Meandry edukacji, czyli oświaty kaganiec

rozmowy nie zawsze niepoważne.

Moderator: RedAktorzy

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2555
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » pt, 21 gru 2007 14:36

kaj pisze: Nie ma co uszczęsliwiać ludzi na siłę. Co z tego, ze nauczysz ich czytać, jak będa to wykrzystywać wyłacznie do lektury prasy brukowej? Po co wciskać ludziom na siłe do głowy informacje jaka jest waluta Wielkiej Brytanii, gdzie był Mur berliński i z jakim stanem kojarzy się KFC? Wolnośc to też prawo do niewiedzy, która, jak pokazuje przykład USA czy Danii wcale nie musi szkodzić.
Zgadzam się z Tobą, ale po polsku, czyli ale... O to właśnie chodzi, że czytanie się przydaje (bo dzięki temu np. mogą istnieć manipuły biurokratów produkujących dokumenty - dopóki wszyscy (oficjalnie) obywatele są gramotni, nie mogą powiedzieć, że nie odebrali wezwania do zapłaty domiaru za prawy trampek, bo nie umiejo czytać i nie wiedzieli, że to ważne. Po drugie, dopóki są czytaci, to można zarobić na prasie brukowej, to oni płacą. Czyli podwójny zysk. Ale ten pan glazurnik, czy łopaciarz nie muszą na pewno wiedzieć, jaka jest stolica Dahomeju, czy Mozambiku. I tak ich to nie interesuje.
Tak jest sprawiedliwie, choć może nie po równo.
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
Harkonnen2
Fargi
Posty: 327
Rejestracja: sob, 11 cze 2005 10:19

Post autor: Harkonnen2 » pt, 21 gru 2007 14:56

Cóż, wiedzieć więcej jednak mimo wszystko się przydaje, o czym pisał baron w jednym z felietonów do SF. Tam mozna przeczytać, między innymi, że jak wiesz więcej, to mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś Cię załaduje w bambus. A o to akurat łatwo wszędzie. Problem w tym, że tak naprawdę mamy obecnie sytuację, w której tej prostej prawdy nie ma kto dzieciarni przekazać i przekonać ich, że jednak warto się uczyć. Takie są moje odczucia. Owszem, zasadniczo powinno mi to zwisać jak się uczą inni, bo to dla mnie też zysk, jak przychodzi mi klient, który chce coś wydrukować i nie zna się kompletnie. W takiej sytuacji bezproblemowo mogę mu wcisnąć kit, że musieliśmy drukować full color 4+4 zamiast w dwóch kolorach z pantonów. On łyknie i zapłaci za dodatkowe blachy i farbę. Nie ma sprawy, sam jest sobie winien. Tylko to też działa w drugą stronę. Bo jak się dostaje od takiego niemotnego klienta projekt, to potem trzeba się ostro napocić i nagimnastykować, żeby dało się ten nieszczęsny projekt zrobić. Tak więc niewiedza to obosieczna broń. I naprawdę nie jestem pewien czy wolę współpracować z cymbałami, które niewiele umieją czy z fachowcami, od których dostanę projekt i będę mógł bez większych przeróbek puścić do drukarni czy na ploter tnący. :)
Aah! I see you have the machine that goes 'ping'. This is my favourite. You see, we lease this back from the company we sold it to, and that way, it comes under the monthly current budget and not the capital account.

Awatar użytkownika
kaj
Pciuch
Posty: 1576
Rejestracja: śr, 28 wrz 2005 13:50

Post autor: kaj » pt, 21 gru 2007 15:01

Ten cymbał, co nie wie jak się drukuje moze wiedzieć jak sie sprawdza, czy nie robi się go w bambus (czego zreszta w szkole nie uczą). Wystarczy, że zwróci się do konkurencji i zdemaskuje Twoje oszustwo.

Awatar użytkownika
Harkonnen2
Fargi
Posty: 327
Rejestracja: sob, 11 cze 2005 10:19

Post autor: Harkonnen2 » pt, 21 gru 2007 15:08

Ale musi wiedzieć, że mogę go zrobić w bambus, czyli musi coś jednak wiedzieć więcej. Jak nie wie, to po prostu łyknie i już. I nawet mu nie wpadnie do łepetyny, żeby sprawdzić. Polecam obejrzeć sobie taką fajną serię "Usterka".

Poza tym, dla mnie większa ogólna wiedza społeczeństwa ma jeszcze jedną zaletę. Jeśli jestem fachowcem w jakiejś dziedzinie, to że ludzie, którzy będą wiedzieć więcej, nie będą przylatywać do mnie z każdym byle drobiazgiem, żeby im zrobić, tylko czasem po prostu zrobią sami. Niby mniejszy zysk dla mnie, ale z drugiej strony jestem cholernie leniwy i kiedy czasami telefonicznie muszę jednego z drugim uczyć, że jak się nie podłączy komputera do prądu to za grzyb działał nie będzie, to mnie szlag trafia. Ostatnio zostałem zawezwany do "poważnej awarii", z którą nie mogła sobie jedna pani poradzić. Awaria polegała na wygaśnięciu subskrypcji Norton Antivirusa. Sorry, szlag mnie trafia w takich momentach. Zdecydowanie wolę jak inni umieją więcej. Mam wtedy mniej głupawej roboty i więcej czasu dla rodziny :)

//edit: dopisek :)
Aah! I see you have the machine that goes 'ping'. This is my favourite. You see, we lease this back from the company we sold it to, and that way, it comes under the monthly current budget and not the capital account.

Awatar użytkownika
tatsu
Mamun
Posty: 110
Rejestracja: wt, 18 gru 2007 22:41

Post autor: tatsu » pt, 21 gru 2007 15:25

Oj, praca z "kafarami" nie należy do łatwych i przyjemnych. Najgorzej, jak się przytrafi taki na stanowisku kierownika, czy - nie daj Boże - prezesa. Wtedy to już zupełna kaplica.

Najciekawsze zdanie, jakie ostatnio udało mi się usłyszeć to: "Nie możemy pana przyjąć. Pan ma za wysokie kwalifikacje"...
Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać?

Awatar użytkownika
kaj
Pciuch
Posty: 1576
Rejestracja: śr, 28 wrz 2005 13:50

Post autor: kaj » pt, 21 gru 2007 15:31

Ale musi wiedzieć, że mogę go zrobić w bambus, czyli musi coś jednak wiedzieć więcej. Jak nie wie, to po prostu łyknie i już. I nawet mu nie wpadnie do łepetyny, żeby sprawdzić. Polecam obejrzeć sobie taką fajną serię "Usterka".
Może teraz się to zmieniło, ale za moich czasów tego w szkole nie uczyli. Predzej odwrotnie. Wymagano przyswojenie wiadomości i tyle. Socjalizowała poza programem nauczania.
Poza tym, dla mnie większa ogólna wiedza społeczeństwa ma jeszcze jedną zaletę. Jeśli jestem fachowcem w jakiejś dziedzinie, to że ludzie, którzy będą wiedzieć więcej, nie będą przylatywać do mnie z każdym byle drobiazgiem, żeby im zrobić, tylko czasem po prostu zrobią sami.
Ekonomista Ci wyjaśni, że to źle, że ludzie zrobią coś samemu, zamiast się zrócic do firmy, bo w ten sposób nie generują PKB. Jak pomożesz sąsiadowi naprawić dach, a on Ciebie potem zaprosi do siebie na obiad, to nie ma wzrostu PKB. Lepiej by on wziął do dachu firme, a ty byś zjadł obiad w restauracji.

Awatar użytkownika
Harkonnen2
Fargi
Posty: 327
Rejestracja: sob, 11 cze 2005 10:19

Post autor: Harkonnen2 » pt, 21 gru 2007 15:43

Na szczęście ekonomistą nie jestem :)

Dla ekonomisty to może i źle, ale jeśli sam sobie potrafię naprawić zawór napełniający w spłuczce, to lepiej dla mnie, bo płacę tylko w sklepie za zawór a nie za dodatkową robotę. POza tym jak naprawiam sąsiadowi dach, to też jeden z nas musi kupić narzędzia i materiały, ergo poprzez zakup ten PKB jednak się generuje. Sąsiad też musi kupić więcej żarcia jeśli chce mnie zaprosić na obiad.

Swego czasu w książce dotyczącej architektury .NET przeczytałem zdanie, które mnie ujęło. Brzmiało mniej więcej tak: "liczba nieszczęść we wszechświecie jest stała". Oznacza to, że jeżeli jest banda debili, która jest szczęśliwa ze względu na swoją niewiedzę, to część nieszczęść przypadająca na nich, musi spaść na tych, co wiedzą więcej. Czy naprawdę PKB poleci na łeb jeśli jeden z drugim będzie umiał pójść do sklepu po wężyk, czy samemu przeczytać na ekranie komputera, że musi pójść do sklepu i kupić nowy program antywirusowy? A to są właśnie takie wkurzające drobiazgi, które z powodu niewiedzy ogólnej spadają na tych, co wiedzą więcej.
Aah! I see you have the machine that goes 'ping'. This is my favourite. You see, we lease this back from the company we sold it to, and that way, it comes under the monthly current budget and not the capital account.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17036
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pt, 21 gru 2007 16:26

A mnie się zdaje, że dyskusja zbacza... Na manowce.
Bo było chyba wcześniej o pracach domowych i ich zasadności?

Dla tych, co podejrzewają progeniturę, że jest w podstawówce, śpieszę z wyjaśnieniem, że to gimnazjum jest. A ja byłam w podstawówce w jego wieku.

I zda mi się jeszcze, że mylimy pewne kwestie. A mianowicie, gdzie się uczyć i jak. Podstawą systemu edukacji jest: nauczyciel coś pogada, wyjaśni mniej lub bardziej, zapisze notkę z tematem na tablicy, zada do domu pięć paragrafów z ćwiczeń, by praktykę uczeń załatwił w domu - i pańszczyzna odwalona.
Uważam, że to jakiś absurd i kardynalny błąd jest. Praktyka i teoria winna być załatwiona na lekcji.

A zatem: nie chcę zadań domowych. Chcę, żeby dziecko wiadomości przyswajało na lekcji, a w domu po przeczytaniu notatki z zeszytu i rozdziału z podręcznika - miało utrwaloną wiedzę. Uważam, że fakt, że zadaje się do domu, by dzieciak poćwiczył w praktyce teorię z lekcji, to pomyłka. I dowód, że nauczyciel jest do bani.

Co do różnic programowych - w przypadku mnie i progenitury jest odwrotnie => to ja miałam szerszy program niż on i to w każdym praktycznie przedmiocie. Za to mój ojciec (po wyższej matematyce) był zaskoczony kompletnie, gdy różniczki i pochodne przerabiałam (w mojej wersji należy rozumieć dosłownie, ten wyraz nie jest przypadkowo użyty) w drugiej klasie liceum. On uczył się tego dopiero na studiach. I muszę dodać jeszcze - byłam w klasie biol.-chem., nie mat.-fiz.

Navajero, masz rację - z tymi programami jest jeden wielki burdel - wypadło parę przedmiotów interesujących, wpadła informatyka (która polega głównie na nauce obsługi programów MsOffice - czy ja jestem w ukrytej kamerze, do cholery?!). A teraz dodajmy do tego zadania domowe, beznadziejnych belfrów i pogmatwany zestaw danych. Wyjdzie z tego człowiek, który może zapamięta (przypadkiem), jak się nazywa stolica Brazylii. Może...
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Navajero
Kameleon Super
Posty: 2696
Rejestracja: pn, 04 lip 2005 15:02

Post autor: Navajero » pt, 21 gru 2007 17:39

Małgorzata pisze:Dla tych, co podejrzewają progeniturę, że jest w podstawówce, śpieszę z wyjaśnieniem, że to gimnazjum jest.
No mój młodszy też. Starszy jest w elitarnym liceum i nie ma prawie czasu na nic poza nauką. W nielicznych wolnych chwilach kula się na zajęciach Krav Magi, kopie w tarcze z ojcem i pakuje w jakiejś podejrzanej siłowni. Ja tam go nie żałuję, w jego wieku ćwiczyłem po sześć godzin dziennie karate i inne dziwne rzeczy ( przeważnie do późnej nocy) i zasypiałem potem na długich i nudnych lekcjach polskiego :P
"Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
karakachanow
Pćma
Posty: 267
Rejestracja: ndz, 14 sty 2007 11:23

Post autor: karakachanow » pt, 21 gru 2007 18:03

Moment, moment, moment. Został przywołany przykład Danii. Uczęszczam na uniwersytet w Kopenhadze i nie widzę, żeby poziom Duńczyków był niższy od naszego. Wręcz przeciwnie - ich uczyli o pochodnej, nas nie.
Zresztą, ich sprawdzian a nasz sprawdzian... Ich sprawdzian (egzamin) jest open book (książka, notatki, słownik) i wymaga konkretnych umiejętności. Pisałem dziś egzamin duński z mikroekonomii i nie był on łatwy, a był open book.
Nie wiem jak to jest na poziomie podstawowym, ale od nich wymaga się dużo mniej wiedzy - koleżanka jak przyjechała z Estonii to doznała szoku. Ale ci którzy doszli na studia, mają wiedzę porównywalną, o ile nie lepszą.
Paupera lingua latina, ultimum refugium habet in Riga.

Awatar użytkownika
Navajero
Kameleon Super
Posty: 2696
Rejestracja: pn, 04 lip 2005 15:02

Post autor: Navajero » pt, 21 gru 2007 18:11

karakachanow pisze:Nie wiem jak to jest na poziomie podstawowym, ale od nich wymaga się dużo mniej wiedzy - koleżanka jak przyjechała z Estonii to doznała szoku.
No ja właśnie o tym pisałem :)
karakachanow pisze:Ale ci którzy doszli na studia, mają wiedzę porównywalną, o ile nie lepszą.
A to pewnie zależy jakie szkoły pokończyli ( szczególnie średnie). Na Zachodzie jest mnóstwo szkół mniej czy bardziej elitarnych. Nastawionych na tych, którzy chcą się uczyć. Ja z tą panią rozmawiałem o normalnych szkołach "państwowych". Zresztą tam jest też nauczanie domowe rozwinięte. Trzeba zdać egzamin państwowy w wieku mniej więcej 15 lat ( dokładnie nie pamiętam, bo dyskusja się odbyła parę latek temu) i już. Można się uczyć w domu. Andrzej Pilipiuk twierdzi, że to jest skuteczniejsze od normalnej szkoły, aczkolwiek jak na razie jest teoretykiem w tej kwestii :) Ja nie jestem taki pewien, czy przeciętny rodzic nauczy dziecko lepiej niż szkoła, ale kto ich tam wie Duńczyków? ;)
"Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
karakachanow
Pćma
Posty: 267
Rejestracja: ndz, 14 sty 2007 11:23

Post autor: karakachanow » pt, 21 gru 2007 18:12

Szkoły jak najbardziej publiczne.
Paupera lingua latina, ultimum refugium habet in Riga.

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2555
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » pt, 21 gru 2007 18:33

karakachanow pisze:Moment, moment, moment. Został przywołany przykład Danii. Uczęszczam na uniwersytet w Kopenhadze i nie widzę, żeby poziom Duńczyków był niższy od naszego. Wręcz przeciwnie - ich uczyli o pochodnej, nas nie.
Jesteś za bardzo aktualny. Mnie na ten przykład uczyli. A dla chętnych były różniczki i całki.
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17036
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pt, 21 gru 2007 18:58

Mnie uczyli. I to przymusowo. Do dziś wiem, że różniczka to wyniczek odejmowanka. :P
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
baron13
A-to-mistyk
Posty: 3648
Rejestracja: sob, 11 cze 2005 09:11

Post autor: baron13 » pt, 21 gru 2007 19:26

Ściślej granica ilorazu dwóch wyniczków odejmowanka funkcji i argumentu funkcji, przy wyniczku odejmowanka podążającym do zera. Takie ćwiczenia językowe. Hop-siup i już mnie nie ma ;-)

ODPOWIEDZ