Dzieckiem w kolebce, kto łeb urwał Hydrze

rozmowy nie zawsze niepoważne.

Moderator: RedAktorzy

Awatar użytkownika
Albiorix
Niegrzeszny Mag
Posty: 1768
Rejestracja: pn, 15 wrz 2008 14:44

Post autor: Albiorix » wt, 14 paź 2008 23:07

bcr pisze:
Albiorix pisze:Teraz nie znam tego z autopsji ale wyobrażam sobie że też rodzice muszą walczyć i podważać autorytety żeby przekazać dziecku swój światopogląd i nie dać mu wcisnąć cudzego.
Jeśli, by przekazać dziecku swój światopogląd, trzeba "podważać autorytety", to chyba jest coś nie tak, prawda? Oznacza to najprawdopodobniej, że samemu się dla dziecka autorytetem nie jest.
Bycie dla dziecka autorytetem to prawdziwa sztuka bo współczesna kultura nie umieszcza ojca domyślnie na piedestale.
Archetypy są serwowane różne, od nieudacznika i idiotę który ma rodzinę bo nie był wystarczająco fajny by zostać całe życie playboyem, przez nieobecnego w domu pracoholika, aż po super tatę który jest boski pod każdym względem, dużo zarabia, młodzieńczo kocha mamę i zawsze ma czas na sporty i wycieczki z dziećmi. Ah, no i jest jeszcze archetyp chamskiego pijaka tłukącego całą rodzinę.
Do tego współcześnie jakoś tak koło połowy rodzin z dziećmi jest rozwiedziona, a w czasie rozwodu zawsze wizerunek rodziców jest naruszany w ramach wojny.
Na dokładkę jest 50 różnych teorii wychowania dzieci napisanych przez psychologów lub głoszonych z ambony, które są często wzajemnie sprzeczne.

Współcześnie dość rzadko spotykam się z tym żeby ktokolwiek miał jakiekolwiek realne uświadomione autorytety, oprócz specjalistycznych.

Bycie rodzicem z autorytetem, jednocześnie kochanym i szanowanym, a jednocześnie pobudzanie rozwoju dziecka i przekazanie wartości wydaje mi się zadaniem niesamowicie trudnym i skomplikowanym. Jest milion potencjalnie katastrofalnych błędów które można popełnić. Sukces osiąga na oko około 10%, może 20% ludzi. Za kilkanaście lat okaże się czy uda mi się do tej szczęśliwej elity załapać. Tak czy siak nie wydaje mi się żeby fakt że wymaga to wysiłku i walki był dziwny.
A jeśli np szkoła podważa autorytet rodzicielski, to oczywistym jest że rodzice muszą podważać autorytet szkoły. Acz najczęściej to jest chyba jednak konflikt z autorytetem ulicy i kolegów, którzy są bardziej skłonni powiedzieć "twoi starzy są głupi a LSD jest fajne".
Ostatnio zmieniony wt, 14 paź 2008 23:11 przez Albiorix, łącznie zmieniany 1 raz.

Xiri
Nexus 6
Posty: 3386
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » wt, 14 paź 2008 23:07

Te sprawy działają także w drugą stronę, np. zakładanie nauczycielowi wiadra na głowę przez czterech klasowych mutantów i jeszcze grożenie mu. Jak można coś takiego robić dorosłemu i jeszcze nauczycielowi?!?! Jeśli mam wybierać system wychowawczy, to wolę zdecydowanie taki, jak był w latach 60-80. tych, niż teraz.

Awatar użytkownika
Ebola
Straszny Wirus
Posty: 12009
Rejestracja: czw, 07 lip 2005 18:35
Płeć: Nie znam

Post autor: Ebola » śr, 15 paź 2008 00:51

Albiorix pisze: A jeśli np szkoła podważa autorytet rodzicielski, to oczywistym jest że rodzice muszą podważać autorytet szkoły.
Jakieś przykłady? Na podważanie autorytetu rodzicielskiego przez szkołę, ofkors.
Albiorix pisze:Acz najczęściej to jest chyba jednak konflikt z autorytetem ulicy i kolegów, którzy są bardziej skłonni powiedzieć "twoi starzy są głupi a LSD jest fajne".
Czyj, rodziców czy szkoły?

Nadal męczy mnie brak odpowiedzi na pytanie: Kiedy, Szanowny Albiorixie, chodziłeś do podstawówki?
Jedz szczaw i mirabelki, a będziesz, bracie, wielki!
FORUM FAHRENHEITA KOREĄ PÓŁNOCNĄ POLSKIEJ FANTASTYKI! (Przewodas)
Wzrúsz Wirúsa!

Awatar użytkownika
Albiorix
Niegrzeszny Mag
Posty: 1768
Rejestracja: pn, 15 wrz 2008 14:44

Post autor: Albiorix » śr, 15 paź 2008 09:55

Chodziłem do podstawówki w latach 80-tych późnych, pod koniec komuny. Szczęśliwie przemęczyłem tylko parę lat w tej epoce.

W szkole są takie przedmioty jak Wiedza o społeczeństwie, Religia/Etyka i chyba jest wychowanie seksualne (w końcu jest czy nie ma?), no i oczywiście jest historia i polski. Jeśli mówią co innego w domu a co innego w szkole, to jest to podważanie sobie wzajemnie autorytetu. Np o sytuacji chłopów w średniowieczu, inkwizycji, antykoncepcji, podatkach, Biblii albo czy Słowacki wielkim poetą był.
Nie spotkałem się i nie podejrzewam nauczycieli o ad persony wymierzone w rodziców dzieci. Ale dzieci z reguły myślą na tyle logicznie by widzieć sprzeczności i rozumieć że któraś strona musi mówić nieprawdę.
Oczywiście to nie jest nic nowego, ale w bardziej zróżnicowanym społeczeństwie jest większa ilość ludzi o światopoglądzie niekompatybilnym z MEN.

Awatar użytkownika
bcr
Dwelf
Posty: 578
Rejestracja: śr, 03 maja 2006 20:02

Post autor: bcr » śr, 15 paź 2008 11:49

Zaraz, czyli stawiasz znak równości pomiędzy autorytetem a byciem autorytarnym? W sposób prawie doskonały mieszasz systemy walutowe tak, że aż się nie chce odpowiadać.
Zastanów się, jakie jest Twoje stanowisko. Jeśli chcesz być autorytetem poprzez narzucenie własnej opinii i poglądów i zwalczanie innych, to życzę powodzenia. Ja chyba jednak trochę inaczej to widzę. Jeśli dziecko nie jest świadome tego, że ktoś może uwielbiać Słowackiego, a dla innego jest to badziew totalny, to należy mu to wytłumaczyć. Również należy dziecku wytłumaczyć to, że nauczyciel jest również człowiekiem. Należy mu się szacunek za pracę, którą wykonuje, ale może się mylić. Jak i mogę się mylić ja - rodzic.
Naprawdę uważasz, że wychowanie to ma być tworzenie kopii na obraz i podobieństwo boskiego JA? Cóż, mam na ten temat inny pogląd - jednak dopuszczam do siebie myśl, że może robię błąd :>.

ATSD - pod koniec komuny rodzice mogli "trafić do więzienia za działalność wywrotową"? Przykład jakiś w kontekście tego, o czym pisałeś?
Odkąd pojawiły się fora internetowe, ściany publicznych toalet są znacznie czystsze.

Awatar użytkownika
Albiorix
Niegrzeszny Mag
Posty: 1768
Rejestracja: pn, 15 wrz 2008 14:44

Post autor: Albiorix » śr, 15 paź 2008 23:34

Jest zupełnie oczywiste że chcemy przekazać swoje poglądy. Skoro są to nasze poglądy, z definicji uznajemy je za słuszne, prawdziwe i dobre. Niekoniecznie jedynie-. Skoro w coś wierzymy, jest naturalne przekazać to potomkom, będzie to dla nich oświecające i korzystne.
Jeśli na przykład rodzic X jest wierzącym Katolikiem, to wierzy że wychowanie dzieci na Katolików daje im dostęp do dobrego życia, mistycznego kontaktu z Bogiem i zbawienia, natomiast wychowanie ich na Buddystów byłoby poważnym zagrożeniem dla ich dusz. Rodzic X stanie na głowie żeby przekazać dzieciom wiarę bo w ten sposób ratuje je przed piekłem.
Jeśli natomiast Y uważa że dzieci same sobie powinny wybrać czy wolą być Katolikami czy Buddystami, to według doktryny Kościoła ryzykuje ich życiem wiecznym w imię liberalnych bzdur. To dowodzi, że Y wcale nie wierzy (nie jest pewien) w kanoniczny model życia wiecznego tylko w prawo człowieka do wyboru duchowości i w to że duchowość i religia są raczej pomocnymi narzędziami poprawy życia a nie prawdą o wieczności i bytach absolutnych. Ten właśnie pogląd, to spojrzenie na religię Y przekazuje swoim dzieciom, nawet jeśli w ankiecie powiedziałby o sobie "Katolik".

Koniec końców, jeśli kochamy swoje dzieci, dbamy o ich przyszłość i rozwój, automatycznie staramy się im przekazać to w co naprawdę wierzymy i uważamy za ważne. Acz niekoniecznie to pod czym się bezrefleksyjnie deklarujemy (jak katolicyzm Y).
Jeśli za ważne i słuszne uważamy samodzielne myślenie - super, i to też będziemy wbijać w wychowaniu. Jeśli wierzymy (jak Ty) że możemy popełnić błąd, nasze sposoby oceny własnej i cudzej omylności są częścią naszego światopoglądu i staramy się je (sposoby oceny) przekazać dzieciom.

Jeśli w nic nie wierzymy i nic nie uważamy za ważne, to mamy problem.
Wikipedia pisze: Autorytet w pedagogice

W refleksji edukacyjnej przyjęło się rozumienie autorytetu jako wzoru czy swoistych przymiotów i kompetencji wychowawców, zwiększających ich możliwości oddziaływania na wychowanków, przekazywania im wiedzy, postaw, wartości i formowania określonych umiejętności. Autorytet pedagogiczny staje się koniecznym warunkiem właściwego przebiegu procesu edukacji. Wyróżnia się następujące jego rodzaje:
  • 1. Autorytet oparty na doświadczeniu życiowym wychowawcy, czyli na jego wiedzy, wykształceniu, zdolnościach i mądrości;
    2. Autorytet desygnowany, odnoszący się do pozycji społecznej wychowawcy, wynikający z uznania dla jego stanowiska bądź funkcji;
    3. Autorytet oparty na nieformalnych umowach, zaufaniu, kontraktach, które wychowawcy zawierają w codziennych interakcjach ze swoimi wychowankami;
    4. Autorytet wypływający z władzy, którą posiada osoba sprawująca zwierzchnictwo nad innymi ludźmi;
    5. Autorytet emocjonalny, wynikający z uczuć szacunku, miłości bądź też obawy czy lęku wobec wychowawcy;

Autorytet oznacza zwiększoną siłę oddziaływania kształtującego poglądy i zachowania. Czyli zmniejszony krytycyzm przy przyjmowaniu informacji z danego źródła (od autorytetu).

Ja rozumiem to przez pryzmat strategii poznawczej.
Każdą informację jaką dostajemy musimy klasyfikować jako ważną / nieważną i prawdziwą / nieprawdziwą. Potem staramy się postępować według posiadanych informacji ważnych i prawdziwych.
Idealnie byłoby weryfikować wszystko osobiście przez obserwację, eksperyment i analizę, ale to wymaga umiejętności, czasu, wiedzy, zasobów i predyspozycji intelektualnych no i niesie ryzyko.
Uczeń przyjmuje więc strategię poznawczą polegającą na uznaniu autorytetów, np rodziców. Dzięki temu może szybko zakwalifikować wagę i prawdziwość informacji na podstawie jedynie ich źródła - mama mówi żeby nie jeść muchomorów to znaczy że się ich nie je - zapamiętujemy bez analizy, badania i eksperymentu. Dzięki temu unikamy zatrucia - strategia okazuje się słuszna.

Kluczową cechą autorytetu jest wiarygodność. Autorytet który nie jest wiarygodny, którego żadnych stwierdzeń nie jesteśmy gotowi przyjąć bezkrytycznie (lub choć z kredytem zaufania), nie jest autorytetem.

Czyli z założenia, z racji samej "mechaniki gry" autorytety podważają się wzajemnie jeśli głoszą sprzeczne prawdy. Któryś musi mówić nieprawdę, a kto mówi nieprawdę nie jest wiarygodny czyli nie jest autorytetem. Można mieć/nie mieć/tracić/zdobyć autorytet w konkretnych dziedzinach wiedzy częściowo niezależnie od innych dziedzin, np uczeń może uznawać as za guru od komputerów ale głupka w sprawach życiowych.

Nie mówię tu o gustach i rzeczach nieważnych. Oczywiście że ludzie mogą lubić albo nie lubić Słowackiego a dziecko powinno przyjąć te rozbieżności bez problemu. Ale w rzeczach ważnych i uniwersalnych, prawda może być jedna.

--------------- podstawówka ---------------

No dobra, nie kojarzę żeby ktoś znajomy w moim dzieciństwie trafił z powodów politycznych do więzienia. Ale ludzie ciągle się tego obawiali, efekt psychologiczny był i ja jako dziecko żyłem w poczuciu że parę nieostrożnych deklaracji w szkole może przynieść moim rodzicom bardzo poważne kłopoty.

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2210
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » czw, 16 paź 2008 07:52

Ale dyskusja... Człowiek chwilę nie poczyta i od razu takie kwiatki.

Millenium: sądzę, że masz rację co do przemocy fizycznej, że nie jest najlepszą metodą wychowywania - ale primo, jakąś jest, secundo, ma źródło w bardzo ważnym życiowym doświadczeniu, którego przekazywanie uważano kiedyś za oczywistość, a teraz, mam wrażenie, jakoś się to rozmydla: że są ludzie silniejsi ode mnie, którzy mogą przy*bać (przecież niekoniecznie fizycznie) i powinienem zatem uważać, z kim i o co. Czy masz coś przeciwko, że kopnę w d*pę małolata, który na przystanku zachowuje się niepoprawnie, zakłóca spokój i porządek? No, może zacznę od słownego upomnienia, zależy, jak duża różnica wieku.

Takoż było i w szkole. Nauczyciel był autorytetem niekwestionowanym. Jego siła brała się ze stanowiska, nic nie musiał zdobywać, udowadniać, bo jego rola w grze była znana. Ja jestem uczeń, on nauczyciel. On rządzi, a ja ew. mogę go nienawidzić, to jest moje prawo. Mutanci wiedzieli, że w konfrontacji nie mają szans, bo nauczyciela wersja wydarzeń będzie brana pod uwagę w pierwszej kolejności.

A odpisuję tak wcześnie, bo właśnie zajęci jesteśmy ubieraniem trzyletniej gówniary, która (tata dawno nie brał w tym udziału, bo o tej porze zwykle go nie ma) chce koniecznie zwrócić na siebie uwagę. Tak twierdzi matka, jest kobietą, pewnie wie lepiej. W każdym razie znowu tęsknię do kar fizycznych, które mają to do siebie, że wymierza się je szybko i szybko widać skutek (lub jego brak). A postanowiliśmy być nowocześni, świadomi, europejscy (tfu, na psa urok!) i w końcu wobec dziewczynek ich nie stosować. Zatem Maniucha ubiera się już ponad godzinę i właśnie wszystko z siebie zdjęła. Teraz stoi przy oknie i grzebie sobie w tyłku. Ma na sobie tylko majtki. Za 20 minut trzeba wychodzić do przedszkola.
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
Albiorix
Niegrzeszny Mag
Posty: 1768
Rejestracja: pn, 15 wrz 2008 14:44

Post autor: Albiorix » czw, 16 paź 2008 09:22

Nowoczesne metody wychowania bez przemocy są rozwijane dopiero od paru pokoleń, nie są dopracowane, teorie są różne, wymagają większych umiejętności dydaktycznych, zaangażowania, komunikacji i wielu ludzi sobie z tym nie radzi. Co nie znaczy że nie warto się starać.
Realia współczesnego życia wymagają innych postaw niż 100 lat temu.

Nie wierzę w straszliwe zniszczenia i rany psychiczne powstające rzekomo przy biciu. Myślę że ludzie są zasadniczo inteligentni i uczą się po prostu o tym jaki jest porządek świata.

W sztywniejszym i brutalniejszym społeczeństwie postawy "uważaj, są silniejsi od ciebie, lepiej im nie podskakuj", "lepiej się nie wychylać", "pokorne ciele dwie matki ssie", "trzymaj się szeregu", "jak będziesz grzeczny to nie oberwiesz" pewnie były dobre i skuteczne. A przebojowość, osobista odwaga i inwencja częściej kończyły się biedą, porażką i społecznym odrzuceniem.
I takiej postawy nauczymy stosując system ścisłych restrykcji, kar i nagród. Dziecko nauczy się że należy robić tak, tak i tak i w razie czego ludzie o silniejszej pozycji ukarzą nas lub nagrodzą. Nauczy się też że odpowiedzialność jest tylko wtedy kiedy zostaną wykryte a nagroda kiedy zostaną zauważone. Możesz kraść i oszukiwać jeśli uda się to ukryć, a najlepszą drogą na górę jest dać się zauważyć przełożonym. Nauczy się też manipulować silniejszymi i pomiatać słabszymi. W tym systemie ewentualna etyka jest zaszczepiana w postaci instancji wyższej - nie postępuj źle bo Bóg cię ukarze.
Być może nadal są dobre w świecie przestępczym, wojsku, w urzędach państwowych lub skostniałych korporacjach dalej się takie podejście opłaca. Jeśli chcemy nasze dziecko przygotować na takie życie, warto trzymać ścisłą ale sprawiedliwą dyscyplinę.

Za to we współczesnym biznesie, w marketingu, nauce, sztuce, technologii bardziej liczą się jednostki z minimum kompleksów, kreatywne, aktywne, asertywne, z własnymi poglądami. Takie które może i zrobią z siebie raz czy dwa idiotę, może parę razy w życiu oberwą od silniejszych. Ale wstaną, otrzepią się i wrócą na ring walczyć o swoje. Do tego warto by umiały same szukać prawdy i kierowały się moralnością niezależną od kary i nagrody tylko od słuszności i wartości społecznej czynów. Postępuj dobrze by uzyskać dobre efekty dla ludzi (to nie wyklucza religijności).

Staramy się wychować takie dzieci, ale jest to podstawa trudniejsza do uzyskania i można popełnić po drodze więcej błędów.

Gassar
Sepulka
Posty: 28
Rejestracja: śr, 20 sie 2008 11:41

Post autor: Gassar » czw, 16 paź 2008 11:14

Albiorix pisze:
Autorytet w pedagogice


  • 4. Autorytet wypływający z władzy, którą posiada osoba sprawująca zwierzchnictwo nad innymi ludźmi;
    5. Autorytet emocjonalny, wynikający z uczuć szacunku, miłości bądź też obawy czy lęku wobec wychowawcy;
Albiorix pisze:Kluczową cechą autorytetu jest wiarygodność. Autorytet który nie jest wiarygodny, którego żadnych stwierdzeń nie jesteśmy gotowi przyjąć bezkrytycznie (lub choć z kredytem zaufania), nie jest autorytetem.
Problem polega na tym, że duża część populacji zdolna jest zaakceptować tylko te dwa ostatnie rodzaje autorytetu (w przypadku punktu 5 - ze wskazaniem na obawę i lęk). I to tylko tak długo, dopóki nie poczuje w sobie siły do przeciwstawienia się mu. I stąd się bierze np. konieczność istnienie policji, sądów itp.
Tymczasem w przypadku dzieci zakłada się, że taki mechanizm nie działa.

Awatar użytkownika
Ebola
Straszny Wirus
Posty: 12009
Rejestracja: czw, 07 lip 2005 18:35
Płeć: Nie znam

Post autor: Ebola » czw, 16 paź 2008 21:08

Albiorix pisze:Jak byłem w podstawówce to była i nauczyciel wychowywał według swoich wytycznych a rodzice jak się nie podobało to mogli co najwyżej mieć nieprzyjemności a w porywach trafić do więzienia za działalność wywrotową a dziecko do domu dziecka.
Uznałam, Albiorixie, że chodziłeś do podstawówki w latach pięćdziesiątych
Albiorix pisze: Gdzieś tak do 4-tej klasy podstawówki miewałem kary cielesne w szkole w stylu właśnie grochu czy linijką po łapach.
Tu doszłam do wniosku, że jednak musiałeś edukację zacząć dużo wcześniej.
Albiorix pisze:Chodziłem do podstawówki w latach 80-tych późnych, pod koniec komuny. Szczęśliwie przemęczyłem tylko parę lat w tej epoce.
I kołek niewiary trachnął z hukiem, tynk posypał się na podłogę, a wiarygodność Albiorixa rozpłynęła się jako ten sen złoty.
Tym bardziej, że:
Albiorix pisze: No dobra, nie kojarzę żeby ktoś znajomy w moim dzieciństwie trafił z powodów politycznych do więzienia. Ale ludzie ciągle się tego obawiali, efekt psychologiczny był i ja jako dziecko żyłem w poczuciu że parę nieostrożnych deklaracji w szkole może przynieść moim rodzicom bardzo poważne kłopoty.
Albiorixie, piszesz obszerne posty, tracisz na to pewnie sporo czasu, więc pisz z sensem, bo jak możemy traktować poważnie twoje przemyślenia, skoro wypisujesz takie rzeczy.
A odnosząc się do ostatniego zacytowanego zdania, nie twierdzę, ze zmyślasz, ale wiesz, żyjemy w takiej rzeczywistości, jaką sobie stworzymy, również w naszej wyobraźni. A strach ma wielkie oczy.

Ciągnąc offtopa, bo to jest offtop, jak nic. Intryguje mnie, co takiego obrazo- i państwoburczego mógł powiedzieć uczeń kilku pierwszych klas podstawówki. Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić.
Jedz szczaw i mirabelki, a będziesz, bracie, wielki!
FORUM FAHRENHEITA KOREĄ PÓŁNOCNĄ POLSKIEJ FANTASTYKI! (Przewodas)
Wzrúsz Wirúsa!

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2210
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » czw, 16 paź 2008 23:18

Albiorix pisze: W sztywniejszym i brutalniejszym społeczeństwie postawy "uważaj, są silniejsi od ciebie, lepiej im nie podskakuj", "lepiej się nie wychylać", "pokorne ciele dwie matki ssie", "trzymaj się szeregu", "jak będziesz grzeczny to nie oberwiesz" pewnie były dobre i skuteczne. A przebojowość, osobista odwaga i inwencja częściej kończyły się biedą, porażką i społecznym odrzuceniem.
Ten akapit zawiera wiele bezdyskusyjnie podanych tez, które są co najmniej dyskusyjne.
1. Na jakiej podstawie uważasz, że społeczeństwo złagodniało (rozumiem, że stosując oś czasu od II Wojny Światowej rzeczywiście coś takiego da się wywnioskować, ale weź krótszy, dwudziestoletni okres).
2. Dlaczego uważasz, że przebojowość, odwaga i inwencja nie opłacały się w brutalniejszym społeczeństwie? To skąd się brali ci silniejsi i po czym można ich było poznać?
3. Dlaczego uważasz, że zastosowanie kary (lubo perswazji w imię politpoprawności) drastycznej, w tym fizycznej, oznacza imprint w.w. przysłów jako metody na życie?

Kary cielesne w dawniejszych czasach uważane były raczej za pokojową metodę hartowania młodego osobnika. Mam na myśli sfery, które z racji wyższej świadomości, wykształcenia itp. stosowały je z umiarem i rozumnie - acz z dzisiejszego punktu widzenia traktament ten był przecież niesłychanie brutalny nieraz. Uważano, że lepiej będzie, jak tatko pasem przetłumaczy podstawowe kwestie, niż później zrobi to życie przy pomocy nożownika, gwałciciela, oszusta czy innej swołoczy. Bo pewne prawdy prościej drukuje się wprost do podświadomości niż przez rozum. A podświadomość ma szybki link przez tyłek (czerwony).

Dziadek mój wspominał, że za rózgi (ma dziś 102 lata, zatem to był początek wieku XX) musieli dziękować - czy to ojcu, czy guwernerowi. Zatem kodowano, że nie są one wymierzane w gniewie, lecz są sądem nad uczynkami. Układ był jasny i dzieci znały granice.

Wskazuję też teoretyczny wszakże casus Tomka Sawyera - opisywane dzieci nie wyglądają na upośledzone psychicznie, wręcz przeciwnie - a przecież biorą cięgi co trzecią stronę.

Jestem początkującym rodzicem, ale już widzę, jak trudno jest osiągnąć, co sobie zamierzyłem: wyznaczyć nieprzekraczalne granice (z dość szeroką strefą przygraniczną) i uniknąć efektu młyna (czyli eskalacji środków perswazji).

Na szczęście moje dzieci są też wciąż początkującymi dziećmi. Obym zdołał się rozwijać przynajmniej tak szybko, jak one ;-)
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
Dabliu
ZakuŻony Terminator
Posty: 3011
Rejestracja: wt, 22 sie 2006 20:22
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Dabliu » czw, 16 paź 2008 23:20


Awatar użytkownika
Achika
Ośmioł
Posty: 609
Rejestracja: pt, 22 sie 2008 09:23

Post autor: Achika » pt, 17 paź 2008 09:43

Albiorix pisze: Za komuny, państwo podważało autorytet rodziny w sposób oczywisty i brutalny.
Ależ co Ty chrzanisz? Cała moja podstawówka i większość liceum to było "za komuny" i nikt żadnego autorytetu nie podważał (rodzina szkole zresztą też nie). Moze w latach 50. tak było, ale chyba aż taki wiekowych użyszkodników tu nie mamy. ;-)
Albiorix pisze: Jako dziecko komuny w domu zawsze słyszałem że nauczyciele to w większości zło, historia w szkole to kłamstwo, Polski to manipulacja, Rosyjski to rusyfikacja
W ramach protestu, jak widzę, odmówiłeś zapamiętania niektórych zasad ortografii, np. pisania przymiotników małą litera. :P
Albiorix pisze: Potem się wracało do domu i potajemnie gdzieś w lesie słuchało wywrotowego radia i uczyło konspiracji. Dla dorosłego zaś pójście do wojska, policji albo i urzędu do pracy było przez otoczenie traktowane jak zdrada narodu.
Nie mam pojęcia, w jakim otoczeniu wyrosłeś (praca w urzędzie jako zdrada narodu? A w szkole to nie? A w mleczarni to nie? Przy takim podejściu KAŻDA praca z wyjątkiem uprawiania własnego kawałeczka pola powinna być zdradą narodu, bo przeciez wszystkie zakłady pracy były państwowe), ale ten kawałek ze słuchaniem radia w lesie sugeruje, że nie piszesz tego wszystkiego na poważnie...
Albiorix pisze: Teraz nie znam tego z autopsji ale wyobrażam sobie że też rodzice muszą walczyć i podważać autorytety żeby przekazać dziecku swój światopogląd i nie dać mu wcisnąć cudzego.
A jakiż to światopogląd szkoła wciska nieszczęsnym dzieciom? Możesz sprecyzować? Oczywiście, jeżeli ktoś jest, powiedzmy, rasistą i ksenofobem to może czuć się oburzony, że szkoła propaguje równość, ale chyba nie mówimy o skrajnych przypadkach? Mogę sobie wyobrazić kogoś, kto jest skrajnym antyklerykałem, poprzysiągł sobie, że noga jego dziecka nigdy w życiu nie postanie w żadnym kościele i pozywa szkołę do sądu, bo na wycieczce do Krakowa w programie było zwiedzanie Kościoła Mariackiego, ale dajcie spokój - wtedy to jest problem osobnika nieprzystosowanego społecznie, a nie szkoły.

Tak w ogóle to przeczytanie tego wątku zjeżyło mi włosy na głowie. Poważnie tak jest, że nauczycielowi nie wolno dotykać ucznia nawet celem odciągnięcia go od kogoś, kogo właśnie tłucze? Przerażające. Nie wyobrażam sobie, jak za kilka-kilkanaście lat będą funkcjonować w społeczeństwie te dzieciaki, które wyrosły w przekonaniu, że najzupełniej wszystko im wolno. A szkoła podobno ma przygotowywać do życia w społeczeństwie...
Inna sprawa, że wiele zależy od reakcji rodziców. Jeżeli, powiedzmy, dziecko depcze kwiatki na klombie i ktoś obcy zwróci mu uwagę, a rodzic zareaguje w stylu "co się pan/pani czepia mojego dziecka", i tak za każdym razem, to oczywiście małe stworzenie w końcu sobie wdrukuje, że może robić co mu się podoba, a kto zwraca mu uwagę, jest idiotą. Nie wiem, czy jeszcze funkcjonuje w wychowaniu coś takiego jak "jak ty się zachowujesz, żeby ci obcy ludzie uwagę zwracali, wstydu się przez ciebie najadłam, żeby mi to było ostatni raz". Być może wynika to z podejścia niektórych rodziców: "mam firmę i dwa samochody, więc jestem taki wspaniały, że niech ktoś spróbuje MOJEMU dziecku podskoczyć..."

Ale się rozgadałam. :->
Było pokolenie X, teraz jest pokolenie Ctrl + X.

Awatar użytkownika
bcr
Dwelf
Posty: 578
Rejestracja: śr, 03 maja 2006 20:02

Post autor: bcr » pt, 17 paź 2008 09:51

Achika pisze:Poważnie tak jest, że nauczycielowi nie wolno dotykać ucznia nawet celem odciągnięcia go od kogoś, kogo właśnie tłucze?
To był policjant, który przyszedł na pogadankę. Po służbie, zaproszony na pogadankę, a nie na interwencję, "nie na swoim terenie". I o to poszło.
Odkąd pojawiły się fora internetowe, ściany publicznych toalet są znacznie czystsze.

Awatar użytkownika
Achika
Ośmioł
Posty: 609
Rejestracja: pt, 22 sie 2008 09:23

Post autor: Achika » pt, 17 paź 2008 10:15

Mam wrażenie, że o nauczycielach też coś było, ale to chyba Xiri pisała, więc może nie dotyczyło Polski. Choć nie wiem, czy nie czytałam podobnych informacji (że nauczyciel nie ma prawa rozdzielić bijących się uczniów albo np. za rękę kogoś zaprowadzić do dyrektora) w polskiej prasie. Kurczę, nie pamiętam.
Było pokolenie X, teraz jest pokolenie Ctrl + X.

ODPOWIEDZ