Warsztaty z pocałunkiem - podsumowania słów kilka

Moderator: RedAktorzy

Zablokowany
Awatar użytkownika
hundzia
Złomek forumowy
Posty: 4053
Rejestracja: pt, 28 mar 2008 23:03
Płeć: Kobieta

Post autor: hundzia » sob, 30 sie 2008 22:52

To tak, jak myślałam i czytałam w innym opiniach :) Cóż, to były moje pierwsze warsztaty, czuję, że teraz stać mnie na więcej :) Dziękuję, bo choć trochę zostałam podbudowana, a nie tylko zdołowana :) Bajki i stereotypy mnie odrzucają, postaram się poprawić na przyszłość, zwłaszcza, jeśli na ogłoszenie o konkursie natknę się wcześniej, niż na tydzien przed terminem :)
A tak przy okazji: Do zapowiadanych zmian i reaktywacji już niedługo, prawda? Ruszą znowu warsztaty?

EDIT: do piachu, nie znaczy do Piacha? Bo mnie połówek, żywcem pożre...
Wzrúsz Wirúsa!
Wł%aś)&nie cz.yszc/.zę kl]a1!wia;túr*ę

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14500
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » sob, 30 sie 2008 23:05

No, i co więcej mogłam napisać, Hundziu? Nie połączyłaś, znaczy - albo nie rozumiałaś istoty komizmu, albo nie rozumiałaś tematu warsztatów. Koncepcja ma być w ramach ograniczeń. Ograniczenia narzucamy tutaj odgórnie, by stworzyć sytuację sztuczną, modelową, zbliżoną do nieistniejącej sytuacji idealnego odbioru i mającą cel edukacyjny.
A Ty sobie odpuściłaś rozumienie tematu właśnie, IMAO.

A KPiach, czyli Duży Piasek, nie przez przypadek został zwolniony z odpowiedzi. Jemu się udaje wysypać, może z wiatrem wylatuje - w każdym razie, nie trafia do piachu Piach, spryciarz jeden.
Poza tym KPiach ma swoją piaskownicę, a ja mam swoją. I nasze piaskownice nie są nawet po sąsiedzku. :P:P:P
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
hundzia
Złomek forumowy
Posty: 4053
Rejestracja: pt, 28 mar 2008 23:03
Płeć: Kobieta

Post autor: hundzia » sob, 30 sie 2008 23:20

Szczęściarz. Albo wyjadacz :)
Wzrúsz Wirúsa!
Wł%aś)&nie cz.yszc/.zę kl]a1!wia;túr*ę

Awatar użytkownika
Keiko
Stalker
Posty: 1801
Rejestracja: wt, 22 sty 2008 16:58

Post autor: Keiko » ndz, 31 sie 2008 14:55

Niedobra Małgorzata, niedobra… tak fajnie jest być leniwym ałućtorem, a tutaj każą się poniżać i pisać, co się chciało napisać :))))))))
W dodatku jak każdy rasowy grafoman muszę napisać dużo, dużo objętości aby sprostać legendzie :P

Pocałunek tragiczny

Tragiczny on miał być zgodnie z punktem drugim definicji
tzn. „naznaczony nieszczęściem”

Rozbierając na czynniki pierwsze:
scena: wojna (znaczy się nieszczęście); śmierć matki (najczęściej dla dziecka nieszczęście), zbliżająca się nieuchronna, pełna cierpienia śmierć dziecka (nieszczęście w sumie bezdyskusyjne)

rekwizyty fantastyczne: personifikacja ognia i śmierci
Personifikacja ognia – „uczłowieczony” ogień całuje, jest to jedyny sposób w jaki może wejść w kontakt z drugą osobą – niestety poprzez swoją naturę ten jego pocałunek niszczy i zabija; ogień zbliża się do chłopca – chce mu niejako zastąpić zabita matkę, i wie, że zastąpi = jak już przytuli i ucałuje to zabierze dziecko z tego okrutnego świata; niestety ten pocałunek z punktu widzenia człowieka = potworne cierpienie i śmierć
Personifikacja śmierci (choć raczej anioła śmierci, posłańca dusz czy coś w tym stylu) – jest to wszystkowiedzący narrator, celem było wprowadzenie osoby która posiadając wiedzę o przyszłości i teoretycznie „nadludzkie” możliwości nie zrobi nic, aby zapobiec temu co wg ludzkiej miary jest potwornym okrucieństwem, cel – wywołanie mocnego akcentu w końcówce

starałam się aby nic w tej scenie nie było przypadkowe:
- scena palenia (zakopywania) zwłok po egzekucji, wraz z ofiarami, które miały pecha i wciąż żyją, to niestety rzecz którą można spotkać w opisach zarówno z II wojny światowej jak i współczesnych konfliktów w Afryce
- dym unoszący się ku niebu (tu akurat był błąd logiczny wytknięty mi w komentarzach) uzasadniał dlaczego dziecko wciąż żyje zamiast udusić się dwutlenkiem węgla
- dziecko (zamiast osoby dorosłej) wbrew pozorom wcale nie miało zwiększać tragizmu sytuacji (choć odbiór takiej sceny jest wtedy bardziej emocjonalny) ale uzasadnić dlaczego ofiara nie broni się, nie ucieka a jedynie biernie czeka „na swoja kolej”

Czy osiągnęłam cel? Nie mnie oceniać ;) wiem jednak czym dobiłam tekst – miałam trochę czasu do deadline i zaczęłam kombinować – mianowicie postanowiłam w ramach prywatnego ćwiczenia przerobić scenkę na drable (bardzo żałując, iż nie załapałam się na poprzednie edycję); cel osiągnęłam – zmieściłam się w 100 słowach, ale całość zrobiła się bardzo, bardzo poetycka – więc wniosek, nie należy łapać 10 srok za ogon, szczególnie jak się jest wanabe tfurcą ;)

Pocałunek komiczny

Komiczny czyli wywołujący śmiech jak u Arystotelesa: „niezgodność oczekiwania z rzeczywistością” – oczekiwanie czytelnika : księżniczka + „żyli długo i szczęśliwie” rzeczywistość: prowokacja i aresztowanie
Dlaczego bajka? Aby czytelnik nie miał pokusy odebrania świata przedstawionego „na serio” wówczas bowiem pocałunek z komicznego zrobiłby się tragiczny;
Zastosowane środki (dużo ich, pewnie dlatego, że miałam nadzieję, iż coś „zaskoczy”)
Komizm sytuacyjny:
– po pocałunku ropucha nie zmienia się w królewnę ale pojawiają się osobnicy robiący zasadzkę
- książę nie całuje kobiety ale mężczyznę
Komizm postaci:
– książę nie jest romantyczny ale waha się pomiędzy wyrachowaniem (fragmencik z ojczyzną i dziedzicem) a byciem „wielkopańskim estetą” (fragmencik o śluzie w miejscach intymnych)
- Żabka nie jest śliczną zieloną żabką a dużą ropucha ociekającą śluzem (jak to zwykły robić ropuchy w sytuacjach stresowych)
Komizm języka:
- romantyczna sceneria bajki i język rodem z XX wiecznego państwa totalitarnego (kontrast stylistyczny)

Co z tego się udało? Pewnie niezbyt dużo sądząc po darciu szat Iki i Małgorzaty :)

W ramach kilku małych uwag mogę dodać:
1. nie zdawałam sobie sprawy, że motyw bajki jest tak bardzo „oklepany” – pewnie dlatego, że sama takich książek nie lubię i staram się ich nie czytać :))))
2. Bardzo ciekawa jestem jak na odbiór tekstu ma wpływ fakt, że ponad połowa tekstów warsztatowych jest o żabkach, czyli czy w innej konfiguracji byłby znośny?
3. Nie był to pierwszy tekst jaki powstał na te warsztaty, pierwszy pomysł wrzuciłam tutaj (Fraszka o krótkowzrocznym kochanku) ale przedostatniej zwrotki nie mogłam dograć „melodyjnie” więc nie poszło :))))
4. to były moje drugie warsztaty, tekst o żabkach pisałam kierując się głownie opiniami i komentarzami o moim pierwszym tekście; cóż krótko byłam na FF i nie wiedziałam czyja opinia jest wartościowa czyjej nawet nie należy czytać – więc wzięłam pod uwagę wszystkie. Efekt był kształcący – powstał tekst który mi się specjalnie nie podobał a czytelnicy wręcz nim wzgardzili :D Tak oto sposobem, stosunkowo mało bolesnym, mam nadzieję, że pisanie „pod publikę” wybiłam sobie z głowy ;)
Wzrúsz Wirúsa!

Ha! Będziemy nieśmiertelni! To nie historia nas osądzi, lecz my osądzimy ją! (Małgorzata)

Awatar użytkownika
Marcin Robert
Niegrzeszny Mag
Posty: 1737
Rejestracja: pt, 20 lip 2007 16:26
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Marcin Robert » ndz, 31 sie 2008 18:15

Pora na moje wyjaśnienia.

Zdarza się, że pewne osoby oddziałują na nas w niespotykany na co dzień sposób. Wystarczy tylko wiadomość o ich obecności w naszym mieście, a wszystko wokół nagle się zmienia: ulice stają się bardziej kolorowe, mijani ludzie sympatyczniejsi, a noce jaśniejsze. Gdy spotykamy taką osobę, chce nam się śmiać - zdawałoby się - bez żadnego powodu. Pragniemy stale z nią przebywać i wsłuchujemy się w każde jej słowo, spostrzegając mądrość i przenikliwość wszelkiej wypowiedzianej przez nią, najbanalniejszej nawet myśli. Gdy idziemy ulicą, zauważamy nagle, że nieświadomie skręciliśmy w okolicę jej domu i stoimy pod nim czekając, aż się pojawi. Gotowi jesteśmy dla niej się zmienić, odrzucić wszelkie złe skłonności i łatwiej wybaczamy innym uczynki, których odpuszczenie zazwyczaj przychodzi nam z trudem. W jej obecności czujemy się pewniejsi, gotowi podjąć najcięższe nawet wyzwania.

Taki stan możemy chyba nazwać romantyczną miłością, więc gdy opisujemy romantyczny pocałunek powinniśmy oddać towarzyszący mu ten właśnie nastrój. Otóż w mojej scence niczego takiego nie zrobiłem. Pokazałem zabawny może, lecz na pewno nie romantyczny pomysł z godami odbywanymi na sposób ptasi. Sam moment pocałunku oddałem nazbyt mechanicznie, a rację mają też ci komentujący, którzy zwrócili mi uwagę na zbytnie przesunięcie środka ciężkości utworku w kierunku jego początku.

Z tragizmem mamy do czynienia wówczas, gdy pragniemy uczynić coś, co uważamy za dobre, lecz sytuacja w jakiej się znaleźliśmy sprawia, że wszelkie czyny mające zbliżyć nas do tego celu zbliżają nas jednocześnie do klęski. Pragniemy na przykład być z kochaną osobą, lecz próba osiągnięcia tego nieodwołalnie pociąga za sobą zgubę jej lub naszą. Jak w tym opowiadaniu, którego bohaterka, pragnąc spotkać się z bratem, zabrała się statkiem kosmicznym jako pasażer na gapę, lecz niedostatek powietrza sprawił, że znalazła się w sytuacji wyboru śmierci załogi lub własnej.

W mojej scence znowu przedstawiłem sytuację bardziej zabawną niż tragiczną. Przede wszystkim nie pokazałem w niej żadnego konfliktu wartości. Przywódcy przedstawionego świata troszczyli się tylko o własną skórę, a wcale nie jest pewne, że uwolnienie ludzkości przyniosłoby fatalne dla niej skutki. Pokazałem techniczne rozterki egoistów u władzy, pozbawione nawet odrobiny tragizmu.

Przyznam się tutaj ze wstydem, że w pewnym stopniu Ika miała rację podejrzewając mnie o żarty, jako że pewne zabawne wstawki umieściłem w obu wspomnianych wyżej scenkach z premedytacją (na przykład tę inwokację do Bogini ze scenki romantycznej). Prawdą jest jednak także, iż chciałem zrealizować wymagania obu edycji warsztatów, lecz niestety mi się to nie udało. Krótko mówiąc - za bardzo wydziwiałem. Trzecią scenkę chciałem jednak zrealizować "na poważnie" (to znaczy bez żadnych głupkowatych dowcipów). Pragnąłem stworzyć scenkę komiczną i napisałem coś, co faktycznie komiczne mi się zdawało. Poniosłem jednak niepowodzenie. Cytując Bebe - zero komizmu. A osiągnąć go chciałem poprzez stworzenie kontrastu między oczekiwaniami czytelnika a faktycznie zaistniałymi wydarzeniami. Zdawało mi się, że pewne opisane sytuacje - jak ta z całowaniem złożonych rąk w celu poznawczego onanizowania się - są po prostu śmieszne (komizm sytuacyjny to się chyba nazywa), ale widać się pomyliłem. No cóż, jestem dopiero na samym początku pisarskiej drogi, ponieważ jednak nie były to chyba ostatnie warsztaty, więc będę mógł w kolejnych pilnie - i już bez żartów - potrenować. :-)

Awatar użytkownika
Teano
Kadet Pirx
Posty: 1309
Rejestracja: wt, 05 cze 2007 19:05

Post autor: Teano » ndz, 31 sie 2008 21:15

No to teraz ja
Pocałunek romantyczny
Przyjęłam wymóg formalny - scena romantyczna - w potocznym, a nie słownikowym rozumieniu słowa "romantyczny'
Mamy więc do czynienia z miłością - ona kocha go, ale czeka na (większą?) inicjatywę z jego strony
on kocha romantycznie, to znaczy chce dawać, chce tej miłości dowodzić, chce wspiąć się na owe "romantyczne wyżyny idealizmu"
I wspina się - jak widać w scenie.
Obserwujemy sytuację niedługo po owym "romantycznym wyrażeniu miłości przez bohatera"
i obserwujemy również dokąd taki romantyczny idealizm prowadzi.

Pozostałe wymogi:

pocałunek - jest
I to jak najbardziej romantyczny pocałunek, czyli fizyczność owego pocałunku prawie nie istnieje. A w każdym razie jest na drugim planie.

Scena - no, tu mogłam niedopracować, bo określenie "scena" również przyjęłam w znaczeniu potocznym - epizod
nie ma więc wejścia bohaterki, scena zaczyna się oczekiwaniem na pocałunek. Ale scena często zaczyna się nie wejściem tylko obecnoscią (kurtyna i widzimy scenerię i bohaterów)
Bohaterów mamy dwoje: ona rozważna, on romantyczny
i jest odejście bohaterki, która otwierała scenę - czyli zamknięcie sceny jak najbardziej prawidłowe.

Czy zatem w przypadku mojego tekstu wymogi formalne zostały spełnione, czy nie?
Jest wprawdzie nutka tragiczna, ale to konwencja melodramatu, więc założyłam, że się mieszczę. Byc może błędem była chęć puszczenia "perskiego oka" do czytelnika i chęć zamknięcia sceny, zrobienia z niej miniatury - ale to był pierwszy warsztat ze sceną i jeszcze do końca nie wiedziałam o co wRednaczom chodzi. Ja przyjmowałam rozumienie potoczne a nie słownikowe, ani nie szkolno-akademickie.
To tyle o wymogach formalnych. Nie wiem natomiast jak spełnienie wymogów formalnych ma się do wartości literackiej tekstu. Innymi słowy czy tekst "zachwyca". I powiem szczerze, że chętnie bym się dowiedziała co skopałam, skoro nie zachwyca.
By pisać w konwencji czysto romantycznej (bez innych nutek) nawet mi nie przyszło do głowy, bo wydało mi się to zbyt mdłe.
Napisanie dobrej sceny czysto romantycznej to IMHO wyższa szkoła jazdy i chętnie bym się dowiedziała jak się to robi. Ja jak na razie umiem taki nastrój budować (o ile w ogóle) nie poprzez jedną scenę a raczej przez kilka powiązanych ze sobą scen (często rozdzielonych innymi, kontrastowymi). Chętnie bym się nauczyła większej zwięzłości, romantyzmu bez przesłodzenia.

Pocałunek tragiczny
Tu juz mniej więcej wiedziałam o co chodzi i co znaczy "scena". Nawet sprawdziłam co znaczy tragiczny, żeby nie było nieporozumień:
tragiczny
1. «budzący uczucie grozy i rozpaczy»
2. «naznaczony nieszczęściem; też: odzwierciedlający taki stan»
3. «związany z tragedią – utworem dramatycznym»
4. pot. «rażąco zły»
Miałam ochotę zmierzyć się z tematem pisząc scenę tragiczną, czyli taką w której bohater cierpi a czytelnik razem z nim ;)
Był jednak problem natury... no mojej natury :) Jak to już wspomniałam we wstępie do ZWT, smutne teksty mnie za mocno dołują. Nie lubię. Jeśli koniecznie bohater ma ponieść klęskę i nie może w tym być elementu komicznego, albo chociaż jakiejś nadziei na happy end, to nie moje klimaty.
Naprawdę dobrze napisane teksty tragiczne, to coś, przed czym uciekam i czego z zasady nie czytuję, bo za długo mnie potem "trzyma", męczy i smuci. To nie na moją konstrukcję psychiczną.
No cóż - w teorii to wygląda pięknie. Autor ma zawsze do wyboru co najmniej dwie drogi jeśli chce wzruszyć czytelnika.
Jedna - trudniejsza - to taki dobór środków literackich, by czytelnik czuł się poruszony, nawet czytając pożegnanie dwóch mrówek, albo ostatnią kolację grubasa, albo historię nurka całującego ośmiornicę.
Druga, którą nazywam droga na skróty i która bywa, zaznaczam - bywa, ale nie musi być - pewną nieuczciwością względem czytelnika, to wstawienie bohatera w tak tragiczną sytuację, że przeciętnie wrażliwy czytelnik bez trudu znajdzie w niej elementy, które go poruszą. Do takich rzeczy należy śmierć i cierpienie dzieci, zwłaszcza okrutne cierpienia, a niezawinione, bezsensowne rozdzielenie kochającej się pary, okrucieństwo nabrzmiałe konsekwencjami na lata, a spotykające osobę, która na to nie zasłużyła, albo wszystkie te elementy razem wzięte.
Oczywiście i tu można przesadzić i zamiast sceny tragicznej będziemy mieć komiczną, ale to na marginesie.
No i po przymiarkach uznałam, że jeszcze czuję się na siłach budować szczegółowo scenę, która gdzieś tam się plątała w myślach, scenę umierania bohatera (albo krzywdzenia go w inny sposób). Nie lubię uśmiercać bohaterów, nie lubię im za mocno dowalać i jakoś nie czułam się psychicznie gotowa na taki ładunek emocji podczas pisania. A chwytać czytelnika za gardło "na zimno" nie potrafię. I nienawidzę pisarzy, który to robią, którzy bez mojej zgody wyciskają ze mnie wzruszenie. Dlatego napisałam scenę opisującą tragiczne wydarzenie, ale nie będącą tragiczną sensu stricto.
Postanowiłam pokazać scenę w której przed bohaterką stopniowo odkrywa się prawda, że ten, kogo kocha i komu ufa, nie zasługiwał ani na jedno, ani na drugie. Odkrycie, że ktoś kogo kochasz - zdradza - to tragiczne doświadczenie. Odkrycie, że nie tylko zdradza, ale że gotów cię przy tym skrzywdzić, to doświadczenie jeszcze boleśniejsze. Czytelnik wie, że to nie wszystko, co kobieta odkryje tej nocy ;)

Tak sobie zerknęłam na mój tekst po paru m-cach przerwy i widzę, że tym, co przede wszystkim kuleje jest język. Budowa zdań. Nie wiem natomiast jeszcze w tej chwili co powinnam zrobić, by to poprawić. Tzn czy np budować dłuższe zdania, czy może poprawić opisy a może... nie wiem. Nie wiem jakich środków stylistycznych nalezy uzyć aby tekst wybrzmiał tragicznie a nie był tylko opisem tragicznej sytuacji.Nie czuję się kompetentna w scenach tragicznych, to chyba pierwsza scena tragiczna jaką napisałam w życiu. :)
A raczej jaką próbowałam z premedytacją napisać.

Pocałunek komiczny
No, tu wymóg formalny poszedł po linii moich upodobań, co nie znaczy - umiejętności. Raczej tęsknot. Bardzo chciałabym się nauczyć pisać dobre sceny komiczne.
Co rozumiem pod pojęciem pocałunek - scena komiczna?
Jest to scena pocałunku, której czytanie wywołuje u czytelnika paroksyzmy śmiechu. Najlepiej do utraty tchu.
Uznałam, ze jak na razie za wysokie progi na moje nogi i założyłam, ze będzie dobrze jeśli czytelnik choćby się uśmiechnie. Poza tym jeśli ktoś czyta 20 dowcipów pod rząd, to uśmiecha się zaledwie przy kilku a tylko nieliczne są w stanie sprawić, że wybuchnie głośnym śmiechem.
A wiadomo, że na ZWT będziemy czytać tekstów komicznych kilkanaście pod rząd.
Może to był błąd? Zbyt niskie postawienie poprzeczki? To "żeby chociaż..."
Żaba mi się narzuciła sama, od razu, jako pierwsze skojarzenie ;)
Wniosek - nie iść za pierwszymi skojarzeniami ;)
Ale chciałam się skupić tu bardziej na warsztacie, a nie na tym by czytelnika koniecznie zadziwić (nie przypuszczałam, ze żaba narzuci się też pozostałym - ciekawa prawidłowość)
I z tych skojarzeń powstała TAscenka.
Wymogi formalne spełnia. Możemy się co najwyżej czepiać faktu czy pocałunek można uznać za zaliczony, czy nie. Bo scena jest właściwie przygotowaniem do pocałunku, który albo tę scenę zakończy albo nastąpi w następnej.
Z powodu tychże rozterek, a także dlatego, ze ten tekst był typowy pod względem języka i użytych środków, postanowiłam posłać na ZWT inny tekst, nieco eksperymentalny. Dodałam tu komizm językowy, rzekłabym onomatopeiczny.
Wyglada na to, ze ta droga poszukiwań jest slepą uliczką.
Tyle ode mnie.
Teraz proszę o opinię.
Mordor walnął maczugą Orbana w łysy czerep. Po chwili poczuł to samo.
Umowa sporządzona została w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach,
po jednym dla każdej ze stron.

� Dżirdżis

Awatar użytkownika
KPiach
Mamun
Posty: 191
Rejestracja: śr, 18 sty 2006 20:27

Post autor: KPiach » ndz, 31 sie 2008 21:36

<Piach wyłania się ze swojej piaskownicy i przyjaźnie macha w kierunku majaczącej w dali piaskownicy Małgorzaty>
Zaintrygowałaś mnie Margo. Tym niecierpliwiej czekam na Twoją opinię i uwagi.
hundzia pisze: do piachu, nie znaczy do Piacha? Bo mnie połówek, żywcem pożre...
Może to przez przebalowaną poprzednią nockę jestem bardziej tępawy nic normalnie, ale co to jest "połówek"?
Myślenie nie boli! Myślenie nie boli! Myślenie... AUĆ! O, cholera! To boli!

Awatar użytkownika
Millenium Falcon
Saperka
Posty: 6212
Rejestracja: pn, 13 lut 2006 18:27

Post autor: Millenium Falcon » ndz, 31 sie 2008 21:43

KPiach pisze:Może to przez przebalowaną poprzednią nockę jestem bardziej tępawy nic normalnie, ale co to jest "połówek"?
Połówka płci męskiej. W przypadku hundzi, o ile dobrze pamiętam, ma(ł)ż.
ŻGC
Imoł Afroł Zgredai Padawan
Scissors, paper, rock, lizard, Spock. - Sheldon Cooper

Awatar użytkownika
KPiach
Mamun
Posty: 191
Rejestracja: śr, 18 sty 2006 20:27

Post autor: KPiach » ndz, 31 sie 2008 21:56

Aha! <Z rozmachem wali się w czoło>
Myślenie nie boli! Myślenie nie boli! Myślenie... AUĆ! O, cholera! To boli!

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14500
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » ndz, 31 sie 2008 22:18

Zacznijmy od Keiko - w kolejności (przepraszam, że nie wcześniej, ale obiad progenitura gotował i takie tam... Nieważne).

Keiko - sprawdziłaś "tragiczny". Fajnie. A połączyłaś to pojęcie z pocałunkiem? To POCAŁUNEK MIAŁ BYĆ TRAGICZNY. Osią tragizmu miał być. I teraz pytanie: a sprawdziłaś, co znaczy "tragizm"? Bo zauważyłam, że pojęcie "komizm" masz opanowane.

W Twoim tekście ("Przejście") jest dwóch obserwatorów, którzy patrzą na ogień. Palenie zwłok. I żywe dziecko. I...? Pocałunek ognia. Super, ale jak ogień może być tragiczny? Napisałaś narrację koncentrującą się na ogniu, który całuje owo dziecko. Och, mogę nawet nadinterpretować i domyślić się, że to II WŚ, obóz koncentracyjny, gestapowiec. I jest patos, rzecz jasna. Żeż, k..., obowiązkowo musi być patos. A w tle z offu niech poleci jeszcze Ewa Demarczyk z "Balladą o... chłopcu polskim".
Ale nadal, to nie jest scena tragiczna, proszę Autorki.

Sprawdź, co znaczy tragizm, będziesz być może wiedziała. Jeżeli nie - wyjaśnienie pojawi się przy omówieniu prac Dużego Piaska.

Tekst komiczny został zrobiony - jest komizm w zaznaczonych trzech opcjach. Kompletnie dla mnie nieśmieszny, ale zapewne dlatego, że nie mam poczucia humoru. Technicznie - wszystko jest. Nie mam pojęcia, jak odebrałabym ten tekst, gdyby nie pojawiły się podobne. Pewnie tak samo, bo mnie nie rozśmieszył.
Zapisałam sobie, że technicznie OK, komizm w trzech wariantach zrealizowany, ale gra na standardzie koszmarna.
Szwankuje, IMAO, spójność. Tu książę całuje żabę, a nagle - chłopcy-radarowcy z "obywatelem" wyskakują. Niedobrze się łączy. Może trzeba było zaznaczyć, że książę nietutejszy, bo mam wrażenie "przeskoku" nieco bezsensownego.
Zdanie:
Aresztuję was za próbę gwałtu, zoofilii i obcowanie z istotą tej samej płci!
jest kulawe. Potknęłam się na nim. Próba zoofilii? Obcowanie z...? Przecież nie obcował książę, nie zdążył? :P
Pomijając, że nie rozumiem, dlaczego homoseksualizm miałby być karalny.
I ostatnie wrażenie: jak na scenkę z większej całości - za bardzo zamknięte, a jak na short - za słabo się trzyma kupy wewnątrz. Kiedy już przestał mi pasować karalny homoseksualizm, puenta nie zabrzmiała wcale.

Jak powiedziałam - komizm opanowany technicznie. Tragizm - wcale.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14500
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » ndz, 31 sie 2008 23:01

Marcinie Robercie - dlaczego, ach, dlaczego od tego nie zacząłeś? Ewentualnie, dlaczego nie zdobyłeś się na te przemyślenia, które zamieściłeś w poście, ZANIM WYSŁAŁEŚ KOLEJNE TEKSTY NA WARSZTATY?

No, właśnie...

Jeżeli chodzi o tekst z pocałunkiem tragicznym ("Kolaps raju" - fragm.) - to sam już wiesz, czego w nim nie ma. Dałeś pół wyboru. Za mało, czyż nie? :P
Znaczy, temat niezrealizowany. Nie mam nic przeciwko "łamaniu" nastroju. Obrazek osobników ze słomkami do wysysania planet wydał mi się tak absurdalny, że aż śmieszny. W połączeniu z tragizmem - byłoby pewnie interesująco. Nie było, bo nie było tragizmu, po prostu.

Przy tekście romantycznym dałam Ci kredyt zaufania. Znaczy, założyłam, że coś w tym tekście znajdę, jak poszukam. Więc zaczęłam kopać. W efekcie, oto, co napisałam w pliku pod utworem "Pora godów":
Gdzie ten romantyzm jest? Bo nie w nawiązaniach, choć nawiązania czytam, a jakże. Wysokie nawiązania. No, ale nie przypominam sobie, żeby epos heroiczny romantyzmem ociekał, ani też za cholerę nie ocieka mi romantycznie „Pieśń nad pieśniami” (chociaż można dyskutować, jest przecież choroba z miłości tam wspomniana, no, a przede wszystkim, miłość jest, kochankowie, co się poszukują. No, dobra – zaliczam z trudem). A nawiązanie do eposu - zaliczam na komizm (trawestacja).
Mam wrażenie, że kluczyłeś, Autorze, ale kluczyłeś bez celu z "fabułą". Zarysowałeś/zasugerowałeś konflikt wiedza i wiedza, nierozwinięty zupełnie. Potem wprowadziłeś informację: nauka (obowiązek) a miłość. Potem okazuje się, że nauka i miłość się wiążą, bo obrona pracy magisterskiej to tokowanie. Tokowanie zakończyło się sukcesem.
Gdzie tu romantyzm? Może w tym właśnie sygnale o konflikcie wiedzy i Wiedzy. Ewentualnie. Za mało.

Przez chwilę odniosłam wrażenie, że to miała być polemika z romantyzmem. Nie umiałam jednak doszukać się wyrazistych argumentów. Odarłeś, rzecz jasna, miłość z tych wszystkich ozdobników, zastąpiłeś je innymi naukowymi, by następnie sprowadzić "naukowość"do toków/godów iście ptasich. Znaczy, wypotworniłeś to, wygiąłeś groteskowo, odarłeś z poezji i wzniosłości romantycznej. Ale nic z tego nie wynika - obrazek, scena, bez myśli nadrzędnej. A przy polemice tak łatwo się nie da. Konkluzja musi paść, po co Autor to zrobił.

Dlatego tekst niedobry. Nie ma realizacji tematu nawet przez polemikę z tematem.

Do piachu oba teksty - tragiczny i romantyczny.

Komiczny utwór ("Wizyta u informologa") jest najlepszy z trzech. W sensie, że temat realizuje. Nie wiem, jak innych - mnie komizm słowny rozbawił. Onanizm poznawczy - rulez, gra słowna z przekaźniczką też fajna. Sytuacyjna gra - mniej dla mnie śmieszna. Sięgnąłeś po kwestie medialno-informacyjne, wykrzywiłeś, i owszem. Komizm sytuacyjny (całowanie rąk, pocałunek przekaźniczki i jej rola, reakcje "pacjenta"). To chyba takie bardziej subtelne poczucie humoru, znacznie wyżej niż poślizg na skórce od banana. Gdzieś tak poziom "Akademii Dziwnych Kroków", przynajmniej w moim odczuciu. Komizm postaci - nie jestem pewna. Odniosłam wrażenie, że to taka fantastyczna wersja popularnego: "Przychodzi baba do lekarza...". Tyle, że u Ciebie nie ma baby, lecz facet, nie ma lekarza, lecz informolog. I to też wydało mi się zabawne. Znaczy, jak dla mnie jest komizm i jest śmiesznie. Do tego tekstu nie mam zastrzeżeń. Komizm zrozumiany, przynajmniej przeze mnie.

To, co wynika mi z lektury wszystkich trzech utworów, jest wnioskiem, do którego już sam doszedłeś, Marcinie Robercie: za bardzo udziwniasz. Za bardzo kombinujesz. To dobre do długich form. Do krótkich trzeba jednak kroić pomysł. Upraszczać, generalizować niekiedy. Mam wrażenie, że Twoje teksty, Autorze, są jak za ciasne ubrania dla rozrośniętego pomysłu. Jakbyś za dużo chciał zmieścić w małym objętościowo tekście.
Wiesz, fryzjerka kiedyś mi powiedziała, że te wszystkie "2w1" i "3w1" są do bani. Pomysły reklamowe, które próbują realizować taką zasadę, też są do bani. A krótkie teksty literackie bardzo przypominają te z obszaru reklamy, jeśli chodzi o konstrukcję... :)))
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14500
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pn, 01 wrz 2008 21:42

Skoro nikt się nie odzywa (wszyscy milczą jak zaklęci, pewnie im odebrało mowę, heh!), to czas na Teano.

Scena romantyczna ("Kolacja we dwoje") u mnie bez zastrzeżeń ogromnych. Więcej tu, co prawda, intrygi zgoła kryminalnej niż romantyzmu, ale nie wykręca mi flaków. Romantyzm w ujęciu pensjonarskim niemal. Dobra, nie czepiam się - gusta czytelnicze to są. Ale pocałunek bynajmniej romantyczny nie jest. Jest częścią tej warstwy kryminalno-horrorowej.

Gdybym mogła, mocniej wycisnęłabym ten idealizm bohaterki, Autorko, mocniej zarysowała tę sferę przeżyć bohaterki. I tak, jak najbardziej poleciałabym w Mniszkównę lub podobne afektacje - postać byłaby bardziej wyrazista, a tekst zabawniejszy dla takich odbiorców, jak ja. Trzeba było się pobawić, naprawdę. Konwencja, którą mogłaś wykorzystać, a której nie wykorzystałaś do końca. Albowiem i owszem - trzeba było przesłodzić właśnie, a przynajmniej, taką możliwość wykorzystać. Kto tu jest romantyczny w tym tekście? Ona czy on? On jest wrednym, cynicznym draniem, który zaplanował morderstwo. Ona - idealistką i romantyczką, która dała się nabrać na ten cały chłam z kolacją przy świecach, szampanem, ucieczką od codzienności. To ona się rozczula, etc.

Ten romantyzm w potocznym znaczeniu, o którym pisałaś, Autorko, nie wyszedł, IMAO. Gdzieś w tle melodramat się snuje, owszem. Na pierwszym planie jednak masz horror i morderstwo. Nie, to nie zarzuty, uwagi jedynie, że fabuła przesłoniła wymóg warsztatowy. A wymóg był: romantycznie.

Nastrój robi romantyczność w potocznym znaczeniu i nie tylko potocznym. Przeżycia wewnętrzne - owo znane powszechnie i zapominane często "czucie i wiara". W tej scenie jest to, choć, jak dla mnie - za mało.

Zapewne zastanawiałabym się nad tym tekstem. Ale w temacie był pocałunek i miał być romantyczny. A ten pocałunek, który jest - romantyczny nie jest. Znaczy, dylemat miałabym. I z wahaniem wywaliłabym do piachu.

Scena komiczna ("Książę i żabka"). Plus za tytuł. Plus za podejście do tematu. Minus za wykorzystanie tej cholernej bajki. Całowanie żab w tym konkursie zostało obrobione na wszelkie sposoby - widać, bajki w dzieciństwie były czytane Autorom (teraz będziecie wiedzieć, żeby swoim potomkom czytać też). Cóż, stężenie żab na ekranie monitora wykręciło mi flaki, niemniej - gust czytelniczy nie liczy się tu tak bardzo.

Ujęcie tematu - OK. Źródłem komizmu jest sytuacja: całowanie żabki ma skutki uboczne, bo pojawia się nieoczekiwanie sprzężenie zwrotne. Z tego wynika zabawa językowa - gra współbrzmień. I właściwie do ostatniego zdania wszystko było dla mnie OK. Ostatnie zdanie po prostu jest poza moim zasięgiem poznawczym. Nawet w absurdzie, jak w każdym szaleństwie, musi tkwić metoda. A Ty, Autorko, w końcówce zwyczajnie przegięłaś, pozwalając, by gra słowna, zabieg formalny, wylazła przed treść. I w ten sposób w zasadzie nie wiadomo, po cholerę ta kumulacja się pojawia. Bo jest "kum" - jedyne uzasadnienie. Za mało.
Niemniej, wcześniej ta zabawa jest jak najbardziej w porządku. Śmiać się nie śmiałam, niemniej komizm jest. I pocałunek jest komiczny, jak najbardziej. Realizacja tematu nastąpiła zatem.

Tekst tragiczny ("Cholerny altruista") idzie do piachu, natomiast bez wahania. Ponieważ nie jest to tragiczna scena. Potencjalnie, owszem. Ale brakuje danych (nie dałaś ich, Autorko), by zaklasyfikować.
Upatruję tu tego samego błędu, jaki popełniła większość: jeżeli nawet sprawdzone zostało znaczenie wyrazu "tragiczny", nie zostało to w żaden sposób poszerzone o pojęcie "tragizm". Brak pojęcia = brak wiedzy = niemożność wykreowania tekstu na zadany temat.

Technicznie, jest to tekst, w którym popełniony został też błąd obrazowania. Nieważne, czy czytelnik będzie cierpiał, czy nie - oszukałaś go w zły sposób. Manipulacja musi być oparta na prawdzie, żeby wyszedł twist. Fałszywe interpretacje odbiorcy, winny się pojawiać na prawdziwych sygnałach wysłanych przez Autora. Tymczasem u Ciebie:
początek pisze:Jego oddech łaskocze mnie w ucho. Maks nieśmiało, jak to on, dotyka moich włosów. Bawi się nimi.
zakończenie pisze:Z trudem powstrzymuję się przed kopnięciem znicza. Poprawiam kwiaty i odchodzę żwirową alejką.
– Na cholerę mi twoja fotografia – warczę. – To... to za mało!
Po przeczytaniu tylko się wściekłam. Wychodzi, że bohaterka gada jednak z nagrobkiem, nie z duchem. A to znaczy, że prowadzenie było niedobre, fałszywe sugestie się pojawiły. Jasne, mogłabym się przemocą skłonić ku stwierdzeniu, że rozmowa się dzieje w wyobraźni bohaterki - co również jest źle poprowadzone, bo żadnej sugestii nie ma, że tak się dzieje. Wskazanie na fotkę nie wystarczy. Technicznie, IMAO, jest do bani.
Niemniej, miało być tragicznie. I tragicznie nie jest, bo nie wiadomo, kogo ten tragizm dotyczy. Za mało danych. Bohater - umarł. Szansa na tragizm jest. Niestety, nie wiadomo, dlaczego umarł (prp się poświęcił i jeszcze miłość do kobiety poświęcił, ale nie wiadomo dokładniej) - szansa na tragizm znika we mgle niedomówień. Bohaterka żyje i opłakuje - jest szansa na tragizm. I znowu - za mało wiadomo, jak utrata ukochanego wpłynęła na nią, by stwierdzić, czy jest to bohaterka tragiczna, IMAO. Nie ma danych. Owszem, śmierć, to nieszczęście. Ale naznaczenia tym nieszczęściem brakuje ewidentnie. I właściwie jedyne, co na plus - że patos nie wkradł się zbyt przegięty. Uff.

Napisałaś, co jest nieszczęściem w wyjaśnieniu - niezawinione cierpienie, rozdzielenie kochanków, okrucieństwo rzutujące na dalsze życie... Owszem, to są efekty końcowe sytuacji tragicznej. I tej sytuacji u Ciebie zabrakło właśnie. Wskazania, z czego wynika owo nieszczęście i jak rzutuje na bohaterów. W większości tekstów tragicznych tego właśnie brakuje.

Teano, skoro Ci tragizm nie pasuje - co przeszkodziło Ci w polemice? Popatrz, ile napisałaś, że tragiczne kawałki Ci nie leżą. Miałaś z czego czerpać, żeby to, co Ci nie leżało, przerzucić w formę epizodu, wyrazić w literackiej kreacji. Owszem, polemika jest niełatwa, ale za to jakie wyzwanie! :P

Generalnie - na wielki plus, że zrobiłaś zamknięte formy. Jak dla mnie: takie się czyta o wiele fajniej. Wiem, że nie było to wymogiem warsztatowym, ale zdecydowanie takie wolę i będę chwalić. To tak tytułem podsumowania.

I jeżeli nikt więcej się nie odezwał, zamykam kramik podsumowaniem o tekstach Dużego Piaska.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Teano
Kadet Pirx
Posty: 1309
Rejestracja: wt, 05 cze 2007 19:05

Post autor: Teano » pn, 01 wrz 2008 22:13

Małgorzato - w kwestii formalnej "Cholerny altruista" to miał być tekst romantyczny!!! (W konwencji melodramatu i to jego dotyczyły moje wyjaśnienia)
Natomiast "Romantyczna kolacja we dwoje" szedł na warsztaty tragiczne.
Czy to coś zmieni w opinii?
Mordor walnął maczugą Orbana w łysy czerep. Po chwili poczuł to samo.
Umowa sporządzona została w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach,
po jednym dla każdej ze stron.

� Dżirdżis

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14500
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pn, 01 wrz 2008 23:27

Teraz nadchodzi czas na Dużego Piaska. Jedynego, który wiedział zawsze, o czym pisze - zadanie domowe odrobił, wziął i przemyślał. Nie mam wątpliwości, że tak zrobił, w przeciwieństwie do reszty Autorów. Jeżeli ktoś jest zwycięzcą w tych trzech edycjach Warsztatów Tematycznych, to dla mnie - Wielki Piasek. A teraz możesz podziękować rodzinie, znajomym i nieznajomym oraz swojemu psu, kotu i śwince morskiej, Piasku. :)))

A ja siedzę sobie w piaskownicy i robię babeczki. Pierwsza babeczka, to tekst komiczny.

Absolutnie nic nie mam do tekstu komicznego (Miłość od pierwszego wejrzenia). Owszem, znowu zagranie na czymś, co już znam (od G. Dicksona po jedno z najnowszych opowiadań R. Dębskiego, przy czym to ostatnie jeszcze poza zasięgiem poznawczym na razie - bo jeszcze nie wyszło drukiem), ale komizm zrealizowany. I nie było żaby. Och, jak dobrze!
Nie będę się tu wyzewnętrzniać, że był komizm postaci i komizm sytuacyjny, bo wiadomo, o co chodzi. Wszyscy wiedzą o komizmie co trzeba, teksty komiczne zgrzeszyły powtarzalnością schematów, jako i ten zgrzeszył. Ale technicznie - jest OK.

No, to kolejna babeczka: tekst tragiczny (Wybór mniejszego zła). Tu, proszę Państwa, nareszcie jest tragizm, który nawet w tytule został podkreślony. W tekście natomiast wyraźnie zarysowany zostaje konflikt, czyli to, od czego zaczyna się tragizm. Konflikt wartości, uczucie versus konieczność, obowiązek. Konflikt, który zmusza bohatera do wyboru i jest to wybór, który zawsze będzie niedobry. Wybór matki, która poświęca jedno dziecko, by ocalić rodzinę. W oddali majaczy mi nawet wizja totalitarnego ustroju. Niby wszystko w porządku...

Zarzut jest jeden: przegiąłeś, Piachu. Przegiąłeś okrutnie, przejaskrawiłeś potwornie, do granic absurdu niemal. Opisałeś sytuację, która automatycznie generuje tragizm. I wystarczyło utrzymać neutralność jak długo się dało, by dostarczając odbiorcy tylko informacji, pozwolić mu, by emocje dośpiewał sobie sam. Ale nie wystarczyło, prawda? Musiałeś, Autorze, jeszcze dodać do tego dziecko tak pokorne wobec śmierci, tak dojrzałe, tak wzruszające, że aż... Normalnie, flaki mi wykręciło, tym bardziej, że miałam ostatnimi czasy dużo do czynienia z dziećmi, które umierają. Och, one są dojrzałe. I nigdy, przenigdy patetyczne. (Ale to inna opowieść, nie tutaj jej miejsce, jeżeli w ogóle kiedyś będzie miejsce - dość rzec, że osobiście miałam mocny dyskomfort poznawczy przy czytaniu). Dziecko - to jednak mało było. Musiałeś, Autorze, dodać jeszcze mater dolorosa. A na koniec rzucić groteskowym wręcz (niezamierzenie groteskowym) pocałunkiem wampirycznym. Normalnie, grecka tragedia się chowa - stężenie patosu sięgnęło zenitu. Niepotrzebnie zupełnie, Duży Piasku. To przejaskrawienie odebrałam niemal tak, jakbyś chciał wołami na tablicy mi napisać: TU JEST TRAGIZM!

Od czasów Sofoklesa i spółki trochę już lat minęło, środki artystyczne złagodniały, katharsis nie jest celem jedynym i absolutnym, a tekst drukowany nie ma mieć siły rażenia dramatycznego widowiska. Szczególnie, że po II wojnie literatura odkryła dla tragizmu narrację zdystansowaną, obojętną, faktograficzną, behawioralną.

Naprawdę, umiaru zabrakło w tym tekście. I zamiast tragedii tej prawdziwej, wyszło tragiczne nieporozumienie w odbiorze, bo - zapewne jak Ika - parsknęłam śmiechem. Niedobrze, znaczy.
Ale technicznie - ten tekst spełnił postulat zadany.

Tekst romantyczny (Schadzka) również spełnił postulaty. Opis romantyczny jest, te fauny może trochę na siłę, ale wiem, że to celowe, żeby np. rzucić mi nawiązaniem do ludyczności, arkadyjskością po oczach dołożyć, etc. Się nie spieram. Do tego świece, nastrój jak należy, grozą i mistyką wieje. Dobra. I jest człek co w fotelu siedzi, zamyślony, smętny (pewnie tragiczny). Jest nawet miłość niespełniona, co to z zaświatów wypełza, jako to dziewczę blade. Całość faustowska, normalnie. I nawet jest motyw ucznia czarnoksiężnika. Ba, nawiązanie narodowe, specyfikacja polska, żeby nie było, że to niemczyzna obrzydła, nie. Polski to Faust – mistrz Twardowski. No, żeż! Piasiu, byłam pod wrażeniem!
Przed oczyma duszy mojej znowu pojawił się neon: TU JEST ROMANTYZM!

Tyle, że w chwili, gdy Twój faustowski obrazek mam przed oczyma, Autorze, zaczyna się jatka – okno się rozwala, dym, huk, zza gobelinu wyskakuje rzeczony uczeń czarnoksiężnika. Muszę się domyślić, że dziewczyna znika. Nie wiem, kto kochanek, kto tragicznie-romantyczny jest w tej scenie: mędrzec na krześle, czy koleś zza gobelinu. I czy chodziło o ratowanie mistrza przed pokusą złą i duchem z otchłani, czy o odebranie kobiety, którą ten zza gobelinu kochał skrycie (zapewne, bo to romantyzm), choć była to żona innego (mistrza), czy o coś jeszcze innego (wskrzeszenie zmarłej, zapewne). Nie wiadomo, kim jest ta świtezianka, zatem nie można oprzeć interpretacji na niej, ponieważ jej rola jest nieznana.
Znaczy, niejasność, niespójność w scenie jest. Rozp...irzyło się. Dosłownie i w przenośni.
Oczywiście, że uczeń czarnoksiężnika, to moja uprzejma nadinterpretacja, Duży Piasku. Bo że koleś się chował za gobelinem, nie znaczy jeszcze, że był uczniem czarnoksiężnika. Może tylko sługą. Podczaszym, na przykład? Brak danych. Ale poleciałam w interpretacje Goethe’owskie, to sobie pozwoliłam. Niemniej – skupiłeś się tak, żeby romantyzm zrobić, że zabrakło Ci pary, żeby nad akcją zapanować. I za to ogromny minus, Piachu. Multifunction zapomniałeś włączyć, czy co?

Co do jednego nie mam wątpliwości: technicznie, Duży Piasku, to sobie radzisz świetnie. Jeżeli Ci zadam kolejny tekst - napiszesz go również, niezależnie, co wymyślimy: absurd, strumień świadomości, futurystyczną humoreskę. Piasiu siędzie et voila - popełni i wymagań dopełni!

Jak w powyższych tekstach, które technicznie spełniają wymogi. Jedynie czytać się ich nie da bez zgrzytania zębami. I to mam Ci za złe, KPiachu. Że w dążeniu do utrzymania się w ograniczeniach, zgubiła się Twoja ekspresja przez utwór.

Czas zatem, Duży Piasku, wyjść poza zabawy ze stylem. Czas zacząć pisać tym stylem to, co Ci w duszy gra, widzisz w snach lub wykręca Ci flaki. Co Cię interesuje, dręczy, sprawia przyjemność, etc.
Czas na szukanie własnych koncepcji, własnych pomysłów.

Formalnie jesteś już nieźle rozwinięty. Chcę zobaczyć teraz coś, co będzie pracą nad majstersztykiem: połączeniem formy i treści. Ponieważ stopa mnie swędzi, co znaczy, że czas kopania w tyłek majaczy w perspektywie.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14500
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pn, 01 wrz 2008 23:33

Teano pisze:Małgorzato - w kwestii formalnej "Cholerny altruista" to miał być tekst romantyczny!!! (W konwencji melodramatu i to jego dotyczyły moje wyjaśnienia)
Natomiast "Romantyczna kolacja we dwoje" szedł na warsztaty tragiczne.
Czy to coś zmieni w opinii?
Tak. Oba do piachu bez wątpliwości idą w takim razie.
Coś mówiłam na początku, że z tekstów absolutnie nie wychodzi, który jest który? No, to masz dowód empiryczny.
So many wankers - so little time...

Zablokowany