R.I.P.

Moderator: RedAktorzy

Zablokowany
Awatar użytkownika
Bakalarz
Stalker
Posty: 1990
Rejestracja: pn, 01 sty 2007 17:08

R.I.P.

Post autor: Bakalarz » śr, 17 wrz 2008 23:03

Wejścióweczka
Niniejszy szorcik został zainspirowany jednym z krążących po sieci filmików związanych z wojną w Iraku/Afganistanie.
Niby znowu wojskowi (którzy w mojej warsztatowej tfórczości przejawiają się bardzo często), ale cóż.

W pewnym sensie jest to lekki eksperymencik w walce o znalezienie pewnej linii granicznej w krystalizującym się stylu autora, że się tak górnolotnie nazwę.

#############

Zmęczenie. Zmęczenie tak wielkie, że tłumiące w sobie niemal wszystkie inne uczucia. Potworna czarna dziura wsysająca radość z powrotu i obawę o reakcje ludzi, których spotka na swojej drodze.
To czuł wysiadając z samolotu i odbierając bagaż. Zatrzymał się przed ruchomymi drzwiami hali przylotów; odetchnął głęboko, na moment zawładnięty falą wątpliwości wywołanych niejasnym skojarzeniem, że pustynny kamuflaż jego munduru nie przyniesie poklasku wśród społeczeństwa, które wysłało go na niechcianą wojnę. Spojrzał na przyszyty do rękawa emblemat swojej jednostki z końskim łbem na tarczy przedzielonej ukośnym pasem. W jednej chwili przypomniał sobie scenę z jednego z filmów. Dwóch żołnierzy z tej samej dywizji wracających z innej niechcianej wojny w ponurym upokorzeniu, witana pełnymi niechęci spojrzeniami rodaków. Czy miał podzielić ich los?
Zdecydował się, zebrał się na odwagę, zacisnął żylastą pięść na spoczywającym w kieszeni medalu. Ruszył naprzód wsłuchany w roznoszący się po pustej hali przylotów odgłos każdego ze stawianych kroków. Zdumiało go straszliwe wyobcowanie. Pustka. Martwa pustka wydzierająca się z każdej ściany i każdego plastikowego krzesełka. Pustka miejsca, którego nie potrafił sobie wyobrazić inaczej niż wypełnionego ludźmi obładowanymi naręczami kwiatów i tabliczkami z pospiesznie wypisanymi nazwiskami. Nawet się ucieszył z takiego stanu rzeczy. Samotność nie mogła być gorsza niż ziszczające się obawy. Poprawił wbijający się w ramię pasek monstrualnego plecaka. Ruszył raźno przed siebie, czując jak ciężar trosk ucieka w nicość.
Rozchodzący się echem dźwięk pojedynczych oklasków wybił go z misternie utkanej sieci przeświadczeń o samotności i bezzasadności powrotów z neokolonialnych wojen, toczonych gdzieś na krańcach świata. Zatrzymał się gwałtownie, bezradny jak dziecko. Mrużąc oczy, w niejasnym geście wzruszenia szukał wzrokiem osoby, która zgotowała mu powitanie godne tryumfujących cezarów. Nie mógł znaleźć nikogo. Z poczciwie szerokim uśmiechem na ustach ruszył dalej. Po raz pierwszy poczuł, że warto wracać i warto odbudować mosty, które się spaliło za sobą.
Ruchome schody wiodące na górę, do wyjścia były coraz bliżej, już na wyciągnięcie ręki. Wymacał w kieszeni pęk nieużywanych od miesięcy kluczy od domu. Nie szkodziło, że to były tylko i wyłącznie puste ściany. Miłość też można przecież odbudować. Trzeba czasu i odrobiny szczęścia, ale wszystko jest możliwe. Pod warunkiem, że potrafi się prawidłowo nazwać uczucia zachodzące między ludźmi.
Zapach słodkich perfum niemal ściął go z nóg. Mieszanka eterycznych olejków, które zapadły w pamięć i za wszystkie skarby świata nie chciały z niej wyjść. Obecność drugiej osoby dodatkowo poprawiła jego nastrój. Czarne chmury smutku i obaw zaczęły odpływać daleko, odsłaniając czyste niebo. Elektryzujący dotyk smukłych palców przenikający dreszczem przez rip-stop munduru zmroził mu krew w żyłach dawno nie odczuwanym wrażeniem. Odwrócił się powoli, bojąc się rozproszyć iluzji. W cichości serca nie liczył się z możliwością zaistnienia tego zjawiska, ale brnął w prestigitatorskie tricki. Popatrzył w olbrzymie, niepokojąco zielone oczy i kształtne piersi za które warto zginąć i za które warto zabić. Wtopił usta w podkreślone dyskretnie szminką wargi, unosząc się na falach chciwego pocałunku, na który może się zdobyć tylko wyposzczony żołnierz powracający do domu.
Wyrwała się z objęć z filuternym uśmiechem na twarzy. Pociągnęła go za rękę wprost na ruchome schody rozgraniczające światy. W czerwonej sukni, z falą kruczoczarnych włosów i niewielkim tatuażem przedstawiającym dziewicę dosiadającą wielkiego wilka, przylgnęła do szerokiej piersi z mocnym zamiarem wynagrodzenia wszystkich niedogodności frontowego życia. Pocałunek zdawał się trwać wieczność, podobnie jak jednostajny ruch elektrycznych schodów, sunących wciąż w górę ku tonącemu we mgle poziomowi portu lotniczego. Nagle oparła kształtną głowę na jego ramieniu, jej gorący oddech muskał szyję naznaczoną siną linią blizny.
– W twoich stronach mówią Reqiescant in pace – szepnęła zmysłowo.
Przewrócił oczami nie rozumiejąc kontekstu. Popatrzył w górę. W niejasnym przebłysku świadomości pomyślał o domu i życiu w otoczeniu kochających ludzi.
Zamiast futurystycznego, bezosobowego molocha lotniska znalazł salę balową jak z filmu o Drakuli, wypełnioną dziesiątkami mężczyzn i kobiet raczących się najlepszymi alkoholami i zakąskami. Wokół stołów nieustannie przemykał ze zwinnością baletnicy zwalisty mężczyzna w garniturze i pirackiej opasce na oku.
– My mówimy: Honnør – huknął tubalnie, rozkładając szerokie ramiona. – Witaj w domu, synu. W Walhalli, gdzie polegli żyją wiecznie…
RIP. Stop. Wieczność. Stop. Ragnarok AD...

#####
Dzięki za wszystkie uwagi i komentarze, zważywszy na czas zaprzątnięty Tematycznymi. Zdarzało mi się komentować, teraz chętnie poczytam komentarzy ja.
Sasasasasa...

Awatar użytkownika
rubens
Fargi
Posty: 442
Rejestracja: sob, 23 lut 2008 00:00

Re: R.I.P.

Post autor: rubens » czw, 18 wrz 2008 00:28

Potworna czarna dziura wsysająca radość z powrotu i obawę o reakcje ludzi, których spotka na swojej drodze.
To zdanie brzmi dziwnie. Może nie tyle jest dziwne, co mało... hm, jasne. Mało jasne. Nie do końca wiem, czy chodzi o zmęczenie i nie do końca jestem pewny o jakiej drodze mowa. Powrotnej czy życiowej.
To czuł wysiadając z samolotu i odbierając bagaż.
Pytanie za 100pkt: GDZIE PRZECINEK?
Spojrzał na przyszyty do rękawa emblemat swojej jednostki z końskim łbem na tarczy przedzielonej ukośnym pasem. W jednej chwili przypomniał sobie scenę z jednego z filmów.
Tu też mam zastój – dlaczego mu się to przypomniało akurat kiedy spojrzał na emblemat? No ten zestaw „W jednej... z jednego...” troszkę mi skrzeczy.
Dwóch żołnierzy z tej samej dywizji wracających z innej niechcianej wojny w ponurym upokorzeniu, witana pełnymi niechęci spojrzeniami rodaków.
Kolejna zagwozdka. Po pierwsze – szyk zdania chyba kuleje. Po drugie – pomyliłeś „dwóch” z „dwójką” :) Dziwnie też brzmi informacja, że byli z tej samej dywizji, w sumie powroty z Iraku/Afganistanu organizowane są raczej kontyngentami/dywizjami, więc chyba nic dziwnego, że byli z tej samej?
Ruszył naprzód wsłuchany w roznoszący się po pustej hali przylotów odgłos każdego ze stawianych kroków.
Kolejne dziwne zdanie. Brzmi tak, jakbyś nie miał pomysłu, jak opisać, że on słyszał TYLKO swoje kroki.
Zdumiało go straszliwe wyobcowanie. Pustka. Martwa pustka wydzierająca się z każdej ściany i każdego plastikowego krzesełka.
Wyobcowanie = pustka? Eee, chyba nie trafiłeś.
Rozchodzący się echem dźwięk pojedynczych oklasków wybił go z misternie utkanej sieci przeświadczeń o samotności i bezzasadności powrotów z neokolonialnych wojen, toczonych gdzieś na krańcach świata.
Po pierwsze – neokolonialne wojny brzmią ŚWIETNIE. Naprawdę, urzekło mnie to stwierdzenie. Druga, już mniej radosna sprawa – pojedyncze oklaski? Kurcze – nie dało się jakoś normalniej napisać, że oklaskiwała go jedna para dłoni? Nie brzmi mi to, niestety.
Zatrzymał się gwałtownie, bezradny jak dziecko. Mrużąc oczy, w niejasnym geście wzruszenia szukał wzrokiem osoby, która zgotowała mu powitanie godne tryumfujących cezarów.
Kolejne nie zrozumiałe zdanie. Mrużenie oczu to niejasny gest wzruszenia? No i jedna para oklaskujących dłoni to powitanie godne cezara?
Po raz pierwszy poczuł, że warto wracać i warto odbudować mosty, które się spaliło za sobą.
A jakie mosty spalił? Brakuje mi w tym tekście informacji, jakiś taki jakby niekompletny jest. Facet jest sam, ktoś go nagle oklaskuje, a on jak na złość w ogóle się nie dziwi i brnie dalej... Hm.
Ruchome schody wiodące na górę, do wyjścia były coraz bliżej, już na wyciągnięcie ręki. Wymacał w kieszeni pęk nieużywanych od miesięcy kluczy od domu. Nie szkodziło, że to były tylko i wyłącznie puste ściany.
Heh, brzmi tak, jakby te klucze były pustymi ścianami :P
Zapach słodkich perfum niemal ściął go z nóg. Mieszanka eterycznych olejków, które zapadły w pamięć i za wszystkie skarby świata nie chciały z niej wyjść. Obecność drugiej osoby dodatkowo poprawiła jego nastrój.
Czekaj, robi się niekonsekwentnie – facet był przecież zadowolony, że nikogo nie ma, że nikt nie czeka, bo te spojrzenia i tak dalej... czyż nie?
Elektryzujący dotyk smukłych palców przenikający dreszczem przez rip-stop munduru zmroził mu krew w żyłach dawno nie odczuwanym wrażeniem.
Nie rozumiem tego zdania – znaczy się, że ona przeniknęła ten jego mundur i pojawiły się dreszcze, czy jak?
Odwrócił się powoli, bojąc się rozproszyć iluzji.
A nie tak czasem rozproszyć iluzję? Chyba, że ta iluzja go rozprasza, ale z czego?
W czerwonej sukni, z falą kruczoczarnych włosów i niewielkim tatuażem przedstawiającym dziewicę dosiadającą wielkiego wilka, przylgnęła do szerokiej piersi z mocnym zamiarem wynagrodzenia wszystkich niedogodności frontowego życia. Pocałunek zdawał się trwać wieczność, podobnie jak jednostajny ruch elektrycznych schodów, sunących wciąż w górę ku tonącemu we mgle poziomowi portu lotniczego.
Hah, wiem, że tak nie jest i nie napisałbyś tak, ale tutaj wygląda to tak, jakby całowała go w tors :P
W niejasnym przebłysku świadomości pomyślał o domu i życiu w otoczeniu kochających ludzi.
Czyli chcesz powiedzieć, że ona go czymś podtruła, podnarkotyzowała, że jest nieświadomy? Po drugie – przecież jego dom, to puste ściany, a miłości nie miał, skoro miał zamiar dopiero ją odbudować.
Zamiast futurystycznego, bezosobowego molocha lotniska znalazł salę balową jak z filmu o Drakuli, wypełnioną dziesiątkami mężczyzn i kobiet raczących się najlepszymi alkoholami i zakąskami.
Wszedł, a oni wszyscy walili z gwinta, żeby widział etykietki tych najlepszych alkoholi? :) Ogólnie oczywiście wiem o co chodziło, ale te alkohole mnie jakoś rozdrażniły.

Pora na podsumowanko:

Po pierwsze - ŚWIETNY POMYSŁ, rewelka! Żołnierz z misji "pokojowej vel. po ropę" wraca niby do domu, a tak naprawdę wraca do Valhalli, bo zginął na polu bitwy - po prostu gratuluję pomysłu, czapo z łba! :)

Po drugie - nielogiczności i niespójności troszkę przeszkadzają w odbiorze, ale... ogólnie, wczułem się w tego koleżkę. Z tymi perfumami i panienką już było ciężko, bo tam te niespójności były największe, ale sam strach przed niedostosowaniem i odrzuceniem oddałeś bardzo... ludzko.

Ogólnie więc, pomimo tych potknięć, naprawdę się cieszę, że poświęciłem czas temu tekstowi - czytałem, słuchając The Day That Never Comes Metallici i tak jakoś klimat sam się utworzył :) Pozytyw z mojej strony!
Niecierpliwy dostaje mniej.

Mighty Baz

Re: R.I.P.

Post autor: Mighty Baz » czw, 18 wrz 2008 08:43

Bakalarz pisze: RIP. Stop. Wieczność. Stop. Ragnarok AD...
.
Niezłe, dodatkowa uwaga, co by sie nie powtarzać, nie wiem czy słuszna:
Ostatnie zdanie, zbyt nachalne, niepasujące do klimatu. Bo do kogo jest wysłany ten telegram? i po co?

Może jakiś malutki epizodzik z "niesmiertelnikiem" na koniec, zamknąłby opowiadanie w jedną spójną całość.

edit: orto

Awatar użytkownika
Bakalarz
Stalker
Posty: 1990
Rejestracja: pn, 01 sty 2007 17:08

Post autor: Bakalarz » czw, 18 wrz 2008 09:19

rubens pisze:
ja pisze:Dwóch żołnierzy z tej samej dywizji wracających z innej niechcianej wojny w ponurym upokorzeniu, witana pełnymi niechęci spojrzeniami rodaków.
Kolejna zagwozdka. Po pierwsze – szyk zdania chyba kuleje. Po drugie – pomyliłeś „dwóch” z „dwójką” :) Dziwnie też brzmi informacja, że byli z tej samej dywizji, w sumie powroty z Iraku/Afganistanu organizowane są raczej kontyngentami/dywizjami, więc chyba nic dziwnego, że byli z tej samej?
Nie bez powodu opisałem emblemat jednostki (a konkretnie amerykańskiej 1. Dywizji Kawalerii - dywizji kojarzącej się dość nierozerwalnie z wojną w Wietnamie)
rubens pisze:
ja pisze:Zdumiało go straszliwe wyobcowanie. Pustka. Martwa pustka wydzierająca się z każdej ściany i każdego plastikowego krzesełka.
Wyobcowanie = pustka? Eee, chyba nie trafiłeś.
Pustka miała być niejako na dodatek
rubens pisze:
ja pisze:Zatrzymał się gwałtownie, bezradny jak dziecko. Mrużąc oczy, w niejasnym geście wzruszenia szukał wzrokiem osoby, która zgotowała mu powitanie godne tryumfujących cezarów.
Kolejne nie zrozumiałe zdanie. Mrużenie oczu to niejasny gest wzruszenia? No i jedna para oklaskujących dłoni to powitanie godne cezara?
Jako że spodziewał się co najwyżej zimnej obojętności, był o niej niemal przekonany. Cóż, w tym miejscu chyba miało w pewnym stopniu zagrać skojarzenie z Wietnamem. Mrugał oczami, żeby powstrzymać łzy (że niemęskie, że niegodne munduru, że...)
rubens pisze:
ja pisze:W niejasnym przebłysku świadomości pomyślał o domu i życiu w otoczeniu kochających ludzi.
Czyli chcesz powiedzieć, że ona go czymś podtruła, podnarkotyzowała, że jest nieświadomy? Po drugie – przecież jego dom, to puste ściany, a miłości nie miał, skoro miał zamiar dopiero ją odbudować.
Mnie się czasami zdarza myśleć w kategoriach co by było gdyby, a nie jest.
rubens pisze:
ja pisze:Zamiast futurystycznego, bezosobowego molocha lotniska znalazł salę balową jak z filmu o Drakuli, wypełnioną dziesiątkami mężczyzn i kobiet raczących się najlepszymi alkoholami i zakąskami.
Wszedł, a oni wszyscy walili z gwinta, żeby widział etykietki tych najlepszych alkoholi? :) Ogólnie oczywiście wiem o co chodziło, ale te alkohole mnie jakoś rozdrażniły
Cóż, może to lekkie zawodowe zboczenie, ale na przykład Jack Daniel's ma dość charakterystyczną etykietę, a szampana można odróżnić od butelczyny wódki itp.

Co do nielogiczności względem odbudowywania miłości i spotkania kobiety na lotnisku.
Mieszanka eterycznych olejków, które zapadły w pamięć i za wszystkie skarby świata nie chciały z niej wyjść
Napisałem i nie opisywałem szczegółowo kobiety. Chciałem żeby pozostała tajemnicą i zagadką. Niekoniecznie upatrywałem w niej kogoś żołnierzowi obcego (co najmniej raz się z nią spotkał). Równie dobrze może to być kobieta, której miłość chce odbudować...
Ale to pozostaje w kwestii autorskiego chciejstwa i wpisuje się po stronie minusów.

Podsumowując: Serdeczne dzięki za komentarze. Bardzo mi pomogą w pracy nad obecnym tekstem już niekoniecznie o neokolonialnych wojnach :)

Edit:
Mighty Baz
nawiązywałem w ostatnim zdaniu do telegramów, które wysyłano rodzinom poległych. Z tą różnicą, że telegram niejako idzie w próżnię.

Ale niemniej dzięki za uwagę :)

+ cytowanie
Sasasasasa...

Awatar użytkownika
Keiko
Klapaucjusz
Posty: 2200
Rejestracja: wt, 22 sty 2008 16:58

Post autor: Keiko » czw, 18 wrz 2008 19:55

ja na szybko bo jedna rzecz ugryzła mnie w oko
znalazł salę balową jak z filmu o Drakuli
eeee- a skąd tu Drakula?

mamy klimat lotniska, hali przylotów, pięknej kobiety i nagle " salę balową jak z filmu o Drakuli" - pierwsza myśl: ocho, dorwała go wampirzyca, ciekawe czy biorą tych co byli ranni i ich organizmy przystosowały się do wytworzenia większej ilości krwi

dalej mam zdanie:
wypełnioną dziesiątkami mężczyzn i kobiet raczących się najlepszymi alkoholami i zakąskami.
więc myślę.... pewnie za chwile główny bohater taką zakąska zostanie...
i z znienacka walisz mnie Bakałarzu po głowie Walhallą :)))
a ja myślę, rany - dlaczego ta wieczność wygląda jak impreza w pankowym klubie???

a teraz podsumuję:
- jakieś takie nieuzasadnione dla mnie są te klimaty wampiryczne, ja wiem, że chodziło ci o atmosferę imprezy ale podejrzliwy czytelnik z miejsca wietrzy wskazówkę do interpretacji
- bal u Drakuli to śliska sprawa, bo w zależności od oglądanych filmów można to sobie różnie wyobrazić - od klubu w klimatach punk-rock - przez skojarzenia historyczne - po orgię sado-maso-bloodo itd i czy na pewno chciałeś mieć te wszystkie opcje?
- ja chyba wiem o jaki film ci chodziło (Van Helsing?) jeśli tak, to ten bal tez mi nie pasuje; bardziej by mi pasowałaby klimaty rodem z czasów wikingów lub wręcz współczesne (w zależności czy idą tam z duchem czasów czy są konserwatywni) ale bal z karnawałowej Wenecji, taki trochę nie wiadomo skąd jest...

to tak na pierwszy rzut oka, postaram się jutro napisać trochę więcej :D
Wzrúsz Wirúsa!

Ha! Będziemy nieśmiertelni! To nie historia nas osądzi, lecz my osądzimy ją! (Małgorzata)

Awatar użytkownika
terebka
Ośmioł
Posty: 606
Rejestracja: ndz, 13 lip 2008 23:56

Post autor: terebka » pt, 19 wrz 2008 00:00

Niech i mnie będzie wolno coś dodać od siebie:
W twoich stronach mówią Reqiescant in pace
Requiescant in pace czyli "Niech spoczywają w pokoju". W liczbie pojedyńczej: Requiescat in pace.

Pomysł przedni, wykonanie również. Uwspółcześnione wersje walkirii w czerwonej balowej sukni oraz Odyna, jak mniemam, w garniturze, nastroiły mnie przychylnie do historyjki. Razem z elegancką salą balową i zakąskami wlały nieco koloru do mrocznych legend.

I na koniec:
W jednej chwili przypomniał sobie scenę z jednego z filmów. Dwóch żołnierzy z tej samej dywizji wracających z innej niechcianej wojny w ponurym upokorzeniu, witana pełnymi niechęci spojrzeniami rodaków.
Naoglądałem się filmów z wojną w Wietnamie w roli głównej, ale takiego w którym na powracających weteranów nie czekano by z radosną pokazówką (kwiaty, orkiestra, pomponiarki, klucze do jakiegoś zapyziałego amerykańskiego miasteczka) nie pamiętam. Bardzo szybko o nich zapominano, to fakt, ale pokazówa była.
No, może inaczej do tego podejdźmy. Nie jestem przekonany, aby rzeczywiście wracali w upokorzeniu, witani ogólną niechęcią rodaków.

Awatar użytkownika
JanTanar
Fargi
Posty: 399
Rejestracja: wt, 22 lip 2008 21:10

Post autor: JanTanar » pt, 19 wrz 2008 01:31

Skoro i "kmiotki" mogą komentować na tym forum, to wprawiam się, Bakalarzu, bo mnie tekst ruszył:
I lubię zawieszenie między światami, i ten surrealizm, który bohater opisuje po drodze przez pusty port lotniczy (no czysty surrealizm, i chyba taki miał być?)
Zmęczenie. Potworna czarna dziura reakcje ludzi, których spotka na swojej drodze. Zatrzymał się przed ruchomymi drzwiami że pustynny kamuflaż jego munduru nie przyniesie poklasku wśród społeczeństwa,
auć, a gdyby nie miał kamuflażu?
W jednej chwili przypomniał sobie scenę z jednego z filmów. Dwóch żołnierzy z tej samej dywizji wracających z innej niechcianej wojny w ponurym upokorzeniu, witana pełnymi niechęci spojrzeniami rodaków.
przy okazji, ten film dalej to jakiś konkretny, czy wizja autorska? tak z ciekawości.
Dalej podobało mi się to przejście między światami, chociaż zupełnie nie czułem kiedy ono nastąpiło, "schody rozgraniczające światy" pojawiły się dokładnie wtedy, gdy nie wiadomo tak na prawdę dokąd prowadzą (czy do świata niewojennego, czy tamtego) ale to by było tyle plusów.
Minus potworny za to, i dołujący, to sztywność niektórych zdań (jak rozumiem bohatera, żołnierza).
z takiego stanu rzeczy. // ziszczające się obawy. // ciężar trosk ucieka w nicość. // Rozchodzący się echem dźwięk pojedynczych oklasków wybił go // Zatrzymał się gwałtownie, bezradny jak dziecko. // w niejasnym geście wzruszenia // Z poczciwie szerokim uśmiechem // warto wracać i warto odbudować mosty, // potrafi się prawidłowo nazwać uczucia zachodzące między ludźmi. -- Czarne chmury smutku i obaw // Elektryzujący dotyk -- W cichości serca nie liczył się z możliwością zaistnienia tego zjawiska, ale brnął w prestigitatorskie tricki
(tutaj ???).

Wylądowanie w "Walhalii a'la wiek XX" było ciekawe, ładne, i tylko jedna myśl mnie gryzła (oj gryzła potwornie) czy wojownik, może i bohater, zaprawdę chciałby po śmierci wylądować na jakiejś wystawnej kolacji wśród sztywnych pingwinów raczących się najprzedniejszymi trunkami (w sensie etykietek i butelek). Nie wiem, ale chyba kiedyś ten obraz mówił trochę więcej i inaczej, już sama obfitość jedzenia w czasach kiedy nie było to takie oczywiste, wyglądała inaczej, a uczta też nie sprowadzała się do jedzenia i kelnerów.
I jeszcze, tak jakoś czuję, ostatni wers bardziej drażni niż pomaga. Miał być mocny, Walkiria jest mocna aż nadto (może rozbudować?). Mnie zbyt ostro sprowadził w nicość. Zamiast zastanowić się nad tekstem, zastanawiam się po co to jest?.

Awatar użytkownika
Bakalarz
Stalker
Posty: 1990
Rejestracja: pn, 01 sty 2007 17:08

Post autor: Bakalarz » pt, 19 wrz 2008 09:56

Co do filmu to zaczerpnąłem motyw z "Byliśmy żołnierzami". Jest tam scena w której dwóch żołnierzy wraca do domu (jeden jest ranny).
JanTanar pisze:Minus potworny za to, i dołujący, to sztywność niektórych zdań (jak rozumiem bohatera, żołnierza)
Chyba nie do końca jest to bohater sam w sobie. Narrator jest bardzo blisko bohatera, ale w zamyśle to nie był bohater.
JanTanar pisze:Wylądowanie w "Walhalii a'la wiek XX" było ciekawe, ładne, i tylko jedna myśl mnie gryzła (oj gryzła potwornie) czy wojownik, może i bohater, zaprawdę chciałby po śmierci wylądować na jakiejś wystawnej kolacji wśród sztywnych pingwinów raczących się najprzedniejszymi trunkami (w sensie etykietek i butelek)
A dlaczego akurat sztywne pingwiny? Bo pociągają na przykład szampana?
terebka pisze:
ja pisze:W twoich stronach mówią Reqiescant in pace
Requiescant in pace czyli "Niech spoczywają w pokoju". W liczbie pojedyńczej: Requiescat in pace.
Cóż... Oczywiście masz rację, a ja machnąłem literówkę (mimo że zwrot znam).
Z drugiej strony (autorskie kombinatorstwo) mógł to być zabieg celowy, żeby pokazać cośtam... :p Na szczęście nie był.
terebka pisze:Nie jestem przekonany, aby rzeczywiście wracali w upokorzeniu, witani ogólną niechęcią rodaków.
Ja rzeczoną scenę w filmie odebrałem w ten właśnie sposób (oglądałem na świeżo podczas pisania), do tego na pewno doszedł jeszcze Rambo (nieśmiertelna pierwsza część i scena spotkania z szeryfem)

Dzięki, panowie.
Bardzo mnie cieszy, że niewielki tekst doczekał się co najmniej kilku ciekawych interpretacji :p
Sasasasasa...

Awatar użytkownika
Ignatius Fireblade
Kameleon Super
Posty: 2710
Rejestracja: ndz, 09 kwie 2006 12:04

Post autor: Ignatius Fireblade » wt, 07 paź 2008 19:04

Staram się nadrabiać zaległości. Jestem w trakcie lektury Tematycznych, ale wyrwane z kontekstu zapiski wymagają najpierw redakcji. Nie mogłem się jednak oprzeć, widząc opowiadanie Twojego autorstwa. Przeczytałem ze trzy razy, przejrzałem komentarze... i doszedłem do wniosku, że więcej potknięć raczej Ci nie wytknę. Mogę pokusić się tylko o wypisanie własnych wrażeń. Mam nadzieję, że się nie pogniewasz.

Ogólnie, to zakończenie mnie zaskoczyło. Za nic nie spodziewałem się Walhalli. Przyznaję, że w opowiadaniu były potknięcia, ale to nie jest nic straszliwego i nawet jeśli niektóre nieco zgrzytają, to można przez nie przejść (przykłady były wyżej). Spory plus za to pokazanie obaw i przemyśleń powracającego do domu weterana. Od razu skojarzyłem przytaczaną scenę, za fajne wykorzystanie kolejny plus. O zakończeniu już wspominałem.

Ogólnie, to opowiadanie podobało mi się. Mimo potknięć, ma odpowiedni klimat i wciąga. Może nie cud, miód i orzeszki, ale solidny poziom.
- Na koniec zadam ci tylko jedno pytanie. Co ci wyryć na nagrobku?
- Napisz: "Nie ma lekarstwa na brak rozumu".
"Black Lagoon" #10 Calm down, two men PT2

Awatar użytkownika
Bakalarz
Stalker
Posty: 1990
Rejestracja: pn, 01 sty 2007 17:08

Post autor: Bakalarz » śr, 08 paź 2008 08:54

Wielkie dzięki, miło to usłyszeć/przeczytać :)
Sasasasasa...

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » śr, 19 lis 2008 03:23

Błędy wytknięto i one są, Bakałarzu. Ale najbardziej mnie nie błędy, lecz struktura narracji uderzyła między oczy. Podmiot domyślny, Światło Ócz Moich. Uczyniłeś to, żeby wykreować bohatera opowiadania anonimowego, niecharakterystycznego, everymana. Tak, to ostatnie określenie nie padło przypadkowo, ponieważ tego typu struktura narracji w języku polskim, przeciwnie niż w angielskim, padnie na pysk, niestety. Niestety, ponieważ w języku polskim istnieje pewna obrzydliwa potrzeba konkretyzowania podmiotu. Znaczy, jak nie skonkretyzuje się podmiotu, to się zrobi problem z jego tożsamością.
To czuł wysiadając z samolotu i odbierając bagaż. Zatrzymał się przed ruchomymi drzwiami hali przylotów
No, i kto czuł? Bagaż? Samolot? :P
Jasne, że nie - domyślna jestem, wiem, że człowiek. Ale ten domysł zdradliwy jest...
pustynny kamuflaż jego munduru nie przyniesie poklasku wśród społeczeństwa, które wysłało go na niechcianą wojnę.
Ten zaimek dotyczy? Wiem, mam się domyślić, że człowieka, o którym narrator mówi, ale w pierwszej chwili zastanawiałam się, czy to może mundur, czy kamuflaż na tę niechcianą wojnę został wysłany. I wiesz, Słońce Ócz Moich, gramatycznie jestem w stanie obronić i mundur, i kamuflaż. A człowieka jakoś trudniej.

Przyznam, że wprowadzało mnie to w konfuzję - automatycznie przerzuciłam się na angielski i zaczęłam się dziwić, czemu te cholerne zdania pisane są w niezrozumiałym języku polskim?
Z poczciwie szerokim uśmiechem na ustach
Tak podstępnie zapytam, gdzie jeszcze, poza ustami, występuje uśmiech?
Tylko proszę mi nie mówić, że na szyi, jak się gardziołko podetnie. Wtedy konkretna lokalizacja uśmiechu jest niezbędna właśnie.
Tak się również zastanawiam, czy poczciwy uśmiech to szeroki uśmiech. Zawsze szczerzenie zębów kojarzy mi się nie z poczciwością, nie... <grin>
Wymacał w kieszeni pęk nieużywanych od miesięcy kluczy od domu. Nie szkodziło, że to były tylko i wyłącznie puste ściany. Miłość też można przecież odbudować.
O kluczach, co były ścianami, już wspomniano. Mam jednak pytanie inne do tego fragmentu: jak się ma kwestia pustych ścian do odbudowywania miłości? Skrót myślowy, jak sądzę, bo szwankuje powiązanie między zdaniami.
Zapach słodkich perfum niemal ściął go z nóg.
Łomatko literatko, to musiały być straszne perfumy! W koszmarnie złym guście, skoro miały walory broni chemicznej... Znaczy, przegiąłeś w obrazowaniu, Autorze Drogi Mój.
...bojąc się rozproszyć iluzji.
Tu się nieco po...psuło w związkach: rozproszyć (Biernik - kogo/co?) -> iluzję.
I jeszcze raz w dłuższym fragmencie.
Odwrócił się powoli, bojąc się rozproszyć iluzji. W cichości serca nie liczył się z możliwością zaistnienia tego zjawiska [rozproszenia iluzji, znaczy], ale brnął w prestigitatorskie tricki[I w następnym zdaniu będzie, co to za sztuczki prestidigitatorskie]. Popatrzył w olbrzymie, niepokojąco zielone oczy i kształtne piersi[Po biuście przecinek, ale przecinek nieważny. Te sztuczki magiczne, to spojrzenie w piersi właśnie - MSŚ z Autora, nie? :P] za które warto zginąć i za które warto zabić.
No, tu się troszkę bardziej obsunęło, nie w podmiotach bynajmniej...
W czerwonej sukni, z falą kruczoczarnych włosów i niewielkim tatuażem przedstawiającym dziewicę dosiadającą wielkiego wilka (...)
Ta suknia miała włosy i tatuaż. A tatuaż na dodatek był niewielki, ale z wielkim wilkiem. O dziewicę nie pytam - pewnie na pierwszy rzut oka można poznać, tylko ja nieuświadomiona taka...
Nagle oparła kształtną głowę na jego ramieniu, jej gorący oddech [tej głowy oddech] muskał szyję naznaczoną siną linią blizny.
Normalnie, tutaj już całkiem byłam przekonana, że chyba mi się języki odbioru pokręciły potężnie, bo zwróciłam uwagę, że przed głową i szyją nie ma stosownego zaimka również... I przed linią oraz blizną nie ma zaimka. No, po prostu doznałam schizofrenii lingwistycznej.
RIP. Stop. Wieczność. Stop. Ragnarok AD...
Ktoś już wspomniał, że to znikąd jest? Przegięcie niepotrzebne. A poza tym: Ragnarok Anno Domini? Chyba schizofrenia lingwistyczna nie tylko w moim pustym łbie się zrobiła...

Nie, Słońce Ócz Moich, nie podoba mi się ten tekst. Znaczy, pewnie podobałby mi się, gdybym nie musiała się męczyć z domyślną oną i onym, ale na widok tego rodzaju zabiegu (everymańskość wysilona), który na dodatek niezbyt się udał (nie miał prawa - po polsku rzadko się udaje niezwykle), wykręciło mi flaki.
Znaczy, świetnie się bawiłam, kiedy już pojawiła się suknia. Suknia z tatuażem i włosami, co gada oraz chce wynagrodzić - komizm niezamierzony wyszedł, ale ostudził mi nieco gniew i uciszył warkot, co mi narastał w gardle.

Znaczy, Bakałarzu, ten tekst jest do niczego językowo. Przegiąłeś z tą anonimowością, ogólnością bohatera. Trzeba było go nazwać - mężczyzną choćby, żeby się z mundurem lub kamuflażem nie mieszał. I trzeba było nazwać kobietę - kobietą, skoro suknię nazwałeś suknią.

Zmarnowany pomysł...
Ech, kolejny. :(((
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Bakalarz
Stalker
Posty: 1990
Rejestracja: pn, 01 sty 2007 17:08

Post autor: Bakalarz » śr, 19 lis 2008 07:13

Serdeczne dzięki, Margot, za krytykę :)
Padła kreacja bohatera, trudno. Eksperyment z everymanem się nie udał.
Taka kreacja bohatera kiedyś wpadła mi do głowy i nie chciała uciec, aż powstał ten nieszczęsny tekst. Dopiero trzeba było dostać kilka porządnych krytyk, żeby skutecznie wyszedł :)

Jeszcze raz dzięki serdeczne wszystkim komentującym :)
Sasasasasa...

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » śr, 19 lis 2008 13:58

Bakałarzu, a czemu nie napiszesz go jeszcze raz, tym razem doszlifowując błędy, zmieniając nieco strukturę narracji? Pomysł jest fajny, szkoda marnować - warto raczej rozwinąć i doszlifować.

Bo mnie się pomysł, przyznaję, spodobał. Myślę jednak, że nadal zawiodła Cię, Słońce Ócz Moich, samokontrola - w trakcie pisania zaczął Cię patos nachodzić, a wiesz, czym kończy się, jak patos się wdziera niekontrolowanie w umysł Autora. :P

Tak sobie myślę, że powinieneś spróbować stworzyć swojego anonimowego bohatera - nazywając go anonimowo, czyli rzeczownikami o szerokim zakresie: mężczyzna, człowiek, żołnierz (to już później, kiedy mundur wskażesz). A walkirię nazwij kobietą i praktycznie masz sprawę z głowy.

Bo właśnie tak, Drogi Mój Autorze, tworzy się everymana w języku polskim. Oczywiście - z przewagą podmiotów domyślnych, kiedy już skonkretyzujesz podmiot. I bardzo ostrożnie z tymi podmiotami domyślnymi, żeby nie pomieszać tożsamości.

Nie można przekalkować struktur z obcego języka na nasz. Jest bariera, która na to nie pozwala - różnica filozofii, mentalności języków. :P

Co mi jeszcze w oko się rzuca? Schody oddzielające dwa światy (jakoś tak - cytat niedokładny) - kompletnie niepotrzebne (potem bowiem pada stwierdzenie, że to schody na wyższy poziom lotniska), wprowadzają mącipole. Niech te schody będą częścią lotniska, dopóki nie zabrzmi ostatnie zdanie (w obecnej wersji - przedostatnie, ale ostatnia kwestia dialogowa). Niech zaskoczenie będzie na końcu - że z lotniska ten żołnierz bynajmniej nie wyszedł w słoneczne popołudnie.
Co jeszcze? Przemyślałabym, czy ten bal musi być jak u Draculi. Skojarzenia wampiryczne, o których już wspomniano, zbyt wyraziste są i zbyt mylące. Skrót myślowy i mącipole, ktoś już zwrócił uwagę.

Spróbuj, Bakałarzu. W tej części Warsztatów kombinujemy trochę, biorąc do łapy narzędzia korekty i redakcji. A poza tym, przecież chciałeś eksperyment zrobić, everymana wykreować. No, to kreuj, Słońce Ócz Moich. Potraktuj to jak ćwiczenie. :))))
So many wankers - so little time...

Zablokowany