Za życie!

Moderator: RedAktorzy

Awatar użytkownika
hundzia
Złomek forumowy
Posty: 4053
Rejestracja: pt, 28 mar 2008 23:03
Płeć: Kobieta

Post autor: hundzia » wt, 01 kwie 2008 17:07

Do komentarzy nic dodać nic ująć. Przeczytałam to wszystko - w końcu, bo trochę mi zajęło. Nie znam twoich poprzednich wypocin więc nie mogę się wypowiadać czy zrobiłaś postępy czy nie. Na mój gust... za dużo błędów by opowiadanie mogło mi się naprawdę podobać. Za dużo różnych nawiązań, nie z wszystkim jestem w temacie, więc jeśli mój sześćdziesięcioletni ojciec (zagorzały miłośnik Lema, Zelaznego, Carda i Sapkowskiego) weźmie coś takiego do ręki, od razu użyje jako podpałki do grilla.
Podoba mi się, ale tylko troszkę. Zbyt dużo namieszałaś i za dużo błędów. na szczęście, inni zrobili to już za mnie bo z pewnością brakłoby mi czasu :)
Zbyt to wszystko odległe jak dla mnie, chodzi o umiejscowienie czasu akcji, nie mam pojęcia jak to będzie faktycznie wyglądać. Oglądam starą wersję wechikułu czasu i śmiać mi się chce na wizję lat '90 które WTEDY były odległą jeszcze przyszłością. Nie popełniaj takiego błędu.
Przykro mi, naprawdę że tak to widzę, ale jak szczerość - to szczerość.
Wzrúsz Wirúsa!
Wł%aś)&nie cz.yszc/.zę kl]a1!wia;túr*ę

Vesper

Post autor: Vesper » czw, 03 kwie 2008 09:44

hmm...

Przeczytałem. Mam kilka uwag. Po pierwsze jak na 70 wiek mieszasz za dużo dzisiejszych rzeczy. Walka cyborgów z androidami była prawie jak bitwy rzymian z gotami w wersji fantasy :P. Czytałem sobie jakiś czas temu teoretyka od strategii. Stwierdził on, że piechota w starciach przyszłości będzie coraz bardziej marginalizowana, tak samo jak czołgi.

Po drugie kolokwializmy i przekleństwa. "Ruszył z buta" mnie rozłożyło na łopatki. Wyobraziłem sobie jakiegoś cyborgowego pułkownika, który "rusza z buta". A noszą takie cyborgi buty?

Uzurpator miał na sobie futurystyczny pancerz ceremonialny, lecz stylizowany częściowo na zbroję hoplity
Nie jarzę. Futurystyczny i stylizowany na zbroję hipolity? Jakoś mi się gryzie.

Ogólnie. Nie bardzo mi się podobało. Po pierwsze bardzo rzadko zdarza mi się czytać dobry tekst wysunięty tak daleko w przyszłość. Powodem tego właśnie jest problem w słownictwie i wyobraźni autora, które wywodzą się z czasu aktualnego autorowi, co w wyniku daje wrażenie nienaturalnego złożenia epok i chaos. W momencie kiedy to piszę tylko jedna powieść, która się sprawdziła w dalekiej przyszłości przychodzi mi na myśl: „Diuna”. Dam ci dobrą radę. Wystrzegaj się tak daleko wysuniętej przyszłości, tak jest wygodniej i dużo łatwiej autorowi.

Xiri
Nexus 6
Posty: 3386
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » czw, 03 kwie 2008 14:29

Dziękuję za kolejne uwagi.

Vesper

Co do prowadzenia wojen w przyszłości, to masz rację. Jeśli ludzkość się nie wykończy, to będą same rakiety dalekiego zasięgu i bezzałogowe maszyny. Zauważ, że u mnie właśnie jest bitwa takich maszyn, inteligentnych maszyn swoją drogą (np. czołg dowodzi baonem). Piechota wprawdzie jest także, ale jej zadanie polega raczej na przejściu po wyczyszczonym terenie i zajęciu budynków.

Co do bitwy Rzymian z Gotami, to mnie rozwaliłeś [=
Fajne porównanie, hehe. W sumie można to i tak interpretować, jednak nie wzorowałam się na żadnej bitwie.

Sprawa zbroi została już wyjaśniona gdzieś w temacie.

Jeśli chodzi o "współczesne" myślenie autorki, to pisałam tak specjalnie. Mogłabym wprawdzie nawymyślać pełno neologizmów i stworzyć zupełnie nowe, globalne systemy, ale po co? Czytelnik powinien to zrozumieć. W sumie czy ja wiem, czy akceleracja rozwoju w przyszłości będzie lecieć ciągle tak samo, jak teraz? Według Majów wkrótce osiągniemy szczyt ewolucji ;)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pn, 18 sie 2008 16:00

Ja mam pytanie. Czy to w drugim poście, to jest słowniczek terminów użytych w opowiadaniu?
Do czego to służy?
So many wankers - so little time...

Xiri
Nexus 6
Posty: 3386
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » ndz, 31 sie 2008 11:31

Potraktujmy to jako przypis. Ten "słowniczek" naturalnie wcale tam nie musi być, bo wszystko wynika z tekstu, bądź czytelnik sam sobie wyobraża. Po prostu lubię przypisy.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » wt, 02 wrz 2008 16:06

Aha. Ja nie lubię przypisów, więc zawsze mnie uderza, że jakiś słowniczek jest, czy przypis. A u Ciebie, Xiri, skoro wszystko jest w tekście, to rola tego słowniczka jest zatem prosta, jak zaraza, i budząca mój sprzeciw natychmiastowy: bo wynika mi, że ten słowniczek jest dla szpanu.
No, pewnie podejrzliwa jestem...

Nieważne.
Wzięłam się za czytanie. I czytanie tekstu mi nie szło. Zobaczmy, dlaczego? Może wyjdzie...

1. Narrator (cyborg) czekał 177 dni i doczekał. Przychodzą androidy, by zniszczyć jego i jego oddział oraz jego fortecę.
2. Wojna toczy się od tysiąca lat - między cyborgami i androidami. Cyborgi odczuwają ból i wstyd, są częściowo "ludzkie", androidy natomiast są maszynami i walczą o lepszą przyszłość dla ludzkości. Ludzkość w liczbie 17 000 szt. jest gdzieś, ale nie występuje. Cyborgi zostały stworzone przez ludzi i niszczą, a androidy zostały stworzone przez cyborgi i budują cywilizację i lepszy świat dla ludzi i siebie. Pytanie, dlaczego cyborgi stworzyły androidy? W celu odbudowania cywilizacji? Żeby cyborgi znowu miały co niszczyć? W tym szaleństwie jest metoda, jak widzę...
Tylko trochę to pokręcone i nie bardzo rozumiem. Nieważne.
3. Pojawia się czterech "jeźdźców apokalipsy", wspomniany jest lord Ares. Lord Ares jest uzurpatorem. Nie rozumiem, dlaczego? Niesłusznie przejął władzę, wbrew prawu? Jakiemu? I czy maszyny łamią prawo? Nie mają uczuć. Zatem wskazanie, że prawo jest niewystarczające/nieprzystające, etc. = zmiana prawa przez aklamację przez wszystkie androidy na podstawie logicznych argumentów. Nie ma uzurpacji, jak mi się zdaje. Narrator wskazuje, że lord Ares doszedł na wyżyny dzięki sprytowi i umiejętnościom. Gdzie tu uzurpacja jest? Nie rozumiem. Nieważne.
4. Rozważania o pochodzeniu lorda Aresa - podejrzenie, że jest człowiekiem, choć nikt tego nie wie na pewno.
5. Wyskakuje informacja, że narrator (dowódca fortu cyborgów) trzyma w niewoli człowieka, naukowca. Skąd się wziął człowiek? Jak utrzymał się przy życiu?
(Nie ma roślin, więc nie ma zwierząt, cyborgi nie potrzebują ani jednego, ani drugiego, bo przeszły na inne źródła energii, a człowiek? Fotosyntezę uskutecznia? Bo na wodzie, choćby najczystszej dwa lata nie pociągnąłby).
6. Walka jest. Nuda na pudach, jak dla mnie, ale dobrnęłam do końca, nieuważnie, bez zastanawiania się, o co chodzi, za to z pragnieniem, by jak najszybciej dotrzeć do końca tej bitwy. Cyborgi (w tym narrator) przegrały. Nareszcie!
7. Po kapitulacji cyborgów pojawia się lord Ares osobiście. I okazuje się, że jest człowiekiem. A naukowiec - kobietą. Jak się okazuje, kobietą zainteresowaną cyborgiem.
8. Wyjaśnia się, że lord Ares przybył po rośliny, które się w okolicach fortu cyborgów pojawiły. Nie pytam jak - na początku padło stwierdzenie:
Rośliny zapuszczają korzenie i rozwijają organy w najbardziej niedostępnych zakątkach globu, zwierzęta z kolei unikają naszych fortyfikacji jak ognia, pomimo że dawno temu przestaliśmy używać ich mięsa jako środka energetycznego i pozwoliliśmy im kroczyć własną, wytyczoną przez naturę ścieżką.
Znaczy, roślin nie ma, zwierząt nie powinno być (odpadło pierwsze ogniwo łańcucha pokarmowego), ale są/były, a tu nagle są rośliny w forcie. Znikąd. Nieważne.
9. Lord Ares odchodzi, zostaje cyborg-narrator (z cebulką krokusa, choć przecież o te cebulki toczyła się walka!) i dziewczyna-naukowiec.
10. Androidy odlatują. Cyborg-narrator i dziewczyna zostają sam na sam. Po czym okazuje się nagle, że dziewczyna jest źródłem udręki narratora (od kiedy?! - od teraz, jak wynika z tekstu), padają sobie w ramiona. Okazuje się nagle, że znali się wcześniej, ale cyborg się od niej odsunął (bronił przed uczuciem, czy coś), a teraz, po kapitulacji mu przeszło.
11. Okazuje się, że wojna była o to, że cyborgi nie chciały żyć z ludźmi. Przypomnę, że walczą androidy (stworzone przez cyborgów do odbudowania cywilizacji) z cyborgami (stworzonymi przez ludzi - do niszczenia, cywilizacji zapewne). A zatem: co mają do tego konfliktu androidy, nie mam pojęcia.

Tyle, jeżeli chodzi o mój odbiór fabuły. Pomijam, że ciężko się przebić przez język, którym napisany jest utwór. Ciężko przebić się przez fabułę również, bo związki przyczynowo-skutkowe jakoś nie są dla mnie czytelne. Nie wynika mi jedno z drugiego, nie łączy się nijak. Informacje są niejasne, wyskakują nie stąd ni zowąd, pewnie na skutek Autorskiego chciejstwa. Mam wrażenie, że upajanie się opisami wojny i bitwy przysłoniło cokolwiek kwestię, o czym jest ten utwór.
Mam też wrażenie, że szczegóły - niejasne, niekonkretne i cokolwiek nielogiczne - przysłoniły również, o co chodzi w tym tekście.
I przede wszystkim, mam wrażenie, że nie ma w tym żadnej logiki. Ani w warstwie językowej na poziomie zdań, ani w warstwie fabularnej na poziomie epizodów.

Widać to modelowo na łączeniu zdań, choćby.
Np. Narrator (nie jest człowiekiem, jak się dowiemy potem) stwierdza, że długo czekał. I...
Poznałem wówczas w pełni znaczenie powiedzenia, że "bezczynność równa się udręce".
Wiedziałem bowiem, że dzisiaj przybędą.
Bezczynność = udręka <- dzisiaj przybędą. Coś mi się zdaje, że łączność logiczna w tym ciągu myślowym nie istnieje. Dla mnie przynajmniej - poza zasięgiem.
Czytam dalej, dowiaduję się, jaki jest dzisiaj (w świecie utworu "dzisiaj") dzień:
Był ciepły lutowy ranek, jednak pora dnia i roku nie miały dla nieba najmniejszego znaczenia: od stuleci mieniło się ono bowiem postnuklearnymi barwami, od mętnej żółci po głęboką czerwień, że praktycznie każdy dzień roku wyglądał identycznie, od świtu aż do zmierzchu.
Jak się ma informacja podana na początku fragmentu do informacji na końcu (zaznaczenia)? Było ciepło, ale kolory nie miały znaczenia - tak to można ująć w tłumaczeniu ogólnego (bez)sensu, obawiam się.
Coraz zdziwniej i zdziwniej...
I tak cały czas.

Z epizodami jest podobnie. Cyborgi czekają, cyborgi walczą, cyborgi przegrywają, nagle okazuje się, że cyborg-narrator chciał stłamsić miłość do kobiety. Ktoś tu dostrzega powiązania epizodów? Bo ja, na przykład, nie dostrzegam wcale.

Pomijając, że słownictwo, które jest użyte, to po prostu poezja bełkotu. Narrator repetuje. Lord Ares jest uzurpatorem. I kończy erudycję. Do tego narrator rusza z buta w błyskawicę i na stówę wie.
I jeszcze panuje kriogeniczna cisza.

To jest dla mnie język po prostu obcy. Prawidła, które nim rządzą, są poza moim zasięgiem poznawczym. Wspominałam kiedyś, że aby zaszło zjawisko komunikacji przez tekst między Autorem i Odbiorcą, musi być wspólna płaszczyzna (lub przestrzeń, w każdym razie - obszar) porozumienia: ten sam kod musi być. Język wspólny dla obu stron procesu komunikacji. Język przekazu uzgodniony, uwspólnienie pojęć i zasad organizujących te pojęcia - język zrozumiały dla odbiorcy, którym musi się posłużyć nadawca (Autor) w przekazie (utworze).
W przypadku tego tekstu nie zachodzi dla mnie komunikacja. Czytam, odszyfrowuję na podstawie znajomości własnego języka, który, jak zakładam, jest również językiem przekazu. Ale wychodzi mi układ treści, których nie jestem w stanie pojąć, powiązać, zrozumieć.

I tak sobie myślę, Xiri, że jeżeli chcesz, by Twój utwór był w miarę zrozumiały, musiałby mieć słowniczek na początku. Słowniczek, który wyjaśniałby, co Autorka rozumie przez pojęcia, których używa, a które w języku odbiorców mają znaczenia trywialne, wzięte z SJP.
Może również powinien się pojawić wstęp do tekstu z podręcznikiem prawideł, jakie organizują treść wypowiedzi, choć niekoniecznie. Jak już będzie słownik Xiri, to może reszta wyjdzie sama.

Rodzi się jednak pytanie, dlaczego odbiorca, który wcale nieźle radzi sobie z komunikacją przy pomocy swojego języka (czyli ja), miałby się uczyć języka obcego, nowego. Szczególnie, że jest to język, którym posługuje się tylko jedna osoba - Ty, Xiri.

Tak sobie myślę, że może Tobie właśnie warto polecić studiowanie SJP i SF do poduszki. Codziennie dziesięć wyrazów i jeden związek frazeologiczny, jak paciorek...

edit: Śmieć stylistyczny, pozostałość wcześniejszej wersji zdania - usunęłam.
Ostatnio zmieniony śr, 03 wrz 2008 10:07 przez Małgorzata, łącznie zmieniany 1 raz.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Ika
Oko
Posty: 4256
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 11:26

Post autor: Ika » śr, 03 wrz 2008 09:26

Xiri...<tu następuje ciężkie westchnienie>, Ty możesz nawet mieć i talent do tego pisania, problem z tym, że Twoje teksty maja większą szansę zrobić furorę na innej planecie.
Margo ma rację, używasz języka w sposób, który nam Ziemianom z tej parceli, jest kompletnie obcy. Czytając Twoje teksty odnoszę nieustanne wrażenie, że najpierw musiałabym je przepisać (po polsku) a dopiero potem przeczytać i ocenić.
Przy zdaniu:
Androidy, których nie obejmował rozkaz penetracji - wymiękłam.
Niby w niektórych Twoich pomysł, czasem nawet poprowadzony dość sprawnie, ale język to jest jakaś zgroza. Radzisz sobie dobrze tylko w przypadku daleko idących restrykcji. Nie pamiętam już, które to drabble mi wpadło w oko, ale pamiętam, że wpadło i, że Twoje było. Czyli w chwili gdy Ci bat się buja nad głową, tudzież inna część wyposażenia Damoklesa, to potrafisz. Dać Ci wolną rękę, to androidy zostają objęte rozkazem penetracji... BRRRR.
Im mniej zębów tym większa swoboda języka

Xiri
Nexus 6
Posty: 3386
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » śr, 03 wrz 2008 16:29

Łał, to takie rzeczy się tu dzieją, a Kali ich nie widzieć i musieć odejść od kompa? Zatem copy i paste na dyskietkę!
Odpowiem przy okazji.

Powiem tylko coś sama od siebie, tak szczerze i krótko. Dobijają mnie moje wcześniejsze prace. W 90% żałuję, że coś w ogóle poleciało do ludzi. A to dlatego, że tekst mi się przy "kuciu żelaza" podoba, lecz kiedy to żelazo już wystygnie, uważam że miecz jest do bani. To samo dotyczy powyższego testu, mimo że długo leżał na dysku. Muszę mieć przynajmniej pół roku przerwy, by zdecydować czy tekst jest dobry, czy nie jest. Czasem rok. Nawet dwa lata. Jedyne teksty, jakie mi się podobały, to, o dziwo, te kurczaki, czyli "Ja, kretyn", o tych zombie w pocałunku oraz dwie prace z ostatnich konkursów. Wredne, przyziemne teksty, no ale mi się normalnie podobały!

Zamierzam opublikować tu jeszcze jeden tekst, być może ostatni - wszystko zależy od tego, jak wypadnie z komentarzami. Jeśli będzie mało, to na tym zakończę. Ale to za jakieś miesiąc, dwa, trzy. Zobaczę. Niech równy roczek poleży opowiadanie.

Awatar użytkownika
Gesualdo
Niegrzeszny Mag
Posty: 1752
Rejestracja: pn, 01 wrz 2008 14:45

Post autor: Gesualdo » czw, 04 wrz 2008 12:00

Xiri pisze: Zamierzam opublikować tu jeszcze jeden tekst, być może ostatni - wszystko zależy od tego, jak wypadnie z komentarzami. Jeśli będzie mało, to na tym zakończę.
Brrr, zabrzmiało to jakoś tak... dekadencko. Nie znam dokładnie sprawy, ale wydaje mi się, że lubisz pisać. Natomiast z tych słów wynika, że powoli szykujesz się do wywieszenia białej flagi. Krytyka potrafi zdołować, a jakże. Szczególnie tak zmasowana. Lecz wydaje mi się, że niektóre uwagi wyżej wymienione są łatwe do przyswojenia i w tedy pozbędziesz się przynajmniej części zarzutów. Antoni Cofalik w swojej publikacji Notatnik metodyczny, o grze skrzypcowej i jej nauczaniu napisał: "Załóżmy, że na lekcji uczeń usłyszy od nauczyciela około 30 różnego rodzaju uwag. Jeśli zapamięta i zrealizuje w domu 20 z nich (a to już zupełnie niezły wynik), wzniesie się na wyższy poziom swoich umiejętności. Na następnej lekcji usłyszy 10 dotyczących tego, czego nie zrobił oraz 20 nowych, ale już innych, bardziej muzycznych. I tak na każdej lekcji." To chyba właśnie tak działa. Jeśli w kolejnym tekście wyeliminujesz większość dziwnie brzmiących związków frazeologicznych, to już będzie lepiej. Upraszczaj.
Głowa do góry, nie załamuj sie.


Co do powyższego opowiadania, to sporo już zostało powiedziane. Ja od siebie dodam, że raziło mnie (troszeczkę) zbyt częste stosowanie w dialogach dopowiedzeń w stylu: "rzekł, powiedział itp." razem z przysłówkami: "nieśmiało, z uśmiechem, enigmatycznie itd." Wydaje mi się, iż nie każda kwestia musi wspomagać się takimi zwrotami.
"Jestem kompozytorem i coś pewnie chciałem, ale już zapomniałem."

Xiri
Nexus 6
Posty: 3386
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » wt, 23 wrz 2008 21:40

Nie chodzi o dekadenckość, ale o wyjście z fazy warsztatowej. Chciałabym już skończyć z warsztatami i pisać na poważnie.
--------------
Przepraszam, że tyle zwlekałam z odpowiedzią. Nie miałam jakoś czasu, by przysiąść i odpisać.

Ika
Xiri...<tu następuje ciężkie westchnienie>, Ty możesz nawet mieć i talent do tego pisania, problem z tym, że Twoje teksty maja większą szansę zrobić furorę na innej planecie.
Trzeba było tak od razu! Zatem wracam, skąd przyleciałam.A tak na serio. Przedtem mi nikt o tym nie wspomniał, dlatego błędów doszukiwałam się zupełnie gdzie indziej. W sumie nie wiedziałam sama, czego szukam, zupełnie jak Harry Potter tych nieszczęsnych horkruksów w Insyniach Śmierci. Wiedziałam, że kopię końcówki opowiadań i używam wyrazów niezgodnie z ich znaczeniem - na tym terenie dokonywałam penetracji, milimetr po milimetrze, a że nic nie znalazłam, to zaczynałam od nowa.
Margo ma rację, używasz języka w sposób, który nam Ziemianom z tej parceli, jest kompletnie obcy. Czytając Twoje teksty odnoszę nieustanne wrażenie, że najpierw musiałabym je przepisać (po polsku) a dopiero potem przeczytać i ocenić.
Trudny jest ten język Terran, ale na szczęście istnieje Fahrenheit ;)
Androidy, których nie obejmował rozkaz penetracji - wymiękłam.
Niby w niektórych Twoich pomysł, czasem nawet poprowadzony dość sprawnie, ale język to jest jakaś zgroza. Radzisz sobie dobrze tylko w przypadku daleko idących restrykcji. Nie pamiętam już, które to drabble mi wpadło w oko, ale pamiętam, że wpadło i, że Twoje było.
Chyba chodziło o "Przepraszam... tu zombie"
Wbrew temu, co może się wydawać osobom mającym do czynienia z moimi tekstami, wcale nie wyszukuję kuriozalnych wyrazów, byle zabłysnąć. Staram się po prostu pisać jednocześnie i mądrze, i zrozumiale i nie infantylnie. Im mniej się staram, tym lepiej się ludziom podoba, zauważyłam, a jak siedzę miesiącami nad tekstem, to zawsze ląduje w błocie. Marnuję wówczas tylko swoj czas, kręgosłup i oczy. Czyli wychodzi, że opowiadanie powinnam napisać w 1 dzień, a powieść w miesiąc - wtedy będą dobre.
Radzisz sobie dobrze tylko w przypadku daleko idących restrykcji
Zobaczymy, jak będzie dalej. Przyznam, że trzecia generacja tekstów (mające określone cechy, tworzone mniej więcej w czasie maj 2006 - luty 2008) niezbyt mi się podobają. Opowiadań czwartej generacji nikomu jeszcze nie pokazywałam (na siłę mogę zaliczyć tu opko na ostatni konkurs, które ma cechy pośrednie 3/4). Jak zapowiadałam, jedno z nich opublikuję za jakiś czas na forum. Nie dziwcie się tymi podziałami na generacje, robię tak, by mieć wszystko uporządkowane i łatwiej mi było doglądać postępów. Każdy sposób jest przecież dobry.
Dać Ci wolną rękę, to androidy zostają objęte rozkazem penetracji
W sumie zawsze jest wolna ręka. Weźmy takiego "Mrocznego Żniwiarza" (czyżby
inspiracją był "Doom's Day"?). Mroczny Żniwiarz to może być Indianin, czyli piszta co cheta. Może to być statek kosmiczny - znów piszta, co chceta. Może to być kryptonim operacji... piszta co chceca. "Pocałunek komiczny" do 1000 znaków to także może być piszta co chceta, trzeba tylko puścić wodze wyobraźni. Wszystkie krótkie teksty warsztatowe pisałam w czasie 5-15 minut i, serio, nie zwracałam uwagi na ograniczenia. Jedynym ograniczeniem było w sumie: "nie rozpisuj się".

Co do androidów: użyłam tu rozkazu słyszanego na którymś wojennym filmie.

Iko. Dziękuję Ci, że mi napisałać parę słów, zarówno tu jak i na prw.

Małgorzata
Aha. Ja nie lubię przypisów, więc zawsze mnie uderza, że jakiś słowniczek jest, czy przypis. A u Ciebie, Xiri, skoro wszystko jest w tekście, to rola tego słowniczka jest zatem prosta, jak zaraza, i budząca mój sprzeciw natychmiastowy: bo wynika mi, że ten słowniczek jest dla szpanu.
Bynajmniej nie jest dla szpanu. Strasznie dziwne skojarzenie, przyznam. Trochę mnie ono wstrząsnęło. Ja jestem taka mała, kościelna, tchórzliwa myszka, która chce, by jej nikt nie widział i nikt nie słyszał, a szpanowanie oznaczałoby wyjście na środek hali kościelnej, gdzie wszyscy będą się gapić. Tragedia. Moim jedynym zamiarem było ułatwienie czytelnikowi czytania. Ty nie lubisz przypisów, lecz ze mną jest odwrotnie. Kiedy widzę jakiegoś "komplinka" czy "deomera", to wolę o nim przeczytać w 1-2 zdaniach na dole, niż głowić się
przez pół książki, czym taki "komplink" jest. Chyba w cyklu o Lonie Nolanie był ten "komplink" i za Chiny nie wiedziałam, czym on jest i skojarzyłam go sobie po prostu z laptopem. Czy ma on monitor holograficzny czy raczej rozkładany lcd? Jest lekki czy ciężki? Z jakiego metalu jest zbudowany? Co on potrafi? - w tekście nic o nim nie było, a nazwa brzmi tak ciekawie.
No, pewnie podejrzliwa jestem...
No właśnie... a ja tu się rozpisuję.
Pytanie, dlaczego cyborgi stworzyły androidy?
Odpowiem pytaniem na pytanie: dlaczego Bóg stworzył człowieka, a człowiek niszczy Boga?

Po prostu nikt nie mógł przewidzieć, co się wydarzy, a tworząc istotę inteligentną trzeba być przygotowanym, że ona może obrócić się przeciwko twórcy. Zwykle inspirację czerpię z przyrody, a w przyrodzie jest tak, że jedne gatunki giną ustępując miejsca innym (nie ważne, w jaki sposób, lecz żaden gatunek wyższy nie utrzyma się wiecznie). Tu jest podobnie, tyle że nie mamy do czynienia z gatunkami biologicznymi, lecz "gatunkami sztucznymi". Człowiek
tworzy cyborgi, które dominują człowieka, tamte z kolei tworzą androidy, które nie zgadzają się z światopoglądem i metodami twórców; wybierają sobie na sprzymierzeńca ludzi. Trochę jest też odwołanie do azteckich "dni i nocy", czyli falowania (złe czasy przeplatają się z dobrymi. Mówiąc językiem reklamy: padnij, powstań, znów padłeś, znów powstań). Ale dobra. Komplikuję.
Pytanie, dlaczego cyborgi stworzyły androidy? W celu odbudowania cywilizacji?
Raczej z tego samego powodu, co mityczni Anunaki stworzyli ludzi w Afryce 350 tys. lat temu - jako siłę roboczą. Jednak coś im nie wyszło.
Tylko trochę to pokręcone i nie bardzo rozumiem. Nieważne.
No rzeczywiście. Jak z "Doonie Darko". Dlatego każdy powinien interpretować tekst, jak chce. Błędu wówczas nie będzie.
Lord Ares jest uzurpatorem. Nie rozumiem, dlaczego? Niesłusznie przejął władzę, wbrew prawu? Jakiemu?
Powiedzmy że to taki dobry Lord Vader. Miał wszystkie cechy niezbędne dowódcy, dlatego nim został. Dla cyborgów jest uzurpatorem, czyli oznacza to, że musiał siłą odebrać im władzę, stając się samozwańcem. Świat [ludzie, androidy] go po prostu słuchał. Tu mamy kolejne zaplecze - czytelnik może wyobrażać sobie, co chce. W jaki sposób Ares doszedł do władzy w tekście jest nieistotne, tak jak w 1 części "Star wars" nieistotne jest jak wyewoluowało społeczeństwo Gan-ganów. Ono jest i tyle. Fabułę prowadzę z frontu cyborgów, nie androidów, zatem "patrzę" z ich punktu widzenia.
I czy maszyny łamią prawo?
Cyborgi są stroną negatywną, lecz mają swoje prawo. Każda cywilizacja w końcu je ma. Androidom się ono nie podoba, więc robią rewolucję i wymyślają własne prawo. Mamy zatem na Ziemi dwie potężne siły, jakby Ruskich (cyborgi) i Amerykanów (androidy). Jedni i drudzy raczej się nie pogodzą, więc jedno musi zdominować drugie, ostatecznie, by wreszcie zakończyły się zmagania zbrojne. A że androidy są tu tymi dobrymi, to żadnej rzezi nie będzie.
Skąd się wziął człowiek? Jak utrzymał się przy życiu?
To już nie ma znaczenia.
Skoro żyje, musieli go podtrzymywać przy życiu i karmić. Może coś mu wstrzykiwali, jakiś stroyent organiczny. Mamy tu podobną sytuację, co w "Animatrixie": skoro maszyny dominują ludzi, swoich twórców, zatem podstawą jest, by znali sposób funkcjonowania organizmu człowieka.
8. Wyjaśnia się, że lord Ares przybył po rośliny, które się w okolicach fortu cyborgów pojawiły. Nie pytam jak - na początku padło stwierdzenie:
Cytat:
Rośliny zapuszczają korzenie i rozwijają organy w najbardziej niedostępnych zakątkach globu, zwierzęta z kolei unikają naszych fortyfikacji jak ognia, pomimo że dawno temu przestaliśmy używać ich mięsa jako środka energetycznego i pozwoliliśmy im kroczyć własną, wytyczoną przez naturę ścieżką.
Brak szaty roślinnej na jałowym terenie nie oznacza, że nigdy się tam nie pojawi.

Cytat to stwierdzenie ogólne. A tam pojawiły się specyficzne gatunki roślin, coś tak rzadkiego, że o to warto walczyć. Na wagę złota. Pojawienie się tych roślin jest symboliczne, jako odrodzenie czegoś cennego, utraconego.
Okazuje się, że wojna była o to, że cyborgi nie chciały żyć z ludźmi.
Nie. Wróćmy może do motywu wojny Ameryki (androidy) z Rosją (cyborgi). Mamy dwie wielkie potęgi. Amerykanie, załóżmy, sprzymierzyli się z Indianami (ludzie). No i jak Amerykanie pobiją Rosjan, to i Indianie skorzystają. Ci "Indianie" są więc areną drugoplanową, a w tekście chodzi o zjednoczenie - drugi motyw obok tego powrotu do pierwotnego porządku.
Tyle, jeżeli chodzi o mój odbiór fabuły. Pomijam, że ciężko się przebić przez język, którym napisany jest utwór. Ciężko przebić się przez fabułę również, bo związki przyczynowo-skutkowe jakoś nie są dla mnie czytelne.
Po długiej przerwie przyznam, że faktycznie niezbyt udany tekst. Powinien poleżeć jeszcze więcej. Powinien być dłuższy, bo widzę, że dużo pytań pozostaje bez odpowiedzi i są wątpliwości. Zbyt namieszałam.
Poznałem wówczas w pełni znaczenie powiedzenia, że "bezczynność równa się udręce". Wiedziałem bowiem, że dzisiaj przybędą. Bezczynność = udręka <- dzisiaj przybędą. Coś mi się zdaje, że łączność logiczna w tym ciągu myślowym nie istnieje. Dla mnie przynajmniej - poza zasięgiem.
Skanery, zwiadowcy, te sprawy. Bohaterowie mają przecież radary w głowie (rok na to wskazuje, jak i przynależność bohaterów bardziej do maszyn niż ludzi). A cyborgi stoją bezczynnie, bo nie ma sensu rzucać się na silniejszą, lepiej przygotowaną armię.
To jest dla mnie język po prostu obcy. Prawidła, które nim rządzą, są poza moim zasięgiem poznawczym.
Mam pewne podejrzenia, że masz rację. Zauważyłam, że z wieloma ludźmi na tym forum nie mogę się dogadać, chociaż używamy tych samych wyrazów. Jak bohaterowie "Buran wieje z tamtej strony" normalnie.
Rodzi się jednak pytanie, dlaczego odbiorca, który wcale nieźle radzi sobie z komunikacją przy pomocy swojego języka (czyli ja), miałby się uczyć języka obcego, nowego. Szczególnie, że jest to język, którym posługuje się tylko jedna osoba - Ty, Xiri.
Tolkien chciał podobno napisać "Władcę Pierścieni" w wymyślonym przez siebie
elfickim.

Tutaj znów się zdziwiłam (zupełnie inaczej rozumujesz niż ja). Bynajmniej nie chcę, by ktoś miał coś się uczyć. Chcę tylko, by było oryginalnie i ciekawie jednocześnie. Tylko to. Dlatego nie pisałam w "pocałunkach" o jakichś żabach. A że wychodzi jak wychodzi, czyli nic nie wychodzi, oznacza, że trzeba pracować dalej.
Tak sobie myślę, że może Tobie właśnie warto polecić studiowanie SJP i SF do poduszki. Codziennie dziesięć wyrazów i jeden związek frazeologiczny, jak paciorek...
Obudź mnie o pierwszej w nocy, podaj stronę i linijkę od dołu, a w półprzytomności powiem Ci śpiewająco definicję, jaką chcesz, bo tak studiuję słownik. Już nie mogę patrzeć na te książki. Śnią mi się po nocach.

Zauważ jednak, że z komunikacją autor-czytelnik radzę sobie (21 września 2008) już dość dobrze. Powyższy tekst jest znacznie starszy, niż warsztatowe kurczaki, więc w sumie rozgrzebujemy przeszłość.

Mogłabym zwalić wszystko na to, że pochodzę z emigracji, ale nie zwalę, bo urodziłam się w Polsce. Moje nietypowe słownictwo bardziej wynika z tego, że jestem nihilistką i introwertyczką, częściowo z wyboru, częściowo z konieczności, a bezpośrednie kontakty międzyludzkie ograniczone są u mnie do płaszczyzny zawodowej. Nie ważne zresztą. Na Warsztatach udowodniłam jednak, że umię zrenozansować się z czytelnikami i pisać ich językiem, czyli w sposób komunikatywny i zrozumiały.

Dziękuję, że poświęciliście swój czas na omawianie powyższego tekstu, który, jak sama przyznaje po jego wielomiesięcznych odleżynach, nie wyszedł najlepiej. Spaprałam fabułę i dałam za dużo patosu, a raczej użyłam go niezbyt przemyślnie.

Awatar użytkownika
Gesualdo
Niegrzeszny Mag
Posty: 1752
Rejestracja: pn, 01 wrz 2008 14:45

Post autor: Gesualdo » ndz, 28 wrz 2008 19:54

Xiri pisze:Nie chodzi o dekadenckość, ale o wyjście z fazy warsztatowej. Chciałabym już skończyć z warsztatami i pisać na poważnie.
Jedno nie wyklucza drugiego. Możesz pisać na poważnie i zamieszczać opowiadania na FF (te "niepoważne", no chyba że zechcesz, to również te "poważne":))

A z ciekawości - faza powarsztatowa na czym ma polegać?
"Jestem kompozytorem i coś pewnie chciałem, ale już zapomniałem."

Xiri
Nexus 6
Posty: 3386
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » czw, 02 paź 2008 12:22

Faza warsztatowa to taka, w której dajesz opowiadania na warsztaty F (albo i inne), bo chcesz podszlifować swój styl/język/itp., albo po prostu siebie sprawdzić. Czyli że sporo już potrafisz i bliski jesteś dostania kop w dup.

Przedwarsztatowa to taka, w której jeszcze nie wyszedłeś ze skorupy, piszesz dla siebie lub znajomych, nieodpowiedno, z błędami, ale bardziej się tym nie przejmujesz, bo robisz to tylko dlatego, że lubisz.

Powarsztatowa będzie zatem już czystym kopem w dup i pójściem w świat.

Ja z kolei wykluczam możliwość pisania "na poważnie" i jednoczesnego wklejania opowiadań na forum. Zobacz, czy np. taki pan Grzędowicz robi coś takiego, skoro osiągnął już swój pułap i wydaje na papierze? Takie osoby w warsztatach nie mają już czego szukać, pozostaje im jedynie komentowanie tekstów osób starających się osiągnąć pułap lub udzielanie rad.

Awatar użytkownika
Gesualdo
Niegrzeszny Mag
Posty: 1752
Rejestracja: pn, 01 wrz 2008 14:45

Post autor: Gesualdo » pt, 03 paź 2008 13:23

W takim razie pozostaje mi tylko pogratulować rychłego "level-upa".

Ja niestety nie wpisuję się w podaną przez Ciebie klasyfikację. No ale to przecież mój problem.

Pozdrowienia
"Jestem kompozytorem i coś pewnie chciałem, ale już zapomniałem."

Xiri
Nexus 6
Posty: 3386
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » sob, 04 paź 2008 23:03

Zabrzmiało to jak w rpg. Paladyn: wytrzymałość 8, szybkość 10, magia 2, siła 15 :)

Pzdr

Zatem w tym temacie chyba wszytsko zostało powiedziane i wyjaśnione.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » śr, 19 lis 2008 01:38

Ja tak tylko ogólnym wrażeniem odpowiem na post, gdzie byłam cytowana przez Xiri (nie chce mi się cytować znowu, przyznam od razu).

Xiri, to, co napisałaś w kwestii dotyczących utworu prezentowanego, nie wyjaśnia niczego, a raczej - pogłębia jedynie moje przekonanie, że napisałaś utwór, w którym chciejstwo Autora przeważyło nad zrozumiałością i klarownością przekazu.

Znaczy, odpowiedzi musisz szukać w tekście i przez gębę mi kawałkiem tekstu przelecieć twardo. Ale w tekście nie ma, a czego nie ma w tekście, odbiorca nie będzie wiedział. Obowiązku dopowiadania i domyślania się, co Autor miał na myśli, kiedy napisał, co napisał - nie ma i nie będzie. Interpretacja utworu, tak przypomnę, nie jest próbą odgadnięcia intencji Autora.

Tak na marginesie.

A obserwacja Iki przywiodła mnie do wniosku, że do Ciebie stwierdzenie: "literatura to wolność tworzenia w ramach ograniczeń" pasuje dosłownie. Tobie trzeba narzucać pęta, ograniczać Cię restrykcyjnie, jak narowistego konia munsztukiem. Tylko co będzie, kiedy nas, którzy narzucamy Ci ograniczenia, zabraknie? Ano, kolejny etap Cię czeka, Xiri, musisz się nauczyć sama narzucać sobie ograniczenia. Im więcej, tym lepiej. :)))

Mądra jestem, nie? :P
Problem w tym, że nie mam pojęcia, jak to masz zrobić. Znaczy, będziesz musiała sama szukać metody na siebie.

No, to tyle moich wrażeń szybkich. Idę dokończyć kwarantannę - nie było mnie długo, trzeba parę innych tekstów omówić... :P
So many wankers - so little time...

Zablokowany