Ateizm jaki jest, każdy widzi

rozmowy nie zawsze niepoważne.

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
nosiwoda
Lord Ultor
Posty: 4541
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » śr, 15 cze 2011 09:13

Agarwaen pisze:No nie wiem nosiwodo, nie lubię tego, ale masz zacytuje, pociągam za słówka, żebyś nie wypierał się własnych słów, ja Ci ich nie dyktowałem.
Nie, Ty tylko pomyliłeś skutek z przyczyną i dopisałeś własne interpretacje. Dlatego właśnie napisałem o kręceniu chochoła (straw man argument).
Agarwaen pisze:Po stosunku bez zabezpieczeń parę dni przed miesiączką zastanawiasz się czy aby nie zdarzy się tragiczny wypadek i nasz ośmiokomorkowy kolega nie zostanie przez naturę i okrutny los (...)uśmiercony na skutek tragicznego zdarzenia losowego? Tak hipotetycznie, nie chce wchodzić w Twoje życie intymne, ale wyobraź sobie taką sytuacje, czułbyś wtedy taki moralny dyskomfort, że może oto teraz ginie człowiek ?
ja pisze:Nie. Zaakceptowałem, że taka jest kolej rzeczy, taka jest statystyka, że (jak ktoś wyżej napisał) powiedzmy 80% zarodków nie zagnieżdża się/obumiera
.No, ale w którym miejscu wynika z tego, że SEKS przyczynia się do ŚMIERCI człowieka? Seks przyczynia się do stworzenia człowieka. Inne uwarunkowania biologiczne (okres płodny, niepłodny, hormony, stres wpływający na organizm, leki) mogą przyczyniać się do śmierci zarodka. Mógłbym zgodzić się, że SEKS przyczynia się do śmierci zarodka, gdyby pani świeżo zapłodniona bzykała się tak ostro i i często, i w ogóle uuuh, bejbe, bejbe, że zarodek nie zagnieździłby się lub został roniony (o ile to w ogóle możliwe). Pisanie, że seks przyczynia się do śmierci zarodka, to jak pisanie, że sianie zboża przyczynia się do jego zgnicia na polu. Bzdura.
Agarwaen pisze:Nie wiem czemu uznałeś, że cały czas pisząc o ściśle określonym stosunku i o niego opierając wywód
O jaki ściśle określony stosunek oparłeś wzw... wywód?
Agarwaen pisze:
nie warto jednak niszczyć stworzonego życia (czy zarodka, jeśli wolicie) dla ograniczenia szkodliwego wpływu całej procedury na organizm kobiety. IMHO.
To w końcu jest szkodliwy wpływ nawet według Ciebie i ostatecznie można go ograniczyć kosztem zarodków, ale nie pasuje Ci to, a jednak w wałkowanym przeze mnie przypadku naturalnym nie masz żadnych obiekcji do tego, że taki sam, niczym się nie różniący zarodek ucierpi.
Tu właśnie (IMO) mylisz skutek z przyczyną, od kliku postów, bo wcześniej pisałeś o "narażaniu zdrowia kobiety". To nie zarodek ma ograniczyć jakiś abstrakcyjny szkodliwy wpływ jakiejś abstrakcyjnej procedury medycznej, tylko ściśle określona procedura medyczna, mająca na celu wytworzenie i zagnieżdżenie zarodka jest szkodliwa (żeby nie było, że jestem przeciwnikiem in vitro - szkodliwa tymczasowo) i powoduje dyskomfort poddającej się tej procedurze kobiecie. To ona więc naraża swoje zdrowie, godząc się na to celem uzyskania potomstwa. Jeśli podjęła tę decyzję świadomie, znając procedurę i konieczne zabiegi, to nie ma mowy o odpowiedzialności kogoś innego.
I tak, uważam, że wykorzystywanie zarodków do ograniczenia tego dyskomfortu jest nieetyczne. Bo jednak mamy tu na szali wartość "duży dyskomfort" (albo nawet "zagrożenie zdrowia") oraz "życie zarodka (czyli jednak człowieka)". Soraski, ale w takiej sytuacji wybór jest dla mnie oczywisty.
Moim zdaniem faktycznie "czegoś po drodze nie łapiesz" - pojęcia adekwatnego związku przyczynowego i różnicy pomiędzy świadomym i celowym działaniem, a rezultatami nieobjętymi świadomością lub przypadkowymi. To wyszło już przy użyciu słowa "morderstwo".
Ten sam problem masz moim zdaniem także Ty, No-qanku:
Jak nie? Ryzykujesz mocno, że jednak utworzy się zarodek, który potem umrze. (no chyba, że seks nie mający służyć prokreacji)
No i jasne, morderstwa tu nie ma. Tak samo jak rodzice, którzy swojego dziecka nie karmili też nie robili niczego w tym kierunku, by dziecko zabić.
komentarz do art. 148 Kodeksu karnego pisze:Przedmiotowym warunkiem odpowiedzialności za zabójstwo (także nieumyślne spowodowanie śmierci) jest ustalenie związku przyczynowego między działaniem lub zaniechaniem a śmiercią człowieka. Należy przyjąć, że związek taki zachodzi, gdy skutek śmiertelny wynika bezpośrednio z czynu sprawcy, czemu nie stoi na przeszkodzie to, iż do przebiegu łańcucha przyczynowego włączyły się inne okoliczności mające wpływ na skutek, jeżeli zachowanie sprawcy było wystarczającą przyczyną powstania tego skutku.
inny komentarz pisze:Przestępstwo to może zostać popełnione zarówno przez działanie, jak i przez zaniechanie, tzw. przestępstwo niewłaściwe z zaniechania, z wyjątkiem typu określonego w § 4, który może zostać popełniony tylko przez działanie.
Postaram się zrekapitulować:
Tak, procedura in vitro jest potrzebna, żeby ludzie mogli mieć własne dzieci, gdy z przyczyn bardzo różnych mieć ich nie mogą bez wspomagania.
Tak, procedura in vitro jest szkodliwa/dyskomfortowa dla organizmu kobiety.
Uwaga, zmieniam zdanie!
Wcześniej pisałem o pobieraniu jajeczek i że to może być ograniczone przez zamrażanie zarodków. Ale to bez sensu. Przecież jajeczka to gamety, więc nie zarodki, więc można je pobrać za jednym zamachem w większej ilości i zamrozić. Zatem w chwili obecnej nie widzę żadnych pozytywów zamrażania zarodków, czyli ograniczenia wpływu procedury in vitro na organizm kobiety. Czyli (na chwilę obecną, mogę się mylić, chętnie przyjmę argumenty medyczne)...
Nie, zamrażanie zarodków nie zmniejszy niewygody/szkodliwego wpływu procedury na organizm kobiety.
Tak, kobieta poddająca się procedurze in vitro powinna podjąć tę decyzję świadomie, z wiedzą o wszelkich aspektach, ryzykach i konsekwencjach procedury.
Nie, nie jest etyczne stawianie wyżej ograniczenia dyskomfortu (gdyby jednak takowa sytuacja zachodziła) kobiety niż samego istnienia/życia zarodka.
Achika pisze:Żołądź ma potencjał, by stać się dębem. Całe jego istnienie jest na to nastawione. Ale jeżeli rozdepczę żołądź, nie przyjdzie pracownik WIOŚ i nie wlepi mi mandatu za zniszczenie drzewa.
Gdzieś zgubiłaś pytanie dotyczące tego faktu.
Achika pisze:Jajko* ma potencjał, by stać się kurą. Czy wczoraj na śniadanie zjadłam dwie kury, czy jajecznicę?

*OK, tylko jajko zalężone, ale ja kupuję i tak jaja od wiejskiej kobiety, a nie fermowe, więc jest duże prawdopodobieństwo, że niszczę kurze życie poczęte.
Sama sobie odpowiadasz. Zjadłaś jajecznicę i jest duże prawdopodobieństwo, że zniszczyłaś kurze życie poczęte.

był edit, dotyczący posta No-qanka. I dodałem nr artykułu KK dot. zabójstwa i morderstwa (hint - to NIE to samo :P).
Ostatnio zmieniony śr, 15 cze 2011 09:36 przez nosiwoda, łącznie zmieniany 2 razy.
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
Achika
Ośmioł
Posty: 609
Rejestracja: pt, 22 sie 2008 09:23

Post autor: Achika » śr, 15 cze 2011 09:18

Jak rozumiem, gdybyś w kwiaciarni chciał kupić bukiet tulipanów a dostał garść cebulek, to byś potulnie wziął i zapłacił, bo przecież to to samo?
Było pokolenie X, teraz jest pokolenie Ctrl + X.

Awatar użytkownika
nosiwoda
Lord Ultor
Posty: 4541
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » śr, 15 cze 2011 09:25

Nie, nie rozumiesz.
edit: OK, spróbuję. Twoja analogia jest błędna. Przychodząc do kwiaciarni wybieram sobie konkretne kwiaty: ten, ten i ten, z uwagi na ich indywidualne cechy, widoczne na rzut oka, a niewidoczne w cebulkach. Celem moim jest wręczenie rozwiniętych, ładnych kwiatów, a nie cebulek. Kontekst zatem sytuacji wskazuje, że analogia jest błędna. W jednym kontekście można powiedzieć, że piękna dziewczyna z okładki pisma jest "to samo", co szczerbata sześciolatka na zdjęciu z piegami i podrapanymi kolanami. Bo ta piękna z okładki była kiedyś tą sześciolatką, są tym samym. Także w kategorii "człowiek" są tym samym, bo obie są ludźmi, nawet jeśli tożsamościowo to dwie inne osoby. Co NIE znaczy, że nie ma między nimi różnic, a z sześciolatką należy flirtować w celu bzyknięcia. Nie.
Są różnice między zarodkiem a piękną z okładki, nosiwodą czy Agarwaenem. Jednak w samym sednie jest jedna podstawowa wspólna właściwość - bycie żywym człowiekiem.
"To samo" nie oznacza "takie samo", więc ponownie apel - szanujmy słowa, bo się nigdy nie dogadamy.
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
nosiwoda
Lord Ultor
Posty: 4541
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » śr, 15 cze 2011 10:37

Aj, nie mogę już edytować. Dzięki za dyskusję, niestety znowu uświadomiłem sobie zaległości pracowe, a że właśnie przyszedł znajomy, którego zwolniono, to ja się jednak szybciutko zdewirtualizuję i pchnę to czy owo.
Temat dalej mam w śledzonych, postaram się odpowiedzieć na ew. dalsze posty, ale pewnie nie dziś.
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2210
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » śr, 15 cze 2011 13:14

nosiwoda pisze: "To samo" nie oznacza "takie samo", więc ponownie apel - szanujmy słowa, bo się nigdy nie dogadamy.
Że nie wspomnę o redukcji do absurdu stosowanej przez niektórych jako metodzie dyskusji.

Achika: jak ludzie idą do bidula wybrać sobie dziecko, to kierują się mniej więcej tym samym, co Ty w kwiaciarni - niewiele dostają danych do oceny, w rzeczywistości biorą dziecko, jak spełnia ich normy zdrowotnościowe i podoba się im z wyglądu. Myślą "o, jakie słodkie bebe". A później wyrasta z niej podziargana pankówa i zdycha na złoty strzał. Cebulka to nie to samo, co kwiat. Ale daje się zauważyć pewien ciąg przyczynowo-skutkowy od cebulki do kwiatu. Tulipan, to zarówno cebulka, jak i kwiat (że tak pojadę Platonem...Platonem?), gdyż w obu zawiera się esencja tulipanowości, którą nazywamy. Ale w rzeczywistości tulipan to PROCES, w którym możemy, w momencie percepcji, wskazać tylko etap procesu, a nie całego tulipanu. Zatem cebulka, zatem pęd, zatem ulistniony pęd... wreszcie kwiat, a później śmieć. Ale bez cebulki nie będzie kwiatu. Ani śmiotu. Zatem cebulka zasługuje na ochronę. Bo zawiera pełen kod źródłowy do skompilowania kwiatu, jest nieodłączną częścią procesu. To ułomne prawo przyznaje niewątpliwe prawo tylko jednej części procesu - bo jak widzisz człowieka, to nie masz wątpliwości: oto człowiek, jak rzekł Poncki. Ale ten człowiek też był kiedyś w formie cebulki. I bez ten cebulki by nie powstał.
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
No-qanek
Nexus 6
Posty: 3098
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Post autor: No-qanek » śr, 15 cze 2011 13:47

nosiwodo, ależ ja wiem, że zaniechanie to też grzech. Pisałem sobie tam ironicznie.
Pisanie, że seks przyczynia się do śmierci zarodka, to jak pisanie, że sianie zboża przyczynia się do jego zgnicia na polu. Bzdura.
A ja w takim razie bym pod to podciągnął sztuczne zapłodnienie, a potem "niedopilnowanie" zarodków. I wtedy mi nie udowodnisz, że to in vitro prowadzi do śmierci zarodka.

Jak byś tego nie próbował wykręcić, fakty są takie: ilekroć decydujesz się na dziecko poczęte naturalnie, z pełną świadomością ryzykujesz, że utworzysz taki zarodek, czyli według ciebie człowieka, który potem umrze.

Teraz parę drastycznych przykładów. Ale są zupełnie właściwe, uznając twierdzenie, że zarodek to taki sam człowiek jak każdy inny.

Jeśli to nowopowstałe życie jest takie samo jak inne, to właściwie co stoi ku przeszkodzie, by za identyczną sytuację uznać: masz pełną szansę, że ten zarodek nie umrze, ale ja na każde takie zapłodnienie Bóg strzeli do człowieka z rewolweru, do którego załadował 4 kule.
Pisze specjalnie Bóg, żeby nie było, że ciężar etyczny spada na kogoś innego.
Wtedy też uznajesz sytuację za etyczną, bo przecież seks przyczynia się do stworzenia człowieka, a zabija ktoś inny? Nie widzę wtedy powodu, by śmierci mrożonych zarodków też nie uznać za podoba sytuację. In vitro prowadzi do stworzenia człowieka, zamrożone zarodki umierają naturalnie.

Inny przykład, jeśli jest różnica oparta na tworzeniu życia. I ten jest chyba najtrafniejszy i najlepiej uświadamiający
Masz pełną szansę na zapłodnienie, zagnieżdżenie się i tak dalej. Ale i pewność, że urodzą się bliźniaki. Jest jednak warunek, że niedługo po urodzeniu musisz jedno z tych dzieci zabić.
Czy wtedy etyczne jest działanie prowadzące do śmierci dziecka? Nawet jeśli sam to dziecko stworzyłeś i dzięki niemu rodzi się i żyje drugie?

Jeśli chcesz można zaproponować jeszcze dokładniejszą sytuację: dzieci rodzi się pięć (załóżmy, że nie wpływa to nijak na komfort matki), ale potem masz rzucić kośćmi i któremu dziecku nie wypadnie szóstka, to umiera. By tej sytuacji uniknąć możesz po prostu uprawiać seks z zabezpieczeniem.
Sytuacja jest tu naprawdę podobna - różni się tylko o czas, po jakim zarodek naturalnie umiera. A jak twierdzisz - ten czas nic nie zmienia.

EDIT:
Że nie wspomnę o redukcji do absurdu stosowanej przez niektórych jako metodzie dyskusji.
Flamenco, ale pamiętaj, że absurd mogą tu dostrzec tylko ci, którzy za absurd uważają, by zarodek traktować jak dojrzalszego człowieka.
Inni powinni te sytuacje uznać za rozsądny wynik przyjętego założenia.

Tak samo jak ja, uważający, że rower służy do przemieszczania się po lądzie nie uznam, że argumentacja mówiąca o podróży rowerem z Warszawy do Paryża jest absurdalna.
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Awatar użytkownika
Młodzik
Yilanè
Posty: 3687
Rejestracja: wt, 10 cze 2008 14:48
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Młodzik » śr, 15 cze 2011 14:54

Em, drobne sprostowanie. Poszperałem trochę w internecie i wychodzi na to, że tylko 10-15% ciąż kończy się poronieniem, z czego 50% właśnie przed implantacją. Gdyby rzeczywiście co piąta ciąża kończyła się porodem ludzkość raczej nigdy by się nie rozwinęła (no chyba że jesteśmy bardziej chutliwi niż mi się zdawało).
Edit.

Awatar użytkownika
Gesualdo
Niegrzeszny Mag
Posty: 1752
Rejestracja: pn, 01 wrz 2008 14:45

Post autor: Gesualdo » śr, 15 cze 2011 15:18

No-qanek pisze: Jeśli to nowopowstałe życie jest takie samo jak inne, to właściwie co stoi ku przeszkodzie, by za identyczną sytuację uznać: masz pełną szansę, że ten zarodek nie umrze, ale ja na każde takie zapłodnienie Bóg strzeli do człowieka z rewolweru, do którego załadował 4 kule.
Pisze specjalnie Bóg, żeby nie było, że ciężar etyczny spada na kogoś innego.
Wtedy też uznajesz sytuację za etyczną, bo przecież seks przyczynia się do stworzenia człowieka, a zabija ktoś inny? Nie widzę wtedy powodu, by śmierci mrożonych zarodków też nie uznać za podoba sytuację. In vitro prowadzi do stworzenia człowieka, zamrożone zarodki umierają naturalnie.
Ja tylko na chwilę. Nie wiem, czy Cię dobrze zrozumiałem, więc popraw mnie, proszę, jeśli się mylę. Przyrównujesz człowieka zapładniającego metodą in vitro do Boga?
"Jestem kompozytorem i coś pewnie chciałem, ale już zapomniałem."

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2210
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » śr, 15 cze 2011 15:21

No-qanek pisze: EDIT:
Że nie wspomnę o redukcji do absurdu stosowanej przez niektórych jako metodzie dyskusji.
Flamenco, ale pamiętaj, że absurd mogą tu dostrzec tylko ci, którzy za absurd uważają, by zarodek traktować jak dojrzalszego człowieka.
Inni powinni te sytuacje uznać za rozsądny wynik przyjętego założenia.

Tak samo jak ja, uważający, że rower służy do przemieszczania się po lądzie nie uznam, że argumentacja mówiąca o podróży rowerem z Warszawy do Paryża jest absurdalna.
Nikt się nie odniósł do mojej wcześniejszej wypowiedzi (bu). A powiedziałem tam, że ostatecznie liczy się intencja. Jeżeli przejadę Cię, bo luty po 18-tej, zachmurzenie duże, śnieżyca, a Ty ubrany jesteś w czarną kurtkę, to raczej można przypuszczać, że nie miałem intencji Ciebie przejechać. Ale jeżeli okaże się, że groziło mi spudłowanie i specjalnie otworzyłem drzwi, żeby Ciebie zahaczyć - to już intencja jest oczywista. Kiedy się bzykasz, to patrz: zakład Pascala. Wyznawanie poglądu nie uniewinnia. Bo pogląd jest jak wiara - nie wymaga dowodu, to się po prostu uważa. Zatem choćbyś uważał, że zarodek to nie człowiek, pamiętaj, że nie masz na to dowodów.

To jest forum fantastyczne, więc możemy dopuścić, że za 20 lat z zarodka świni da się na zamówienie wyhodować np. tyranożarła. Wtedy do dyskusji będzie można powrócić.

Dygresja:
Już Lem naigrawał się z moralistów opisując Dychtoniane myślące płyny, które po zmieszaniu tworzyły nową osobowość. Kiedyś może jakiś spryciarz ochroni swój genom licencją GPL i pozwoli na darmowe wykorzystanie go do produkcji replikantów - ciach, znowu masz problem prawny. Ale na razie medycyna osiągnęła zdolność do powtórzenia fragmentu procesu rozmnażania: wytworzenie zarodka z gamet i zagnieżdżenie. Jak widać, to już rodzi dyskusje, bo proces uczyniono podobnym do natury: rozrzutnym i chaotycznym (a może inaczej się nie da?). A reguły inżynierii każą myśleć inaczej: każdy zarodek winien być traktowany szczególnie, jeden zarodek, jedno zagnieżdżenie itp. Lem powiedziałby, że natura zadowoliła się procesem kiepsko zaprojektowanym, a teraz ludzie pałują się z powodu, że natura zamiast być Inteligentnym Projektem, w rzeczywistości przypomina jakiś bałagan.
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Agarwaen
Dwelf
Posty: 518
Rejestracja: wt, 04 lis 2008 18:57
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Agarwaen » śr, 15 cze 2011 16:10

nosiwoda pisze:O jaki ściśle określony stosunek oparłeś wzw... wywód?
Przytaczałem tylko jeden, więc strzelam że zgadniesz. Mój błąd, że użyłem skrótu myślowego właśnie do tego przykładu pisząc "seks". Tak, ten konkretny (podpowiem, cytujesz go w swoim poście i ma konkretnie cztery dni bo to minimalny próg kiedy zdarza się próba zagnieżdżenia ) przypadek jest przyczyną śmierci zarodka, bezpośrednią jest naturalnie złuszczanie się błony śluzowej macicy i wypłukiwanie tego razem z krwią - i w tym konkretnym przykładzie razem z nieszczęsnym ośmiokomórkowcem, który chciał się w niej zagnieździć, ale siłą rzeczy bez powodzenia.

Jeśli się nie mylę, a mogę się mylić, to zamrażane zarodki mają około doby czy dwóch, są więc jeszcze nawet mniej rozwinięte niż nasz kolega z przykładu. Dzięki temu mamy zapas, który pozwoli uniknąć za każdym nieudanym podejściem punkcji jajników, niewykorzystane zarodki, zgadza się, przepadną, zginą etc.

Te które przepadają normalnie, nie martwią Cię (nawet jeśli świadomie akurat para zdecydowała się baraszkować kilka dni przed krwawieniem zamiast czekać na dni płodne, czyli tam średnio 8-10 dni przeciętnie od początku cyklu, a nie przed.), zaś w imię tych z procesu medycznego odmawiasz kobiecie prawa do ograniczenia cierpienia i na powtarzanie co rusz punkcji jajników, dla każdego kolejnego zarodka. Podtrzymuje, że to okrutne.

Ps. Młodzik, ja tylko napomknę, że nie zagnieżdżenie się zarodka nie jest równoznaczne z poronieniem.

Awatar użytkownika
Młodzik
Yilanè
Posty: 3687
Rejestracja: wt, 10 cze 2008 14:48
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Młodzik » śr, 15 cze 2011 16:26

Mógłbyś jaśniej? Nijak nie wiem jak twoje P.S. zinterpretować.

Agarwaen
Dwelf
Posty: 518
Rejestracja: wt, 04 lis 2008 18:57
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Agarwaen » śr, 15 cze 2011 17:19

Cały czas myślałem, że rozmawiamy o losie zarodków, którym nie dane było się zagnieździć, ale jak gdzieś kiedyś wspominałeś o losie tych już bezpiecznie rozwijających się, to wybacz, musiało mi umknąć i uznałem że rozszerzasz termin poronienie również na te mniej szczęśliwe zarodki. : )

Awatar użytkownika
ElGeneral
Mistrz Jedi
Posty: 6089
Rejestracja: pt, 09 lis 2007 18:36

Post autor: ElGeneral » śr, 15 cze 2011 17:34

Przychodzi baba do lekarza. Ma zabandażowaną łydkę.
- Noga panią boli? - pyta uczeń Eskulapa.
- Nie, gardło.
- To czemu pani ma bandaż na nodze?
- Zsunął się, panie doktorze.


Tylko kilka dni mnie nie było, i już dyskurs "zsunął się" na inne tory. Saperlajdy kandy!!! Przecież to nie jest rozmowa o ateizmie!
Takie jest moje zdanie w tej materii, a oprócz tego uważam, że Kartagina powinna być zburzona.

Awatar użytkownika
Młodzik
Yilanè
Posty: 3687
Rejestracja: wt, 10 cze 2008 14:48
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Młodzik » śr, 15 cze 2011 18:55

Agarwaen pisze:Cały czas myślałem, że rozmawiamy o losie zarodków, którym nie dane było się zagnieździć, ale jak gdzieś kiedyś wspominałeś o losie tych już bezpiecznie rozwijających się, to wybacz, musiało mi umknąć i uznałem że rozszerzasz termin poronienie również na te mniej szczęśliwe zarodki. : )
Bo rozszerzam. Implantacja to właśnie zagnieżdżenie. Czyli raptem 7,5% zarodków się nie zagnieżdża.

Agarwaen
Dwelf
Posty: 518
Rejestracja: wt, 04 lis 2008 18:57
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Agarwaen » śr, 15 cze 2011 22:10

To jakaś dziwna statystyka, poronienie przed implantacją, to jak wybicie zęba zanim ten wyrośnie.

ODPOWIEDZ