WT I - Pożegnanie

Moderator: RedAktorzy

Zablokowany

Który z tekstów przypadł Ci najbardziej do gustu?

Xiri "Ja, kretyn"
2
4%
Hitokiri "Pożegnanie"
0
Brak głosów
Radioaktywny "Profesor"
2
4%
marinho "Czas pozornego odejścia"
0
Brak głosów
Teano
6
12%
Lafcadio "Pożegnanie"
17
34%
BlackHeart "Wizja przyszłości"
0
Brak głosów
Buka "Pożegnanie"
0
Brak głosów
Meduz "Czułe pożegnanie"
0
Brak głosów
Nath "Dzień dobry"
8
16%
Marcin Robert "Dialog wydawców, czyli żegnajcie przesądy"
3
6%
Zabroniona "Żegnaj się z Bogiem"
3
6%
Varelse "Post factum"
2
4%
Wyklęty "Ostatnia modlitwa"
1
2%
Talto "Pożegnanie"
1
2%
Ellaine "Ostatnie słowo"
0
Brak głosów
KPiach "Dawno, dawno temu"
1
2%
Mort00s "Obietnice"
1
2%
Sexy Babe "Bye-bye, maszkaro"
1
2%
marq12 "Może jednak"
2
4%
 
Liczba głosów: 50

Awatar użytkownika
BlackHeart
Pćma
Posty: 221
Rejestracja: sob, 01 gru 2007 08:48

Post autor: BlackHeart » pn, 10 gru 2007 15:30

Na początek słów kilka na temat poszczególnych prac:

Xiri
Dialog niezbyt przypadł mi do gustu. Po pierwsze, zgrzytające niedopowiedzenia - nekromanta wpada GWAłTOWNIE do swojej pracowni (dlaczego akurat gwałtownie?), oraz żywe trupy lubujące się w piciu trunków (skąd to zamiłowanie? Bo nekromanta chodzi non stop na haju? Bez sensu). Po drugie, stylizacja językowa. Mnie osobiście marihuana kojarzy się z rastafarianami, a nie z hiphopowcami. Poza tym, muszę wyznać, że nie znoszę takiego kaleczenia języka. Stąd być może moja niechęć do Twojego tekstu. Po trzecie, to nie jest fantastyka. Można zastąpić nekromantę prezesem koncernu naftowego, zombie - jego pracownikami, teleport - zsypem na śmieci itd., a sens pozostanie ten sam.

Hitokiri
Nie wiem czemu, ale odnoszę wrażenie, że ten dialog został żywcem wyrwany z jakiegoś opowiadania. Ot, przemytnik artefaktów rozmawia sobie z siostrą-wieszczką. Tylko z co z tego wynika? Gdzie puenta?

Radioaktywny
Pomysł jest. I to nawet ciekawy. Niestety, język nie oddaje sytuacji w jakiej znajdują się postacie. Jakoś po prostu nie widać presji czasu, zdenerwowania i strachu.

Teano
Pomysł bardzo ciekawy. Duży plus za niego. Średni minus za brak jakiegokolwiek sprecyzowania postaci rozmawiającej z Kostuchą. Myślę i myślę, i nie mogę wymyślić któż to taki.

Lafcadio
Mój głos poszedł na Ciebie. Ogromne gratulacje. Dialog mi się bardzo spodobał. Jedyny zgrzyt poczułem przy "oceanach i kosmosie", ale nie będzie za to minusa, bo to moje uprzedzenia wobec SF się odzywają ;)

Buka
Jakieś to to nijakie. Końcówka w trybie ekspresowym (ze względu na limit znaków zapewne). Poza tym, znowu logika się kłania. Bohaterowie są z lewej osłonięci, a widzą przed sobą równinę (ciężko mi to sobie wyobrazić. Może dlatego, że nie wiem czym są osłonięci?). Jeśli naprzeciw orkom staje jedynie tych dwóch jegomościów, to zastanawia mnie również, dlaczego jeden z nich gada i planuje, jakby miał do dyspozycji cały regiment? No i ta końcówka, gdzie mag mówi, że chciał mieć czas, żeby się pożegnać, po czym żegna się jednym słowem. Zgrzyt niemiłosierny.

Meduz
Miło się czytało, ale tekst drepcze w miejscu. "Pocałuj mnie", "Przytul mnie", "Zostań moją żoną" - toż to nic nie wnosi, poza pośrednim opisem uczuć "bohatera". Za dużo znaków na to poszło. Mogłeś je jakoś lepiej wykorzystać. No i jakoś nie potrafię zrozumieć relacji pomiędzy postaciami. Dla mnie to wygląda, jakby go Ona nie kochała. A skoro go nie kocha, to po jaką cholerę się z Nim żegna? Jeśli jednak źle to odczytałem, i jednak Ona go kocha, to nie rozumiem takiej miłości.

Nath
Wyłamę się i powiem, że niezbyt mi się podobało. Może tekst i jest schludnie napisany, ale postacie są (znów się do tego przyczepię) nielogiczne. Jeden to wampir, który (o! zgrozo) nie potrafi zerwać więzów (chyba, że to srebro jakieś, czy coś. No, ale wtedy chyba by tak spokojnie nie gadał tylko wił się z bólu. Ponadto nie wiem czy ten cały Vincet boi się czy jest rozbawiony. Odnoszę wrażenie, że autor też tego nie wiedział. Stawiałbym rozbawionego, choć to czysty obłęb. Druga postać jest jeszcze dziwniejsza - gość, który przez dwadzieścia lat służył wampirowi i przez ten czas zabijał inne wampiry i niczym prawdziwy macho wycinał sobie na ręce ilość zabitych, nagle decyduje się ukatrupić swoje pana (przydałby się powód tej jego krwawej kampanii). Nie dość tego, wydaje mi się, że gdyby śmierć jego pana wywoływała w nim smutek, to chyba nie zostałby, żeby popatrzeć. No, ale po słowach krytyki, należy Ci się duży plus za język. Ogólnie rzecz biorąc, warsztat masz dobry, ale pomysł był do bani.

Marcinie Robercie
Tekścik ciekawy, choć pomysł kiepsko zrealizowany. Zastąpiłbym tych dwóch kolesi średniowiecznymi uczonymi, którzy spierają się nad harmonogramem jakiegoś symposium. A końcówkę (dwie ostatnie linijki), która na chwilę obecną jest nijaka, zamieniłby na:
- Czyli odrzucamy?
- Przymujemy. Co z tego, że to bzdury. Teraz wszak o renomę trzeba walczyć kontrowersyjnością.

Zabroniona
Pomysł ciekawy i realizacja całkiem do rzeczy. Dwa drobne minusiki: pierwszy za zupełnie niepotrzebną wstawkę o UFO, a drugi za pewne niedopatrzenie - jeśli przed powrotem na ziemię powstrzymuje tylko trumna, to co się dzieje z tymi wszystkimi, których nie pochowano? Błąkają się gdzieś po ziemi? Nierealne troszkę (żeby nie powiedzieć: "nielogiczne" ;) )

Varelse
Absolutne zero przekazu (albo go po prostu nie dostrzegam). Jakiś koleś leci na Marsa i wysyła do kobiety, która go kocha, zacinającego się robota, żeby ją pożegnał (chyba robota, bo sam nie wiem, cóż to takiego). W jednym zdaniu streściłem ten dialog, a to bardzo niedobrze.

Wyklęty
Tekst całkiem miły. Być może niezbyt zaskakujący, ale i tak miły. Jedyne potknięcie to Niemiec, który myśli po polsku. Szpieg jaki, czy co? ;) A poza tym brawo za zgrabne wywinięcie się z restrykcji ;)

Talto
Hmm... Mam mieszane uczucia. Z jednej strony jestem zaciekawiony kim jest bohaterka i kto dokładnie atakuje i w jaki sposób. Z drugiej zachowanie postaci mi tu zgrzyta. Nieustraszona córeczka, która rzuca się w objęcia śmierci, bo tatuś jej nie kochał (ach, jakież to wzruszające). Ojczulek niby żałuje, niby kocha, ale i tak pozwala córci zostać i umrzeć. No i kim ta córcia jest, że będzie się mierzyła z Jeźdźcami Apokalipsy?

Ellaine
Marnie. Dwóch kolesi wraca z pracy, a jeden z nich gada do robota, który nagle się zacina. Znowu udało mi się streścić dialog w jednym zdaniu. Nicht gut. Zero przesłania i brak płęty zamordowały ten tekst.

KPiach
Cud, miód i orzeszki :) Jestem pod ogromnym wrażeniem. Naprawdę świetny retelling. Powalił mnie na kolana sposób, w jaki pan Dratwa załatwił jaszczura. Duży plus za to :) A poza tym gratulacje dla autora za stylizację językową. Chętnie przeczytałbym coś dłuższego.

Mort00s
Kolejny tekst, który mogę streścić jednym zdaniem. Pomijając fakt, że dialog drepcze w miejscu, bardzo boli ilośc postaci. Bez możliwości narracji nie wiadomo kto jest kim. Restrykcje były chyba, jak dla Ciebie, zbyt wielkie.

Sexy Babe
Nie mam zielonego pojęcia kim są postacie, a Ty nie zrobiłaś choćby najmniejszego kroku, aby je przedstawić. Może właśnie z tego powodu nie rozumiem całego tekstu i jest mi on zupełnie obojętny?

marq12
Harlequinowate to to ;) A poza tym zero fantastyki. Z tychże dwóch powodów, niniejszym przestaję się tekstem interesować.

Na koniec, krótko o moim tekście: Ograniczenie nie zabolało, ale ukłuło. Przyznam szczerze, że z 200 znaków więcej i było by w sam raz. A tak, wyszło kiepsko. Przyznam również, że tekst nie odleżał, ile powinien odleżeć i pluję sobie w brodę za to. Trudno. Człowiek uczy się na błędach. Następnym razem będzie lepiej.

I jedna uwaga do Margot i Iki - Owszem, trochę elastyczności i wszystko da się przekazać w dialogu. Sęk w tym, że ta elastyczność nie zawsze wygląda naturalnie. Moim zdaniem, twierdzenie - jak ktoś sobie nie radzi z krótkimi formami, nie poradzi sobie i z dłuszymi, to jakby powiedzieć: "Ta cegła jest ładna, Będzie z niej ładny dom". W dłuższych formach jest miejsce na przedstawienie postaci, na opis otoczenia, na wdrożenie czytelnika w fabułę. W krótkich tekstach wszystko musi być przesycone informacjami, a to powoduje nieraz ból głowy. Ewentualnie, same informacje mogą być zupełnie bez znaczenia, a liczył się będzie jedynie dowcip. Obie te sytuacje mają się nijak do form dłuższych. Tyle z mojej strony. Nie bijcie zbyt mocno ;)

Niestety czas mnie goni, więc literówki popoprawiam później.

Awatar użytkownika
Bebe
Avalokiteśvara
Posty: 4592
Rejestracja: sob, 25 lut 2006 13:00

Post autor: Bebe » pn, 10 gru 2007 15:57

BlackHeart pisze: I jedna uwaga do Margot i Iki - Owszem, trochę elastyczności i wszystko da się przekazać w dialogu. Sęk w tym, że ta elastyczność nie zawsze wygląda naturalnie.
Nie wygląda naturalnie, jeśli autor nie panuje nad tym, co pisze. U (przykłady, które mnie się najbardziej podobały) Varelse, Lafcadio, Sexy Babe, Natha - jest elastyczność. :) Oni napisali krótko i treściwie. A nawet można rzec, że w tej postaci ich opowieści są kompletne, wcale nie trzeba dopisywać do nich kolejnych setek znaków, żeby doprecyzować (co autorzy in spe lubią robić najbardziej - doprecyzowywać i powtarzać coś aż do bólu).
BlackHeart pisze:Moim zdaniem, twierdzenie - jak ktoś sobie nie radzi z krótkimi formami, nie poradzi sobie i z dłuszymi, to jakby powiedzieć: "Ta cegła jest ładna, Będzie z niej ładny dom".
Po przeczytaniu całego mnóstwa tekstów warsztatowych mogę stwierdzić, że skoro ktoś nie potrafi zamknąć się z pomysłem w krótkiej formie, to zwiększenie ilości znaków nie wpłynie pozytywnie na jakość tekstu. Przeważnie przegadane teksty były dużo słabsze od opowiadań autorów, którzy zmieścili się w limicie. Sądzę, że autor, który potrafi zmieścić się w limicie ma więcej dyscypliny i więcej myśli nad tym, co pisze. I to jest dobre.
BlackHeart pisze:W dłuższych formach jest miejsce na przedstawienie postaci, na opis otoczenia, na wdrożenie czytelnika w fabułę.

I na to, żeby zamiast zanudzać czytelnika 100 słowami, pozanudzać go kilkoma tomami. Chciałbyś przeczytać więcej takiego dialogu jak na przykład napisała Hitokiri albo Buka? Chciałbyś, żeby wykrzesały jeszcze 200 znaków? IMHO byłoby to dalej w tym samym stylu i z tym samym zacięciem. Aż na samą myśl się robi nudno.
Z życia chomika niewiele wynika, życie chomika jest krótkie
Wciąż mu ponura matka natura miesza trociny ze smutkiem
Ale są chwile, że drobiazg byle umacnia wartość chomika
Wtedy zwierzyna łapki napina i krzyczy ze swego słoika

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pn, 10 gru 2007 16:25

Czerń w Sercu pisze:I jedna uwaga do Margot i Iki - Owszem, trochę elastyczności i wszystko da się przekazać w dialogu. Sęk w tym, że ta elastyczność nie zawsze wygląda naturalnie.
Więc trzeba zrobić tak, żeby wyglądała naturalnie. Jeżeli się nie udało - porażka Autora, brak opanowania języka, brak pomysłu na rozwiązania językowe.
O jakości utworu literackiego nie świadczy jego objętość. I nie, nie wszystko da się w dialogu zmieścić. Gdyby tak było, nie powstałaby narracja, bo i po co?

Narzucanie ograniczeń zmusza do dwóch rzeczy:
1. Do świadomego i bardzo drobiazgowego zastanawiania się nad pomysłem (bo trzeba go zmieścić, albo trzeba wymyślić do ograniczenia - druga metoda lepsza, IMAO, ale nie wiem na pewno).
2. Do świadomego i bardzo dokładnego zastanawiania się nad językiem, by pracował na treść utworu. Ćwiczenie z kondensacji treści to jest. I z precyzji języka.

Bebe ma rację, jeżeli chodzi o Autorów in spe (i nie tylko in spe) - gadają, dużo gadają, dookreślają, szczegóły opisują oczywiste, powtarzając to, co czytelnik już wie. Tworzą przy tym zdania kulawe, nierytmiczne, czasami dziwne. I najczęściej nie robią zakończeń. A jeżeli robią, to marne najczęściej.

Odwracając analogię z cegłą: a budowałbyś dom z brzydkiej cegły, Czarne Serce?

Nie twierdzę, że 1000 znaków/100 słów wyrazi wszystko. Ale żeby pisać dużo, najpierw warto się przekonać, czy potrafi się napisać mało, a trafnie. Jeżeli potrafi się napisać dobre opowiadanie, jest szansa, że potrafi się napisać powieść (ale nie z tego dobrego opowiadania). Bo myślenie o utworze będzie podobne.

I tak, zdaję sobie sprawę, że istnieje np. styl poetycki, czy inny kwiecisty, rozbudowany. Niezwykle niebezpieczny - ponieważ w takim stylu najłatwiej przekracza się granicę między językiem i bełkotem. I jest to styl, który właśnie dlatego wymaga ogromnej precyzji sformułowań. I dlatego do precyzji staramy się Autorów zmuszać. Bo potem, kiedy zaczną poetyzować (damy Wam taką szansę, Autorzy), nie będą bełkotać, jak to się często zdarza.

Do wyrażenia się bardziej - zapraszam na Dowolne Warsztaty - każdy z Autorów, którzy się tu zaprezentowali, ma teraz prawo pokazać, jak naprawdę sobie radzi => bez ograniczeń narzuconych przez bandę wrednych RedAktorów. :))))
So many wankers - so little time...

Zabroniona

Post autor: Zabroniona » pn, 10 gru 2007 16:32

Mi teraz wyszło 1005, choć było podane że zrobiłam 1011. Ale jak już tłumaczyłam: po tym, gdy wkleimy pracę z Forum na worda, po każdej ostatniej literce w linii robi się nagle przerwa jednoliterowa. Trzeba ją tylko backspacem skasować. O, i dlatego wszystkim wyszło więcej, niźli sobie policzyli.

Pozwolę sobie odpowiedzieć na komentarze co do mojego dialogu.

Ebola
Jest pomysł, jest zamknięta całość. Nie ma realizacji. Poszczególne kwestie nie wynikają jedna z drugiej. Tak, jakby autorka, pocięła poszczególne kwestie a potem ułożyła bez ładu i składu.
O_o Kompletnie się nie zgadzam, jak to dialog ułożony bez ładu i składu? Poszczególne teksty nie wynikają jedna z drugiej? W jednym momencie tak jest, gdy żywy pyta o UFO – tu się zgodzę. Ale cała reszta jest ciągiem. Nie wiem dlaczego tak pomyślałaś, Ebolo. A i najbardziej się zdziwiłam, że nie ma realizacji. Pomyślałam, że skoro tekst ma być tak krótki to chcę, aby przez cały czas był ciekawy. A widać, trzeba było napisać tak jak zrobił to Lafcadio w Pożegnaniu(fajny tekst, rozśmieszył mnie), że na koniec jest dopiero Coś, co interesuje. Następnym razem będę mądrzejsza i puentę umieszczę na końcu. :)

Ika
Słabe... odpowiedź na pytanie: o czym to jest? Nastręcza jednak pewne trudności. Ciśnie mi się na usta: o niczym.
Dla mnie, nie będąc skromną, a szczerą, mój tekst jest w pierwszej czołówce. Najbardziej mnie rozśmieszył i trafił 100% w mój gust – no ale to normalne, bo przecież to ja go napisałam.
Trup zmartwychwstaje, i odkrywa przed żywym tajemnicę życia po śmierci, a Ty, szanowna Iko, twierdzisz, że tekst jest o niczym. Heh, niech Ci będzie, ale mam całkowicie odmienne zdanie. :) Niemniej jednak cieszę się za szczerą krytykę. Takie warsztaty wiele uczą, więcej niż pisanie wolnych opowiadań i umieszczanie ich na Niezależnych Warsztatach. :)

Małgorzata
Pewnie jestem kompletnie tępa, bo nijak nie wiąże mi się tytuł z treścią. Owszem, jest ta fraza powiedziana, ale dopasowania dopatrzyć się nie potrafię nijak. Riposty też niezbyt płynnie się ze sobą wiążą, IMAO, trzeba było ciąć elementy, ograniczyć wprowadzane informacje, bardziej skupić się na istotnych - że nie ma nic po życiu (to UFO można sobie było spokojnie darować). Za to "pozwolę sobie zemdleć" rozbawiło mnie. I jest historia. Nabałaganiona, ale jest. Brawo.
Racja, w sumie o UFO mogłam nie napisać. Ale nie mogłam się oprzeć, bo tak mnie najbardziej śmieszyło.
Co do tytułu: Zmartwychwstały właśnie dowiedział się, że Boga nie ma, ani piekła i nieba, bo przecież nikogo ani nic „tam”- czyli po śmierci, nie spotkał, a tylko czerń i gwiazdy, którą sam się stał.
Zmartwychwstały słyszał słowa „żywego”: „Panie świeć nad jego duszą”, a potem: „Na Boga, żywy trup!” – więc kiedy usłyszał, że szykuje się dla niego ostatnie pożegnanie, odpowiedział z kim tak naprawdę powinna się pożegnać ludzkość: „Żegnaj, to się pan z Bogiem”. Cholera no, myślałam, że to jest jasne, nie wiem jak prościej to wytłumaczyć. Dla mnie tytuł wiąże się z dialogiem, ale skoro jest niewystarczająco zrozumiały, no to już trudno. Mogłam wymyślić prostszy.

Jejku i nie wierzę, szanowna Małgorzata coś pochwaliła!!! :D Cieszę się niezmiernie.

Coleman
Troche mi sie przypomina podroz kapitana Stormfielda do nieba. Troche. Jest jakis pomysl, ale tekst chaotyczny. Koncowka nijaka.
Że jakiego kapitana Stromfielfda? Nic mi to nie mówi. A co do końcówki: nie wiedziałam, że całej szanownej komisyji chodziło, aby puenta była w ostatnim słowie. Następnym razem tak napiszę, aby koniec wyszedł Jakiś. ;)

Mort00s
No. Zdecydowałem się. Zagłosowałem na Zabronioną. "...żegnaj to się pan z Bogiem.". Jeden z nielicznych "żywych" dialogów :]. Większość (chyba łącznie ze swoim...) czytałem prawie zasypiając. Przy tym się obudziłem.
Cieszy mnie to bardzo a bardzo, że na mnie oddałeś swój głos, choć jest kilka innych dobrych prac. No i podziwiam Twoją samokrytykę. Nic, tylko się uczyć od Ciebie. :)

Kpiach
Dobre, zabawne, z fajnym zakończeniem. Ale i tak sobie ponarzekam. Uderzyło mnie zachowanie „żywego” bohatera. Najpierw dzielnie znosi, że mu klient ożywa, następnie pierwsze rzecz jaka mu przychodzi na myśl to pytanie o UFO, a na zakończenie, po głębokim namyśle, postanawia jednak zemdleć. Coś to, tego… Ale, tekst i tak ścisła czołówka.
„Żywy” na początku oniemiał i po prostu nie mógł się nadziwić, co widzi. Pyta się więc o to i owo niezbyt świadom co się dzieje, a kiedy zdaje sobie sprawę, że taka wiedza o życiu poza śmiercią i to czego właśnie jest świadkiem go przerasta, robi mu się słabo. Cieszę się, że mimo niejasności, tekst spodobał się. :)

Xiri
Lafcadio, chyba masz konkurencję ;p. Tekst ma i łapy, i ogon, a najważniejsze, że rozśmieszył mnie. Nie spodobała mi się jedynie ostatnia linijka: "Ja tymczasem zmyję ten makijaż." Dlaczego? Po prostu nie pasuje mi do reszty. Ale i tak otrzymujesz ode mnie 8+/10.
Jejku, dziękuję, jest mi bardzo miło, że tekst Cię rozśmieszył. To było dla mnie najważniejsze. Chciałam, aby tekst śmieszył mnie w równym stopniu co innych, ale jak widać trudno trafić do wszystkich. :)
Makijaż. Zmartwychwstały na początku bulwersuje się, że „żywy” go pindruje, czyli maluje pudrem jak do cyrku. Dlatego na koniec stwierdza, że skoro ma czekać, aż żywy sobie umrze i powróci do ciała jak on to zrobił wcześniej, w międzyczasie pozbędzie się tego okropieństwa z twarzy. :)

BlackHeart
Pomysł ciekawy i realizacja całkiem do rzeczy. Dwa drobne minusiki: pierwszy za zupełnie niepotrzebną wstawkę o UFO, a drugi za pewne niedopatrzenie - jeśli przed powrotem na ziemię powstrzymuje tylko trumna, to co się dzieje z tymi wszystkimi, których nie pochowano? Błąkają się gdzieś po ziemi? Nierealne troszkę (żeby nie powiedzieć: "nielogiczne" ;) )
Zgodzę się z tym UFO, prawie każdy mi wypomina :] A co do twojego spostrzeżenia, to a bo ja wiem? :) Muszę się przyznać, że tekst traktowałam z przymrużeniem oka, po prostu mnie śmieszył i rzeczywiście nie pomyślałam bardziej logicznie. :)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pn, 10 gru 2007 17:06

Racja, w sumie o UFO mogłam nie napisać. Ale nie mogłam się oprzeć, bo tak mnie najbardziej śmieszyło.
Z kim, Autorko, chcesz się komunikować przez swój utwór?
Co do tytułu: Zmartwychwstały właśnie dowiedział się, że Boga nie ma, ani piekła i nieba, bo przecież nikogo ani nic „tam”- czyli po śmierci, nie spotkał, a tylko czerń i gwiazdy, którą sam się stał.
Zmartwychwstały słyszał słowa „żywego”: „Panie świeć nad jego duszą”, a potem: „Na Boga, żywy trup!” – więc kiedy usłyszał, że szykuje się dla niego ostatnie pożegnanie, odpowiedział z kim tak naprawdę powinna się pożegnać ludzkość: „Żegnaj, to się pan z Bogiem”.
No, i właśnie dlatego nie wyszło powiązanie. Stosując tę metodę, równie wymowny (lub niewymowny) byłby tytuł, który powtarza inną kwestię dialogu.
Poza tym, zwracasz uwagę na to zdanie, ponieważ umieszczasz je w tytule. I odbiór idzie nie po kontekście z utworu, ale po rozumieniu dosłownym, interpretacji pierwszej, którą odbiorca sobie zafiksuje => rozkaz, by pożegnać się z Bogiem. Siłą rzeczy, czytelnik będzie miał prawo oczekiwać, że utwór zmierzać będzie do rozszerzenia tej interpretacji - do wzbogacenia jej o treści, jakie doda Autorka, do zrozumienia, co Autorka przez ten rozkaz rozumie. Oczekiwanie będzie, że utwór stanie się ilustracją takiego tytułu.

Autorka jednak nie daje nic, oprócz powtórzenia tytułowego stwierdzenia w ripoście dialogu. Ot, zwykła odzywka. Tytuł bez znaczenia. Rozczarowanie w odbiorze, dysonans.

Zresztą, pytanie, jakie mi się nasuwa: o czym jest ten utwór? O pożegnaniu z Bogiem, jak wskazywałby tytuł? Skądże, przecież Boga nie ma i nigdy nie było w tym utworze. O zmartwychwstaniu... (w ujęciu na wesoło).

Ale gdybyś zatytułowała w taki sposób, by oddać rzeczywisty temat utworu... No, cóż. Nie byłoby realizacji tematu zadanego, czyż nie? Nagięłaś, IMAO. I wyszło sztucznie.
Cholera no, myślałam, że to jest jasne, nie wiem jak prościej to wytłumaczyć. Dla mnie tytuł wiąże się z dialogiem, ale skoro jest niewystarczająco zrozumiały, no to już trudno. Mogłam wymyślić prostszy.
Ale wiąże się w sposób, który niczego nie wnosi, niczego nie wyjaśnia. Jedynie się powtarza zdanie z dialogu w tytule. Stąd właśnie poczucie mam, że to jest powiązanie na siłę, brak mi zrozumienia, dlaczego to zdanie jest ważniejsze od np. "A tam trup!" (też z Twojego utworu, Zabroniona), czy każdego innego. Jakie ma znaczenie dla utworu właśnie to jedno zdanie, skoro wyróżniłaś je do tytułu? Szczególnie, że do treści ma się nijak - treść opowiada o zmartwychwstaniu humorystycznie. Co ma do tego pożegnanie z Bogiem, który na dodatek nie istnieje?
Oprócz, oczywiście, realizacji tematu zadanego, który to w innym przypadku nie byłby zrealizowany zapewne. :P:P:P

edit:
A co do końcówki: nie wiedziałam, że całej szanownej komisyji chodziło, aby puenta była w ostatnim słowie. Następnym razem tak napiszę, aby koniec wyszedł Jakiś. ;)
Puenta, mówiąc prościej, to podsumowanie trafne utworu lub wypowiedzi. Zamknięcie, z technicznego i strukturalnego punktu widzenia. Po puencie nie trzeba już nic dodawać. Dlatego jest taka fajna. I dlatego raczej nie spotyka się jej w środku krótkich utworów, a w długich utworach, puenty nie padają zbyt często w środku epizodu, lecz właśnie na końcu. Bo podsumowania tam jest naturalne miejsce. Ot, nic dodać - nic ująć, to puenta właśnie... :))))
So many wankers - so little time...

Zabroniona

Post autor: Zabroniona » pn, 10 gru 2007 17:39

Ano racja, tytuł nie pasuje. Przekonałaś mnie, Małgorzato. Tylko teraz nie mam pojęcia jak nazwać mój dialog, aby nie było krzyków i zawodów? „Zmartwychwstanie”, albo „Tam i z powrotem” ?

Edit: A ja tak jeszcze chciałam ogólnie do Wszystkich Warsztatowiczów. Sprawdzałam jakie opinie o danym tekście ma każdy, kto się wypowiedział. I co? Sprzeczności takie, że ho ho! Także, oczywiście uczmy się na krytykach i wytkniętych błędach, ale nie zrażajmy się, że komuś się nie podobało i nam nie wyszło. W takich konkursach(we wszystkich znaczy) zazwyczaj przemawiają po prostu gusta, wiadomo, że temu się spodoba historia, drugiemu wcale, a tamten zachwyci się nad stylem, ale pomysł będzie uważał za kiepski. Tak to już jest, i brawa dla tego, który przemówił do większości. :)

Awatar użytkownika
Mort00s
Fargi
Posty: 355
Rejestracja: czw, 04 paź 2007 21:39

Post autor: Mort00s » pn, 10 gru 2007 17:55

"Tam i spowrotem" brzmi lepiej.
Bebe pisze:Chciałbyś przeczytać więcej takiego dialogu jak na przykład napisała Hitokiri albo Buka?
To troszkę przegięcie... Nie można ocenić czyjejś twórczości po 100 wyrazach. Może dopiero po kilku tekstach na Warsztatach. Jak już wspomniałem można było napisać X różnych dialogów. A nóż komuś brakło weny, a chciał coś podrzucić. Owszem mógł nic nie podrzucać. Ale chciał.
BlackHeart pisze:W dłuższych formach jest miejsce na przedstawienie postaci, na opis otoczenia, na wdrożenie czytelnika w fabułę.
A może Hitokiri i Buka piszą świetne opisy? Tego nie wiemy. Na razie wiemy tylko, że dialogi wyszły im słabo. Te dwa dialogi. Nie wiesz, czy na pewno będziesz się nudzić, czytając ich większe dzieła.

I zgadzam się z Zabronioną. Większości podobał się tekst Lafcadia. Zaś mi do gustu nie przypadł. Trudno.
Ika pisze:Ciśnie mi się na usta: o niczym.
Odnoszę wrażenie, że napisałaś to, po prostu dla zasady. Jak dla mnie "o niczym" jest równoważne do beznadziejny, fatalny, okropny, tragiczny itd.
"Gdy walczysz z potworami, uważaj by nie stać się jednym z nich.
Gdy patrzysz w otchłań, ona również patrzy i w Ciebie."

Friedrich Nietzsche

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pn, 10 gru 2007 17:58

Zabroniona pisze:Ano racja, tytuł nie pasuje. Przekonałaś mnie, Małgorzato. Tylko teraz nie mam pojęcia jak nazwać mój dialog, aby nie było krzyków i zawodów? „Zmartwychwstanie”, albo „Tam i z powrotem” ?
"Wstań i idź"? :P:P:P
To nie kwestia krzyków, ale zawodu w odbiorze. Tytułem wprowadzasz pierwszy sygnał: o czym będzie utwór, na co zwrócić uwagę, jaki będzie klucz interpretacyjny. Tytuł jest niezwykle ważny. Warto przemyśleć wielokrotnie.
Zabroniona pisze:Sprawdzałam jakie opinie o danym tekście ma każdy, kto się wypowiedział. I co? Sprzeczności takie, że ho ho! Także, oczywiście uczmy się na krytykach i wytkniętych błędach, ale nie zrażajmy się, że komuś się nie podobało i nam nie wyszło. W takich konkursach(we wszystkich znaczy) zazwyczaj przemawiają po prostu gusta, wiadomo, że temu się spodoba historia, drugiemu wcale, a tamten zachwyci się nad stylem, ale pomysł będzie uważał za kiepski. Tak to już jest, i brawa dla tego, który przemówił do większości. :)
Odbiór i gusta są niepowtarzalne, jak odciski palców. I przydatna jest znajomość, jakie te gusta i odbiory są u innych - to jak badania jakościowe dla reklamy. Dają pojęcie o skali, ale nie mówią nic o uśrednieniu. I nie wolno uśredniać danych jakościowych. Od tego są ilościówki, czyli statystyki. To, czego można się dowiedzieć z takich opinii: jak różny może być odbiór i interpretacja. Albo jak jednolity :P
Statystykę wyznaczy ankieta. I obraz Autor będzie miał w miarę pełny o swoim utworze.
Tak tylko ostrzegam, bo częstym błędem jest próba uśredniania opinii typu: podoba się/nie podoba się.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
zyto
Mamun
Posty: 165
Rejestracja: wt, 01 maja 2007 17:08

Post autor: zyto » pn, 10 gru 2007 18:03

Najlepsze Lafcadia i Kpiacha. Podczas czytania wybijają się przed resztę, a prezentują zupełnie co innego. Pierwszy to raczej żarcik z nastawieniem na zaskakującą puentę, zawierający może promil historii. Nie pasuje wtrącenie o eksploracji oceanów i kosmosu. Drugi, według mnie, najlepszy fabularnie z całej grupy zakwalifikowanych, aczkolwiek język trochę czasem zazgrzytał. Przekroczona liczba znaków.

Nie było łatwo, ale, po dłuższym namyśle, mój głos idzie do Lafcadia.
Here's Johny.

Awatar użytkownika
Mort00s
Fargi
Posty: 355
Rejestracja: czw, 04 paź 2007 21:39

Post autor: Mort00s » pn, 10 gru 2007 18:08

Małgorzata pisze:tytuł jest niezwykle ważny. Warto przemyśleć wielokrotnie.
Właśnie! Bo, jak widzę wszędzie to "Pożegnanie"...
Małgorzata pisze:Statystykę wyznaczy ankieta.
Zabroniona pisze:...choć jest kilka innych dobrych prac.
No właśnie. Teksty fajne są trochę pokrzywdzone przez te bardzo fajne. Jeśli nie oddałbym na Ciebie głosu byłabyś na tej samej pozycji, co np. marq12, czy też ja. A nie ma co porównywać, Twój dialog jest o wiele lepszy (co wynika z samych komentarzy). A mimo to... głosów zero. Albo tekst KPiacha. Czy nie należy mu się chociaż jeden mały glos?
"Gdy walczysz z potworami, uważaj by nie stać się jednym z nich.
Gdy patrzysz w otchłań, ona również patrzy i w Ciebie."

Friedrich Nietzsche

Awatar użytkownika
KPiach
Mamun
Posty: 191
Rejestracja: śr, 18 sty 2006 20:27

Post autor: KPiach » pn, 10 gru 2007 19:14

Dziękuję wszystkim za opinie i pochwały. Te ostatnie zawsze mile łechcą człowieka ;)

A teraz w kwestii formalnej. Napisałem zaraz po otwarciu wątka do Kiwaczka na priva, ale Go nie widzę, więc pewno zajęty. Sprawa dotyczy limitu znaków. Wydawało się, że przekroczenia, które szacowne Mendy wykazały są niewielkie, ale co i rusz w komentarzach pojawia się wszystko fajnie ale przekroczony limit, a można było przyciąć bez problemu. Kochani, wydaje mi się, że problem wynika z tego, że Mendy użyły programu, który do znaków doliczył CR i LF na koniec każdej linijki zakończonej enterem. U mnie daje to doadatkowo 40 znaków (20 linii dialogu) i w efekcie żółtą kartkę za 1035 znaków.
Myślenie nie boli! Myślenie nie boli! Myślenie... AUĆ! O, cholera! To boli!

marq

Post autor: marq » pn, 10 gru 2007 19:16

Jeszcze raz w swej sprawie :)

Debiut – brak doświadczenia i wyczucia realiów - przyszło zapłacić frycowe, ;) żeby może kiedyś było lepiej. Spodziewałem się tego i byłbym zaskoczony entuzjastyczniejszym ;) przyjęciem, ale jedna rzecz mnie trochę przy tym bawi.
Wiedziałem. Jeszcze przed przeczytaniem pierwszych komentarzy domyśliłem się, że strzeliłem gafę nie umieszczając choćby drobnego elementu zahaczającego o fantastykę. Niektórzy daliby mi za to plus, ;) nie za duży, ale przynajmniej jeden. Wystarczyło przecież napisać, że ona to ogrzyca, a on - elf i zrobiłoby się ciekawie. Ludzie są banalni. A miłość międzygatunkowa, to jest coś i może nieść problemy. Wtedy pewnie byłoby łatwiej zauważyć, że bohaterka jest w rozterce, szarpie się, mówi, a właściwie krzyczy: Tak! By zaraz przyznać: Nie, nie wiem. Ale muszę... Że z biegiem dialogu mówi w zdenerwowaniu coraz krótszymi zdaniami, równoważnikami. I że na końcu jednak dostrzega coś wartościowego w swoim mięczakowatym elfie. Mięczakowatym, bo facet z dialogu jest słaby – świadczy choćby o tym jego sposób mówienia, niekończenie zdań, to że się łatwo wycofuje, że jego jedynym orężem jest wiersz, a nie konkrety.
Tak widziałem ten tekst, kiedy go napisałem. Obawiałem się zarzutu łopatologi zastosowanej do banalnej historyjki, bo banalna jest ci ona, a tu wyszło, że nie wiadomo o co chodzi. :) Ew. złym słowem toto nakreślone.
Ika pisze: Doskonałym przykładem jest tu tekst marq12 wraz z tłumaczeniem autora, co w tym tekście zostało powiedziane. A właściwie nie zostało – autor musiał dodać wyjaśnienie. A nie zostało, bo autor nie wiedział jak zawrzeć w tekście to, co chciał powiedzieć i jakich słów użyć.
Byłoby jednak bufonadą i głupotą z mojej strony lekceważyć zdanie czytelników. Pozostałoby mi wtedy tylko pisanie do szuflady, a to nie przynosi tyle frajdy.
Pisanie, to moje nowe hobby, więc każda lekcja jest dla mnie ważna. A na ile ta była cenna, to może pokaże przyszłość. ;)

Mort00s, nie załamuj się :) Twój dialog nie jest najlepszy w tej całej kolekcji, ale przynajmniej na jeden plusik zasługujesz i ode mnie go masz :) (mimo że przed "i" niepotrzebnie postawiłeś przecinek w ostatnim zdaniu ;) )

Edit\dodany ostatni akapit skierowany do Mort00sa

Awatar użytkownika
Buka
C3PO
Posty: 828
Rejestracja: sob, 13 paź 2007 16:55
Płeć: Kobieta

Post autor: Buka » pn, 10 gru 2007 19:31

Ja na razie tylko przelotem, zaraz przysiądę nad wątkiem, ale jedna ważna sprawa - nie przekroczyłam limitu. Mam 99 słów. Jeśli ktoś by się się uparł i chciał liczyć tytuł, to mam 100.

Awatar użytkownika
Bebe
Avalokiteśvara
Posty: 4592
Rejestracja: sob, 25 lut 2006 13:00

Post autor: Bebe » pn, 10 gru 2007 19:31

Najpierw drobna uwaga:
Mort00s pisze:"Tam i spowrotem" brzmi lepiej.
A nóż komuś brakło weny
Z powrotem.
A nuż. Bo a nóż to widelec.
Mort00s pisze:Nie można ocenić czyjejś twórczości po 100 wyrazach. Może dopiero po kilku tekstach na Warsztatach.
Można. I przeczytałam już wystarczająco dużo tekstów dwóch zacytowanych osób, żeby znać ich styl. Uważam, że niestety nieprzypadkowo wypadły tutaj nijako. Czeka je dużo pracy po prostu. Dlatego odrzucam Twój argument, że nie wiem jak piszą dłuższe teksty - bo wiem.
Mort00s pisze: Odnoszę wrażenie, że napisałaś to, po prostu dla zasady. Jak dla mnie "o niczym" jest równoważne do beznadziejny, fatalny, okropny, tragiczny itd.
IMHO masz rację w odczuciach. O niczym to znaczy fatalny i okropny. Bo czytelnik nie będzie tego czytał sam z własnej woli, tylko rzuci książką przez pół pokoju a potem będzie przeklinał dzień, w którym ją kupił.

Drodzy Autorzy, popadacie właśnie w zbędny Wam samozachwyt. Zabroniona i Mortoos szczególnie. Wasze własne teksty podobały Wam się najbardziej? Musicie wyjaśniać, o co Wam chodziło? W takim razie wniosek jest jeden - napisaliście teksty dla siebie, we własnym hermetycznym światku skojarzeniowym. Nie napisaliście dla nas, czytelników. Czytelnik dostaje Wasze teksty bez klucza interpretacyjnego, więc nie wie, o co mogło Wam chodzić. Jeżeli czegoś nie ma w tekście, a powinno tam być - to znaczy, że źle to napisaliście. Na Warsztatach Tematycznych nie ma usprawiedliwiania się: "ale mnie chodziło o to i tamto". Skoro nie wynika to z tekstu, to tego nie ma, opowiadanie / dialog nie broni się sam.

A ja jestem naprawdę i szczerze zaskoczona Waszym samozachwytem. Taki element nie występował w poprzednich edycjach Warsztatów. A tutaj, pomijając zaledwie parę osób, nie ma się czym zachwycać.
Z życia chomika niewiele wynika, życie chomika jest krótkie
Wciąż mu ponura matka natura miesza trociny ze smutkiem
Ale są chwile, że drobiazg byle umacnia wartość chomika
Wtedy zwierzyna łapki napina i krzyczy ze swego słoika

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pn, 10 gru 2007 19:44

Buko, nie wiem, czy to nie ten sam problem, o którym mówi KPiach. Jeżeli tak, to jestem bezsilna. Usunęłam spacje na końcówkach zdań, żeby sprawdzić, czy Word ich czasem nie liczy osobno, ale nie. Wynik mi się nie zmienia - 111 wyrazów.

Na wszelki wypadek dokonałam eksperymentu. Wzięłam wprawkę, którą przygotowałam w Wordzie, wstawiłam na FF do posta, a następnie stamtąd wzięłam i skopiowałam dokładnie w ten sam sposób, jak postąpiłam z Twoim tekstem. Policzyłam wyrazy przed i po. Licznik nadal wskazywał w obu przypadkach tę samą liczbę, choć formatowanie przeszło ze standardowego w postbody. Nie wiem, co jest nie tak. :(((

BTW. Nie wiem, jak zrobić screena, więc nie mogę tego udowodnić jak Xiri.
Ostatnio zmieniony pn, 10 gru 2007 19:45 przez Małgorzata, łącznie zmieniany 1 raz.
So many wankers - so little time...

Zablokowany