VII B EDYCJA WT - PÓŁTORA KOMICZNEGO DRABBLE'A

Moderator: RedAktorzy

Zablokowany
Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » sob, 31 sty 2009 02:17

No, działam, działam! Proszę mnie nie popędzać, zawiesiłam nawet czytanie fanficków małoletnim szpitalnikom, więc popędzanie winno w popędzających wzbudzać poczucie winy. Chore dzieci się poświęcają, pierwszeństwa ustąpiły - a tu jeszcze niewdzięcznicy marudzą, że za wolno idzie!

Do dzieła, znaczy...

Słońce Ócz Moich:

Tekst pierwszy jest patetyczny w założeniu. I początek... No, popatrz, Światło Mych Oczu, co zrobiłeś już na początku.
I oto wszedł zwycięski i potężny, a skóra jego jaśniała w świetle oliwnych lamp niczym cedry dalekiego Libanu. Szedł, znacząc swój pochód ogniem i trzymanym w potężnej prawicy chopeszem. Podniósł dumną głowę szakala, pewnie osadzoną na ludzkim karku i wszedł w puste komnaty, a światłość niezmierzoną niósł w oczach.
Zaznaczyłam różne rzeczy dla wygody.
Na zielono – powtórzenie, którego nie potrafię uznać za rytmiczne, a tym samym - uzasadnione.
Na żółto – światło, którego jest stanowczo za dużo w tak krótkim fragmencie.
Na czerwono – kolejne powtórzenie, którego na pewno nie uznam za celowe.
Italikiem – dwa środki wyrazu:
>pierwszy – porównanie: skóra błyszczy jak cedry. Cedry to takie roślinki są. Sosnowate. Ale pierwszy raz słyszę, że świecą. Z zapachem ładnym mi się raczej kojarzą;
>drugi – metafora: oczy, w których się niesie światłość – przesadzona dla mnie i niespójna jednak => nie nosi się w oczach niczego przecież...
Podkreśliłam też złożenie, które nijak nie jest błędem – przeczytałam najpierw światłość wiekuista i poczułam, że chyba jest błąd w tekście. Nie, nie ma błędu. Celowo to zrobiłeś, Autorze? Warto tak zmieniać frazeologizmy, kiedy się chce podkreślić, zmusić odbiorcę do „potknięcia” przy czytaniu. A tu – mam wrażenie, że zabieg zupełnie niepotrzebny...
palec swój zamoczył we krwi i począł pisać.
A ta krew skąd się wzięła w pustych komnatach?
zaklęte w wielowymiarowych, łamiących się liniach hieroglifów.
Liberté, Egalité, Fraternité.
Linia ma tylko jeden wymiar chyba, ale nie to mnie zatrzymało, lecz wzmiankowane hieroglify. One są po francusku. Znaczy, takie odwrócenie prac Champoliona, co to kamień z Rosetty wziął i opracował słownik staroegipsko-francuski?
Trzy słowa (ciach!) Przyszedł ofiarować , ale oni go nie przyjęli
Stukonny rydwan dla tego, kto mi powie, do czego się odnoszą podkreślone zaimki.
Znaczy, jak się wysilić, to w końcu można wytropić, że ona – to wolność (a co z równością i braterstwem, że tak zapytam podstępnie), a oni – to plemię wiarołomne (a czym sobie zasłużyli na to określenie?). On, to bezimienny bohater, co szedł - jego tożsamość wyjaśni się dopiero na końcu.

Na koniec Set (bo ten szakalogłowy, to nie Anubis, jak w pierwszej chwili - zanim zaczął robić jatkę - myślałam) krwią bezbożników oczyszcza komnaty. Te same, do których przyszedł i które były puste. Związki przyczynowo-skutkowe oraz związki czasowe zdarzeń w fabule rozjechały się kompletnie*.

I na koniec jest porównanie, kto zrobił większą jatkę: bóg czy człowiek, Set czy Dawid. Wychodzi, że bóg – mało zaskakująco, biorąc pod uwagę, że był to bóg-niszczyciel.

Pytanie, które mnie dręczyło po lekturze, to: co za plemię bezbożne i wiarołomne? Hieroglify po francusku wskazują na żabojadów, ale czas i miejsce nijak nie pasują (związki wzmiankowane wcześniej szwankują). W zakończeniu znikąd wyskakuje Dawid, który procy załatwił Goliata i tym się zapisał w legendzie, co pozwala wnioskować pokrętnie, że chodzi o Żydów. I ci Żydzi poszli sobie z niewoli egipskiej w Twoim uniwersum, Bakałarzu, czy nie poszli? Bo skoro Set chciał im dać wolność, a Żydzi nie przyjęli, co skończyło się totalną eksterminacją tego narodu przed II wojną światową, to chyba z tej niewoli nie wyszli? A gdzie Jahwe był? No, też nie pasuje – jeżeli jest Set, a Set jest bogiem, to istnienie Jahwe w świecie przedstawionym tego tekstu ma uzasadnienie. Niemniej, jeżeli Jahwe nie było/nie istniał, to wymaga ten brak boga Żydów wyjaśnić również. Ostatnia możliwość, plemię bezbożne to Egipcjanie. Tylko czym się narazili Setowi? I dlaczego w zakończeniu pojawia się Dawid?
I gdzie tytuł, co mnie naprowadzi? No, gdzie?!

I to są wszystko pytania o sens tekstu. Bo sens umyka mi z prędkością światła przez zakończenie. I po prostu nie wiem, zwyczajnie nie wiem, o co chodzi? Przyszedł Set, wytłukł plemię liczniejsze niż to, które wytłukł Dawid... Yyyy???

Podobnie mogę rozebrać drugi tekst, choć „Ogniem i mieczem” (który to trop przy pierwszym tekście rozszyfrowałam z pomocą Wikipedii, podany otwarcie rozbawił mnie niepomiernie – właśnie przez odbicie).
Niestety, potem jest gorzej, bo związki znowu się rwą. Uczeń/student przyszedł oferować wiedzę profesorom?
Liberté, Egalité, Fraternité – egzaminacyjna sesja się bowiem zbliżała.
(ciach!)
I zasmucony odwrócił się od nich, profesorów pozbawionych pasterza. I podniósł na nich miecz i wytracił to plemię wiarołomne.
(ciach!)
I śpiewano potem, że we śnie zabijał, a egzaminy przespać zdołał.
Nie był zatem profesorem, sesję miał i egzaminy przespał. Student, znaczy. I on wiedzę profesorom? I co ma do tego kwestia, że oni bez pasterza? No, jak bez pasterza – dziekan jest, rektor jest...
I kto śpiewał?
Notabene: to pytanie przy obu tekstach można zadać.

Dobra, poddaję się: drugiego tekstu nie rozumiem też. Chociaż po zakończeniu sądząc, to sen był studenta. Czyli absurd. Czyli...
Nie, nadal poza moim zasięgiem. W tym szaleństwie musi być metoda, nawet w absurdzie jest metoda. U Ciebie jej nie mogę dostrzec, wymyka mi się całkowicie, Autorze.
Absurd jest trochę jak wiersz, znaczenia są ukryte, ale są i istnieje spore prawdopodobieństwo, że odbiorca wyłapie w nonsensie pozornym sens głębszy, uogólnienie, mechanizm generalizujący, uniwersalną wartość, czy równie uniwersalny banał. Zakładam możliwość, że jestem tępym odbiorcą, ale...
Ale kiedy zrozumienie utworu się wymyka, to zwykle okazuje się, że funkcja komunikacyjna dąży w nim do zera. Wiesz, Autorze, co to oznacza...

No, poniosło Cię, Światło Mych Oczu, na manowce...

______
*Gata w innym wątku odblokowała mi szufladkę z definicją, więc dzisiejszej nocy to mój fetysz.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Teano
Niegrzeszny Mag
Posty: 1603
Rejestracja: wt, 05 cze 2007 19:05

Post autor: Teano » sob, 31 sty 2009 14:20

Małgorzata pisze:I na koniec jest porównanie, kto zrobił większą jatkę: bóg czy człowiek, Set czy Dawid. Wychodzi, że bóg – mało zaskakująco, biorąc pod uwagę, że był to bóg-niszczyciel.

Pytanie, które mnie dręczyło po lekturze, to: co za plemię bezbożne i wiarołomne? Hieroglify po francusku wskazują na żabojadów, ale czas i miejsce nijak nie pasują (związki wzmiankowane wcześniej szwankują). W zakończeniu znikąd wyskakuje Dawid, który procy załatwił Goliata i tym się zapisał w legendzie, co pozwala wnioskować pokrętnie, że chodzi o Żydów. I ci Żydzi poszli sobie z niewoli egipskiej w Twoim uniwersum, Bakałarzu, czy nie poszli?(...)
I to są wszystko pytania o sens tekstu. Bo sens umyka mi z prędkością światła przez zakończenie. I po prostu nie wiem, zwyczajnie nie wiem, o co chodzi? Przyszedł Set, wytłukł plemię liczniejsze niż to, które wytłukł Dawid... Yyyy???
Przyznam szczerze, że również nie załapałam o czym właściwie tekst jest, ale rozbiór Małgorzaty nasunął mi trop.
Bo skoro jest nawiązanie do pieśni "że Saul zabił tysiące a Dawid dziesiątki tysięcy" a wiadomo, że obaj zabijali Filistynów, czyli dzisiejszych Palestyńczyków, to może jest tu jakieś mocno ukryte nawiązanie do tego, co się dziś dzieje na granicy izraelsko-palestyńskiej?
Nadal nie mogę się dopatrzeć wyrazistego sensu, ale kto wie, może tym tropem należałoby pójść? Choc za cholerę nie rozumiałam i nadal nie rozumiem skąd i po co tu Set. Wojna sześciodniowa? A może jeszcze wcześniej? <rozkłada ręce równocześnie drapiąc się po głowie, tak wiem, że to bez sensu ;P>
Mordor walnął maczugą Orbana w łysy czerep. Po chwili poczuł to samo.
Umowa sporządzona została w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach,
po jednym dla każdej ze stron.

� Dżirdżis

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » sob, 31 sty 2009 14:40

Znaczy, alegoria taka?
FTSL
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
karakachanow
Pćma
Posty: 267
Rejestracja: ndz, 14 sty 2007 11:23

Post autor: karakachanow » sob, 31 sty 2009 14:59

Edyt: już nic.
Paupera lingua latina, ultimum refugium habet in Riga.

Awatar użytkownika
in_ka
Dwelf
Posty: 522
Rejestracja: ndz, 25 mar 2007 22:26

Post autor: in_ka » sob, 31 sty 2009 16:55

edyta: też już nic, przeniosłam

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » ndz, 01 lut 2009 19:34

No, to kolejne bebeszenie (miałam wczoraj w nocy wrzucić, ale wyleciało mi z głowy, przepraszam).

Buka:
Podenerwowany Olaf załomotał do kawalerki swojego brata.
Wiadomo, czyj brat. Niepotrzebny ten zaimek. Przypuszczam, że użyłaś go dla melodii frazy. Lepiej było wprowadzić określenie kawalerki => melodia też by się ostała.
Drzwi okazały się jednak być otwarte.
Uuuu... Dlaczego nie można powiedzieć:
"Okazało się, że drzwi są otwarte."?
Nienawidzę tej przekombinowanej konstrukcji, wywodzącej się z łaciny zapewne (sądząc po bezokoliczniku złożonym, który pasuje do plusquamperfectum bardziej) i spopularyzowanej twardo przez angielszczyznę. Ach, z tego, co pamiętam, ona chyba jest prawidłowa. Ale i tak jest po prostu – BRZYDKA!
Mężczyzna wpadł do środka i zaklął na widok pomieszczenia. Historia się powtarzała.
Wykreśliłabym bez żalu to, co italikiem. Wiadomo, dlaczego zaklął - bo historia się powtarza. :P
dążył do poznania prawdziwej wiedzy, dostępnej jedynie za oddanie najcenniejszego
To strasznie kulawe. A nie można po prostu: za najwyższą cenę lub podobnie?

Ale, jak widać, językowo jest OK.

Za to drugi tekst lepszy. Jest sprytne odwrócenie motywu paktowania z diabłem – komizm nawiązania. I ten wystarczyłby całkowicie na cały tekst. Dowcip z upadkiem kompletnie niepotrzebny, niemniej to już opinia – mój gust czytelniczy.

Zatrzymajmy się chwilę przy Fauście.
On rzeczywiście chce zgłębić prawdę – myślał gorączkowo. – Poświęcił się nauce, niczym Faust!
Zastanawiający wniosek, zważywszy, że wokół widać świece, pentagram (czy inne takie) i napisy (czy też rysunki) krwią na ścianie, a wykonawca tej dekoracji wnętrza ma za sobą przeszłość w szpitalu psychiatrycznym.
Znaczy, to zostało wtrącone na siłę, by przywołać nawiązanie do znanego motywu. Niedobrze, że tak sztucznie wyszło.

Mam problem z samym nawiązaniem. Bo z czego znany jest Faust? No, z czego? Z poświęcenia się dla nauki i poszukiwania prawdy (<Piłat mode/on>Quid veritas est?<Piłat mode/off>)? Bynajmniej. Raczej z paktowania z diabłem i pewnego kluczowego powiedzonka o chwili. A także z walki o nieśmiertelność i z ulegania złudzeniom oraz ograniczeniom ludzkiej natury.
Ile tego zostało w Twoich tekstach, Autorko? W pierwszym, bardzo niewiele, moim zdaniem. W drugim – cóż, Mefisto chyba ratuje sytuację. Szkoda tylko, że nie jest jasne, o co gra August z diabłem. Można się domyślić, że o duszę (i ten pomysł jest sam w sobie kapitalnie śmieszny), ale w tekście tego przecież nie ma.

Dlatego mam niedosyt, szczególnie w pierwszym utworze. Mam wrażenie, że motyw faustowski jest mocno na wyrost. W drugim natomiast – choć mniej – brakuje mi wyrazistszego nawiązania do losów Fausta, skoro Faust został przywołany bezpośrednio. Takie nawiązanie zobowiązuje, nawet gdy chce się je ośmieszyć, obniżyć komicznie. Nie wolno podchodzić lekko i wybiórczo...

W obu - chyba opowieść nie zmieściła się w ograniczeniach, niestety.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Buka
Psztymulec
Posty: 945
Rejestracja: sob, 13 paź 2007 16:55
Płeć: Kobieta

Post autor: Buka » ndz, 01 lut 2009 21:13

O, dzięki za bebeszenie, Małgorzato :)

Zaimki i szyk - standard :\ Staram się z tym walczyć.

Co do upadku - ot, żeby Olaf zwrócił uwagę na podłogę i zaczął roić swe przypuszczenia ;)

Że słabe nawiązanie do ,,Fausta"? Nie sposób się nie zgodzić. (Nawiasem - jak dla mnie najistotniejsze jest jego pragnienie wiedzy... Ale to już takie moje odczucie)
W obu - chyba opowieść nie zmieściła się w ograniczeniach, niestety.
Mhm. Korci mnie, żeby to napisać w nieograniczonej formie...

Dziękuję raz jeszcze za uwagi :)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » ndz, 01 lut 2009 22:18

Może warto rozwinąć. Bo motyw faustowski to wiele w jednym. Po prostu - samo pragnienie wiedzy to za mało, Buko, żeby wyrazistość nawiązania osiągnąć. Chyba to wyczuwałaś, skoro uznałaś za konieczne przywołanie Fausta z imienia. :P
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Bakalarz
Stalker
Posty: 1990
Rejestracja: pn, 01 sty 2007 17:08

Post autor: Bakalarz » pn, 02 lut 2009 11:56

Dzięki serdeczne za analizę :)
Margot pisze:No, poniosło Cię, Światło Mych Oczu, na manowce...
Ano poniosło mnie... I z każdym przeczytaniem ponosi jeszcze dalej...
W założeniu miało to być zderzenie pięknej idei, że wszyscy są wolni etc i kolesia, który ją wprowadza używając wielgachnego miecza.
A wyszło jak zwykle ;)
Moja mea culpa, chciałem (jak zwykle już) upchnąć za wiele myśli w wąskich ramach stu pięćdziesięciu słów.
Teano pisze:Nadal nie mogę się dopatrzeć wyrazistego sensu, ale kto wie, może tym tropem należałoby pójść? Choc za cholerę nie rozumiałam i nadal nie rozumiem skąd i po co tu Set. Wojna sześciodniowa?
Początek wojny Jom Kippur :)
Niespodziewany atak Egipcjan na Półwyspie Synaj w Dzień Pojednania (Jom Kippur)...

A tekst z drugiej części... Cóż... no... tego... zrobiłem cokolwiek żeby nie spadł na mą szyję topór. Nawet nie będę się wymawiał elementarnym brakiem czasu na cokolwiek w tamtych dniach :)

Edit: literówki i cytaciki
Sasasasasa...

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pn, 02 lut 2009 21:19

Czy mogę prosić o fiszkę, znaczy więcej o tej wojnie? Tutaj, jak przystało na fiszkę, Słońce Ócz Moich. :P

Na razie w tym wątku. Bo może warto gdzieś takie fiszki zbierać? W osobnym wątku, a tu tylko linkować odnośniki?
Yyy... Niniejszym to jest moja fiszka, przypominacz taki, bo zdaje się, że z niewyspania wpadam znowu w niekontrolowany ciąg kreatywny. A nie mam teraz czasu! I proszę nie offtopować i nie dopisywać się do fiszki.

Przepraszam, wracam do tekstów, czyli kolejna para tekstów - Iskry.
Znowu utrzymane oba w ograniczeniach formalnych, wiadomo. A jednak problem miałam, gdy wróciłam do lektury, by popełnić to omówienie.

Zacząć wypada od przyznania się, że w zasadzie, nie mam wiele do powiedzenia tym razem... :X

Przy czytaniu tekstu poważnego potknęłam się tylko raz.
Będziesz miał nie jedną Maab
Tu jednakowoż chyba łącznie.

Poza tym, żadnych językowych potknięć nie zauważyłam, tekst przeszedł gładko i po lekturze popadłam w stupor.
O czym to jest, Autorko?
Niby wiem. Facet zabił kobietę, jej krwią pisze zaklęcia, ale zaklęcia nie działają. Przychodzi inny facet i mówi, że to nie tak, bo główny bohater miał złożyć w ofierze swoje uczucie, nie uczucie kobiety.
Ale: kobieta to Maab. Cytowane zdanie wskazuje, że nie chodzi o królową wróżek, elfów, czy panią snów, lecz o czarownicę i rozpustnicę raczej. A może o każdą kobietę? A nie mam pojęcia, bo niby co ma mnie naprowadzić na rozumienie?
Kim jest ów drugi mężczyzna, bez imienia, co przyszedł znikąd, jak na życzenie (chciejstwo Autorskie li tylko!), i wyjaśnił? Nie mam pojęcia, rzecz jasna, bo nic w tekście mnie nie naprowadza. Może Merlin... Ale po czym mam poznać?
I co to jest ten Dom Przeklętych Kamieni, który zupełnie od czapy kojarzy mi się z Domem Latających Sztyletów? Jak mam połączyć ów dom z zakończeniem? Ten dom mogła ożywić jedynie miłość (ach, to brzmi tak symbolicznie!), dlatego bohater zabił ukochaną? Czy na tym wyborze (ożywienie domu-zabicie kochanki) polegał dramat (oprócz morderstwa samego w sobie, rzecz jasna), co takiego było w tym domu ważnego, że trzeba było go ożywić za cenę śmierci?
Z zakończenia rozumiem, że bohater się pomylił – nie ta ofiara czy może nie taka ofiara była wymagana. Tytuł sugeruje, by na ofierze się skupić w interpretacji, ale przyznam, że nie mam pojęcia, jak powiązać Maab z całą resztą.

Nie ma osadzenia tej historii, przynajmniej nie dla mnie. Jest jakaś fabuła, zawieszona jednak w próżni niedomówień, rodząca więcej pytań niż odpowiedzi. Za dużo pytań, a za mało odpowiedzi, Autorko.
Czyli tekst jest kompletnie poza zasięgiem mojego odbioru, niestety.

Przy drugim miałam dokładnie ten sam problem, co przy pierwszym, czyli kompletny brak odniesień, w których mogłabym osadzić opowieść i zrozumieć, o co chodzi. Przy okazji, poza cytowanym wcześniej zdaniem, utknęłam na kolejnym:
Stanął za Stafforgiem, a przekrwione oczy wyraźnie wskazywały na tę samą dolegliwość, na którą cierpiał czarownik.
Coś kulawe takie...

Być może jest w drugim tekście komizm, nie potrafię go znaleźć łatwo, a po wyszukaniu nie jestem pewna, czy na pewno znalazłam to, co chciałam. Co wynika zwyczajnie z braku rozumienia przeze mnie tekstu przede wszystkim.

Pojawiają się postaci na kacu na przykład. Ale człowiek na kacu nie jest śmieszny sam w sobie. Tak mi się zdaje, że nie jest. Że śmieszne jest to, co mówi, jak się zachowuje w określonych sytuacjach i jak jest opisany. Na zakończenie jest czarny humor. Znowu, niestety, przez niedokładność w odbiorze, mam wrażenie, że anorektyczny.

Język jednak jest w porządku – bez uwag, znaczy dobrze.

Problemem nie do przejścia jest dla mnie treść, jaką przekaz zawiera. W sumie, ciężko to określić – niby jakaś treść jest, ale niekompletna dla mnie, a przez to, nieprzyswajalna na tyle, by dokonać interpretacji w miarę spójnej.

No, jak widać, nic ciekawego nie wykrzesałam z siebie. Ale nie będę udawać, że rozumiem, skoro nie rozumiem.

Oba teksty w moim odbiorze znalazły się po prostu bardzo blisko granicy, jaka dzieli język od jego mrocznej, niekomunikatywnej strony. I tak myślę, że po prostu nastąpiło okrojenie zbyt duże opowieści - za wiele zrzuciłaś, Autorko, na domyślność odbiorcy. Bo na przykład w mojej osobie doczekałaś się wyjątkowo tępego czytelnika...

BTW. Proszę wybaczyć pewną nierówność wypowiedzi, ale strasznie wolno mi dzisiaj idzie i pisanie, i myślenie.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
iskra
Sepulka
Posty: 43
Rejestracja: sob, 19 kwie 2008 12:50

Post autor: iskra » wt, 03 lut 2009 20:51

Dziękuję uprzejmie za wyrażenie swojego zdania, Małgorzato ;)

Z tą "nie jedną" to wpadłam. Brakowało mi jednego słowa i myślałam, że nikt się nie zorientuje. Hahaha... Ok, żartuję. Błąd niewybaczalny, jeszcze nie wiem jaka będzie kara, ale będzie.

Co do imienia martwej dziewki. Pomyłka okropna. Teraz to wiem, wiedziałam nawet wcześniej, tylko nijak mogłam to zmienić, po wysłaniu tekstu. (Ach, kłania się praca nad tworem, kłania się do samych nóżek.) Mianowicie chodzi o to, że pomieszały mi się imiona. Miało być "Mabh", co jest imieniem celtyckim oznaczającym "pijaną" bądź "wilczą królową" (posiłkuję się tu pewną stroną internetową, dajmy na to ). A że pisząc tekst byłam nieuważna to pamięć zawiodła. Głupie tłumaczenie, wiem.

W tłumaczenie się z innych rzeczy tudzież w wyjaśnianie bawić się już nie będę. Nie dlatego, że mam to za czyn zgoła bezsensowny. Co to, to nie. Chodzi o to, że chcę się przyznać do 'niekomunikatywności'. Mam z tym problem. Trudno mi wczuć się w czytelnika, który nie siedzi w mojej głowie; czytelnika, który zwyczajnie nie wie co mogłam mieć na myśli i potrzebuje wskazówek. Za często myślałam: "Przecież czytelnik nie jest idiotą". A trzeba było w drugą stronę, bo przecież z pustego i Salomon nie naleje. :) Pociesza mnie tylko to, że język w miarę w porządku. Nad treścią mogę pracować.

Jeszcze raz wielkie dzięki za poświęcony czas.
"I" of enthrallment.
Milcząca podglądaczka okazjonalna.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » czw, 05 lut 2009 03:49

Iskro, nie wierz w czytelniczą telepatię. Czytelnik to bydlę. Trzeba znaleźć "złoty środek", jak zwykle. :P

Kolejna szybka rozbieranka.
Hidden_g0at:

Tradycyjnie zacznę od tekstu poważnego.
Przykładam palec do nadgarstka; nic już nie czuję poza upływam czasu.
Rok upłynął od nocy, gdy mnie opuściłaś.
Auć! Dwa w jednym: literówka i powtórzenie. Szkoda, bo to pierwsze przeniesienie bardzo ładne. Drugie upływanie wystarczyło zmienić na mijanie i sprawa z głowy. No, samokontrola zawiodła na starcie, Autorze.
Zostawiłaś list. Kochasz, jeszcze się spotkamy. Całe ściany pokryłem już własną krwią.

A jak się ma jedno do drugiego, bo nie wiem? Tu się miedzy zdania wdarł skrót myślowy bardzo niedobry.

Mam nieodparte wrażenie, że ta impresja jest mocno niedokończona, Autorze. Facet robi coś, w co nie wierzył wcześniej. Na dodatek, nie znalazł przepisu na to, co robi, w dostępnych źródłach, zatem skąd wie, co ma robić? Skąd przekonanie, że będzie to powtórzenie tego, co zrobiła jego ukochana?
I co właściwie zrobiła jego ukochana? Znaczy, przeszła przez bramę (lub nie, może to wyobraźnia narratora), ale PO CO? Dla jakich korzyści porzuciła miłość, życie na ziemi. Dlaczego się poświęciła (o ile było to poświęcenie)?

Na dodatek tytuł kieruje uwagę na wrota. Ale w tekście nie pada żadne wyjaśnienie, dokąd owe wrota prowadzą i czym są. Owszem, jakieś nadprzyrodzone (albo produkt szaleństwa – choć nie ma sugestii w tekście, że to urojenie było samobójczyni/samobójcy), namalowane krwią na ścianie. Co kieruje mnie znowu do pytania, dlaczego ktokolwiek chciałby przez nie przejść. Czyli co się za nimi kryło, co sprawiało, że były na tyle kuszące, by porzucić życie?

Ta historia jest niepełna i na moje oko – niespójna.

Drugi tekst. Szybka uwaga techniczna. Wystarczy, by kwestię dialogową zacząć od nowej linijki, niepotrzebny jest dodatkowy odstęp. Taka rozstrzelona forma bliższa jest angielszczyźnie, ale w polskim języku niepotrzebna => denerwowało mnie przy czytaniu, utrudniało objęcie wzrokiem całości.
Ale nie w tym rzecz. Ponownie, nie mam pojęcia, o czym dokładnie jest Twoja opowieść, Autorze. W fabule drugiej wersji tekstu pojawia się jeszcze nowy element: ukochana narratora zniknęła, a szalony obraz w mieszkaniu był wcześniej, zanim ukochana i narrator wprowadzili się? Takie odniosłam wrażenie, może mylne. Pogubiłam się zupełnie w zależnościach między zdarzeniami.

No, a jeszcze jest smok. Smok znikąd i do niczego niepotrzebny, chyba tylko po to, by miał robić za element komiczny. Że niby absurd.
Powtórzę: w absurdzie jest metoda, jak w każdym szaleństwie. Absurd ma coś ukazać dodatkowo, pod spodem - między warstwą zewnętrzną czystego nonsensu winno kryć się właśnie objawienie prostego banału, prawidłowości nadrzędnej, która ma zostać ośmieszona. I w tym jest absurd podobny do poezji, do wiersza, który pod formą i znaczeniami dosłownymi skrywa bogactwo znaczeń dodatkowych.
A ten smok nic nie robi. Jest i gada. I tyle. Nie wiadomo nawet, czy jest prawdziwy, raczej wytwór wyobraźni, majak. Co w tym komicznego, Autorze? Podobnie sytuacja, gdy narrator chce odtworzyć portal, ale nie pamięta ostatniego znaku, sama w sobie śmieszna nie jest. Szczególnie, że właściwie nie wiadomo, po co ten portal ma powstać. Owszem nadęcie byłoby znać, gdyby cel za portalem był jakiś wybitnie istotny, a np. bohater był magiem na kacu, który nijak nie może sobie przypomnieć, bo mu czacha łupie. Ewentualnie. Jabłko też symboliczne (mitologicznie lub biblijnie, jak kto woli), czyli w żaden sposób samo w sobie komiczne nie jest. A na jabłko właśnie kładziesz nacisk, Autorze. Czyli winien to być element podstawowy, budujący sytuację komiczną, będący podstawą komizmu.

Niestety, fabuła jakaś niepełna, przez co nawet nie można powiedzieć, że jest w niej anorektyczny komizm. Bo mnie się zdaje, że nieistniejący...

Podobnie, jak przy pierwszym, tak i przy drugim tekście, ograniczenie liczby słów okazało się zabójcze dla historii, Autorze. Nie podołałeś, uciąłeś za dużo, by opowieść była zrozumiała. Obawiam się, że wyciąłeś istotne części właśnie...

Czyli słabo w obu przypadkach. Bez odbioru u mnie.
So many wankers - so little time...

hidden_g0at

Post autor: hidden_g0at » czw, 05 lut 2009 18:11

Wielkie dzięki, Małgorzato

Tłumaczyć się nie mam zamiaru, ale tak odnośnie kilku spraw:

Rozstrzeliłem tak tekst, bo na forum nijak zrobić tabulacje na początku akapitu. Myślałem, że wyjdzie ładniej, ale faktycznie się rozpaskudziło.

Smok wziął się z forum :). Konkretnie z postu Xiri ("VII A EDYCJA WT - PÓŁTORA POWAŻNEGO DRABBLE'A", strona druga):
Xiri pisze:e: co do żółtych kartek, to się zgodzę: ludzie zapomnieli, że to ma być fantastyka. Mogli chociaż jakieś ogry i elfy dać.
To dałem smoka i wydawało mi się, że komizm - może niekoniecznie powodujący rotfla, ale przynajmniej formalny uśmiech - z tego wyniknie. Jest inaczej? Pardon, z wyczuciem komizmu w takim razie u mnie nietęgo.
Małgorzata pisze: Podobnie, jak przy pierwszym, tak i przy drugim tekście, ograniczenie liczby słów okazało się zabójcze dla historii, Autorze. Nie podołałeś, uciąłeś za dużo, by opowieść była zrozumiała. Obawiam się, że wyciąłeś istotne części właśnie...
Czytałem ostatnio opowiadanie Huberatha "K. miał zwyczaj". W 25 słowach się zmieścił, bezczelny. I wyszło mu fajnie. Ja nie dałem rady w stu pięćdziesięciu. Wniosek - Huberath jest jeszcze minimalnie lepszy :P.

Wszystkie uwagi zakoduję sobie w główce i na miarę moich możliwości zrobię z nich użytek.
Więc Bóg zapłać, Małgorzato. Lubię tak w paszczę czasem dostać, to odświeża :D

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » czw, 05 lut 2009 18:45

Może się od razu przyznam, że z poczuciem humoru u mnie kiepsko strasznie, więc jeżeli coś mnie nie śmieszy, to pewnie dlatego, że mam atrofię, niedobór, czy inną amputację. W każdym razie, nijak nie stwierdziłam, żebym poczucie humoru posiadała.
Czyli nie warto na mnie testować.

Natomiast komizm jest trochę bardziej "techniczny", przez co łatwiej rozpoznać. Niestety, nie skojarzyłam np. dyskusji z Xiri. Było zasygnalizować w tekście*... :P:P:P

___
*Nie, nie mam zielonego pojęcia, jak. :P
So many wankers - so little time...

krzun

Post autor: krzun » czw, 05 lut 2009 22:48

Nie wiem, czy moja uwaga zostanie uznana za konstruktywną, czy też nie, ale postanawiam się nią podzielić. Wszystkie teksty związane z krwią wydają mi się schematyczne. Jest kilka, gdzie pisze się krwią coś na ścianie. Mało to oryginalne. Zakończenie opowiadania o wampirze, który podrywał dziewczynę, było zbyt oczywiste. Jednocześnie było takim, które śmieszyło. Niestety komizm nie był jakiś super wysublimowany, a raczej [i]cliche[/i]. Jak dla mnie to komizmu, w większości drabbli, brak. Czasem gdzieś nieśmiało przebłyskiwał, jak w opowiadaniu "o dbaniu o język". Może powiem brutalne słowa, ale wydaje mi się, że prawdziwe. Te teksty, oczywiście nie wszystkie, nie są śmieszne (czytaj komiczne). Tutaj zgadzam się z panią M.

Zablokowany