Wieczny łowca - szort

Moderator: RedAktorzy

Zablokowany
Mighty Baz

Wieczny łowca - szort

Post autor: Mighty Baz » wt, 21 paź 2008 11:32

http://www.fahrenheit.net.pl/forum/view ... 66&start=0 - wejściówka

Ciekawe, czy Wam się podoba?


Wieczny łowca

Mężczyzna wyszedł nagi na taras domu. Rozłożył szeroko ramiona i uniósł wysoko głowę. Zamknął oczy. Czuł wyraźnie zapach krwi. Potężne, wiekowe drzewa dostojnie kiwały koronami, oddając hołd wschodzącemu słońcu.
- Oto nadchodzę! Pierwszy z pierwszych i ostatni z ostatnich! – ryk mężczyzny wdzierał się drapieżnie w leśną ciszę.

***
- Czego? – Leon wywalił do słuchawki.
- Że jak? Gdzie, w lesie? Pięćdziesiąt cztery?
- Dobra, zaraz tam będę. – Powiedział. Niech to szlag. Właśnie umówił się ze znajomą dziwką. Wyjął piersiówkę, pociągnął spory łyk. Robota, nie zając, nie ucieknie.

***

Gdy w końcu dotarł na miejsce, zobaczył masę ludzi, kręcących się wokół olbrzymiego domu, wykonanego w stylu góralskim. Karetki tarasowały całą drogę. Na polanie stał helikopter. Podszedł bliżej. Naprawdę wiele widział, ale widok pokiereszowanych martwych kobiet, mężczyzn i dzieci z obciętymi głowami, leżącymi przed domem, w równych szeregach jak kłody drewna w tartaku – jeden trup na drugim - robił makabryczne wrażenie. Mało nie zwymiotował. Musiał się znowu napić. Nikt z ekipy koronera nie zwracał na niego uwagi. Każdy robił to co do niego należało. Leon też. Rozglądał się uważnie. Na tyłach domu stał wielki, śnieżnobiały namiot weselny, długie stoły zastawione wykwintnym żarciem. Resztki jedzenia i dobrego alkoholu przyciągały jak magnes. Zastanawiał się, czy nie zwędzić jednej flaszki, ale zrezygnował, właśnie ktoś robił zdjęcia.
Poszedł dalej. Na tarasie domu walały się odcięte głowy. Upiorne twarze, na których ewidentnie malowała się radość. Ofiary musiały zostać zamordowane wcześniej, ich uśmiechnięte usta kontrastowały z kawałkami mózgów, wypływającymi z roztrzaskanych czaszek, tworzących galaretę, spływającą z tarasu, wprost na trawę. Boże tyle ofiar, dzieci! Jakaś sekta?
Ekipa już kończyła. Zwłoki pakowano do plastykowych worków. Mundurowi właśnie tworzyli tyralierę, aby przeczesywać okolicę.
- Ktoś widział, co tu się stało? – zapytał stojącej obok brzydkiej, rudowłosej funkcjonariuszki o pyzatym spojrzeniu.
- Nie ma świadków. Pracownik firmy cateringowej zgłosił zdarzenie godzinę temu, panie inspektorze. – Odpowiedziała regulaminowo policjantka.
- Zawadzki! – usłyszał zdenerwowany głos szefa. A tego co przywiało. Zaklął prostacko. Pewnie w końcu jakaś ważna szycha kazała mu ruszyć tłusty zad w teren.
- Słuchaj mnie uważnie. Ci tam – tęgi mężczyzna wskazał stos ciał – To rodzina jednego takiego ministra. Wesele sobie zrobili. – Wiesz co to znaczy? Masz ku**a stanąć na rzęsach i znaleźć sprawców! – wysapał, jego tłusty brzuch falował rytmicznie. Leon wyobraził sobie jak stojący przed nim grubas tańczy salsę. Uśmiechnął i powiedział:
- Tak jest, panie komendancie!

***

Przeglądał raport biegłych. Wnioski zaskoczyły go zupełnie. Wszystkie ofiary zmarły naturalnie. Odkryto ślady bosych stóp, prawdopodobnie należących do jednego sprawcy, mężczyzny. Morderca odcinał głowy, miażdżył i wycinał kawałki mózgu, a dokładnie gruczoły szyszynki. Znalezione odciski palców i kawałki naskórka. Sprawca nie był notowany. Na końcu widniała dość nietypowa uwaga: „DNA sprawcy jest nieuszkodzone. Stan idealny”. Musiał to wyjaśnić.
- Witam, to pan robił analizę DNA? Co oznacza ten zapis o idealnym stanie? – zapytał przez telefon.
- Widzi pan, DNA każdego człowieka ma drobne defekty. Są różne przyczyny: wady genetyczne, wpływ środowiska, przebyte choroby, odżywianie i tak dalej. A tutaj mamy przypadek człowieka, którego kod genetyczny jest w nienaruszonym stanie. Jakbym oglądał – zapadła na moment cisza w słuchawce - wzorcowy genotyp?
Podziękował za wyjaśnienia. Znaczy, co? Idealny morderca? To masz pecha bydlaku, trafiłeś na idealnego policjanta. Rozmyślania przerwał telefon. Następna rzeźnia, tym razem na dyskotece, niedaleko siedziby policji. Jego ideał zabił sto trzydzieści trzy osoby.

***

- Panie inspektorze! Czy to prawda, że powołano sejmową komisję specjalną?
- Czy udzielone pełnomocnictwa są wystarczające do prowadzenia dochodzenia? -
- Dlaczego żona od pana odeszła?
- Czy morderstwa mają związek z… - Tłum reporterów napierał na Leona Zawadzkiego ze wszystkich stron. Powoli narastała w nim irytacja. Jeszcze chwilą i da komuś w mordę. Na szczęście wytoczył się jego szef. Poprawiając tandetny krawat, krzyknął w stronę dziennikarzy:
- Proszę państwa! Śledztwo…- Leon nie słuchał dalej popisów oratorskich komendanta.
Szybko wykorzystał okazję i czmychnął do gmachu Komendy Wojewódzkiej. Na schodach zaczepił go starszy mężczyzna, w staromodnej marynarce, w dłoniach trzymał wyświechtaną, skórzaną teczkę. Zawadzki spojrzał na niego surowo. Ale tamten tylko poprawił okulary na nosie i zagaił:
- Wiem dlaczego on zabija!
- Ta? A co, jest pan jego kuzynem?
- Niech pan sobie nie żartuje, to poważniejsza sprawa niż się wydaje! – obruszył się nieznajomy.
- Może porozmawiamy, wszystko panu pokażę.
- Teraz ? Tutaj, na schodach? A może w toalecie?
- Proszę pana! Pan nie traktuje mnie poważnie. Oto moja wizytówka. Żegnam! – odwrócił się na pięcie i odszedł. Inspektor wzruszył ramionami i ruszył dalej.

***

Dr Euzebiusz Warski, Wydział Chemiczny, Politechnika Warszawska. – widniał napis na drzwiach.
- Witam pana inspektora, jednak pan się zdecydował, proszę! – wskazał ręką krzesło. Chwilę pokręcił się po pokoju, czegoś szukając. Nastąpiła niezręczna cisza.
- Chciałem pana przeprosić panie doktorze, ale wie pan, ten stres! – Leon próbował przełamać pierwsze lody. Może wcześniej nie był zbyt subtelny, ale teraz czuł się naprawdę zażenowany.
- Dobrze, już dobrze, nie gniewam się. – Uczony wykonał ruch ręka jakby odganiał natrętne muchy.
- Widzi pan, dzięki temu, że media tak rozdmuchały tę sprawę, i jeszcze te publiczne lamenty kleru – Kiwnął głową z dezaprobatą - Zastanawiałem się, dlaczego akurat szyszynka. Znaczy, dlaczego jej nie było w tych mózgach ofiar. – Warski przestał się kręcić po pokoju i w końcu usiadł naprzeciw inspektora.
- I nagle zrozumiałem. Chodzi o nieśmiertelność! – wypalił.
- Tak, aha…- Leon żałował, że tak szybko wyraził skruchę. Już miał wstać, gdy uczony wyciągnął jakiś gruby skoroszyt w sztywnej oprawie.
- Tutaj ma pan ostatnie wyniki, nasz wydział, a dokładnie mój instytut, zajmuje się badaniami nad organicznymi nadprzewodnikami w wysokich temperaturach..
- Hm…
- A tak, rozumiem, może przedstawię to bardziej popularnonaukowo. Niektóre pierwiastki szlachetne, głównie platynowce, w określonym stanie i w odpowiednich warunkach stają się nadprzewodnikami. – Uczony na chwilę przerwał wykład.
- O, przepraszam, nie zaproponowałem panu nic do picia! – spojrzał na Zawadzkiego ze skruchą. Inspektor wolał raczej coś mocniejszego, ale grzecznie podziękował. Jeszcze wytrzyma. Miał nadzieję, że ten dziwak go nie zamęczy.
- Już dochodzę do sedna. Niedawno, naukowcy z US Naval Research znaleźli śladowe ilości tych metali w ludzkich mózgach, zaś ich największe stężenie było w szyszynkach, i doszli do wniosku, że komórki w ciele, a zwłaszcza komórki mózgowe, porozumiewają się ze sobą dzięki zjawisku nadprzewodnictwa, i że między komórkami przepływa światło, a nie, jak mówi się powszechnie, prąd elektryczny. – Kontynuował Warski.
– Okazało się też, że owe pierwiastki są w stanie jednoatomowym. To dosyć nietypowe zachowanie dla metali. A teraz najciekawsze – wyniki badań przeprowadzonych przez Bristol-Myers-Squib ujawniły, że jednoatomowe pierwiastki połączone ze sobą w odpowiednich proporcjach wchodzą w reakcje z ludzkim DNA, korygując uszkodzony łańcuch kodu genetycznego. Można powiedzieć, że DNA wraca do idealnego stanu. – Zakończył Warski, przyglądając się badawczo inspektorowi.
- Czyli co, ten psychopata zabija wszystkich dookoła, bo chce mieć te pieprzone metale?
- Ano tak, jeśli korygują DNA to oznacza, że można żyć wiecznie. No może przesadziłem, ale na pewno kilkaset lat dłużej. – Skwitował uczony.

***

Zawadzki wyszedł oszołomiony. Może ten stary piernik ma rację. Ale co mi z tej wiedzy, skoro nie mogę złapać mordercy. Mam powiedzieć komisji, ze przestępca chce być wiecznym łowcą? Czegoś mu brakowało w tej teorii. Ta myśl dręczyła go aż do powrotu do biura.
Na stole leżały porozwalane akta sprawy. Odruchowo rozejrzał się po pomieszczeniu. Jarzeniówki świeciły mętnym światłem, biurka były puste. Spojrzał na wiszący zegar, dopiero w pół do piątej. Koniec tygodnia, pewnie wszyscy wcześniej wyszli. Został sam, nie spieszył się, po co wracać do pustych, czterech ścian. Otworzył szafkę i sięgnął po jedynego przyjaciela w tym marnym życiu. Przyjemny żar rozpalał gardło.
Nagle znikąd pojawił się człowiek. Nieznajomy patrzył na inspektora. Jego wzrok przenikał go na wylot. Leon miał wrażenie, że przybysz widzi jego duszę. Ledwo go rozpoznał, bardzo się zmienił od ich ostatniego spotkania. Wcześniej wystraszony, chudy facet z latającym wzrokiem, teraz wyglądał na zadbanego, wysportowanego mężczyznę. Marian Domski, siedem lat temu złapany przez Zawadzkiego na gorącym uczynku w sklepie jubilerskim, próbował nieudolnie zwędzić jakieś kosztowności z platyny czy ze złota. Sąd orzekł niepoczytalność, nakazał obowiązkowe leczenie psychiatryczne.
Jak on wlazł do strzeżonego budynku? Inspektor zastanawiał się gorączkowo, próbując sięgnąć po broń, ale nie mógł ruszyć ręką. W jakiś niewyjaśniony sposób, jego kończyny przestały go słuchać. Pot wstąpił na czoło. Oblizał nerwowo usta.
- Wejdź we mnie, a będzie ci dane! – usłyszał. Obcy zbliżył się o krok i stanął na wprost biurka. Leon miał cichą nadzieję, że ten wariat nie jest gejem.
- Domski? – przestraszył się swojego głosu.
- Pierwszy z pierwszych i ostatni z ostatnich! – zagrzmiał głos. Ciarki przebiegły inspektorowi po całym ciele. Domyślał się, że konwersacja nie będzie trwała wiecznie. Jak negocjować z wariatem? Zyskać na czasie. Pomyślał.
- Dlaczego to robisz? Z zemsty? – zapytał Leon.
Nie otrzymał odpowiedzi. Wokół nieznajomego pojawiła się poświata. Rozszerzała się, gwałtownie pochłaniając przestrzeń nad inspektorem.
Zawadzki przestał się bać. Poczuł odprężenie. Obrazy z jego życia przewijały się w głowie w zawrotnym tempie. Nie miał bliskich. Nikt nie zapłacze nad jego grobem. Co za różnica, teraz czy później. Był gotowy.
Nagle pojawiła się jasność jakby ktoś zapalił stuwatową żarówkę w jego głowie. Jakieś byty zbliżały się do niego. Emanowały prawdziwą miłością. Ona przenikała go na wskroś. Przyciągała. Od zawsze tego pragnął. Poczuł się bardzo szczęśliwy. Chciał koniecznie do nich dołączyć. Inne rzeczy przestały być ważne. Ciążyły. Przeszkadzały. Musiał się uwolnić za wszelką cenę. W końcu podszedł, czy raczej podpłynął w przestrzeni do nich. Teraz ich zobaczył. Sto osiemdziesiąt siedem istnień powitało go z radością. Zrozumiał ich istotę. Nareszcie stali się jednością…niepełną jednością.

Awatar użytkownika
Kruger
Zgred, tetryk i maruda
Posty: 4565
Rejestracja: pn, 29 wrz 2008 14:51
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Kruger » wt, 21 paź 2008 13:39

Typową łapankę sobie daruję - nie czuję się w tym najmocniejszy. Może z czasem się wyrobię.
Kilka rzeczy, które jak dla mnie w tekście zgrzytają:
Mighty Baz pisze:(...) Upiorne twarze, na których ewidentnie malowała się radość. Ofiary musiały zostać zamordowane wcześniej, ich uśmiechnięte usta kontrastowały z kawałkami mózgów, wypływającymi z roztrzaskanych czaszek, tworzących galaretę, spływającą z tarasu, wprost na trawę. Boże tyle ofiar, dzieci! Jakaś sekta?
Ekipa już kończyła. Zwłoki pakowano do plastykowych worków. Mundurowi właśnie tworzyli tyralierę, aby przeczesywać okolicę.
Ja rozumiem że przyjechał gdy wszystko już jakiś czas trwa, ale przy tej ilości trupów... Za szybko ta ekipa kończy, do rana by im zeszło jeśli nie dłużej.
Nikt z ekipy koronera nie zwracał na niego uwagi.
W Polsce nie ma takiego urzędu ani funkcji - koroner. Zapożyczenie bardzo amerykańskie, ale razi, nawet gdy się często ogląda CSI. W Polsce mamy lekarza sądowego względnie patologa (ale to już przy badaniu zwłok na stole sekcyjnym). Nie mniej trzeba sobie postawić pytanie jaką funkcję pełnią osoby z tej ekipy, jeśli chodzi ci o zabezpieczanie śladów, to trudno tu też mówić o lekarzu sądowym (tej co najwyżej się pojawia by stwierdzić zgon i papierki wystawić tudzień odtransportować ale to też nie zawsze). W naszym cudownym kraju zabezpieczaniem śladów zajmują się technicy kryminalistyczni częściowo wspieranie przez policjantów mundurowych i bezmundurowych, ale w tym punkcie ma wiedza jest za mała bym mógł określić w jakiej jednostce organizacyjnej są zatrudnieni, stawiam na komendy Policji. Są tez laboratoria kryminalistyczne, tez podlegają Policji.
Wszystkie ofiary zmarły naturalnie
To mogłoby sugerować że nie gwałtownie tylkoz przyczyn naturalnych, co przecież jest nieprawdą.

Bez cytowania - generalnie sprawa DNA. Nie mam odpowiedniego wykształcenie, jedynie biologiczne z czasów szkoły średniej. Rozumiem zamysł na jakim się opowiadanie opiera, ja jednak odnoszę wrażenie że jest to zbyt naciągane. Może więc brakuje mi wiedzy ale o ile wiem - DNA nie ma takich drobnych defektów. DNA ludzi się różni, bo te różnice to właśnie kod ich wyglądu itp. I trudno tu mówić o wzorcowym DNA człowieka, chyba że się je bada tylko do pewnego poziomu, bez wchodzenia w większe szczegóły.
Tym bardziej nie przekonuje sugestia, że defekty i zwyrodnienia powstają z czasem i powodują śmierć człowieka (w wyniku chorób itd.) zaś korygowanie DNA w kierunki wzorca może moment smierci odsunąć. Starzenie, i co za tym idzie podatność na choroby, powodują zupełnie inne reakcje organizmu.
Czy to prawda, że powołano sejmową komisję specjalną?
Co ma piernik do wiatraka a Sejm do masowych mordów? Komisje specjalne w Sejmie mają zwyczaj wzajem tropić afery między partiami. No i skąd akurat inspektor ma mieć pełniejszą wiedzę o tym fakcie (powołania komisji) jeśli dziennikarze, wiedzący wszystko co się w sejmie dzieje, znają tylko pogłoski?
Czy udzielone pełnomocnictwa są wystarczające do prowadzenia dochodzenia?
To kolejny amerykanizm. W Stanach są miasta, stany, okręgi i hrabstwa, kazda z jednostek ma własną policję - miejską, stanową, szeryfa, federalną (FBI), które nierzadko ze sobą rywalizują. Mieszanie się kompetencji nierzadko kończy się tym że ludzie prowadzący śledztwo muszą posiadać specyficzne pełnomocnictwa określające zakres tego co i gdzie im wolno a czego nie. Stąd tez bardzo często w hamerykańskich filach te teksty o pełnomocnictwach (zresztą to nie jedyny taki kraj).
W Polsce jest prosto. Szefu przydziela sprawę i koniec. Pełnomocnictwa policjanta określają wystarczająco: ustawa o Policji i Kodeks Postępowania Karnego (plus kilka aktów pomniejszego rzędu).
Uważam że nawet dziennikarz Faktu albo SuperExpresu nie zadałby takich pytań w naszej rzeczywistości.
Widzi pan, dzięki temu, że media tak rozdmuchały tę sprawę, i jeszcze te publiczne lamenty kleru – Kiwnął głową z dezaprobatą - Zastanawiałem się, dlaczego akurat szyszynka. Znaczy, dlaczego jej nie było w tych mózgach ofiar.
Jest taka reguła w tego typu śledztwach, że nie podaje się wielu szczegółów do publicznej wiadomosci, np. szczegółów dot. rodzaju obrażeń. Powodów jest kilka, raz by nie szokować, dwa by nie zachęcać naśladowaczy ale przede wszystkim dlatego, że masa ludzi zawsze wydzwania i bardzo przekonująco tłumaczy że to oni to zrobili, albo że mają informacje które pomogą ująć sprawcę. Jak odsiać plewy od telefonu prawdziwego zabójcy? Czeka się aż poda jakieś szczegóły.
Marian Domski, siedem lat temu złapany przez Zawadzkiego na gorącym uczynku w sklepie jubilerskim, próbował nieudolnie zwędzić jakieś kosztowności z platyny czy ze złota. Sąd orzekł niepoczytalność, nakazał obowiązkowe leczenie psychiatryczne.
Teoretycznie jest to możliwe choć osobiście nigdy o tym nie słyszałem. Owszem, zaburzenia umysłowe, choroba psychiczna itp. są okolicznością powodująca brak winy w każdym przestępstwie, w praktyce jednak taki argument jest podnoszony w przestępstwach ciężkich (pomijam sprawę syna prezydenta). To aż brzmi kuriozalnie, chłop coś tam nieudolnie chciał buchnąć, złapali go na gorącym uczynku i skierowali na ksoztowne leczenie? Prędzej by mu sad grodzki przywalił kare w zawiasach albo grzywnę i puścił wolno, szkoda czasu i pieniędzy na psychiatrów przy takiej błahostce. Chyba żeby był agresywny i niebezpieczny.
Druga rzecz, Zawadzki został skierowany do sprawy w której ginie kilkaset osób, ergo jest policjantem znanym, szanowanym, kompetentnym, doświadczonym. Jak to się stało że złapał na gorącym uczynku pospolitego złodzieja ledwie siedem lat wcześniej? Jeśli był wtedy mundurowym - przez 7 lat by nie zdobył takie renomy by go do tej sprawy teraz skierowano, jeśli był dochodzeniowcem - jak mógł łapać drobnych złodziei? No chyba że zupełnym przypadkiem, jeśli tak warto to podkreślić.

Uwagi o charakterze ogólnym - gówny bohater to pijak i kurwiarz. Trochę zbyt chamowaty jak na policjanta dochodzeniowego o takiej renomie. Aż mi to pachnie Eberhardtem Mockiem, ale może się mylę. Niemniej - za bardzo. Znam policjantów i wiem ze neistety w tej pracy człowiek nieco chamieje a nawet się stacza, ale tu tak nieco za bardzo.
Podobnie szef Zawadzkiego, zbyt sztampowo to wygląda, tandetny krawat, grubas, niewybredne słownictwo - sugestia że jest głupszy od podwładnego i boi się ważnych ludzi, zbyt ostro pogania Zawadzkiego do roboty.

Co prawda tego nie bardzo wolno, ale jednak trochę rzeczowo napisałem więc może będzie mi wybaczone poniższe.
Bardzo fajnie wciągające opowiadanie, może dlatego ze lubię taką fantastykę która osadzona jest w szarej naszej codzienności, a może dlatego że lubię też kryminały. W każdym razie od początku (a właściwie od sceny gdy pojawia się inspektor) wciąga i aż się chce wiedzieć co będzie dalej. Niestety za szybko nadchodzi koniec...
Sam koniec też mi się nie bardzo podoba, choć trudno jest powiedzieć rzeczowo dlaczego, może za bardzo tchnie mistycyzmem (czego akurat nie bardzo lubię).

pozdrawiam Autora

Mighty Baz

Post autor: Mighty Baz » wt, 21 paź 2008 13:56

Moje uwagi są wytłuszczone [....]
Kruger pisze:
Mighty Baz pisze:(...) Upiorne twarze, na których ewidentnie malowała się radość. Ofiary musiały zostać zamordowane wcześniej, ich uśmiechnięte usta kontrastowały z kawałkami mózgów, wypływającymi z roztrzaskanych czaszek, tworzących galaretę, spływającą z tarasu, wprost na trawę. Boże tyle ofiar, dzieci! Jakaś sekta?
Ekipa już kończyła. Zwłoki pakowano do plastykowych worków. Mundurowi właśnie tworzyli tyralierę, aby przeczesywać okolicę.
Ja rozumiem że przyjechał gdy wszystko już jakiś czas trwa, ale przy tej ilości trupów... Za szybko ta ekipa kończy, do rana by im zeszło jeśli nie dłużej.

Ano, nasz bohater rzeczywiście spóźnił sie znacznie, bo... wcześniej umówił się ze znajomą dziwką :)
Nikt z ekipy koronera nie zwracał na niego uwagi.
W Polsce nie ma takiego urzędu ani funkcji - koroner. Zapożyczenie bardzo amerykańskie, ale razi, nawet gdy się często ogląda CSI. W Polsce mamy lekarza sądowego względnie patologa (ale to już przy badaniu zwłok na stole sekcyjnym). Nie mniej trzeba sobie postawić pytanie jaką funkcję pełnią osoby z tej ekipy, jeśli chodzi ci o zabezpieczanie śladów, to trudno tu też mówić o lekarzu sądowym (tej co najwyżej się pojawia by stwierdzić zgon i papierki wystawić tudzień odtransportować ale to też nie zawsze). W naszym cudownym kraju zabezpieczaniem śladów zajmują się technicy kryminalistyczni częściowo wspieranie przez policjantów mundurowych i bezmundurowych, ale w tym punkcie ma wiedza jest za mała bym mógł określić w jakiej jednostce organizacyjnej są zatrudnieni, stawiam na komendy Policji. Są tez laboratoria kryminalistyczne, tez podlegają Policji.

Zgadzam sie z Tobą, nie chciałem rozpisywać się za bardzo o lekarzach sądowych itp, dlatego świadomie napisałem: koroner
Wszystkie ofiary zmarły naturalnie
To mogłoby sugerować że nie gwałtownie tylkoz przyczyn naturalnych, co przecież jest nieprawdą.

Bez cytowania - generalnie sprawa DNA. Nie mam odpowiedniego wykształcenie, jedynie biologiczne z czasów szkoły średniej. Rozumiem zamysł na jakim się opowiadanie opiera, ja jednak odnoszę wrażenie że jest to zbyt naciągane. Może więc brakuje mi wiedzy ale o ile wiem - DNA nie ma takich drobnych defektów. DNA ludzi się różni, bo te różnice to właśnie kod ich wyglądu itp. I trudno tu mówić o wzorcowym DNA człowieka, chyba że się je bada tylko do pewnego poziomu, bez wchodzenia w większe szczegóły.
Tym bardziej nie przekonuje sugestia, że defekty i zwyrodnienia powstają z czasem i powodują śmierć człowieka (w wyniku chorób itd.) zaś korygowanie DNA w kierunki wzorca może moment smierci odsunąć. Starzenie, i co za tym idzie podatność na choroby, powodują zupełnie inne reakcje organizmu.

Owszem, zmarły naturalnie - głowy odcięto im po śmierci - może za mało przejrzyście to wyraziłem - zatem zgoda

Z DNA tak włąsnie jest, pytałem wcześniej fachowców, informacja jest prawdziwa

Czy to prawda, że powołano sejmową komisję specjalną?
Co ma piernik do wiatraka a Sejm do masowych mordów? Komisje specjalne w Sejmie mają zwyczaj wzajem tropić afery między partiami. No i skąd akurat inspektor ma mieć pełniejszą wiedzę o tym fakcie (powołania komisji) jeśli dziennikarze, wiedzący wszystko co się w sejmie dzieje, znają tylko pogłoski?

Wiesz, zabicie ministra sugeruje, że jest to prawdopodobne, ale może się mylę...
Czy udzielone pełnomocnictwa są wystarczające do prowadzenia dochodzenia?
To kolejny amerykanizm. W Stanach są miasta, stany, okręgi i hrabstwa, kazda z jednostek ma własną policję - miejską, stanową, szeryfa, federalną (FBI), które nierzadko ze sobą rywalizują. Mieszanie się kompetencji nierzadko kończy się tym że ludzie prowadzący śledztwo muszą posiadać specyficzne pełnomocnictwa określające zakres tego co i gdzie im wolno a czego nie. Stąd tez bardzo często w hamerykańskich filach te teksty o pełnomocnictwach (zresztą to nie jedyny taki kraj).
W Polsce jest prosto. Szefu przydziela sprawę i koniec. Pełnomocnictwa policjanta określają wystarczająco: ustawa o Policji i Kodeks Postępowania Karnego (plus kilka aktów pomniejszego rzędu).
Uważam że nawet dziennikarz Faktu albo SuperExpresu nie zadałby takich pytań w naszej rzeczywistości.

Uwaga jak wyżej - zabili ministra
Widzi pan, dzięki temu, że media tak rozdmuchały tę sprawę, i jeszcze te publiczne lamenty kleru – Kiwnął głową z dezaprobatą - Zastanawiałem się, dlaczego akurat szyszynka. Znaczy, dlaczego jej nie było w tych mózgach ofiar.
Jest taka reguła w tego typu śledztwach, że nie podaje się wielu szczegółów do publicznej wiadomosci, np. szczegółów dot. rodzaju obrażeń. Powodów jest kilka, raz by nie szokować, dwa by nie zachęcać naśladowaczy ale przede wszystkim dlatego, że masa ludzi zawsze wydzwania i bardzo przekonująco tłumaczy że to oni to zrobili, albo że mają informacje które pomogą ująć sprawcę. Jak odsiać plewy od telefonu prawdziwego zabójcy? Czeka się aż poda jakieś szczegóły.

Praktyka pokazuje, że do mediów trafiają przecieki..w końcu zabili ministra?
Marian Domski, siedem lat temu złapany przez Zawadzkiego na gorącym uczynku w sklepie jubilerskim, próbował nieudolnie zwędzić jakieś kosztowności z platyny czy ze złota. Sąd orzekł niepoczytalność, nakazał obowiązkowe leczenie psychiatryczne.
Teoretycznie jest to możliwe choć osobiście nigdy o tym nie słyszałem. Owszem, zaburzenia umysłowe, choroba psychiczna itp. są okolicznością powodująca brak winy w każdym przestępstwie, w praktyce jednak taki argument jest podnoszony w przestępstwach ciężkich (pomijam sprawę syna prezydenta). To aż brzmi kuriozalnie, chłop coś tam nieudolnie chciał buchnąć, złapali go na gorącym uczynku i skierowali na ksoztowne leczenie? Prędzej by mu sad grodzki przywalił kare w zawiasach albo grzywnę i puścił wolno, szkoda czasu i pieniędzy na psychiatrów przy takiej błahostce. Chyba żeby był agresywny i niebezpieczny.
Druga rzecz, Zawadzki został skierowany do sprawy w której ginie kilkaset osób, ergo jest policjantem znanym, szanowanym, kompetentnym, doświadczonym. Jak to się stało że złapał na gorącym uczynku pospolitego złodzieja ledwie siedem lat wcześniej? Jeśli był wtedy mundurowym - przez 7 lat by nie zdobył takie renomy by go do tej sprawy teraz skierowano, jeśli był dochodzeniowcem - jak mógł łapać drobnych złodziei? No chyba że zupełnym przypadkiem, jeśli tak warto to podkreślić.

Uwagi o charakterze ogólnym - gówny bohater to pijak i kurwiarz. Trochę zbyt chamowaty jak na policjanta dochodzeniowego o takiej renomie. Aż mi to pachnie Eberhardtem Mockiem, ale może się mylę. Niemniej - za bardzo. Znam policjantów i wiem ze neistety w tej pracy człowiek nieco chamieje a nawet się stacza, ale tu tak nieco za bardzo.
Podobnie szef Zawadzkiego, zbyt sztampowo to wygląda, tandetny krawat, grubas, niewybredne słownictwo - sugestia że jest głupszy od podwładnego i boi się ważnych ludzi, zbyt ostro pogania Zawadzkiego do roboty.

Co prawda tego nie bardzo wolno, ale jednak trochę rzeczowo napisałem więc może będzie mi wybaczone poniższe.
Bardzo fajnie wciągające opowiadanie, może dlatego ze lubię taką fantastykę która osadzona jest w szarej naszej codzienności, a może dlatego że lubię też kryminały. W każdym razie od początku (a właściwie od sceny gdy pojawia się inspektor) wciąga i aż się chce wiedzieć co będzie dalej. Niestety za szybko nadchodzi koniec...
Sam koniec też mi się nie bardzo podoba, choć trudno jest powiedzieć rzeczowo dlaczego, może za bardzo tchnie mistycyzmem (czego akurat nie bardzo lubię).

pozdrawiam Autora

Siedem lat temu, miał szanse awansowac, raczej prawdopodobne.


Ale bardzo dziekuję, że znalazłeś czas na przeczytanie i ocenę - :))))

Awatar użytkownika
Kruger
Zgred, tetryk i maruda
Posty: 4565
Rejestracja: pn, 29 wrz 2008 14:51
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Kruger » wt, 21 paź 2008 14:29

Mighty Baz pisze:- Słuchaj mnie uważnie. Ci tam – tęgi mężczyzna wskazał stos ciał – To rodzina jednego takiego ministra. Wesele sobie zrobili. – Wiesz co to znaczy? Masz ku**a stanąć na rzęsach i znaleźć sprawców! – wysapał, jego tłusty brzuch falował rytmicznie.
Cały bajer Mighty Baz polega na tym, że dopiero od Ciebie w powyższym poscie się dowiedziałem że zginął minister. Słowa jakie wypowiedział komendant do Zawadzkiego sugerują raczej, że zginęła jakaś tam rodzina ministra (bliższa czy dalsza) a między wierszami przebija strach tegoż komendatna przed tym właśnie ministrem, że będzie naciskał itd.

O DNA się nie bedę kłócił z fachowcami - masz lepszą wiedzę ode mnie. Kłóci się to z moim stanem wiedzy ale się nie oszukuję, fachowcem nie jestem. Niemniej o ile pamiętam za starzenie jednak inne mechanizmy w organiźmie odpowiadają, ale może mamy tu po prostu do czynienia nakładaniem się wspólnych czynników.

Za dużo wniosków wyciągasz z faktu że minister zginął. Sprawa Sejmu może być zagadnieniem ciekawym, trzeba by sięgnąć do ustaw i uchwał umożliwiających powołanie takiej komisji, ale wątpliwości mam nadal. Politycy jednak znają swe ograniczenia, o ile będą skłonni twierdzić że się znają na tropieniu korupcji, o tyle raczej na zbrodniach kryminalnych nie bardzo... Moim zdaniem by się w to nie pchali, piałby cały Sejm o sprawie ale nie w ten sposób.
To co istotne tak naprawdę to praktyka dotychczasowa, dotychczas się takimi rzeczami komisje specjalne nie zajmowały. Jest to argument obusieczny, z jednej strony to o niczym nie świadczy bo zawsze moga zacząć, z drugiej strony pokazuje jednak czym tak naprawdę politycy się interesują. Bo przeciez były zabójstwa znanych osób i jakoś komisji nie było. Choć przyznam że nie zabójstwa urzędujących ministrów.
Natomiast co do pełnomocnictw - fakt, zabicie ministra powoduje pewien problem i pcha sprawę wyżej. Ale i tak uważam że nie w naszych polskich warunkach, po prostu sprawę dostałaby policja najwyższa (CBOŚ albo ABW). A pełnomocnictwami byłyby co najwyżej pisemne polecenia zajęcia się sprawą ale, podkreślam, bez określania zakresu czynności. I nikt by na to nie mówił "pełnomocnictwa".

Z tymi przeciekami też się nie dam przekonać. Historia i doświadczenie pokazuje, że przeciek jest wtedy gdy komuś ważnemu zalezy na przecieku - oczywiście potem nikt się do tego nie przyzna. W takiej sprawie nikt by się nie podkładał, to zbyt ważne. A może jest tak że ja tym razem pozostaję pod zbyt dużym wpływem amerykańskich filmów ( trzymania szczegółów w tajemnicy)?
Siedem lat temu, miał szanse awansowac, raczej prawdopodobne.
No własnie nie bardzo prawdopodobne. Jeśli wtedy zajmowal się taką drobnicą i niedługo potem awansował, to do dziś dochrapał się takiego poważania i renomy że co najwyżej będzie asystować głównemu śledczemu. A Zawadzki jest głównym śledczym, prawda? 7 lat to jednak mało.

Mighty Baz

Post autor: Mighty Baz » wt, 21 paź 2008 14:34

no to mnie masz - rzeczywiście za mało czytelne - zabili czy nie zabili ministra...

do pozostałych - ok, zgoda

Zablokowany