkórg - cały czas myślałem, że na końcu okaże się, że to wymyślona na poczekaniu historyjka, którą dziewczynka chciała wkręcić, funkcjonariuszce, że jest niewinna. Taka lekko naciągana się wydaje. Ptak się do niej uśmiechał, więc pobiegła za nim? :]

Marcin Robert - Albo to jest lekka i odmóżdżająca historia, albo lekka, lecz z morałem. W każdym razie ciekawe i raczej bezzgrzytowe :P

Ellaine - Nie umiem nic powiedzieć.

Narai - Lekkie przyjemne i też wywołało lekki uśmiech.

Awatar użytkownika
Młodzik
Lord Ultor
Posty: 4743
Rejestracja: wt, 10 cze 2008 14:48
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Młodzik » wt, 28 wrz 2010 21:17

Lasekziom pisze:1. o co chodzi z Harrym? To jakaś literówka?
2. Zupełnie nie wiem jak do tego podejść.
Nie literówka. Mój tok rozumowania był taki: skoro dziewczyna jest marzycielką, więc może lubić fantastykę, więc może odwołać się do znanych postaci fantastycznych.

Edit był.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17083
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » wt, 28 wrz 2010 22:18

A ja tylko przypomnę: to są SCENY, formy niezamknięte, cząstkowe. Nie należy ich interpretować tak, jakby to miało być np. drabble (forma zamknięta). Proponuję mieć na uwadze przede wszystkim kryterium realizacji tematu przy omówieniach. No, i wrażenia też się liczą. Przede wszystkim wrażenia. :)))
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Hitokiri
Yilanè
Posty: 3642
Rejestracja: ndz, 16 kwie 2006 15:59
Płeć: Kobieta

Post autor: Hitokiri » wt, 28 wrz 2010 22:36

No toć przecież ja swoje wrażenia opisuję :P No, a w tym co czytałam, to generalnie warunki wypełnione są. Zdecydowanie są :)
"Ale my nie będziemy teraz rozstrzygać, kto pracuje w burdelu, a kto na budowie"
"Ania, warzywa cię szukały!"

Wzrúsz Wirusa! Podarúj mú "ú" z kreską!

Lasekziom
Kadet Pirx
Posty: 1386
Rejestracja: ndz, 21 wrz 2008 12:49

Post autor: Lasekziom » śr, 29 wrz 2010 00:02

Małgorzata pisze:A ja tylko przypomnę: to są SCENY, formy niezamknięte, cząstkowe.
A mnie się właśnie wydaje, że kogoś poniosło.
edit. czyli mam teraz wszędzie podopisywać podobało się, nie podobało się? :P
Imho, po przeczytaniu całości:
- najfajniejszy tekst popełnił radyjko.
- bardzo nie podobały mi się urwane zakończenia - przez 99%tekstu widzimy coś by nagle w ostatniej linijce sytuacja drastycznie się zmieniła.

Awatar użytkownika
neularger
Wielki Cybernator Koronny
Posty: 7012
Rejestracja: śr, 17 cze 2009 21:27
Płeć: Mężczyzna

Post autor: neularger » śr, 29 wrz 2010 00:40

Lasekziom pisze: czyli mam teraz wszędzie podopisywać podobało się, nie podobało się? :P
Margo, chodziło chyba o nieco bardziej rozbudowaną ocenę, Ziom... :)
You can do anything you like... but you must never be rude. Rude is being weak.
Ty, Margoto, niszczysz piękne i oryginalne kreacje stylistyczne, koncepcje cudne językowe.
Jesteś językową demolką.
- by Ebola ;)

Lasekziom
Kadet Pirx
Posty: 1386
Rejestracja: ndz, 21 wrz 2008 12:49

Post autor: Lasekziom » śr, 29 wrz 2010 00:46

Ależ języczek był :P

Awatar użytkownika
neularger
Wielki Cybernator Koronny
Posty: 7012
Rejestracja: śr, 17 cze 2009 21:27
Płeć: Mężczyzna

Post autor: neularger » śr, 29 wrz 2010 00:48

Aaa... był. Nie zauważyłem. Przepraszać. :)
You can do anything you like... but you must never be rude. Rude is being weak.
Ty, Margoto, niszczysz piękne i oryginalne kreacje stylistyczne, koncepcje cudne językowe.
Jesteś językową demolką.
- by Ebola ;)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17083
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » śr, 29 wrz 2010 00:48

Heh. Podoba się/nie podoba się - warto powiedzieć, koniecznie z uzasadnieniem, ale obowiązku nie ma.

Natomiast to mnie zastanowiło:
Ziom pisze:- bardzo nie podobały mi się urwane zakończenia - przez 99%tekstu widzimy coś by nagle w ostatniej linijce sytuacja drastycznie się zmieniła.
Właśnie dlatego przypomniałam: SCENA! Fragment większej całości, wyrwany z wyimaginowanej fabuły (której zresztą może wcale nie być, ale hipotetycznie - istnieje). Dlatego właśnie wspomniałam, że nie należy podchodzić do prezentowanych tekstów jak do form zamkniętych. Scena ma prawo być niekompletna, urwana, zawieszona. Prawem Autora - niezbywalnym - jest wybór dynamiki przy opowiedzeniu zadanego fragmentu. A ponieważ temat zakładał pewien element zaskoczenia - zdumiewa mnie, że zarzut, jaki pada, dotyczy właśnie dążenia, by to zaskoczenie uzyskać. Nielogiczne to jest... :X
So many wankers - so little time...

Lasekziom
Kadet Pirx
Posty: 1386
Rejestracja: ndz, 21 wrz 2008 12:49

Post autor: Lasekziom » śr, 29 wrz 2010 00:57

:(
Źle mi.
Nie dość, że źle do formy podszedłem to jeszcze mam głupie powtórzenie w ostatniej linijce.
<chlip>
edit. forma

M.E.Chris
Sepulka
Posty: 45
Rejestracja: pn, 13 wrz 2010 09:13

Post autor: M.E.Chris » śr, 29 wrz 2010 09:21

Wrażenia w kolejności jak w notce Małgorzaty.

Lasekziom
Strasznie pozytywny tekst! Poprawił mi dziś humor, szczególnie, że w sobotę dorastam na dobre (ślub).

Telrti
Aua, zabici rodzice, spalony dom. Dlaczego to zawsze synonim zmian? Dlaczego bohater tak często musi mieć zabitych rodziców? ;)

Neularger
Zaskoczyłeś mnie, a ja lubię być w taki sposób zaskakiwany!

Hundzia
Brrrr.

Varelse
Fajny pomysł. Taki który sprawia, że zastanawiam się czy ziemia to nie czasem jakaś obca planeta ;)

Radioaktywny
Mistrzostwo świata. W każdym razie na pewno: "jak na razie" :)

Młodzik
Ale ty masz sny. Skojarzyło mi się to ze snem, snem nastolatki.

Thoro
Strasznie dołujący tekst! Zepsuł mi dziś humor :P

Miwani
Nie doczytałem. Wystarczyła mi otwarta jama brzuszna. Fuj, co za mordercze brzydactwo.

Hitokiri
I znowu łaźnia krwi.

Gharas
Gdyby elfy Frances Griffith i Elsie Wright były prawdziwe, pewnie miały by tak samo wredne charakterki. ;)

Kawa się skończyła, pączki również - trzeba zacząć pracę. Dokończę później. :)

editus maximus
Zadziwiające jak szybko wolność skłania człowieka ku brakowi poszanowania dla czyjegoś życia.

Awatar użytkownika
hundzia
Złomek forumowy
Posty: 5573
Rejestracja: pt, 28 mar 2008 23:03
Płeć: Kobieta

Post autor: hundzia » śr, 29 wrz 2010 10:10

Hito: Dziękuję :)

M.E.Chris pisze:Wrażenia w kolejności jak w notce Małgorzaty.

Hundzia
Brrrr.
Przepraszam, czy mógłbyś rozwinąć wypowiedź? Czy może pożyczyć ci kocyk, skoro tak zmarzłeś?
Lasekziom pisze:
Hundzia - Nie rozumiem. Kto zginął, kto przeżył, dlaczego po jej trupie i kogo przestraszył się kot lub kto wypuścił garnek jeśli była duchem.
Poza tym, "wpieprza cukierki, faszeruje smętną muzyką" - kogo? się, kota, czy rodziców.
Ziomie, najwyraźniej nie jesteś moim targetem :P
Wzrúsz Wirúsa!
Wł%aś)&nie cz.yszc/.zę kl]a1!wia;túr*ę

ODPOWIEDZ