Pożegnanie...

Moderator: RedAktorzy

Little Mermaid

Pożegnanie...

Post autor: Little Mermaid » ndz, 20 kwie 2008 02:07

Witam!

Formalności:

http://www.fahrenheit.net.pl/forum/viewtopic.php?t=2603

Takie trochę w założeniu "poetyckie" opowiadanko sprzed wielu lat (ach, jak młoda i naiwna kiedyś byłam ;), które teraz akurat wypłynęło w moich myślach... W tych w gorszym nastroju niestety... Oddaję oficjalnie "na pożarcie" w Wasze umysły i klawiatury :) Mam nadzieję, że tym razem wątek fantastyczny zostanie spełniony... Jedno mogę obiecać - jest dosyć krótkie!

Będę wdzięczna za wszelkie komentarze.


Pozdrawiam i z góry dziękuję!



Pochylił się nad jej szeleszczącym cieniem jak nad suknią, którą jeszcze chciałby z niej zdjąć. Ciemność pełzała mu u stóp jak wierny sługa, choć nigdy nie zdobyłby się na to, by jej rozkazywać. Ufał jej raczej – tak jak ufa się ciepłu płomienia – i z wdzięcznością przyjmował schronienie, które ofiarowywała mu pod dachem swoich dłoni. Pochylony, zanurzył twarz w lustrze czerni, płosząc wszystkie cienie i cicho, jakby sam był cieniem, zbliżył się do postaci leżącej w mroku przy ścianie. Jego dłonie dotknęły ciepła jej skóry. Zgubiły się w lesie hebanowych włosów, w które wplatał kwiaty księżycowych odblasków. Zsunęły się na czoło, oczy, policzki, podbródek – delikatnie badając ich kruchą topografię, jak ślepiec przemierzający nieznaną mu krainę – choć przecież wędrował nią już tyle razy…

Deszcz, jak nieproszony gość, zastukał w kamienny parapet. I tak zimne i wilgotne powietrze ochłodziło się jeszcze bardziej. On jednak wiedział, że dzisiaj oboje nie będą czuli tego chłodu. Nie dziś w nocy. Kiedy przesunął dłonią po idealnej krzywiźnie jej szyi, aż wystraszył elfy śpiące w zagłębieniu pod jej obojczykiem, poczuł jej uśmiech. W ciemności uśmiech ten był dla niego jak niewidoczny płomień świecy, który ogrzewał go i jednocześnie przyciągał jak ćmę.

Powoli badał jej skórę – język drobnych zagłębień i chropowatej gładkości, wyczuwalny jedynie pod opuszkami palców. Nie spieszył się, podziwiając ją i czcząc jak najcenniejszy klejnot, który właśnie miał utracić. Delikatnie uniósł ją i objął ramionami, zamykając wokół niej magiczny krąg, chroniący ich przed całym światem.

Ujął ją za dłoń i poprowadził w deszcz i noc – poza kamienne mury, poza uśpioną ziemię i gwieździste niebo.

Minęli zdziwiony księżyc i zaspaną kometę, której puszystym ogonem owinęli się jak szalem. Przeskakując z jednego marzenia na drugie, przekroczyli rzekę snu, a kiedy znaleźli się po drugiej stronie, wiedział już, że są bezpieczni. Nie wypuszczał jej jednak z kręgu, który wokół niej utworzył, jakby stanowił on magiczny amulet, którego za nic na świecie nie można było uszkodzić. Jakby ich ciała zanurzone w mroku były punktem centralnym całego wszechświata i wszystkich jego czarów.
Dziękował za każdy jej oddech i obejmował ją coraz mocniej i mocniej, obawiając się, że ciemność może mu ją odebrać.

„Chcę ci coś pokazać.”
Czuła ciepło jego twarzy w zagłębieniu na swoim barku.
„Boję się.”
W tej ciszy wspomnienie jej głosu było jak oaza spokoju.
„Nic ci tutaj nie grozi.”
Usłyszała cichy szum. Z początku daleki, potem coraz bliższy i głośniejszy.
„To jest wolność.”
Zrobiła kilka kroków, a fale zaczęły omywać jej stopy.
„Wiesz, że…”
„Nic nie mów...”
Zanurzyła się w jego oceanie, a woda otoczyła ją błękitną czułością. Przestała być sobą, stała się częścią migotliwego kołysania i nieważkości.

A jednak liczył na cud i otrzymał go. Zaskoczony czas unosił się nad nimi jak bańka piany morskiej. Wciąż wiał wiatr.
„Dziękuję…”
Nie powinna poczuć tych kilku kropel więcej. Ale ich sól była inna, gdy torowała sobie drogę w dół jej ramienia. Była gorąca – choć tak samo słona.
Odwrócił szybko głowę.
Fale kołysały ją do snu.


XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX


Obudził ją promień, który jak szpieg słońca przebiegł jej po twarzy. Nie chciała otwierać oczu, bała się, że nie potrafi stawić temu czoła. Kamienne ściany ciągle miały jeszcze słony zapach.
Ale nagle weszło dwóch mężczyzn, szeroko otwierając drzwi, tak, że uderzyły o ścianę, jak policzek wymierzony drzemiącej jeszcze ciszy. Wzdrygnęła się. Mężczyźni mieli kaptury zsunięte na plecy, mogła więc przyjrzeć się ich twarzom. Były one jednak zamknięte jak nieczytane książki o złych zakończeniach.
Nie odzywali się.

Wkrótce jej hebanowe włosy leżały obcięte na kamiennej posadzce jak zagubione wspomnienie. Odruchowo podniosła dłoń i pogładziła się po pokrytym teraz tylko miękkim meszkiem karku.
Mężczyźni popchnęli ją w stronę drzwi. Wychodząc odwróciła się na chwilę, aby zobaczyć więdnące księżycowe kwiaty.
„Jak motyle na śniegu.”

Przestrzeń na zewnątrz pełna była światła i hałasów, które osaczyły ją z drapieżną agresywnością. Krążyły wokół niej jak stado oszalałych z głodu wilków, pozbawiając ją i tak już słabnącej woli. Kilka kroków było wiecznością zawieszoną nad przepaścią bez dna.
„Zatrzymać się, zatrzymać.”
Potknęła się.

Ktoś ją przytrzymał. Jakaś ręka ścisnęła jej ramię aż do bólu. Spojrzała na pobielałe kostki dłoni tuż obok swojej twarzy. Ręka cofnęła się szybko i tylko ona poczuła, jak przed ułamek sekundy, który dla niej zatrzymał się jak kropla na brzegu liścia, musnęła jej krótko ostrzyżonych włosów.
Podniosła głowę. Twarz mężczyzny skrywał ciemny kaptur.
Tak jakby mógł coś ukryć.
Uklękła.
Mężczyzna podniósł wysoko topór, na którego ostrzu słońce zagrało swoją pierwszą poranną melodię.
Położyła głowę.
Topór zadrżał – ale ona już tego nie widziała.
Zamknęła oczy. Czuła, że tonie.
„Szybciej.”
„Wybacz.”

Awatar użytkownika
karla
Sepulka
Posty: 93
Rejestracja: sob, 23 lut 2008 19:45

Post autor: karla » ndz, 20 kwie 2008 08:36

Pierwsze, co się rzuca w oczy to zaawansowana zaimkoza.
Pochylił się nad jej szeleszczącym cieniem jak nad suknią, którą jeszcze chciałby z niej zdjąć. Ciemność pełzała mu u stóp jak wierny sługa, choć nigdy nie zdobyłby się na to, by jej rozkazywać. Ufał jej raczej – tak jak ufa się ciepłu płomienia – i z wdzięcznością przyjmował schronienie, które ofiarowywała mu pod dachem swoich dłoni. Pochylony, zanurzył twarz w lustrze czerni, płosząc wszystkie cienie i cicho, jakby sam był cieniem, zbliżył się do postaci leżącej w mroku przy ścianie. Jego dłonie dotknęły ciepła jej skóry.
Widzisz, ile tego jest? a to przecież tylko pierwszy akapit...

a to zdanie to istny koszmarek:
Kiedy przesunął dłonią po idealnej krzywiźnie jej szyi, aż wystraszył elfy śpiące w zagłębieniu pod jej obojczykiem, poczuł jej uśmiech.
Co prawda nie przepadam za poetyckimi tekstami, ale niektóre porównania były naprawdę bardzo ładne:
Zgubiły się w lesie hebanowych włosów, w które wplatał kwiaty księżycowych odblasków.
Minęli zdziwiony księżyc i zaspaną kometę, której puszystym ogonem owinęli się jak szalem.
Obudził ją promień, który jak szpieg słońca przebiegł jej po twarzy.
Chylę czoła przed twoim kunsztem:) Styl też niezły, choć gdybyś popracowała nad zaimkami tekst czytałoby się o niebo lepiej.
Wystarczą opuszczone spodnie i chwila nieuwagi, by ktoś nieżyczliwy dobrał ci się do dupy.

A.Sapkowski Narrenturm

Little Mermaid

Post autor: Little Mermaid » ndz, 20 kwie 2008 10:47

Bardzo mi miło, że podobał Ci się styl, dziękuję za przychylne słowa.

A zaimkoza - o matko! - faktycznie, chyba jakiejś wybiórczej ślepoty dostałam, albo diabeł mi te zaimki ogonem poprzykrywał. Zazwyczaj staram się zwracać na to baczną uwagę. Oj wstyd mi...

Awatar użytkownika
hundzia
Złomek forumowy
Posty: 5573
Rejestracja: pt, 28 mar 2008 23:03
Płeć: Kobieta

Post autor: hundzia » ndz, 20 kwie 2008 12:10

Syrenko, mały ukłon w twoją stronę.
Jest to piękne opowiadanie, doprawdy poetyckie, ale niestety adresowane do wąskiej grupy odbiorców. Jest śliczne, ujęło mnie, choć proza poetycka jest dla mnie czymś raczej ciężkostrawnym. Też kiedyś napisałam opowiastkę o smoku, choć też starałam się by wyszła poetycko, wyszedł mi z tego bardziej biały wiersz niż opowiadanie i zostało okropecznie zjechane przez kilkoro ludzi, więc zaniechałąm takich prób. Ale tobie się udało!
Chociaż, tak, jest małe ale, karla pierwsza spostrzegła nadmierną ilość zaimków (przy okazji podoba mi się twój nowy avatar Karla), a niektóre porównania są naprawdę poruszające. Takiego kunsztu ci gratuluję, takiego doboru słów zazdroszczę. Tylko są takie maciupeńkie zgrzytki...
Ręka cofnęła się szybko i tylko ona poczuła, jak przed ułamek sekundy, który dla niej zatrzymał się jak kropla na brzegu liścia, musnęła jej krótko ostrzyżonych włosów.
To zdanie jest mało zrozumiałe. Kto musnął? Ręka, czy kropla na brzegu liścia? Ja rozumiem, że chodzi i rękę ukochanego ale to zdanie piszczy mi w uszach.
Pochylił się nad jej szeleszczącym cieniem jak nad suknią, którą jeszcze chciałby z niej zdjąć
Usunęłabym słowo "jeszcze". NIe jest potrzebne, a wytrąca z rytmu.
Kiedy przesunął dłonią po idealnej krzywiźnie jej szyi, aż wystraszył elfy śpiące w zagłębieniu pod jej obojczykiem, poczuł jej uśmiech.
Rozumiem, poezja, ale te elfy mi nie leżą. Poza tym poczuł uśmiech. No, poetycko czy nie, ale nieściśle. Mógłby poczuć ostatecznie śmiech, gdyby zadrżały jej ramiona, albo dmuchnęła ciepłem w ucho, ale uśmiech? Jest bezdźwięczny, więc nie usłyszałby, jest tak niewielkim grymasem ust, że raczej ciężko go poczuć.

To tyle. Nie za dużo prawda? To dobrze, twój dekst wygląda na dopracowany (poza tymi nieszczęsnymi zaimkami) i wypieszczony, wydaje mi się, że oddaje jakiś twój stan duchowy, że tchnęłaś w niego część swojej chi, dlatego udziela się nastrój opowiadania. To duży, ogromniasty plus! Aż mnie korci by zapytać, czy byłaś smutna, więc napisałaś to opowiadanie, czy może napisałaś, pod wpływem impulsu, a potem zrobiło ci się smutno? BO tak krótki tekst niesie w sobie tak potężny ładunek emocji, że aż zaczęłam myśleć o autorce. Czy wszystkie jej teksty są tak smutne? Dlaczego? Czy wszystkie są poetyckie? Czy została zdradzona, lub poniżona?

Wiesz, to są z reguły pytania retoryczne, ale postały w mojej głowie po przeczytaniu, a to dobrze, bo znaczy, że tekst zapadł mi w pamięć.
Oby tak dalej!
Wzrúsz Wirúsa!
Wł%aś)&nie cz.yszc/.zę kl]a1!wia;túr*ę

Little Mermaid

Post autor: Little Mermaid » ndz, 20 kwie 2008 13:40

Hundzia, dziękuję Ci bardzo za komentarz, który dużo dla mnie znaczy.
(BTW mały offtopik - też bardzo lubię Gigera ;) )

Zgadzam się z wszystkimi poprawkami.

Zdaję sobie również sprawę z tego, że jest to tekst zdecydowanie dla wąskiej grupy odbiorców. Nie był pisany w celu publikacji. I bardzo długo zastanawiałam się, czy go zamieścić na ZW (czy też wybrać coś mniej ryzykownego). Powiem tak - zdecydowanie powstał on pod wpływem emocji. I obawiałam się, że emocje te tak zdominują słowa, że wyjdzie z tego jakiś niezrozumiały bełkot. Nigdy więcej nie zdarzyło mi się napisać niczego aż w tak poetyckim klimacie. Dlatego bardzo dużo dla mnie znaczy, że jednak zdołałam w jakimś stopniu wrażliwego odbiorcę poruszyć i podzielić się z nim odrobiną własnego chi.

To dodaje sił. Dziękuję.

Na koniec chciałam tylko zapewnić wszystkich szacownych użytkowników tego forum, że w przyszłości widząc avatar syrenki, nie muszą uciekać w popłochu przed wiecznym zalewem splinu.

Czasem zdarza mi się nie być smutną. Tak z raz na miesiąc ;)

Awatar użytkownika
rubens
Fargi
Posty: 442
Rejestracja: sob, 23 lut 2008 00:00

Re: Pożegnanie...

Post autor: rubens » ndz, 20 kwie 2008 16:21

Muahaha, to ja! The Invincible Newbies Destroyer :) A tak serio, to pomimo żem kojarzony z krytyką, czepialstwem i prawie-chamstwem, to postaram się o rzetelną pracę nad tym tekstem :>

...

I co? I nie mogę! Nie mogę tak wziąć i pociąć i zbesztać. Pomimo, że nieczytelne opisy, i że nie wiadomo, co to za akcja, gdzie się dzieje i, o zgrozo, które "jej" to kobieta, a które ciemność, to nie mogę go pociąć, bo napisałaś, że to tekst poetycki. Skoro tak, to nie mogę się przyczepić, że tekst mówi o niczym, bo jest poetycki... i o czymś mówi... Nie potrafię go zanalizować :P Tfu, na cholerę mi ta filologia polska? :D
Nie mój klimat, wiadomo, aczkolwiek czytało się składnie, bez potknięć.
Pozdrawiam i czekam na coś... hm... co bardziej prozą niż poezją :)
Niecierpliwy dostaje mniej.

Awatar użytkownika
Hitokiri
Yilanè
Posty: 3642
Rejestracja: ndz, 16 kwie 2006 15:59
Płeć: Kobieta

Post autor: Hitokiri » ndz, 20 kwie 2008 17:01

Przeczytałam. Początek IMO pasowałby, jako opis jakiegoś snu, wpisany w takie bardziej prozatorski tekst. A jeśli chodzi o ogólną opinię o całości - nie podobało mi się. Nie wiem o co chodzi w treści, a forma... Owszem, lubię poetyckie porównania, ale co za dużo to niezdrowo. No, ale to proza poetycka, więc się tego nie czepiam ;) A ja nie lubię prozy poetyckiej.
Niemniej czytało się bez zgrzytów, więc jak napiszesz coś mniej poetyckiego, to ja chętnie poczytam :)
"Ale my nie będziemy teraz rozstrzygać, kto pracuje w burdelu, a kto na budowie"
"Ania, warzywa cię szukały!"

Wzrúsz Wirusa! Podarúj mú "ú" z kreską!

Świeżynek

Post autor: Świeżynek » ndz, 20 kwie 2008 17:37

Niestety syrenko ja też jestem na nie. Lubię teksty, które rozumiem, a Twojego nie rozumiem za grosz. Widzę tu dwa odrębne opowiadanka i żadnego związku. W pierwszym on niesie ją do wody i płacze. W drugim obcinają jej włosy i wiodą na szafot. Katem prawdopodobnie jest on. Specjalnie piszę on i ona, bo w zasadzie nie wiadomo o kogo chodzi. Styl poetycki jest ładny i łagodny, ale zdecydowanie nadużywasz porównań. Wszystko ma u Ciebie cechy osobowe: ciemność jest sługą, deszcz nieproszonym gościem, księżyc jest zdziwiony, a kometa zaspana. Za dużo tego. Prosty chłop, jak ja, po prostu się gubi. Główna treść opowiadania uciekła mi w nadmiarze opisu. Styl masz naprawdę ciekawy, ale nie nadużywaj poetyczności nawet w poetycznym tekście.

Awatar użytkownika
hundzia
Złomek forumowy
Posty: 5573
Rejestracja: pt, 28 mar 2008 23:03
Płeć: Kobieta

Post autor: hundzia » ndz, 20 kwie 2008 17:57

Tak jak już zauważyłam Syrenko: Wąskie ( a nawet jeszcze węższe) grono odbiorcze ;)))

Co tam, na rubensa nie licz, on nie ma w sobie za grosz romantyczności, z nim to możesz podyskutować na temat wechikułu czasu, ale o poezji i romantyce... zapomnij.

A propos Geigera - jesteś pierwsza która rozpoznała ojca Obcego :)))
Wzrúsz Wirúsa!
Wł%aś)&nie cz.yszc/.zę kl]a1!wia;túr*ę

Awatar użytkownika
rubens
Fargi
Posty: 442
Rejestracja: sob, 23 lut 2008 00:00

Post autor: rubens » ndz, 20 kwie 2008 19:06

hundzia pisze: Co tam, na rubensa nie licz, on nie ma w sobie za grosz romantyczności, z nim to możesz podyskutować na temat wechikułu czasu, ale o poezji i romantyce... zapomnij.
Nooo, przepraszam baaaardzo! Ja Cię jeszcze, hundzia, zadziwię kiedyś moim skubanym romantyzmem, zobaczysz...

A co do wąskiego grona odbiorców... to też się nie zgodzę... Proza poetycka - jak dla mnie cool. Miłuję wręcz Schulza, zaczytywałem się swego czasu, kontemplowałem, odkrywałem o odgadywałem słowo... Jednak... w zestawieniu: poetyka Schulz:Little Mermaid... 10:1... przykro mi. U Syrenki, już ktoś wyżej zauważył, jest raczej epitetoza wszystkiego, niż poetyzacja słowa... Nie mówię, ze to BARDZO ŹLE... ale przy braku KONIECZNEGO warsztatu, naprawdę wyrobionego, prowadzi do pogmatwania... nieprawdaż? :)

Pozdrawiam Syrenkę, za poetyckość, no i hundzię - za wyzwanie o romantyzm... :> Na ubitą ziemię! Już! :)
Niecierpliwy dostaje mniej.

Little Mermaid

Post autor: Little Mermaid » ndz, 20 kwie 2008 19:43

rubens, Hitokiri, Świeżynek - bardzo Wam dziękuję za komentarze.

Tak sobie myślę, że to jednak nie był mój najlepszy wybór na opowiadanko do pierwszej oceny. Bo akurat w tym przypadku, przyznaję, emocje mnie poniosły, i fakt, pojechałam z metaforyką po bandzie. I to rzeczywiście może się nie podobać.

Cieszy mnie jednak fakt, że jesteście skłonni przeczytać coś bardziej "spełniającego ogólne standardy" ode mnie. Jeśli będę miała jeszcze przyjemność podzielenia się czymś z Wami, obiecuję, że będzie to już proza, proza, bez żadnych dodatków cukru w cukrze, że tak powiem.

Słowo harcerza, tfu! - Syrenki! :)

Awatar użytkownika
Tenshi
Pćma
Posty: 218
Rejestracja: pn, 28 sty 2008 22:19
Płeć: Kobieta

Post autor: Tenshi » pn, 21 kwie 2008 12:32

Zasadzam się na komentarz odkąd ten tekst tu trafił, ale nie umiem tego skomentować, więc lepiej zapytam.

Co tam się dzieje? Bo ja nie rozumiem ;] Kto, kogo, co? bez dlaczego, nie wymagam aż tak wiele. Po prostu wyobraziłam sobie komety, morze, czarne włosy i ogólnie... Ale bardziej mi to na opis dwóch obrazów wygląda niż coś co ma (ten no) fabułę O_o

Podobały mi się 2-3 porównania, a "szeleszczącego cienia" nie umiem sobie wyobrazić. Znaczy umiem, ale zbyt to realistyczne nie jest.

No, to czekam na coś z fabułą, którą zrozumiem,

Ten.

edit/literówki
Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

elantari

Post autor: elantari » ndz, 27 kwie 2008 16:10

Lubię teksty poetyckie, ale nie aż tak. Generalnie należę do tycz czytaczy co przeczytaja wszystko, ale nie koniecznie strawia.

Niestety Twojego tekstu nie moge strawić. Dla mnie akcji prawie tutaj brak. Co chwila jakis zaimek sprawia, że "chrzęsci" mi tu w ustach.

Pomysł dobry, może i bardzo dobry, ale wykonanie tragedia.

Nie wiem, czy nie za bardzo oplotłaś się w aure tajemniczości, wtedy było y to wszystko bardziej zrozumiałe.

Little Mermaid

Post autor: Little Mermaid » ndz, 04 maja 2008 20:23

elantari - dziękuję za komentarz oraz Tenshi za, powiedzmy, "łagodną próbę komentarza" :)

Ostatnio wyjazdy oraz pewne kłopoty ze zdrowiem wyłączyły mnie na jakiś czas z forum, ale zrozumiałam lekcję i postanowiłam, że wytatuuję sobie na płetwie hasło "Co za dużo, to niezdrowo".

Dziękuję i pozdrawiam!

Awatar użytkownika
Czarownica
ZakuŻony Terminator
Posty: 1612
Rejestracja: pn, 14 sie 2006 20:48

Post autor: Czarownica » śr, 07 maja 2008 05:10

Droga Syrenko, tera ja!
Little Mermaid pisze:Tak sobie myślę, że to jednak nie był mój najlepszy wybór na opowiadanko do pierwszej oceny. Bo akurat w tym przypadku, przyznaję, emocje mnie poniosły, i fakt, pojechałam z metaforyką po bandzie. I to rzeczywiście może się nie podobać.
Metaforyka jako taka, czemu nie, proszę bardzo, jestem za. Ale metaforyka musi być przemyślana. Inaczej jest śmieszna, niestety, wbrew autorskim zamierzeniom.

No to lecim:
Little Mermaid pisze:Pochylił się nad jej szeleszczącym cieniem jak nad suknią, którą jeszcze chciałby z niej zdjąć.
Znaczy się, o co chodzi? „Jeszcze chciałby”, czyli że co, wciąż ma na to zdejmowanie sukni ochotę? Czy może samo pochylanie się mu nie wystarcza i nie dość, że się pochyla, to na dodatek zdejmować chce? No bo ja nie rozumiem.
Ciemność pełzała mu u stóp jak wierny sługa, choć nigdy nie zdobyłby się na to, by jej rozkazywać. Ufał jej raczej – tak jak ufa się ciepłu płomienia – i z wdzięcznością przyjmował schronienie, które ofiarowywała mu pod dachem swoich dłoni.
To wszystko bardzo ładne, nie mogę sobie jednak wyobrazić czegokolwiek, co pełza u stóp i jednocześnie chroni pod dachem swoich dłoni – że sobie tak zrymować pozwolę. Długie łapki ma ta ciemność :P

Znaczy, pogrubione fragmenty nie współgrają za bardzo w jednym opisie, oj nie.
Pochylił się nad jej szeleszczącym cieniem jak nad suknią, którą jeszcze chciałby z niej zdjąć.
Pochylony, zanurzył twarz w lustrze czerni [...]
Drugie pogrubienie niepotrzebne.
Pochylony, zanurzył twarz w lustrze czerni[1], płosząc wszystkie cienie[2] i cicho, jakby sam był cieniem, zbliżył się do postaci leżącej w mroku przy ścianie.
1. yyyy… w czym?
2. ciemność pełza bohaterowi u stóp, a ten cwaniak potrafi przy okazji wypłoszyć wszystkie cienie i to na dodatek zanurzając twarz w lustrze czerni. Czymkolwiek to ostatnie jest. Ja nie wiem, jak on to robi. Chuck Norris się chowa :P
A zasada jest prosta: jest ciemno, ergo nie ma światła, ergo, nie ma cieni. Ergo: niczego nie trzeba płoszyć.
Jego dłonie dotknęły ciepła jej skóry.
Dłonie ciepła nijak nie dotkną. Poczuć ciepło mogą co najwyżej.
Wystarczy zmienić na: Dotknął jej ciepłej skóry. Przy odrobinie wysiłku, można się nawet tego „jej” pozbyć:
Wyciągnął dłoń, dotknął ciepłej skóry koniuszkami palców.
Zgubiły się w lesie hebanowych włosów, w które wplatał kwiaty księżycowych odblasków.

Kwiaty księżycowych odblasków? W ciemnościach?
Wystarczy napisać coś o księżycu za oknem. Wtedy nie byłoby tak ciemno, może nawet znalazły by się jakieś cienie do przepłoszenia.
Deszcz, jak nieproszony gość, zastukał w kamienny parapet.
O proszę. Jest parapet, musi być i okno.

Ale nic z tego, ponieważ dalej czytamy:
W ciemności uśmiech ten był dla niego jak [...]
Uśmiechu nie widział, tylko czuł, zatem jednak ciemno było. I to chyba nawet bardzo.

I tak zimne i wilgotne powietrze ochłodziło się jeszcze bardziej. On jednak wiedział, że dzisiaj* oboje nie będą czuli tego chłodu.
*Chyba raczej: tej nocy.
Nie tej nocy.
Otóż i właśnie.

Proponuję to "dzisiaj" wyciąć i tyle. I „oboje” też wyciąć. "Tego" takoż.
On jednak wiedział, że nie będą czuli chłodu. Nie tej nocy.
Powoli badał jej skórę – język drobnych zagłębień i chropowatej gładkości, wyczuwalny jedynie pod opuszkami palców.
Hmm… Już sama nie wiem. Badał ją językiem? Czy może raczej jej skórę porównuje Ałtorka do języka?
Pogrubienie: ładny oksymoron. Nie jestem jednak przekonana, czy zamierzony. Coś mi mówi, że nie.
Delikatnie uniósł ją i objął ramionami, zamykając wokół niej magiczny krąg, chroniący ich przed całym światem.
Zaimkoza została już wypomniana, to się nie będę powtarzać.
Czepnę się za to czegoś innego: zamyka krąg wokół niej, znaczy jego chyba ten krąg nie obejmuje, znaczy, chyba nie chroni. Chyba. Nie wiem, nie znam się.
Ujął ją za dłoń i poprowadził w deszcz i noc […]
Przez okno?
O ja wredna Wiedźmucha ;)
Minęli zdziwiony księżyc i zaspaną kometę, której puszystym ogonem owinęli się jak szalem.
Nie dociekam, dlaczego księżyc był zdziwiony, choć może powinnam, czepiam się natomiast samego księżyca. W tekście pada. Z chmur, jak mniemam. Skąd zatem ten księżyc? Skąd kometa?
A nawet gdyby była, to proszę mi wyjaśnić, jakim cudem oni mieliby się jej puszystym ogonem owijać? Ja rozumiem, że metafora, że poetyckość, chciałabym jednak móc to sobie wyobrazić. A nie mogę.
„Chcę ci coś pokazać.”
Czuła ciepło jego twarzy w zagłębieniu na swoim barku.
„Boję się.”
W tej ciszy wspomnienie jej głosu było jak oaza spokoju.
„Nic ci tutaj nie grozi.”
Usłyszała cichy szum. Z początku daleki, potem coraz bliższy i głośniejszy.
„To jest wolność.”
Zrobiła kilka kroków, a fale zaczęły omywać jej stopy.
„Wiesz, że…”
„Nic nie mów...”
Gorąco zachęcam do zapoznania się z prawidłowym zapisem dialogów.
Czuła ciepło jego twarzy w zagłębieniu na swoim barku.
Ojej.
W tej ciszy wspomnienie jej głosu było jak oaza spokoju.
Dlaczego wspomnienie?
Zanurzyła się w jego oceanie, a woda otoczyła ją błękitną czułością.
Miał taki swój własny osobisty prywatny na własność ocean, tak?
A jednak liczył na cud i otrzymał go. Zaskoczony czas unosił się nad nimi jak bańka piany morskiej. Wciąż wiał wiatr.
„Dziękuję…”
Nie powinna poczuć tych kilku kropel więcej. Ale ich sól była inna, gdy torowała sobie drogę w dół jej ramienia. Była gorąca – choć tak samo słona.
Smutno mi. Nic nie rozumiem.

Potem następuje seria metafor tudzież porównań:
Obudził ją promień, który jak szpieg słońca przebiegł jej po twarzy.
Ale nagle weszło dwóch mężczyzn, szeroko otwierając drzwi, tak, że uderzyły o ścianę, jak policzek wymierzony drzemiącej jeszcze ciszy.
Mężczyźni mieli kaptury zsunięte na plecy, mogła więc przyjrzeć się ich twarzom. Były one jednak zamknięte jak nieczytane książki o złych zakończeniach.
Ręka cofnęła się szybko i tylko ona poczuła, jak przed ułamek sekundy, który dla niej zatrzymał się jak kropla na brzegu liścia, musnęła jej krótko ostrzyżonych włosów.
po których to jeszcze bardziej mi smutno.

Dlaczego „szpieg” słońca?
Jakim cudem twarze mogą być zamknięte? Usta - to już prędzej. No i jeszcze te nieczytane książki, te złote zakończenia… Chodziło zresztą nie o zakończenia, jak mi się zdaje, ale o grzbiety, czy o coś w ten deseń.
Brzydkie powtórzenia pogrubione. Porównania porównaniami ale, co za dużo to nie zdrowo. Można też tak stosować porównania, by tychże powtórzeń uniknąć.
Podniosła głowę. Twarz mężczyzny skrywał ciemny kaptur.
Tak jakby mógł coś ukryć.
I znowu.
„Szybciej.”
Kto to powiedział? Do kogo?
„Wybacz.”
Co? Komu?

Aha, coś tam jeszcze było o jakiś elfach. Jeśli to metafora, to niech jej lepiej nie będzie :P

No cóż… Prawdę mówiąc, nie wiem, o ssso chozzziii. Nie wiem, kim byli bohaterowie, wiem tylko, że coś ich łączyło. Gubię się i nie potrafię powiedzieć, czy pierwsza część tekstu to sen, czy nie sen, a jeśli tak, to czy to jej sen, czy jego. Z pierwszej części wynika, że jego. W drugiej wręcz przeciwnie. No i nie wiem, za co spotkał ją taki marny los.

Opowiadanie jest dla mnie niezrozumiałe nie dlatego, że jest poetyckie, ale dlatego, że brak w nim konsekwencji w opisywaniu świata przedstawionego, czyli, mówiąc brutalniej, Ałtorka najwyraźniej sama do końca nie jest pewna, co właściwie opisuje. Porównania i metafory barwne, malownicze i liczne jak cholera, a nawet bardziej, tyle że moim wiedźmuchowym zdaniem kompletnie nietrafione.

Miało być pięknie, a osiemnastu zasad pisania pióra Marka Twaina chyba jednak nikt nie czyta. I to nie jest piękne. To jest smutne.
<gollum bunny mode on> Świeże mięsssko, hyhyhyhy... Dopsie, dopsie... >:-] Tak, tak, trzeba pisssać, wysssyłać, tak, tak, trzeba, rozwijać sssię, tak, tak... Bałdzo dopsssie, ssskarby, dopsssie... <gollum bunny mode off> - by Harna

Zablokowany