WT II - drabble

Moderator: RedAktorzy

Zablokowany
Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 6062
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

WT II - drabble

Post autor: kiwaczek » pt, 28 gru 2007 00:40

Mrok, śmierć i butelki po wódce

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Lukan Wampirzy kac

Śmierć, mrok i butelki po wódce, to było uczucie, w którym się obudziłem. Śmierć, Boże dlaczego nie umarłem wczoraj! Mrok, chyba dostałem w oczy i nic nie widzę! Butelki po wódce, to owoc wczorajszej biby. Kac dobija mnie. Zaraz, zaraz, kto tu jest? Nic nie widzę!!! Z kim ja się nawalałem? Nie pamiętam! Słyszę jak ktoś ostrzy kołek! Nie!!! Co wy! Ludzie!!! Nie mogę mówić, a czuje że ktoś rozpina mi koszulę. Po co ja szedłem na bal wczoraj! Mogłem zostać i spać. Czuję jak kołek dotyka mojej skóry! I… trzask.

„To już ostatni wampir Doktorze Van Helsing”
„Wódka zadziałała!”

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Paciakutek Ciemność w butelkach

Pierwszym co pamiętam, po tym jak się ocknąłem, był mrok. Wiedziałem też, że jestem nadal w niewoli.
Nie lubię takich wcześniejszych przebudzeń, bo jedyne co pozostaje to czekać.
Nie potrafię powiedzieć ile czasu upłynęło, zanim ten człowiek po mnie sięgnął.
Ale nie to było ważne - grunt, że w końcu to zrobił. Odkorkował butelkę i pociągnął łyk.
Ten. Jeden. Łyk.
Wiecie, to smutne ale czasem bywa tak, ze śmierć jednych jest początkiem życia dla innych.
I tak, on umarł a ja rozwinąłem skrzydła w swoim nowym ciele.
A, że z życia, moi drodzy, trzeba korzystać - wznieśmy teraz toast dżinem w butelce.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

ChoMooN Na cmentarzu

Oparty o granitowy nagrobek z całych sił ściskam szyjkę półlitrówki. Wiem, że jak puszczę, to już jej nie znajdę. Koszula obrzygana, spodnie brudne od grobowej ziemi, sam tu w środku nocy. Gdyby tylko mnie Jagna zobaczyła — już słyszę: „Hańba! Jaki przykład dla dzieci?” A bym ją w mordę...
A potem żałowałbym. Kocham ją przecież. Może rację miała, że pijacka ze mnie świnia? Ale facet nie kaktus... Ha.
Wracać do domu? Czeka tam? Pewnie nie. Nie kocha już, nie wpuści. Ile to mnie już w domu nie było?
Wstaje świt. Wódka się skończyła. Czas wracać do grobu. Może w inną pełnię.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Dwęgielek Demon rozpusty

Pokój cuchnął seksem i śmiercią. Amord leżał na łóżku, na przepoconej kołdrze. Niespiesznie pił w ciemnościach. Wódka paliła gardło, otumaniała. Opuścił powieki.
Gdy je uniósł, nieboskłon za oknem pojaśniał. Nikłe promienie słońca wyrysowały w nogach łóżka ciało kobiety. Z lewego oczodołu sterczał okrwawiony krucyfiks, który Amord wbił, gdy Agrat bat Machlat wykrzywiła jej twarz w ekstazie.
Demon rozpusty.
Brutalny egzorcyzm.
A potem już tylko ciepła wódka.
Upuścił pustą butelkę, która trąciła poprzednie. Wstał i ubrał się, starannie układając pod szyją koloratkę. Wyrwał krucyfiks, wytarł o prześcieradło i schował do kieszeni. Wyszedł.
Łóżko opustoszało. Pokój wypełnił szelest habitu. I triumfalny śmiech.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Wolfie Nic osobistego

Ryash siedział przy solidnie zbitym stole.
– Niedobrze, panie zwiadowco. Niedobrze – stwierdził mężczyzna, z którym konwersował od dłuższego czasu. – Pszczeli Szlak ma dla nas niebagatelne znaczenie. Podróżni i handlarze zatrzymywali się w karczmach, kręcili po kramach, zamtuzach. Znaczy się, przynosili zysk. A tera co? Tera nawet pół urdla w mieszku nie uświadczysz! – czknął donośnie i łyknął wprost z butelki. Nie ma co, zarządca cechów kupieckich miał mocny łeb.
Ryash napił się odrobinę. Gorzała była lodowata.
– Wszystko to wina, zasrana ich mać, Rozwiązywaczy. Dodatkowo skomplikowali, miast problem rozwikłać! Ichnia potwora...
– To nic osobistego. Dali mi więcej złota – zabójca dobył sztyletu.
Błysk. Szkarłat.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

marq12 W biały dzień

– Panienko! Może się zaprzyjaźnimy?!
Dziewczyna rozejrzała się zdziwiona, mimo słonecznej pogody, poza nią i trójką pijaczków, w parku nie było nikogo. Przyspieszyła kroku, jednak po paru metrach zatrzymała się, zawróciła i przekornie uśmiechnięta, kołysząc biodrami, powoli ruszyła w kierunku okupujących ławkę lumpów.
– Franek, Antek – najodważniejszy zaprezentował kolegów skinieniem głowy. – Mnie wołają Zenek, a panienkę jak?
– Śmierć.
– Eeee, prawdziwa śmierci jest podstępna i szkaradna, a panience buziaka bym chętnie dał!
– Spróbuj...
Odrzucona butelka trzasnęła w stosik opróżnionych wcześniej.
Zenek stanął chwiejnie i mrugnąwszy do kumpli, musnął ustami policzek dziewczyny. Nie uciekła. Zarechotał.
– Widzisz? Dobrze się opisałem...
Ogarnięta mrokiem, nie zdążyła odpowiedzieć.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Bakalarz Uczucia zamknięte w kieliszku wódki

Księżycowa łuna blado oświetla ich twarze. Dwaj synowie świata zrodzonego z szarości siedzą na ławeczce wpatrzeni w świeży grób, leją alkohol w chciwe usta. W mroku dzwoni szkło.
— Za nasssszegooo drogiego psssszzzyjaciela, którego żeśmy utłukli. Tymy rencamy!
Języki plączą się sznurowane alkoholem. Piętrzą się puste butelki wbite w grobową ziemię,
wiatr podnosi włosy na głowie.
Odwracają się czując na plecach czyjś wzrok.
Stoi w czarnym płaszczu, podnosząc dwa pistolety gotowe do strzału.
Perlisty pot zwilża im czoła, białka oczu lśnią przerażeniem.
Śmierć tańczy na koncercie milczenia.
—Za was, drodzy przyjaciele…
Strzał.
Ból.
— WSTAWAJ, ku**a, IZBA WYTRZEŹWIEŃ TO NIE PIERDOLONY HOTEL!!!

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 6062
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » pt, 28 gru 2007 00:40

BlackHeart Wiedźma

Nareszcie zjawił się inkwizytor. Dobrze. Jesienne noce nie należą do najcieplejszych, a ta była szczególnie zimna. W końcu ileż można marznąć na stosie?
– Lilianne d’Archonte? – wybełkotał. Był kompletnie zalany. Nie dziwota, że pytał się mnie o imię.
– Nie, drogie dziecko. Jestem Gersard, biskup Hez-Hezronu – zadrwiłam. – Podpalaj, kurwi synu.
Przyjrzał mi się dokładniej.
– Wasza Ekscelecja wybaczy. Koledzy musieli się pomylić. Już Waszą Ekscelencję rozwiązuję.
Zatkało mnie.
Gdy tylko poluzował sznur, sięgnęłam po jego sztylet i płynnym ruchem rozprułam mu gardło. Wieśniacy zaniemówili. Chyba właśnie zepsułam im jarmark. Wskoczyłam na stojącego obok wierzchowca, stratowałam kilku i popędziłam w stronę zamku mojego „ukochanego”.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Zabroniona Potworne Procenty

Ozwano go pijanym potworem. W poszukiwaniu alkoholu masakrował napotkane wioski. Musiałam go powstrzymać, bo tratował ludzi. Skandal! Żeby na czarno robić i zgony mi wykradać! W szaleństwach bestia była ponoć nieprzewidywalna. Ruszyłam tropem porzuconych butelek. W półmroku zobaczyłam ogromne cielsko. Na widok beztrosko popijającego trunek wielkoluda wypadła mi z rąk kosa.
– Skądżeś, olbrzymie? Co mi zygzakiem ludzi nadprogramowo uśmiercasz?!
– Ja? Hyp! Do domu wracam. Chyba żem się zbytnio urżnął... by z robakiem gadać.
– Jak śmiesz, jam Kostucha!
– A ja krasnolud.
– To czemuś tak wyrósł ponad normę?
– Ponad normę? Dlatego flacha taka mała! Tom przeholował. Bo mówili, pij wódkę, będziesz wielki!

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Kpiach Dyscyplinarka

– Jesteś mi winien posłuszeństwo! Tak czy nie?
– Taak – beknął grubasek.
– To może byś tak przestał chlać i wziął się do roboty!
– Jaa tylko trochę.
– Trochę?! – wrzask Maaga zarysował tynk. – Z niczym sobie nie radzisz! Miałeś pogrążyć miasto w mroku i co? Gówno! Załatwiłeś parę ulic i wylądowałeś w rynsztoku.
– Byyłem zmęczony.
– A wczoraj? Zleciłem ci sprzątnięcie kilku gości. Prosta jatka, innym ku przestrodze. A ty, ochlaptusie, spiłeś się z nimi w trupa. Jeszcze ci złoto buchnęli!
Wściekłe kopnięcie posłało taboret na ścianę.
– Skończyłeś? Właź do środka!
Maag podniósł butelkę i przyjrzał się jej z bliska.
– Kto by pomyślał. Dżin alkoholik.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Meduz Zabójczy katalizator

Błąkali się po Mrocznych Ruinach od trzech dni. Mieli już wszystkie niezbędne składniki eliksiru, który był im potrzebny, aby odczynić czar rzucony przez złośliwego czarodzieja. Brakowało im tylko katalizatora - wódki. Znaleźli już kilka butelek, ale…
- Szlag, kolejna pusta.
- Pieprzony czarodziej…
- Sylwek, nie pierdol! Spójrz tam! Widzisz? Niemal pełna.
- Arni, ani się waż! To Zakazana Strefa.
- Muszę ją mieć! To nasza ostatnia szansa.
- Arni, stój! Stamtąd nikt jeszcze nie wrócił!
- To ja będę pierwszy.
Niebo nagle pociemniało.
- Mrok idzie, uciekaj!
Plask…, plask…
- Zenek, zabiłem szkodniki! Wódkę chcieli ci ukraść.
- Coś ty, pogięło cię? Karaluchy?
- Noo, bo to duże karaluchy były…

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Mort00s Przyczyna zgonu

W środku ciemnej i śmierdzącej karczmy, na końcu Mrocznego Zaułka, zostało już niewiele osób. Dwie z nich nie były do siebie zbyt przyjaźnie nastawione.
-Zamknij jadaczkę, karle! Nie, to nie! – barman walnął pięścią w stół.
-Daj pokój! Wiesz, że my, krasnoludy, najlepiej znamy się na trunkach.
-Eee... proszę pana, czy mogę? – pracownik szturchnął karczmarza.
-Nie mam zamiaru marnować ostatniej butelki mojej najlepszej wódki na krasnoluda! – mężczyzna zignorował podwładnego
-Co tam! Solidnie zapłacę!
-Dobra, pewnie i tak bym się ciebie nie pozbył. – oberżysta westchnął.
-Mogę już wziąć mój...
Krasnolud wypił zawartość butelki jednym haustem.
-Ej! Może najpierw kasa?!
-...płyn do naczyń?

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Niewiem Wybór Rusty’ego

Dzień miał się ku końcowi i pożegnalne promienie zachodzącego słońca malowały czerwienią ściany obskurnej kawalerki kiedy Rusty zrozumiał, że jest fikcyjną postacią wykreowaną przez szalonego Pisarza – Stwórcę piszącego drabble’a. Podejrzenia dręczące go od dłuższego czasu raptownie przerodziły się w pewność; stało się dlań jasne, że to wszystko znajdzie swój kres po zaledwie stu słowach. Świadomość nieuchronnego końca nadciągającego nieubłaganie wraz ze zmierzchem, wbiła go głębiej w łóżko. Nie odrywając wzroku od odrapanego sufitu wymacał dłonią napoczętą butelkę wódki stojącą na podłodze, uniósł ją i pociągnął solidny łyk.
– Skończmy z tym – rzucił, zamykając oczy. – Mrok, śmierć i butelki po wódce. Sto.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Ignatius Fireblade Śmierć

– Śmierć, do jasnej cholery! Co ty tak po ciemku siedzisz, zatracenie boskie?! – Gruba kobieta, opatulona Mrocznym Płaszczem wkroczyła do pokoju syna i brutalnie zapaliła światło.
– Ale mamo! – krzyknął nastoletni Śmierć. – Bawię się w Mrocznego Żniwiarza!
– Bawisz się, tak? – Pulchna kobieta wskazała oskarżycielsko na leżące obok plastykowego zestawu „Mały Kosiarz” puste butelki.
– Przecież to woda mineralna! – bronił się dzielnie chłopak. – Jeszcze etykieta jest, o!
– Toż to Wyborowa! – krzyknęła Mroczna Matka, wąchając resztkę zawartości w butelce. – Ty pijaku jeden! Zakało pierońska! Jesteś taki sam, jak ojciec! Doigrałeś się!
Śmierć, wywlekany z pokoju za ucho, postanowił, że na przekór matce nie zostanie weterynarzem.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 6062
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » pt, 28 gru 2007 00:41

Lord Wader I po reklamie

Uliczne lampy raz zapalały się, raz gasły. W półmroku potknąłem się o puste butelki na chodniku. Ślady po kurwach i pijakach. Niezła dzielnica, nie ma co. Nagle dostałem drzwiami od apteki.
— Złodziejka! Nie zapłaciła! — krzyk kasjerki wskazywał przyczynę urazu mojego nosa.
Zamroczony, patrzyłem na kobietę biegnącą wprost pod pędzący samochód. Chyba ją znałem. Pisk opon i odgłos upadającego ciała przerwały nocną ciszę ulicy. Omijając okulary leżące na zakrwawionych pasach, podszedłem do zwłok. W martwej dłoni starszej pani tkwiło żółte pudełko ze znakami ET... ET? Kosmiczny przybysz? Z trudem, w słabym świetle latarni, odczytałem cały napis. ETOPIRYNA. Tak... to była Goździkowa.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Sexy Babe Wódko pozwól żyć

"Jeśli to czytasz — Mrok opadł, ale dla mnie jest już za późno. Dałem za wygraną, uległem Czarnej Mgle jak miliony przede mną, pogrążyłem się w Otchłani i zasnąłem na wieki. Wiedz przeto: decyzja nie przyszła łatwo, jak i niełatwe było życie w strachu przed snem, błaganie Niebios o ochłap światła, trwanie w owczym pędzie... byle wyżej, dalej od Dna...
Każdego ranka budziło się nas mniej. Zagłodzeni, zrezygnowani, śmiertelnie przerażeni... Padaliśmy z wycieńczenia wprost w czarne objęcia.
Aż zostałem sam.
Ta flaszka była jak wybawienie, jak uśmiech losu, ostatni haust benzyny dla wyschniętego silnika...”

Heh, głupot nabazgroliłem. W drogę. Niebawem zmierzcha.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

baba_jAGA Bańka

PraCiecz zakołysała się łagodnie, kiedy wyłoniły się z niej Bańki Początku. Przez pewien czas unosiły się na powierzchni, spowite Mrokiem, aby po chwili poszybować w górę. W ich wnętrzu ukształtował się świat, zamieszkany przez Lud, który nie znał Przestrzeni.
Dotykając dłońmi chłodnej powierzchni Baniek, zanurzali w niej palce, nigdy jednak nie mogąc sięgnąć na drugą stronę. Śmierć nadeszła niespodziewanie, wyzwalając ich. Przez krótką chwilę poczuli Przestrzeń.

Gabriel podniósł jedną z butelek po wódce i cisnął nią o mur. Ciemne szkło roztrzaskało się na drobne kawałeczki, a wódka rozprysnęła się po chropowatych cegłach.

Bańki zawirowały i pękły w zderzeniu z murem.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

podzjazdem A wieczór był taki upojny…

Nie znam człowieka, panie władzo. Normalnie, pili my z chłopakami, ciemno już było, z butelki my pili, bo Zenek szklankę rozbił. Jak to co? Wódeczkę . Spirt, co Józek przyniósł na później trzymalim. Grzecznie było, nikt mordy nie darł, może trochę Zenek, jak na politykę zeszło. No i podszedł ten tam do nas, ponuro jakoś patrzył, to go Józek spirtem poczęstował. Tamten łyknął raz, drugi, potem pił z nami, aż zasnął. Nie, nie przedstawił się. Nie żyje?! Patrz pan, a taki był pocieszny. Kosą machał i gadał, że kogoś stąd dzisiaj zabierze…
A my, panie władzo, jak zwykle? Na dołek?

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

PP Mrok, butelka i Śmierć

– To jeszcze jednego. – Zarządziła Śmierć.
– Da. – Odbił Mrok.

Mężczyzna zamknął drzwi i schylił się z nadzieją, widząc butelkę po wódce. Pusta, zaklął. A tak chciało mu się pić. Królestwo za łyk wody. – wycharczał. - Królewską córkę, za kufel piwa.
Podniósł się i poczerniało mu przed oczami. Upadł.

– Czyja kolej teraz? – zapytała Śmierć.
– Losujemy – odparł Mrok.

Puk, puk.
– Czego tam? – Wyjęczał mężczyzna, czując potworny ból w plecach.
– Śmierć. Przyszłam po...
– Czy jest z tobą Mrok.
– Jest.
– To powiedz mu, że na krechę już nie daję. Bimbru niet.

– Skoro u Lucka kicha... – Śmierć zaklęła szpetnie. – Pozostaje nam liczyć już tylko na cud.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Nath Raj utracony

Najpierw przyszła ciemność. Absoluty mrok pochłonął go, przemielił i wypluł w objęcia śmierci.
Gdy otworzył oczy, zobaczył urzekająco błękitne niebo. Nieopodal płynęła niewielka rzeczka. Czuł straszną suchość w ustach, więc podszedł i zaczerpnął wody.
Zakrztusił się. Bardziej ze zdziwienia niż pod wpływem palącego smaku. Nigdy w życiu nie zakrztusił się wódką.
Oświecenie przyszło niespodziewanie. Jak za każdym razem.
Rzeka wódki! Raj!
Poraziło go światło. Nie idź w stronę…! Za późno.
Poczuł, że spada. Usłyszał głosy.
— Skurczybyk, wyżyje.
— Źrenice reagują na światło.
— Cud, że nie stracił wzroku. Metanol w takiej ilości…
Nie słuchał. Następnym razem wypije jeszcze więcej. Raj musi poczekać.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Buka

Zapadła noc. Ziger przebiegł pod zdewastowany gmach i rozejrzał się po ruinach miasta. Spojrzał na gruzy, skrywające tysiące ofiar. Nikt nie przyszedł im na ratunek.
Na zachodzie niemrawo jaśniała radioaktywna poświata, pamiątka po bombie. Wybuch nie miał tak wielkiej mocy jak prototyp, ponad sto lat temu. Postawiono na ilość.
Ziger pomyślał o swoich towarzyszach, tych którym udało się przeżyć i westchnął ciężko. Pewnie siedzieli w jakiejś piwnicy, otoczeni butelkami wódki i upijali się do nieprzytomności.
Ludzie mówili, że zaczęła się trzecia wojna. Że tylko karaluchy przeżyją. Nieprawda. Ziger popatrzył na swoje pokryte futrem ciało i długi ogon. Szczury są lepsze.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 6062
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » pt, 28 gru 2007 00:41

marinho Huncwot

Kapitan Neumann, pijany jak świnia, siedział w knajpie „Odleżyny” i próbował oglądać dekadenckie przedstawienie muzyczne. Kiedy opróżniał trzecią butelkę, na scenę wkroczyło czterech karłów z wielkimi dyniastymi maskami na głowach. Jeden na kulistej gębie namalowane miał kły i najwyraźniej udawał wampira, drugi wymachiwał czerwoną mordą przyozdobioną rogami, następny był porośniętym kudłami wilkołakiem, a ostatni eksponował długie pejsy i garbaty nos. Groteskowe postaci groźnie wymachiwały rękami, strasząc widownię przy akompaniamencie operowej muzyki. Kapitan Neumann ostatnim wysiłkiem przełknął kolejną setkę czystej. Wstając przechylił się w tył i mrużąc oczy, wycelował lufę Lugera w banię karła z pejsami.
– Skurwesyny pierdoleni – wykrzyknął i wystrzelił.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

BMW Wigilijne rendez vous

Wśród nocnej ciszy zabrzęczało tłuczone szkło. Antek „Sznaps” spojrzał z rozpaczą na resztki dwóch butelek i pogroził pięścią lewitującej przed nim świetlistej bombce choinkowej. Ta zamrugała z bezczelną wesołością i zaczęła okrążać ocalałe denko, w którym pozostało trochę księżycówki. Antek kopnął intruza. Za moje spierdolone święta, wybełkotał. Bombka z impetem uderzyła w mur i zgasła.
Wstrząs zabił centauryjskiego zwiadowcę, ale zanim to się stało, transmisja dotarła do orbitującego ponad Ziemią statku kosmicznego. Analiza danych potwierdziła, że w tej części kontynentu głównym składnikiem pokarmowym tubylców było C2H5OH, co definitywnie wykluczało endosymbiozę gatunków.
Na mapach Sztabu Inwazyjnego zaznaczono nowe granice strefy zakazanej.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Ellaine Gra w kręgle.

Wiedziałem, że to proste. Banalne, prawie jak gra w kręgle. Trzeba tylko odpowiednio trafić. Ciskasz czaszką po wypolerowanej podłodze. A ona przemierza pokój majestatycznie... aby z gracją roztrącić flaszki po wódce. Butelki przewracają się z wdziękiem, gra szkło. Wódkę dawno wypiłem, już nie pamiętam smaku. Paliło w gardle, a przed oczami zrobiło mi się ciemno. Teraz siedzę w mrocznym pokoju. I gram w kręgle, twoją czaszką, kochanie. To nic trudnego. Odnalazłem cię, po tylu latach. Tam wciąż rosną konwalie, tuż przy grobie. Nie lubiłaś ich, miałaś alergię. Ale ja zawsze lubiłem kręgle. I dźwięk butelki roztrzaskującej się o twoją głowę.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Varelse Global Parent

Nadchodzi fala ciemności. Rozprzestrzeniający się błąd: nanity odmawiają posłuszeństwa. Przestają świecić, przestają dostarczać związków odżywczych. I przestają stwarzać.

Parent się rozpada. Ucieczka nie ma sensu, za niedługo i tak rozpadnie się wszystko.

Wódki!

Butelka powstaje z niczego. Wypijam całą zawartość. Jak najszybciej. Ścigam się z nanitami.

Przegrywam. Błyskawicznie rozkładają alkohol.

Parent jest idiotą. Musi stworzyć wódkę, bo nie daj Boże poczuję się odrzucony. Ale jednocześnie nie może dopuścić do tego, by alkohol zadziałał.

Wszystko dla mojego dobra. Teoretycznie. Bo dzięki temu mam psychikę pięciolatka. Tylko zachcianki i kaprysy.

Wódki! Może tym razem zdążę.

Butelka się nie pojawia.

Przykrywa mnie fala.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Matt Mrok, śmierć. I jedna butelka po wódce.

– Skiba, słyszysz? Co to tak charczy i bulgocze w tej bramie?
– Cholera, pewnie znowu jakiś zarzygany pijaczyna. Ej, ty tam! Wyłaź stamtąd!
Z mroku – nieśpiesznie – wyłonił się otulony w płaszcz pijaczek.
– Czy coś się stało, panowie? – wymamrotał.
– Patrz na tego pedała! Usta ma szminką wymalowane!
Speszony mężczyzna otarł dłonią wargi.
– Nie no, nie dość, że brudas to jeszcze ciota! Wypad stąd!
– Już znikam, panowie.
– Na tej ulicy, nic się nie dzieje bez mojej wiedzy – mruknął Skiba.
– Ano, ty tu rządzisz – przytaknął Rogaty.
Tajemniczy jegomość uśmiechnął się tylko przez zaciśnięte wargi i odszedł, gładząc w kieszeni ciepłą butelkę, pełną karmazynowej cieczy.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

krezka Mrok, śmierć i butelki po wódce

Dominik wpadł do pokoju brata. Było dobrze po północy.
– Tomasz, pomóż… – jęknął
Starszy chłopak spojrzał pytająco.
– Przywoływałem śmierć. Wiesz, na tego chłopaka, co Grześka pobił. Przerysowałem pentagram z Goecji, zapaliłem świece, wypowiedziałem inkantację…
– Miałeś żywą ofiarę?
Dominik zaprzeczył.
– Wziąłem z szafki ojca surogat. Wiesz, butelkowany, na potężne moce.
– Ojciec będzie wściekły.
– Najważniejsze, że zadziałało. Śmierć była zadowolona.
– Więc gdzie problem?
– Najlepiej sam zobacz…
Pokój Dominika ogarniał mrok. W świetle świec widać było siedzącą pod ścianą postać. Tomasz podszedł ostrożnie. Poczuł charakterystyczny zapach. Wyjął z bezwładnych rąk śmierci butelkę i obejrzał uważnie. Po chwili wybuchnął śmiechem.
– Dominik… Pomyliłeś surogat z wódką!

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Marcin Robert Wpadka

Piotr N. już w gimnazjum otrzymywał najlepsze oceny z argumentacji, a gdy stuknęła mu trzydziestka posiadł w tej dziedzinie budzące szacunek doświadczenie. Za sobą miał pokaźną liczbę pobić, wielokrotne przekroczenie uprawnień, siedemnaście kradzieży i jedno morderstwo, do każdego zaś z owych uczynków potrafił dobrać przemyślane uzasadnienia. Były one najrozmaitsze: od prostego przecież wszyscy tak robią po argumenty odwołujące się do autorytetów religijnych lub naukowych. W końcu jednak i on popełnił błąd, gdy wracając nad ranem z wesela brata postanowił obrabować jakiegoś faceta w kapeluszu, ciemnych okularach i wysoko postawionym kołnierzu. Sąd uznał, że uzasadnienie napisane pod wpływem alkoholu jest nieważne.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Talto Zobaczę, co będzie...

Wódka nie gasi pragnienia. Wódka pragnienie rozbudza.
Michał zajrzał do środka półlitrówki. Na dnie zostało niewiele. Dopił. Westchnął. Wciąż chciało mu się pić.
Cisnął pustym szkłem za siebie. Mrok nadchodzącej nocy nie pozwalał wiele zobaczyć, ale sądząc po brzęku, butelka dołączyła do pozostałych.
Wstał. Śmierć też.
– Idziemy szukać źródła?
Nie odpowiedział.
Ruszyli razem.
– Zaczekajcie na mnie – dobiegł ich głos z tyłu.
– Mowy nie ma – Śmierć nawet się nie obejrzała.
– Nie mam takich długich nóg jak wy.
– Całe szczęście.
– I nie umiem nimi tak szybko przebierać.
– Alleluja!
– No, zaczekajcie!
– Nie masz szans...
Nie miało?
Życie nie poddaje się do ostatniej chwili.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Avlinn In Memoriam

Mark doskonale pamiętał Briana: wspólne przygody z wódką, prochy, odwiedziny w burdelach. Myśląc teraz o przyjacielu, przed oczami stawały mu jednak inne wspomnienia: Brian zmagający się z AIDS, jego śmierć, pogrzeb… wszystko przez zawszonego hippisa z Central Parku i wspólną strzykawkę.
Odkąd stracił przyjaciela, jego świat zawęził się do ławki w parku i rozgwieżdżonego nieba nad głową. Zrezygnowany sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurtki, dotknął schowanego tam pistoletu. Wyjął go i zważył w dłoniach. Nie chciał skończyć tak jak Brian…
Kwadrans później usiadł na ławce z butelką wódki w ręce. Uśmiechnął się pod nosem i szepnął:
– Uzależnienie to jednak straszna rzecz…

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

mirael Jedna

Butelki po wódce. Jedna pełna i moi dzisiejsi towarzysze wokół niej. Pijemy. Czy mamy okazje? Widzę coraz gorzej, mrok utrzymujący się w rogach pokoju tężeje, zbliża się. Widzę jasnowłosą dziewczynę w białej sukni siedzącą na parapecie. Nie znam jej. Skąd ona się tu wzięła? Dziewczyna patrzy na mnie. Podchodzi, klęka obok mnie. W pokoju jest zimno, jej oczy też są lodowate. Dotyka mojej dłoni, szepcze. Nie rozumiem słów. Mrok pochłonął wszystko, widzę już tylko ją. Zbliża twarz, czuje jej lodowate wargi na swoich. Ciągle słyszę ten szept.

Później mówiono, że umarł we śnie, z przepicia. O jasnowłosej nie mówił nikt.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

CLEAN Mrok, śmierć i butelki po wódce

Mrok panujący w komnacie dawał znać o końcu dnia. Przy stole, na którym stały flaszki z gorzałką siedział młody mężczyzna i jakaś zakapturzona postać.
– Anzelmie – rzekł tajemniczy gość – pij, bo się ściemnia!
– Wiesz, kim jestem? – wybełkotał młodzian. – Jak śmiesz...
– Tak wiem, lecz dla mnie nie ma to znaczenia – odpowiedział nieznajomy. W jego głosie nie było żadnych emocji.
Dochodziła północ, gdy w otwartych drzwiach stanęła służąca i nałożnica zarazem.
– Książę podać coś jeszcze? – rzuciła zalotnie.
Pytanie pozostało bez odpowiedzi. W powietrzu unosił się dziwny zapach. Zapach alkoholu i czegoś jeszcze. Weszła w głąb izby. Teraz już wiedziała to był zapach śmierci.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 6062
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » pt, 28 gru 2007 00:42


wpis moderatora:
Ebola: Przeniosłam tekst Hito nad kreskę. Hito niniejszym bardzo przepraszamy za pomyłkę.

Hitokiri Rozstanie

- Odchodzę - powiedziała, sięgając po butelkę. Po wypiciu kilku ostatnich kropel wódki, wstała i ruszyła ku wyjściu. Niestety, panująca w mieszkaniu ciemność utrudniała drogę.
- Co? Nie możesz… Nie teraz!
- Teraz. Nie będę więcej patrzeć jak oddajesz nasze dzieci, tym sadystom! - głos jej się załamał, jakby zaraz miała płakać.
Spojrzał na nią i zacisnął pięści.
- Nigdzie nie pójdziesz - warknął rozzłoszczony.

***
Kilka chwil później, stał przy oknie, patrząc na leżącego w dole trupa.
Chciałem ją zatrzymać, nie zabić, pomyślał przerażony, przyglądając się znikającemu ciału dziewczyny. Termin kolejnych warsztatów literackich zbliżał się powoli i nieubłaganie, nieunikniony jak śmierć. Ale… ale jak pisać bez Weny?

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Teksty nie spełniające wymogów formalnych.

Radioaktywny Sztorm

– Ster na bakburtę, psubraty! Nie damy się byle sztormowi!
– Mówiłem, kapitanie – dopłynęliśmy na kraniec świata!
– Bez bredni! Do lin, żywo!
– Od tygodnia ni słońca ni gwiazd ni lądu, a teraz to! Zginiemy tu!
– Zamknąć się, bo osobiście za burtę wyrzucę! Trzymać żagle!
– Ludzie! Statek się przewraca!
– Neptunie, przeklinam cię! Nie dostaniesz mojego okrętu, pókim żyw!
– Patrzcie! Co to?!
– To piekielna otchłań! Spadamy prosto do skrytki Davy’ego Jonesa!
– Neptunie, bądź przeklę…!!!
* * *
– Dziwna w smaku ta wódka. – Olbrzym odstawił butelkę na stół. – Co tam pływało w środku? Między zęby mi wlazło. Nigdy więcej nie kupię trunku w nieprzezroczystej butelce.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Lafcadio Butelka dla szpanu

- No pij! – i sam pociąga z butelki.
Patrzę na trzymaną w rękach flaszkę. Wiem, że to raczej nie wódka. Zmuszam się i piję z gwinta. Nie lubię tego smaku, ale nie przerywam picia. Wszyscy wybuchają śmiechem.
Robi mi się czarno przed oczami, głosy cichną. Nikt nie przestaje się śmiać, tylko jakby się oddalali. Przerażony zapominam o rozsądku i zaczynam machać rękami przed sobą. Potykam się, trafiam na ścianę.
Nie jestem już w lesie... Kucam i obmacuję. Zauważam, że potknąłem się o sztywne ciało trzymające butelkę. Przed chwilą z nim piłem.
- Marcin?
Słyszę chrapliwy głos:
- Nie, mlask, nie...

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 6062
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » pt, 28 gru 2007 00:43

Uzasadnienie:

Taki układ, ponieważ jeden z Autorów zwrócił uwagę, że Word liczy źle. Więc staraliśmy się rozwiązać problem => żeby Word wyliczył 100 wyrazów rzeczywistych. Tam, gdzie nie ma 100 wyrazów rzeczywistych - nie ma dotrzymania warunku formalnego (drabble = 100 słów).

Chcieliśmy sobie uprościć i po prostu liczyć Wordem, ale Autorzy chcieli precyzji, żeby mieć do dyspozycji każde słowo z rzeczonej setki. Się dostosowaliśmy i precyzyjnie obliczyliśmy, nawet ręcznie w przypadku problemów z rozbieżnością wskazań Worda i Open Office'a.

Postawiliśmy zatem definicję wyżej nad technikę - nie ma stu słów rzeczywistych, tekst ląduje pod krechą, bo nie spełnia wymogu formalnego.
Kartki za nieodrobienie researchu - dla tych, którym się nie chciało ręcznie liczyć, jako i nam.

Dodatkowo:

Lukanz, Meduz - kartki za nieodrobienie researchu, zły zapis.

A technicznie - ankiety na razie nie będzie. Póki co mechanizm forum nie umożliwia dodania tak dużej liczby opcji. Jak się da, to ankieta będzie.
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
Hitokiri
Yilanè
Posty: 3642
Rejestracja: ndz, 16 kwie 2006 15:59
Płeć: Kobieta

Post autor: Hitokiri » pt, 28 gru 2007 00:47

W mordę... pomyliłam się w liczeniu ;/

EDiT:
A mogę spytać o ile się pomyliłam?
Ostatnio zmieniony pt, 28 gru 2007 01:01 przez Hitokiri, łącznie zmieniany 1 raz.
"Ale my nie będziemy teraz rozstrzygać, kto pracuje w burdelu, a kto na budowie"
"Ania, warzywa cię szukały!"

Wzrúsz Wirusa! Podarúj mú "ú" z kreską!

Awatar użytkownika
Lafcadio
Yilanè
Posty: 3507
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 17:57

Post autor: Lafcadio » pt, 28 gru 2007 00:52

No tak, zaakceptowałem wizję redaktorów, którzy wspominali że będzie według Worda. No to według Worda... Nie żebym się tutaj unosił niczym jakiś grafoman... ale żeby zmieniać zasady w trakcie gry.

No cóż, szkoda.
Ja mam śmiałość to panu powiedzieć, bo pan mi wie pan co pan mi może? Pan mi nic nie może. Bo ja jestem z wodociągów.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pt, 28 gru 2007 01:13

Co się martwisz, na razie nie ma ankiety. :P

Nic nie poradzę - po ogłoszeniu ograniczeń Autorzy podnieśli raban, że nie trzymamy się własnych definicji. No, to się trzymamy, wolą Autorów. A Ty, Lafcadio, zostałeś męczennikiem, chociaż byłeś posłuszny i nie marudziłeś. Niewinną ofiarą. Obiecuję Ci niniejszym moją krwawą zemstę, jako zadośćuczynienie dla Ciebie. Przyjmiesz?
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Lafcadio
Yilanè
Posty: 3507
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 17:57

Post autor: Lafcadio » pt, 28 gru 2007 01:18

Małgorzata pisze:Obiecuję Ci niniejszym moją krwawą zemstę, jako zadośćuczynienie dla Ciebie. Przyjmiesz?
Ale krwawą zemstę na ich tekstach czy na moim? Bo przecie jestem tu po to by się uczyć ;]
Ja mam śmiałość to panu powiedzieć, bo pan mi wie pan co pan mi może? Pan mi nic nie może. Bo ja jestem z wodociągów.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pt, 28 gru 2007 01:20

Lafcadio pisze:
Małgorzata pisze:Obiecuję Ci niniejszym moją krwawą zemstę, jako zadośćuczynienie dla Ciebie. Przyjmiesz?
Ale krwawą zemstę na ich tekstach czy na moim? Bo przecie jestem tu po to by się uczyć ;]
Nie mszczę się na niewinnych ofiarach i tekstach niewinnych ofiar. :P
Ty dostaniesz komentarz.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Hitokiri
Yilanè
Posty: 3642
Rejestracja: ndz, 16 kwie 2006 15:59
Płeć: Kobieta

Post autor: Hitokiri » pt, 28 gru 2007 01:20

Lafcadio pisze:
Małgorzata pisze:Obiecuję Ci niniejszym moją krwawą zemstę, jako zadośćuczynienie dla Ciebie. Przyjmiesz?
Ale krwawą zemstę na ich tekstach czy na moim? Bo przecie jestem tu po to by się uczyć ;]
Co się martwisz, nawet jak Margo się nie będzie mściła na twoim, to i tak będzie krwawo jak się za niego weźmie :P i za mój też.

A ontopicznie: przeczytałam wszystko. I były tylko dwa teksty, które mnie powaliły. Jeden z nad, drugi z pod kreski.
Szerszy komentarz jutro... znaczy, dziś, ale po południu.

EDiT:
Cytat, bo Margo mnie ubiegła.
"Ale my nie będziemy teraz rozstrzygać, kto pracuje w burdelu, a kto na budowie"
"Ania, warzywa cię szukały!"

Wzrúsz Wirusa! Podarúj mú "ú" z kreską!

Awatar użytkownika
Lafcadio
Yilanè
Posty: 3507
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 17:57

Post autor: Lafcadio » pt, 28 gru 2007 01:26

Małgorzata pisze:Ty dostaniesz komentarz.
Ale taki wylewny i szczegółowy poproszę :-)
Ja mam śmiałość to panu powiedzieć, bo pan mi wie pan co pan mi może? Pan mi nic nie może. Bo ja jestem z wodociągów.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pt, 28 gru 2007 02:05

Lafcadio pisze:
Małgorzata pisze:Ty dostaniesz komentarz.
Ale taki wylewny i szczegółowy poproszę :-)
Tak będzie. :)))
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Nath
Fargi
Posty: 342
Rejestracja: śr, 03 paź 2007 15:55

Post autor: Nath » pt, 28 gru 2007 03:22

Dużo tych tekstów! :) Nam się autorzy rozpisali! :)

Póki co zdam relację z dwóch postów wklejonych przez kiwaczka. Dwa pozostałe będą musiały zaczekać, bo już mi się gałki kleją :)


Lukan – Wampirzy kac


Niestety nie przemawia do mnie. Jakiś taki nierozgarnięty mi się ten wampir wydał, myśli za bardzo po ludzku.
Mogłem nie iść na bal, tylko spać.
W nocy ja się pytam? Bo chyba w dzień nikt balu nie robi...

Poza tym jeśli bohater nic nie widzi, to skąd wie o butelkach po wódce?
Nie poczułem żadnego napięcia… i zestawienia trzech wykrzykników pod rząd wstawiane co i rusz nie były w stanie tego zmienić. Pointa też mnie nie rusza. Nawet postać Van Hellinga, którego bardzo lubię, nie ratuje tekstu.
Wykorzystanie pomysłu warsztatów bardzo dosłowne. Czasem coś takiego może wyjść na plus. Ale nie tym razem. Jak dla mnie średnio.

Poza tym: „uczucie, w którym się obudziłem” to chyba odrobinę niefortunny zwrot?

Paciakutek - Ciemność w butelkach

Ha! Fajne :))
Początek nie zapowiada się fajnie, jest jakiś taki… toporny?
Generalnie językowo troszkę mi zgrzyta, nie ma płynności przy lekturze. Za to pomysł jest fajny i pointa rozśmiesza, wielki plus! Myślę sobie, że ten motyw dżina w butelce można by użyć jeszcze ciekawiej, jeszcze bardziej strzelić tą pointą po oczach, ale i tak jest nieźle.


ChoMooN - Na cmentarzu

Tutaj z kolei ciekawie prowadzona narracja, fajnie, płynnie się czyta… no i cóż, pointa jest ale nie powala. Jest bo jest. Bez rewelacji, ale mimo wszystko w porządku. Taki średniak.

Dwęgielek - Demon rozpusty

Jest w tym tekście pewien klimat, to muszę przyznać. Ale przez język nie można go poczuć od razu przy pierwszej lekturze. Są takie małe rzeczy, które jednak sprawiają, że człowiek automatycznie na ułamek sekundy ucieka myślami od tekstu. Na przykład „opuścił powieki” – a ja natychmiast myślę „czy nie mogło być zwykłego zamknął?”. A przy zdaniu:
Nikłe promienie słońca wyrysowały w nogach łóżka ciało kobiety
musiałem się dłuższą chwilę zatrzymać.

Poza tym kilka uwag: Ile ten ksiądz musiał tam siedzieć i pić, żeby opróżnić kilka butelek wódki? I cały czas miał w nogach zwłoki kobiety? No cóż, z tekstu można wywnioskować, że to psychol, ale żeby aż tak? No i czemu w pokoju cuchnęło na przykład seksem a nie waliło wódą? ;)
Odniosłem też wrażenie, że pointa była w środku tekstu.
Ten triumfalny śmiech na końcu trochę mi nie pasował… właściwie wcale mi nie pasował, ale gdy sobie pomyślałem, że ten księżulo kochał się z demonem i leżał w jego zwłokach to w sumie uznałem, że może i pasuje. Ale nie triumfalny a bardziej obłąkańczy, bym tam śmiech słyszał ;)
Rozpisałem się. Ale to znaczy, że tekst ma coś w sobie. Ma klimat i pewien potencjał. Mogło być bardzo dobrze – jest nieźle.

Wolfie - Nic osobistego

Za krótki tekst. Nie bardzo wiem o co chodzi, kto kogo zabił i dlaczego. Kim są Rozwiązywacze, o jaką potworę chodzi… Mogę się domyślać i coś tam wymyślić, ale z tekstu za wiele moim zdaniem nie wynika. Że tak zaczerpnę od Małgorzaty: Drabble udusił pomysł. Do tego stopnia, że nie jestem nawet wcale go ocenić…
Język w porządku, to tyle co mogę rzec.

marq12 - W biały dzień

Jest pewien pomysł. Niecodzienne przedstawienie śmierci (dostanie Ci się od Iki ;P) to plus tego tekstu. Zakończenie zaskakujące… a raczej właśnie nie zaskakujące. Nie wiem jakiego użyć słowa. Może „niespodziewane”. Bo nie spodziewałem się, że menel to śmierć, ale z drugiej strony… nie zaskoczyło mnie to, nie walnęło po oczach. To minus. Niby wszystko jest, ale czegoś nie ma…
Napisane całkiem zgrabnie. Czyli ok.


Bakalarz - Uczucia zamknięte w kieliszku wódki

Jest dobrze! Jak do tej pory najciekawsza narracja, barwne słownictwo, trochę poetyckie, ale nie przeszkadzało mi to. Trochę atmosfera jak z filmu amerykańskiego, widziałem tę scenę oczami wyobraźni i za to plus.
Pointa. Trafia. Ale nie jest to trafienie śmiertelne. Draśnięcie jedynie. O milimetry mija punkt, po trafieniu w który, rozwaliłbym usta w szerokim uśmiechu. Troszkę się rozjechała, jakby za mało wynikała z tekstu.
Mimo to, wyróżnienie!

BlackHeart - Wiedźma

Napisane w porządku. Sprawny, dosadny język. Ale znowu mam wrażenie, że pointa była dużo wcześniej niż być powinna. Mimo to, czytało się przyjemnie i przy małym przymrużeniu oka na zachowanie inkwizytora mogę powiedzieć, że było nieźle.
Po chwili namysłu wiem, co mi nie gra. Bo gdyby scenka z pomyłką inkwizytora była na końcu, jako pointa – wiadomo by było, że trzeba tekst traktować jako humorystyczny. Zaś wstawiona w środku ginie, staje się kawałkiem historii stylizowanej na poważną, nie poraża już tak swoim absurdem ale zaczyna zgrzytać. Nie wiem czy dobrze ubrałem to w słowa.


Zabroniona - Potworne Procenty

Kilka uwag od razu:
musiałam go powstrzymać, bo tratował ludzi

Odniosłem wrażenie, że bohaterka już kogoś powstrzymała, gdy tym czasem jak się okazuje ma kogoś dopiero powstrzymać.
W szaleństwach bestia była ponoć nieprzewidywalna
To nie za bardzo mi pasuje. Względem poprzedniego zdania o wykradaniu zwłok. Jedno nie wynika z drugiego, że tak to ujmę.

Motyw z „pij wódkę będziesz wielki” też mi jakoś zazgrzytał. Wiadomo do czego to odwołanie, ale moim zdaniem troszkę jakby na siłę.

Na plus, że sama postać Kostuchy z charakterem :) Na tytuł również zwróciłem uwagę. Napisane w gruncie rzeczy nieźle. Tyle ode mnie.

Kpiach - Dyscyplinarka

Jeden z żywszych tekstów. Może dlatego, że mało w nim narracji. Czyta się szybko, język jest ciekawy i dynamiczny. Poczułem to wkurzenie Maaga i zobaczyłem oczami wyobraźni spowodowaną alkoholizmem nieudolność Dżina :P Już sam „grubasek” mnie rozśmieszył ;P Plus!
Mam problem z oceną pointy. Był wcześniej tekst z dżinem… i nie poczułem przez to zaskoczenia w tym tekście. Ale Ty pisząc nie mogłeś wiedzieć, że pojawi się taki motyw i że ja go przeczytam wcześniej. Nie mogąc obiektywnie ocenić pointy, daję Ci ogólnego plusa za cały tekst :)

Meduz - Zabójczy katalizator

Fajne! Dobry pomysł, fajne wykonanie, mocna pointa!
Pierwszy tekst, przy którym się uśmiałem :D Nie mogę się opanować, gdy wyobrażam sobie Karalucha Sylwka ;P
Jak będzie ankieta, to póki co, punkt dla Ciebie!


Mort00s - Przyczyna zgonu
-Zamknij jadaczkę, karle! Nie, to nie! – barman walnął pięścią w stół.
To brzmi trochę tak, jakby barman – a właściwie karczmarz chyba? – mówił : „Nie chcesz mi dać buzi? Nie, to nie!” A jak się potem dowiadujemy z kontekstu, to karczmarz jest tym, który odmawia.

I krasnolud taki potulny? Myślałby kto ;)
Pomieszania realiów na minus. Z jednej strony obskurna karczma i krasnolud – czyli fantasy.
Z drugiej słownictwo „kasa” i płyn do naczyń. Nie gra mi to.

Poza tym, nie ma spacji między myślnikami oraz kilka innych błędów jak np.
-Dobra, pewnie i tak bym się ciebie nie pozbył. – oberżysta westchnął.
Oberżysta winien być z dużej. Takich przypadków jest więcej.

Widać pomysł, jednak trochę nieumiejętnie przekazany powiedziałbym. Pointa wyświechtana – nie raz były dowcipy o takich pomyłkach wódki z innym płynem. Tytuł nadaje troszkę drugiego dna historii - przyczyna zgonu. Można się domyśleć, jak się ta zachłanność dla krasnoluda skończyła :)
Generalnie: Średnio z małym minusem.



Niewiem - Wybór Rusty’ego

Bang, Bang! ;)
Trafionym! Nie zatopiony i płynę dalej, tylko ze względu na pewne niedociągnięcia ze strony językowej. Zbyt długie zdania, momentami przekombinowane, powtarzające pewne informacje jak na przykład:
Świadomość nieuchronnego końca nadciągającego nieubłaganie wraz ze zmierzchem...

Ale sam pomysł: paluszki lizać! :)
Zakończenie – bomba!
Och, kandydat do głosu jak nic. Meduz - masz rywala :)



Ignatius Fireblade - Śmierć

Bardzo ciekawy pomysł :) Mały Śmierć bawiący się w Mrocznego Żniwiarza przy pomocy zestawu „mały kosiarz” ;)
Tylko nie bardzo niestety pointa do mnie dotarła… Albo za dużo już się naczytałem i za późno jest, albo gdzieś się nie skomunikowaliśmy ;)

Na razie tyle :)
Jutro albo w weekend postaram się dokończyć.
Niech moc będzie z Wami!

Pozdrawiam

edit: poprawione cytowanie
Ika: Poczuł, że umiera i zapewne doszedł do wniosku, że nie da się złapać tym metroseksualistom ze skrzydełkami. Nie widział swojej przyszłości w chórze.

Zablokowany