Człowiek do kwadratu

Moderator: RedAktorzy

Mighty Baz

Człowiek do kwadratu

Post autor: Mighty Baz » czw, 23 paź 2008 14:20

http://www.fahrenheit.net.pl/forum/view ... 66&start=0 wejściówka

groteska

Człowiek do kwadratu

Punktualnie o 7.30, dźwięk alarmu budzika rozdarł ciszę.
Bezwładna dotąd ręka mężczyzny nabrała raptem samodzielności i z rozmachem uderzyła w nocną szafkę. Budzik z impetem spadł na podłogę i zamilkł na zawsze. Mężczyzna zaklął szpetnie, właśnie rozwalił trzeci zegar w tym miesiącu
Przemógł się i z wysiłkiem uniósł na łokciu. Kac jak cuchnący kloszard natrętnie żebrał o porządnego klina. Seta czystej byłaby w sam raz. Westchnął. Mrużąc oczy, łypnął bezmyślnie na oblaną porannym brzaskiem sypialnię. Odrzucił pierzynę, zwlókł się z łóżka, po czym kołysząc ciałem dla złapania równowagi, ruszył na stronę by złożyć kanalizacji należny jej bursztynowy dar. Już był prawie u celu, gdy zupełnie niespodziewanie z czymś się zderzył się. Kolejne przekleństwo wyleciało z ust jak nieświeży oddech.
Przetarł oczy, potrząsnął obolałą głową, ale niczego nie zobaczył przed sobą.
- Tylko bez takich! – powiedział i naparł z całych sił na tę nietaktowną zawalidrogę. Nie osiągnął jednak niczego ponad to, że pęcherz nie wytrzymał wzbierającego ciśnienia. Przekleństwa zabębniły sprośnym echem, jedno za drugim, odbijając się od ścian. Spojrzał na mokry dół piżamy, starając się trzymać fason.
- Co za cholera jedna! Przeleciał jęzorem po spierzchniętych ustach. A do tego suszyło go coraz dotkliwiej. Rozmarzył się - podchodzi do lodówki, wyjmuje zimne piwo i…
Zapadł w trans. Nagle ciało, bez udziału świadomości, wykonało szereg czynności motorycznych i znalazło się w kuchni. Po chwili, upragnione piwo wlewało się szerokim strumieniem wprost do gardła.
Ocknął się. Co za ulga…Dreszcz rozkoszy przebiegł od lędźwi aż po czubek głowy. A mówią, że seks jest najlepszym lekarstwem.
Chyba nie powinienem tyle pić. Skierował się do łazienki, myśląc tylko o prysznicu. Ale znowu coś zatrzymało go w pół drogi. To przecież niemożliwe! Piwna kuracja dała pierwsze rezultaty, umysł wchodził we właściwe obroty.
Odstawił pustą już butelkę po piwie i ostrożnie wysunął ręce przed siebie. Poczuł jedynie stanowczy opór, żadnych innych wrażeń jakby przeszkoda była z niczego. Przesuwał się wzdłuż niej, rysując w głowie kształt. Kwadratowe ściany. Kwadratowa podłoga. Niewidzialne więzienie, ograniczone do dwumetrowej przestrzeni.
Czegoś brakowało o tej porze. Gdzie podział się gwar przechodniów, warkot przejeżdżających samochodów, czy nawet szczebiot ptaków…choćby bzyczenie much? Tknięty złym przeczuciem, podszedł do otwartego okna.
Tam była ulica, ale...Jak martwy może być cmentarz? Dziesiątki stojących samochodów, a w nich lub obok zwłoki ludzi, w różnych martwych pozach. Gdzieniegdzie walały się martwe zwierzęta: ptaki, psy, koty… I porażająca cisza. Strach wdzierał się do świadomości jak wzbierająca górska rzeka w czasie ulewnych deszczów, wlewając przerażenie do jego duszy.
Czy ja nadal śnię? Musiał koniecznie z kimś podzielić się tym makabrycznym odkryciem, ale przypomniał sobie, że telefon zostawił w łazience, kilka metrów dalej, a nie miał „trzymetrowej wizy" w tym dwumetrowym świecie. Bezradnie rozejrzał się dookoła.
Mam! Myśl wyraźnie poprawiła humor. Obok lodówki stało radio. O tej godzinie zawsze podawali wiadomości, urządzenie nie działało. Awaria zasilania?
Oparł się bezsilnie o ścianę. Ogarnęło go otępienie, z którego wyrwał go dopiero smród moczu. Pragnął się odświeżyć i zmyć z siebie cały ten koszmar. Wyobrażenie było wyraziste...Jak wchodzi do łazienki, wskakuje pod prysznic. Gdy zimna woda smagnęła skórę, wróciła mu świadomość. Teraz do niego dotarło. Jednak można się przemieszczać poza …kwadratem?
Przypomniał sobie o komórce. Dostrzegł ją na umywalce, podłączoną do gniazdka zasilającego, bateria wyczerpała się.
Zaklął siarczyście. Rdzawą czkawką konający strumień wody obwieścił koniec cielesnych uciech. Poczochrał się po włochatym torsie, sięgnął po wiszący ręcznik. W głowie pojawił się plan, ewakuacyjny.

Nie wątpił, że napotka kogoś żywego. Po kilku miesiącach, od momentu, gdy wydostał się z budynku, jego nadzieję grzebała wszechobecna roślinność, szczelnie zakrywająca wspomnienia o dawnych i znanych miejscach. Zaś wszędobylski wiatr żałobnik wył nieznośnie, targając na swym grzbiecie kurz i zapach życia po życiu. Mężczyzna nie poddawał się, wędrował od miasta do miasta. Coraz częściej rozmawiał sam ze sobą, czasem mamrotał modlitwy, albo rzucał przekleństwa, patrząc z nienawiścią w niebo.


Przemieszczanie się po tym kwadratowym świecie, po uzyskaniu pewnej wprawy, okazało się proste. Wystarczyło znaleźć punkt odniesienia poza kwadratem, w którym aktualnie przebywał i oczami wyobraźni stworzyć obraz przyszłej sytuacji. Im większe emocje towarzyszyły wyobrażeniu tym szybciej ciało samodzielnie przemieszczało się – pragnienie, wiara i oczekiwanie jak magiczne słowa-klucze otwierały niewidzialne drzwi do następnego kwadratu.

Niedawno zauważył, że czas w kwadratach płynie różnie. Każdy kwadrat, w którym przebywał, zwalniał bieg czasu tak jakby jego świadomość zakłócała istniejący stan rzeczy jak kamień rzucony w tryby wielkiego zegara. Jeden dzień wewnątrz odpowiadał mniej więcej dziesięciu dniom na zewnątrz. Czuł się intruzem lub anomalią w tym kwadratowym świecie. Ta natarczywa myśl stale go prześladowała, stając się nieodłącznym kompanem w podróży.

Dzisiaj dotarł do małej mieściny. - O Boże, to już sto sześćdziesiąt trzy dni od tego…!
Bał się zakończyć zdanie, choć wiele słów cisnęło się na usta - kataklizmu, przemiany, inwazji, końca świata?
Idąc główną ulicą zauważył zardzewiały metalowy słup. Przymocowany billboard informował: "Wielki Cyrk..." - dalej napis był nieczytelny. Za słupem stał porzucony samochód.
Rozglądał się uważnie po okolicy. Część budynków zawaliła się, pozostawiając chude szkielety konstrukcji na pastwę pnącego się zielska. Tam, gdzie drapieżna przyroda nie odcisnęła jeszcze swojego piętna, dostrzegał trawione czasem zwłoki ludzi i zwierząt. Miasteczko, jak wiele innych napotkanych wcześniej, stało się milczącym grobowcem.
Po lewej stronie, tuż za rozpadającym się budynkiem stacji benzynowej, dostrzegł wielki cyrkowy namiot, podziurawiony jak sito - resztki szarego materiału trzepotały wściekle, chłostane uderzeniami wichury.
Dziwne! - rozejrzał się, w przylegających kwadratach wiatr wiał raczej umiarkowanie. Postanowił to sprawdzić. Kiedy mijał stację benzynową zauważył coś niezwykłego. Czas wyraźnie przyspieszył na zewnątrz. Zieleń eksplodowała pąkami, pędami, liśćmi, drapieżnie zagarniając wolną do tej pory przestrzeń. Kompletnie nieprzygotowany wpadł w objęcia dżungli.
Zmusił umysł do pracy na najwyższych obrotach. Wyobraźnia z trudem popychała ciało do przodu, emocje zaciekle walczyły o każdy kwadrat. Dzień zlewał się z nocą. Słońce pojawiało się by zaraz zniknąć za horyzontem. Wichura szalała, piszcząc przeraźliwie, konary drzew pękały z trzaskiem. Tumany piasku i kurzu drażniły płuca. Rozpętało się piekło. Zlany potem, poharatany przedzierał się raz dołem, a raz górą. Strzępy ubrania wisiały na nim jak zakrwawione plastry z opatrunkiem. Jeszcze tylko ostatnie dwa metry. Nie pamiętał jak dotarł do wejścia.

Musiał spać długo, bo krew na ciele już zakrzepła. Ogarnął wzrokiem otoczenie. Dżungla zniknęła. Po cyrkowym namiocie nie było śladu. Znajdował się w pustej przestrzeni, wypełnionej jedynie bladym światłem, dochodzącym znikąd. Czyżby dotarł do końca swojej podróży?
Podniósł się, z trudem łapiąc równowagę. Nie mógł oprzeć oczu na niczym konkretnym, nie dostrzegał żadnych punktów odniesienia. Klnąc pod nosem, ruszył chwiejnym krokiem. W końcu odkrył, że jest w zamknięty w kwadratowej klatce, dwa na dwa metry.
Nagle stanął jak wryty. Serce skoczyło do gardła. Tuż przed nim pojawiła się postać starej kobiety - twarz z nieproporcjonalnie dużym nosem, pomalowanym na czerwono, przerysowane usta białą szminką; na głowie siwe włosy zakryte błyszczącą sylwestrową czapką, przekręconą na bakier. Za szerokie spodnie w zielono-niebieską kratę wisiały na grubych, parcianych szelkach. Różowa koszula z wielkim białym kołnierzykiem wyłaziła na wierzch spodni. Czarne jak smoła oczy nie wyrażały żadnych emocji. Bezduszne, nieludzkie spojrzenie przenikało go na wskroś.
- Udało ci się! – usłyszał chrapliwy głos nieznajomej. Uklękła przed nim, schylając nisko głowę.
- Kim ty jesteś, do cholery ? – powiedział. Ciarki przebiegły mu po plecach..
– Jestem twoim awatarem – usłyszał. Usta kobiety wykrzywiły się paskudnie, nadając twarzy diaboliczny wygląd.
- Awatarem stworzonym z jednego Boga Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, przez którego wszystko się stało, co jest w niebie i co jest na ziemi, który dla ludzi i dla ich zbawienia zstąpił i przyjął ciało, stał się człowiekiem, cierpiał by ponownie wstąpić do nieba i sądzić żywych i umarłych!

Upadł na kolana. Ukrył twarz w dłoniach. Szloch wstrząsał całym ciałem. Łatwiej wierzyć w Boga niż uwierzyć w siebie samego. Stał się człowiekiem. Wiedział, co powinien zrobić. Obraz w jego umyśle stał się tak wielki jak tylko może być wszechpotężna wyobraźnia.
- Powstańcie z martwych. Wybaczam wam na wieki wieków

Awatar użytkownika
Millenium Falcon
Saperka
Posty: 6212
Rejestracja: pn, 13 lut 2006 18:27

Post autor: Millenium Falcon » czw, 23 paź 2008 14:25

Znowu? Nie lepiej wstawić jeden tekst i poczekać na komentarze? Więcej tekstów nie równa się więcej opinii, wręcz przeciwnie...
ŻGC
Imoł Afroł Zgredai Padawan
Scissors, paper, rock, lizard, Spock. - Sheldon Cooper

Mighty Baz

Post autor: Mighty Baz » czw, 23 paź 2008 14:27

ciekaw jestem czy komuś spodoba się jakiekolwiek opowiadanie, jak na razie martwa cisza...

edit: fatalnie, że nie widac akapitów - tragicznie sie bez nich czyta

Awatar użytkownika
Bakalarz
Stalker
Posty: 1859
Rejestracja: pn, 01 sty 2007 17:08

Post autor: Bakalarz » czw, 23 paź 2008 15:09

Martwa cisza, bo IMO właśnie za dużo Twoich nowych opowiadań pojawia się na forum w krótkich odstępach czasu. Nie wiem jak inni, ale ja na przykład czuję leciutki przesyt...
Sasasasasa...

Mighty Baz

Post autor: Mighty Baz » czw, 23 paź 2008 16:05

obiecuje, że przez najbliższe 2 lata nic nie wrzuce

Awatar użytkownika
terebka
Dwelf
Posty: 562
Rejestracja: ndz, 13 lip 2008 23:56

Post autor: terebka » czw, 23 paź 2008 16:23

Punktualnie o 7.30
O siódmej trzydzieści. Słownie.
Kac jak cuchnący kloszard natrętnie żebrał o porządnego klina. Seta czystej byłaby w sam raz. Westchnął. Mrużąc oczy, łypnął bezmyślnie na oblaną porannym brzaskiem sypialnię. Odrzucił pierzynę [i tak dalej.]
Nie zapominaj, autorze, o podmiocie. Wychodzi na to, że to kac westchnął, łypnął, odrzucił
ruszył na stronę by złożyć kanalizacji należny jej bursztynowy dar


Poezja.


niespodziewanie z czymś się zderzył się


Tekst odleżał w szufladzie swoje? Przeczytany został przez autora chociaż raz dla wyeliminowania przypadkowych chochlików? Czy autor uznał, że czytelnik zrobi to za niego?

Przekleństwa zabębniły sprośnym echem


Inwektywy załomotały zbereźnym rezonansem - zaczynam wchodzić w rytm opowiadania :)

- Co za cholera jedna! Przeleciał jęzorem po spierzchniętych ustach. A do tego suszyło go coraz dotkliwiej. Rozmarzył się - podchodzi do lodówki, wyjmuje zimne piwo i…


Czegoś tu zabrakło. Czegoś jest w nadmiarze.

Nagle ciało, bez udziału świadomości, wykonało szereg czynności motorycznych i znalazło się w kuchni.


Znaczy się, że co? Bohater wyszedł do kuchni? Acha.

Dreszcz rozkoszy przebiegł od lędźwi aż po czubek głowy


A co z nogami? Im się nic nie należy od życia?

Tam była ulica, ale...Jak martwy może być cmentarz? Dziesiątki stojących samochodów, a w nich lub obok zwłoki ludzi, w różnych martwych pozach. Gdzieniegdzie walały się martwe zwierzęta: ptaki, psy, koty…


Przesada. Zrozumiałem za pierwszym razem, że martwość była wokoło.

a nie miał „trzymetrowej wizy" w tym dwumetrowym świecie


W tym miejscu coś mi umknęło.

Rdzawą czkawką konający strumień wody obwieścił koniec cielesnych uciech


I znów poezja. I aby było jasne, następne zdanie informuje, że strumień wody:

Poczochrał się po włochatym torsie, sięgnął po wiszący ręcznik.


Czyli pogubiony podmiot.

Przemieszczanie się po tym kwadratowym świecie, po uzyskaniu pewnej wprawy, okazało się proste. Wystarczyło znaleźć punkt odniesienia poza kwadratem, w którym aktualnie przebywał i oczami wyobraźni stworzyć obraz przyszłej sytuacji. Im większe emocje towarzyszyły wyobrażeniu tym szybciej ciało samodzielnie przemieszczało się – pragnienie, wiara i oczekiwanie jak magiczne słowa-klucze otwierały niewidzialne drzwi do następnego kwadratu.

Niedawno zauważył, że czas w kwadratach płynie różnie. Każdy kwadrat, w którym przebywał, zwalniał bieg czasu tak jakby jego świadomość zakłócała istniejący stan rzeczy jak kamień rzucony w tryby wielkiego zegara. Jeden dzień wewnątrz odpowiadał mniej więcej dziesięciu dniom na zewnątrz. Czuł się intruzem lub anomalią w tym kwadratowym świecie. Ta natarczywa myśl stale go prześladowała, stając się nieodłącznym kompanem w podróży.


Ile razy jeszcze powtórzysz, autorze, że nie chodzi o okrągły świat? No i tym-tym-tym-ta. Zaimkoza.

Za słupem stał porzucony samochód.
Rozglądał się uważnie po okolicy.


Znów podmiot. Rozglądał się samochód?

dostrzegał trawione czasem zwłoki ludzi i zwierząt


Już chciałem zamarudzić: jak to czasem? Czyli co, chwilami tylko trawione? Ale zajarzyłem, że chodzi o TEN czas. Tylko, że nadal jest błąd, autorze - dostrzegał trawione przez czas zwłoki...

Kompletnie nieprzygotowany wpadł w objęcia dżungli.


Ostatnim podmiotem w akapicie był właśnie czas.

Nagle stanął jak wryty.


To on szedł? Krążył w kółko, w klatce dwa na dwa metry?

To, że mamy do czynienia z groteską niczego nie tłumaczy. Opowiadanie jest chaotyczne i właściwie nie bardzo wiadomo o czym? Nachalna poetyka nie dodaje mu atrakcyjności, niestety.

W kwestii wrzucania tekstu za tekstem, doradzam cierpliwość. Warsztaty mają swoją formułę. Dajesz opowiadanie, które jest oceniane. Wytknięte błędy, autorze, dają Ci do zrozumienia, czego powinieneś się wystrzegać w trakcie pisania. Kolejny, lepszy tekst powinien być ich pozbawiony. Mądrzejszy o jedno, niedoskonałe opowiadanie, dajesz następne, doskonalsze, bliższe ideału. Atakując hurtowo wstawianymi opowiadaniami, sam odbierasz sobie możliwość przyswojenia wiedzy - tak to widzę.

Awatar użytkownika
Bakalarz
Stalker
Posty: 1859
Rejestracja: pn, 01 sty 2007 17:08

Post autor: Bakalarz » czw, 23 paź 2008 16:42

Mighty Baz pisze:obiecuje, że przez najbliższe 2 lata nic nie wrzuce
Wiesz dobrze, że nie o to chodzi :)
Puść na forum jeden tekst raz na kilka tygodni i będzie dobrze ;) O i łapankę widzę...
Sasasasasa...

Awatar użytkownika
terebka
Dwelf
Posty: 562
Rejestracja: ndz, 13 lip 2008 23:56

Post autor: terebka » czw, 23 paź 2008 20:43

obiecuje, że przez najbliższe 2 lata nic nie wrzuce
No i po co takie dramatyczne deklaracje? Wrzuć coś, wczytaj się w komentarze, wyciągnij wnioski i wrzuć coś nowego. Jestem tu krótko, ale wydaje mi się, że właśnie tak to działa.

Mighty Baz

Post autor: Mighty Baz » pt, 24 paź 2008 07:49

terebka, bardzo dziękuję za weryfikację opowiadania. Troche jestem zaskoczony opinią, że jest chaotyczne...i jest o niczym.
Czy inni tez tak to odbierają?

Awatar użytkownika
Kruger
Zgred, tetryk i maruda
Posty: 3396
Rejestracja: pn, 29 wrz 2008 14:51
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Kruger » czw, 30 paź 2008 11:36

Nie jest o niczym, jest groteska, początek i cel na końcu.
Za to chaotyczne owszem - Terebka ci pokazał wiele z miejsc, które na ten odbiór wpływają. Najgorzej jest na początku, załapanie o co chodzi z tym dostaniem się do lodowki i łazienki zajęło mi trochę czasu, ostatecznie zrozumiałem dopiero przy lekturze łapanki Terebki.

Jedna uwaga tematyczna. Z 4 Twoich tekstów jakie przeczytałem aż 3 mają podłoże, tematykę, nurt - religijny. Fiksacja? Spróbuj z czymś innym, dla odprężenia przykładowo. Odprężenia Ciebie - i nas ;)

Mighty Baz

Post autor: Mighty Baz » śr, 05 lis 2008 13:22

Hm...nie jest chaotyczne, opowiadanie powinno tworzyć wrażenia zagubienia głównego bohatera - Boga , który stał się człowiekiem :))

Natomiast wprowadzenie w "kwadratowy świat " jest stopniowane - miało zaintrygować...

Awatar użytkownika
Kruger
Zgred, tetryk i maruda
Posty: 3396
Rejestracja: pn, 29 wrz 2008 14:51
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Kruger » śr, 05 lis 2008 13:42

Chaotyczny - jeśli to dobre słowo - jest moment początkowy, tam gdy nie moze się dostać do łazienki ale trafia do kuchni. Jakoś tak to wypada, że nie trafia do mózgu i mija bokiem. Sposób w jaki bohater trafił do lodówki zupełnie mnie ominął, wziąłem to za niekonswekwencję, zajarzyłęm dopiero przy lekturze uwag Terebki.
Natomiast chaos poza tym jest jak najbardziej na miejscu - wspomaga groteskę itp.

Mighty Baz

Post autor: Mighty Baz » śr, 05 lis 2008 17:02

stworzyłem inną fizykę - bohater porusza się za pomocą wyobraźni po kwadratowych polach...i zmienia czas

Awatar użytkownika
Kruger
Zgred, tetryk i maruda
Posty: 3396
Rejestracja: pn, 29 wrz 2008 14:51
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Kruger » czw, 06 lis 2008 08:29

Wiem, rozumiem. Tylko pierwsze przemieszczenie - pomimo jasnej dla mnie koncepcji że nie ma za bardzo bić po oczach - jakoś tak przechodzi bokie, jest zanadto niezrozumiałe. Może gdyby w tym momencie bohater bardziej się zdziwił, że nagle jest przy tek lodowce... Wtedy jako czytelnik zwróciłbym uwagę że coś dziwnego się zdarzyło, a tak uznałem to za niekonsekwencję i poszedłem dalej.

Mighty Baz

Post autor: Mighty Baz » czw, 06 lis 2008 19:37

hm...jak miał się zdziwić, skoro był na potwornym kacu?

Zablokowany