Spełnione marzenia [Warsztaty Tematyczne - Wyzwanie]

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Marcin Robert
Klapaucjusz
Posty: 2021
Rejestracja: pt, 20 lip 2007 16:26
Płeć: Mężczyzna

Spełnione marzenia [Warsztaty Tematyczne - Wyzwanie]

Post autor: Marcin Robert » wt, 01 paź 2013 13:32

Spełnione marzenia

Grzesiek Nowak nie był zadowolony z dotychczasowego życia. Miał pięćdziesiąt dwa lata, był starym kawalerem i właścicielem firmy produkującej kosiarki do trawy. I choć mieszkał całkiem wygodnie w jednej z podkrakowskich miejscowości, sądził, że zasługuje od życia na więcej. Kiedy więc znalazł w porannej poczcie zaproszenie do Bractwa Kreatywnych Przedsiębiorców, podpisane przez jego kumpla ze studiów, Tomka Wielopolskiego, odpowiedział natychmiast.

– Domyślam się, co cię gnębi – powiedział z domyślną miną Tomek, gdy następnego dnia spotkali się w krakowskiej siedzibie Bractwa. – Państwo zdziera z ciebie coraz większe podatki, leniwi pracownicy ciągle by tylko szli na zwolnienia, a niższe warstwy uważają cię za wyzyskiwacza, nie zdając sobie nawet sprawy, jak ciężko pracujesz i ile dajesz lokalnej społeczności.
– Jakbyś czytał w moich myślach! – wykrzyknął Grzesiek.
– W takim razie przyłącz się do nas, a wspólnie zrealizujemy plan, który uwolni polskich przedsiębiorców z opresji!
– Zgoda! – Grzesiek był naprawdę wzruszony.

Tydzień później był już pełnoprawnym członkiem stowarzyszenia i stał razem z przyjacielem przed niewielką halą fabryczną.

– Najwyższy czas wtajemniczyć cię w nasze prace – oświadczył uroczyście Tomek. – Każdy biznesmen powinien być kreatywny i otwarty na nowe możliwości działania. Czy jesteś kreatywny i otwarty na nowe możliwości?
– Oczywiście! – odpowiedział Grzesiek, choć w głębi duszy nie był tego tak do końca pewien.
– Poznasz w takim razie odkrycie, które pozwoli nam pokonać miazmaty socjalizmu. – Tomek wyjął z kieszeni urządzenie przypominające stary model telefonu komórkowego. – Nasi uczeni przeszukali wyższe wymiary Uniwersum i jeden z nich okazał się nadzwyczaj obiecujący. Dostaniemy się do niego za pomocą tego oto teletransmitera międzywymiarowego.

Wcisnął kilka klawiszy i nagle cała okolica zatonęła we mgle. Jedynym wyraźnym budynkiem była duża hala, jaka pojawiła się na miejscu starej fabryki. Kiedy do niej weszli, zobaczyli rzędy maszyn, wokół których krzątały się niewielkie postacie w niebieskich kubraczkach i spiczastych czapeczkach.

– Zdumiewające! Cóż to takiego? – Grzesiek z niedowierzaniem przyglądał się maleńkim robotnikom.
– Antropomorficzne personifikacje energii biznesmena, a mówiąc krótko: pracusie.
– Aha – Grzesiek starał się zachować inteligentny wyraz twarzy.
– W Dniu Zero, kiedy połączymy ten wymiar z naszą rzeczywistością, zwolnię ludzkich pracowników, a starą fabrykę zastąpię tym oto nowoczesnym zakładem.
– Ale w jakim celu?
– W naszym świecie biznesmeni zbytnio zależni są od otoczenia – odpowiedział Tomek. – Za publiczne pieniądze buduje się drogi, po których wozimy towary, nasi pracownicy uczą się w publicznych szkołach, a kiedy zachorują, idą do państwowych szpitali. To wszystko zaś kosztem naszych podatków i naszej godności. Przecież sukces każdego prawdziwego przedsiębiorcy powinien zależeć wyłącznie od niego, a nie od tego, co robi państwo albo inni ludzie.
– To prawda – zgodził się Grzesiek.
– W normalnej gospodarce nie powinno się więc biznesmenom niczego odbierać, żeby to jednak było możliwe, muszą oni otrzymać bezpłatnych pracowników i darmową infrastrukturę. No i proszę, odkryliśmy świat, który to umożliwia!

Przez następnych kilka tygodni Grzesiek ćwiczył kontaktowanie się z wyższym wymiarem pod kierunkiem Mistrza – doktora fizyki, a zarazem jogina i znawcy wiedzy tajemnej Majów. Przyznać jednak trzeba, że w pierwszym dniu nauki przeżył krótki moment zwątpienia:

– Zastanawiam się, czy takie zmuszanie pracusiów do roboty jest moralne? No i co one właściwie jedzą?
– Korzystają z prany – odpowiedział Mistrz. – Takiej energii przenikającej Wszechświat. A poza tym antropomorficzne personifikacje nie są tak naprawdę odrębnymi bytami. W pewnym sensie one są tobą, emanacją twojej przedsiębiorczości.
– Niezupełnie rozumiem, Mistrzu.
– Nie wyzyskujesz pracusiów, ponieważ nie można wyzyskiwać samego siebie. Jeżeli one coś budują, budujesz to ty. Gdy one wymyślają nowy produkt, korzystają z ukrytych możliwości twojego umysłu. Dzięki pracusiom stajesz się naprawdę niezależny. Naucz się z nich korzystać, a będziesz wreszcie mógł powiedzieć: wszystko, co osiągnąłem, zawdzięczam tylko sobie!
– Przecież zawsze tak mówię.
– Ale tym razem będzie to prawda.

Miesiąc później Grzesiek nauczył się wreszcie tworzyć stabilne emanacje oraz wydawać im polecenia. Przekonał się wówczas, że jego mali pomocnicy potrafią wykorzystywać pranę nie tylko jako pokarm, lecz także jako materiał budowlany. Właściwie byli w stanie zrobić z niej cokolwiek. Z wielkich bel pranicznego prefabrykatu potrafili, przy pomocy rozmaitych narzędzi, produkować artykuły spożywcze, biżuterię, a nawet skomplikowane maszyny. I to niemal bezkosztowo. Zużywany był właściwie tylko czas i ziemia, na której stanąć miały nowe zakłady. Rozmiar produkcji ograniczała więc tak naprawdę tylko wielkość popytu. Ten zaś dzielne maluchy potrafiły wykreować w kilka minut, szepcząc ludziom w nocy do uszu bajki o radosnej konsumpcji. Po kolejnych trzech miesiącach wytrwałej pracy, Grzesiek mógł wreszcie podziwiać swoją nową fabrykę sprzętu ogrodniczego, wzniesioną na miejscu starego zakładu. Na razie wprawdzie w innym wymiarze, jednak Dzień Zero – wyznaczony na drugiego maja – zbliżał się szybkimi krokami.

Działalność w Bractwie sprawiła także, iż Grzesiek nabrał większej śmiałości, a jego monotonne dotąd życie nabrało barw. Stał się na przykład wielbicielem programu "Gwiazdy na dywaniku", zamieniając pod jego wpływem powyciągane swetry i stare garnitury na modne, drogie ubrania. Kupił też sobie nowy samochód z wyższej półki, którym odtąd często jeździł do Krakowa, aby korzystać z uroków nocnego życia. Pewnego dnia zdecydował się przyjąć na staż Justynę, ćwierć wieku od niego młodszą absolwentkę zarządzania i marketingu. Wkrótce stosunki między nimi stały się bardziej zażyłe. Justyna dostała etat i aby nie musiała dojeżdżać, zamieszkała z szefem pod jednym dachem. Związek mężczyzny w średnim wieku z młodą dziewczyną nie spotkał się z aprobatą otoczenia. Grzesiek nic sobie jednak nie robił ani z plotek, ani nawet z awantury, jaką pewnego razu urządził mu wściekły ojciec Justyny.

– No i w czym problem? Jesteśmy tylko przyjaciółmi! – tłumaczył. – Faktycznie, uprawiamy seks, ale przecież przyjaciele dzielą się tym, co najlepsze, prawda?

W tym samym czasie, gdy Grzesiek trudził się rozwijaniem swojego małego biznesu, władze Bractwa zajęte były działalnością na niepomiernie większą skalę. Bracia wyższych stopni, dopuszczeni do Tajnej Rady, na własne oczy mogli się przekonać, jak niewyobrażalnie wpływowy, żeby nie powiedzieć – wszechmocny, jest ich Prezes. Trzeba wszak było przekupić dziennikarzy oraz odpowiednich urzędników, aby udawali, że niczego nie widzą. Należało też pamiętać o sejmowym lobby, które podrzuci we właściwym czasie projekty niezbędnych ustaw i przepchnie je w tajemnicy przed opinią publiczną. No i jeszcze o wtyczkach w Brukseli, Pekinie i innych ważniejszych stolicach. Prezes jawił się jako zbawca. Ostatni z owych kapitanów przemysłu, o których dowiedzieć się można z kart historii gospodarczej świata. Wszyscy członkowie stowarzyszenia mieli nadzieję, że pod jego rządami kapitalizm znowu rozkwitnie.

Pierwszego maja, tuż przed wybiciem północy, Grzesiek i niedawno wtajemniczona Justyna zasiedli przed telewizorem, aby obejrzeć internetową transmisję z uroczystości w głównej siedzibie Bractwa. Prezes wszedł na mównicę, wygłosił krótką przemowę, a następnie wdusił czerwony przycisk w znajdującym się przed nim teletransmiterze. Na ułamek sekundy powietrze rozświetliła pomarańczowa łuna. Ziemia wkroczyła w nową erę.

Świętowanie trwało krótko. Lampka szampana i do łóżka. Od samego rana czekało przecież wszystkich mnóstwo roboty.

Grzesiek zbudził się wpół do siódmej w doskonałym humorze. Sypialnię zalewały promienie wiosennego słońca, a z kuchni dochodził zapach świeżo zaparzonej kawy. Taki właśnie powinien być początek idealnego dnia – pomyślał zakładając pantofle.

W kuchni powitała go Justyna.

– Wiesz, kochanie – powiedziała z poważną miną – zanim wstałeś poszłam rzucić okiem na tę naszą nową fabrykę. Przed bramą zastałam pracusie, które oświadczyły, że stały się teraz ludźmi, założyły związek zawodowy i domagają się zaległej wypłaty.

Awatar użytkownika
No-qanek
Baron Harkonnen
Posty: 4075
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Re: Spełnione marzenia [Warsztaty Tematyczne - Wyzwanie]

Post autor: No-qanek » pn, 07 paź 2013 01:16

Na razie krótka uwaga, może potem przyjdzie mi do głowy coś więcej.
Utwór średni. Na dobrym poziomie, jeśli chodzi o język, prowadzenie akcji czy dialogi (choć te ostatnie miewały gorsze momenty). Ale jednak niezbyt ciekawy, a zakończenie słabe. Bo nie mieliśmy żadnych podstaw do podejrzeń. I właściwie niespecjalnie rozumiem, co miałem pomyśleć po przeczytaniu.
Grzesiek dowiaduje się o specjalnym wymiarze, buduje w nim fabrykę, tymczasem zaczyna bardziej korzystać z życia (rozumiem, że na kredyt lub z oszczędności, bo nowa fabryka jeszcze nie dawała prawdziwych pieniędzy). A na koniec okazuje się, że z magii wymiaru nici, bo... i tu właśnie niespecjalnie wiemy, jak to miało działać. Pracusie zamieniają się w ludzi i żądają płacy. A więc wszystko zostało po staremu? A może jednak nie, bo przynajmniej mają oni wciąż zdolności tworzenia z prany. Albo chociaż są tymi świetnymi pracownikami.
Rozumiem, że to pierwsze. Tylko wciąż zostawia mnie to trochę obojętnym. Bo coś miało wyjść, nie wyszło, wszystko jest po staremu. To jednak niezbyt poruszające. Zwłaszcza, że utwór wcale nie jest pod tym względem tragiczne, czytelnik nie żałuje razem z ofiarą.

Tekst powinien nas jakoś przygotowywać na zakończenie, zakończenie powinno go uzupełniać, pointować, odpowiadać na zadane w nim pytania. A tu niespecjalnie - cały tekst wprowadza nas w idee i szczegóły działania wymiaru idealnego dla przedsiębiorców i mówi o tym, jak się poprawiło w życiu Grzesiowi. Więc jest dość bezbarwnym wyjaśnieniem tła. A ostatni akapit niespecjalnie z tym koresponduje.

Co więcej słabo tu też z logiką - więc odczytywałem tekst raczej komicznie. Ale nie był jednak zbyt śmieszny. Nie udeżał też w groteskę.
A jeśli popatrzeć realistycznie to trzeba spytać, czemu nikt nie sprawdził, co się stanie po połączeniu wymiarów. Na jakiej podstawie znali technologię na to pozwalającą, ale jednak nie wiedzili na czym połączenie ma polegać? To trochę jakby wynalazek Nobla witano z wielką pompą, a nikt wcześniej nie sprawdził, jak właściwie ten dynamit działa.
Inna sprawa, że przecież produkcja z niczego i darmowa siła robocza to wcale nie wchodzenie w kapitalizm, a zupełna rewolucja gospodarcza na najbardziej elementarnym poziomie. Członkowie Bractwa jakby tego nie widzieli.
Kolejna sprawa, że nawet jeśli łączenie wymiarów okazało się klapą, to, o ile daje się to odwrócić albo znaleźć kolejny wymiar, samo w sobie jest dość niesamowite i ma ogromny wpływ na świat. A przy tym można zarobić na tym krocie.
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Awatar użytkownika
Marcin Robert
Klapaucjusz
Posty: 2021
Rejestracja: pt, 20 lip 2007 16:26
Płeć: Mężczyzna

Re: Spełnione marzenia [Warsztaty Tematyczne - Wyzwanie]

Post autor: Marcin Robert » pn, 07 paź 2013 09:13

Nareszcie jakiś komentarz! Już myślałem, że wszyscy zlekceważyli moje skromne dziełko. :D
No-qanek pisze:a zakończenie słabe. Bo nie mieliśmy żadnych podstaw do podejrzeń.
Dokładnie tak, jak bohaterowie. ;)
No-qanek pisze:Grzesiek dowiaduje się o specjalnym wymiarze, buduje w nim fabrykę, tymczasem zaczyna bardziej korzystać z życia (rozumiem, że na kredyt lub z oszczędności, bo nowa fabryka jeszcze nie dawała prawdziwych pieniędzy).
To bardziej kwestia psychiki.
No-qanek pisze:A na koniec okazuje się, że z magii wymiaru nici, bo... i tu właśnie niespecjalnie wiemy, jak to miało działać. Pracusie zamieniają się w ludzi i żądają płacy. A więc wszystko zostało po staremu?
A może po prostu w realnym życiu bajki się nie spełniają?
No-qanek pisze:czytelnik nie żałuje razem z ofiarą.
Mam taką nadzieję. Główny bohater zupełnie nie zasługuje na to, aby współczuć mu tego, co go spotkało. (Takie jest przynajmniej moje skromne zdanie).
No-qanek pisze:Tekst powinien nas jakoś przygotowywać na zakończenie, zakończenie powinno go uzupełniać, pointować, odpowiadać na zadane w nim pytania. A tu niespecjalnie - cały tekst wprowadza nas w idee i szczegóły działania wymiaru idealnego dla przedsiębiorców i mówi o tym, jak się poprawiło w życiu Grzesiowi. Więc jest dość bezbarwnym wyjaśnieniem tła. A ostatni akapit niespecjalnie z tym koresponduje.
Szczerze mówiąc, nie za bardzo rozumiem sens tego fragmentu.
No-qanek pisze:Co więcej słabo tu też z logiką - więc odczytywałem tekst raczej komicznie. Ale nie był jednak zbyt śmieszny. Nie udeżał też w groteskę.
Bo to miała być poważna analiza kapitalizmu. ;)
No-qanek pisze:A jeśli popatrzeć realistycznie to trzeba spytać, czemu nikt nie sprawdził, co się stanie po połączeniu wymiarów. Na jakiej podstawie znali technologię na to pozwalającą, ale jednak nie wiedzili na czym połączenie ma polegać? To trochę jakby wynalazek Nobla witano z wielką pompą, a nikt wcześniej nie sprawdził, jak właściwie ten dynamit działa.
Witaj w prawdziwym życiu, No-qanku, w którym często chciejstwo zastępuje analizę realnych przyczyn i skutków (cztery reformy rządu Buzka w tej chwili mi się przypomniały, szczególnie reforma emerytalna, ale przykładów jest multum).
No-qanek pisze:Inna sprawa, że przecież produkcja z niczego i darmowa siła robocza to wcale nie wchodzenie w kapitalizm, a zupełna rewolucja gospodarcza na najbardziej elementarnym poziomie. Członkowie Bractwa jakby tego nie widzieli.
Mieli swoje marzenia. ;)
No-qanek pisze:Kolejna sprawa, że nawet jeśli łączenie wymiarów okazało się klapą, to, o ile daje się to odwrócić albo znaleźć kolejny wymiar, samo w sobie jest dość niesamowite i ma ogromny wpływ na świat. A przy tym można zarobić na tym krocie.
Ale to już pomysł na zupełnie inne opowiadanie. ;)

A tak poza tym: wielkie dzięki za komentarz, No-qanku!

Awatar użytkownika
No-qanek
Baron Harkonnen
Posty: 4075
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Re: Spełnione marzenia [Warsztaty Tematyczne - Wyzwanie]

Post autor: No-qanek » pn, 07 paź 2013 12:45

No-qanek pisze:Grzesiek dowiaduje się o specjalnym wymiarze, buduje w nim fabrykę, tymczasem zaczyna bardziej korzystać z życia (rozumiem, że na kredyt lub z oszczędności, bo nowa fabryka jeszcze nie dawała prawdziwych pieniędzy).
To bardziej kwestia psychiki.
Ależ nie, nie mam nic przeciwko temu, to całkiem spójne, tylko stwierdzałem fakt. :)
No-qanek pisze:A na koniec okazuje się, że z magii wymiaru nici, bo... i tu właśnie niespecjalnie wiemy, jak to miało działać. Pracusie zamieniają się w ludzi i żądają płacy. A więc wszystko zostało po staremu?
A może po prostu w realnym życiu bajki się nie spełniają?
Ale utwór wcale nie ma takiej wymowy. W realnym życiu nie ma dodatkowych wymiarów, pomarańczowych łun, pracusiów żyjących praną i z nich produkujących. Ten sam argument tyczy się twojej analogii do rządzących - bo czy rząd Buzka czy Tuska, to żaden z nich nie miał takich cudów.
W tekście mówisz nam, że jest taki wymiar, wszystko w nim sprawnie działa, a ludzie się tym zajmujący wiedzą, jak go wykorzystywać i jak przenieść do naszego wymiaru. Nie mamy najmniejszych podstaw, by ci, autorze, nie wierzyć.
Jeśli powiem ci, że mój brat wygrał w Lotto, to nie jesteś naiwny, jeśli uwierzysz. I argument, że "naiwnie wierzyć, że nagle można wygrać mnóstwo pieniędzy" jest tu całkiem nietrafiony.
No-qanek pisze:czytelnik nie żałuje razem z ofiarą.
Mam taką nadzieję. Główny bohater zupełnie nie zasługuje na to, aby współczuć mu tego, co go spotkało. (Takie jest przynajmniej moje skromne zdanie).
Tego kompletnie nie rozumiem. Chyba musiałbym spojrzeć z perspektywy jakiegoś totalnego zawistnika, żeby się cieszyć z rozwoju sytuacji.
No-qanek pisze:Co więcej słabo tu też z logiką - więc odczytywałem tekst raczej komicznie. Ale nie był jednak zbyt śmieszny. Nie udeżał też w groteskę.
Bo to miała być poważna analiza kapitalizmu. ;)
Nie rozumiem - bo ani nie twierdziłem, że coś poważnie analizujesz, ani nie mogę uwierzyć, że rzeczywiście wmawiasz mi, że tu analizowałeś kapitalizm. Bo zacznijmy od tego, że twoi bohaterowi uparcie nazywają kapitalizmem coś, co nie ma z nim wspólnego. Według żadnej znanej mi definicji. Chyba, że ma to być "Porządek świata, gdzie właścicielom fabryk dobrze się żyje" - ale takiej jeszcze od niekogo nie słyszałem.
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Awatar użytkownika
Marcin Robert
Klapaucjusz
Posty: 2021
Rejestracja: pt, 20 lip 2007 16:26
Płeć: Mężczyzna

Re: Spełnione marzenia [Warsztaty Tematyczne - Wyzwanie]

Post autor: Marcin Robert » pn, 07 paź 2013 13:43

No-qanek pisze:Ale utwór wcale nie ma takiej wymowy. W realnym życiu nie ma dodatkowych wymiarów, pomarańczowych łun, pracusiów żyjących praną i z nich produkujących. (…) W tekście mówisz nam, że jest taki wymiar, wszystko w nim sprawnie działa, a ludzie się tym zajmujący wiedzą, jak go wykorzystywać i jak przenieść do naszego wymiaru. Nie mamy najmniejszych podstaw, by ci, autorze, nie wierzyć.Jeśli powiem ci, że mój brat wygrał w Lotto, to nie jesteś naiwny, jeśli uwierzysz. I argument, że "naiwnie wierzyć, że nagle można wygrać mnóstwo pieniędzy" jest tu całkiem nietrafiony.
A oglądałeś może "Arabelę"? Tam postacie z krainy bajek po przejściu do naszej rzeczywistości musiały stosować się do jej zasad (inna sprawa, że były one nieco naciągane, zgodne m. in. z wymaganiami ówczesnej cenzury).
No-qanek pisze: Ten sam argument tyczy się twojej analogii do rządzących - bo czy rząd Buzka czy Tuska, to żaden z nich nie miał takich cudów.
Mieszasz kwestie. Przykład z rządem Buzka dotyczył Twojego zarzutu, że członkowie bractwa nie sprawdzili, jakie mogą być prawdziwe konsekwencje ich czynów. Ty twierdzisz, że jest to nierealistyczne, ja zaś, że to samo życie.
No-qanek pisze:Tego kompletnie nie rozumiem. Chyba musiałbym spojrzeć z perspektywy jakiegoś totalnego zawistnika, żeby się cieszyć z rozwoju sytuacji.
Masz więc do mnie pretensje o to, że nie okazałem współczucia głównemu bohaterowi, którego Ty obdarzyłeś sympatią? No cóż, jak by to powiedzieć, to wyłącznie Twój problem. :)
No-qanek pisze:Nie rozumiem - bo ani nie twierdziłem, że coś poważnie analizujesz, ani nie mogę uwierzyć, że rzeczywiście wmawiasz mi, że tu analizowałeś kapitalizm. Bo zacznijmy od tego, że twoi bohaterowi uparcie nazywają kapitalizmem coś, co nie ma z nim wspólnego. Według żadnej znanej mi definicji. Chyba, że ma to być "Porządek świata, gdzie właścicielom fabryk dobrze się żyje" - ale takiej jeszcze od niekogo nie słyszałem.
Ależ trafiłeś w samo sedno! Kapitalizm to system, w którym właścicielom fabryk żyje się dobrze. I tak jest niezależnie od wszelkich deklaracji i definicji. :D Myślę, że problem polega właśnie na tym, że Ty wierzysz w jakiś prawdziwy, idealny kapitalizm, ja zaś sobie z tego rodzaju wierzeń żartuję. W szczególności żartuję sobie z pewnego rozpowszechnionego wśród przedsiębiorców poglądu, który, gdyby potraktować go dosłownie, wymagałby właśnie bajkowego rozwiązania. Cóż, sądzę, że po dwudziestu latach traktowania z niesamowitą powagą wszystkiego, co wmawiają nam rozmaici ekonomiczni eksperci, trzeba spuścić trochę powietrza z tego balonu. ;)

PS Ale tak poza tym popieram kapitalizm, tylko że taki z "ludzką twarzą". ;)

Awatar użytkownika
No-qanek
Baron Harkonnen
Posty: 4075
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Re: Spełnione marzenia [Warsztaty Tematyczne - Wyzwanie]

Post autor: No-qanek » pn, 07 paź 2013 15:02

A oglądałeś może "Arabelę"? Tam postacie z krainy bajek po przejściu do naszej rzeczywistości musiały stosować się do jej zasad (inna sprawa, że były one nieco naciągane, zgodne m. in. z wymaganiami ówczesnej cenzury).
Ale ty cały czas o czymś innym. Mi chodzi tylko o to, że musisz się liczyć z tym, że czytelnik wiele tyle dokładnie, ile mu opiszesz. Ponieważ to jest tekst fantastyczny to czytelnik nie może całkiem przykładać swojej miarki.
Inny przykład - załóżmy, że ten tekst piszesz w XIX wieku i dotyczy on nie wymiaru, a lotu w kosmos. Na końcu może się okazać, że nic nie wyszło, ale czy na pewno morałem jest, że w realnym życiu bajki się nie spełniają? Po prostu taka interpretacja do mnie nie trafia.

EDIT: Oczywiście nie musi tak być, że czytelnik ma mieć podstawy coś podejrzewać. Tylko myślałem, że w zamyśle było jednak coś takiego osiągnąć.
Masz więc do mnie pretensje o to, że nie okazałem współczucia głównemu bohaterowi, którego Ty obdarzyłeś sympatią? No cóż, jak by to powiedzieć, to wyłącznie Twój problem. :)
Nigdy nie twierdziłem, że mam pretensje.

Co do ostatniego akapitu - to takie powalanie stracha na wróble. Wyimaginowałeś sobie jakiś pogląd przedsiębiorców, dopasowałeś bajkowe rozwiązanie (darmowa siła robocza i materiały) i udowodniłeś, że ich przekonania są bajkowe. I dlatego mnie to całkiem nie przekonuje.
A nawet środowiska lewicowe nie definiują kapitalizmu w ten sposób.
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Awatar użytkownika
Marcin Robert
Klapaucjusz
Posty: 2021
Rejestracja: pt, 20 lip 2007 16:26
Płeć: Mężczyzna

Re: Spełnione marzenia [Warsztaty Tematyczne - Wyzwanie]

Post autor: Marcin Robert » pn, 07 paź 2013 15:21

No-qanek pisze:Oczywiście nie musi tak być, że czytelnik ma mieć podstawy coś podejrzewać. Tylko myślałem, że w zamyśle było jednak coś takiego osiągnąć.
Nie było.
No-qanek pisze:Wyimaginowałeś sobie jakiś pogląd przedsiębiorców
Naprawdę nigdy nie słyszałeś przedsiębiorcy albo nawet menedżera twierdzącego, że wszystko, co osiągnął, zawdzięcza on tylko sobie? Przecież szczególnie zwolennicy neoliberalizmu powtarzają to jak mantrę.
No-qanek pisze:A nawet środowiska lewicowe nie definiują kapitalizmu w ten sposób.
Przypuszczam, że niewiele wiesz o środowiskach lewicowych.

EDIT: Ale za bardzo odeszliśmy od tekstu. Warsztaty to jednak nie miejsce dla dyskusji światopoglądowych. :)

Awatar użytkownika
Marcin Robert
Klapaucjusz
Posty: 2021
Rejestracja: pt, 20 lip 2007 16:26
Płeć: Mężczyzna

Re: Spełnione marzenia [Warsztaty Tematyczne - Wyzwanie]

Post autor: Marcin Robert » czw, 24 paź 2013 11:23

Mam prośbę do Wysokiej Komisji Warsztatowej.

Czy mógłbym zaprezentowany tu tekst zamieścić na portalu NF?

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17036
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Re: Spełnione marzenia [Warsztaty Tematyczne - Wyzwanie]

Post autor: Małgorzata » czw, 24 paź 2013 11:31

Oczywiście. Obowiązkowo pewnie na NF też trzeba poinformować, że tekst ukazał się u nas, ale poza tym nie ma żadnych ograniczeń. :)))
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Marcin Robert
Klapaucjusz
Posty: 2021
Rejestracja: pt, 20 lip 2007 16:26
Płeć: Mężczyzna

Re: Spełnione marzenia [Warsztaty Tematyczne - Wyzwanie]

Post autor: Marcin Robert » czw, 24 paź 2013 11:40

Wielkie dzięki! :) Oczywiście poinformuję o miejscu pierwotnej publikacji.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17036
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Re: Spełnione marzenia [Warsztaty Tematyczne - Wyzwanie]

Post autor: Małgorzata » pt, 17 sty 2014 00:47

Obiecałam, że skomentuję, więc wypada dotrzymać obietnicy, chociaż już wiem, dlaczego byłam przekonana, że tekst został już omówiony. Nie myliłam się. :P
Wątpię, czy wniosę coś nowego, czego wcześniej nie napisał No-qanek. Przepraszam, jeżeli będę się powtarzać za Przedpiścą.

Po pierwsze, primo, to opowiadanie. Nie ma problemu.
Po drugie, primo, to nudne opowiadanie. I jest problem.

Zacznijmy od początku. Na początku jest zapowiedź, że bohater nie był zadowolony z życia, chociaż miał firmę i mieszkał nieźle. Z tego ma wynikać, że po otrzymaniu zaproszenia od BKP, odpowiedział natychmiast. Mnie nie wynika.
Usiłuję powiedzieć, że gdyby na początku pojawiła się kwestia problemów z firmą czy inne kwestie niedostatku finansowego pomimo harówki dzień i noc, użerania się z lawiną papierów oraz skarbówką, strajkiem pracowników czy inną podobną jatką, związek byłby dla mnie jasny. Ale nic takiego się nie pojawia, bohater jest po prostu niezadowolony z życia, choć wiedzie mu się nieźle.
Znaczy, jego problem chyba nie dotyczy kwestii przedsiębiorczości.

Niestety, w ciągu dalszym, czyli następującym po wprowadzeniu dialogu, chodzi właśnie o przedsiębiorczość i problemy sektora prywatnego. Niestety, dialog pojawia się za późno, przecież wcześniej był wstęp, który przedsiębiorczości bynajmniej nie dotyczył.

Potem wyjaśnia się, czym jest BKP i co robi - czyli element fantastyczny => inny wymiar, darmowa siła robocza jako emanacja przedsiębiorczości przedsiębiorcy. Znaczy, raj dla właściciela firmy i bohatera opowiadania. Po wprowadzeniu elementów fantastycznych bohater działa, czyli emanuje swoją przedsiębiorczość.

I tu pojawia się problem fabularny.
Wspomniany jest wielki dzień, gdy oba wymiary zostaną połączone, pojawi się zatem bezpłatna siła robocza i praktycznie bezpłatny surowiec, na dodatek również bezpłatnie kreowany popyt => pracusie nie tylko potrafią wszystko wytwarzać z prany, lecz także przeprowadzić szeptaną kampanię reklamową.
Nie czepię się kwestii reklama a popyt, choć nieźle się na tym znam (jeszcze... chyba... nieważne).
Rzecz nie w teorii, lecz w ujęciu, proszę Autora.
Opisujesz, co mogą zrobić pracusie i co robią. I ten opis sugeruje, że Twój bohater się bogaci.
Miesiąc później Grzesiek nauczył się wreszcie tworzyć stabilne emanacje oraz wydawać im polecenia. Przekonał się wówczas, że jego mali pomocnicy potrafią wykorzystywać pranę nie tylko jako pokarm, lecz także jako materiał budowlany. Właściwie byli w stanie zrobić z niej cokolwiek. Z wielkich bel pranicznego prefabrykatu potrafili, przy pomocy rozmaitych narzędzi, produkować artykuły spożywcze, biżuterię, a nawet skomplikowane maszyny. I to niemal bezkosztowo. Zużywany był właściwie tylko czas i ziemia, na której stanąć miały nowe zakłady. Rozmiar produkcji ograniczała więc tak naprawdę tylko wielkość popytu. Ten zaś dzielne maluchy potrafiły wykreować w kilka minut, szepcząc ludziom w nocy do uszu bajki o radosnej konsumpcji.
Zaznaczyłam kluczowe sugestie. Nie po to, żeby dyskutować o ich poprawności czy zasadności, bo to nieistotne. Istotny jest sposób przedstawienia. Sugerujesz tutaj, Marcinie, że bohater przekonał się o umiejętnościach swoich pracusiów - znaczy, w praktyce, jak mniemam, ponieważ kwestia kreacji popytu wyraźnie wskazuje, że pracusie kontaktowały się (we śnie) z ludźmi => kreowały popyt w tym wymiarze. Znaczy, fabryka była gdzie indziej, ale popyt tutaj. I bohater zapewne go zaspokajał, czyli jego zyski rosną... Co znajduje potwierdzenie również w późniejszych zdarzeniach => bohater zmienia się (zyskuje pewność siebie, czyli już wiadomo, na czym polegał tak naprawdę jego problem, choć ani słowem nie został zasygnalizowany na początku) podczas działalności w BKP i zaczyna szastać forsą.

I dlatego nijak nie pojmuję, po cholerę łączyć wymiary, kombinować z ustawami, ukrywaniem przed opinią publiczną, wtykami w Brukseli i Pekinie... Po co tyle zachodu? Nie ma absolutnie żadnego powiązania, żadnej przeszkody, żeby wszystko działało w osobnych wymiarach... Krótko mówiąc, nie ma wyrazistego związku fabularnego.

Za to wyskakuje rozwiązanie problemu życiowego bohatera - bohater zaczął się lepiej ubierać, kupił sobie gadżety => wzbogacił się szybko, stać go było na luksusy (garnitury, ekstra samochód), znalazł sobie młodą kochankę i nareszcie poczuł się zadowolony z życia.
Znaczy, bohater nie był zadowolony z życia, bo miał za mało pieniędzy? Tego jednak we wstępie nie było - we wstępie było, że jest niezadowolony z życia, choć ma firmę i nieźle mieszka.

Tak czy inaczej powraca pytanie: po co łączyć wymiary, skoro wszystko świetnie działa w osobnych, zyski się mnożą, bohater jest zadowolony, więc w czym problem?
Znaczy, nie ma dla mnie wyraźnego związku fabularnego.

Wreszcie zakończenie, czyli nadejście Dnia Zero, wiekopomnej chwili, której uzasadnienia nie mogę zrozumieć. Tak mimochodem jednak wiekopomna chwila nadchodzi.
I może takie zakończenie by było fajne (otwarte, problemowe, dowcipne w stylu: miało być pięknie, a wyszło jak zwykle), gdyby wiązało się jakoś z wcześniej opisanymi zdarzeniami. Mnie jednak nijak się to fabularnie nie wiąże.

Wychodzi mi, że jak na tak krótkie opowiadanie, jest w tym za mało spójności. Tej fabularnej, łączącej opisane elementy w zrozumiałą całość. Na dodatek nie ma w tym ciągu zdarzeń śladu napięcia - bohater ma jakiś problem, ten problem zostaje rozwiązany, a w tzn. międzyczasie jest jeszcze dużo o przedsiębiorczości "międzywymiarowej" i połączeniu wymiarów w Dniu Zero.
Znaczy, nie pokazujesz, Marcinie, że bohatera kosztowało osiągnięcie fabryki sprzętu ogrodniczego w innym wymiarze choć trochę wysiłku, trudności - nic. Referujesz: bohater dowiedział się, po czym to wykonał. Referaty, proszę Autora, to nuda.

Mam nieodparte wrażenie, że fabułę potraktowałeś jako pretekst do przedstawienia swojej wizji rozwiązania problemów współczesnego przedsiębiorcy w postsocrealnym systemie. Znaczy, przedstawiłeś wizję owej przedsiębiorczości w postaci opisu, co mogły robić pracusie bohatera. I już.
I chyba w tym właśnie popełniłeś błąd. To fabuła powinna być Twoim narzędziem. Rozwiń ją tak, aby zawarte w niej elementy "grały", działały, łączyły się ze sobą bez sprzeczności czy dziur. Niech bohater tej fabuły coś przeżywa, bo tylko wtedy jego obecność w toku zdarzeń jest celowa. Nie próbuj opowiedzieć swojej koncepcji jednym akapitem i dodać do tego trochę mniej lub bardziej związanych epizodów - niech wszystko się łączy wyraziście i bez wątpliwości. Wtedy dopiero wielkie bum, jakie zamieściłeś na końcu, wybrzmi dowcipnie i przewrotnie.
Znaczy, znowu wykładałeś, Marcinie R. :P

I dlatego, choć miało być tak pięknie, wyszło... jak zwykle.
Niestety.


e... popsułam składnię i precyzję przekazu...
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Marcin Robert
Klapaucjusz
Posty: 2021
Rejestracja: pt, 20 lip 2007 16:26
Płeć: Mężczyzna

Re: Spełnione marzenia [Warsztaty Tematyczne - Wyzwanie]

Post autor: Marcin Robert » pt, 17 sty 2014 18:30

Małgorzata pisze:Obiecałam, że skomentuję, więc wypada dotrzymać obietnicy, chociaż już wiem, dlaczego byłam przekonana, że tekst został już omówiony. Nie myliłam się
Ale musiało być jeszcze urzędowe omówienie. :D
Małgorzata pisze:Tak czy inaczej powraca pytanie: po co łączyć wymiary, skoro wszystko świetnie działa w osobnych, zyski się mnożą, bohater jest zadowolony, więc w czym problem?
Łączenie wymiarów było potrzebne, nie potrafiłem jednak tego przekonująco uzasadnić. Moja wina.
Małgorzata pisze:Mam nieodparte wrażenie, że fabułę potraktowałeś jako pretekst do przedstawienia swojej wizji rozwiązania problemów współczesnego przedsiębiorcy w postsocrealnym systemie.
Jako satyrę na taką wizję. Masz jednak rację, że…
Małgorzata pisze:Znaczy, znowu wykładałeś, Marcinie R. :P
No, niestety, dzieło literackie ma być przede wszystkim zajmującą opowieścią, napędzaną problemami bohatera, ja zaś poświęciłem tę opowieść na rzecz nudnego wykładu. Dlatego najcenniejsze jest Twoje ostatnie stwierdzenie:
Małgorzata pisze:Niech bohater tej fabuły coś przeżywa, bo tylko wtedy jego obecność w toku zdarzeń jest celowa. Nie próbuj opowiedzieć swojej koncepcji jednym akapitem i dodać do tego trochę mniej lub bardziej związanych epizodów - niech wszystko się łączy wyraziście i bez wątpliwości. Wtedy dopiero wielkie bum, jakie zamieściłeś na końcu, wybrzmi dowcipnie i przewrotnie.
Cóż, mam w takim razie kolejne dziełko do poprawienia (obok przygód muzy Andżeliki, Strażników Materii i paru innych spośród tych, które nadesłałem na poprzednie edycje Warsztatów). Może więc teraz powinienem zawiesić swój udział w Warsztatach i skoncentrować się na tych poprawkach? Bo jednak szkoda, żeby dobre pomysły marnowały się w postaci tak nędznych opek.

Wielkie dzięki za rozbudowany komentarz oraz cenne wskazówki.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17036
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Re: Spełnione marzenia [Warsztaty Tematyczne - Wyzwanie]

Post autor: Małgorzata » pt, 17 sty 2014 19:25

One są wciąż takie same. Te wskazówki. Znaczy, znasz problem. Teraz musisz go rozpracować.
Myślałam, że już rozpracowałeś poprzednie koncepcje - najwyższy czas, Marcinie R. :)))
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Marcin Robert
Klapaucjusz
Posty: 2021
Rejestracja: pt, 20 lip 2007 16:26
Płeć: Mężczyzna

Re: Spełnione marzenia [Warsztaty Tematyczne - Wyzwanie]

Post autor: Marcin Robert » sob, 18 sty 2014 09:48

To moje lenistwo sprawiało, że sobie upraszczałem pisząc teksty warsztatowe. Dlatego zawieszam swój udział w Warsztatach i zabieram się za dopracowywanie starych pomysłów. Jeszcze raz wielkie dzięki Małgorzato, Iko i inni warsztatowi komentatorzy. Bardzo mi pomogliście przez te lata. :)))

ODPOWIEDZ