Warsztaty z pocałunkiem - podsumowania słów kilka

Moderator: RedAktorzy

Zablokowany
Awatar użytkownika
Hitokiri
Yilanè
Posty: 3642
Rejestracja: ndz, 16 kwie 2006 15:59
Płeć: Kobieta

Post autor: Hitokiri » wt, 02 wrz 2008 01:26

Jak ja nie lubię tłumaczyć co miałam na myśli. Tym bardziej, że dawno już o tych myślach zapomniałam ;/

Wersja tragiczna:
Powiem szczerze tak: z początku nie miałam pomysłu o czym chciałabym napisać. Tzn. coś mi wpadało do głowy - on umiera w jakiś straszny sposób, ale przed śmiercią zdąży ją pocałować, albo na odwrót. Doszłam jednak do wniosku, że wszyscy (albo większość) będą pisać coś o śmierci więc...
Pomysł przyszedł sam, kiedy nudziłam się i wpisywałam różne pierdoły na Wikipedii. I tak przypomniałam sobie mit o Pigmalionie i doszłam do wniosku, że to byłby dobry temat. W całej scence chciałam przedstawić nadzieję Cyntii, na to, że może coś tam, kiedyś będzie, że uda jej się zbudować jakiś związek z Pigmalionem. Końcówka miała zmusić czytelnika do tego, by wyobraził sobie jej rozpacz - i doszedł do wniosku jak tragiczna musi być cała jej sytuacja. Bo, to, że Galatea ożyła, pocałowała swego twórcę, to z jej perspektywy miała być ogromna tragedia - w końcu cała nadzieja umarła, że tak powiem...
Ale nie skupiłam się na tych jej uczuciach tak jak należało, bo chciałam jeszcze w tekście przedstawić setki innych rzeczy, których już nie pamiętam.

Wiem, porażka kompletna ;/

Wersja komiczna:
Tu miał być komizm sytuacyjny. Jak już pisałam Ice, mnie osobiście śmieszyłoby, gdybym była świadkiem czegoś takiego (z tego co pamiętam, to ona sama stwierdziła, że gdybym się postarała nad opisem, to to mogłoby być śmieszne). Wiem, że ten tekst mógł co niektóre osoby zniesmaczyć, ale postanowiłam spróbować. Tutaj, żadna głębsza myśl mi nie przyświecała - to miał być tylko i wyłącznie komizm sytuacyjny.

Czyli kolejna porażka.

A teraz proszę o opinię.
"Ale my nie będziemy teraz rozstrzygać, kto pracuje w burdelu, a kto na budowie"
"Ania, warzywa cię szukały!"

Wzrúsz Wirusa! Podarúj mú "ú" z kreską!

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17036
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » wt, 02 wrz 2008 03:48

Zamknęłam kramik, więc będzie krótko:

Komizm - ach, jakże oryginalna będę! - zrealizowany (sytuacyjny). Jak wspomniałam na początku: termin "komizm" wszyscy Autorzy rozumieją.

Jedyny błąd, że na siłę ten komizm jest, IMAO, wtłoczony w świadomość odbiorcy przemocą, jakby nie można było subtelniej. Kobieta z brodą, cha-cha. Obcasy, długie włosy i broda. Gdyby to był transwestyta – nie miałby brody. Gdyby facet zwyczajny, tylko długowłosy – nie miałby obcasów. I tak wali się cała historia w gruz i pył. Przez niedoróbki nie tyle techniczne, co zwyczajnie - przez błędne sugestie, IMAO.
Znaczy, 2w1 chciałaś zrobić, Hito. Pewnie dlatego wyszło nieśmiesznie.

Zabawne, ale z tekstem tragicznym popełniłabym ten sam błąd, co w przypadku Teano - przypisałabym go raczej do nieudanych romantycznych scenek. Co po raz kolejny pokazuje, że dla mnie ten tekst nie ma wyznaczników, według których mogłabym go sklasyfikować.

Co tu kryć: fajny pomysł, oryginalny i wart rozwinięcia. Szczególnie, że motyw z mitologii kraju, gdzie urodziła się tragedia, gdzie tragizm poddano analizie. Dodatkowe znaczenia miałby ten utwór, gdyby miał tragizm jeszcze. Problem w tym, że o ile komizm jest dla wszystkich jasny, o tyle tragizm najwyraźniej nie jest. Dziwne...

To nie nieszczęście samo w sobie czyni tragizm, lecz sytuacja, w jakiej stawiany jest bohater. Gdyby Cyntia miała dylemat, czy zabić Galateę, to może pojawiłby się konflikt. I musiałyby na dodatek zostać podane konsekwencje dla Cyntii: co się stanie, jeśli zabije i co się stanie, jeśli nie zabije. I żadna z tych opcji nie będzie dla niej miła. Może jest tam zalążek tragizmu. Za mało, żeby do mnie dotarło, niestety.

Jak dla mnie - porażka powstała w wyniku nieodrobienia zadania domowego. W SJP jest definicja nie tylko przymiotnika, ale też rzeczownika "tragizm", Hito. I należało się z nią zapoznać, jeżeli nie chciało Ci się kopać dokładniej w źródłach.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Teano
Niegrzeszny Mag
Posty: 1603
Rejestracja: wt, 05 cze 2007 19:05

Post autor: Teano » wt, 02 wrz 2008 08:10

Teano pisze:Małgorzato - w kwestii formalnej "Cholerny altruista" to miał być tekst romantyczny!!! (W konwencji melodramatu i to jego dotyczyły moje wyjaśnienia)
Natomiast "Romantyczna kolacja we dwoje" szedł na warsztaty tragiczne.
Czy to coś zmieni w opinii?
Tak. Oba do piachu bez wątpliwości idą w takim razie.
Coś mówiłam na początku, że z tekstów absolutnie nie wychodzi, który jest który? No, to masz dowód empiryczny.[/quote]
To jest akurat jasne i dowodu empirycznego mi nie trza. Chodzi mi o to, że zadałaś sobie wiele trudu by np wyjaśnić dlaczego tekst romantyczny nie jest wystarczająco tragiczny a tekst tragiczny wystarczająco romantyczny.
A tymczasem tragizm tekstu romantycznego podobnie jak romantyzm tragicznego były efektem ubocznym.
Chciałabym natomiast wiedzieć dlaczego tekst w zamierzeniu tragiczny nie wyszedł mi tragicznie tzn wyszedł tragicznie ale nie w tym znaczeniu co trzeba ;)
oraz co schrzaniłam w tekście romantycznym, że nie wyszedł romantyczny a raczej co powinnam byla zrobić by iśc bardziej w kierunku budowania romantyzmu w tymże tekście. Innymi słowy na czym polegał mój warsztatowy błąd.
No rozwijać się chcę, nauczyć czegoś, a w tej chwili jestem w sytuacji skauta, który chciał zdobyć sprawność z bandażowania a drużynowya czy jak to się nazywa, tłumaczy mu dlaczego nie dostanie sprawności za węzły ;) Tymczasem węzły mu na tych bandażach wyszły przypadkiem a biedny skaut chciałby się dowiedzieć czemu to bandażowanie za cholerę nie wychodzi.
EDIT (doprecyzowuję)
Małgorzata pisze: Scena romantyczna ("Kolacja we dwoje") (...) Ale pocałunek bynajmniej romantyczny nie jest.
Nie miał być.
Małgorzata pisze:Gdybym mogła, mocniej wycisnęłabym ten idealizm bohaterki, Autorko, mocniej zarysowała tę sferę przeżyć bohaterki. I tak, jak najbardziej poleciałabym w Mniszkównę lub podobne afektacje - postać byłaby bardziej wyrazista, a tekst zabawniejszy dla takich odbiorców, jak ja.
Ale tekst tragiczny nie powinien być chyba zbyt zabawny? To raczej gdyby wymogiem był "pocałunek-komiczny" wtedy mogłabym się pobawić by wyszła tragikomedia. (Dalej ciach, bo IMHO w świetle innego celu rady by bawić się konwencją chyba nieadekwatne?)
Małgorzata pisze:Scena komiczna ("Książę i żabka"). /.../
Ujęcie tematu - OK. /.../Bo jest "kum" - jedyne uzasadnienie. Za mało.
Być może posłużyłam się za daleko idącym skrotem myslowym, czy raczej kodem ciągów skojarzeniowych
Chodziło mi o kumulację skrzekukukuku ;)
Innymi słowy królestwo bedzie się rozwijać na zasadzie "milion (obywateli-infantów /żabywateli?/) w srodę, milion w sobotę"
Małgorzata pisze: Tekst tragiczny ("Cholerny altruista") idzie do piachu, natomiast bez wahania. Ponieważ nie jest to tragiczna scena.
Bo absolutnie nie miała być. Miała być tylko nutka tragizmu, ot tak dla smaczku, żeby nie przesłodzić.
Innymi słowy chciałabym się dowiedziec jak wyszło z romantyzmem w tym tekscie. To miał być taki właśnie romantyzm pensjonarski - niespełniona miłość, śmierć, grób...
Ale zaskoczyło mnie - bo nie zrozumiałam do końca co Redaktor miał na mysli - coś takiego:
Małgorzata pisze:Technicznie, jest to tekst, w którym popełniony został też błąd obrazowania. Nieważne, czy czytelnik będzie cierpiał, czy nie - oszukałaś go w zły sposób.
To jest dla mnie kompletnie niejasne - jak oszukałam czytelnika? Inna rzecz, ze intencje były inne, bo nie miał cierpieć, ale nadal nie rozumiem. Mogę prosić o rozwinięcie?
Małgorzata pisze:Manipulacja musi być oparta na prawdzie, żeby wyszedł twist.
O jaką manipulację chodzi?
Małgorzata pisze:Fałszywe interpretacje odbiorcy, winny się pojawiać na prawdziwych sygnałach wysłanych przez Autora. Tymczasem u Ciebie:
początek pisze:Jego oddech łaskocze mnie w ucho. Maks nieśmiało, jak to on, dotyka moich włosów. Bawi się nimi.
zakończenie pisze:Z trudem powstrzymuję się przed kopnięciem znicza. Poprawiam kwiaty i odchodzę żwirową alejką.
– Na cholerę mi twoja fotografia – warczę. – To... to za mało!
Po przeczytaniu tylko się wściekłam. Wychodzi, że bohaterka gada jednak z nagrobkiem, nie z duchem.
Jak wychodzi? Z czego wychodzi? Moim zdaniem jak najbardziej wychodzi ze gada z duchem.
Ale przecież ducha nie kopnie. Wec ma ochotę kopnąc cokolwiek, najlepiej znicz. Albo rozrzucić kwiaty. Ale jest dobrze wychowana wiec się powstrzymuje.
Zakonczenie pokazuje ze scena dzieje się na cmentazu, ale wcale nie wyklucza (przeciwnie IMHO potwierdza) że bohaterka gada z duchem. W końcu duchy właśnie na cmentarzu najchętniej urzędują.
Małgorzata pisze: A to znaczy, że prowadzenie było niedobre, fałszywe sugestie się pojawiły. Jasne, mogłabym się przemocą skłonić ku stwierdzeniu, że rozmowa się dzieje w wyobraźni bohaterki - co również jest źle poprowadzone, bo żadnej sugestii nie ma, że tak się dzieje. Wskazanie na fotkę nie wystarczy. Technicznie, IMAO, jest do bani.
A niby dlaczego miałaby się dziać w wyobraźni?
Ona naprawdę chce żeby maks ją pocałował. Tyle ze ducha przytulić się nie da, nie mówiąc już o seksie. Stąd "a mogłes mieć szczęście które się nie trafia moje ciało i..." - bohaterki skierowane do ducha.
Niemniej, miało być tragicznie.
Nie miało byc;( Miało być romantycznie. Melodramatycznie. było?
Cholera, pewnie nie było. Co schrzaniłam?
Bohaterka żyje i opłakuje
Nie opłakuje. Wścieka się. Nie widać, że jest wściekła?

To tyle. Byłabym niezmiernie wdzięczna za kilka jeszcze batogów (albo nawet flagelli) Ze wskazaniem na źródło grzechu.
Byłabym też cała szczęśliwa gdyby tak dało się uzyskać parę słów o drugiej próbie pocałunku komicznego (Prawo pierwszej nocy na ZW)
Mordor walnął maczugą Orbana w łysy czerep. Po chwili poczuł to samo.
Umowa sporządzona została w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach,
po jednym dla każdej ze stron.

� Dżirdżis

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17036
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » wt, 02 wrz 2008 11:11

Po prostu nie chce mi się już wracać do tych tekstów...

"Romantyczna kolacja" - jest w założeniu tekstem tragicznym, tak? I pocałunek miał być. Czy pocałunek w tekście jest tragiczny? Cytując Ciebie, Teano: nie miał być. OK. A tragizm w tekście jest? Sugestie konfliktu, o którym wspomniałam w omówieniu dla Piaska, kwestie wyboru bez dobrego rozwiązania, konflikt tragiczny uczucie versus konieczność? Kwestia rozwiązania alternatywy, które to rozwiązanie stawia przed bohaterem perspektywę klęski, śmierci, katastrofy niezależnie, co wybierze?
Łatwiej mi było znaleźć w tym tekście porzucone ślady romantycznego ujęcia niż tragizmu. Nie ma konfliktu wysokiego, impasu. Nie da rady, żeby dopasować tragizm. Jak z romantyzmem - nie udało mi się.

"Cholerny altruista" - to tekst, który "technicznie" zawiódł. Prowadzenie treści jest niedobre, jak pisałam.
Na jakiej podstawie mam sądzić, że bohaterka gada z duchem? Nie wynika to przecież z faktu, że jest na cmentarzu. Ani z tego, że dialog się toczy i wygląda, jak toczony w czasie rzeczywistym. Nie domyśliłam się. Zabrakło wskazówki, więc uznałam, że bohaterka sobie wyobraża.

Myślałam, że tam jest przekręt: rozmowa ma mi zasugerować, że rozmówcy są żywi (choć jeden nie jest), a potem okazuje się, że jest inaczej => zmyłka. Problem w tym, że ta zmyłka nie wychodzi, IMAO. Rozmowa w czasie rzeczywistym myli, owszem - wskazuje na żywych ludzi. Potem okazuje się, że jedno z rozmówców jest martwe i jak dla mnie - pojawia się dysonans poznawczy. Bo wracając do tej rozmowy - absolutnie nie dostrzegam w niej nic więcej niż wcześniej, nie zmienia się perspektywa odczytania, nie poszerza interpretacja. Ten fałsz, który powinien wyniknąć z moich płaskich i odruchowych odczytań, nie wyjaśnia się po drugim odczytaniu, gdy już wiem, że Maks nie żyje. Poczułam się oszukana przez Ciebie, Teano. Wyszło mi, że Twoja bohaterka ciągnie tę rozmowę w wyobraźni, ponieważ nie ma żadnej sugestii, że Maks przebywa (duchowo w dosłownym znaczeniu) na cmentarzu. I nie ma żadnego przekrętu.

Czy to jaśniej jest?

Na marginesie: rozpaczać można w gniewie również, szczególnie przy stracie np. bliskiej osoby (czy innych nieszczęśliwych, głębokich przeżyciach). Gniew jest etapem rozpaczy - przynajmniej tak twierdzą niektórzy psychologowie. Znaczy, to mój skrót myślowy. Kobieta się wścieka, bo jest zrozpaczona. W kontekście opisanej sytuacji pasowało mi to jak najbardziej.

Jeżeli chodzi o elementy-ograniczenia tematu. Jak przy tragicznych, tak romantycznie brak wyraźnych wskazówek. Co wiemy? On umarł - pewnie młodo i bezpotomnie (kwestia, że był altruistą - nie wychodzi w tekście => za mało danych, choć wiadomo, że się poświęcił). Ona rozmawia z nim - przypuszczalnie w wyobraźni (bo za mało danych, żeby zinterpretować, że tam jest duch, IMAO). Całuje fotkę na nagrobku? - możliwy domysł. Po czym okazuje gniew i odchodzi.

To ma być ten romantyzm-melodramat? W tym geście? I w tym, że jest on i ona, miłość nieszczęśliwa? Ale ta miłość nie była nieszczęśliwa, jak wynika z dialogu, przynajmniej tak mi się wydaje. Znaczy, ona wspomina utracone szczęście chyba? Dobra, niech będzie, że to jest romantyczne w tym ujęciu potocznym.

Jednak, jak na melodramatyzm - brakuje czystego, ostrego podziału na tych dobrych i złych. No, bo kto tu jest zły? Ona, to zła kobieta była? Nie odniosłam wrażenia, może za mało danych. Albo może intryga - gdzie jest?
I podobnie, jak wcześniej - gdzie ten sentymentalizm, nawet przejaskrawiony, gdzie egzaltacja typowa dla melodramatycznego ujęcia?
Łatwiej znaleźć te elementy w "Romantycznej kolacji" niż w tym tekście, IMAO, stąd pewnie moja pomyłka. Albo po prostu jestem bałaganiarą.

Rada, by przejaskrawić, przegiąć w afektację - jak najbardziej będzie tutaj też mieć zastosowanie. To, że bohaterka się wścieka, mnie wydaje się kompletnie realistyczne. Wcale nie wydaje mi się melodramatyczna. Jej gniew jest dla mnie realistyczny. Jeden gest melodramatyczny - całowanie fotki - to trochę dla mnie za mało, żeby wyszedł melodramat i romantyzm.

Ach, co do łamania nastroju/konwencji, etc. Żeby złamać, trzeba mieć najpierw coś do złamania, czyli czystą postać konwencji. Łamać można przejaskrawieniem choćby. Jak np. w poematach heroikomicznych - mechanizmy eposu heroicznego są zachowane, treść - śmieszna, niska, służy do ośmieszenia tych mechanizmów. Parodia się tworzy, na przykład. Można w ten sposób wyrazić polemikę z tematem. Ośmieszając tragizm. Mogłaś to zrobić, skoro tragizm Ci nie pasował.

Czy to wyjaśnia więcej? Ewidentnie - jestem już poza zasięgiem tych tekstów, normalnie - nie chce mi się.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Teano
Niegrzeszny Mag
Posty: 1603
Rejestracja: wt, 05 cze 2007 19:05

Post autor: Teano » wt, 02 wrz 2008 11:54

Dzięki Margo - teraz jaśniej. Wiem w każdym razie gdzie skopałam. (To co poniżej, piszę dla tych którzy byliby ciekawi co auć! torka chciała wyrazić - absolutnie nie zamierzam polemizować)
Wydawało mi się że
– No, pocałuj wreszcie – myślę.
Czuję jego niedowierzanie, a potem delikatne muśnięcie. Chcę oddać pocałunek i... nie mogę. Jak być z kimś, kto niczego nie chce wziąć?
jest wystarczającą sugestią dla czytelnika iż jeden z bohaterów jest niematerialny.
Ta fotografia to miało być nawiązanie do jakże romantycznej Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej (mam nadzieję, ze chociaż to było czytelne?)
To jest scena, wiec siłą rzeczy miała być jakoś osadzona w większej całości. Czyli przed tą sceną mieliśmy jeszcze jakieś wydarzenia.
Wydawało mi się, że
– Teraz już wiesz, jak bardzo cię kocham.
Wybrał idiotyczny sposób, by to udowodnić, ale nie chcę mu robić przykrości.
w połączeniu z pozostałymi kwestiami dialogu, daje pewne tropy. Jak się okazuje - tropy były za słabe.
Ja widziałam to tak, ze dziewczyna odkrywszy, że Max non omnis morietur, miała (w tej scenie) jeszcze nadzieję, że niematerialność bohatera nie ma tak wielkiego znaczenia. Okazało się jednak, że ma. Więc się wkurzyła.
Natomiast sam bohater miał mieć hiperromantyczne pojęcie miłości a więc pojmował ją jako uczucie wyłącznie platoniczne (stąd dopiero teraz odważył się dotknąć włosów), swój obiekt uwielbienia czcił ale dopiero będąc duchem a wiec mając zdolność wnikania w myśli bohaterki odkrył, że nie obraziła by się gdyby chciał ją pocałować.
I tenże hiperromantyczny bohater ubzdurał sobie, że musi zasłużyć jakimś niesamowitym czynem na miłość bohaterki, inaczej nie będzie jej godzien.
No i... trochę mu nie wyszło (z tym czynem)
Zupełnie jak mi z warsztatami ;)
Mordor walnął maczugą Orbana w łysy czerep. Po chwili poczuł to samo.
Umowa sporządzona została w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach,
po jednym dla każdej ze stron.

� Dżirdżis

Awatar użytkownika
Keiko
Klapaucjusz
Posty: 2200
Rejestracja: wt, 22 sty 2008 16:58

Post autor: Keiko » wt, 02 wrz 2008 13:57

Małgorzata pisze:Skoro nikt się nie odzywa (wszyscy milczą jak zaklęci, pewnie im odebrało mowę, heh!),
zaraz odebrało mowę... zwyczajnie:
po dwóch sesjach u psychoterapeuty: "Nieodkryty geniusz i jego relacje ze społeczeństwem"
trzech dniach i nocach mantrowania: "pewnego dnia zdobędę świat"
można napisać :

Kochana Małgorzato,
Bardzo dziękuję Ci za opinię dotyczącą mojej pracy,
Bardzo mi ona pomogła w samorozwoju.
Keiko

:)))))
Wzrúsz Wirúsa!

Ha! Będziemy nieśmiertelni! To nie historia nas osądzi, lecz my osądzimy ją! (Małgorzata)

Awatar użytkownika
Marcin Robert
Klapaucjusz
Posty: 2021
Rejestracja: pt, 20 lip 2007 16:26
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Marcin Robert » wt, 02 wrz 2008 17:51

Dzięki Małgorzato za wnikliwy komentarz. :-) Przyjąłem do wiadomości:

- nie udziwniać

oraz

- nie starać się upchać maksimum treści w minimum słów (na przykład dwóch wątków w tysiącu znaków).

A zamykając sprawy warsztatowo-pocałunkowe: co powiesz o TYM TEKŚCIE? 1999 znaków, jeden wątek, dość prosty humor (choć odwołujący się do pewnego mojego pomysłu, dotyczącego skutków natychmiastowego przesłania dużej ilości informacji, o jakim kiedyś dyskutowałem na paranauce).

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17036
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » wt, 02 wrz 2008 17:55

Upchać maksimum treści w minimalnej liczbie znaków. Ale nie upychać dwóch tematów/wątków w jednym shorcie. :P

Dość tekstów warsztatowych. Wyjałowiłam się.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 6053
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » wt, 02 wrz 2008 17:57

Małgorzata pisze:Dość tekstów warsztatowych. Wyjałowiłam się.
Że co??
Że czytanie warsztatów wyjaławia wiem nie od dziś. Że spotkało to mnie, innych - wiadoma sprawa...

Ale Ty Margoto??!!
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17036
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » wt, 02 wrz 2008 18:01

No, bo wszystkie takie... Podobne?
Generalizacja, wiem. Przez te żaby w tekście. Teraz wszędzie widzę żaby i zaczynam się męczyć. :(((
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Keiko
Klapaucjusz
Posty: 2200
Rejestracja: wt, 22 sty 2008 16:58

Post autor: Keiko » wt, 02 wrz 2008 18:05

żaby pogromcą warsztatów
hmm.. czuję się jak mały mołdełca
Wzrúsz Wirúsa!

Ha! Będziemy nieśmiertelni! To nie historia nas osądzi, lecz my osądzimy ją! (Małgorzata)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17036
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » wt, 02 wrz 2008 18:06

Ha! Nic z tego. Mały mołdełca jest łurzowy. Zieleni i innym grinpisom mówię stanowcze nie! :P:P:P
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Keiko
Klapaucjusz
Posty: 2200
Rejestracja: wt, 22 sty 2008 16:58

Post autor: Keiko » wt, 02 wrz 2008 18:11

ja tam nie wiem...
żaby wyraźnie stosują taktykę gobliniego mięsa armatniego
pierwszy milion zginie, drugi milion ich zadepcze...
Wzrúsz Wirúsa!

Ha! Będziemy nieśmiertelni! To nie historia nas osądzi, lecz my osądzimy ją! (Małgorzata)

Awatar użytkownika
KPiach
Pćma
Posty: 203
Rejestracja: śr, 18 sty 2006 20:27

Post autor: KPiach » wt, 02 wrz 2008 22:52

Wielkie dzięki, Margo, za poświęcony czas i za opinie.

Rozumiem co schrzaniłem. Przyjmuję razy i Twoje i Iki i mam nadzieję na nie więcej nie zasłużyć - przynajmniej w tych samych kwestiach, bo w innych...

Polemiki nie będzie. Wszystko jest jasne. Różnica w sposobie schrzanienia tekstów tragicznego i romantycznego, polegała na tym, że w przypadku romantycznego, sam już po wysłaniu, a jeszcze przed oceną, łapałem się za głowę nad tym co powyczyniałem. Zresztą Twoja interpretacja jest koronnym dowodem na to jak bardzo popłynąłem. Natomiast w tekście tragicznym wiedziałem, że jadę po bandzie, ale dopiero po ostrej reakcji Iki zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że przegiąłem. Nie ma co się już w tej chwili rozwodzić nad tym, jaki był mechanizm, który spowodował, że naskrobałem to co naskrobałem. Ważne, że osiągnąłem wyższy stopień świadomości ;-) Chyba.

Keiko, w polemice po warsztatach tragicznych obiecałem, że przedstawię tekst, który będzie odpowiedzią na Twoje wątpliwości. Wziąłem się do roboty, powstał konspekt, naskrobałem sporo tekstu, opko zaczęło się rozrastać i... utknąłem. Póki co opowiadanie zarasta kurzem na twardym dysku. Ale mam nadzieję, że wrócę do niego, a gdy uda mi się skończyć, to będziesz pierwszą osobą, która go dostanie do ręki - oczywiście jeżeli będziesz zainteresowana.
Myślenie nie boli! Myślenie nie boli! Myślenie... AUĆ! O, cholera! To boli!

Świeżynek

Post autor: Świeżynek » wt, 02 wrz 2008 23:09

Jeszcze ja się sam pognębię.
Pocałunek romatyczny.
Romantyczność to dla mnie: uczucie ponad rozum, bunt młodości, serca porywy, fascynacja tym co właśnie poznawane (pierwsza miłość na przykład), brak rozsądku, tajemniczość, fantastyka, tęsknota nie dająca zasnąć, wyidealizowanie ponad przeciętność ukochanej osoby, ból rozstania.
A teraz „Żurek”. Niestety nie przygotowałem się do warsztatów romantycznych. Ot napisałem historyjkę pierwszą, jaka mi się napatoczyła do głowy. „Żurek” z romatyzmem nawet w oślej ławce razem nie siedzieli. Fantastyki prawie wcale (niektórzy na forum odgadli, że dziewczyna może pochodzić z innego świata), romantyzmu wcale, pocałunek taki, że prawie go nie było. Zabrakło oryginalnych porównań, niebanalnych metafor, a przede wszystkim zabrakło dobrego pomysłu, spełniającego kryteria warsztatów. Nie było uczucia w tym tekście, a romantyczność to przede wszystkim uczucie.

Pocałunek tragiczny
Tu już posłużyłem się wikipedią przed rozpoczęciem pisania. Jednostka podczas realizacji szlachetnego celu jest skazana na klęskę. Szlachetny bohater dokonuje świadomego wyboru i przejmuje od dziewczyny klątwę podczas pocałunku. Zamajaczył jakiś pomysł, realizacja poległa. Co źle zrobiłem? Pierwsze - zacząłem opisywać świat i jego zależności, zamiast podkreślić tragizm. Źle wykorzystany limit znaków. Drugie – bardziej mi to wyszło romantyczne niż tragiczne, bohater nie kieruje się wzniosłym celem, a własnym egoizmem (miłosnym egoizmem). Trzecie - skupiłem się bardziej na puencie, niż realizacji tematu. Rezultat – czytelnicy dyskutowali o mechanizmach przedstawionego przez mnie uniwersum. Tragizmu nie dostrzeżono. Nic dziwnego.

Pocałunek komiczny
Postawiłem na komizm sytuacyjny, gdzie punktem zwrotnym jest wyznanie pana młodego, czyli zaskakująca sprzeczność sytuacji odbiegająca od oczekiwań odbiorcy. Prześmiewcy nagle sami stają się źródłem śmiechu. Wydaje mi się, że z wszystkich warsztatów pocałunkowych tu najlepiej zrealizowałem pomysł. I tyle dobrego. Poległem na języku. Ika i Babe zwróciły mi na to uwagę. Widzę, że język kuleje we wszystkich trzech tematach. W dialogach konstruuję kwestie, które brzmią sztucznie, przez co cierpi charakter postaci i jej wiarygodność. Z opisów wychodzą mi szklone wypracowania. Wydaje mi się, że muszę więcej popracować nad konstrukcją zdań, ich plastycznością, aby służyły przedstawieniu zamierzonego celu.
Podsumowując – po warsztatach odkryłem jakie mam olbrzymie braki. Przyznam szczerze, że pożałowałem wystartowania w konkursie literackim, od którego zacząłem uczestnictwo na forum. Chciałem dumę własną połechtać. Na warsztatach oberwałem w miękkie.

Zablokowany