Dzieckiem w kolebce, kto łeb urwał Hydrze

rozmowy nie zawsze niepoważne.

Moderator: RedAktorzy

Xiri
Yilanè
Posty: 3949
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » wt, 14 paź 2008 21:46

bcr pisze: A gdzie zaznaczyłaś, że Twoja wypowiedź dotyczyła jednego konkretnego rocznika?
Użyłam skrótu myślowego, co często mi się zdarza. Będę się pilnować, by precyzować następnym razem.
Troszeczkę się zastanawiam. Niestety dla Ciebie, ale to, co napisałem poparte jest niestety smutnymi przykładami z rzeczywistości.
Każdy je ma. Mieszkam w tak burzliwym miejscu, że u mnie od nich aż się roi, że lepiej ich nie wymieniać z imienia i nazwiska.
I taki nauczyciel ma pilnować dzieciaków 24h/dobę, samemu nie śpiąc, a dzieci się nawalą nie dlatego, że są niewychowane, tylko dlatego, że nauczyciel nie dopilnował. I jeszcze nauczyciel, cham zbolały, za wycieczkę nie płaci, mimo, że z dzieciakami zwiedza... Jakże znane argumenty :>.
Dlatego na wycieczki, chociażby klasowe, jedzie minimum 2 nauczycieli, plus opiekun, który skończył 18 lat. Tak było w mojej szkole przynajmniej.
Tak, a za to, że w mojej obecności dzieciak strzeli prostym drugiemu, ja odpowiadam. Bo to było w mojej obecności. Malutki przykład z życia.
Bardzo infantylny przykład podałeś, zupełnie nie wyszła Ci ta ironia. Za bijatykę na przystanku nie ponoszą przecież winy postronni świadkowie, lecz cała masa czynników środowiskowych, z niedopatrzeniem/niewłaściwym podejściem rodziców czy opiekunów na czele. Nie można także nie uwzględnić czynników zakodowanych w genach, czyli wrodzoną agresję ludzką, która u jednych zostaje stłamszona pod wpływem "cywilizacji", a u innych demonstruje się nazbyt intensywnie - z powodu czynników ją pobudzających, głównie mediów i niewłaściwego towarzystwa.
Policjant przychodzi na pogadankę do szkoły, na korytarzu dwóch smarkaczy się bije. Policjant ich rozdziela (trudno dzieciaków nie dotknąć, rozdzielając) - choć nie nadużywa siły. Efekt? Rada Rodziców wystosowuje oficjalne pismo do komendanta o zawieszenie policjanta, oraz z żądaniem, by przyszedł i przeprosił dzieci.
No niestety, polskie realia. Szczęście mają ci, którzy natykają się na młodocianego przestępcę, który nie zna swoich praw. Wówczas taki młodzik nie wie, że nikt nie ma prawa chwycić go za rękę (na zasadzie, że ciało nie może zetknąć się z ciałem, zatem łapanie "za fragi" zgodnie z koślawym prawem jest dopuszczalne). Jednak z policją sprawa wygląda inaczej - policjant najpierw rzuca ostrzeżenie, raz, drugi, trzeci, a potem ma prawo do interwencji fizycznej. Bo gdyby tak nie było, każdy mógłby ferować wyrok na policjantów, którzy uziemiają, wykręcają nadgarstki i zakładają kajdanki.
No to w końcu dorośli winni, czy dzieci, bo nie wiem, z czym mam dyskutować ;>.
Zależy, co rozumujesz pod pojęciem dziecko. W normach antropologicznych jest to człowiek do 6. roku życia, jednak dla 80. letniej matki 60. letni syn także jest dzieckiem. Dla osób starszych dzieciakiem jest 25. latek. Zatem przyjmijmy tak umownie, że dzieckiem jest osoba do 18. roku życia. Uważam, że za rozsądną granicą odpowiedzialności, biorąc pod uwagę współczesną akcelerację rozwoju, można podać wiek 12 lat (oczywiście to średnia). Zatem poniżej 12 r.ż. jak najbardziej za dziecko odpowiadają dorośli, powyżej tego wieku, kiedy psychika kształtowana jest ostatecznie, normalne, zdrowe dziecko powinno odpowiadać już za swoje czyny, jednak wciąż znajduje się pod pieczą dorosłych.

E: dopisałam linijkę.


wpis moderatora:
ZGC: Poprawiłam cytowanie, bo rzeczywiście wyglądało, jakbyś sama z sobą dyskutowała.
Ostatnio zmieniony wt, 14 paź 2008 22:02 przez Xiri, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
Millenium Falcon
Saperka
Posty: 6835
Rejestracja: pn, 13 lut 2006 18:27

Post autor: Millenium Falcon » wt, 14 paź 2008 22:00

Xiri pisze:
Tak, a za to, że w mojej obecności dzieciak strzeli prostym drugiemu, ja odpowiadam. Bo to było w mojej obecności. Malutki przykład z życia.
Bardzo infantylny przykład podałeś, zupełnie nie wyszła Ci ta ironia. Za bijatykę na przystanku nie ponoszą przecież winy postronni świadkowie, lecz cała masa czynników środowiskowych, z niedopatrzeniem/niewłaściwym podejściem rodziców czy opiekunów na czele.
Xiri, ale to nie jest infantylny przykład i nie o ironię tu chodzi. To jest fakt. Za bezpieczeństwo uczniów podczas lekcji odpowiada szkoła, czyli w praktyce zatrudniony w tej szkole nauczyciel, który podczas swojej lekcji ma nie tylko nauczać, ale i pilnować. I jeśli nie dopilnuje - czyli powiedzmy jeden drugiego strzeli prostym, wyrządzając mu mniejsza czy większą krzywdę - to nauczyciel może być pociągnięty do odpowiedzialności za to, że nie dopełnił swoich obowiązków - nie dopilnował.
ŻGC
Imoł Afroł Zgredai Padawan
Scissors, paper, rock, lizard, Spock. - Sheldon Cooper

Awatar użytkownika
bcr
Kurdel
Posty: 710
Rejestracja: śr, 03 maja 2006 20:02

Post autor: bcr » wt, 14 paź 2008 22:01

Tego, no... wygląda, jakbyś głównie sama z sobą dyskutowała L)
Xiri pisze:Dlatego na wycieczki, chociażby klasowe, jedzie minimum 2 nauczycieli, plus opiekun, który skończył 18 lat. Tak było w mojej szkole przynajmniej.
Czyli Twoim zdaniem mają pełnić dyżury całą noc pilnując, by żaden dzieciak nie zwiał przez okno, tak?
Xiri pisze:Bardzo infantylny przykład podałeś, zupełnie nie wyszła Ci ta ironia. Za bijatykę na przystanku nie ponoszą przecież winy postronni świadkowie, lecz cała masa czynników środowiskowych, z niedopatrzeniem/niewłaściwym podejściem rodziców czy opiekunów na czele.
Przypominam, że to Ty napisałaś:
Xiri pisze:Winę ponoszą wszyscy dorośli, którzy odpowiadają za dzieciaki w danej chwili
Gdzie napisałem o przystanku? Zostawione pod moją opieką dwa małolaty. Nagle jeden strzela drugiemu w zęby. Twoim zdaniem - moja wina.
Xiri pisze:Zależy, co rozumujesz pod pojęciem dziecko. /ciach/ Zatem poniżej 12 r.ż. jak najbardziej za dziecko odpowiadają dorośli, powyżej tego wieku, kiedy psychika kształtowana jest ostatecznie, normalne, zdrowe dziecko powinno odpowiadać już za swoje czyny, jednak wciąż znajduje się pod pieczą dorosłych.
No to jak, dzieci czy dorośli, bo mimo klepnięcia elaboratu na temat sześćdziesięcioletnich pociech na pytanie nie odpowiedziałaś.
Odkąd pojawiły się fora internetowe, ściany publicznych toalet są znacznie czystsze.

Xiri
Yilanè
Posty: 3949
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » wt, 14 paź 2008 22:14

Millenium Falcon pisze: Xiri, ale to nie jest infantylny przykład i nie o ironię tu chodzi. To jest fakt. Za bezpieczeństwo uczniów podczas lekcji odpowiada szkoła, czyli w praktyce zatrudniony w tej szkole nauczyciel, który podczas swojej lekcji ma nie tylko nauczać, ale i pilnować. I jeśli nie dopilnuje - czyli powiedzmy jeden drugiego strzeli prostym, wyrządzając mu mniejsza czy większą krzywdę - to nauczyciel może być pociągnięty do odpowiedzialności za to, że nie dopełnił swoich obowiązków - nie dopilnował.
Kiedyś to było łatwe. Koza, groch, bicie linijką po łapskach - oczywiście tych, co sobie na to zasłużyli - i po kłopocie. Był szacunek, były przeprosiny, czasem pokora, szkoła była miejscem bezpiecznym. Teraz jedyne rozwiązanie widzę w sztuce perswazji, niestety nie zawsze skutecznej.

bcr
Czyli Twoim zdaniem mają pełnić dyżury całą noc pilnując, by żaden dzieciak nie zwiał przez okno, tak?
Zapomniałeś o systemie nadzoru wizyjnego ośrodka wypoczynkowego i stróżowi. Teraz w coraz większej liczbie schronisk jest montowane to pierwsze.
"Winę ponoszą wszyscy dorośli, którzy odpowiadają za dzieciaki w danej chwili"

Gdzie napisałem o przystanku? Zostawione pod moją opieką dwa małolaty. Nagle jeden strzela drugiemu w zęby. Twoim zdaniem - moja wina.


Napisałeś ogólnikowo, że nie odebrałam, że chodzi o szkołę. I źle mnie zrozumiałeś: chodziło mi o odpowiedzialność w określonym przedziale wiekowym (faktycznie nietrafnie użyłam wyrazu "chwila"), a nie opiekę fizyczną w danym momencie. Mówiąc prosto: dziecko podpal stodołę sąsiada - odpowiadają rodzice dziecka, a nie przypadkowy Kowalski, który gonił przy szosie krowy.
No to jak, dzieci czy dorośli, bo mimo klepnięcia elaboratu na temat sześćdziesięcioletnich pociech na pytanie nie odpowiedziałaś.
Nie wiem, o co Ci chodzi. Prawnie do 18 lat odpowiadają rodzice, chociaż przed sądem może być już postawiony 16. latek i karany jak dorosły. Te dwa lata w sumie się zlewają.

e:
Jak jeden chłopaczek nauczycielce WF przyłożył kijem hokejowym w twarz (na zawodach międzyszkolnych), mało nie trafiając w oko, to pani dyrektor skomentowała, że widocznie pani nauczycielka musiała czymś go zezłościć.
Na Zielonej Szkole w pewnej szkole to ponoć grozili nauczycielce śmiercią, a w najlepszym przypadku podpaleniem domu, o sprawie wiedzieli wszyscy, lecz jak zwykle każdy się bał to zgłosić.

Awatar użytkownika
Millenium Falcon
Saperka
Posty: 6835
Rejestracja: pn, 13 lut 2006 18:27

Post autor: Millenium Falcon » wt, 14 paź 2008 22:25

Xiri pisze:Kiedyś to było łatwe. Koza, groch, bicie linijką po łapskach - oczywiście tych, co sobie na to zasłużyli - i po kłopocie. Był szacunek, były przeprosiny, czasem pokora, szkoła była miejscem bezpiecznym. Teraz jedyne rozwiązanie widzę w sztuce perswazji, niestety nie zawsze skutecznej.
Wiesz co... Ręce i witki mi opadły. Szacunek? Jak mam szanować kogoś, kto ucieka się do przemocy? Tak z doświadczenia - w mojej podstawówce katechetka uderzyła ucznia zeszytem po głowie. Nie "pacnęła". Uderzyła. Pomijam fakt, że szkoła rozwiązała problem z najbardziej idiotyczny z możliwych sposobów, ale jakoś nie przypominam sobie, żeby ktoś z nas nauczycielkę szanował. Wręcz przeciwnie. I osobiście uważam, że nie ma żadnej różnicy, czy dziecko oberwie w szkole od rówieśnika w bójce, czy od nauczyciela w ramach "słusznej kary". Przemoc to przemoc. Jest ostatecznością. A skoro po tę ostateczność zaczniemy sięgać w przypadku małoletnich, to jak będziemy postępować, gdy dorosną i nie przestaną rozrabiać?
ŻGC
Imoł Afroł Zgredai Padawan
Scissors, paper, rock, lizard, Spock. - Sheldon Cooper

Awatar użytkownika
Albiorix
Klapaucjusz
Posty: 2055
Rejestracja: pn, 15 wrz 2008 14:44

Post autor: Albiorix » wt, 14 paź 2008 22:30

No dobra. Może i zdarzają się przegięcia w stronę praw dziecka.

Mamy dwie siły wzmacniające pozycję młodych;

Po pierwsze, szybkie zmiany w otoczeniu promują młodych i kopią starych.
Zawsze było tak, że to starsi byli lepiej przystosowani do życia. Mieli doświadczenie, umiejętności, wyrobioną pozycję społeczną. Większa była śmiertelność, więc dożycie dorosłości, a tym bardziej starości, było swego rodzaju osiągnięciem, wyznacznikiem siły, odporności i zaradności. Bo przez większość historii ludzkości nie było antybiotyków ani powszechnej higieny a do tego większość ludzkości w każdym mniej urodzajnym roku sezonowo przymierała głodem.
Teraz i najsłabsze jednostki mają szansę na dożycie starości, nie ma więc obiektywnego powodu żeby domyślnie poważać starych bardziej niż młodych. Nie mają też starsi znaczącej przewagi wiedzy i doświadczenia, bo wiele dziedzin zbyt szybko się zmienia. Bycie na czasie, chwytanie najnowszych trendów, znajomość nowych technologii liczy się bardziej niż doświadczenie i gruntowna wiedza. Oczywiście tylko w niektórych dziedzinach - ale młodzieniec nie ma raczej szans docenić Twojej specjalistycznej wiedzy zawodowej albo umiejętności utrzymania 20-letniego związku we względnej zgodzie. Za to nieumiejętność wysłania filmiku z komórki to obciach.
W życiu zawodowym wyjdzie to różnie, są branże w których młodzi szybko ostygną, są takie w których to raczej starzy drżą przed zwolnieniem i boją się konkurencji młodych absolwentów. Prawie każdy młody wierzy że trafi do tej drugiej grupy. Ale nawet jeśli nie, to nigdy w historii młodzi ludzie nie mieli takiego potencjału, takich możliwości szybkiej kariery, takiej niezależności finansowej.

Ogólnie, to dobry trend. Postęp. Rozwój. Bardzo się cieszę że świat jest przystosowany bardziej do młodych ludzi z inwencją, pomysłami i otwartym umysłem niż do podtrzymywania starych układów. Oczywiście ktoś w tym układzie musi tracić, ale w odwrotnym przypadku też ktoś tracił.

Siła 2, zła;
Wielka wojna państwa i rodziny. Jej przedostatnią ostatnią odsłonę mieli komuniści, a teraz prowadzi ją raczej lewica.
Za komuny, państwo podważało autorytet rodziny w sposób oczywisty i brutalny. Dziecko uczyło się tego co nakazywała propaganda, a jeśli miało wątpliwości, to miało kłopoty. Teraz jest subtelniej, niemniej promuje się powszechną edukację jako uniwersalne źródło oświecenia a rodzinę jako często i gęsto patologiczną, nieudolną i podejrzaną.
Rodzina oczywiście nie pozostaje instytucjom dłużna. Jako dziecko komuny w domu zawsze słyszałem że nauczyciele to w większości zło, historia w szkole to kłamstwo, Polski to manipulacja, Rosyjski to rusyfikacja, apele to indoktrynacja i że mam w to wszystko absolutnie nie wierzyć, ale oczywiście nic o tym nie mówić. Potem się wracało do domu i potajemnie gdzieś w lesie słuchało wywrotowego radia i uczyło konspiracji. Dla dorosłego zaś pójście do wojska, policji albo i urzędu do pracy było przez otoczenie traktowane jak zdrada narodu.
Miałem 8 lat więc szybko sobie uogólniłem i nie wierzyłem ani matematyczce, ani chemiczce, ani WF-iście, co było oczywiście idiotyzmem.
Teraz nie znam tego z autopsji ale wyobrażam sobie że też rodzice muszą walczyć i podważać autorytety żeby przekazać dziecku swój światopogląd i nie dać mu wcisnąć cudzego.

Efekt tej wojny jest oczywiście zły dla wszystkich stron. Ani rodzice, ani instytucje nie mają autorytetu, a dzieci nie mają jasnych wytycznych i w tej sytuacji wychowanie ich jest zapewne trudniejsze niż kiedyś.

Ale myślę że to się ustabilizuje za jakieś 50 lat, kiedy już się ustali jak ma wyglądać państwo i rodzina w epoce antykoncepcji i globalizacji. Tak samo kwestia przystosowania - zmiany technologiczne i społeczne muszą końcu zwolnić (optymistycznie zakładając brak katastrofy).
Ergo, bezczelni gówniarze to zjawisko tymczasowe, występujące przez góra 100-150 lat, i w ogóle nie ma dramatu bo część jego przyczyn jest pozytywna :)
Ostatnio zmieniony wt, 14 paź 2008 22:32 przez Albiorix, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
bcr
Kurdel
Posty: 710
Rejestracja: śr, 03 maja 2006 20:02

Post autor: bcr » wt, 14 paź 2008 22:31

Xiri pisze:/ciach apoteoza przemocyfizycznej/ Teraz jedyne rozwiązanie widzę w sztuce perswazji, niestety nie zawsze skutecznej.
A-ha. I przyjdzie taki Albiorix i do sądu poda, że mu się dziecko, tfu, wychowuje :>.
Xiri pisze:Zapomniałeś o systemie nadzoru wizyjnego ośrodka wypoczynkowego i stróżowi. Teraz w coraz większej liczbie schronisk jest montowane to pierwsze.
Który to oczywiście służy do tego, do czego nadzór w więzieniu. Nie pomyliło Ci się aby? I co, stróż w nocy za dzieci odpowiada?
Xiri pisze:chodziło mi o odpowiedzialność w określonym przedziale wiekowym, a nie opiekę fizyczną w danym momencie.
Nauczyciel nie odpowiada "w przedziale wiekowym".
Nie wiem, o co Ci chodzi. Prawnie do 18 lat odpowiadają rodzice, chociaż przed sądem może być już postawiony 16. latek i karany jak dorosły. Te dwa lata w sumie się zlewają.
Pytałem, kto winny. Nie pytam o rodzica/opiekuna prawnego, nie pytam o odpowiedzialność karną. Pytanie dotyczy tego, co Ty sama napisałaś - raz, że to dorosły jest winny, raz, że jednak dziecko.
Odkąd pojawiły się fora internetowe, ściany publicznych toalet są znacznie czystsze.

Xiri
Yilanè
Posty: 3949
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » wt, 14 paź 2008 22:36

I co, stróż w nocy za dzieci odpowiada?
Odpowiada za bezpieczeństwo ośrodka i sprzętu, czyli także turystów.

Saperka

Nie chodziło mi bynajmniej o katowanie, lecz tak symbolicznie - danie po rękach, by nie zrobić najmniejszej krzywdy, koza - czyli zostanie po lekcjach w klasie, 20. minutowy groch - więcej śmiechu było przy tym niż kary, ale metoda skuteczna, bo klasa miała ubaw z takiej osoby, a ona tylko udawała, że nic sobie z tego nie robi. Zatem metoda psychologiczna.
Szacunek? Jak mam szanować kogoś, kto ucieka się do przemocy?
Może patrzysz na sprawę inaczej. Ja np. kochałam i szanowałam ojca bardziej niż matkę, chociaż to on wymierzał mi kary i spuszczał manto. Miał u mnie autorytet.

E: błąd i cytat
Ostatnio zmieniony wt, 14 paź 2008 22:46 przez Xiri, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
Albiorix
Klapaucjusz
Posty: 2055
Rejestracja: pn, 15 wrz 2008 14:44

Post autor: Albiorix » wt, 14 paź 2008 22:41

Gdzieś tak do 4-tej klasy podstawówki miewałem kary cielesne w szkole w stylu właśnie grochu czy linijką po łapach. Raz mnie nawet tak złapał nauczyciel za łeb sprytnie że mi ząb mleczny wycisnął.

Tak samo jak kary cielesne w domu, jak dla mnie jest to nie do przyjęcia i bardzo dobrze że ten etap cywilizacji już przeszliśmy.

edit: niedopuszczalne w sensie dla mnie osobiście vs moje dziecko. Jak inni wychowują swoje dzieci to ich sprawa i nie jestem zwolennikiem wjazdu Opieki Społecznej po klapsie albo choćby i laniu.
Ostatnio zmieniony wt, 14 paź 2008 22:45 przez Albiorix, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Metallic
Pciuch
Posty: 1488
Rejestracja: sob, 22 mar 2008 21:17
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Metallic » wt, 14 paź 2008 22:44

Albiorix pisze:Raz mnie nawet tak złapał nauczyciel za łeb sprytnie że mi ząb mleczny wycisnął.
wtf?!
"...handlarz starym książkami odkrywa, że jego zarośnięte chwastami, najzwyklejsze w świecie podwórko jest znacznie dłuższe, niż się wydaje - w istocie sięga ono aż do samych bram piekieł."

Awatar użytkownika
bcr
Kurdel
Posty: 710
Rejestracja: śr, 03 maja 2006 20:02

Post autor: bcr » wt, 14 paź 2008 22:46

Albiorix pisze:Teraz nie znam tego z autopsji ale wyobrażam sobie że też rodzice muszą walczyć i podważać autorytety żeby przekazać dziecku swój światopogląd i nie dać mu wcisnąć cudzego.
Jeśli, by przekazać dziecku swój światopogląd, trzeba "podważać autorytety", to chyba jest coś nie tak, prawda? Oznacza to najprawdopodobniej, że samemu się dla dziecka autorytetem nie jest.
Odkąd pojawiły się fora internetowe, ściany publicznych toalet są znacznie czystsze.

Awatar użytkownika
Albiorix
Klapaucjusz
Posty: 2055
Rejestracja: pn, 15 wrz 2008 14:44

Post autor: Albiorix » wt, 14 paź 2008 22:47

Biegłem sobie sprintem po korytarzu szkolnym i jakoś tak mnie chwycił gość od muzyki że mi nacisnął żuchwę z wystarczająco dużą siłą i pod odpowiednim kontem, by wycisnąć ząb. Nie wyrwać, tylko wepchać z boku w głąb ust. Ząb był mleczny i sam by wypadł pewnie z tydzień później. Zasadniczo był to raczej wypadek niż tortury.

Awatar użytkownika
Metallic
Pciuch
Posty: 1488
Rejestracja: sob, 22 mar 2008 21:17
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Metallic » wt, 14 paź 2008 22:48

bcr pisze:
Albiorix pisze:Teraz nie znam tego z autopsji ale wyobrażam sobie że też rodzice muszą walczyć i podważać autorytety żeby przekazać dziecku swój światopogląd i nie dać mu wcisnąć cudzego.
Jeśli, by przekazać dziecku swój światopogląd, trzeba "podważać autorytety", to chyba jest coś nie tak, prawda? Oznacza to najprawdopodobniej, że samemu się dla dziecka autorytetem nie jest.
Właśnie, sorry, ale jeżeli rodzice, wychowując dziecko, muszą się trudzić, by czyjś autorytet podważyć, to znaczy, że chyba obudzili się z ręką... tam, gdzie nie trzeba.
"...handlarz starym książkami odkrywa, że jego zarośnięte chwastami, najzwyklejsze w świecie podwórko jest znacznie dłuższe, niż się wydaje - w istocie sięga ono aż do samych bram piekieł."

Awatar użytkownika
Hitokiri
Yilanè
Posty: 3642
Rejestracja: ndz, 16 kwie 2006 15:59
Płeć: Kobieta

Post autor: Hitokiri » wt, 14 paź 2008 22:56

Millenium Falcon pisze:Tak z doświadczenia - w mojej podstawówce katechetka uderzyła ucznia zeszytem po głowie. Nie "pacnęła". Uderzyła.
Jak kiedyś w gimnazjum nauczyciel gegry tak przyje*ał kumplowi w głowę, to temu aż krew z ucha leciała. A zrobił to, bo kumpel przeszkadzał i za nic nie chciał się uspokoić.
"Ale my nie będziemy teraz rozstrzygać, kto pracuje w burdelu, a kto na budowie"
"Ania, warzywa cię szukały!"

Wzrúsz Wirusa! Podarúj mú "ú" z kreską!

Awatar użytkownika
Millenium Falcon
Saperka
Posty: 6835
Rejestracja: pn, 13 lut 2006 18:27

Post autor: Millenium Falcon » wt, 14 paź 2008 23:01

Hitokiri pisze:
Millenium Falcon pisze:Tak z doświadczenia - w mojej podstawówce katechetka uderzyła ucznia zeszytem po głowie. Nie "pacnęła". Uderzyła.
Jak kiedyś w gimnazjum nauczyciel gegry tak przyje*ał kumplowi w głowę, to temu aż krew z ucha leciała. A zrobił to, bo kumpel przeszkadzał i za nic nie chciał się uspokoić.
No i? To, że uczeń nie chciał się uspokoić, to nie powód, żeby mu, cytuję, przyje*ać. Gwoli ścisłości, uczeń o którym pisałam wcześniej, tez przeszkadzał. W gimnazjum to nie było (ten przybytek edukacyjny mnie ominął), w 1 klasie podstawówki, o ile dobrze pamiętam.
ŻGC
Imoł Afroł Zgredai Padawan
Scissors, paper, rock, lizard, Spock. - Sheldon Cooper

ODPOWIEDZ