Robocopem być: cyborgi całe i ułamkowe

rozmowy nie zawsze niepoważne.

Moderator: RedAktorzy

Awatar użytkownika
No-qanek
Baron Harkonnen
Posty: 4075
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Post autor: No-qanek » ndz, 03 sty 2010 00:36


4. Powyższe nie zmienia faktu, że bardzo sobie cenię Ciebie jako mojego zawsze wiernego dyskutanta ;-). Semper fidelis No-qanek, vivat!
To może by warto było opracować jakiś kod, żeby uniknąć w przyszłości nieporozumień ;-) Bo widzę, że obydwaj (zamordujcie mnie, ale nie wiem czy to poprawny zaimek) lubimy od wypowiedzi rozmówcy przechodzić do szerokich dygresji.
Obrażony/urażony nie byłem, nie pamiętam bym kiedykolwiek był - choć uznałem, że warto to odegrać, żebym nie wychodził na kompletnego cyborga :P

A że taka ilość tekstu mnie onieśmiela ograniczę się z odpowiedzią.

3.a. Dobrze, zmienia się mentalność, ale świadomość, w rozumieniu wikipedycznym również. A za zmianą świadomości zmienia się osobowość :-P.
A jednak zostawiłbym świadomość na "poglądy" na własny umysł i "ja". Jak się weźmiemy za ingerencje w umysł to będzie jak znalazł ;-)
jako nietrafionych, niezupełnie związanych z dyskusją
Sh*t, znowu się napisałem bez celu! (;-))

A tak a propos archetypu z Robocopa - to ciekawe jak wiele osób nie docenia swego systemu szybkiej analizy skomplikowanych sytuacji (w tym wyjątkowo skomplikowanego przewidywania reakcji innych ludzi) zwanych emocjonalnością, sumieniem, itd.
Bo bez niego jest ciężko, co widziałeś w tej rozmowie ;-) Czemuż, ach czemuż nikt nie napisał opowiadania o tym, jak dwa cyborgi (robocopy) nijak się nie mogą zrozumieć ;-)
Bo mnie się wydaje, że to dalej kwestia czasu, tylko być może trochę dłuższego czasu.
A czemu dopuszczasz taką mnogość fantastycznych pomysłów, zaś ten, że to się nigdy nie uda już nie?
Oj, ci fantaści to jacyś stronniczy... :> I to poważnie piszę, że chyba ogranicza "was" sufit, którego nijak dojrzeć nie potraficie. Będzie się trzeba kiedyś zagłębić...
Z czasem coraz lepiej wiemy jakie dziedziny nauki mają przed sobą wielką przyszłość i jakie po drodze spotkają problemy.
Np. ja już wiem, że głównym problemem chemii jest "Jaki by tu dobrać rozpuszczalnik, żeby się to cholerstwo rozpuściło?" :P

Albi, ja myślę, że za 10 lat nauka znowu wyfiknie koziołka i te prognozy szlag trafi.
Zresztą jakie tu wróżyć szanse, gdy twórcy nie wiedzą nawet co się teraz dzieje. Tak się składa, że dziedzinami ścisłymi interesuję się "tak bardziej" i nieraz widzę, jak marnie to wygląda, a zwłaszcza jak autorzy zabierają się za zmienianie praw fizyki, chemii, itd...
Kompletny brak zrozumienia IDEI.
(Tak, tak - ja jestem pyszny - bardziej niż śliwki w czekoladzie)
Myślę że coraz lepiej wiemy czego można a czego nie można się spodziewać po robotyce, SI, genetyce, miniaturyzacji, podróżach kosmicznych itd.
Z czystej ciekawości - powiedz mi czego (magiczna formułka - "twoim zdaniem") można się spodziewać. Porównam ze swoją wiedzą. :)
Już wiemy nieco w jakim kierunku idzie sieć i możemy trafniej narysować prawdopodobne VR końca 21 wieku niż mogliśmy w latach 80-tych.
No... a jak trafnie przewidzimy ten koniec 21 wieku , kiedy nadejdzie 2098.
Postęp, panie, postęp :P
e: bardzo chciałbym scybernetyzować sobie umysł, ale niestety boję się że mogę tego nie dożyć.
A jaką różnicę chciałbyś odczuć?
Ciekawe byłoby dotarcie do wyników badań pewnego agenta w USA, któremu wszczepiono kamerę zamiast oka. Jednak w momencie, kiedy o tym eksperymencie czytałam, sukces polegał na odróżnianiu ciemności od jasności - więc jeszcze ciężko się zastanawiać, czy jego osobowość uległa zmianie.
OK, sprzedam pomysł.
Jakiś czas temu wymyśliłem urządzenie zwane vidOkiem. Powstaje w niedalekiej przyszłości, gdy wzrasta zrozumienie działania nerwów wzrokowych. Jest to czip wszczepiany "po drodze" nerwu wzrokowego, wiązki wchodzą i wychodzą, widzi się normalnie.
Ale posiadacz zdobywa nowe możliwości. Aparat fot. przestaje mu być potrzebny, zdjęcie w doskonałej jakości może zrobić zawsze, prostym ruchem powiek (pod nerwy mięśni podczepione sterowanie). Kamera takoż.
Zdjęcia takie, wideo na żywo, cokolwiek można przesyłać bezprzewodowo, pełna współpraca z komputerem. "Oto przyszłość filmu dokumentalnego - każdy może pokazać swe życie"
Ale poza "uzewnętrznianiem percepcji" (bo z czasem do viOku dochodzą podobne czipy słuchowe, nawet inne zmysły) można również modyfikować przychodzące bodźce. Stąd tuż przed oczami można sobie przeglądać zdjęcia, strony internetowe, słuchać muzyki nie niszcząc sobie bębenków słuchawkami.
Wraz z włączeniem w system nerwów motorycznych (ruchy ręki) i synchronizacji wszystkiego komputery znikają z biurek, komórki (czy raczej przenośne procesory) noszą tylko ci, którzy potrzebują większych wydajności.
Komputer wystarczy sobie "wyobrazić" i od razu można się brać do pracy. A w swej percepcji nie jest się zamkniętym - jakaż to możliwość dzielenia się z innymi.
Wirtualna rzeczywistość staje się popularną rozrywką, służy także celom handlowym i towarzyskim. Byle tylko unikać odleżyn!
A zaczęło się od prostego vidOku... (forma gramatyczna "vidOka" jest również powszechna)
Facet teoretycznie ma emocje kierowane "pokrętłem" (programowalny układ hormonalny)
A wiesz, że nad takim pokrętłem już się pracuje... A zgadłbyś (przewidział) w jakiej dziedzinie?
Chodzi o stymulację rdzenia kręgowego prowadzącą do orgazmu - naukowcy wiedzą, co jest priorytetem :P
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Awatar użytkownika
Albiorix
Klapaucjusz
Posty: 2055
Rejestracja: pn, 15 wrz 2008 14:44

Post autor: Albiorix » ndz, 03 sty 2010 02:24

No-qanek pisze:
Z czasem coraz lepiej wiemy jakie dziedziny nauki mają przed sobą wielką przyszłość i jakie po drodze spotkają problemy.
Np. ja już wiem, że głównym problemem chemii jest "Jaki by tu dobrać rozpuszczalnik, żeby się to cholerstwo rozpuściło?" :P

Albi, ja myślę, że za 10 lat nauka znowu wyfiknie koziołka i te prognozy szlag trafi.
Możliwe. Jednak na zdrowy rozum te koziołki powinny być ze stulecia na stulecie coraz mniejsze, wraz ze zbliżaniem się do modelu optymalnego dla każdej dziedziny (w tym obliczeniowo i ekonomicznie). Oczywiście w międzyczasie powstają nowe dziedziny.
Zresztą jakie tu wróżyć szanse, gdy twórcy nie wiedzą nawet co się teraz dzieje. Tak się składa, że dziedzinami ścisłymi interesuję się "tak bardziej" i nieraz widzę, jak marnie to wygląda, a zwłaszcza jak autorzy zabierają się za zmienianie praw fizyki, chemii, itd...
Kompletny brak zrozumienia IDEI.
Ergo mamy lepsze podstawy do wróżenia szans bo lepiej wiemy ile nie wiemy :) Mamy lepsze warunki do prognozowania niż ludzie którzy myśleli że są od pewnych rozwiązań (np zimnej fuzji) o krok.
Myślę że coraz lepiej wiemy czego można a czego nie można się spodziewać po robotyce, SI, genetyce, miniaturyzacji, podróżach kosmicznych itd.
Z czystej ciekawości - powiedz mi czego (magiczna formułka - "twoim zdaniem") można się spodziewać. Porównam ze swoją wiedzą. :)
O robotach wiemy już że równowaga w marszu czy omijanie przeszkód to problemy wcale nietrywialne. Wiemy już że roboty w przemyśle nie są i raczej nie będą antropoidalne. Myślę że są podstawy uważać że roboty bojowe i zwiadowcze będą szły raczej w miniaturyzację niż antropoidy. Wiemy że z inteligencja na poziomie ludzkim dla robotów jest problemem o niebo większym niż układ motoryczny.
Wiemy jakie mamy klocki do budowy SI (sieci neuronowe, n-wymiarowe bazy danych z fantazyjnymi drzewkami przeszukiwań (w inteligentnych rozwiązaniach w stylu Google)). Wiemy że to co dzisiaj rozumiemy pod nazwą "sieci neuronowe" jest dalekie od modelowania sieci biologicznych i w sumie przydałaby się nowa teoria. Wiemy że praktycznie każdy problem składowy na drodze do porządnej SI (rozpoznawanie obrazu, tekstu, analiza gramatyki, symboli, procesy decyzyjne) to poważne wyzwanie i w praktyce osobna dziedzina nauki i osobne rozwiązania. Wniosek jest taki że pierwsze pokolenia SI na granicy zdawania testu Turinga będą systemami modułowymi.
Wiemy już jak z grubsza wyglądają wielkie globalne SI wciągające dane całej ludzkości (są to Googlowe systemy wyszukiwania i nadawania rang) i wiemy że od samego oceanu danych nie łapią one świadomości, poczucia osamotnienia ani pragnienia zniszczenia ludzkości. Ogólnie, myślę że można spokojnie postawić na nieproblematyczne (w sensie buntu robotów) specjalistyczne systemy inteligentne w sensie bardzo odległym od inteligencji ludzkiej.
Czego się spodziewać po genetyce wie Ina. Tutaj jako "my" miałem na myśli ludzkość, bo ja osobiście się nie znam. Ale przynajmniej wiemy że zsekwencjonowanie DNA nie daje automagicznie pełnej wiedzy co zmienić żeby było dobrze i jak dodać tytanowe kości i trochę mądrości do DNA.
Wiemy po procesorach do ilu mikronów możemy zmniejszyć tranzystor i jakie problemy nas czekają przy dalszej redukcji w tej (ogólnie) technologii. Ewentualny skok czeka nas przy komputerach kwantowych. Wiemy już że miniaturyzacja sprzętu codziennego użytku jest ograniczona ergonomią, tj nikt nie chce mieć telefonu wielkości ziarenka ryżu jeśli ma to oznaczać ekran czytelny tylko pod mikroskopem.
Wiemy już nieco lepiej jakie możemy mieć problemy z kolonizacją Księżyca czy Marsa. Jakbym chciał o tym pisać to mam lepsze źródła niż np 30 lat temu.
Wiemy że podróż poza układ jest problemem o niebo większym. Myślę że w tej chwili w temacie podróży dalekiego zasięgu można obstawiać żagle słoneczne i maleńkie statki.
No... a jak trafnie przewidzimy ten koniec 21 wieku , kiedy nadejdzie 2098.
Postęp, panie, postęp :P
No niestety po trochu tak. Ale przynajmniej mamy lepszą świadomość zasięgu sensownego planowania.
e: bardzo chciałbym scybernetyzować sobie umysł, ale niestety boję się że mogę tego nie dożyć.
A jaką różnicę chciałbyś odczuć?
Chciałbym poprawić koncentrację i uchronić się przed starczymi problemami z pamięcią etc.
OK, sprzedam pomysł.
Jakiś czas temu wymyśliłem urządzenie zwane vidOkiem. Powstaje w niedalekiej przyszłości, gdy wzrasta zrozumienie działania nerwów wzrokowych. Jest to czip wszczepiany "po drodze" nerwu wzrokowego, wiązki wchodzą i wychodzą, widzi się normalnie (...)
Też myślę że to dobre miejsce. W następnym kroku - okolice szczytu rdzenia kręgowego, czyli przejęcie opcjonalnie (prawie?) wszystkich impulsów sensorycznych i wszystkich sygnałów do mięśni bez (potencjalnie niebezpiecznej) ingerencji w sam mózg.
Facet teoretycznie ma emocje kierowane "pokrętłem" (programowalny układ hormonalny)
A wiesz, że nad takim pokrętłem już się pracuje... A zgadłbyś (przewidział) w jakiej dziedzinie?
Chodzi o stymulację rdzenia kręgowego prowadzącą do orgazmu - naukowcy wiedzą, co jest priorytetem :P
Nieźle. Gdybym miał przewidywać, obstawiałbym w pierwszej kolejności leczenie chorób. W sumie problemy z potencją lub brak orgazmu u kobiet to też choroby, nie?

Ogólnie myślę że rozwój nauki musi się prędzej czy później ustabilizować na tyle żeby wyciągnąć z niego sensową pochodną lub drugą pochodną i zyskać z grubsza wiarygodne prognozy rozwoju dalej. Musi też kiedyś zwolnić z przyczyn ekonomicznych. Tj koszty nauki stale rosną a wzrost gospodarczy będzie się odbijać od kryzysów surowcowych, problemów ekologicznych, społecznych, politycznych.
nie rozumiem was, jestem nieradioaktywny i nie może mnie zniszczyć ochrona wybrzeża.

Lasekziom
Kadet Pirx
Posty: 1386
Rejestracja: ndz, 21 wrz 2008 12:49

Post autor: Lasekziom » ndz, 03 sty 2010 16:01

no-qanek
Coś mje się zdaje zdaje, że "obaj".
(:P)

Awatar użytkownika
No-qanek
Baron Harkonnen
Posty: 4075
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Post autor: No-qanek » ndz, 03 sty 2010 18:16

Byłbym wielce wdzięczny jakiemuś moderatorowi, gdyby nam przeniósł posty do oddzielnego wątku "Przewidywanie przyszłości nauki" czy jakoś tak ;-)
Jednak na zdrowy rozum te koziołki powinny być ze stulecia na stulecie coraz mniejsze
Czemu? Jakie argument ma za tym stać?
wraz ze zbliżaniem się do modelu optymalnego dla każdej dziedziny (w tym obliczeniowo i ekonomicznie).
A skąd założenie, że istnieje taki stały optymalny model?
Może nawet zmienia się coraz szybciej wraz z rozwojem i większym skomplikowaniem nauki?
No i jak metodyka badań (bo domyślam się, że coś w tym stylu masz na myśli) ma nam przybliżyć to, co zostanie odkryte? Najczęściej odkryć w ogóle nie da się zaplanować, wyskakują zza węgła i nagle przewrót kopernikański.
http://naukowy.blog.polityka.pl/?p=462
Ergo mamy lepsze podstawy do wróżenia szans bo lepiej wiemy ile nie wiemy :) Mamy lepsze warunki do prognozowania niż ludzie którzy myśleli że są od pewnych rozwiązań (np zimnej fuzji) o krok.
I w tym miejscu myślę, że popełniasz typowy błąd perspektywy. Oni myśleli, że kubek to takie koło, a my wiemy, że tak naprawdę to prostokąt z półokręgiem.

Ich pomyłki są dla nas głupie i oczywiste. Ale skąd pewność, że to co dla nas pewne nie jest taką samą pomyłką?
Myślę, że i teraz ludzie myślą, że są o krok od czegoś, a w przyszłości będą się z tego śmiać, choć dla nas to było zupełnie wiarygodne.

Dalej to samo - wiesz o tym, że w pewnych dziedzinach pojawią się nieznane wcześniej trudności, ale skąd wiesz, że nie wynikną nowe, tam gdzie nikt się nie spodziewał?
A że możliwości jest teraz znacznie więcej to i więcej miejsc, gdzie się można potknąć.

Opowiadasz mi o tym, czego się nie spodziewać - a czego się możemy spodziewać?
Co do Si to myślę, że i ty popełniasz błąd - liczenie, że jak połączymy jeszcze 2 razy tyle komputerów to wzniecimy bożą iskrę jest, moim zdaniem i może tak uznają w przyszłości, durne.
Najpierw trzeba wiedzieć czym jest inteligencja, by się wziąć za budowę.
Stąd i ty się możesz kolosalnie pomylić już przez samo spoglądanie na SN.
Choć przyznaję, że na SN się nie znam i pewnie to ty mógłbyś mi o nich więcej opowiedzieć, czego bym z chęcią wysłuchał (ostatnio miałem "neurologiczne objawienie" i chcę zweryfikować) :P
Tutaj jako "my" miałem na myśli ludzkość, bo ja osobiście się nie znam.
Ale ludzkość nie pisze sf ;-)
Wiemy że podróż poza układ jest problemem o niebo większym. Myślę że w tej chwili w temacie podróży dalekiego zasięgu można obstawiać żagle słoneczne i maleńkie statki.
A skąd pewność, że za 20 lat nie okaże się, że podróże są znacznie prostsze lub, że zacznie to wyglądać zupełnie inaczej. Jak to z tymi budkami telefonicznymi.
Ogólnie myślę że rozwój nauki musi się prędzej czy później ustabilizować na tyle żeby wyciągnąć z niego sensową pochodną lub drugą pochodną i zyskać z grubsza wiarygodne prognozy rozwoju dalej.
Ale na podstawie czego?
Czy możemy mieć tu jakieś przesłanki, aby mieć choć mgliste pojęcie o tym, jak się będzie rozwijać sam rozwój?
A co jeśli trafi się jakiś Newton i nagle stworzy zupełnie nowe podejście?
Musi też kiedyś zwolnić z przyczyn ekonomicznych. Tj koszty nauki stale rosną a wzrost gospodarczy będzie się odbijać od kryzysów surowcowych, problemów ekologicznych, społecznych, politycznych.
Wyciągasz wnioski na podstawie tego, co jest teraz ;-)
A może nagle pojawią się nowe mega-wydajne źródła energii i piece termojądrowe, które przenicują gospodarkę?
Może pojawi się złoty szlak dla ludzkości i wstrząśnie nią przewrót filozoficzny?
Może zdarzyć się więcej niż się teraz zwykło wyobrażać. I kto przewidzi, że takiego przewrotu, jakiego nigdy nie było, nie będzie właśnie w najbliższej przyszłości?
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2555
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » ndz, 03 sty 2010 19:40

Albiorix, bardzo mi się podobała Twoja koncepcja rozwoju nauki. Wydaje się być kolejnym idealistycznym spojrzeniem na przyczyny postępu: nauka rozwija się w danej dziedzinie, aż osiągnie optimum. Co prawda, nie powiedziałeś, jakie optimum, ale można się z grubsza domyślić - wiedza to rodzaj szafy z wieloma szufladkami. Musi dojść do takiego momentu, kiedy wiemy już wszystko o danej szufladce.
Jednakowoż:
1. Współczesny paradygmat naukowy jest stosunkowo nowy (200 lat?). Przez paradygmat naukowy rozumiem coś pomiędzy XIXwiecznym empiryzmem i współczesnym podejściem sceptycznym, tj. eksperyment musi się udać w opisanych warunkach w dwóch różnych laboratoriach, w różnych krajach.
2. Nigdy, ale to nigdy, nigdy, nie występował w czystej postaci, zawsze wpływały na naukę czynniki "pozanaukowe", choć ostatnio raczej na nauki łatwe do przekłamania, czyli humanistyczne.
3. Prorokowanie końca nauki po dziesięciu pokoleniach naukowców wydaje mi się nieco przedwczesne. Nawet końca malutkiego, tyciego kawałeczka fragmentu wiedzy. Mam wrażenie, że jeszcze w żadnej dziedzinie wiedzy nie osiągnęliśmy miejsca, z którego widać granicę.

Pomysł Twój oczywiście wart jest odnotowania, może ktoś zechce z niego zrobić opowiadanie soft-sf. Mnie to się kojarzy trochę z Borghesem.
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
Keiko
Klapaucjusz
Posty: 2200
Rejestracja: wt, 22 sty 2008 16:58

Post autor: Keiko » ndz, 03 sty 2010 19:41

Watek zdryfował na przeprosiny ;)
flamenco108 pisze: Rzuciłem na użytek Keiko propozycję, że cyborg, to ktoś, kto zachowuje się jak cyborg,
No trudno. Jakoś tak zrozumiałam, ze to Twoje poglądy i miałam nadzieję na ciekawą dyskusję.
Jeśli czułeś się molestowany to przepraszam.
flamenco108 pisze: Wolałbym, gdybym miał ochotę i pracowitość (bo czas jakoś by się też wtedy znalazł), bronić tego poprzez opowiadanie, a nie dyskusję na forum, ale, jak zaznaczyłem wyżej, dla mnie ciekawsze są skutki społeczne cyborgizacji.
Ja bym chciała jakiś dobry artykuł w pranauce ;)
Przy czym dla mnie fascynujące są zarówno zmiany w psychice spowodowane przez szeroko pojętą cyborgizację jak i poruszane (chyba w tym wątku?) operacje plastyczne, manipulację genami itp. Szczególnie, że część zmian możemy obserwować na własne oczy.

Awatar użytkownika
Albiorix
Klapaucjusz
Posty: 2055
Rejestracja: pn, 15 wrz 2008 14:44

Post autor: Albiorix » ndz, 03 sty 2010 20:59

flamenco108 pisze:Albiorix, bardzo mi się podobała Twoja koncepcja rozwoju nauki. Wydaje się być kolejnym idealistycznym spojrzeniem na przyczyny postępu: nauka rozwija się w danej dziedzinie, aż osiągnie optimum. Co prawda, nie powiedziałeś, jakie optimum, ale można się z grubsza domyślić - wiedza to rodzaj szafy z wieloma szufladkami. Musi dojść do takiego momentu, kiedy wiemy już wszystko o danej szufladce.
Wszystko jak wszystko. Może i musi dojść do takiego momentu w którym nie będziemy stać aż do przełomu w kulturze, gospodarce, czymkolwiek.
Jak Grecy byli blisko silnika parowego, jak Chińczycy byli blisko broni palnej, jak w sumie teoretycznie moglibyśmy badać elektryczność od czasów pocierania ebonitu o wełnę. Do przekroczenia pewnych etapów trzeba kombinacji wielu czynników, np kultury która nie ścina badaczy, gospodarki która płaci na badania, szkolnictwa które wyda wystarczającą ilość laborantów itd itp. Wcześniej i bardziej podstawowo - odpowiedniego piśmiennictwa kształtującego odpowiednie techniki myślenia abstrakcyjnego.
Nasza rewolucja techniczna, której nie zrobili Majowie, Chińczycy ani Indie ani nikt, najwyraźniej z jakichś powodów potrzebowała kolonizacji, wojen, Chrześcijaństwa i licho wie czego jeszcze.
Część potencjalnych rewolucji naukowych będzie musiało poczekać na dalsze rewolucje ekonomiczne i społeczne. Część może być poza zasięgiem naszego gatunku. Dlatego myślę że aktualny przyspieszony rozwój ostatnich wieków to raczej wyjątek od reguły i po nim, aż do nieokreślonego momentu za X stuleci czeka nas stabilny rozwój z umiarkowaną ilością przewrotów.
Trudno natomiast przewidzieć w którym momencie zwolni i czy to przeżyjemy.
Ale ale.
Nawet jeśli wierzyć w postęp galopujący do nieskończoności, powinniśmy mieć coraz lepsze aproksymacje tego procesu na rzecz literatury. Wyobraźmy sobie postęp jako funkcję. Jej wykres jest krzywy i poszarpany ale z każdą dekadą widać go więcej i łacniej można domyślać się dalszego ciągu. Widać też więcej przykładów tego jak przewidywali poprzednicy i jak im się to udało. Z tego powinno się jednak dać coś wywnioskować. Nawet jeśli co jakiś czas mamy rewolucję, po 20 rewolucjach powinno być widać jakiś wzorzec.

Dobra, zagalopowałem się. A na rzecz tego wątku chodziło mi o to tylko że w fantastyce naukowej mamy dwie opcje - odniesienie bezpośrednio do nauki i wyrastające zeń odniesienie do wcześniejszej fantastyki. Takoż w fantasy mamy odniesienie do mitów i wierzeń w stanie możliwie czystym lub odniesienie do innego fantasy. I w obu wypadkach najbardziej mnie ciekawi to pierwsze. Dlatego bardziej mnie interesuje jak działają przeszczepy na ludzi którzy je mają i jak myślę że zadziałają a nie jak o tym napisali inni fantaści. Z innymi fantastami dyskutowałbym gdyby taki pogląd (że cyberręka dehumanizuje) dalej był modny w nowej literaturze, ale chyba już nie jest. Cyberręka co zabiera empatię to jest głównie pomysł z RPGów (element równoważący) i wymysł technofobów :).
nie rozumiem was, jestem nieradioaktywny i nie może mnie zniszczyć ochrona wybrzeża.

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2555
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » ndz, 03 sty 2010 22:47

Albiorix pisze: Wszystko jak wszystko. Może i musi dojść do takiego momentu w którym nie będziemy stać aż do przełomu w kulturze, gospodarce, czymkolwiek.
Odwołam się do "Wykładów z historii matematyki" J. Kordosa, które pewnego dnia palnęły mnie w czaszkę paroma prostymi i oczywistymi spostrzeżeniami, stąd moje wcześniejsze uwagi, że współczesny pogląd naukowy to rzecz dość nowa. Otóż w wykładach tych dr Kordos zwraca uwagę, że istotny postęp w matematyce (i w ogóle nauce, bo tu zachodzi zależność) to rzecz ostatnich 200-300 lat - w zasadzie. Wcześniej nauka to była taka książka kucharska, spis receptur, których przyczyn i dowodów zwykle nikt nie badał. Takoż było z nawigacją, gdzie rolę sekstansu spełniali piloci i ich tajne notatki, alchemią (weźnij czarno kure...), stąd astronomia jest dzieckiem astrologii, a nie odwrotnie, źródeł współczesnej medycyny łatwiej szukać u balwierzy, kowali i znachorów niż ówczesnych medyków. Dopiero od niedawna (czyli np. starożytnych to nie dotyczy) poszukuje się metody, która wyjaśnia JAK, ale też DLACZEGO, czyli skąd się to bierze. Wcześniej dowód nie miał takiego znaczenia, stąd przecież pozostałości w postaci nagród za udowodnienie, bądź obalenie jakiegoś tam starego matematycznego twierdzenia. Jako przykład podawał metody liczenia bydła w Sumerze, geometrię starożytnych i inne. Zwrócił uwagę, że Newton bardziej się interesował okultyzmem niż matematyką, za którą dziś go pamiętamy.

Zatem współczesna nauka to rzecz dość nowa. Można się zatem bawić w ekstrapolacje, czym się stanie - przecież wystarczyło jej sto lat, żeby spełnić Prawa Clarke'a, a w tym wypadku najbardziej oczywiste jest trzecie.

Co zatem będzie dalej? Myślę, że postęp naukowy nie będzie stale postępował do nieskończoności. Z całą pewnością nastąpią przerwy - trzecie prawo Clarke'a daje po temu powody. Jeżeli nauka=magia, to później magia=nauka, a naukowiec=mag. A mag to powrót do nauki jako wyżej opisanej książki kucharskiej, czyli postęp znowu będzie się odbywał bardzo powoli, dwa do przodu, trzy do tyłu. Na razie mamy Internet, który jest forum wymiany wszelkich pomysłów, ale przecież powstał na użytek naukowców. Ale w każdej chwili może zmienić oblicze, zmienić rolę (Kaspersky zapostulował odejście od anonimowości w sieci, trzy dni później zhackowali mu stronę www, ale może to pierwsza jaskółka?). Nie mamy nawet gwarancji, że współczesna nauka nie jest efemerydą. A żeby zapewniła nam postęp, sama musi przetrwać. Jak baron wykazuje w swoich felietonach, choć wyniki pracy naukowców cieszą gawiedź, sama nauka gawiedzi jest coraz mniej potrzebna. Co z tego wyniknie?
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
neularger
Wielki Cybernator Koronny
Posty: 7012
Rejestracja: śr, 17 cze 2009 21:27
Płeć: Mężczyzna

Post autor: neularger » pn, 04 sty 2010 10:40

flamenco108 pisze: Zatem współczesna nauka to rzecz dość nowa. Można się zatem bawić w ekstrapolacje, czym się stanie - przecież wystarczyło jej sto lat, żeby spełnić Prawa Clarke'a, a w tym wypadku najbardziej oczywiste jest trzecie.
Mógłbyś wyjaśnić, co to znaczy, że "nauka spełniła Prawa Clarka"?
Powyższe prawa, to raczej po prostu obserwacje, może nawet nie do końca poważne (szczególnie "prawo" pierwsze). :)
Wyciąganie na tej podstawie wniosków może być cokolwiek ryzykowne, IMO...
You can do anything you like... but you must never be rude. Rude is being weak.
Ty, Margoto, niszczysz piękne i oryginalne kreacje stylistyczne, koncepcje cudne językowe.
Jesteś językową demolką.
- by Ebola ;)

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2555
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » pn, 04 sty 2010 18:43

neularger pisze: Mógłbyś wyjaśnić, co to znaczy, że "nauka spełniła Prawa Clarka"?
Nularger: Nie mam pojęcia. Dla mnie nauka jest nieodróżnialna od magii.
FTSL :-P
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Lasekziom
Kadet Pirx
Posty: 1386
Rejestracja: ndz, 21 wrz 2008 12:49

Post autor: Lasekziom » pn, 04 sty 2010 20:26

Pytanie w kwestii merytorycznej:
FTSL-można urzynać zamiennie z "i tyle w tym temacie"?

Awatar użytkownika
Keiko
Klapaucjusz
Posty: 2200
Rejestracja: wt, 22 sty 2008 16:58

Post autor: Keiko » pn, 04 sty 2010 21:41

Lasekziom pisze:urzynać
???
nie zrozumiałam z kontekstu

Awatar użytkownika
Millenium Falcon
Saperka
Posty: 6835
Rejestracja: pn, 13 lut 2006 18:27

Post autor: Millenium Falcon » pn, 04 sty 2010 21:44

Obstawiam używać. Takiego cuda to dawno nie widziałam...

A odpowiadając - nie ma obowiązku używania skrótów. Przy czym "i tyle w tym temacie" = EOT, a nie FTSL. Słowniczek skrótów, jak też wiele innych przydatnych porad, jest dostępny przy Forumokiecie...
ŻGC
Imoł Afroł Zgredai Padawan
Scissors, paper, rock, lizard, Spock. - Sheldon Cooper

Lasekziom
Kadet Pirx
Posty: 1386
Rejestracja: ndz, 21 wrz 2008 12:49

Post autor: Lasekziom » pn, 04 sty 2010 23:26

Wiem co oznacza FTSL, ale zastanawiam się czy stosowanie go ma jakiś cel.
Ponieważ takowego nie widzę, proszę o pomoc. Tyle:)
Tak używać. Jak była korekta zaznaczyłem pierwszy wers.

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2555
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » wt, 05 sty 2010 07:40

Lasekziom pisze:Wiem co oznacza FTSL, ale zastanawiam się czy stosowanie go ma jakiś cel.
Ponieważ takowego nie widzę, proszę o pomoc. Tyle:)
Tak używać. Jak była korekta zaznaczyłem pierwszy wers.
FTSL, jak mnie kiedyś poinformowano, stworzył jeden z modernatorów tego forum jako reakcję na zasadę, że jak nasza wypowiedź ma się zmieścić w jednej linijce tekstu, to poczekajmy, aż nam się nazbiera więcej. Zatem po swoich lakonicznych wpisach dodawał drugą linijkę ze skrótem "FTSL". Myślę, że ewolucyjnie ma to rozbudowane znaczenie, ale niewerbalne, więc nie będę werbalizował. Przewertuj forum i popatrz na przykłady użycia.
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

ODPOWIEDZ