Polak Mały, czyli patriotyzm

rozmowy nie zawsze niepoważne.

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ

Czy jesteś patriotą?

Tak
42
63%
Nie
14
21%
Nie wiem, nie rozumiem pojęcia patriotyzmu
11
16%
 
Liczba głosów: 67

Awatar użytkownika
hundzia
Złomek forumowy
Posty: 4053
Rejestracja: pt, 28 mar 2008 23:03
Płeć: Kobieta

Post autor: hundzia » pn, 16 cze 2008 17:40

Kiwaczku, ja chyba cię rozumiem, choć rozdarta jestem między dwoma miejscami. Tym moim, małym światem z całego życia zwanym Krakowem, który zawsze był najpiękniejszym miejscem na Ziemi, a obecnym miejscem zamieszkania, choć tu już myślę w bardziej rozległych kategoriach.

Mała ojczyzna to takie miejsce, do którego lubimy wracać, bo wiążą się z nim najpiękniejsze wspomnienia, najczęściej z dzieciństwa i/lub młodości.
To pewna więź, która co jakiś czas każe nam wracać, nieistotne, w jakim kraju się znajduje. W moim przypadku można śmiało mówić, że są dwie małe ojczyzny. I to jest właśnie powodem mojego rozdarcia :(
Wzrúsz Wirúsa!
Wł%aś)&nie cz.yszc/.zę kl]a1!wia;túr*ę

Awatar użytkownika
Bebe
Avalokiteśvara
Posty: 4592
Rejestracja: sob, 25 lut 2006 13:00

Post autor: Bebe » pn, 16 cze 2008 18:12

No to ja mam takich małych kochanych ojczyzn rozrzuconych po świecie ze 3. W każdej wspomnienia, do każdej chętnie wracam lub bym wróciła, gdybym mogła...
Z życia chomika niewiele wynika, życie chomika jest krótkie
Wciąż mu ponura matka natura miesza trociny ze smutkiem
Ale są chwile, że drobiazg byle umacnia wartość chomika
Wtedy zwierzyna łapki napina i krzyczy ze swego słoika

Awatar użytkownika
voodoo_doll
Fargi
Posty: 427
Rejestracja: pn, 10 lip 2006 22:01

Post autor: voodoo_doll » pn, 16 cze 2008 19:53

A ja niestety nie znalazłam jeszcze swojego miejsca na ziemi. Mieszkałam już w Jeleniej Górze, Oleśnicy, Wrocławiu, teraz okupuję Limerick w Irlandii i wszędzie czegoś mi brak. Z każdym z tych miejsc wiążą mnie jakieś wspomnienia, ale żadnego z nich nie mogę nazwać swoją małą ojczyzną. Czasami zastanawiam się, czy kiedykolwiek znajdę swój kawałek podłogi.
"Each step I take the shadows grow longer,
Padded footfalls in the dark I wander.
Come to steal your lifeblood away,
Looking for a beauty that never fades"

Awatar użytkownika
hundzia
Złomek forumowy
Posty: 4053
Rejestracja: pt, 28 mar 2008 23:03
Płeć: Kobieta

Post autor: hundzia » pn, 16 cze 2008 20:16

Aaa, laleczko, ze zdjęć wnioskowałam, że jesteś tam gdzie i ja, ale do ciebie mam w takim razie godzinę jazdy autkiem :) Byłam tam wczoraj w okolicy. Na lotnisku :) Zatem prawie jesteśmy w sąsiedztwie :) Może znajdziesz tam, gdzie ja, jak najdalej od wielkiej cywilizacji.

A już ontopicznie:

Zauważyłam, że tych małych ojczyzn kiedyś było więcej, ale z czasem ich ubywa. Kiedy po wielu latach, wiedziona tęsknotą, odwiedziłam pewne miejsce z którym wiązało się mnóstwo dobrych przeżyć, strasznie się rozczarowałam. Nic nie zostało z mojego mini-raju na Ziemi.
Nie jest to kwestia fizycznego przobrażenia wioski w miasteczko, albo miasteczka w zaludnioną metropolię. Zmienili się ludzie.
Teraz już nic mnie tam nie wabi, przepadło. Podejrzewam/obawiam się, że za x lat, przestanę wracać do Krakowa. Zmienia się coraz bardziej z każdym rokiem mojej nieobecności. Niedługo może się okazać, że poczuję się tam zupełnie obca i pozostanie mi tylko ta jedna mała ojczyzna.
Stąd też kuję pewien wniosek, tezę:
Jest tylko jedna mała ojczyzna i jedna jedyna Ojczyzna. Cała reszta to nasze prywatne wymysły. Mam rację?


EDIT: dopisek
Wzrúsz Wirúsa!
Wł%aś)&nie cz.yszc/.zę kl]a1!wia;túr*ę

Awatar użytkownika
nimfa bagienna
Demon szybkości
Posty: 5708
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 11:40
Płeć: Nie znam

Post autor: nimfa bagienna » pn, 16 cze 2008 20:34

Emocjonalnie tak, językowo nie:P
Tłumaczenie niechlujstwa językowego dysleksją jest jak szpanowanie małym fiutkiem.

Ametisti

Post autor: Ametisti » pn, 16 cze 2008 21:31

Ja tam kocham "swoje" Helsinki. Chłopak mój myśli o przeprowadzce, ale On woli więcej przestrzeni i kontaktu z naturą, więc wybierzemy coś w sąsiedztwie ukochanego miasta :)

Awatar użytkownika
voodoo_doll
Fargi
Posty: 427
Rejestracja: pn, 10 lip 2006 22:01

Post autor: voodoo_doll » pn, 16 cze 2008 23:19

hundzia pisze:Aaa, laleczko, ze zdjęć wnioskowałam, że jesteś tam gdzie i ja, ale do ciebie mam w takim razie godzinę jazdy autkiem :) Byłam tam wczoraj w okolicy. Na lotnisku :) Zatem prawie jesteśmy w sąsiedztwie :)
W takim razie następnym razem zapraszam na kawę lub herbatę (zieloną/białą/czerwoną).
hundzia pisze:Może znajdziesz tam, gdzie ja, jak najdalej od wielkiej cywilizacji.
Problem w tym, że mieszkałam już całkiem daleko cywilizacji - pod Jelenią Górą, i niestety też czegoś brakowało.

hundzia pisze:Podejrzewam/obawiam się, że za x lat, przestanę wracać do Krakowa. Zmienia się coraz bardziej z każdym rokiem mojej nieobecności. Niedługo może się okazać, że poczuję się tam zupełnie obca i pozostanie mi tylko ta jedna mała ojczyzna.
Tydzień temu byłam w Krakowie - i tak jak kiedyś to miasto mnie fascynowało, tak teraz zupełnie mi zobojętniało, a nawet lekko zirytowało.
hundzia pisze:Jest tylko jedna mała ojczyzna i jedna jedyna Ojczyzna. Cała reszta to nasze prywatne wymysły. Mam rację?
Ja jestem na etapie obaw, że zarówno Ojczyzna jak i ojczyzna to też są moje wymysły.
"Each step I take the shadows grow longer,
Padded footfalls in the dark I wander.
Come to steal your lifeblood away,
Looking for a beauty that never fades"

Awatar użytkownika
Dabliu
ZakuŻony Terminator
Posty: 3011
Rejestracja: wt, 22 sie 2006 20:22
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Dabliu » wt, 17 cze 2008 00:31

Ja czuję się najpierw Wrocławianinem, zaraz później Polakiem, a na końcu, jeśli mogę się tak wyrazić, Polako-Litwinem.
Wrocław to mój dom, moje miejsce na Ziemi i przede wszystkim mój stan umysłu/ducha. Jeśli mam żyć dla jakiegoś miasta, to dla Wrocławia. Jeśli miałbym umierać dla skrawka jakiejś przestrzeni, to właśnie dla Wrocławia. Tym powietrzem - niemal zawsze dusznym i parnym - oddycham, i mam nadzieję, że gdy nadejdzie czas, by po raz ostatni wypełnić nim płuca, będzie to nadal to samo paskudne powietrze Wrocławia. Bo to miasto magiczne. Moje miasto. Tutaj spod gotyckiej cegły wyłazi stary duch, by podać rękę młodemu duchowi gwałtownych przemian, po czym obaj oglądają się za siebie i widzą pogańskiego bożka pamiętającego jeszcze czasy sprzed ponad tysiąca lat, gdy władzę nad miastem przejmował pierwszy biskup. Wrocław był mi młodością, jest teraźniejszością i, bogowie dadzą, będzie starością. Dla mnie to miasto rozciąga się na wszystkie cztery wymiary i tkwi w piątym, gdzieś głęboko we mnie. To jedyne miejsce na Ziemi, które traktuję bardziej jak istotę, jakąś personifikację miejsca, niż rzeczywiste miejsce. Tutaj bod brukową kostką śpią Wielcy Przedwieczni ;) Gdy spaceruję po Wrocławiu, czuję jakbym z Nim rozmawiał.
Ale jestem też Polakiem. Chociaż przykładowy Mazur jawi mi się obcy nie mniej niż E.T., i chociaż mogę nie czuć żadnej narodowej więzi z przypadkowym Łodzianinem lub mieszkańcem jakiejś wsi pod Radomiem, to mam wrażenie, że wszyscy stanowimy wielką rodzinę. Ale tutaj jeszcze istotniejsze jest przywiązanie do historii. Czuję po prostu, że choćby nie wiem co, to urodziłem się i wychowałem w kraju, za przyszłość którego tylu ludzi wylało hektolitry potu, krwi i łez, że byłbym ostatnim bucem, gdybym tego nie uszanował. Gdzieś, kiedyś, na polskiej ziemi, jakiś Gniewko czy inny Zbyszko posadził jakąś rzepę czy innego buraka i powiedział po polsku, że to dobra ziemia, i że zaorze ją własnym potem, użyźni własną krwią i natchnie pieśnią, by jego dzieci miały swoje miejsce na świecie. Tak to czuję i nikt mi tego nie odbierze; żaden zwebbany polityk mnie stąd nie przegoni. Mam chyba prawie wszystkie wady stereotypowego Polaka, łącznie z podskórnie noszonym sarmatyzmem, ale czuję, że to mnie raczej wzbogaca. Nie ograbia z europejskości, światowości czy innej srości, ale wzbogaca polskością. I czując się Polakiem, potrafię być przy tym ateistą, antyklerykałem, anty-papistą, nie-homofobem, bardzo umiarkowanym niedzielnym nacjonalistą, a jednocześnie cichym zwolennikiem państwa-minimum :) Znaczy, jakoś da się.
Został jeszcze Polako-Litwin. Cóż, moja matka to rodowita Litwinka, a ojciec był litewskim Polakiem, być może wywodzącym się ze schłopionej szlachty, chociaż to mnie jakoś zbytnio nie interesuje, bo najwyraźniej nie podnieca mnie wywijanie zaśniedziałym herbem jak szablą i dodawanie sobie tym sztucznej wielkości. Tutaj działa znowu historia i drobne ukłucie owej historii czułem za każdym razem, gdy wybierałem się z wizytą na Litwę, pośród tamtejsze bory i do Wilna.
Natomiast Europejczykiem się nie czuję. Może trochę spadkobiercą świata Zachodu, ale jakoś to do mnie nie przemawia. Nie czuję żadnej szczególnej więzi z resztą Europy, choć mogę się zachwycać Anglią w całej rozciągłości - od krajobrazów, poprzez literaturę i muzykę, na piłce nożnej kończąc - mogę podziwiać kulturę, sztukę i historię Europy, ale Europejczykiem się nie czuję. Zatłuczcie mnie, ale już w ogóle i absolutnie nie czuję się tzw. obywatelem świata. Mam to określenie zresztą jako banał jakiś. Nawet mój braciszek, który zwiedził jedną trzecią Azji i kawałek Europy, IMHO zawsze będzie Polakiem-w-Świecie, choćby poza tureckim, arabskim, kazachskim i perskim nauczył się mówić jeszcze kilkudziesięcioma językami. Polskość jest jak blizna, która może trochę szpeci, ale nie należy się jej wstydzić; w zamian warto obnosić się z nią jak z czymś, co nas ukształtowało, w dobrym i złym znaczeniu, po równo.
Ktoś zaraz powie, że najpierw jest się człowiekiem, a dopiero później Polakiem. Racja, ale skoro mowa o ojczyznach, to moją ojczyzną z pewnością nie jest świat, tylko tych kilka konkretnych miejsc w świecie, w których mogę żyć i w których dopiero mogę sobie do woli czerpać z dobrodziejstw i wspaniałości całego świata. Dobrodziejstw i wspaniałości stworzonych przez ludzi również gdzieś zakorzenionych, również mających swoje ojczyzny i dzięki tym ojczyznom tworzących coś, co wprawi mnie w osłupienie i wywoła podziw. To jest chyba najpiękniejsze. I chyba właśnie dlatego każdy powinien mieć swoje ojczyzny.

Sorrki, że takim nadętym tonem, ale późno już i w ogóle, a ja chyba inaczej o tych sprawach nie umiem...

Awatar użytkownika
hundzia
Złomek forumowy
Posty: 4053
Rejestracja: pt, 28 mar 2008 23:03
Płeć: Kobieta

Post autor: hundzia » wt, 17 cze 2008 02:34

Dabliu.......
To ja już wiem, czemu ty te książki tak namiętnie piszesz i wydajesz...

Buu też tak kcę. Pisać, formułować słowa i czuć.
Niestety, Kraków oddala się ode mnie, albo ja od niego, machamy sobie łapkami na pożegnanie, Polska jako taka zmienia się, wcale nie jestem pewna czy na lepsze. Zazdroszczę przekonania i pasji w twoim poście, obawiam się, że mój patriotyzm nie sięga aż tak głeboko.

Będzie mały offtop:
Laleczko: jak będziesz w okolicach Galway, daj znać. Ja też mam herbatę. Owocową!
Bo nie wiem czy masz ubezpieczone mieszkanie/domek, moje dzieci to żywe tornado, a jak zostawie z kimś to ja mam trzęsienie ziemi po powrocie :(
Wzrúsz Wirúsa!
Wł%aś)&nie cz.yszc/.zę kl]a1!wia;túr*ę

Awatar użytkownika
savikol
Fargi
Posty: 407
Rejestracja: pn, 27 mar 2006 08:04

Post autor: savikol » wt, 17 cze 2008 09:37

Post Dabliu, szczególnie pierwsza połowa poświęcona Wrocławowi, przestawia typowo polską wersję patriotyzmu. Prawda jest taka, że dla każdego z nas najważniejsza jest mała ojczyzna, po prostu rodzinne strony. Odległe rejony kraju i ich mieszkańcy są dość obce i trudniej uważać ich za krajan. Kaszubi, czy górale to dla mnie też rodzina, ale dalsza. Kuzyni, którzy śmiesznie mówią i jadają trochę inaczej.
I teraz ciekawostka. Zdradzę wam ściśle tajną tajemnicę wojskową. Nasi stratedzy wreszcie zaobserwowali ten fakt i postawili wykorzystać w wojskowej taktyce. W razie poważnej zadymy siły zbrojne Rzeczpospolitej będą podzielone na jakby dwie części: Siły Operacyjne (tradycyjna armia) i Obronę Terytorialną (to jest właśnie ta innowacja).
Wojskowi zauważyli, że w czasie mobilizacji nie ma sensu tradycyjne tasowanie rezerwistów. Dotychczas np. do Kazunia (pod Warszawą) byli przysyłani chłopcy ze Szczecina i Rzeszowa. Lepiej będzie, by rezerwę skierować do lokalnych jednostek, jak najbliżej miejsca zamieszkania. Dać każdemu kałacha i niech broni własnego podwórka, własnej chałupy. Oddziały OT będą działać na terenach dobrze znanych przez żołnierzy, którzy w wojnę będą autentycznie zaangażowani, bo bronić będą swojego domu. Natychmiast odpada problem z morale i dezercjami. Tworzy się za to zorganizowana partyzantka, a w tym jesteśmy świetni od czasów szwedzkiego potopu.
I na nic technologiczna i militarna przewaga najeźdźcy. Nikt nie podskoczy Polakowi broniącego własnej chałupy. Nie ważne, czy będzie to germański oprawca, czy ruska swołocz, dostanie kosę w plecy, kiedy najmniej będzie się tego spodziewać.
Doskonała taktyka jak na nasze możliwości i mentalność. Jak o niej usłyszałem na wykładach w szkółce podchorążych, byłem autentycznie zachwycony i pełen podziwów dla, wydawałoby się, tępych trepów.

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 5629
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » wt, 17 cze 2008 09:41

Aleś tajemnicę zdradził... To już od czasu upadku komuny jest powoli wdrażane. Raz szybciej, raz wolniej, raz się z tego wycofujemy ;)

Tak naprawdę podział ten w przypadku armii zawodowej jest wymuszony. Ale będzie troszeczkę inaczej realizowany. Podział będzie teraz na stałą zawodową armię i NSR czyli Narodowe Siły Rezerwowe. I to właśnie NSR będzie stanowiło podstawę mobilizacyjną. A nie OT.

Bo z tej całej koncepcji powstania OT to pozostało w Polsce kilka batalionów OT porozrzucanych a to w Lęborku, a to gdzieś pod Sandomierzem. Jednostki bez znaczenia militarnego niestety...
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
Dabliu
ZakuŻony Terminator
Posty: 3011
Rejestracja: wt, 22 sie 2006 20:22
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Dabliu » wt, 17 cze 2008 09:59

savikol pisze:Tworzy się za to zorganizowana partyzantka, a w tym jesteśmy świetni od czasów szwedzkiego potopu.
W tym jesteśmy świetni od czasów Cedyni co najmniej. Hodona zgnietliśmy, nękając jego pasowanych bandytów na typowo polski sposób - tzw. "rycerze" (piszę tak zwani, bo w istocie do parcia na wschód byli w X wieku oddelegowani pospolici przestępcy, z których czyniono rycerzy. Tacy ludzie bez litości i umiaru wynarodowiali i wybijali Słowian połabskich) czuli się pośród naszych kniei jak, nie przymierzając, hamerykańskie wojska w Wietnamie. Zewsząd sypały się zatrute strzały, wróg czaił się za każdym pniem.

Awatar użytkownika
savikol
Fargi
Posty: 407
Rejestracja: pn, 27 mar 2006 08:04

Post autor: savikol » wt, 17 cze 2008 10:16

Kiwaczek:
Ups, to mam nieaktualne dane. Może dlatego, że tych wykładów słuchałem już osiem lat temu. Z drugiej strony, ubiegłej zimy byłem na szkoleniu sztabowym, ale nie przyszło mi do głowy, by się zapytać jak tam teraz jest z OT. Armia nam się zmienia ostatnio naprawdę w szybkim tempie. Co trafiam na ćwiczenia rezerwy, to jest inaczej. Na szczęście raczej na plus.

Dabliu:
Jeśliby się jeszcze bardziej cofnąć, to dał nam przykład ludowy bohater Szewczyk Dratewka, po partyzancku atakując smoka bronią chemiczną.
A poważniej, to był jeszcze partyzancki epizod z okazji ataków Mongołów na Kraków chyba w XII, czy w XIII wieku, kiedy to mieszczanie utworzyli lotne oddziały pacyfikujące wroga w lokalnych lasach. To w odwecie za ustrzelenie trębacza. Nie będzie lajkonik jeden z drugim nam się panoszył!

Awatar użytkownika
Gustaw G. Garuga
Psztymulec
Posty: 940
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 11:02
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Gustaw G. Garuga » śr, 06 sie 2008 18:27

Dabliu, zainteresuj się historią rodziny. Nie chodzi o wymachiwanie herbem, ale o pamięć o własnych korzeniach. Bo tej pośród Polaków - przesiedlanych, ograbianych, mordowanych, indoktrynowanych - jest zastraszająco mało. Od Ciebie zależy, jak tę pamieć wykorzystasz, ale nie obawiam się raczej, by ewentualne szlachectwo miało uderzyć Ci do głowy;)

Ja jako mieszkaniec Bielska-Białej czuję się nie tyle Bielszczaninem, ile Beskidzianinem. Po mieczu korzenie mam w Beskidzie Żywieckim; Juraszek to nazwisko typowo beskidzkie - czy szerzej karpackie - i sporo jest w regionie nazw miejscowych z nim związanych (sioła, hale). Odkąd kilka lat temu zacząłem się tym interesować, mam silne poczucie więzi z regionem i nie wyobrażam sobie, bym mógł na stałe zamieszkać gdzie indziej. Nie znaczy to, że wszystko mi się tu podoba - widziałem lepsze miejsca do życia - ale jakieś tajemne "coś" mnie tu trzyma.

Po kądzieli sprawa wygląda trochę inaczej: pojawia się tu i Śląsk, i Austria, i - choć nie ustaliłem jeszcze tego na pewno - Żydzi. Mam nadzieję zgłębić sprawę, póki jest jeszcze kogo zapytać...

Przede wszystkim jednak czuję się Polakiem. Tym mocniej, im bardziej zagłębiam się w historię Polski. Dabliu pisze o krwi wylanej za ten kraj, i jest w tym coś prawdziwego. Niedawno poruszyła mnie lektura "Eseju o duszy polskiej" Ryszarda Legutki. Po niej moje myślenie o ojczyźnie weszło na inny poziom. Polecam każdemu przeczytanie i przemyślenie.

Czuję się też Europejczykiem. Najsilniej to poczułem, kiedy mieszkałem w Chinach. Można by rzec, że spłynęło na mnie objawienie kulturowe. Przy wszystkich różnicach między Anglikami a Polakami, Finami a Portugalczykami itd. należymy do jednego kręgu. Cokolwiek ignoranci z Europy Zachodniej sobie myślą ;)

Wanderlej

Post autor: Wanderlej » śr, 26 lis 2008 23:47

Hmmm...ja osobiście nie jestem patriotą, ba - nawet nie przepadam za tym krajem. Tak, wiem, wiem to tutaj się uczę, tutaj sie urodziłem itp, mimo to nie byłem, nie jestem i nie będę żywił do tej ziemi żadnych głębszych uczuć.
Począwszy od historii Polski, która jest serią niefortunnych zdarzeń, poprzez jej ,,bohaterów", aż do obecnego stanu rzeczy - jest mi wstyd. Wstyd, że jestem Polakiem. Oczywiście szanuje i rozumiem patriotyzm innych, jednak na dobrą sprawę, tego patriotyzmu jest coraz mniej, a jeśli już jakiś zaistnieje to bardzo często w wersji fast-foodowej - szybko, mało i niezdrowo.
Jestem zwolennikiem nacjonalizmu francuskiego w kwestii identyfikacji z narodem, dlatego też ,,ojczyzna z urodzenia i nadania boskiego" jest mi obca.
Prawda jest taka, że w Polsce pojęcie patriotyzmu nieco się zatarło. Albo mamy gadanie o ,,Polsce od morza do morza" albo o tym, że Polska jest nędzna, śmierdząca i nic nie warta. Z skrajności w skrajność. Ponad to co jakiś czas ujawnia się patriotyzm sezonowy, podczas np: święta 3 maja, kiedy to tłumik nie znający historii swojego kraju idzie oglądać paradę.
Ja postrzegam patriotyzm jako bycie dumnym z tego, że jest się Polakiem, dobrą znajomość historii, posiadanie autorytetów wśród polaków i identyfikacje z krajem. Mi pozostaje jedynie znajomość historii, a kraj wybrałem sobie nieco inny:).

ODPOWIEDZ