WT II - drabble

Moderator: RedAktorzy

Zablokowany
Awatar użytkownika
mirael
Mamun
Posty: 187
Rejestracja: sob, 13 paź 2007 22:59

Post autor: mirael » pt, 11 sty 2008 08:14

Buko(staram sie odmieniwać:P) Ja właśnie tego też pewna nie jestem, sygnalizuje tylko że tu włączył mi sie niebezpieczny często w skutkach proces myślenia. Czy co gorszego:P Szczur patrzący na swoje ciało wydał mi sie łopatologiczny, może przesadzam, bo szukam błędów w tekście naprawdę dobrym:)

Talto Przepraszam bardzo <zawstydzona>
..::Reality Is Almost Always Wrong::..

Komu potrzebna jest inteligencja, świadomość i takie tam podobne?

Awatar użytkownika
Mort00s
Fargi
Posty: 363
Rejestracja: czw, 04 paź 2007 21:39

Post autor: Mort00s » pt, 11 sty 2008 08:57

Szczur patrzący na swoje ciało wydał mi sie łopatologiczny
Co jest złego w zmutowanym szczurze, który przygląda się swojemu ciału, bo nie rozumiem?
"Gdy walczysz z potworami, uważaj by nie stać się jednym z nich.
Gdy patrzysz w otchłań, ona również patrzy i w Ciebie."

Friedrich Nietzsche

Awatar użytkownika
Meduz
Cylon
Posty: 1138
Rejestracja: ndz, 19 lis 2006 21:59

Post autor: Meduz » pt, 11 sty 2008 09:38

Co jest złego w zmutowanym szczurze, który przygląda się swojemu ciału, bo nie rozumiem?
- pewnie chodzi o to, że zachowuje się jak narcyz;-D
A poważniej to przypuszczam, że mirael uważa ten fragment za zbędny, jako takie dopowiedzenie do rzeczy oczywistej. A po prostu Ona wcześniej domyśliła się puenty i uważa, że dla każdego czytelnika zakończenie jest oczywiste, więc nie trzeba go wykładać tak dosłownie. Ale nie każdy czytelnik jest tak inteligentny jak mirael;-D
A poza tym mirael musi (chyba) się do czegoś przyczepić, bo inaczej dzień ma zepsuty;-D (to tylko żart,żart i jeszcze raz żart;-D)
Meduz Kamiennooki

- Lepiej się spytaj, co to daje?
- A co zabiera?

Awatar użytkownika
mirael
Mamun
Posty: 187
Rejestracja: sob, 13 paź 2007 22:59

Post autor: mirael » pt, 11 sty 2008 15:13

Nie chodzi mi o to że jestem inteligentna i sie domyśliłam. Uważam, że wystarczy stwierdzenie, że "my szczury jesteśmy lepsze". Czytelnik uwierzy, że bohaterem jest szczur - nie będzie miał wyboru:P Nie trzeba mu udowadniać, że przecież ma ogon i owłosione ciało wiec to na pewno szczur. Tak myślę, a że sie czepiam, fakt. Teksty są dobre więc nie pozostaje nic poza czepianiem sie szczegółów.
..::Reality Is Almost Always Wrong::..

Komu potrzebna jest inteligencja, świadomość i takie tam podobne?

Awatar użytkownika
Meduz
Cylon
Posty: 1138
Rejestracja: ndz, 19 lis 2006 21:59

Post autor: Meduz » pt, 11 sty 2008 16:19

Faktem jest, że zaskoczenie byłoby większe, gdyby nic wcześniej nie sugerowało, że bohater jest szczurem. ;-D
Meduz Kamiennooki

- Lepiej się spytaj, co to daje?
- A co zabiera?

Awatar użytkownika
mirael
Mamun
Posty: 187
Rejestracja: sob, 13 paź 2007 22:59

Post autor: mirael » pt, 11 sty 2008 18:21

Zaskoczenie tak, ale tekst musi być też, przede wszystkim spójny. Jakiś przesadzonych podpowiedzi nie było, aż do spojrzenia na ciało. Moim zdaniem niepotrzebnego. (może ja sie mylę)
:)
..::Reality Is Almost Always Wrong::..

Komu potrzebna jest inteligencja, świadomość i takie tam podobne?

Awatar użytkownika
Marcin Robert
Klapaucjusz
Posty: 2034
Rejestracja: pt, 20 lip 2007 16:26
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Marcin Robert » pn, 21 sty 2008 17:43

Najwyższy czas także na moje podsumowanie. Najpierw jednak pragnę podziękować wszystkim, którzy przeczytali i skomentowali mojego drabelka: Buce, Mort00sowi, Eboli, Hitokiri, Avlinn, Bakalarzowi, podzjazdem, Nathowi, marinho, krezce, dwęgielkowi, ChoMooNowi, Paciakutkowi, BMW, Zabronionej, Ice, Ignatiusowi Fireblade, Wolfiemu, KPiachowi oraz mirael (ufff, mam nadzieję, że nikogo nie pominąłem i nie przekręciłem żadnego nicka :) ).

Często wskazywany mi brak mocnego zakończenia skomentowałem już w innym miejscu. Widać muszę nad tym jeszcze popracować. A teraz chciałbym bardziej szczegółowo odnieść się do kilku komentarzy:
Mort00s pisze:I jedno pytanie: kiedy toczy się akcja? Bo 30 lat temu nie było gimnazjów.
To jest właśnie jeden z elementów fantastycznych: skoro obecni absolwenci gimnazjów są przed trzydziestką, w takim razie można stąd wywnioskować, że akcja opowiadanka dzieje się w przyszłości (względnie w jakimś świecie alternatywnym).
dwęgielek pisze:Doprawdy nie dostrzegam w tym tekście ani sf, ani fantasy, ani horroru.
Pomysł "Wpadki" narodził się z banalnej obserwacji, iż każdy przeciętnie inteligentny człowiek jest w stanie wymyślić uzasadnienie dla dowolnego swojego postępku i jeszcze w te swoje uzasadnienia wierzyć bardziej niż Fidel Castro w komunizm. Ale to faktycznie za mało, żeby moje opowiadanie można było uznać za coś więcej niż utwór obyczajowy. Tak się jednak składa, że zawarłem w nim coś więcej:

1. W otaczającym nas świecie "zasięg rażenia" wspomnianych uzasadnień jest niewielki. Wierzy w nie przede wszystkim sam zainteresowany, mogą w nie wierzyć jego przyjaciele, ale inni ludzie niekoniecznie. Natomiast w świecie, który opisałem każdego obywatela uczy się - i to już na poziomie gimnazjalnym - takiego konstruowania owych uzasadnień, aby były one przekonujące dla każdego, nawet dla bezstronnego lub uprzedzonego urzędnika. Oczywiście (i to jest ukryte założenie, niezbędne, aby świat przedstawiony uznać za sensowny) inni ludzie muszą być tak wychowani - czy też wytresowani, jak kto woli - aby byli oni w stanie bez zastrzeżeń uznać, że poprawnie skonstruowane uzasadnienie jest prawomocne także wtedy, gdy dotyczy kradzieży lub zabójstwa. I to właśnie jest główny element fantastyczny zawarty w moim dziełku. Wziąłem po prostu pewną cechę naszego świata i znacznie ją wzmocniłem.

2. Drugi z elementów fantastycznych - związany z czasem lub miejscem akcji - wspomniałem w odpowiedzi Mort00sowi.
Wolfie pisze:Wszystko gra, prócz tego, że ani mroku, ani butelek po wódce nie widać.
Wyobraźcie sobie w takim razie temat: "Przeżycia mężczyzny w średnim wieku wchodzącego w smugę cienia". Czy naprawdę jedyną sensowną jego realizacją będzie opisanie historii czterdziestolatka, który schronił się w cieniu drzewa, aby ukryć się przed słońcem zanadto przypiekającym jego łysiejącą głowę?

Co do zakończenia: Cóż, okazuje się, że nawet w tak wspaniałym świecie mogą pojawić się jakieś przeszkody. Zbyt pewny siebie bohater o nich zapomniał. A zestawienie ostatniego i przedostatniego zdania miało wprowadzić tak oczekiwany przez wszystkich element zaskoczenia. Czyżby niezbyt mi się to udało?

Awatar użytkownika
marinho
Mamun
Posty: 113
Rejestracja: wt, 27 mar 2007 23:29

Post autor: marinho » pn, 21 sty 2008 20:48

Marcin
Według mnie ci się udało. Chyba napisałeś najbardziej oryginalną wariację tematu. Co prawda nie wiem, czy bym się skusił na dłuższy tekst o głównym bohaterze (wolałbym film, z Leonardem Di Caprio nawet xD), ale robotę wykonałeś właściwie, a największy plus to oryginalność.

ChoMooN
Oczywiście pomyliły mi się peunty, muszę sprostować :)
Oczywiście historia zyskuje, jeżeli okazuje się, że żona mieszka w trumnie :)

Ignatius Fireblade
Wielkie dzięki, jednak ktoś odebrał tekst w sposób jaki myślałem, że będzie odbierany ;]
Materia jest plastyczna w obliczu Umysłu.

Awatar użytkownika
ChoMooN
ZakuŻony Terminator
Posty: 246
Rejestracja: pt, 03 lis 2006 23:08

Post autor: ChoMooN » wt, 22 sty 2008 11:57

marinho pisze:ChoMooN
Oczywiście pomyliły mi się peunty, muszę sprostować :)
Oczywiście historia zyskuje, jeżeli okazuje się, że żona mieszka w trumnie :)
łał... przeinterpretowałeś to już poza moją autorską intencję... aż sam przeczytałem to co napisałem pod tym kątem... i zostaję przy oryginalnej koncepcji: "zapijaczony Zombi tęskniący do swojej żony" :)
Wszędzie dobrze, ale gdzie dwóch się bije, tam raki zimują.

Mój blog w znajdziesz dokładnie pod "WWW". Tu niżej między tymi innymi buttonami.

Awatar użytkownika
Meduz
Cylon
Posty: 1138
Rejestracja: ndz, 19 lis 2006 21:59

Post autor: Meduz » wt, 22 sty 2008 15:46

Pragnę podziękować wszystkim, którzy dorzucili swój kamyk do ogródka zwanego komentarz. Wasze uwagi dały mi sporo do myślenia, oj sporo;-D
Meduz Kamiennooki

- Lepiej się spytaj, co to daje?
- A co zabiera?

Awatar użytkownika
Bakalarz
Stalker
Posty: 1990
Rejestracja: pn, 01 sty 2007 17:08

Post autor: Bakalarz » wt, 22 sty 2008 16:19

Dzięki za wszystkie uwagi :)
Sasasasasa...

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pt, 15 sie 2008 22:02

No, to przyszedł czas na mnie. Nadrabiać zaległości. Uprzedzałam dawno temu, że będę pojawiać się i znikać.
Wróciłam. Zawsze wracam. :)))

Sprawdziłam i wychodzi, że jeszcze nie komentowałam tego zestawu. No, to najwyższy czas. Po kolei, jak leciało w postach Kiwaczka.
Notabene: jeżeli coś powtarzam po Przedpiścach, przepraszam. Memoria fragilis zawodzi.
No, to jechamy...

Lukan: Wampirzy kac

Po pierwsze – pomysł. To jest fanfick. Znaczy, Autor kreatywnie nie wyrobił, własnego uniwersum nie wykreował. W fantastyce – to grzech śmiertelny, bo fantastyka opierać się powinna na kreatywności, na wizji Autora.
Po drugie – język.
Śmierć, mrok i butelki po wódce, to było uczucie
Co to za uczucie: butelki po wódce?
Słyszę jak ktoś ostrzy kołek! Nie!!! Co wy! Ludzie!!!
Pomijając raczej żałosną próbę ekspresji przez liczbę wykrzykników, który to zabieg jest prymitywny, zastanawia mnie, jak szybko się mnożą te „ktosie”. Nie będę robić wykładu o wytrychu stylistycznym, jakim jest ktoś/coś. Dość rzec, że przy budowaniu nastroju grozy winno się zaimków owych unikać jak zarazy. Inne błędy chyba już Wirus wskazał wyraziście, więc nie będę powtarzać.

Po trzecie – struktura. Zmiana perspektywy – dobry zabieg na zbudowanie puenty. Pod warunkiem, że wiadomo, o co chodzi. A ja nie wiem. Nawalony narrator, który zapewne ma być wampirem, bo się boi kołka, ma kaca. A potem się okazuje, że załatwiła go wódka (wampira?!) i Van Helsing. Naciągane mocno, Autorze, komizm nie wybrzmiał ani trochę.

Znaczy, słabo. I do piachu.

Paciakutek: Ciemność w butelkach

Pomysł świetny, bo prosty. Podoba mi się, że nie sięgnęłaś literalnie po temat. W niedopowiedzeniach i wieloznacznościach tkwi klucz do dobrych kreacji i Ty o tym wiesz, Autorko. Wykonanie językowe – bez zastrzeżeń, za wyjątkiem uwagi, że zdania zależne w złożeniach winien oddzielać przecinek, np.
Pierwszym[,] co pamiętam, po tym[,] jak się ocknąłem
Wiecie, to smutne[,] ale czasem bywa tak
I tak, on umarł[,] a ja rozwinąłem skrzydła
To drabble, zatem nie jest zarzutem, że jest wyłącznie narracyjne, jednak nad tym pomysłem pokombinowałabym tak, żeby zrobić akcję. Wówczas końcowe zdanie nie będzie sprawiało wrażenia nieco wysilonego.

ChoMooN: Na cmentarzu
Bardzo dobre, Cho. Znakomite. Z elementem zaskoczenia, z puentą. Dobry pomysł, wygrany na stereotypie, który potem prześlicznie łamiesz. To jedna z najlepszych metod zrobienia dobrej puenty.
Wykonanie językowe bez zastrzeżeń. Żadnych ulepszeń nie proponowałabym. Nie śmiałabym.

Dwęgielek: Demon rozpusty
Językowo tak sobie.
Nikłe promienie słońca wyrysowały w nogach łóżka ciało kobiety.
To nawet nie jest mącipole czy skrót myślowy, to zwyczajny bełkot. Poetyzować trza z głową, Autorze. Czytając to zdanie zastanawiałam się, czy na szybie, przez którą wpadały promienie słońca nie znajduje się jakiś przedmiot, który ma kształt kobiety. Naprawdę się starałam, jak widzisz. Ale przecież nie o to Ci chodziło, żeby na ziemi widoczny był cień, czy coś podobnego. Znaczy, niedobre obrazowanie wyszło.

Robienie udziwnień przez imiona własne – to prymitywny zabieg i nigdy nie będę go popierać. Czy jak zamiast Almord (czy jakoś tak) będzie Andrzej, to zmieni się wymowa? Wierz mi, Autorze, nie. Przy dobrych układach, można nawet wygrać na tym większe napięcie, większe emocje.

I tym sposobem płynnie przejdźmy do najważniejszego, czyli napięcia. W drabble’u, z uwagi na krótkość formy, puenta może być w dwóch miejscach i tylko w tych miejscach wybrzmi: na początku lub na końcu. U Ciebie jest w środku – pewnie dlatego drabble wyszło tak słabe.
Puentą w tym utworze powinno być to:
Brutalny egzorcyzm.
Poza tym, nie jest łatwo domyślić się, o co chodzi w Twoim tekście, Autorze. Kolejność trzeba było dać inną. Budzi się facet (z kacem lub bez), pojawia się ciało kobiety, nieruchomej, pewnie (sugestia) martwej, facet się nie dziwi, kolejna sugestia, że to dla niego żadna nowość, zakłada koloratkę, wyciąga krzyż z oczodołu leżącej kobiety, pada puenta. Wtedy powinno wyjść nieźle, IMAO.
Teraz nie wyszło. Nic a nic.

Czyli - do piachu.

Wolfie: Nic osobistego

Językowo bez zastrzeżeń, sprawnie, stylizacja nawet jest. Ale tak poza tym, to scenka, epizod, a nie drabble. Zamiast opisywać uniwersum tak szczegółowo, Autorze, trzeba było sobie odłożyć parę słów na nakreślenie sytuacji. Ponieważ tak naprawdę, nie wiem, na czyje zlecenie dokonano zabójstwa i dlaczego. Zero puenty, zero elementu zaskoczenia dla mnie, tylko niedosyt. I nie mam pomysłu, jak to zmienić. Za mało danych.

Ale tytuł fajny.

Co nie zmienia wyroku - do piachu tekst.

marq12: W biały dzień

Dobry pomysł na odwrócenie i element zaskoczenia – znowu wprowadzenie czytelnika w maliny sugestią błędną. Jak mówiłam, to dobra metoda na robienie zaskoczeń. Problem w tym, żeby było wiadomo, o co chodzi. A zachowanie dziewczyny jest tak koszmarnie sztuczne, że poza zasięgiem poznawczym moim. I końcówka zdaje się sztywna.
Zenek stanął chwiejnie i mrugnąwszy do kumpli, musnął ustami policzek dziewczyny. Nie uciekła. Zarechotał.
– Widzisz? Dobrze się opisałem...
Ogarnięta mrokiem, nie zdążyła odpowiedzieć.
Spróbujmy zatem pogmerać. Wyjdzie o jedno słowo za dużo, ale mogę to wyrównać przez odcięcie wyrazu w reszcie tekstu (bez problemu).
Zenek wstał chwiejnie i mrugnąwszy do kumpli, musnął ustami policzek dziewczyny. Nie uciekła. Osunęła się bez życia na ziemię. Zarechotał.
– Widzisz? Dobrze się opisałem...

Ot, dla lepszego wybrzmienia, jak myślę.

Niestety, niedorobiony pomysł. Mogło być lepiej - padło na kreacji.
A ja dzisiaj jestem binarna. Znaczy: do piachu.

Bakalarz: Uczucia zamknięte w kieliszku wódki
Odwracają się czując na plecach czyjś wzrok.
Za to powinno się chłostać, a potem solą posypać rany. Za ten „czyjś” (oraz wszystkie "jakieś" też - że tak ogólną uwagę rzucę). Brzydki wytrych. Nie do drabble’a. A tak dobrze szło – nastrój pijacko-podniosły był do tego momentu i jakoś zdzierżyłam. Potem się, jak to mówi mój progenitura, sypło.
białka oczu lśnią przerażeniem.
Nie wiem, czemu białka tylko, a nie całe oczy? Bo jeżeli z przerażenia błysną białka oczu, to jeszcze rozumiem – przenośnia na rozszerzenie oczu ze strachu, odruch, fizjologia. Ale jak lśnią, to mam poczucie, że niezupełnie dobrze.
Śmierć tańczy na koncercie milczenia.
Tak mi się zawsze wydawało, że na koncertach się nie tańczy raczej, lecz słucha... Taka stara już jestem? Przecież byłam na koncercie Nazareth!

Poza tym – dobry pomysł był: patos, który potem ma zostać przełamany elementem komicznym. To inny sposób, by robić zaskoczenie. Nie tak dobry, jak łamanie stereotypu, bo patos, niebezpieczny jest okrutnie, ale zabieg strukturalny dobry...

Nie wyszło, bo językowo nie wyrobiłeś, Autorze, patetycznie Cię poniosło. Ale sens się zgubił. I tekst idzie do piachu.

BlackHeart: Wiedźma
Gdy tylko poluzował sznur, sięgnęłam po jego sztylet i płynnym ruchem rozprułam mu gardło. Wieśniacy zaniemówili. Chyba właśnie zepsułam im jarmark.
E, tam, zepsuła. Dobra jatka to gwóźdź programu każdego porządnego jarmarku.
popędziłam w stronę zamku mojego „ukochanego”.
Cudzysłów, którego użycia nie rozumiem, nie potrafię dopasować. Znaczy, pewnie chodzi o inkwizytora rzeczonego na początku utworu, ale... No, nietrafne to jest, sarkazm nie działa, bo nie ma do czego odnieść.

Koncepcja zawiodła, jak myślę. Znaczy, napięcie jest w środku – w sytuacji, gdy kobieta na stosie niespodziewanie odkrywa, że ma moc. Albo nawet Moc. Jak w „Gwiezdnych Wojnach”, heh. I to powinno być w końcówce. Albo, żeby było trudniej, na początku, tylko wtedy trzeba kombinować, co zrobić, żeby napięcie rosło po trzęsieniu ziemi.

W wyrazie „ekscelencja” – literówka. Ale językowo może być. Koncepcyjnie – nie.
Do piachu.

Zabroniona: Potworne Procenty

Zwano, nie ozwano. Zwać = nazwać. Ozwać = odezwać. Tak mi się zdaje...
Dlaczego tu jest tak nieciekawie? Zaskakujące, ale nie przez brak puenty, a przez nadmiar tychże. Z tego drabble’a można zrobić trzy. Kopalnia koncepcji!
Zabroniona, jesteś nadkreatywna. To nie wada, ale trzeba, niestety, selektywną być. Bo napięcie nie może być na jednym poziomie – choćby i najwyższym. Sztuka polega na tym, żeby uzyskać jak największą amplitudę.
Tobie się nie udało.
Do piachu.

Kpiach Dyscyplinarka

No, ładne! Pomysł dowcipny, nawet temat potraktowany z bezczelnością, która mnie ujmuje (zwłaszcza ten mrok mnie rozbawił).
W rozwiązaniu fabularnym jedno zachwianie:
Wściekłe kopnięcie posłało taboret na ścianę.
– Skończyłeś? Właź do środka!
Tu jest mącipole. Maag jest wściekły, więc to on domyślnie wali taboretem w ścianę. Ale czemu pyta, czy skończył? Kto skończył i co? Grubasek? Nie bardzo wiadomo, do czego to odnieść. Niedobrze.
Reszta bez zastrzeżeń.

Nie, nie idziesz do nomen omen piachu. :P

Meduz: Zabójczy katalizator

A tu bym właśnie bezecnie wrzuciła imiona jak z kiepskiej fantasy – idealnie by klimat przełamało wówczas zawołanie:
Zenek, zabiłem szkodniki!
Pewnie, że Arni i Sylwek są znaczące, ale taki Geoth al-Hazaar i Zaanth, czy coś, byłyby naprawdę doskonałe w dla tej koncepcji, lepiej wiązałoby się z Mrocznymi Ruinami i Mrokiem (to należało wielką literą), tworzyłyby kontrast do tej jakże dobrze rozpoznawalnej rzeczywistości pijackiej..
Z przyzwyczajenie pewnie usunęłabym zaimek jeden, skróciła zdanie do równoważnika. Ale ogólnie – bez zastrzeżeń do języka, bo nie ma do czego. Myślniki się sypnęły, chciałam zauważyć. I wyjdzie 99 wyrazów, jak się zrobi podmianę...

Mort00s: Przyczyna zgonu

Ale zgonu nie ma przecież? Znaczy, tytuł sugeruje coś, czego nie ma i co nie wyniknie z sugestii w tekście. Bo czytelnik nie ma obowiązku dopowiadać sobie historii, jeżeli Autor nie wskaże kierunku tych dopowiedzeń. Poza tym, pomysł się sypnął na realiach. Językowo - tak sobie, odbiór bez wzruszeń jakichkolwiek.

Do piachu.

I co jest z tymi myślnikami? Zdawało mi się, że marudzenia było przy nich od groma???

Niewiem: Wybór Rusty’ego

Uaaa! Autotematyczne! Pochwała za koncepcję! Trzeba było jednak, Niewiemie, zwlekać dłużej z wyjawieniem, że to drabble. Poza tym, bez uwag. Cudnej urody pomysł. Jeżeli nawet były błędy – nie widzę ich.
I nie zamierzam szukać.

Ignatius Fireblade: Śmierć

Jak mówiłam wcześniej – jeżeli dowcip zdradza się na początku, to potem trzeba kombinować, żeby napięcie rosło. Tu nie rośnie, niestety, a spada. To jeszcze nie grzech, jeżeli w końcówce się podniesie wyżej niż na początku. Ale nie dało rady w tym tekście, bo... nie mam pojęcia, o co chodzi. I to dyskwalifikuje utwór. Teraz ja zdradzę puentę tego omówienia: do piachu.

Miało być humorystycznie, tak? No, Ignaś, jesteś przecież już dość dużym chłopcem, powinieneś wiedzieć, że każdy dowcip padnie, jak na początku zdradzisz elementy zaskoczenia...
Śmierć, wywlekany z pokoju za ucho, postanowił, że na przekór matce nie zostanie weterynarzem.
W pierwszej chwili przeczytałam (dając dowód, że pewien ludzki odruch myślenia naprawdę działa) pomijając wyboldowaną partykułę. I wiesz, Ignaś, o wiele bardziej mnie to rozbawiło niż rzeczywiste zdanie...

Lord Wader: I po reklamie
krzyk kasjerki wskazywał przyczynę urazu mojego nosa.
To zdanie jest tak krzywe, że przez długą chwilę zastanawiałam się, o co chodzi.
Zamroczony, patrzyłem na kobietę biegnącą wprost pod pędzący samochód.
Uprzedziłeś, co się stanie. I w ten sposób
Pisk opon i odgłos upadającego ciała przerwały nocną ciszę ulicy.
straciłeś wymowę tego opisu. Odbiorca już wie, że wypadek jest w menu.

Znaczy, zawiodła kolejność opisu, napięcie poleciało na ryj, Autorze. Trzeba było w następującej kolejności:
1. zamroczony narrator patrzy na wybiegającą kobietę.
2. pisk opon, odgłos upadającego ciała.
3. narrator podchodzi do zwłok. Leżąca starsza pani wydaje mu się znajoma.
4. w martwej dłoni narrator widzi pudełko i napis ET. (dla wielbicieli fantastyki wyjaśnienie, co znaczy ET jest zbędne. Trzeba było pomyśleć o jakimś skojarzeniu sugestywnym raczej, albo zostawić bez niczego – dowcip dla wtajemniczonych, zyskane dwa słowa).
5. narrator odczytuje cały napis i przypomina sobie, kim jest zmarła tragicznie starsza pani.
Pomysł z tych, które lubię – lubię, jak się ludzie z reklam nabijają. Znaczy, że nie do końca takim, jak ja udało się wprowadzić stałą dysfunkcję mózgu w targecie.

Sexy Babe: Wódko pozwól żyć
Heh, głupot nabazgroliłem. W drogę. Niebawem zmierzcha.
Ano, niestety. Nie ma łączności wyrazistej między epizodami. W pierwszej chwili uznałam ostatnie zdania za dopisek odautorski, poza utworem. Niedobrze, znaczy.
Za to ładny styl. Dziecinko, masz styl, tylko musisz się jeszcze nauczyć koncepcję kreatywną obrabiać. Zakończenia Ci nie wychodzą – z tego, co pamiętam.
U mnie też nie ma dobrego zakończenia, Sexy Babe - utwór idzie do piachu.

baba_jAGA: Bańka

Naszła mnie myśl, że to powinna być butelka z szampanem... Wszystko przez te bańki, bo jako żywo, z tego, co pamiętam, wódka się raczej nie pieni.
Nastrojowe kawałek tekstu - pomyślałam, gdy zaczęłam czytać. A potem się rozbiło. Na puencie. Która cienka jest.

Czyli... wiadomo.

podzjazdem: A wieczór był taki upojny…

Zdecydowanie osłabiłeś puentę. Trzeba było puścić informację, że ten ponury facet nie żyje na końcu. Zdecydowanie.
Za to językowo znakomicie. Uśmiałam się, szczególnie z opisu kolesia – pocieszny taki, kosą machał. Ładnie mi zabrzmiało. Sprytnie rozwiązana sytuacja narracyjna – zwrot do interlokutora, wypowiedź bezpośrednia. Przebiegłe posunięcie – bo w ten sposób bardzo łatwo unika się konieczności opisu. Rzecz jasna, nie ze wszystkim to działa, ale z sytuacjami, które są dobrze znane z życia codziennego – zawsze.

Za rozmycie puenty nie powiem, że to dobry utwór jest.

PP: Mrok, butelka i Śmierć
Przyznam, że mam problemy z wyłapaniem, kto jest kto w tym drabble’u. Nie wiem, czy mężczyzna to jakaś osobna postać, czy może Śmierć, jak wynika z dialogu. Nieprecyzyjny opis. Dostrzegam za to niewykorzystaną dobrze grę z mrokiem i Mrokiem.
No, a puenta? Słaba, niestety. Za mała amplituda wyszła między opisaną sceną picia alkoholu przez Mrok i Śmierć, a komizmem sytuacyjnym.
I raz brakuje pytajnika, jest kropka.
Znaczy - do piachu.

Nath: Raj utracony
Oświecenie zachwiało moim zrozumieniem. I rozbiłam się na końcówce:
Raj musi poczekać.

Po stwierdzeniu narratora, że następnym razem wypije więcej – w domyśle, znowu znajdzie się w słodkiej krainie alkoholowej ułudy, gdzie są rzeki wódką płynące. Niespójne mi się to zdaje.

Ironiczna wymowa tytułu – urzekająca. I ładnie zmieniona perspektywa opisu, gdy pojawiają się ratownicy.
Językowo – bez śladu potknięć.
I podoba mi się.

Buka

A tytuł? Tytułu brakuje, lepiej wybrzmiałaby końcówka, gdyby ją zasugerować sprytnym tytułem, np. „Rok szczura”, czy coś.
Postarałabym się może więcej dwuznacznych sygnałów wysłać czytelnikowi przez tekst. Że Ziger powęszył choćby, że podrapał się za uchem lub może obnażył zęby, przez co uniosły mu się wąsy... Coś w tym stylu. Wszystko, co można zinterpretować, jako ludzkie zachowanie, ale w kontekście zakończenia okaże się zwierzęcym, dokładniej szczurzym. Brak mi tego właśnie, bo pomysł ma potencjał na taki zabieg.
Wprowadzenie do opisu futra i ogona - słabe. Pierwsze skojarzenie, że mamy do czynienia z mutantem i natychmiastowe podejrzenie, że spaliłaś puentę.
A puenta cienka. Zabrzmiała jak pewien slogan: A Vibovit jest lepszy. Szczury lepsze od karaluchów? Trzeba było rzucić patetycznie, że nadeszła era szczurów, czy że teraz szczury opanują Ziemię, czy coś podobnego. Patosem zagrać.

Czas w języku szwankuje. Nie wiadomo, kiedy się dzieje opisywana przez narratora historia - wiem, że po polsku są tylko dwa czasy przeszłe, ale po to istnieją właśnie okoliczniki (czasu), żeby precyzować narrację.
Na zachodzie niemrawo jaśniała radioaktywna poświata, pamiątka po bombie. Wybuch nie miał tak wielkiej mocy jak prototyp, ponad sto lat temu. Postawiono na ilość.

Tu sprzeczność. Znaczy, jedna bomba, była – wybuch nie tak mocny, jak ten w Nagasaki i/lub Hiroszimie – ale postawiono na ilość? Ilość czego? Bomb, jak staram się domyślić, ale bomba była JEDNA, jak wynika z treści. Znaczy, skrót myślowy, brak precyzji w opisie.

Co do samego pomysłu - no, staaare, jak złoty wiek fantastyki i zimna wojna. Znaczy - nic zaskakującego dla mnie, bo też jestem stara, zimną wojnę przeżyłam, na fantastyce złotego wieku się wychowałam.
Znaczy - niedobre, jak dla mnie. Do piachu.

marinho Huncwot

A ja się odważę i skomentuję, ryzykując pomówienie o nieuczciwość i zarzut uprzedzenia do Autora.
Ale do adremu.

Zacznijmy od puenty: tekst nie nadaje się do piachu.
– Skurwesyny pierdoleni
W obecnych czasach wulgaryzmy są tak powszechne, jak gołębie, wypada zatem cześć należną im oddać i napisać je bezbłędnie. Bo choć naród nasz jest jak lawa (...) plugawa, to jednak nauczył się już poprawnie pisać wyrazy "ch**" i "ku**a", dzięki wysiłkom językoznawców. To czas na kolejny bluzg.
Skurwysyny. Albo kurwie syny, jak chce tradycja.

W treści - opowiastka niefrywolna pod frywolnym tytułem. Karły na scenie zapewne miały być tropiczne - zaplute karły reakcji. No, nie są. Ale karły symbolizują zło. A może nawet Zło? W każdym razie jest ich cztery. Trzy pasują do kompletu, czwarty nie. Diabeł (z rogami i widłami), wilkołak i wampir - oto zło w rozumieniu Autora. Co mam powiedzieć? Infantylizm, to zbyt łagodne określenie...
Ach, jest jeszcze jeden - karzeł z pejsami, czyli Żyd. Gdyby tam stał karzeł w czarnej masce lub masce ze skośnymi oczami, też pasowałby do pozostałej trójki dokładnie w ten sam sposób. Można tam nawet postawić karła w masce zwierzęcej albo w ogóle np. wieszak. Bez różnicy. Ponieważ zupełnie nie pasuje i tak. Symbolika się rozlazła w tym momencie i wyrazu w tym nie ma żadnego.
Fabuła prosta jest - pijany oficer (sądząc po nazwisku Niemiec lub Amerykanin) zabija karła, który nie pasuje do kompletu.
Puenta zapewne miała być, a może morał, że zło zła, to Żydzi. Biorąc pod uwagę, że symbolika żałośnie zawiodła, nieadekwatnością razi po oczach, to jest nadinterpretacja i to bardzo naciągnięta. Znaczy, do niczego końcówka. I udziwniony bluzg jej nie pomoże.

Antysemityzm sygnalizowany w tekście z takim wysiłkiem miał zapewne wywołać kontrowersje. Nie wywołał, jak myślę. Ponieważ nie wystarczy sięgnąć do tematu, który wzbudza emocje mieszane, by tekst zyskał emocjonalny odbiór. Kokietowanie dystansem (że to tylko przedstawienie, nieprawdziwe w nieprawdziwym) nie sprawdza się - to asekuranctwo jest. A na prowokację inteligentną zabrakło Autorowi i wyobraźni, i odwagi.

Ale fakt sięgnięcia po taki temat dla próżnej li tylko zabawy - sprawił, że znad tekstu uniosłam wzrok. I z całą otwartością przyznaję, że teraz mam uprzedzenie, skierowane personalnie, konkretnie, jak wektor - do Autora.

Ten tekst nie idzie do piachu - bo jego sąsiedztwo obrażałoby Autorów, których utwory już się tam znalazły. Miejsce tego tekstu jest w szambie, z którego powstał.

BMW: Wigilijne rendez vous

Pomysł z SF, jak miło. Po przeczytaniu uruchomiłam licznik, bo nie byłam pewna, czy tu aby jest sto wyrazów? Zdawało mi się, że więcej. Za dużo. Znaczy, wrażenie takie odniosłam, bo wyrazów jest tyle, ile należy. Może to przez zlepki określeń, np.
...świetlistej bombce choinkowej.
Kompozycyjnie – początkowa sytuacja niejasna była, zabrakło wyrazistszej sugestii, że butelki Antka rozbiły się przez tę bezczelną bombkę.
Poza tym, bombka choinkowa, choć wprowadza mylne sugestie, niestety, również wzbudza podejrzliwość (bo nie ma w pobliżu choinki, z której się zerwała). Znaczy, ta bombka mi nie pasuje do końca.

Problem również z siłą oddziaływania tekstu jest. Utwór ma dwie części. Pierwsza jest emocjonalna, sugestywna nawet. Druga – cóż, nie. I dlatego puenta nie jest silna...

Pomysł znowu - znany mi aż za dobrze z czasów, gdy fantastyka była młoda.
Znaczy, nie zadziałało na mnie nic a nic. Niech temu tekstu piach lekkim będzie...

Ellaine: Gra w kręgle
Wiedziałem, że to proste. Banalne, prawie jak gra w kręgle.

Taaa, kurde, wiesz, ile się namęczę, zanim mi się uda strike'a choć raz zrobić? Banalne, doprawdy! Foch!
Ciskasz czaszką po wypolerowanej podłodze. A ona przemierza pokój majestatycznie...
Ta podłoga przemierza? Zaimki zdradliwe są. Tożsamość podmiotów się rozmyła. I jeszcze to majestatyczne przemierzanie. No, trochę chyba za bardzo. To jedyne potknięcie, jakie zauważyłam. Poza tym, językowo bez zastrzeżeń, ładnie, nastrojowo.

Narracyjny zwrot bezpośredni do osoby znajdującej się w pobliżu narratora – tyle wniósłby interpretacji interesujących...
Gdyby to zdanie:
I gram w kręgle, twoją czaszką, kochanie.
padło we właściwym momencie.
Czyli na końcu. Ponieważ to jest puenta. Niestety, nie znajdowała się tam, gdzie powinna, przez co nie wybrzmiała jak należy. Już o tym pisałam przy innym utworze w tej grupie, więc tylko powtórzę: koniec lub początek – tam jest miejsce puenty w tak krótkim tekście.
Inaczej elementy zaskoczenia diabli biorą.

Varelse: Global Parent

Świat wykreowany tu jest ciekawy. Nanorzeczywistość bezpieczne środowisko, które się rozpada – apokalipsa i wygnanie z raju w jednym. Problem tylko w tym, że nie rozumiem końcówki.
Przykrywa mnie fala.
Jaka fala? Szczerze mówiąc, zgłupiałam. Przez chwilę oczekiwałam, że bohater się urodzi, tak normalnie, ale z tą falą nijak nie potrafię wymyślić, co zrobić. Potop?

Językowo bez zarzutu. Niestety, nijak nie przemówiła do mnie treść – bo końcówki nie zrozumiałam. Zaskoczenia nie było, znaczy.

Matt: Mrok, śmierć. I jedna butelka po wódce.
Tajemniczy jegomość uśmiechnął się tylko przez zaciśnięte wargi i odszedł, gładząc w kieszeni ciepłą butelkę, pełną karmazynowej cieczy.
Trochę przedobrzyłeś z opisem postaci. Skoro na początku osobnika, co wylazł z bramy nazwałeś pijaczkiem (notabene: chciejstwem zaleciało – trzeba było napisać, że się facet z bramy wytoczył, czy coś, żeby uzasadnić określenie), to nazwanie go potem tajemniczym jegomościem jest zwyczajnie nieprzystające. Bo co tajemniczego jest w pijaczku? Osłabiłeś puentę. Zamiast się silić na tajemniczość, trzeba było napisać np. Nieznajomy uśmiechnął się pod nosem zaskakująco trzeźwo i pogładził ukrytą w kieszeni półlitrówkę wypełnioną gęstą, czerwoną (karmazynową, też może być) cieczą.
Będzie mocniej.

Poza tym – wszystko jest, co w drabble'u być powinno. Poprawne.

krezka: Mrok, śmierć i butelki po wódce
Poczuł charakterystyczny zapach. Wyjął z bezwładnych rąk śmierci butelkę i obejrzał uważnie.
Zamiast podawać na tacy, że to śmierć, trzeba było atrybutem zagrać – niech się jeden z bohaterów o kosę potknie, czy choćby ją zauważy. Sugestywniej, choć zeszmacone.
Nie rozśmieszyła mnie końcówka. Może dlatego, że takie wstawki narracyjne:
Po chwili wybuchnął śmiechem.
są jak śmiech z offu w serialach komediowych. W moim przypadku się nie sprawdza ten zabieg – ani przy filmach, ani przy tekstach.
– Dominik… Pomyliłeś surogat z wódką!
I może to za łatwo podane zakończenie, żeby zaskoczenie uzyskać. Spalona puenta, IMAO.
A na tym pomyśle można było wygrać więcej.
I językowo bez potknięć, gładko.

No, to w piaskownicy ten tekst będzie miał miłe towarzystwo.

Marcin Robert: Wpadka

Końcówka nie wprowadza zaskoczeń. Może gdybyś zasugerował, że Twój bohater zawsze miał wyjątkowo trzeźwy osąd sytuacji... Zabrakło mi kontrastu.

Językowo bez potknięć, a przynajmniej mnie się nic nie rzuciło w oczy. Chyba jednego przecinka zabrakło, i tyle. Czyli nic ważnego.

A jednak mam problem. Ryzykując ujawnienie, że jestem tępa i niewrażliwa na głębszą literaturę, wyznam, że tekst mnie kompletnie nie poruszył. Nic, zupełnie. Jakoś mi się "nie czytał". Stawił opór i postanowił, że się nie podda interpretacji. I sama nie wiem, czy to wyrafinowanie koncepcji mnie przerosło, czy zwyczajnie nastroiłam się na prostsze teksty?
Nie skreślam - przeczytam za parę dni i... Talto. :P

Talto: Zobaczę, co będzie...

Heh! Rozbawiło mnie w ostatnie zdanie. A pierwsze przyciągnęło uwagę, bo ładnie brzmi. Śliczne otwarcie, zabawne zamknięcie. I jeszcze parbola to jest, choć zupełnie się nie spodziewałam. Drabble z pogłębieniem. Bardzo dobre.
Językowo nic mnie nie zdenerwowało, czyli nie było błędów, prawda?
Podobało mi się.

Avlinn: In Memoriam

Językowo na niczym się nie potknęłam. To dobrze.

Ale to scenka rodzajowa jest. Nie wiąże mi się dobrze treść. Znaczy, rozumiem, co czytam – ale co z tego, że rozumiem? Tu nie ma prowadzenia, ta opowieść nie zmierza do puenty, tylko się rozwija. I tyle.
Dlatego ostatnie zdanie nie brzmi, obecność pistoletu nie wzrusza. Co ma uzależnienie do pistoletu, który trzyma bohater tej opowiastki? Przecież facet nie jest nałogowym hazardzistą, który uwielbia rosyjską ruletkę, prawda?

Czyli piaskownica.

mirael: Jedna

Językowo kuleje.
Butelki po wódce. Jedna pełna i moi dzisiejsi towarzysze wokół niej.
Najpierw pomyślałam, że chodzi o inne butelki wódki. Sugestia mylna, niezamierzona.
Czy mamy okazje?
Chodzi o jedną okazję, prawdą?
Widzę coraz gorzej, mrok utrzymujący się w rogach pokoju tężeje, zbliża się. Widzę jasnowłosą dziewczynę w białej sukni siedzącą na parapecie.
Przynajmniej jedno z widzeń jest zbędne. Brzydka monotonnia składniowa.
Nie znam jej. Skąd ona się tu wzięła?
Istnieje coś takiego, jak podmiot domyślny w polszczyźnie. Naprawdę. O jeden zaimek za dużo.
Dziewczyna patrzy na mnie. Podchodzi, klęka obok mnie.
Z całą pewnością te podwójności nie są zabiegiem, który robi coś dobrego w stylu. Przeciwnie, uważam, że robi dużo niedobrego. Drugi zaimek do wycięcia jest.
Zbliża twarz, czuje jej lodowate wargi na swoich.
Znaki diakrytyczne wymyślono po coś. Nie zakładam, że to błąd ortograficzny tylko dlatego, że w następnym zdaniu jest prawidłowa forma czasownika. Znaczy, literówka. Potknęłam się jednak na tym błędzie.

Tu jest sto słów. Sto. I błędów tyle? Wstyd. Znaczy, językowo niedobrze.

Bez błędów tekst miałby pewnie klimat. Problem nie jest jednak w błędach – mam wrażenie, że opis dziewczyny w bieli też jest chaotyczny. Może warto było fragmentarycznie bardziej opisać tę postać. Zarys postaci na parapecie. Biel sukni odcinająca się w zapadającym mroku, gdy dziewczyna podchodziła do narratora. Blada twarz w aureoli jasnych włosów, wielkie oczy (tu można nawet zdanie, że narrator zwrócił uwagę na ich beznamiętność, brak wyrazu). Zimna dłoń, chłodne wargi, szept. Mrok.
Nie, nie próbuję tego napisać, lecz zasygnalizować kolejność wprowadzanych treści. Ale tak sobie myślę, że parę równoważników, zamiast pełnych zdań, nadałoby rytm. Ale to mój styl, więc nie należy sądzić, że mam rację. Styl jest kwestią gustu piszącego.
Denerwowało mnie podczas lektury takie drobiazgowe opisywanie czynności:
zbliża twarz, czuję jej lodowate wargi na swoich.
Mnie to męczy.

Pomysł - wyszmacony. Który to już raz śmierć jest piękną blondie? A choć raz mogłaby ruda być. Chociaż prerafaelici już ją na rudo zrobili. Po namyśle stwierdzam, że najbardziej lubię śmierć z komiksów. Ewentualnie - postać Severusa Snape'a (z filmów) też może być.

Znaczy, zmęczyło mnie czytanie, a to tylko sto słów. Do piachu.

CLEAN: Mrok, śmierć i butelki po wódce
czegoś jeszcze.
To mi zepsuło zupełnie lekturę. Też mi sposób budowania napięcia – coś jeszcze. Pewnie smród z latryny – pomyślałam natychmiast. Albo (pardon my French) rzygowiny. Jak na przedłużanie chwili, niedobry zabieg stylistyczny. Unikać polecam.
Teraz już wiedziała [–] to był zapach śmierci.
Wypada dać znak interpunkcyjny. Dłuższą pauzę niż przecinek.

Językowo ujdzie. Problem nie w języku, lecz w powiązaniach. Jest scenka, skupiona na dwóch facetach przy alkoholu, dialog mroczny, grozę budujący w zamierzeniu, tajemniczy taki (sic!). A potem nagle się okazuje, że chodziło o zapach śmierci.
Fajna puenta, ale do czegoś innego. Bo wcześniej – ni sugestii, że zapach może być ważny.
No, i tytuł nic nie wnosi. A szkoda. Moja triada nie była obowiązkowa...

Co ja... Ach, powtarzać się będę. Do piachu.

Hitokiri: Rozstanie

Autotematyzm ma dla mnie osobny urok. Szczególnie autotematyzm tak konkretnie powiązany z warsztatami. Ot, bzik taki, nie będę ukrywać.
Poza tym, co można powiedzieć? Wszystko, co trzeba, jest. Język dobry, komunikatywność pełna, a puenta wybrzmiała – nawet po wzmiance o warsztatach literackich. Tylko po co znika ta kobieta, co odeszła/umarła? Osłabiasz puentę, Hito!
Zmiana perspektywy narracyjnej z jednej postaci na drugą – dobrze wykorzystana do spuentowania tekstu.

Ładne, znaczy.

Co z tymi myślnikami i gwiazdkami? Naprawdę nie można zamienić na dłuższe kreski i mieć z głowy?

Radioaktywny: Sztorm
– To piekielna otchłań! Spadamy prosto do skrytki Davy’ego Jonesa!
Tego nie załapałam. Znaczy, nie wiem, kto to jest ten Davy Jones, nie kojarzy mi się zupełnie. No, i zestawienie piekielnej otchłani ze skrytką, to nieco tak... Nieprzystająco.

Językowo sprawnie, bez potknięć. Scena walki z burzą trochę sztuczna, IMAO – może trzeba było się pokusić o słownictwo marynistyczne w większym zakresie i rzucić śmiało parę wulgaryzmów mocniejszych – napięcie wyjść mogłoby bardziej.

Ale reszta jest. Puenta zrobiona przez zmianę perspektywy – to co normalne, okazało się małe, bo olbrzymy są na świecie i chlają wódkę. Zabieg puentowania winien być nośny komicznie. Ale mnie specjalnie nie rozbawiła końcówka.

Problem ze zmianą perspektywy jest taki sam, jak z każdym innym zabiegiem. Puenta musi wyznaczać najwyższy punkt amplitudy napięć w tekście. Czyli po takiej scenie sztormowej dowcip musi też być mocny. Nie jest. Komizm, IMAO, za słaby, żeby zrównoważyć początek.

Znaczy, do piachu poszło zasłużenie. Nie tylko za niedopełnienie wymogów technicznych.

Lafcadio: Butelka dla szpanu

Nie rozumiem, Lafcadio. Normalnie nie rozumiem, o czym to jest, a czytałam ze cztery razy. Sytuacja na początku jest jasna, chłopaki piją, jednemu nie smakuje – bo to nie wódka. Metylak zatem, bo robi się bohaterowi ciemno przed oczami i sądząc po obrazowaniu, narrator traci przytomność. Może umiera. Ale potem się budzi ślepy, więc pewnie metylaku się nachlał.
I tyle. Nie wiadomo, co z tego ma wyniknąć po przeczytaniu. Nie mam pomysłu na interpretację. Może się facet obudził na cmentarzu, a ten wymacany, to ghul? Równie dobrze – grabarz, z którym pił, na przykład. Albo w ogóle – jeszcze jeden koleś, który przeszedł to samo, czyli też się napił (metylaku), stracił przytomność i oślepł.
Problem w tym, że mogę sobie wymyślać, ile dusza zapragnie, a i tak nie zbliżę się ani o krok do zamysłu Autorskiego, ponieważ w tekście brakuje sugestii, co właściwie mam sobie dopowiedzieć?
Tyle wiem, że chłopaki żłopały dla szpanu – sądząc po tytule.

Zabrakło dwóch elementów, żeby ten tekst był dla mnie czytelny, Lafcadio. Po pierwsze – klucza interpretacyjnego. Po drugie – puenty. Znaczy, grzechy śmiertelne dwa z trzech. Bo tylko język – język jest w porządku.


No, to tyle ode mnie. Teraz chyba muszę się zająć kolejnymi edycjami warsztatów. Ćwiczyliście całowanie, Autorzy?
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Buka
Psztymulec
Posty: 945
Rejestracja: sob, 13 paź 2007 16:55
Płeć: Kobieta

Post autor: Buka » pt, 15 sie 2008 22:11

Dziękuję za wskazówki, Małgorzato.
Co do bomb, to akurat z opisywanego miejsca widać było pamiątkę po jednej konkretnej, ale w skali ogólnoświatowej powstało ich mnóstwo. Na prawdę tego nie widać? :(

A złoty wiek fantastyki luuuuubię^^

Cóż, nie ma rady, idę się zakopać, wraz z tekstem.

Awatar użytkownika
niewiem
ZakuŻony Terminator
Posty: 326
Rejestracja: wt, 27 gru 2005 14:13

Post autor: niewiem » sob, 16 sie 2008 02:10

Łał, Małgorzata wróciła!

I od razu świat jakby piękniejszy :)
Poruszanie się szybciej od światła jest niemożliwe, a już na pewno nie pożądane, bo zwiewa czapkę.

Awatar użytkownika
Teano
Niegrzeszny Mag
Posty: 1603
Rejestracja: wt, 05 cze 2007 19:05

Post autor: Teano » sob, 16 sie 2008 13:06

Nie "jakby", niewiemie, nie "jakby" - zdecydowanie piękniejszy, o!
Nawet ja rzuciłam łopatę, com się nią broniłam przed zasypem postów których z powodu rozjazdowania nie mam czasu uprzątać, oganiam się jedynie, i "z pewną taką ciekawością" podczytuję wątek, choć nie brałam w nim udziału.
Ale z listów Małgorzaty zawsze coś można się nowego dowiedzieć i dla siebie naukę jakowąś wysnuć.
Mordor walnął maczugą Orbana w łysy czerep. Po chwili poczuł to samo.
Umowa sporządzona została w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach,
po jednym dla każdej ze stron.

� Dżirdżis

Zablokowany