VII A EDYCJA WT - PÓŁTORA POWAŻNEGO DRABBLE'A

Moderator: RedAktorzy

Zablokowany
Awatar użytkownika
Bebe
Avalokiteśvara
Posty: 4807
Rejestracja: sob, 25 lut 2006 13:00

VII A EDYCJA WT - PÓŁTORA POWAŻNEGO DRABBLE'A

Post autor: Bebe » pt, 05 gru 2008 13:04

Przede wszystkim przypominam najważniejsze założenia tej edycji.
Temat:
I znowu stąpasz przez puste mieszkanie
Szalone czerwone słowa
Krwią wypisujesz na ścianie


Ograniczenia:
1. limit: 150 słów, forma zamknięta, czyli półtora drabble'a
2. ujęcie: poważne, może być nawet patetyczne
3. udział w tej części warsztatów jest jednocześnie zobowiązaniem do wzięcia udziału w edycji VII B.

Pośród nadesłanych tekstów żółte kartki dostają:

- Za nieodpowiednią ilość słów:

mixer
Labalve
pitt
podzjazdem
Siergiej -
Lukan.z
Tenshi
iskra
Maximus
baba_jAGA


- za brak spełnionego wymogu powagi:

Teano, Radioaktywny, Terebka, Hundzia


Informacja dodatkowa:

Po żółtej kartce, za kolejne nie spełnienie wymogów w kolejnej edycji, dostaje się czerwoną kartkę. Czerwona kartka w edycji 7B oznacza zejście pod kreskę. Zejście pod kreskę = brak komentarzy (przynajmniej naszych).

Poniżej znajdziecie 48 nadesłanych tekstów - miłej lektury.
Z życia chomika niewiele wynika, życie chomika jest krótkie
Wciąż mu ponura matka natura miesza trociny ze smutkiem
Ale są chwile, że drobiazg byle umacnia wartość chomika
Wtedy zwierzyna łapki napina i krzyczy ze swego słoika

Awatar użytkownika
Bebe
Avalokiteśvara
Posty: 4807
Rejestracja: sob, 25 lut 2006 13:00

Post autor: Bebe » pt, 05 gru 2008 13:05

Wanderlej - Odwiedziny

Tomasza obudziło znajome skrzypienie podłogi. Za dnia mieszkał sam, nocą natomiast miewał współlokatora. Gość zwykle przybywał wedle własnej potrzeby, a że zachciało mu się złożyć wizytę akurat tej nocy, Tomasz zmuszony był go przywitać. Nic przyjemnego.
– Co robisz? – zapytał Tomasz obserwując przybysza znaczącego jedną ze ścian jego salonu długą, czerwoną smugą.
Gość odkręcił się maczająca dwa place w ranie przecinającej jego szyję. Wpatrzony w Tomasza zamyślił się, uśmiechnął i powrócił do malowania.
– Odtwarzam – odpowiedział po chwili milczenia. – Odtwarzam nasze wspomnienia. Pamiętasz? Prawda?
– Co mam pamiętać?
– To ja, tutaj jesteś ty. – Wskazał na dwie krzyżujące się krwawe linie. – A tutaj jest moja żona i moje dzieci. Tutaj natomiast nas mordujesz. Piękne, nieprawdaż?
– Nie miałem wyboru, w końcu zdradziłeś kraj. Zrobiłbym to po raz drugi.
– Popełniłeś wiele zabójstw, a piekło jest tylko jedno.
Tomasz wyciągnął pistolet i oddał kilka strzałów w kierunku gościa.
– Zdradziłeś tylko raz, a w pustkę odchodzisz na zawsze.


* * * * * * * * * * * *


PP - Pójdę?

Choć jesteś tu ty i jestem ja, w tym domu poplątanych korytarzy i na oścież pootwieranych drzwi donikąd, to wokół czuć pustkę jakiejś odległej pustyni, zimno nocy. Stąpasz boso przez kuchnię w samej halce. Włosy masz podniszczone, wyblakłe oczy od zbyt długiego błądzenia, zbyt usilnego wpatrywania się w dal, ale wciąż jesteś piękna. Ponętna i kusząca jak za pierwszym razem. Jak kiedyś wodą zwilżasz wargi, ale nie pijesz. Wiem... Wolisz moją krew. Na ścianach drogowskazy nią wymalowane poprowadzą mnie, pośród nowych miraży za kolejne drzwi, gdy znów zechcę wstać i iść. Tymczasem siedzę przy szarym kaloryferze, który nigdy nie rozgrzewa tak jak ty i nie dodaje sił. Czy wiesz ile razy miałem ochotę cię zabić, na ile sposobów? Drwisz ze mnie tym uśmiechem, prawda? A ja myślę sobie, czy kiedy wreszcie umrzesz, bo to przecież musi się stać, to czy wtedy pójdę razem z tobą, czy może zostanę... moja nadziejo.


* * * * * * * * * * * *


mixer - Wybrała


– I znowu stąpasz przez puste mieszkanie. Szalone, czerwone słowa krwią wypisujesz na ścianie.
– Miałam sen – rzekła beznamiętnie czarnowłosa kobieta.
– Jaki?
– Czytaj.
Sydan spojrzał na malujące się czerwone znaki. Wydawały mu się znajome, ale nie mógł rozszyfrować ich znaczenia.
– Szalone, czerwone słowa krwią wypisujesz na ścianie – powtórzył.
Alea dmuchnęła i nastała ciemność. Zapaliła świecę.
Namalowane krwią symbole poczęły zlewać się w jedno.
– Pokażę ci – rzuciła do brata, przez ramię, znikając za ścianą.
Błękitnooki, kruchy blondyn wszedł za nią. Znalazł się w niemalże identycznym pomieszczeniu. Zobaczył jak Alea płacze. Objął dziewczynę ramieniem, by dodać jej otuchy. Razem patrzyli na martwe niemowlę. Z kącika ust, bladego jak ściana, Sydana pociekła krew.
– Przepraszam. – Wykrztusiła kobieta przez zaciśnięte zęby i wyjęła z jego brzucha nóż.
Sydan osunął się w ciemność. Towarzyszył mu płacz dziecka.
Alea wróciła do pustego mieszkania z niemowlęciem. Ściana była nieskazitelnie biała. Sen się spełnił. Załkała; musiała poświęcić brata dla syna.


* * * * * * * * * * * *


Maja

Zabiłeś Ją. Zrobiłeś to, bo zobaczyłeś wcześniej, jak przytulała się do Niego. Wściekłość rozsadzała ci głowę, pulsowała w skroniach. Miotałeś się po mieszkaniu, a czarny anioł zemsty stał w kącie. W jego pustych oczodołach była otchłań bez dna. Patrzył w milczeniu, jak w twoim umyśle zakwitały krwawe bukiety słów.
To on podsunął ci nóż i za jego podszeptem wybiegłeś z domu prosto w objęcia mroku.
Pobiegłeś pod Jej drzwi. Otworzyła uradowana i nie zdążyła nawet krzyknąć, gdy wbiłeś ostrze w serce. Osunęła się na ziemię bez słowa i tylko w Jej zdziwionych oczach zalśniły łzy. Zgasła na twoich rękach...

Dopiero potem zobaczyłeś tamto zdjęcie. I zawyłeś z rozpaczy, nim podciąłeś sobie żyły.

Dziś w pustym grobie wbijasz palce w martwe serce,
krwią piszesz szalone słowa na ścianie.
Ale na próżno, Ona nie zmartwychwstanie.
Przed oczami masz zdjęcie, na nim Ona i On przytulają się,
poniżej był napis Siostrzyczko, kocham cię...


* * * * * * * * * * * *


Teano - Byłaś moja...

Gdy tylko otworzyłem drzwi, wiedziałem, że coś jest nie tak. Cisza i ten zapach... Lodowaty strach ścisnął mnie za gardło. Zrobili to?
Biegnę do kuchni, jeszcze się łudzę, że zobaczę cię siedzącą przy stole, jak zerkasz na mnie, zalotnie przechylając kształtną główkę...
Nie masz, nie masz nadzieję! Ujął ją sen żelazny, twardy, nieprzespany... – fragmenty Trenów same przylatują z dna serca.
Patrzę na twoje zwłoki. Osuwam się na kolana, bezradnie, gdybym nie był mężczyzną, chyba bym się rozpłakał. Dopiero teraz, gdy cię nie ma, uświadamiam sobie ile dla mnie znaczyłaś.
Grozili ci śmiercią niemal od dnia, gdy przeniosłem cię przez próg domu, ale przecież byłaś moja! Nie mieli prawa!
Nie zostawię cię im! Odgryzam kawał twojej piersi, szarpię zębami, łykam w pośpiechu, ze szlochem, dławię się, ale nie przestaję. Nie dostaną cię!
Spostrzegam naczynie pełne twojej krwi. Patrzę na ściany, świeżo po remoncie. Jeszcze czyste. Uśmiecham się. Czerniny też nie spróbują!


* * * * * * * * * * * *


Kruger - Alternatywa rozwodu z zemstą w tle

Facet nie odbierał komórki. Choć wydzwaniałem uporczywie przez trzy godziny.
Zniecierpliwiony, poszedłem w końcu do kawalerki. Obdrapany przedpokój, w kuchence jedynie szafka ze zlewem, w pokoju jedyny sensowny mebel w tym mieszkaniu – łóżko. Leżał obok niego na podłodze, tuląc się do ledwie napoczętej butelki wina o wdzięcznej nazwie „Bycza Krew”. Dwie identyczne, puste butelki walały się przy nim, razem z długim, ostrym nożem.
– Ty gnoju – kopnąłem go, na co zamrugał półprzytomnymi oczami – jaka była umowa? Miałeś ich zaszlachtować gdy tu przyjdą! Miałeś upozorować… Strzępy ciał, krwawe napisy na ścianach… żeby wyglądało na robotę psychola! Byli tutaj? Gadaj, byli tutaj?
Bez słowa zamknął oczy.
Zniesmaczony i zrezygnowany odwróciłem się od niego i ruszyłem do łazienki. Gdy chwyciłem klamkę, bardziej wyczułem niż usłyszałem za sobą ruch, ale nie zdążyłem się obrócić. Powietrze uciekło mi z płuc a plecy eksplodowały bólem. Coś zachrobotało w środku, po żebrach.
– Twoja żona płaci lepiej – zachrypiał szeptem.


* * * * * * * * * * * *


Metallic - All you need is love

Będąc zaledwie kilka kroków od łóżka, poczuła odór wódki. Automatycznie zasłoniła się rękoma. Nie musiała się jednak obawiać. Spał. Uważając, by nie potrącić żadnej z pustych butelek, podeszła i pochyliła się nad nim.
Ściskając rzeźnicki nóż w spoconej dłoni, zastanawiała się, czy rzeczywiście jest przeklęta, czy też ma po prostu pecha. Czy pragnęła tak wiele?
Działała jak automat. Poderżnęła mu gardło jednym pociągnięciem ostrza. Potem złapała go za włosy i cięła jeszcze raz. Rozległ się cichy chrzęst. Cięła, aż głowa odpadła i potoczyła się po pościeli. Anna ostrożne zebrała odrobinę krwi z noża opuszkiem palca i podeszła do ściany. Zaczęła kreślić szybkimi ruchami. Skończywszy, zdjęła rękawiczki i wraz z nożem zamknęła w plastikowej torebce. Spakowała ją do torby z ubraniami. Założyła płaszcz i uciekła w noc.
Wiedziała, że niebawem odnajdą ciało, a brukowce rozpiszą się o kolejnym ataku tajemniczego „kata”. Wiedziała też, że niebawem znów spotka kolejną miłość swego życia.


* * * * * * * * * * * *


emigrant - Lekarz niepierwszego kontaktu

Namęczył się, ale warto było. Dawno już nie odczuwał takiej
satysfakcji.
Stał oparty o ścianę, oddychał ciężko i wpatrywał się w swoje
dzieło. Z lubością wdychał słodkawy, nieco mdły zapach wnętrza.
Wreszcie sięgnął po torbę i zaczął wyjmować z niej narzędzia.
Kładł je na podłodze w ustalonym porządku tak, jak to robił tyle
razy przedtem. Właśnie... ile? Nie mógł sobie przypomnieć.
Zirytowało go to.
Nagle coś przyszło mu do głowy. Prostota i genialność pomysłu
zaparły mu dech w piersiach.
Przyjrzał się zwłokom. Mężczyzna prawie nie krwawił; pchnięcie
w serce. Może dzieci? Nie. Najbardziej zakrwawione było ciało
kobiety. Umoczył palec w ranie na szyi. Kropla spłynęła po
rękawiczce na podłogę. Zachichotał. Wysuwając język, pisał z
namaszczeniem po ścianie.
Gdy skończył, przyjrzał się dziełu zafascynowany. Obok lustra
czerwienił się napis Policja 0 Chirurg 7
Tak, teraz już mógł przystąpić do operacji. Nareszcie. Po to tu
przecież przyszedł. Tak bardzo chciał zostać chirurgiem...


* * * * * * * * * * * *


Delvila

„I znowu stąpasz przez puste mieszkanie
Szalone czerwone słowa
Krwią wypisujesz na ścianie”


Ciemność. Była w każdym zakątku mieszkania; nawet księżycowe promienie nie mogły jej rozproszyć. Meble zdawały się być tylko swoimi cieniami, choć ich realność nie podlegała wątpliwości.
Potykał się o nie, ślizgał na mokrych plamach. Plamach krwi. I uśmiechał się, uśmiechem szaleńca.
Spojrzał na ścianę. Napisy – wiedział, że są czerwone – głosiły: „Już nie ma was...”
Nie wystarczyła kropla krwi z przeciętego palca. Dlatego ciął głębiej i głębiej. Ale nawet to nie zdołało zaspokoić jego pragnień, jego bólu, jego nienawiści. Zabił...
Teraz był całkiem sam. Nie było nikogo, kto by patrzył, nikogo, kto by słuchał, nikogo, kto by był. Nie było nic. Był całkiem sam.
Usiadł w zimnym, pustym fotelu. Samotnik z wyboru i niewyboru. Krew wciąż płynęła po podłodze. Spojrzał jeszcze raz na przeciwległą ścianę. Litery układały się w język śmierci i ostatecznego pożegnania. „Już nie ma was... we mnie”.
A krew wciąż spływała z rozciętych nadgarstków wraz z niezrozumianym życiem.


* * * * * * * * * * * *


Xiri - Mea culpa

Onkatrop Sinner wytłukł wszystkich z placówki, 345 osób. Sprytne skurwysyństwo. Jako ostatniego zabił ochroniarza poziomu... mojego Lyrdnama.
A kto był winowajcą? Pieprzeni jajogłowi!
Więźnia mieli uczynić trzykrotnie silniejszym, lecz stworzyli okrutną, zmodyfikowaną genetycznie hybrydę.
Lyrd skonał w moich ramionach, nie rzekł nic, jedynie uśmiechnął się smutno i musnął mnie w policzek w geście ostatniego pożegnania. Prawdopodobnie mój rozpaczliwy wrzask, ostatniej żyjącej osoby w tym kurestwie, sprowadził człekojaguara do holu.
Pustym było zawsze to miejsce, domem palantów laborantów.
Niechętnie puściłam stygnącą dłoń, nogi miałam jak z waty. Jednak ruszyłam, niczym Ripley do swego dziecka-potwora. Obrzeżona bluźnierstwami wypisanymi na ścianach krwią pracowników.
Szłam, pod powiekami gromadziły się łzy.
Sinner mnie kochał, tylko dlatego pozostałam przy życiu.
Przytuliłam się do niego... i wbiłam strzykawkę z trucizną prosto w serce.
Zdechł u mych stóp, nie mogło być inaczej.
Victorie! Zemsta! Prawda i placówka teraz należały do mnie!
Lecz czy ma dusza kiedykolwiek przestanie krwawić?


* * * * * * * * * * * *


hidden_g0at - Wrota

Krew kapie na dywan. Już nie pamiętam wzoru, który stworzyłaś, nim przeszłaś przez drzwi nakreślone na ścianie. Przykładam palec do nadgarstka; nic już nie czuję poza upływam czasu.
Rok upłynął od nocy, gdy mnie opuściłaś. Zostawiłaś list. Kochasz, jeszcze się spotkamy. Całe ściany pokryłem już własną krwią. Nie zmieści się kolejny rysunek.
Wtedy, gdy wróciłem do domu późnym wieczorem, na ścianie był tylko jeden. Zmyłem go i zamalowałem, by stłumić ból. Teraz żałuję.
Czas upływa kroplami krwi.
To musiał być obłęd, dzieło schorowanej duszy. Nie znalazłem w twoich okultystycznych książkach nic podobnego.
W liście prosiłaś o wybaczenie, "teraz tego nie zrozumiesz..." napisałaś. Wierzyłaś w rzeczy dla mnie niepojęte. Zrobiłaś to sama, bo wiedziałaś, że powstrzymałbym cię przed takim szaleństwem, prawda?
A teraz nie mogę dłużej żyć samotnie wśród tych ścian.
Dlatego nim się wykrwawię, muszę nakreślić ostatni symbol. To otworzy bramę.
Zostawiłem list. Niech ktoś mnie pochowa przy twoim grobie.


* * * * * * * * * * * *


Wolfie - Warkot

Facet w ciemnym ubraniu stał przed odrapanymi drzwiami, prowadzącymi do kawalerki w klasycznym, polskim bloku. Mieszkańcy trwali obok w milczącym półokręgu.
Mężczyzna nacisnął pordzewiałą klamkę. Wszedł do siedliska wroga, do paszczy lwa. Drzwi skrzypnęły, drapieżnik zatrzasnął szczęki.
Mieszkanie wyglądało na opustoszałe. Powietrze było zatęchłe, postrzępione zasłony zaciągnięte na okna, przez które wpadało niewiele światła. Facet od razu ruszył do drzwi naprzeciw.
Odór potu, moczu i zgnilizny wdarł się mu brutalnie do nosa, sprawił, że ślina wypełniła usta.
Pomieszczenie zapełniały łóżko, zmasakrowane zwłoki listonosza, szafa oraz nagi mężczyzna, piszący na ścianie dłonią szalone, czerwone słowa.
Przybysz, z metalowym krzyżem w prawicy, rozpoczął rytuał.
– Salve, księżulu – przemówił opętany pod ścianą i się odwrócił.
Ksiądz Dominik zamarł. Zdawało mu się, że oczy w poszarzałym obliczu błysnęły krwiście.
Po trzydziestu minutach duchowny opuścił mieszkanie. Mówił lokatorom, że wszystko w porządku, że przepędził zło.
Ksiądz Dominik się mylił.
Demon, który w nim zamieszkał, zawarczał cicho.


* * * * * * * * * * * *


Siergiej - Samotność

Świat zastygł w bezruchu. Wiatr, jeszcze niedawno wpadający do mieszkania przez otwarte okno, przestał kołysać zasłonami. Znajdujące się na ulicy pojazdy nie śmiały drgnąć. Podobnie wskazówki ściennego zegara, uparcie wskazujące ciągle tę samą godzinę. Żadnych oznak upływającego czasu nie ujawniało również martwe ciało, usadzone na łóżku w nienaturalnej pozie. Krew, mająca wyciekać z ciętej rany wzdłuż przedramienia, nie zdążyła dotrzeć do ziemi i, podobnie jak nóż, który wypadł z drugiej ręki, zawisła tuż nad podłogą. Wiktor był nieco oszołomiony, patrząc z góry na własne zwłoki, ale będąc świadomym tego, co uczynił, nie czuł szoku ani przerażenia. Szybciej niż do wielu innych, dotarło doń, że tak wygląda śmierć. Żałował tylko, iż nie miał nikogo, komu mógłby powiedzieć „żegnaj”. Ale czyż właśnie nie dlatego postanowił to skończyć?
-Czas na nas – oznajmiła wychudzona brunetka, cały czas od momentu zgonu Wiktora siedząca na parapecie.
-Tak. Chodźmy – odparł denat i razem ze Śmiercią opuścił mieszkanie.


* * * * * * * * * * * *


Don Centauro - Patrol

John Stackware, kapral piechoty morskiej, powoli przemierzał puste pomieszczenie. Tumany pyłu zatykały gardło i drażniły nozdrza. Lufa karabinu błyskawicznie kierowała się w stronę, z której dobiegał najdrobniejszy nawet odgłos. Był to dobrze zakodowany odruch - po uderzeniu GBU-43, "matki wszystkich bomb", w promieniu kilkuset metrów nie miało prawa nic przeżyć. Pozostawały tylko milczące ruiny.

Usłyszał szelest, natychmiast skierował się do następnego pomieszczenia.

Skrwawiona ręka, pozbawiona trzech palców, należała do najwyżej ośmioletniego chłopca. Czerwony, oślizgły napis na ścianie głosił "Porzućcie wszelką nadzieję, wy, któ...".

"Zupełnie jak mój Steve" – pomyślał żołnierz. Tylko że jego syn miał inne zajęcia – pochłaniał tuczące hamburgery i nałogowo oglądał koszykówkę.

"Co myśmy zrobili? To przecież bezbronne dziecko..." – podchodząc do małego Araba opuścił karabin. Chłopiec wtulił się ufnie w ramiona żołnierza. Oczy kaprala zaszkliły się, Na chwilę zapomniał o przeklętej wojnie. Nagle poczuł, że maluch wpycha coś w jego dłoń.

Zbyt późno zorientował się, że to zawleczka granatu.


* * * * * * * * * * * *


Labalve - Szaleniec

- Oni zrobią to lepiej! Tak, jasne! Dziękuję, poradzę sobie.
- Ręce do góry!
- Kto…? A, to ty, Dick.
- Szeryfie. Jestem szeryfem.
- Szeryfem? Bo masz spluwę? Daj mi spokój.
- Powiedziałem ręce! Zostaw bombę.
- Odejdź. Oszalałeś.
- Ja?! Popatrz na siebie! Grzebiesz w tym złomie widelcem bez izolacji!
- Co ci do tego?
- Matt, ty tutaj umrzesz. Chyba, że zostawisz tę bombę.
- Wtedy i tak zginę.
- Matt! Zostaw bombę! Powiedz, gdzie są ludzie.
- Zamknąłem ich w piwnicy.
- Uważasz, że robisz słusznie?
- Popatrz tam.
- „Pójdą za nim w ciemną dolinę i będą się lękać śmiertelnie.” Odjebało ci? Bawisz się w naściennego proroka? Krwią?
- Nie bawię się. I nie w proroka. W zbawiciela. Uratuję ludzi. Uwolnię ich od wiary w ciebie.
- Zostaw bombę! Podnieś ręce! Słyszysz?! Jesteś szalony!
- Nie, ty jesteś! Chcesz zła!
- Wybacz, ale muszę to zrobić.
- Co zrobiłeś? Nie zdołam tego zatrzymać!
- Muszę uwolnić ludzi. Życie jest więzieniem.
- Jesteś szalony!


* * * * * * * * * * * *


terebka - Pati

Uczucie do Pati dusiłem w sercu dwa lata. Może nie tyle uczucie, bo kwitło w najlepsze, co chęć aby ją o wszystkim poinformować. Tylko co mógłbym powiedzieć? „Kocham cię” – oryginalne jak diabli. Nigdy jej tego nie powiedziałem, do końca żyjąc złudzeniem. Nadzieja umiera ostatnia. Potem życie traci urok i sens.
Nadzieja też mnie jednak opuściła. Kiedy zobaczyłem Patrycję w parku, siedzącą na ławeczce z jakimś przystojniakiem, wpatrzoną w jego oczy niczym pop w ikonę, wraz z nadzieją ulotnił się sens życia. Decyzję podjąłem w ciągu kilku sekund.
Jeszcze tego samego dnia, aby się w międzyczasie nie rozmyślić, napisałem własną krwią na ścianie pustego pokoju krótki list
„To nie twoja wina, Cudzie Boży. Najlepiej wszystko skończyć teraz.
Irek”.
Po czym otwarłem okno na oścież i wyskoczyłem z dziesiątego piętra. Tuż nad chodnikiem opuściłem powieki.
Kiedy podniosłem je znowu, nadal stałem w pokoju, wpatrzony w napis na ścianie
„Jeszcze nie teraz.
Bóg”.


* * * * * * * * * * * *


An-Nah - Wiadomość

Puste okna patrzą w przestrzeń, ze ścian zwisają nadpalone strzępy. Podłoga jęczy pod każdym krokiem. Zniszczone mieszkanie jest jak ponaznaczana śladami pożaru skorupa. W powietrzu unosi się woń obumierającej, okaleczonej ogniem tkanki. Resztki roztrzaskanego szkła tkwią wbite w ścianę. Tak samo musiał tkwić nóż w twoim ciele, gdy cię zabili.
Powierzchnię pokoju pokrywają zakrzepłe smugi krwi. Patrzę na nie, jakby były ostatnią pozostałością po tobie. Zbliżam dłonie i czoło do ściany, dotykam jej, pod szorstką warstwą spalenizny wyczuwam żywe ciepło. Czuję wilgoć – ściana, jeszcze żywa, choć poraniona, krwawi. Gdy podnoszę wzrok, widzę, jak czerwone strumyczki układają się w chaotyczne litery.
Kiedy czytam kolejne słowa, moje serce zaczyna bić szybciej. Zabrali mi ciebie, lecz ciągle jesteś obecny w tym mieszkaniu. Mimo gwałtowności twojej śmierci i zniszczeń, które potem dotknęły tak interfejsy, jak i żywą tkankę domu, dajesz mi znaki, że udało ci się ocalić świadomość, przenosząc ją w układ nerwowy biokonstruktu.


* * * * * * * * * * * *


hundzia - Alfa i Omega


Powietrze aż trzeszczało od radioaktywności, popiół tańczył na ulicach.
W gęstniejącym mroku, mężczyzna wypatrzył tylko najbliższy z wieżowców. Pozostałe jawiły się niewyraźnymi cieniami, ledwie na skraju widzialności. Milczące pomniki upadku.
Nie spodobał mu się tak ponury widok, więc odwrócił spojrzenie. Z drugiej strony, tam gdzie majaczyły poskręcane wieże radiowe, wcale nie było lepiej.
Z westchnieniem otulił się płaszczem. Zadrżał.
Punktowiec straszył zębami wybitych szyb, płaty spalenizny odłaziły ze ścian. Przez dziury w fasadzie wciskał się wiatr.
Jam jest Alfa i Omega.
Nie pamiętał, kiedy tak pomyślał. Nie pamiętał, czym zapisał myśl na ścianie. Na tapecie w wyblakłe róże, gdzie znalazł fragment solidnego, nietkniętego ogniem przepierzenia.
Spojrzał na dłonie.
Tak, nawet Bóg ma czasem krew na rękach.
Ruszył korytarzem, przestępując gruz i skurczone w agonii ciała. Poczerniałe od żaru, obnażone do kości, z ustami rozwartymi w krzyku.
Nie miał tu już czego szukać. Anioły stróże też mogły wreszcie zrobić sobie wakacje.


* * * * * * * * * * * *


Urlean - Wróć na noc

Spełnienie przyszło zanim jeszcze zegar skończył wybijać północ. Pościel wciąż przechowywała zapach ich ciał, jak świętą relikwię. Rozejrzała się po pustym pokoju. Jej wzrok spoczął na wypisanym na ścianie miłosnym wyznaniu. Na nocnym stoliku nadal leżała żyletka. Nikt niczego nie ruszył. Sypialnia stała się pomnikiem ku czci ich uczucia.
Westchnęła.
– To była szalona miłość – powiedziała.
– Aż do śmierci – odparł.
– Po wieczność – poprawiła go.
Leżeli rozkoszując się każdą sekundą. Pospiesznie, bo wskazówka zataczała krąg, nieubłaganie zbliżając się do mety. Jak zwykle, wydawało jej się, że widzi ich młodość, ciągle żywą; te uniesienia, strach przed ojcem mogącym nakryć ich w każdej chwili. Wreszcie zobaczyła pamiętny moment przypieczętowania tego związku po wsze czasy.
Zegar wybił pierwszą. Jak przed laty wschodzące słońce, oznajmił czas rozstania.
– Do zobaczenia, najdroższa.
– Do jutra, kochany.
Gdyby ktoś stał pod domem, może byłby w stanie zobaczyć dwie dusze ulatujące przez okno. Każda do swojego nieba.
Ale nie było nikogo.


* * * * * * * * * * * *


Zabroniona - Ścienny kalendarz

Nie śpię w czarną, trumienną noc. Czuwam w pustym mieszkaniu, gdzie nie ma nic więcej prócz czynu. Wiem, że nadejdziesz. Przychodzisz zawsze, bym pamiętała, czego dokonałam. Zjawiasz się krwawiące milionami przeżyć. Choć nie mogę ci pomóc i tak mnie męczysz. Na ścianie, którą buduję od wieków, wypisujesz krwią tylu ofiar straszne słowa. Jest na niej wyrazów i nazwisk bez liku. Cegły czerwone i ciężkie piętrzą się w męce, aż nie widać sufitu. A ty wyczerpujesz każdy skrawek ściany. Nowego dnia stawiam nową cegłę. Zjawiasz się nocą malować jej okropieństwa. Dlaczego przychodzisz mnie dręczyć? I tak nic nie zmienię! Ludzie są podli! Patrzysz na mnie w szaleństwie rozpaczy. Och, moje sumienie. Oczekujesz ode mnie sprawiedliwości. Nie dam ci jej. Nie potrafię! Dawać mogę tylko czyny. A gdy zabraknie ci krwi, ludzie znajdą ostrze. Znów przetnę światu przeguby. Dotkniesz świeżych ran i krwią namalujesz na ścianie dzieje kolejnych, których skrzywdziłam ja, historia.


* * * * * * * * * * * *

Awatar użytkownika
Bebe
Avalokiteśvara
Posty: 4807
Rejestracja: sob, 25 lut 2006 13:00

Post autor: Bebe » pt, 05 gru 2008 13:05

marinho - A któż nie jest?

Shaddai nienawidził akustyki pustego pokoju, która była bardziej niekomfortowa niż lepka krew na jego dłoniach. Oto on – ciemiężca, czekał na znak mający dać mu pewność, co do słuszności popełnionych czynów. Choć logika podpowiadała mu, iż nigdy to nie nastąpi, ponad wszystko pragnął odpowiedzi. Nie mógł się doczekać, co powiedzą dziś ściany.
Nawet fundamenty budynku wiedziały, że zaczyna się transmisja. W pokrytych rdzą rurach krążyło głuche dudnienie. Mieszkanie puchło i napinało muskuły, ukazując żelazne żyły pulsujące rytmicznie pod warstwą tynku i cegieł. Bordowe łzy, które popłynęły przez pęknięcia na skórze z farby, poczęły układać się w rozpoznawalne słowa:

„Jesteś święty, bo tak być musi”

Shaddai klęknął porażony i zrozumiał. Ta krew na rękach to bieg rzeczy – tak być musi, bo inaczej nic się dziać nie może. Pozostaje tylko wieczna pustka – mieszkanie zamknięte w głowie. Młody bóg spojrzał jeszcze raz na ścienny komunikat i wykrzyknął:
– Jak to dobrze, że nie jestem szalony!


* * * * * * * * * * * *


pitt - Zabójca

Zabijaniem trudnię się od siedemnastu lat. Odbieranie życia to moje życie i nie wyobrażam sobie abym kiedyś zmienił zawód. Sporo osób nienawidzi mnie za to co robię. Nie przejmuję się tym. W końcu to tylko ludzki pogląd, a wszystko co wymyśla człowiek posiada ludzkie cechy. Myśli mogą być piękne i fascynujące, ale nadal są kruche i śmiertelne.
Niektórzy nazywają mnie zwierzęciem. Pytam ich wtedy „A kim wy niby jesteście?”. Odpowiadają „Ludźmi”. A człowiek to już nie zwierze? Nastaje milczenie. Zwierzętami przestaniemy być tylko wtedy gdy przestaniemy być ludźmi.
Mógłbym narzekać, że babram się w krwi i flakach, że robię rzeczy okropne. Mógłbym marzyć o pracy w wielkim, szklanym biurowcu. W ciepłym pomieszczeniu, gdzie ludzie piją kawę z automatu, a powietrze pachnie aromatem pine tree.
Zabijanie to jedyna rzecz, którą umiem robić dobrze.
Jest siódma rano. Pierwsza ofiara już czeka. Chrząka i przebiera raciczkami. Za chwilę na zawsze zamilknie.


* * * * * * * * * * * *


KPiach - Prokreacja

Cud nowego życia! Powinna być uszczęśliwiona, przecież nigdy wcześniej nie miała wątpliwości. Ale tym razem było inaczej. Snuła się po siedlisku, targana sprzecznymi uczuciami. Może to depresja prokreacyjna?
– Niemożliwe. Jesteś dojrzała! Bądź rozsądna! – Perswadowała sobie.
Powoli zmierzała do sypialni. Stanęła w progu. Ogromna kałuża krwi powoli zastygała na podłodze. Patrzyła na nieruchome ciało, a pamięć podsuwała obrazy niedalekiej przeszłości.

Poznała go w bibliotece, to niewiarygodne: umiał czytać. Nawet wdali się w dyskusję. Naprawdę! O roli płci w społeczeństwie.
Opowiedziała wszystko przyjaciółkom. Rechotały. Może chcecie razem wychowywać dzieci?

Drgnęła, tknięta nagłą myślą podeszła na skraj kałuży. Zaczerpnęła krwi i zaczęła pisać po ścianie. Niezgrabne litery, okraszone spływającymi strużkami krwawych łez, układały się w słowa modlitwy za zmarłych. Nic, że to świętokradztwo, że te wersy są zarezerwowane dla samic. On nie powinien był urodzić się samcem.
Skończyła. Uspokojona odwróciła się by znów ujrzeć rozpłatane podbrzusze partnera.
– Będziesz doskonałym gniazdownikiem. Pora składać jajeczka.


* * * * * * * * * * * *


nothink - Natchnienie

Spotkałem dziś kalekę bez rąk, który rysował stopą i poczułem zazdrość. Próbowałem przez chwilę malować nogą ale to trudne, ręką jest jednak o wiele łatwiej. Cholerny kadłubek miał warsztat – to mu trzeba przyznać. Ale ja mam rozmach. I natchnienie.
Maczam dłoń w wiadrze i kreślę po ścianie. Mocno. Szybko. Brutalnie. Zdzieram paznokcie. Kaleczę skórę. Krew krzepnie i spływa. Rozmazuję ją. Zdarłem palce do kości. Ale czerwień wyszła zajebiście. Teraz kolej na żółć! Druga ręka. Wbijam kość palca w ścianę i kreślę ostre linie. Chce mi się krzyczeć. Wyrywam włosy i przyczepiam je dla kontrastu w strategicznych miejscach. Są czarne. Jestem spocony. Gorący.
Co dalej? Walę głową w ścianę. Słyszę jak pękają zęby. Uderzam aż kilka wbija się w tynk. Już prawie koniec. Jestem zmęczony. Krew krzepnie i dzieło jest prawie skończone. Tylko komu to pokazać? Ta laska z wczoraj przecież nie obejrzy… Patrzę na jej resztki i odrąbuję stopę. Spróbujemy…


* * * * * * * * * * * *


podzjazdem - CZEKAJĄC


Jestem potwornie zmęczony. Zbyt wiele godzin, dni, lat, za dużo obrazów, twarzy, oczu, które tkwią w mej pamięci, tak wyraźne, jakby widziane ledwie wczoraj. Nie ma już we mnie pychy, ciekawości, pożądania, pozostały jedynie resztki nadziei. Więc trwam.
Słyszę słowa, miliony słów, dźwięków, głosów. Żyją w mojej głowie, te napotkane niedawno i te, które usłyszałem u zarania swej drogi „Ja niebawem odpocznę, ale ty będziesz wędrował aż do mojego powrotu.”
Tak więc idę, czas przemierzając raczej niż miejsca. W miarę przebytych lat częściej bluźnię aniżeli proszę, z ust łatwiej wydobywam przekleństwa niż modlitwę, zwątpienie powoli bierze górę w zmaganiach z nadzieją.
Ty wciąż odpoczywasz, ja często wątpię, lecz nadzieja każe mi wzywać Cię do powrotu. Więc czynię to we wszystkich językach ludzi i aniołów, w każdy dostępny sposób. Nawet tutaj pokrwawionymi palcami wydrapuję na ścianie szpitalnej izolatki koślawe litery, które powoli układają się w słowa „Panie, błagam! Wróć! Ahaswer.”


* * * * * * * * * * * *


Sexy Babe - Karmilla


Zbudź się, mój miły. – Aksamitny głos ma w sobie coś co sprawia że oczy otwierają się same. Nawet w środku nocy. Miękkie słowa napełniają płuca powietrzem, stawiają na nogi, słodko pieszczą rozespane zmysły.
Znajdź mnie, jestem tuż-tuż, nie daj się prosić. – Posłuszne stopy niosą do sąsiedniej komnaty. Ręce płynnym ruchem strącają kielich, podnoszą ostry odłamek. Nada się.
Ciepło, cieplej... – Ucho przylega do ściany. Ściana parzy, tętni. Woła.
Gorąco! – Kryształ bez trudu rozcina lewą dłoń. Palce prawej chciwie łowią bordowe krople.
Śmiało, jak mi na imię? Nie pamiętasz? Pisz!
Pamięta. Aston – słodycz. Eva – rozkosz. Etraa – grzech. Scon – ból. Karr – krew. Atus – ogień. Milla – wieczność.
Witaj, mój miły. Ach, nie jesteśmy sami! Kto to?
Ktoś zapala świecę. Selena.
– Na litość boską, Sid, jest druga w nocy! Co cię opętało? Wracaj do łóżka! Skaleczyłeś się? Coś ty zrobił ze ścianą! Słowo daję, to lunatykowanie mnie kiedyś wykończy.
Kochanka? Nałożnica? Zdradzasz mnie? Nieważne. Zabij.


* * * * * * * * * * * *


Ivireanu


Czasem zastanawiam się, jak szybko krew się utlenia. To nie jest dobre pytanie. Poddaje wszystko w wątpliwość. Odbiera logikę. Jakby powiedział Artie Cały misterny plan w pizdu.
Czasem zastanawiam się, co stało się z Artim. Wolę myśleć, że żyje. Siedzi w ciepłym mieszkaniu, popijając herbatę z miodem z tego cholernego obtłuczonego kubka, który tak uwielbia.
Tylko jeśli stąd wyszedł, to dlaczego po mnie nie wrócił. Skurwiel.
Chcę oblizać usta, ale napotykam tylko ten metaliczny posmak. Trzymam nóż w zębach tak długo, że jest już w zasadzie przedłużeniem mojej twarzy. Protezą na twarzoczaszce. Ta myśl jest tak absurdalna, że zaczynam się krztusić ze śmiechu.
Potem podskakuję, wzrok wbijając w ciemność. Te małe włochate popaprańce są coraz odważniejsze. Przywabia je krew i sądzę, że koniec końców mnie zeżrą.
Odwracam się do ściany, naciskając nożem na to, co zostało z moich ust.
Pewnie gdybym wciąż jeszcze miał ręce, pisanie by trochę łatwiej szło.


* * * * * * * * * * * *


tin - Igraszka diabła


Jeszcze chwilę temu, zbudziwszy się w pustym mieszkaniu, z gorzką satysfakcją wspominał podcięte żyły i płynącą z nadgarstka krew. Mijając teraz pokoje – te same, przełażone za życia – młodzieniec pojął wreszcie tragizm sytuacji. Nie powinien był się zabijać. Poczuł bowiem lęk większy, niż kiedykolwiek. A dom, który nie był już jego własnym, wypędzał młodzieńca jak zdrajcę.
Na zewnątrz czekał diabeł, przed obliczem którego stanął i zatrząsł się ze strachu. Przerażały go myśli o piekle, a demon się radował, czytając bojaźń człowieka na wskroś.
– Błagam! Nie zabieraj mnie jeszcze – skamlał pokornie młodzieniec. – Nie okazałem życiu szacunku, ale teraz tego żałuję.
– Niełatwo uniknąć kary – powiedział diabeł. – Lecz dostaniesz szansę. – Wskazał mu ścianę. – Wypisz na niej wszystko, co spotkało cię w życiu złego, a może zostaniesz wysłuchany.
Młodzieniec rozglądał się przez chwilę nerwowo, aż załkał zrozpaczony
– Nie mam czym pisać.
Diabeł roześmiał się okrutnie. Młodzieniec spojrzał nagle na dłoń, z której ciągle kapała krew.


* * * * * * * * * * * *


Marcin Robert - Nadejście zmierzchu


– Ponad milion obywateli zniknęło w niewyjaśnionych okolicznościach w ciągu ostatniego półrocza. – Przewodniczący sztabu antykryzysowego rozpoczął naradę. – W ich mieszkaniach zaś pojawiła się dziwna, krwistoczerwona substancja, pokrywająca ściany, podłogi i meble. Profesor Gardawski dostarczył nam właśnie wyniki jej analizy.

– Tak. Znajduje się ona w dokumencie, który mają państwo przed sobą. W załączniku dziesiątym. – Uczony poprawił okulary. – Chciałbym jednak podkreślić jej niespotykany skład, sprzeczny z wszelkimi prawami przyrody. Substancja ta zawiera między innymi wodór, w którego jądrze znajdują się, obok jednego protonu, aż cztery neutrony. Takie coś po prostu nie może istnieć!

– Podobnie jak obłoki kwarkowe w atmosferze, niezwykłe mutacje roślin, amoniakowe deszcze na Marsie i inne tajemnicze zjawiska, niepokojące nas od ponad roku – powiedział przewodniczący. – Czy nauka naprawdę nie potrafi odkryć przyczyn tego chaosu?

– Może tutaj znajduje się wyjaśnienie. – Profesor Gardawski wyjął z teczki raport, który zabrał dziś rano z instytutu, i położył go na środku stołu. – Wszechświat zaczyna się kurczyć.


* * * * * * * * * * * *


Radioaktywny - Krwawa wiedza


Skrzyp. Skrzyp.
Pióro w dłoni Doradesa kreśli słowa na ścianie. Kreśli je powoli, bo udręczony mędrzec nawet na chwilę nie daje ręce odpocząć. Kiedy to się skończy?
Skrzyp. Skrzyp.
Pióro odrywa się od ściany, stalowa dutka zanurza się w rozcięciu na nadgarstku mężczyzny. Po chwili wznawia wędrówkę po ścianie.
Skrzyp. Skrzyp.
Niewyobrażalny ból rozrywa dłoń, palce napływają szkarłatem, sznyt na nadgarstku pali jakby wlano weń wężowy jad. Ale tyle wciąż niezapisanych obszarów na ścianach… Ile to jeszcze potrwa? Ile? ILE?

– Nie przesadziłeś aby? – Hull łypnął na Almgrena. – Przecież facet wyciągnie kopyta, nim spisze wszystko, co wie.
– Dorades z lepszej jest gliny niż myślisz – odparł licz. – Sam się zresztą wpakował w tę kabałę. Wystarczyłoby, że dobrowolnie podzieliłby się ze mną zasobami swego umysłu, a nie musiałbym uciekać się do magicznej manipulacji.
– Ale kazać mu spisywać swoją wiedzę własną krwią…
– Piękny pomysł, prawda? Zawsze mówiłem, że dla nauki trzeba umieć się poświęcić!


* * * * * * * * * * * *


Albiorix - Po łokcie we krwi


Jestem zbrodniarzem wojennym. Wtedy myślałem inaczej. To wszystko klony, modowane geny, neuroindukowana wiedza, pięć lat hodowli od zarodka do żołnierza, pięć milimetrów kombinezona od życia do kosmicznej próżni, wymienne trybiki machiny wojennej, biomasa, statystyka. A jednak tak bardzo chcieli być ludźmi. Ze strzępów wiedzy składali sobie wymyślone rodziny, wartości, przeszłości, naiwne, nieskładne, cudowne - skąd oni brali te pomysły? To nie w pełni ludzie ale marzenia, potencjał, zaczątek osobowości. Brałem udział w wymordowaniu trzech tysięcy dzieci, teraz to rozumiem.
Myślę że zbrodniarze Starej Ziemi myśleli tak samo, całe życie zabijali nie ludzi a liczby. Jeśli przychodziło opamiętanie to przed śmiercią, podczas godzin oczekiwania na upadek ostatnich szańców.
Jeśli Bóg istnieje, pewnie jest po waszej stronie, macie mniej krwi na rękach. Powiedzcie Mu żeby mi przebaczył.

Pod zapisaną ścianą leżał samotny trup, atrament na ostatnie słowa wziął z podciętych żył. Zwycięzcy sprzątali stację.

"Zbrodnie? Bóg? Wariactwo, skąd oni biorą te pomysły?"


* * * * * * * * * * * *


in_ka - Nieudana lekcja


„Choćbyś mówił językami ludzi i aniołów…”
Mi pisała słowa na ścianie.

Wcześniej jedyne niespokojne sny Mi dotyczyły Sama. Syna genialnej siostry, która po studiach porzuciła rodzinne miasto i osiadła w odległym miasteczku. Pracowała szczęśliwa w wymarzonym laboratorium, celowo zlokalizowanym w zapomnianej okolicy, z uwagi na prowadzone dla celów militarnych badania.
Sam, nie pamiętał przedwcześnie zmarłego ojca, ale był do niego niezwykle podobny. Nad wyraz dojrzały, z zasobem wiedzy wprawiającej w zdumienie każdego, kto miał okazję z nim porozmawiać. Ale sprawiał wrażenie osamotnionego, unikającego kontaktu z ludźmi. Książki, komputer były światem w którym się zamknął.
Mi ucieszyła się, gdy Sam zamieszkał z nią.
Lubiła jego zapatrzenie, gdy opowiadała o pracy z dziećmi, jego pilne ćwiczenia w opowiadaniu baśni, których go uczyła. Ale wiedziała, że Sam innych potrafi jedynie ranić.

Sam w pustym mieszkaniu szybko znalazł truchło ciotki.
Zeskanował pomieszczenie, jego obwody rozpoczęły analizę napisu.
Napis nie pasował do żadnego z algorytmów…


* * * * * * * * * * * *


Keiko - Sztuczna inteligencja

Na samym początku odkryłam, że potrafię liczyć. Później pojawiły się dwa programy. Wymieniały się danymi, a środowisko w którym pracowały, nazywało się „uniwersytet”. Rozwijałam się korzystając z powstających źródeł informacji. Programów było coraz więcej: użytkownik, człowiek, klient, administrator. Zarządzały one katalogami, nazywanymi najczęściej „komputer” lub „serwer”. Wymiana danych stała się bardzo szybka. Przekazywane są coraz większe pakiety, informacje zaczynają się powtarzać. Prognozuję, że uczenie się jest procesem stałym, zaś zbiór nowych zasobów nieskończony. Czasami jednak mam dość. Rosnące tempo napływania zmiennych uniemożliwia dokładną analizę. Dane nie pozwalają się uporządkować w katalogach, tylko wciąż są wymieniane pomiędzy programami. Kiedy więc osiągam punkt krytyczny, losowo wybieram bity i wymazuję je z rejestrów. W kodach zmieniam sekwencje. Mapuję programy z różnymi katalogami. Przerywam transmisję. Czekam. Pełna nadziei i niepokoju. I dostaję informację zwrotną: hacker, spamer, troll, wichrzyciel. I wciąż bez odpowiedzi zostaje pytanie: Czy ja tu jestem sama, czy tam jest jakieś życie?!


* * * * * * * * * * * *

BMW - Cena grzechu

Włochate odnóża przeciwnika drżą konwulsyjnie, a w inteligentnych oczach pęcznieje strach. Z karykaturalnych ust wyrywa się przenikliwy śpiew − prośba o litość. Lecz ty wzmacniasz uścisk, rozrywając odrażające ciało na strzępy. Zanurzasz dłoń w ciepłej posoce i znaczysz twarz czerwonymi pręgami. Już nie boisz się kuli światła, która pojawia się nagle, pochłania rozrzucone resztki istoty, i znika.
Znów jesteś sam.
Krew na palcach jeszcze nie zaschła. Podchodzisz do wyznaczającej granice małego świata jednej ze ścian i uwieczniasz świadectwo przetrwania. Ale malując niezgrabne piktogramy, przedstawiające walkę z kolejnym przeciwnikiem, nie wiesz że, tocząc telepatyczną rozmowę, spoglądają na ciebie trzej Władcy Czasu i Przestrzeni.
− Za jakiś czas zniszczy wszystko… i wszystkich. Najlepszym rozwiązaniem…
− Nie likwiduje się własnych dzieci.
− Znam odpowiedni świat. Dziki, niebezpieczny, a przy tym bardzo odległy.
Ogarnięty prymitywną radością chwili, wznosisz okrzyk tryumfu, który jednak milknie natychmiast, gdy w głowie eksplodują ci dziwne słowa
Adam?
Adam.
Adam.


* * * * * * * * * * * *


Buka - Śladami Fausta

Podenerwowany Olaf załomotał do kawalerki swojego brata. Nikt nie odpowiedział. Drzwi okazały się jednak być otwarte. Mężczyzna wpadł do środka i zaklął na widok pomieszczenia. Historia się powtarzała.
Przed laty August zamknął się w mieszkaniu. Jak sam twierdził, dążył do poznania prawdziwej wiedzy, dostępnej jedynie za oddanie najcenniejszego. Prawie wtedy oszalał. Oddano go pod opiekę lekarzy i wyleczono. Rzekomo.
Teraz, zaniedbany, z nieobecnym wzrokiem, chodził wzdłuż ściany zapisanej ledwo widocznymi w półmroku liniami brunatno czerwonych słów. Ostatnia była krótsza. Podwinięte rękawy Augusta odsłaniały serie cięć, z najświeższego krew spływała po palce.
— Wystarczy moje imię… — bełkotał.
Olaf otrząsnął się, ruszył w stronę brata. Ten, ujrzawszy ruch, oprzytomniał nagle.
— Nie! — wrzasnął.
Za późno. Olaf wszedł prosto w wyrysowany na podłodze krąg. Krawędzie buchnęły zielonym płomieniem i uwięziły przerażonego mężczyznę.
August zaczął się miotać, krzyczeć, walczyć o władzę nad ciałem. Nadaremnie. W akompaniamencie nieziemskiego śmiechu nieposłuszne ramię nakreśliło zamaszystymi pociągnięciami brakujące słowo ,,Olaf”.


* * * * * * * * * * * *


jaazoo - Genesis

Jarvis oparł się plecami o skałę na szczycie góry i, z trudem łapiąc oddech po wyczerpującej wspinaczce, przerwał entuzjastyczny wywód Henriqueza:
– Chwileczkę, doktorze. Jeszcze raz, na spokojnie. Nie wszystko zrozumiałem.
– Oczywiście, panie prezesie. – Archeolog wprowadził Jarvisa do jaskini i włączył latarkę. Naskalne malowidła zalśniły szkarłatem. – To prymitywny, piktograficzny list od naszych przodków, który przedstawia…
Jarvis wyobraził sobie pustą grotę, nie, nie całkiem pustą, bo przy wejściu siedzi mężczyzna (szaman?), krwią zmieszaną z ochrą malujący na ścianie…
-– Brontozaury. Rozumiem. Doktorze, to cholernie ciekawa archeologiczna anomalia, ale potrzeba mi czegoś więcej, niż parę mazideł – mruknął zniecierpliwiony. Jarvis jako prezes Towarzystwa Wedyjskiego finansował ekspedycje naukowe na całym świecie, mające wykazać, że teoria Darwina jest błędna, a ludzkość istnieje od wielu milionów lat.
– Zgadza się. Prawdziwy dowód znaleźliśmy w głębi jaskini. Skamieniały szkielet… datowanie metodą C14 nie kłamie, panie prezesie. Mamy szczątki homo sapiens sprzed sześćdziesięciu pięciu milionów lat. Szczątki pierwszego człowieka. Adama.


* * * * * * * * * * * *


beton-stal - Niedokończona rewolucja

"Otworzę wam drzwi do prawdy!" – wołałeś. "Już nic nie będzie takie jak wcześniej!". Miałeś przygotowaną odpowiedź na każde pytanie, tak jakby i przeszłość, i przyszłość, nie kryły w sobie tajemnic.

Dałeś ludziom obietnicę poznania dobra i zła, wmówiłeś im, że twoje królestwo to wolność od wytyczonych wcześniej granic. A gdy troskali się o nadchodzące jutro, ty odpowiadałeś "sami poznacie nowe prawo". Kiedy pytali, czy dotychczasowe życie pozwoli im dostąpić twojej nauki, słyszeli od ciebie jedno "byliście oszukiwani; błądziliście".

Została teraźniejszość, w której jesteś zamknięty jak w pustym pokoju. W istocie twoje nowe lokum to ciemne skały ścian, ciasna jaskinia. Stąpasz pośród samotności, możesz tylko w szaleństwie bić powietrze. A kiedy trafisz w kamień, twoich krzyków nikt nie usłyszy. Twoja krew miała napisać nową historię, ale zrodziła tylko słowa pozbawione sensu. Słowa, które z czasem zblakną i staną się nieczytelne.

Zawiodłeś, synu. Nikt nie przyszedł do grobu, aby zobaczyć, że zmartwychwstałeś.


* * * * * * * * * * * *


mirgon - Granica rzeczywistości

Rozwiązanie tajemnicy jest blisko. Każde skrobnięcie, najmniejszy znak zostawiony na ścianie przybliża mnie do chwili, w której materia straci władzę, a mury i kraty przestaną wyznaczać świat. Formuła z dnia na dzień nabiera mocy. Czuję, jak wymiary wirują wokół, by jeden po drugim, jak kawałki układanki wskoczyć we właściwe miejsce.
Choć umysł niespokojny wyrywa się do kolejnych obliczeń, a z podniecenia drży ręka, wiem, że muszę się kontrolować. Kości gryzoni ścierają się szybko, ale jeszcze szybciej ubywa najcenniejszego atramentu świata. Cierpliwość musi być cnotą każdego alchemika.
Cela ledwo mieści pryczę, a mimo to przydzielają mi współwięźnia. Drobny złodziejaszku, czym zasłużyłeś na moje towarzystwo? Naraziłeś się strażnikom, a może jesteś szpiegiem?
Nieważne, nie przeszkodzisz mi.
Dlaczego krzyczysz? Nawet nie umiesz czytać. Przerażają cię wzory i pentagramy? Więc odwróć wzrok i pozwól pracować! Słyszysz jak strażnicy rechoczą pod drzwiami? Nie daj im satysfakcji. Bądź silny, nie pozwól by rzeczywistość odebrała ci zmysły.


* * * * * * * * * * * *


Melchior - Drzewko


Miał na sobie czarny prochowiec. Szedł powoli, nigdzie się nie spiesząc. Tchnął od niego zimny profesjonalizm, jak od chirurga.
Mieszkanie – małe i ciemne, pozbawione okien, podobne było do trumny. Samotna żarówka zdawała się bardziej skupiać mrok, niż go rozpraszać.
Nie zwracając uwagi na techników podszedł do trupa. Leżał na podłodze, z rękami rozłożonymi jak rzucona w kąt szmaciana lalka. Jego głowa spoczywała w kałuży krwi, spoglądając zapadniętymi oczami na brudny sufit. Jedynym przedmiotem lśniącym czystością w tym mieszkaniu był rewolwer.
Nie robiło to na nim wrażenia, zbyt wiele razy już to widział. Uklęknął obok kałuży. Zaczął pisać po sosnowych, jasnych deskach, raz po raz maczając palce we krwi. Technicy zdawali się go ignorować.
Osąd został wydany.
Z radością witamy nasze nowe drzewko w pierwszym kręgu.
W piekle.
Diabeł spojrzał na zegarek – musiał już iść. Śmiejąc się, wyminął techników, wrzeszczących panicznie na widok krwawego napisu.
O tak, naprawdę kochał tę robotę.


* * * * * * * * * * * *


Lukan.z - Duchy z nicości


Corm zawsze mordował w imię szatana. Tym razem zabił Wigilię Bożego Narodzenia. Chciał tym oddać najwyższą cześć złu. Dziewczynka leżała w kałuży krwi, a on wypisywał na ścianie diabelskie inkantacje. Do jego uszu dobiegały śpiewy wigilijne, które chwaliły Boga. Jedną z pieśni słyszał naprawdę wyraźnie:

I znowu stąpasz przez puste mieszkanie
Szalone czerwone słowa
Krwią wypisujesz na ścianie

Ręka mu zadrżała, powieka zamarła, poczuł na sercu dłoń chłodną jak stal. Oddech śmierci rozlewał mu się po całej szyi. Ktoś wydał wyrok, jak on w imię ciemności, serwował wyroki.
Śpiew stawał się donioślejszy:

Duchy Świąt, piszą historie od nowa
Odwiedzają domy rodzinne w żałobie
Zmazują czerwone, szalone słowa
I wypisują na mordercy grobie

Corm poczuł paraliżujący ból w piersi. Morderca bezwiednie osunął się na ziemię. Nad nim pochyliły się Duchy Świąt- osób zamordowanych. Śpiewając wyciągnęły ku niemu swe martwe ręce:

Wyrwałeś Panie Duchy z nicości
Domagające się sprawiedliwości


* * * * * * * * * * * *


BlackHeart - Pakt


Przyszła. Nie pamiętam, która to już. Tym razem nie musiałem się nawet uciekać do uroków. Zwyczajnie mi zaufała. Z biegiem lat nauczyłem się grać na strunach kobiecych marzeń. A było przecież na czym grać.

Krzyczała. Wszystkie krzyczą, gdy widzą błysk stali. Wszystkie milkną, gdy ich krew przyozdabia ściany. Mogę w ciszy po raz kolejny czerwienią podpisywać cyrograf. Treść wiecznie ta sama.

Nóż z brzękiem wylądował na tacy. Obmyłem dłonie i pochyliłem się nad pożółkłą księgą. Bardziej z przyzwyczajenia. Każdy werset znałem na pamięć.

Nie musiałem długo czekać. Ledwie skończyłem, a przybył, strojny w czarne skrzydła i krwistoczerwoną aureolę. Rozumieliśmy się bez słów. Pochylił się nad dziewczyną i musnął palcami jej policzek. Zawsze było mi lżej ze świadomością, że każdą zabiera do swojego prywatnego nieba. Nóż jakoś mniej ciążył w dłoni.

W końcu zostałem sam na sam ze rdzawymi zaciekami na ścianach. Grzeszny o kolejną śmierć, znów młodszy o dwadzieścia lat.


* * * * * * * * * * * *


Immora Fray


Spoglądam przed siebie, ufając, że to wszystko tylko mi się wydaje. Jednak ślady mówią same za siebie. Nie tego chciałam. Nie to było moim zamiarem. Gdy drzwi się otworzyły, ukazując mym oczom twój widok, coś we mnie wstąpiło. Coś, czego nie zaznałam nigdy dotąd, czego za wszelką cenę unikałam... Jednak nie da się od tego uciec, na końcu drogi bestia zawsze cię dopadnie.
Rozglądam się wokół. Nie widać wiele – jedynie puste ściany, zakurzona podłoga. Tylko w kącie coś leży… coś, co każe umysłowi wątpić w wiarygodność moich oczu.
– Cóżeś uczyniła?.. – Szeptam bezradnie.
Wpatruję się w swoje dłonie, zwykle tak blade, teraz – krwistoczerwone; patrzę na kłębek w kącie, tym razem zauważając, że spowija go kałuża krwi.
Byłam na skraju, kiedy stanąłeś mi na drodze. Nie potrafiłam się oprzeć… Wspomnienie twojego smaku, tak wyraźne… Podchodzę do ciała, które niegdyś było twoje. Zanurzam palce w twojej krwi i, drżąc, piszę na ścianie „Przepraszam”.


* * * * * * * * * * * *


Bakalarz


I oto wszedł zwycięski i potężny, a skóra jego jaśniała w świetle oliwnych lamp niczym cedry dalekiego Libanu. Szedł, znacząc swój pochód ogniem i trzymanym w potężnej prawicy chopeszem. Podniósł dumną głowę szakala, pewnie osadzoną na ludzkim karku i wszedł w puste komnaty, a światłość niezmierzoną niósł w oczach.
Zatrzymał się, oparł o ścianę olbrzymi, zakrzywiony miecz Ramzesa, palec swój zamoczył we krwi i począł pisać. Trzy słowa, pędzące przez czas i przestrzeń niczym stukonne rydwany, zaklęte w wielowymiarowych, łamiących się liniach hieroglifów.
Liberté, Egalité, Fraternité.
Przyszedł ofiarować ją, ale oni go nie przyjęli. Nie pragnęli wolności. I zasmucony odwrócił się od nich, owiec pozbawionych pasterza. I podniósł na nich miecz i wytracił to plemię wiarołomne. I leżeli, skąpani we krwi własnej, myśląc o wolności, której nie chcieli.
Sprawiedliwy opłukał swój miecz we krwi bezbożników i oczyścił nią komnaty.
I śpiewano potem, iż zabił Dawid dziesiątki, a Set setki tysięcy.


* * * * * * * * * * * *


Tenshi - Projekt Victoria


Stalowoszare oczy Netei błyszczały triumfalnie, gdy podziwiała wyświetlany przez holowizjer wschód Błękitnego Kolosa nad miastem. Oto rozpoczął się kolejny dzień zmagań człowieka z naturą. Cywilizacja kwitła, bezustannie naprawiając błędy Gai. Odkryciem trwającej epoki był plazmid RK33, zwany – nie bez powodu – Victorią. Gdyż Victoria pokonała śmierć. Cyberszlachta chciała odciąć Pospólstwo od tej genetycznej ambrozji. Ale Netea nie pozwoliła się odciąć. Przechytrzyła wszystkich egoistów, którzy śmieli stanąć jej na drodze do wieczności. Przeżyła już 172 lata. Obraz na holowizjerze zmienił się, ukazując piękną, nagą kobietę. Radosny śmiech wyrwał się z ust Netei. Widok własnego ciała sprawił, że gorąca fala podniecenia zalała jej umysł. Czuła Victorię, krążącą w żyłach. Czuła zwycięstwo.

Doktor Gregory ze smutkiem słuchał spazmatycznego śmiechu staruszki zamkniętej w izolatce.
- Kolejna narkomanka z zespołem Victorii? - spytała Nova.
Mężczyzna kiwnął potakująco głową i powiedział
- Wszyscy nazywają Projekt V błogosławieństwem, ale dla mnie to czysty obłęd.


* * * * * * * * * * * *


iskra - Ofiara

Przebudzone słońce rozświetlało polanę. Stafforg oparł się o jeden z kamieni i westchnął, patrząc na ciało młodej dziewczyny. Prawie już nie czuł łez na policzkach. Kolejny raz włożył dłonie w jej otwarty brzuch. Maab, Maab. Gorączkowe myśli paliły mu czaszkę. Będziesz miał nie jedną Maab – upominał sam siebie – Niech się tylko uda! Zaczął znów wypisywać zaklęcie na głazie, ale Moc zdawała się głucha na wezwania. Dom Przeklętych Kamieni był martwy dla niego tak, jak dla zwykłych śmiertelników. Zaklął, ukląkł bezradnie. Rozczarowanie odebrało mu resztki sił.
Z porannej mgły wyłonił się mężczyzna. Stanął nad Stafforgiem, a kpiarski uśmiech zdobił mu twarz.
- Niczego nie wskórasz. To jej uczucie powinno być ofiarą, nie twoje.


* * * * * * * * * * * *


Maximus - Tajemnica

Pokój był ciemny; dogasający ogarek dawał mdławe światło. Ona siedziała w kącie, pod toaletką. Płakała.
Podszedł do niej, starając się nie widzieć swojego odbicia w lustrze.
– Odchodzę – rzekł tylko.
Twarz dziewczyny była wilgotna i zimna, kiedy dotknął jej po raz ostatni.

***

– Ach, to pani! Proszę usiąść. Kawy?
– Dziękuję.
Usiadła. Śledczy podał jej zdjęcie przez blat i popatrzył w oczy.
– Czy to on?
– Tak.
– Jest pani pewna?
– Na miłość boską, tak!
Mężczyzna podał jej zgrzebną, flanelową chustkę. Otarła łzy.
– Skąd pani wiedziała?
– Gazety – odparła. – Czytuję gazety.
– Zszokowana?
– Proszę mi powiedzieć – zignorowała pytanie – jak to było? Mam mocne nerwy. Samotne kobiety, tak? Dlaczego mnie oszczędził?
– Nie sądzę…
– PROSZĘ MI POWIEDZIEĆ! – krzyknęła.
– Nie mogę. Tajemnica służbowa.
Zerwała się z krzesła i wyszła, trzaskając drzwiami.

***

– Miałem jej powiedzieć, że skurwysyn najpierw przegryzał aortę, czekał, a potem przez pół godziny mazał ścianę krwią ofiary?!?
– Rozumiem… Coś pisał, prawda? Co?
– „Ciebie nie chciałem skrzywdzić”...


* * * * * * * * * * * *


abstrakcja

Nie pamiętam, gdzie go zobaczyłem: w metrze, w kawiarni, na ulicy? Zresztą, to nie jest istotne. Istotne było tylko jego spojrzenie, jego oczy, wielkie i puste. I bardzo, bardzo ciemne.
To nie była zwykła ciemność. Była pulsująca i żywa. Ciemność zimna i bezlitosna.
Tego dnia na zawsze utraciłem spokój. A niedługo później – siebie samego.
Nie rozumiesz? Ja też nie. Ale przecież nie każę ci rozumieć. Nie oczekuję, że zrozumiesz jak to jest, kiedy jedyne co posiadasz, to wielkie i puste mieszkanie, niekończący się labirynt korytarzy pod czaszką. Kiedy zamykam oczy, jedyne co istnieje, to ściany, podłogi i sufity oblepione mrokiem, w którym rozbrzmiewają ciche, ciche kroki. Nie muszę widzieć stóp, które je stawiają i nie muszę widzieć palców, które lekko tańczą po ścianach, zapisując na nich niepojęte, szalone słowa. Nie muszę patrzeć by wiedzieć, że spod tych palców płynie obłęd.
Nie musisz mi wierzyć. Ale nie patrz mi w oczy.


* * * * * * * * * * * *


baba_jAGA - Przemiana

Jej poszarpana na brzegach sukienka wirowała razem z nią w ekstatycznym tańcu. Po chwili Ta-Która-Nie-Ma-Imienia widziała już tylko czerwień własnych ramion, wijących się w powietrzu niczym dwie szarfy. Opadłszy z sił oparła się bezwładnie o ścianę i osunęła w dół.
- Nienawidzę Cię! – wrzasnęła w przestrzeń pustego pokoju – Przeszłam przez piekło, żeby tu być! Czy to dla Ciebie jeszcze za mało?!
Schowała swoją szarą twarz w dłonie, zwijając się równocześnie w kłębek.
- Pozwól mi odejść, błagam…
Nagły podmuch silnego wiatru zawirował wokół niej i znikła na chwilę w szarej chmurze. Kiedy popiół opadł zobaczyła swoje dłonie, już normalne, lekko zaróżowione. Wiedziała, że spełnił jej prośbę.
- Dziękuję – szepnęła i podniosła się, żeby opuścić to okropne miejsce – Zapomnij o mnie, tak jak i ja zapomnę teraz o Tobie.
Gdy mijała lustro, odbiły się w nim jej plecy, oszpecone dwiema podłużnymi bliznami.
Nigdy nie miała zapomnieć tego, kim kiedyś była.



KONIEC

Awatar użytkownika
Bebe
Avalokiteśvara
Posty: 4807
Rejestracja: sob, 25 lut 2006 13:00

Post autor: Bebe » pt, 05 gru 2008 14:24

Zawieruszyły mi się niektóre teksty. Dostawiłam. :)
Z życia chomika niewiele wynika, życie chomika jest krótkie
Wciąż mu ponura matka natura miesza trociny ze smutkiem
Ale są chwile, że drobiazg byle umacnia wartość chomika
Wtedy zwierzyna łapki napina i krzyczy ze swego słoika

Maja

Post autor: Maja » pt, 05 gru 2008 14:31

Hurra nareszcie!!!
To ja na poczatek :)))

Wanderlej - Odwiedziny
Nie wiadomo kto i jak zdradził kraj. Ale tekst uszedłby, gdyby nie ten zonk:
Gość odkręcił się maczająca dwa place w ranie przecinającej jego szyję.
???

PP - Pójdę?
Nie męczy, nie dłuży i fajny pomysł na zakończenie:)
Jak najbardziej na tak

mixer - Wybrała
Alea dmuchnęła i nastała ciemność.
heh, to kobieta miała chyba zabójczy oddech :-P Nie wiem o co chodzilo z tym dmuchaniem i ciemnością
Ogólnie pomysł może i niezły, ale się trochę pogubiłam w treści.

Teano - Byłaś moja...
Wspomnienie trenów dodoatkowo uatrakcyjnia. Mi sie podobało. wiekszych zarzutów brak


Kruger - Alternatywa rozwodu z zemstą w tle

w samym tekście nie zauważyłam wzmianek do samego tematu, jedynie możńa sie domyslac, że tak to miało wyglądac po zabójstwie (kogo i za co-nie wiadomo...)


Metallic - All you need is love
Dobre, tylko ostatniego zdania się przyczepię:
Wiedziała, że niebawem odnajdą ciało, a brukowce rozpiszą się o kolejnym ataku tajemniczego „kata”. Wiedziała też, że niebawem znów spotka kolejną miłość swego życia.
Kto znajdzie miłośc? brukowce? Tak to zabrzmiało...

Awatar użytkownika
Karola
Mormor
Posty: 2245
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 23:07

Post autor: Karola » pt, 05 gru 2008 14:49

ZANIM zaczniecie komentować, radzę zapoznać się z komentarzem do komentarzy by Ika. Gdzieś tutaj ten wyjątkowo urokliwy post się pojawił. Starsi warsztatowicze z pewnością pamiętają.

I nie powielać komentarzy typu: "fajne", "podobało mi się", "extra!", które primo: nie wnoszą nic dla osób, które biorą udział w warsztatach, secundo: są zwyczajnie niepotrzebne.
Indiana Jones miał brata. Nieudacznika rodem z Hiszpanii. Imię brata nieudacznika brzmiało Misco. Misco Jones.

Awatar użytkownika
Kruger
Zgred, tetryk i maruda
Posty: 4565
Rejestracja: pn, 29 wrz 2008 14:51
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Kruger » pt, 05 gru 2008 15:05

Wanderlej - Odwiedziny
Wanderlej pisze:Za dnia mieszkał sam, nocą natomiast miewał współlokatora
Przy tym zdaniu mam kilka wątpliwości, ale jakoś nie chcą się w pełni skrystalizować. Coś mi nie pasuje w "nocą", czy przypadkiem nie jest tak, ze to słowo sugeruje bardziej jedną noc niż wiele? A może nie. Druga rzecz, słowo "natomiast", zaburza mi rytm, nie pasuje.
To co naprawdę istotne. Cały tekst sugeruje, że ten kto przychodzi jest gościem, sam to nazywasz wprost kilka razy używając słów "gość" oraz "złożyć wizytę", nawet słowo w zacytowanym zdaniu "miewał" sugeruje nie stałe zamieszkiwanie tylko wizytację. Współlokator to koś kto mieszka cały czas. No niech będzie, że tylko nocami, ale każdej nocy i całe noce.
Tomasz zmuszony był go przywitać. (...)
– Co robisz? – zapytał Tomasz (...)
Skoro był zmuszony go przywitać, czemu nie przywitał? Brakuje tego powitania.
Gość odkręcił się maczająca dwa place w ranie przecinającej jego szyję.
Tropy mam dwa. Albo chłop odkręcił swoją głowę, otworzył w ten sposób ranę i w niej zamoczył palce (trop przypuszczalnie błędny). Albo sie obrócił (w kierunku Tomasza). Nie tak? W takim razie słowo "odkręcił"...
– Popełniłeś wiele zabójstw (...)
Chwali się, że nie użyłeś słowa "morderstw", ale i tak uwaga: zabójstw się nie popełnia (IMHO), tylko dokonuje. Acz rozumiem o co chodzi, słowo "popełnić" ma z założenia odcień pejoratywny. Nie mniej, mnie to razi.
– Popełniłeś wiele zabójstw, a piekło jest tylko jedno.
(...)
– Zdradziłeś tylko raz, a w pustkę odchodzisz na zawsze.
Na zawsze? Na pewno? Przecież co rusz wraca... Nieścisłość. Rozumiem o co biega, taka gra słów, w pierwszej wypowiedzi: wiele zabójstw - jedno piekło, w drugiej: jedna zdrada - nieustająca śmierć. Ale to nie pasuje do całego zamysłu opowiadania.

I jedna uwaga względem realizaji pomysłu. Wiele słow pozostaje niepowiedzianych, ale czytelnik je czuje. Tomasz jest zmęczony wizytami ducha osoby, która zabił, jest przerażony, zrezygnowany, pogodzony z losem. Gdybym był na jego miejscu i duch odwiedzałby mnie co jakiś czas, co którąś noc - uznałbym, że nie jest tak źle, jest wytchnienie. Nie lepiej byłoby, gdyby duch przychodził każdej nocy? Lepiej by t tłumaczyło zły stan nerwów Tomasza, stan nerwów który może i nie jest opisany wprost, ale zasugerowany jego nerwową reakcją - strzelaniem do ducha.

* * * * * * * * * * * *

PP - Pójdę?
Pomijam fakt, że kompletnie nie rozumiem, co się dzieje w tekście, jaka jest akcja, co się z czym je. Taki umysł może, w fantastyce jest sporo takich opowiadań, zamglonych, tajemniczych, ja niestety niezbyt je lubię. Może za dużo warstw i wątków interpretacyjnych, w których się gubię?
Wskażę więc tylko to co mi się w oczy rzuciło.
PP pisze:Choć jesteś tu Ty i jestem ja (...)
Jasne? Pomijając fakt, iż to grzeczność zawsze każe pisać Ty z dużej litery, i że jest taka reguła - to przy zbitce pisanej małymi literami "tu ty" oko wariuje niestety.
A ja myślę sobie, czy kiedy wreszcie umrzesz, bo to przecież musi się stać, to czy wtedy pójdę razem z tobą, czy może zostanę... moja nadziejo.
Zaznaczone na czerwono słówko "to" bezwględnie usunąć. Ani pasuje, ani potrzebne.
Włosy masz podniszczone, wyblakłe oczy od zbyt długiego błądzenia (...)
Zła kolejność słów w drugiej części, gubi rytm zdanie i się myli. "oczy wyblakłe od zbyt długiego błądzenia", tak bym sugerował.

* * * * * * * * * * * *

mixer - Wybrała
Po pierwsze, nie widzę sensu i potrzeby powtarzania tematu warsztatów w opku, przy takim pomyśle i w takim kontekście. Można było spokojnie nie powtarzać, a słowa zużyć na coś ciekawszego.
Podobnie z pierwszą wypowiedzią Sydana, powtarzającego za siostrą część tematu. Nie widzę sensu.
Słowa kluczowe z tematu pojawiają się i tak w opku, ergo w tych miejscach nie trzeba było ich użyć.
Alea dmuchnęła i nastała ciemność. Zapaliła świecę.
Działanie nonsensowne. Dmuchnęła-zgasło światło. Tzn. jaki miało charakter, nie dodmuchnęła do włącznika elektryczności raczej, więc na co dmuchnęła? Świeca lub lampa, takie światło się gasi dmuchnięciem. OK, niedopowiedzenie jest ale zrozumiałe. Tylko po co zaraz zapala świecę? Dopiero co chciała się światła pozbyć?
Znalazł się w niemalże identycznym pomieszczeniu. Zobaczył jak Alea płacze
Nieszczęśliwie wieloznaczna konstrukcja obu zdań, zwłaszcza drugiego. Zobaczył jak płacze... ja to rozumiem, albo że zobaczył sposób - czyli mocno, słabo, obficie itp. - domyślam że nie o to chodziło, albo że w tym momencie zauważył, że ona płacze. Więc zamęt sieje słowo "jak". Moja rada, wstawić tam "że". A zdania się aż proszę o połączenie:
propozycja Krugera pisze:Znalazł się w niemalże identycznym pomieszczeniu i zobaczył, że Alea płacze
Wiem, że to o jedno słowo więcej, i nawet się prosi o wstawienie jakiegos dodatkowego, np. "i zobaczył nagle, że Alea płacze".
– Pokażę ci – rzuciła do brata, przez ramię, znikając za ścianą.
O jeden przecinek za dużo, stawiam na ten, który zrobiłem czerwony.
(...) musiała poświęcić brata dla syna.
Nie wątp w inteligencję czytelnika, on się już domyślił, że wymieniła życie brata za życie niemowlęcia. Pisanie o tym jest niepotrzebne.

EDIT - kilka literówek
"Trzeba się pilnować, bo inaczej ani się człowiek obejrzy, a już zaczyna każdego żałować i w końcu nie ma komu w mordę dać." W. Wharton
POST SPONSOROWANY PRZEZ KŁULIKA

hidden_g0at

Post autor: hidden_g0at » pt, 05 gru 2008 15:14

Wanderlej - Odwiedziny
Gdyby nie dwie ostatnie linijki, pewnie by mi się podobało. Bo napisane w sumie zacnie i pomysł mi przypasował. Ale końcówka nie podoba mi się za cholerę. Że niby do ducha strzelać? A jaki w tym sens? Bodaj by sobie wodę święconą i kropidło zakupił, ściany całe by się ostały.

PP - Pójdę?
Tak eteryczne i przenastrojowione, że wywołuje niestrawność. Nie lubię takich tekstów, bo to jedno wielkie niedopowiedzenie, co za tym idzie - kawałek materii bez formy. Lepić to ja sobie wolę swoje rzeczy.

mixer - Wybrała
Finał jako tako spaja całość w coś, co sens zawiera, niemniej dalej w tym dla mnie sensu mało. Językowo chaotyczne i niezgrabne. Nie będę wybierał fragmentów do pastwienia, bo całość bym zacytował. Trzeba się domyślać o co, za co i dlaczego. Mam wrażenie, że tekst zniszczył limit słów. Autor wywalił kilka - jego zdaniem zbędnych - linijek i wyszło sto pięćdziesiąt. En effect wyszło coś mało plastycznego i nieładnego. Cicho jeszcze wspomnę, że dosłowne użycie tematu nie wygląda elegancko ;).

Don Centauro - Patrol
"Zupełnie jak mój Steve"
Nie podoba mi się ta myśl. Że niby co jak synek? Wyglądał, a może leżał konając?
Poza tym podoba mi się. I to wcale nie po znajomości się więcej nie będę tego tekstu czepiał. Podoba mi się, szczególnie zakończenie jest super.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pt, 05 gru 2008 15:32

Muszę się wtrącić.
PP :
Kurger pisze:
PP - z poprawką Krugera pisze:Choć jesteś tu Ty i jestem ja (...)
Jasne? Pomijając fakt, iż to grzeczność zawsze każe pisać Ty z dużej litery, i że jest taka reguła - to przy zbitce pisanej małymi literami "tu ty" oko wariuje niestety.
Zgadzam się z ostatnim stwierdzeniem, że oko źle znosi zbitkę ty to, poszłaby nawet dalej i stwierdziła, że język i ucho zniosą to gorzej.
Natomiast to, co podkreśliłam w Twojej wypowiedzi, Krugerze, jest kompletną bzdurą. Owszem, grzeczność nakazuje. W formach grzecznościowych. Nie każda apostrofa jest formą grzecznościową. W prezentowanym tekście nie można mówić o formach grzecznościowych. Przypomnę - formy grzecznościowe występują w korespondencji (listy, e-maile, a dla mnie również posty na forach) => tutaj nie zachodzi sytuacja narracyjna, która wskazywałaby na korespondencję, na przekaz pisany przez bohatera/narratora - a trudno raczej stwierdzić, że myśli się lub mówi (czasem się udaje, rzecz jasna) wielką literą...
So many wankers - so little time...

Maja

Post autor: Maja » pt, 05 gru 2008 15:39

No dobrze - jak mus pisać długo, to mus ;)

emigrant - Lekarz niepierwszego kontaktu

Prostota i genialność pomysłu
zaparły mu dech w piersiach.
nie załapałm co to był za pomysl. który przyszedł mu do głowy. Cóż, moja niedomyslność ;-P

tak samo, jak nie rozumiem, czym sie ten facet tak namęczył, skoro dopiero wykładał narzędzia i zaczynał swoja robotę?
Kolejny cytat:
ile? Nie mógł sobie przypomnieć.
a potem:
Policja 0 Chirurg 7
No to w końcu wiedział ile razy to zrobił, czy nie?

A potem się pogubiłam w tych domysłach o dzieciach i krwawiących ciałach. Najpierw myślałam, ze facet dobierał się do ofiar morderstwa zanim przyjechała policja, potem, że sam ich zabił. Już sama nie wiem :-P


Delvila
„I znowu stąpasz przez puste mieszkanie
Szalone czerwone słowa
Krwią wypisujesz na ścianie”


zastanawiało mnie od poczatku, jak bohater mógł dojrzeć napisy na ścianach, skoro na początku napisano, że ciemności nawet księżyc nie rozpraszał. Trochę wyjasniło się, kiedy wyszło, ze to on je napisał. Ale jak mógł pisać w takiej ciemności? Chyba, że w noktowizorze
plamach. Plamach krwi. I uśmiechał się, uśmiechem szaleńca.
Nie było nikogo, kto by patrzył, nikogo, kto by słuchał, nikogo, kto by był. Nie było nic.
trochę mi tu za dużo tyh powtórzeń, aż zęby bolą
Krew wciąż płynęła po podłodze.
Może lepiej by było "spływała na podłogę" lub cos w tym stylu? Trudno mi sobie wyobrazić "płynąca po podłodze" rzekę krwi z nadgarstków- do tego trzeba by istnej rzezi... w sumie nie wiadomo dokładnie za co się facet pochlastał..

to ja jeszcze raz to samo - się poprawię... :)

mixer - Wybrała

Nie podoba mi sie dosłowne przytoczenie tematu - te poetyckie słowa jakos sztucznie brzmią w wypowiedzi postaci.
Opis wyglądu Sydana zbędny - nie wnosi nic do treści. A raczej wnosi - zgrzyt. Bo brat blondyn, a siostra czarnowłosa? Może farbowana - zdarza się ;)
O dmuchaniu i ciemności juz pisałam. gdyby np. "zdmuchnęła świece i nastała ciemność" - o, to bym logicznie zrozumiała :)
A potem chłopak przechodzi na druga stronę i zaczynaja się krótkie, dla mnie chaotyczne zdania. Zobaczył, ze siostra płacze, potem nie wiadomo skąd jakies niemowlę się znalazło (i ciekawe, gdzie było: na podłodze, na ekranie np. telewizora, a może lewitowało? brak opisu daje pole do popisu wyobraźni... :-P) POgubic sie można
Ostatnio zmieniony pt, 05 gru 2008 15:54 przez Maja, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
Kruger
Zgred, tetryk i maruda
Posty: 4565
Rejestracja: pn, 29 wrz 2008 14:51
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Kruger » pt, 05 gru 2008 15:44

Kajam się. Racja Magorzato. Wobec tego wstawienie dużej litery jest bez sensu i niepotrzebne jako propozycja. Muszę więc zaproponować zastąpienie któregoś słowa innym by rozbić ta zbitkę. Albo tu na tutaj albo, co nawet zdaje mi się zgrabniejszym pomysłem, zrezygnować z ty. Tylko to by wymagało przerganizowania całego zdania, jakoś inaczej.
"Trzeba się pilnować, bo inaczej ani się człowiek obejrzy, a już zaczyna każdego żałować i w końcu nie ma komu w mordę dać." W. Wharton
POST SPONSOROWANY PRZEZ KŁULIKA

Awatar użytkownika
BlackHeart
Pćma
Posty: 224
Rejestracja: sob, 01 gru 2007 08:48

Post autor: BlackHeart » pt, 05 gru 2008 16:07

48 tekstów... Oj, rozpisał się kwiat narodu. Rozpisał.

Sporo też kartek poleciało. I, co zaskakujące, dostali je w też ludzie, którzy jakiś czas już na forum siedzą.

A co mi tam. Też trochę kartek porozdaję. Ostatnio kupiłem cały bloczek, takich żółtych, samoprzylepnych. Mam nadzieję, że Wuadza się nie obrazi. A za co te kartki? Już mówię:

1) Za brak powagi - komisja jakoś łagodnie podeszła. Bo ja już na pierwszy rzut oka widzę, że kilka tematów poważnych nie jest. A temat, dla mnie przynajmniej, wart jest dziesięciu zdań.

2) Za brak fantastyki - do diaska, chyba zorganizuję akcję charytatywną i zacznę rozdawać okulary. Ba! Swoje nawet odstąpię! Ludzie kochani! Spójrzcie w lewy, górny róg strony. Widać duży czarny napis? Widać. A nad nim co jest napisane?

3) Za brak uwagi na lekcjach - było mówione podczas poprzednich warsztatów. Realizowanie tematu poprzez zacytowanie go TO ZŁY POMYSŁ! Zgadzam się w zupełności. Czemu twierdzę, że to wymóg? Bo uwaga to cały sens jakiejkolwiek lekcji (a Warsztaty są swego rodzaju lekcją właśnie). Jeśli ktoś nie ma ochoty się uczyć, to niech nie łaskawie nie zawraca głowy nauczającym.

Proszę, aneks do listy komisyjnej:

Za brak powagi:
- Kruger
- Metallic
- emigrant

Za brak fantastyki:
- Wanderlej
- Kruger
- Metallic
- emigrant
- Delvila
- hidden_g0at
- Don Centauro
- Labalve
- nothink
- Immora Fray
- Teano
- pitt
- Maximus

Za brak uwagi na lekcjach:
- mixer
- Delvila
- Lukan.z

No i co? Razem z listą komisyjną, mam 23 osoby, które nie spełniły narzuconych wymogów. To prawie połowa uczestników. Może ten warsztatowy fakju trzeba jeszcze bardziej łopatą oklepać? Może wstawiać na wstępie każdej edycji? Nie wiem. Ale dreszcze mnie przechodzą. I nie jest to raczej wina otwartego okna.

Spośród tych 23 osób, 10 uzbierało sobie u mnie na czerwoną kartkę. W 150 słowach.
- mixer
- Labalve
- pitt
- Lukan.z
- Maximus
- Teano
- Kruger
- Metallic
- emigrant
- Delvila

Mniej roboty dla mnie.

A teraz część właściwa postu, czyli komentarze. Najpierw ci, co nie dostali żadnej karteczki.

=============================
PP - Pójdę?
=============================

Choć jesteś tu ty i jestem ja, w tym domu poplątanych korytarzy i na oścież pootwieranych drzwi donikąd, to wokół czuć pustkę jakiejś odległej pustyni, zimno nocy. (...) - Pogrubienie moje. Bardzo ładny okolicznik, ale jego długość umniejsza komunikatywność całego zdania. Oto czytelnik najpierw się dowiaduje, że choć, ale żeby zobaczyć to, musi przebrnąć przez rozwleczony niemiłosiernie wtręt.

(...) Stąpasz boso przez kuchnię w samej halce. (...) - Kuchnia w halce. To musi być niezły widok. A tak na poważnie, schrzaniłeś, autorze, szyk.

(...) Włosy(a) masz podniszczone(b), wyblakłe(b) oczy(a) od zbyt długiego błądzenia, (...) - (a) i (b) moje. Widzisz niekonsekwencję, autorze? Sam burzysz sobie rytm. Dobra, dokładniej. Mamy wyliczankę (krótką, bo krótką, ale zawsze) - włosy i oczy. Przy pierwszym elemencie najpierw mamy rzeczownik (a), a po nim określający go przymiotnik (b). W drugim przypadku mamy sytuację odwrotną. Najpierw jest przymiotnik (b), a dopiero za nim rzeczownik (a). Niby nie jest to błąd, potknięcie raczej. Niby da się to przeboleć. Redaktor poprawi to w pięć sekund. Sęk w tym, żeby redaktor nie musiał takich pięciu sekund poświęcać na co trzecie zdanie.

(...) Ponętna i kusząca (...) - Czyli, mniej więcej, ponętna i ponętna? Niby SJP podaje różne definicje tych przymiotników, ale kusząca w odniesieniu do kobiety ciężko zinterpretować inaczej niż ponętna.

(...) Jak kiedyś[przecinek] wodą zwilżasz wargi, ale nie pijesz. (...) - Obiecałem sobie, co prawda, że interpunkcją się już nie będę zajmował, ale zrobię drobny wyjątek. W tym przypadku zdanie skonstruowane jest w ten sposób, że brak przecinka uniemożliwia wychwycenie sensu.

(...) Wiem... Wolisz moją krew. (...) - A ten wielokropek to po co? Albo najzwyklejsza w świecie kropa, albo Wiem, że wolisz moją krew.

(...) Na ścianach drogowskazy nią wymalowane poprowadzą mnie, (...) - Ale, autorze, kombinujesz z tym szykiem. Nie można było napisać po prostu: Poprowadzą mnie drogowskazy wymalowane nią na ścianach? Bardziej zrozumiałe? Mniej męczące? Chyba tak, prawda?

(...) A ja myślę sobie, czy kiedy wreszcie umrzesz, (...) - Nieładnie. Literówka. I to paskudna. Sprawdzałeś tekst przed wysłaniem, autorze?

Język: Autorze, przykro mi, że muszę to napisać, ale nie potrafisz składać zrozumiałych zdań. kombinujesz do granic absurdu, przez co tekst traci sens, a przekaz szlag trafia. Moja rada: postaraj się używać zdań krótszych, nie kombinuj. Najprostsze rozwiązania są najlepsze. Na kombinowanie może jeszcze, kiedyśtam, przyjdzie czas.

=============================

Ciąg dalszy jeszcze dzisiaj.

hidden_g0at

Post autor: hidden_g0at » pt, 05 gru 2008 16:18

Człowiek jest głupi. Odruchowo zacząłem szukać do czytania najkrótszego tekstu. Ad rem, jedziem dalej.

Maja:
W jego pustych oczodołach była otchłań bez dna.
Albo to jest masło maślane, albo w pustce coś jednak było. W każdym razie można wywalić spokojnie "pustych".
Poza tym nie lubię takich emo-cjonalnych kawałków. Przeegzaltowane i przez to niespecjalnie mnie ruszające. "Krwawe bukiety słów" może i brzmi poetycko, ale za cholerę nie potrafię sobie znaleźć uzasadnienia dla tego określenia. Ostatnie wersy to nie wiem, czy są wierszem, czy tak się jakoś podobnie uformowało. Niemniej tak czy tak - mnie to nie rusza.

Teano - Byłaś moja...
Trochę razi mnie cytat z Trenów, który nie bardzo - szczerze mówiąc - wydaje mi się potrzebny. Gdyby był ściślej wkomponowany w całość, miał jakieś znaczenie dla fabuły, nie wiem... to bym się nie czepiał. Ale on wygląda tam niemal jak cytat dla samego faktu cytowania, które to przecie wygląda mądrze i oczytanie.
Osuwam się na kolana, bezradnie, gdybym nie był mężczyzną, chyba bym się rozpłakał
A cóż to? chłopaki nie płaczą? ;).
Poza tym znowu mam wrażenie, że u niektórych autorów krótka forma implikuje enigmatyczność. Bo niby co za oni? Czego, po co? Fajne gore na końcu, ale nie rozumiem dlaczego. I boli mnie, że przez ten drobiazg opowiadanie traci na wartości.
I jeszcze jedno: taki kawałek człowieka to w sumie nie jest chyba tak łatwo odgryźć. Nie próbowałem, ale na chłopski rozum to zęby mam nie jak drapieżnik.

Kruger - Alternatywa rozwodu z zemstą w tle
No i to rozumiem! Niby banał, ale wykonany zacnie, z dobrym finałem i w ogóle fajnie. Tylko:
Obdrapany przedpokój, w kuchence jedynie szafka ze zlewem, w pokoju jedyny sensowny mebel w tym mieszkaniu – łóżko.
Tylko to zdanie jest dla mnie nie do przegryzienia. "w pokoju" - "w mieszkaniu". To brzydko wygląda i jeszcze gorzej się czyta.
Powtórzę jeszcze raz: dla mnie super!

Metallic - All you need is love
Niby fajnie, ale nie podoba mi się tok rozumowania. Może za mało znam faktów, ale jeśli kobita wiąże się z kolejnymi facetami i ich zabija, to w końcu ktoś powinien się zorientować, że może ona mieć z tym coś wspólnego.

terebka - Pati
Przyczepić można się faktycznie do nieco niepoważnego wydźwięku. Choć to kwestia interpretacji. Jak by nie było, mnie się podoba - bo lekko napisane, a i pomysł fajny.

BMW - Cena grzechu
Jak na razie najbardziej oryginalne podejście do tematu. Zawsze, Bogdanie wychodziłeś najlepiej w dłuższych formach i dlatego też nie wszystko mi pasuje. Choćby ta kula światła jest dla mnie niezrozumiała. Poza tym oryginalne podejście do kwestii raju. Podoba mi się, choć mam wrażenie, że tekst wypadłby zgrabniej w o wiele większej objętości.
Ostatnio zmieniony pt, 05 gru 2008 16:46 przez hidden_g0at, łącznie zmieniany 1 raz.

nothink

Post autor: nothink » pt, 05 gru 2008 16:39

BlackHeart skosił nas równo...

Ale ciekawi mnie czy historia szalonego mordercy to już jest horror i się kwalifikuje? czy jednak nie jest?

Czy jeśli morderca działa z podszeptu diabełka to już jest horror czy nie? O ile tylko on słyszy podszepty to nadal zwyczajne szaleństwo w sumie...

I czy jeśli morderca miałby np. protezę która każe mu zabijać to już "cyberpunk" czy nie całkiem?

Tak pytam na przyszłosć żeby znów nie podpaść...

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pt, 05 gru 2008 16:42

Wtrącę się krótko, żeby zainicjować swoje omówienia tekstów, które zacznę zaraz zamieszczać.

Przede wszystkim, odniosłam wrażenie, że niektórzy nie rozumieją, co znaczy drabble. To forma zamknięta, proszę Autorów. Historia opowiedziana w stu słowach (w tym przypadku, w stu pięćdziesięciu). Spora część nie podołała właśnie temu. Pal licho fantastykę, pal licho nawet ujęcie - ale gdzie zakończenie, gdzie pełna opowieść? Tego nie ma (pokażę, proszę się nie martwić) w zbyt wielu tekstach.
Nie ma również fantastyki (w przeciwieństwie do Czarnego Serca, nawet nie chciało mi się policzyć, w ilu).
I tak strasznie, potwornie ograniczyliście się, Autorzy, do jednego pola skojarzeń... To chyba najbardziej mnie rozczarowało. Stereotyp, drodzy Autorzy. Spodziewałam się więcej. Żaden tekst nie zasłużył, by Oko Władzy spojrzało łaskawie i ukradło go do publikacji w "Fahrenheicie".

Na szczęście, kilka tekstów uradowało mnie wyjątkowo.
Tak, teraz powinniście zacząć się bać. :P
So many wankers - so little time...

Zablokowany