O zachowaniu się ludzi i zwierząt

rozmowy nie zawsze niepoważne.

Moderator: RedAktorzy

Awatar użytkownika
Keiko
Klapaucjusz
Posty: 2200
Rejestracja: wt, 22 sty 2008 16:58

Post autor: Keiko » pn, 09 lut 2009 18:30

Też jestem ciekawa;
Czy można prosić źródło lub chociaż wskazówki gdzie szukać?

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pn, 09 lut 2009 18:46

Czemuś przypomniało mi się takie opowiadanie "Wilki na wyspie"...
Nie, to nie źródło. Też jestem ciekawa. :P
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
inatheblue
Cylon
Posty: 1108
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 16:37

Post autor: inatheblue » pn, 09 lut 2009 20:48

Ja jako biolog się wtrącę. Najpierw w kwestii żywności naturalnej.
Jabłka naturalne, czyli diploidalne, mają około 2,5 cm średnicy. Wszystkie odmiany hodowlane, nawet te antyczne, są poliploidami i stąd rozmnażane z nasion najczęściej dziczeją - mejozy nie przeskoczysz.
Pnącze winne, jako takie, jest wynalazkiem ludzkim. Praprzodek sprzed 10 tys lat nie dość, że dawał małe i kwaśne owoce, to jeszcze był dwupienny.
Przodek kukurydzy tak się od niej różni, że uczeni długo nie mogli go odnaleźć. Ma zaledwie kilka ziaren, twardych i paskudnych - przemiana traw w zboże to przy tym betka.
Żywność człowieka z pierwotnych puszcz, zbieracza-myśliwego, to były: jagody, orzechy, jajka (takie z ptakiem w środku też, czemu nie), mięso upolowanych zwierząt, pędraki itp. Żywność zbierali wszyscy, polowali wszyscy - już czteroletni Eskimosek potrafi uciukać mewę z procy i zanieść mamie na rosół, więc te mityczne polowania na grubego zwierza tak naprawdę nie zaopatrywały ludzi w większość pożywienia.
To byli, owszem, superludzie. Żyli stosunkowo długo w porównaniu z późniejszymi rolnikami, byli zdrowi (wyselekcjonowani zapewne...), nie mieli próchnicy. Antropolodzy sądzą, że okolice Azji Mniejszej z tamtych czasów to właśnie mityczny raj. Zwierzyny w bród. Tylko się rozmnażać.
No i w końcu tej zwierzyny zbrakło. Na rolnictwo przestawiono się z przymusu, z głodu, wylecieli z raju na kopach. Zaczęły się choroby cywilizacyjne. Szczątki pierwszych rolników wskazują na niedożywienie, próchnicę, gruźlicę, osteoporozę itd itp. To nie była zdrowa żywność.
A czy jest nią teraz, to zależy, jakie geny u człowieka przeważają - mutacje, które pozwoliły w końcu rolnikom poradzić sobie z nowym żarciem i nowym życiem, czy pierwotne wersje genów nomadów. Jeżeli to drugie, prawdopodobnie wżerasz z rozkoszą tatara, jesteś osobą nadpobudliwą i masz szybki refleks, a zbyt dużo soli i węglowodanów szkodzi ci bardziej, niż komukolwiek innemu.
To tak w kwestii czystej wiedzy, nie dołączam się do ideolo. Atom też nie jest doskonałym rozwiązaniem, dopóki nie wymyślimy, co zrobić ze śmieciami po nim. No i pamiętajmy, że żadna technologia nie jest idiotoodporna.
My się, jak sądzę, na dłuższą metę wyregulujemy sami, albo antykoncepcją, albo dewolucją w stronę zgłupienia - wtedy cywilizacja upadnie. O Ziemię się nie martwię, poradzi sobie. Gatunki będą się wymieniały na inne, jak zawsze.

Co nie znaczy, że mamy rezygnować z ekologii. Zniszczenie Ziemi jakiej znamy będzie dla nas katastrofą gatunkową. Trzeba to możliwie odsunąć w czasie.

Co do wilków i jeleni to nic nie wiem, ale jak było mało jeleni, to chyba ich specjalnie nie szukały, tylko latały za tym, czego było więcej, nie? Wilk nie jest durny, pamięta ktore łowy były skuteczne. I szybko się pewnie nauczy, że jak potropić zająca, zawsze się coś znajdzie. Tak, jak człowiek pierwotny, który miał wielkie łowy raz na jakiś czas, a tak żarł wszystko, co się rusza.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pn, 09 lut 2009 20:57

Ina pisze:A czy jest nią teraz, to zależy, jakie geny u człowieka przeważają - mutacje, które pozwoliły w końcu rolnikom poradzić sobie z nowym żarciem i nowym życiem, czy pierwotne wersje genów nomadów. Jeżeli to drugie, prawdopodobnie wżerasz z rozkoszą tatara, jesteś osobą nadpobudliwą i masz szybki refleks, a zbyt dużo soli i węglowodanów szkodzi ci bardziej, niż komukolwiek innemu.
Cholera, zajrzałaś w moje badania?! A kto Ci je pokazał, hę?! Zamorduję mojego konowała za naruszanie tajemnicy lekarskiej. :P:P:P
To tak na marginesie.

Przypomniało mi się jeszcze w kwestii tych gatunków, co giną, i ewolucji (hipotetycznej). Właśnie na TVP2 zaczęto emitować znowu cykl "Dzika przyszłość", w którym nawymyślano różnych sympatycznych (mniej lub bardziej) gatunków i ekosystemów, co to wyewoluują na Ziemi, kiedy nas, ludzi, już nie będzie. Pamiętam, że bardzo mi się podobały te gdybania - SF w czystej postaci, myślę, że nawet z przewagą S, choć tego już nie umiem stwierdzić.

A poliploidalne jabłka bardzo mi smakują. :)))
Że nie wspomnę o używkach...
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
inatheblue
Cylon
Posty: 1108
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 16:37

Post autor: inatheblue » pn, 09 lut 2009 21:15

Moja przynależność do grona myśliwych objawiła się wcześnie, chociaż być może z powodu realsocjalizmu i mięsa na kartki.
Kojarzysz, Margot, taką sytuację: jedziesz na wakacje do mazurskiej daczy.....
...a po łąkach, jak się okazuje, biegają zające.
Zostaw dwójkę dzieci w wieku 8 i 6 lat z tą obserwacją, jak myślisz, co sobie zaczną kombinować?
Nie byliśmy wychowanymi w dziczy Eskimosami i nie zależało od tego nasze przetrwanie, toteż nie planowaliśmy jakoś skutecznie.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pn, 09 lut 2009 21:34

Jasne, że pamiętam! A wyobraź sobie grupę sportowców (głównie męską) na obozie płetwonurków w tamtych czasach. Teraz dodaj do tego posiłki złożone głównie z chleba, marmolady i konserw mięsnych, w których zawartość mięsa w mięsie była wątpliwa (na pewno były to wyroby mięsopodobne). I umieść taką bandę w lesie, w namiotach. Jak myślisz, co robią głodni pływacy, przyglądający się:
a. wodnemu ptactwu;
b. niewielkim i większym zwierzątkom lądowym.
A wszystko to w zasięgu ręki...

Jednemu z naszych udało się upolować kaczkę na coś w rodzaju lassa - niestety, przypaliliśmy nad ogniskiem.
Ale praktycznie każdy trening, jaki odbywaliśmy w akwalungach, oznaczał polowanie na ryby*. :P

____
*polowanie, bo nie mieliśmy żadnych bajeranckich harpunów czy wyrzutni. Sami musieliśmy sobie wystrugać ościenie, sieci zrobić...
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
inatheblue
Cylon
Posty: 1108
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 16:37

Post autor: inatheblue » pn, 09 lut 2009 21:50

No taaaak. Gratulacje :D Ja miałam do dyspozycji wędkę. Przyjeżdżał taki, co łowił i wypuszczał. Normalnie uśmieliśmy się jak norki. Co za frajer...! Dobre mięso do wody...!
Żal nad perkozem przypadkowo złapanym na wędkę powstaje, kiedy człowiek jest pewny, że w supermarkecie obok kupi szyneczkę i schab :)
Nie, nie zjedliśmy perkoza, wtedy się akurat nie trafił, zresztą w klasyfikacji zajmował miejsce zwierząt niejadalnych. Kaczka = latające mięso, perkoz = ptak dekoracyjny. Dzieci mają prosty obraz świata.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pn, 09 lut 2009 22:04

W tej dziczy nie było wędek - to był las. I kuchnia polowa. Latryny wykopane w ziemi, żadne Toi-toi. Zero bieżącej wody. Namioty nad wodą.
Do najbliższego GSu lądem było z piętnaście kilometrów (na szczęście - wodą bliżej => pływak+płetwy+koło ratunkowe = schłodzony bimber w godzinę).
Po pijaku jeden z moich kolegów próbował gonić sarnę, ale udało się nam wyperswadować. Głównie dlatego, że nie byliśmy pewni, czy ta sarna tam była... :P
A perkozy były dla nas za szybkie. Większość ryb zresztą też, choć na siatkę bawełnianą czasami dawało się złapać. Na ościenia nie pamiętam, żeby się udało.

Tak, to był również czas pierwszych doświadczeń z używkami. Nie ma jak obozy sportowe. :)))
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2555
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » pn, 09 lut 2009 22:58

To mi przypomniało spotkanie z prawdziwym człowiekiem pierwotnym, prawie jak z opisu Iny. Lat temu kilkoro na rejsie (już wszystko można było kupić, więc większość z nas przyrodę pochłaniała jedynie na płaszczyźnie estetycznej) na mój jacht zamustrował bohater. Był to rejs polarników, a ten gość tam, na Svalbaardzie, po katastrofie łodzi, zaholował swojego towarzysza na brzeg, ok. 2km, następnie do przybycia pomocy starał się go utrzymać przy życiu. Jakieś 4 godziny. Jemu samemu nic nie było, nawet kataru nie złapał. Jego kumpel miał hipotermię, ale przeżył.
I tak tenże bohater zamustrował na mój jacht. I ja bardzo dziękuję za więcej bohaterów. Przez 2 tygodnie ani razu nie umył się kompletnie. Przyszło się przyzwyczaić do zapachów. Ciało jego nie miało pojęcia o kulturalnym zachowaniu w towarzystwie. Ale za to jak zobaczył łabędzia w trzcinach, to po prostu wyskoczył i go upolował. Ukręcił mu łeb i z dumą pokazał osiągnięcie. Później truchło leżało w kokpicie przez cały dzień, zanim nie przypłynęliśmy na nocleg, gdzie szybko mięsko wypatroszył, oskubał z lekka i uparł się, że zrobi pieczyste nad ogniem. Był trochę zadziwiony, że nie chcemy mu towarzyszyć w uczcie. Niestety, zaliczyliśmy już wcześniej jego zbieranie ślimaków, którymi nas uraczył najpierw na surowo, później po kąpieli w solance. Budził się przed świtem codziennie i lazł wędkować. Po drodze zawsze, powtarzam, zawsze, czy szedł na ryby, czy na siku, znalazł jakieś jedzenie i je do nas przynosił: a to grzyby, a to jagody, a to orzechy. Był nie do powstrzymania.
Częstował zawsze i nie uznawał odmowy. Ja zawsze o sobie myślałem, że mam pierwotne upodobania, ale przy nim okazałem się okazem ściśle cywilizowanym, z żołądkiem angielskiego psiuńcia.

Poza zapachem był naprawdę sympatyczny. Zbudowany jak mamut, tak samo silny, odporny na chłód, niemalże komiksowy przykład jaskiniowca. W XX wieku. I do tego bohater.
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
Feline
C3PO
Posty: 840
Rejestracja: pt, 01 sie 2008 11:06

Post autor: Feline » pn, 09 lut 2009 23:14

Luźne skojarzenie, które nasunęło mi się przy czytaniu postu flamenco: byłyby wszystkie wspomniane cechy i zachowania objawami silniej, zaiste pierwotnej, i nieskrępowanej woli życia...? Bo pewną całość zdają się tworzyć.

Awatar użytkownika
inatheblue
Cylon
Posty: 1108
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 16:37

Post autor: inatheblue » wt, 10 lut 2009 07:54

No, aż tak zdziczała to stanowczo nie jestem :D

Awatar użytkownika
Navajero
Kameleon Super
Posty: 2697
Rejestracja: pn, 04 lip 2005 15:02

Post autor: Navajero » wt, 10 lut 2009 07:58

No proszę - flamenco wystraszył nawet Krwawą Perłę Żałobnej Wojny :)
"Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2555
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » wt, 10 lut 2009 08:03

Mógłbym o nim opowiedzieć więcej, to był rys ogólny. Naprawdę oryginał, jak na nasze czasy. Najlepiej dogadywał się oczywiście z kierownikiem Zakładu Badań Polarnych, który był zapalonym myśliwym. Pewnego wieczoru na rejsowe ognisko przynieśli wiadro rybiej drobnicy. I całą ją upiekli, bez patroszenia, nabijali na patyki, piekli i rozdawali w koło. Całkiem niezłe to było, trzeba powiedzieć. A Grzesio jaskiniowiec codziennie urozmaicał nasze jachtowe obiady. Wszyscy musieli żreć konserwy, ale my je żarliśmy z grzybkami :-).
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
Navajero
Kameleon Super
Posty: 2697
Rejestracja: pn, 04 lip 2005 15:02

Post autor: Navajero » wt, 10 lut 2009 08:36

flamenco108 pisze:Pewnego wieczoru na rejsowe ognisko przynieśli wiadro rybiej drobnicy. I całą ją upiekli, bez patroszenia, nabijali na patyki, piekli i rozdawali w koło. Całkiem niezłe to było, trzeba powiedzieć.
Też mi osiągnięcie :P Ja kiedyś do wódki jadłem całe szprotki czy też sardynki, z głowami i ogonami. Czy były patroszone tego nie wiem, takie drobiazgi mnie wówczas nie interesowały :D
"Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
fealoce
Pciuch
Posty: 1578
Rejestracja: sob, 14 kwie 2007 21:02

Post autor: fealoce » śr, 11 lut 2009 21:03

Czy to było przypadkiem w Rosji? Bo ja kiedyś czytałam, że w Rosji do piwa podaje się właśnie takie malutkie rybki w całości, nie patroszone ;)

ODPOWIEDZ