Meandry edukacji, czyli oświaty kaganiec

rozmowy nie zawsze niepoważne.

Moderator: RedAktorzy

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pt, 21 gru 2007 23:43

inatheblue pisze:Margot, ale ty masz super! Ominęły cię dylematy na-co-się-zdecydować. Ominęły studia, po których nie mogłabyś być żadnym kreatywnym, bo by cię skutecznie oduczyli kreatywności.
:)
Skądże, Ino. Ominęły mnie studia, po których miałabym teraz skórę-furę-komórę i elegancką chałupę na suburbiach. Miałam iść na medycynę, a potem być chirurgiem plastycznym. Na samych nosach i biustach zarobiłabym fortunę! :P
I nie miałabym dylematów związanych z literaturą, egzystencją i takich tam. Prawdopodobnie słownictwo miałabym dużo uboższe, za to fachowe i zlatynizowane. Wątpię, czy w ogóle miałabym dylematy inne niż kwestia, czy wymigać się od zbyt wysokich podatków, czy nie (czyli: zmienić księgowego i maklera teraz, czy jeszcze poczekać).
A najgłupsze jest to, że o indeksie, który miałam w kieszeni, dowiedziałam się dopiero na drugim roku polonistyki - zdawałam egzaminy wstępne, bo [uwaga!] nie doczytałam, z czym się wiąże wygrana w olimpiadzie (sądziłam, że dyplom z olimpiady jest nagrodą samą w sobie). :P

A biologia, jak zawsze mnie uczono w liceum, jest przedmiotem humanistycznym. Dlatego jest interesująca i fantastyczna. I mnie się bardzo podoba, że tyle się jej uczyłam. Brakowało mi na studiach chemii i biologii właśnie. Za to logikę zdążyłam znienawidzić. Po studiach natomiast zdumiewająco okazał się ten przedmiot przydatny. Do nękania innych humanistów, oczywiście. I do strategii komunikacji, czyli wywoływania dysfunkcji centralnego układu nerwowego u homo s. :P:P:P
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
nimfa bagienna
Demon szybkości
Posty: 7223
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 11:40
Płeć: Nie znam

Post autor: nimfa bagienna » sob, 22 gru 2007 09:38

Małgorzata pisze:A biologia, jak zawsze mnie uczono w liceum, jest przedmiotem humanistycznym.
Mój fizyk w liceum zawsze powtarzał, że fizyka jest nauką humanistyczną, bo wyjaśnia funkcjonowanie świata. Wierzę mu do dziś.
Tłumaczenie niechlujstwa językowego dysleksją jest jak szpanowanie małym fiutkiem.

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2555
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » sob, 22 gru 2007 10:13

A mój historyk z liceum powtarzał, że jest tylko jedna prawdziwa nauka: historia. A wszystkie inne to tylko nauki pomocnicze historii. Dziś uważam, że miał rację.
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
Navajero
Kameleon Super
Posty: 2697
Rejestracja: pn, 04 lip 2005 15:02

Post autor: Navajero » sob, 22 gru 2007 10:14

Święta prawda! :D
"Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
ElGeneral
Kratistos
Posty: 8408
Rejestracja: pt, 09 lis 2007 18:36

Post autor: ElGeneral » sob, 22 gru 2007 11:27

Jak się zgadało o oświaty kaganku (czy kagańcu?), to pomówmy o tych, co go nosili i noszą.

Z pewnością zgodzicie się ze mną, że do nauczania trzeba mieć talent. Miałem okazję słuchać wykładu prof. Kaliskiego, którym inaugurował rok akademicki. Kaliski był naukowcem dużego formatu, ale wykładał tak mętnie i niezrozumiale, że nikt prawie nie był w stanie zrozumieć, o czym mówi. Rwało mu się rozumowanie, przeskakiwał rozmaite jego etapy, no, godzina koszmaru. A trzeba było siedzieć przynajmniej i udawać, że się słucha - w końcu inauguracja roku, to nie w kij dmuchał.

Miałem też wykłady z urządzeń elektronicznych z pewnym pułkownikiem, który doktorat wymęczył z ogromnym wysiłkiem i jako naukowiec niewiele zgoła znaczył. Ale jego wykłady były wzorem przejrzystości, logiki i konsekwencji - doskonale przemyślane i świetnie przezeń odtwarzane.

Wybitny naukowiec może być kiepskim nauczycielem - i odwrotnie. Ale źle jest, kiedy do szkoły trafiają ludzie, których powinno się od uczniów trzymać na odległość armatniego strzału. Do dziś pamiętam moją nauczycielicę geografii z LO. Baba była wredna i leniwa - wchodziła (przepraszam, wpływała jak gotowy do bitwy angielski liniowiec) do klasy, rozwieszała mapę, brała jednego ucznia z dobrą dykcją, żeby czytał odpowiedni fragment z podręcznika, drugi uczeń pokazywał rzecz na mapie, a sama milcząc wodziła wzrokiem po klasie - a zetknięcie się z jej spojrzeniem przypominało zajrzenie w wymierzone w ciebie lufy dwu Kałachów. I wiecie co? Miała doskonałą opinię u dyrekcji. Na jej lekcjach można było usłyszeć dwie spierające się mrówki - o ile odważyłyby się na taką niesubordynację.

Takich pedagogów wciąż jeszcze się spotyka - a wiem co mówię, bo przez pięć lat uczyłem elektroniki w technikum. W tzw. "ciele" gwałtowny sprzeciw budził mój zwyczaj mówienia do uczniów "pan" lub "pani". Jak można tak się zwracać do "tych baranów"?! Horrendum! Kiedy tłumaczyłem, że trudno jest przekonać ucznia o tym, iż się go traktuje poważnie, kiedy się do niego zwracamy bez krzty szacunku, patrzyli na mnie, jak na łagodnego idiotę. A już Frycz Modrzewski mówił, że "Taka będzie Rzeczpospolita, jakie młodzieży chowanie..."
Takie jest moje zdanie w tej materii, a oprócz tego uważam, że Kartagina powinna być zburzona.

Awatar użytkownika
nosiwoda
Strategos
Posty: 5325
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » sob, 22 gru 2007 18:12

[quote=""Ten_Którego_Tu_Nie_Ma""]już Frycz Modrzewski mówił, że "Taka będzie Rzeczpospolita, jakie młodzieży chowanie..."[/quote]Jan Zamoyski.
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
ElGeneral
Kratistos
Posty: 8408
Rejestracja: pt, 09 lis 2007 18:36

Post autor: ElGeneral » sob, 22 gru 2007 22:06

No, tom się pomylił. Ale myśl słuszna, prawda?
Takie jest moje zdanie w tej materii, a oprócz tego uważam, że Kartagina powinna być zburzona.

Awatar użytkownika
Karola
Mormor
Posty: 2245
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 23:07

Post autor: Karola » śr, 26 gru 2007 02:59

Wracając do tematu zadań domowych lub ich braku, interesuje mnie, czy pójdziemy w model 'brytyjski' i będziemy ze szkół wypuszczać pół-kretynów, czy jednak w model 'szwedzki' i dzieciaka nie zobaczę w domu przed godziną ósma wieczorem, bo w szkole się nauczy i powtórzy.

Jednakowoż zgadzam się z Margotą: TAKIE zadania domowe, jakie przynosi moje dziecko (3 klasa podst) do domu, to wstyd i kpina. Tzw domowniczek (od 4 do 6-7 zadań, dwie strony formatu A-4) i oczywiście 1-2 zadania z podręcznika, bo 'zabrakło czasu na dokończenie'.
Moja córka jest w klasie sportowej, gdy wychodzi przed ósmą rano, to rzadko kiedy wraca przed piętnastą. Ja wracam najwcześniej przed siedemnastą. Zanim obie zjemy obiad, odpoczniemy psychicznie, robi się pora wiadomości. Zabawę z nauką kończymy w okolicach 21.00.
Bo nie mogę pozwolić na samodzielne odrabianie lekcji, ponieważ polecenia są skonstruowane takim językiem, że muszę ze trzy razy pomyśleć, żeby w ogóle zrozumieć, o co chodziło autorom podręcznika. Jeśli córka sama się weźmie za odrabianie, to potem i tak siedzi i wymazuje, i poprawia.

Marzy mi się model 'amerykański': po lekcjach gremialnie wrzucane podręczniki do szafek w szkole, a w domu jakiś 'projekt': a to przygotowanie wykładu z historii na przykład, a to praca wieloosobowa nad rozwojem bakterii, a to... (pora późna, to i pomysły mi się skończyły). Ale chyba wiecie, o co mi biega.

Kolega z pracy ma córki, jedną w ostatniej klasie podstawówki, drugą w drugiej klasie gimnazjum. Obie są nadprzeciętnie bystre, a i tak siedzą z mozołem nad lekcjami w domu w uwagi na ich objętość, nie stopień skomplikowania. Domowe kończą odrabiać ok 22.00, ponieważ obie udzielają się wolontariacko, sportowo, naukowo, jakoś-tam-jeszcze. I najnormalniej w świecie czasu im brakuje. A ojciec nie ma serca wypisać jednej i drugiej z szachów, piłki nożnej, harcerstwa, kółka teatralnego i czegoś-tam-jeszcze...
Indiana Jones miał brata. Nieudacznika rodem z Hiszpanii. Imię brata nieudacznika brzmiało Misco. Misco Jones.

Awatar użytkownika
Navajero
Kameleon Super
Posty: 2697
Rejestracja: pn, 04 lip 2005 15:02

Post autor: Navajero » śr, 26 gru 2007 07:09

Karola pisze:Wracając do tematu zadań domowych lub ich braku, interesuje mnie, czy pójdziemy w model 'brytyjski' i będziemy ze szkół wypuszczać pół-kretynów, czy jednak w model 'szwedzki' i dzieciaka nie zobaczę w domu przed godziną ósma wieczorem, bo w szkole się nauczy i powtórzy.
Szwedzi w 1979 r. wprowadzili u siebie zapis o "niestosowaniu wobec dzieci kar cielesnych i innych poniżających metod". To znaczy, że nawet zrugać "dziecka" nie można, nawet jak zasłuży, bo to "poniżające". W szkołach nie ma w ogóle dyscypliny, a i program kiepściutki, bo jaki inny może być w takiej sytuacji? Kiedy w zasadzie nie ma żadnych kar? A "świadoma dyscyplina" w wieku nastu lat jakoś się nie sprawdza... Kumpel ( pół - Szwed) był i uczył. Wyjechał stamtąd po 2 latach, mimo b. dobrych zarobków. Mówił, że w szkołach jest masakra. Dzieci i "dzieci" ( nieletni) są pod totalną ochroną, uchodzą im płazem nawet wykroczenia i drobne przestępstwa, bo ta ustawa... A nasz minister idzie przecież dalej, on chce, aby dziecka nie pytano przy tablicy, bo jak się nie nauczy, to jest to dla niego poniżające. Oczywiście, że zadań domowych jest za dużo ( ze względu na źle skonstruowane programy większości przedmiotów), ale jemu nie chodzi o zmniejszenie obciążeń dziecka, a o całkowite wyrugowanie repetycji i zadań samodzielnych, pod idiotycznym pretekstem. Powiem krótko - szkoła się kończy u nas, ta "normalna"szkoła. Urzędnicze pomysły ( "teczki" czyli gromadzenie papierków mających potwierdzać wysokie kwalifikacje nauczyciela, brak przepisów które pozwoliłyby zdyscyplinować szkolnych debili, brak badań przesiewowych które odsiałyby abnormali przed pójściem do zwykłej szkoły) już powodują, że coraz mniej wartościowych ludzi garnie się do zawodu. Bo teraz np. ocena nauczyciela zależy od gromadzonych przez niego papierków, organizowanych wycieczek/ jasełek/ przedstawień i dobrej woli dyrektora któremu trzeba bez wazeliny... Poziomu na jakim nauczyciel uczy, nie bierze się pod uwagę. Do tego dochodzą te ostatnie pomysły ( które w takiej czy innej formie zostaną zrealizowane bo to jest trendy). Do tego żałosne płace i brak czasu na cokolwiek ( obliczyłem ostatnio z powodu intensywnych szkoleń mój czas pracy w szkole, wyszło mi ok. 60 godzin na tydzień...). I to nie był wyjątkowy tydzień. Tych szkoleń/rad szkoleniowych/konsultacji dla dzieci i rodziców/dyskotek itp. jest coraz więcej, bo jak dyrektor chce dostać nagrodę, to musi wykazać, ze jego nauczyciele się szkolą nieustannie i robią coś "ponad". Tak więc nauczyciele którzy mogą się zająć czymkolwiek poza nauczaniem uciekają, albo nie przychodzą do szkoły po studiach. Kilka lat jak nic się nie zmieni ( a nie ma na to szans) i u nas też będą szkoły dla debili. Dobrymi szkołami pozostaną tylko te elitarne, dla dzieci ministrów i innych urzędasów/ biznesmenów, gdzie dzieciaczki nie mają i nigdy nie miały żadnych szczególnych praw poza prawem do nauki. Ja się tylko cieszę, że moje dzieci kończą powoli swoje nauki...
"Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
ElGeneral
Kratistos
Posty: 8408
Rejestracja: pt, 09 lis 2007 18:36

Post autor: ElGeneral » śr, 26 gru 2007 09:25

Navajero, przez pięć lat byłem nauczycielem. Wiesz, co wydaje mi się największą wadą obecnego systemu edukacyjnego? Ano to, że o jego kształcie decydują tzw. metodycy nauczania - czyli ludzie, którzy z rozmaitych względów nie sprawdzili się w szkołach jako nauczyciele i uciekli ze szkół, robiąc kariery czysto urzędnicze. Porobili rozmaite "dokształty" i poszli "w kuratory". I to oni decydują o tym, jaka ma być szkoła...
Takie jest moje zdanie w tej materii, a oprócz tego uważam, że Kartagina powinna być zburzona.

Awatar użytkownika
Navajero
Kameleon Super
Posty: 2697
Rejestracja: pn, 04 lip 2005 15:02

Post autor: Navajero » śr, 26 gru 2007 13:00

To także. Znam takich którzy zostali wyrzuceni, lub niemal wyrzuceni ze szkoły, do tego stopnia sobie nie radzili. Teraz straszą. Np. jedna ( na szczęście już nie działająca) wizytatorka pożegnała się ze szkołą kiedy na jej lekcji rozebrano do naga uczennicę. Na szczęście nie było to molestowanie, a zwykła hucpa, ale i tak... Do tego babina ( wredna i głupia niesłychanie) miała widzenia świętych pańskich i Matki Boskiej. Dlatego wszystko wiedziała najlepiej i nie było z nią żadnej gadki. Dyrektorami ( tymi dobrymi) i nauczycielami pomiatała niemożebnie mszcząc się za to, że swego czasu im podobni usiłowali ją zdyscyplinować i nauczyć zawodu. W końcu wyleciała z wizytatorstwa i została dyerktorem. Usunięto ją i z tego stanowiska kiedy kazała zdemontować drzwi do ubikacji, aby nie robiono w kiblach sprośności... Zastąpiono ją niemal identyczną idiotką ( tyle, że bez widzeń). Ta, straszy do dzisiaj. Nie zna się na niczym ( nigdy się nie znała), więc wyuczyła się instrukcji na pamięć i szaleje wypisując dyrektorom wskazówki i upomnienia dotyczace stosowania np. nieprawidłowych skrótów w dziennikach lekcyjnych i dokumentach. Ja pracuję dwadzieścia lat i mam tego dosyć. Tego całego g..na. Rozbrajania naćpanych i agresywnych "dzieci" przynoszących do szkoły noże i inne takie ( często przerośniętych, po 17, 18, 19 lat), głupich a ambitnych dyrektorów z których większość miała zamiar pokazać panu doktorowi gdzie raki zimują, bo sami ledwo czołgali się przez studia, wypełniania ton papierków, "szkoleń" na których idioci którzy zostaliby wyniesieni na butach po kwardansie przez przeciętną klasę usiłowali mnie nauczyć jak trzeba postępować z "dziećmi trudnymi"... Mam dość "wychowywania" klas w typie Legia Cudzoziemska, które otrzymywałem niemal zawsze pod dziwnym pretekstem, że sobie poradzę ( jakby innym nie płacili za to samo), dość walk ze wszystkimi o uczciwe wystawianie ocen... Jestem zmęczony. Przy najmniejszej okazji - spadam z tego biznesu ( co daj mi Panie Boże).

Niby święta, a tak mi się żółć ulała, że bardziej to do tematu ze skargami pasuje :) Ale to wina Generała - prowokatora :P
"Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 6067
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » śr, 26 gru 2007 13:26

Navajero pisze:Niby święta, a tak mi się żółć ulała, że bardziej to do tematu ze skargami pasuje :) Ale to wina Generała - prowokatora :P
Zatem cieszę się bardzo, że to rozumiesz i więcej nie będziesz. I inni mam nadzieję także ;)
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
Navajero
Kameleon Super
Posty: 2697
Rejestracja: pn, 04 lip 2005 15:02

Post autor: Navajero » śr, 26 gru 2007 13:29

Taaa jest! < z własnej inicjatywy wykonuje sto razy padnij - powstań> :)
"Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
Karola
Mormor
Posty: 2245
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 23:07

Post autor: Karola » śr, 26 gru 2007 14:01

Navajero pisze:Nie zna się na niczym ( nigdy się nie znała), więc wyuczyła się instrukcji na pamięć i szaleje wypisując dyrektorom wskazówki i upomnienia dotyczace stosowania np. nieprawidłowych skrótów w dziennikach lekcyjnych i dokumentach.
...
Niby święta, a tak mi się żółć ulała, że bardziej to do tematu ze skargami pasuje :) Ale to wina Generała - prowokatora :P
W stosunku do Navajero z nastoletnim stażem (albo i dziesięcioletnim) żaden ze mnie nauczyciel, ale też pracowalam króciutko w szkole. Musiałam codziennie rano meldować się u pana wicedyrektora do spraw nauczania - szkoły, której notabene robilam usługę w postaci uczenia, jako że nauczycielka się rozchorowala na dluzej i ją zastępowalam na um-zlec - więc meldować wraz z konspektem, w którym miałam zapisane, co i kiedy z dziećmi na danej lekcji zrobię.
Pana wicedyrektora znalam i lubiłam jeszcze z czasów, kiedy sama tę szkołę kończyłam. Ale pan wicedyrektor był ścisłowcem, nauczał nas spraw technicznych, na języku polskim znal sie jak kura na pieprzu.
I jak mi zaczął kreślić konspekt, twierdząc, że powinnam inaczej wprowadzać materiał, innymi metodami, to mnie szlag jasny trafił.
Pozwoliłam pokreślić sobie konspekt, przyniosłam po kwadransie poprawiony, który zaakceptował. Szcześciem miałam wówczas dwie identyczne lekcje z klasami równoleglymi i zaprosilam go na obie. Jedną prowadziłam wg jego konspektu, drugą - wedlug mojego.
Od tego czasu przynosiłam konspekty, które akceptował bez mrugnięcia okiem :)
Słusznie wicedyrektora lubiłam, to był facet na poziomie.
Indiana Jones miał brata. Nieudacznika rodem z Hiszpanii. Imię brata nieudacznika brzmiało Misco. Misco Jones.

Awatar użytkownika
tatsu
Mamun
Posty: 110
Rejestracja: wt, 18 gru 2007 22:41

Post autor: tatsu » pt, 28 gru 2007 22:25

Nauczyciele... ech...
Na wspomnienie zasługuje tylko kilku z nich: polonistka, biologiczka, historyk i matematyczka w SP i geograf, anglista, chemik, fizyczka i historyk w LO oraz jeden, cudowny profesor z "uniwerku".
Ich lekcje wciąż stoją mi przed oczami i służą za wzór. W pracy.
Jestem tym gorszym nauczycielem. Nauczycielem, który jest uznawany za tę gorszą kategorię nauczycieli: nauczycielem-bibliotekarzem. Takim piątym kołem u wozu.
Dzięki temu jest mi okropnie ciężko pracować tak, jak sama od siebie bym wymagała. Nie mogę krzewić miłości do książki, bo jest "ścieżka czytelniczo-medialna", która wyznacza mi to, czego mam uczyć na sporadycznych lekcjach-zastępstwach. Zastępstwa są bezpłatne, narzucane na zasadzie "idziesz teraz do klasy X"... Rozmowy z dyrekcją nie przyniosły żadnych rezultatów oprócz "ucięcia" mi połowy etatu (uciętą połówkę dostała nauczycielka dyplomowana, znajoma dyra) i cofnięcia dodatku motywacyjnego. Cóż... nie mam sił, by walczyć z dyrekcją i całym tym kramem, gdyż większość ich przeznaczam na codzienną walkę z chorobą, ale to przecież małe piwo. Inni mają gorsze problemy. Np. dzieci na studiach...
Nauczyciele mają teraz stopnie awansu, które zupełnie nie odpowiadają ich poziomowy przygotowania merytorycznego i pedagogicznego. Papiery, które podpisywano "na głupa", żeby tylko były w teczce stanowią o ich przygotowaniu do uczenia innych... żałosne...
A stosunek do uczniów? Wstyd mi za nich. Za to, jak się odnoszą do młodszych, a żądają szacunku dla siebie. Głupota zupełna. Przecież zło i dobro, które się z nas wydostaje powraca do nadawcy ze zdwojoną siłą.
Brak zrozumienia młodzieży i dzieci też tu ma duże znaczenie. W jaki sposób 60-letni człowiek może zrozumieć świat, w jakim żyje nastolatek? Przecież to pół wieku różnicy! Zdecydowanie za dużo, by porozumieć się z uczniami.
Nigdy nie zapomnę dwu nauczycieli z LO: polonistki i fizyka, pseudopedagogów, którzy powinni dawno zostać wydaleni ze szkoły, a wciąż uczą. Polonistka-terrorystka i fizyk-cham. Niczego nie potrafili nauczyć, oprócz przemocy, znęcania się psychicznego i chamstwa, jakiego nauczyciel nawet posiadać nie powinien.
Wiecie, co jest w tym najgorsze?
Właśnie ci, których wspominam z rozczuleniem i wdzięcznością w większości zakończyli już pracę w szkole. Na własne życzenie. Mieli dość tego bagna, jakim jest polska oświata, gdzie - jeśli nie kraczesz - nie jesteś w stadzie. Co z tego, że kraczący się mylą. Masz się mylić razem z nimi...
Sama też się szykuję do skończenia z zawodem, który sobie wymarzyłam i który kocham. Ze względu na powyższe jej aspekty.
I tylko dzieci mi żal...

ODPOWIEDZ