Kopalnia dusz

Moderator: RedAktorzy

Mighty Baz

Kopalnia dusz

Post autor: Mighty Baz » śr, 28 sty 2009 08:55

http://www.fahrenheit.net.pl/forum/view ... 66&start=0 - wejściówka

Zarzekałem się, że nic nie napiszę, ale coś we mnie...:)
Tekst poniżej jest trochę dziwny (hard sf), niemniej polecam krytyce:

Kopalnia dusz

"...Odwołano poszukiwania kapitana Ahsora Uh’kana i jego załogi. Na pasach asteroidów nie znaleziono żadnych szczątków wraku. Po tygodniu nieprzerwanych wysiłków załogi sześciu statków ratowniczych powróciły do macierzystych portów. Stacje orbitalne nie potwierdziły żadnej emisji promieniowania, pochodzącej z eksplozji pojazdu kosmicznego w tym czasie. Więcej wiadomości po przerwie..."

***
- Znałem Ahsora Uh’kana, najwierniejszego sługę Imperatora, ale nie znałam jego załogi. Ale ci, którzy z nim latali, musieli być najlepsi. Śpijcie w pokoju, górnicy. Możemy ich jedynie wspomnieć w naszych sercach i snach. Ci, co podnieśli na nich rękę, zostaną surowo ukarani. Śpijcie w pokoju bracia i siostry! – Pierwszy Paladyn Imperatora, dostojny Baaz Ar’keen zakończył mowę pogrzebową.
Obrazy hologramów zaginionych osób powoli rozmazywały się, odchodząc w niebyt. Zapadła martwa cisza. Obecni na pogrzebie bez pośpiechu opuszczali salę.

***

Włączam silniki. Odcumowuje. Przytłumione dudnienie rozchodzi się po całym statku. Ruszamy, olbrzymia śluza otwiera bezzębna paszczę. Mijam Wąską Gardziel, gdzie dawno temu, jeszcze jako dzieciak, ledwo uszedłem z życiem, zderzając się z dokującym frachtowcem. Majestatycznie manewruję, mijając inne statki…aż w końcu ruszam w blasku słońca w kierunku pasa asteroidów.
- Cała naprzód! – dudnienie napędu wzmaga się na moment. Załoga uwija się jak w ukropie. Wszyscy wiedzą, że każda sekunda jest ważna. Wejście w pas asteroidów jest piekielnie niebezpieczne. Wystarczy chwila nieuwagi i można pożegnać się z życiem, drogocennym ładunkiem i statkiem. Czasem niespodziewanie wpadają piraci, siejąc spustoszenie wśród górniczego bractwa.
Czy coś może się z tym równać? Jestem Ahsor Uh’kana, kapitan elitarnej jednostki wydobywczej - "Uzaar Loot”

Dzisiaj nasz zwiadowca odkrył anomalię grawitacyjną, niedaleko pasa asteroidów. Może trafię na coś wyjątkowego i w końcu spłacę długi…
- Kapitanie! Zbliżamy się do anomalii! – rozmyślania przerwał niecierpliwy głos, dobiegający z navcomu.
- Włączyć kamuflaż! – Ahsor nie chciał ryzykować, wolał pozostać niezauważony. Jego oczom ukazał się niezwykły widok: kilkanaście olbrzymich, pokiereszowanych wraków statków, których nie potrafił zidentyfikować, leniwie orbitowało wokół kilkukilometrowej asteroidy. Niewielkie, prawdopodobnie oderwane w chwili eksplozji, części tworzyły ruchomą i gęstą warstwę, otulającą planetoidę pierścieniem kosmicznych śmieci.
- Jaki jest wynik skanowania? – zapytał Uh’kana stojącego obok z rozdziawionymi ze zdziwienia ustami technika.
- Na asteroidzie wykryto złoże mercoxitu, około 100 000 m3! – mężczyzna oznajmił podnieconym głosem.
- Co??? To niemożliwe!!!
- Też nie mogłem uwierzyć, ale to już piąta próba i dane są identyczne! – Technik zdenerwował się, co chwila ocierał pot z czoła. Reszta załogi zaczęła wzajemnie się przekrzykiwać, gapiąc się z niedowierzaniem na ekran skanera.
Ahsor przymknął oczy. Nawet po rafinacji to była prawdziwa fortuna. Pieniędzy ze sprzedaży rudy starczy na wybudowanie kilku stacji orbitalnych.
Ale pojawił się poważny problem. Nie udało się uruchomić urządzeń górniczych. Te cholerne okrążające planetoidę pierścienie uniemożliwiają pracę wiązek energetycznych, kruszących skałę.
- Jest też jakieś słabe źródło promieniowania, może to jest stara kopalnia? – usłyszał kapitan.
- Przygotować wahadłowiec, lądujemy!

***

Ahsor ocknął się. Do nozdrzy dotarł drażniący wonią krzyku, strachu i nieustannie przypalanej skóry zapach. Uh’kana z trudem otworzył powieki. Surowe, szare ściany, widziane z wnętrza celi, po drugiej stronie migoczące wyładowaniami elektrycznymi pole.
Wtem uderzenie błyskawicy przycisnęło go do ziemi. Ktoś obok zaczął krzyczeć, głośno, przeraźliwie...ale nie zwracał uwagi, bo palił się żywcem, skóra natychmiast zaczęła pokrywać się bąblami, te pękały i pojawiały się nowe…tylko uporczywe drgawki wstrząsające jego ciałem świadczyły o tym, że jeszcze żyje.
– Dość!– zabrzmiał czyjś głos.
– ON chce go widzieć żywego!
Mordercze światło zgasło niemalże natychmiast. Przez chwilę więzień dygotał skulony, próbował przepełznąć w kierunku drzwi, jednak mięśnie rąk i nóg odmówiły posłuszeństwa, jakby samowolnie uznały, że to już wszystko, na co je było stać.

Wielki Inkwizytor uśmiechnął się do siebie. I oto kolejna część Wielkiej Całości należy do mnie. – Pomyślał i uniósł wysoko brodę.
- Inkwizytorze?
- Wejść!
- Heretycy, przyznali się do winy i przekazali wszystko co posiadali twemu świętemu urzędowi. Czekają na twój wyrok.- Zakapturzony mnich wysapał jednym tchem, nisko opuszczając głowę.
- Wprowadzić! – Inkwizytor warknął w stronę sługi.
Po chwili do Sali wpłynęła platforma, pod którą wisiały, umocowane za nogi, umęczone ciała więźniów.
Inkwizytor podszedł do ciała kapitana Ahsor Uh’kana. Przyjrzał się zakrwawionej twarzy, na której malowało się tylko cierpienie. Inkwizytor przeciągnął po twarzy kapitana palcem, po czym wsadził do ust, jakby rozkoszował się jego smakiem. Nagle uniósł ramiona ku sklepieniu Sali i przeraźliwym głosem wrzasnął:
- Nasze ciała są więzieniem naszych dusz. Lecz nie lękajcie się. Ciało podlega rozkładowi. Śmierć wszystko obraca w proch. A tym samym, śmierć przynosi duszy wyzwolenie!
Umęczeni ludzie ocknęli się i tępo wpatrywali w oprawcę. Cuchnęli moczem i strachem. Z otwartych ran sączyła się powoli krwistoczerwona posoka, spadające krople zostawiały rdzawe ślady na posadzce.
- Wy, skazańcy, wyznaliście swoje winy. Przyznaliście się do tego, iż chroniliście Imperatora, który przeinacza Słowo Boże i pogrąża Święte Imperium w odmętach grzechu.
- Imperator szuka nieśmiertelności. Ta herezja wiedzie go w stronę próżności, odciągając od spraw ducha. Ale to świadczy o głupocie, bo śmierć istnieje, a Dzień Sądu jest nieunikniony i wszelkie życie zostanie osądzone!
Niespodziewanie nad platformą pojawiła się purpurowa błyskawica, emanująca snopami jaskrawych iskier. Ciała skazańców zadrgały w konwulsjach, krzyki i jęki mordowanych ludzi odbijały się szerokim echem.
Inkwizytor upadł na kolana, złożył ręce jak do modlitwy, po czym wyczerpany osunął się na posadzkę. Otworzyły się drzwi i do Sali wkroczył Pierwszy Paladyn Imperatora, dostojny Baaz Ar’keen w towarzystwie dwóch ubranych w purpurowe habity barczystych mężczyzn.
- Podnieście Imperatora. Statek jest przygotowany. Musimy zdążyć na ceremonię!

beton-stal
Fargi
Posty: 312
Rejestracja: wt, 12 gru 2006 01:49
Płeć: Mężczyzna

Re: Kopalnia dusz

Post autor: beton-stal » śr, 28 sty 2009 17:08

Mighty Baz pisze:"...(...)Stacje orbitalne nie potwierdziły żadnej emisji promieniowania, pochodzącej z eksplozji pojazdu kosmicznego w tym czasie.(...)"
Mighty Baz pisze:Ci, co podnieśli na nich [załogę statku Ahsora Uh’kany – przyp. mój] rękę, zostaną surowo ukarani.
Przecież nawet nie wiedzą, co im się stało. Poszukiwania odwołano, bo były bezskuteczne, śladu eksplozji brak, więc skąd Mistrz Retoryki (drugi cytat) wie, że ktoś podniósł na nich rękę? Zresztą, chłopaki równie dobrze mogli dać nogę do innego wymiaru, zabierając ze sobą ładunek.
Mighty Baz pisze:Dzisiaj nasz zwiadowca odkrył anomalię grawitacyjną, niedaleko pasa asteroidów. Może trafię na coś wyjątkowego i w końcu spłacę długi…
- Kapitanie! Zbliżamy się do anomalii! – rozmyślania przerwał niecierpliwy głos, dobiegający z navcomu.
Hm, z sekwencji zdań wynika, że bohater-narrator, kapitan AU, rozmyśla o tym, że wykryta przez zwiadowcę anomalia może przynieść mu korzyści, po czym jego rozmyślania przerywa głos informujący go o anomalii. Nie powinno być na odwrót? No, chyba że anomalia grawitacyjna udzieliła się tekstowi i całość leci od tyłu (wiecie, te wszystkie względności, einsteiny, horyzont zdarzeń itp.).
Mighty Baz pisze:- Włączyć kamuflaż! – Ahsor nie chciał ryzykować, wolał pozostać niezauważony. Jego oczom ukazał się niezwykły widok(...)
Czy coś mnie ominęło? Całość idzie tak: jestem AU, anomalia spłaci mi dług, kapitan AU zrobił to i tamto. W pewnym momencie pierwszoosobowy narrator podający się za kapitana AU został zdetronizowany przez narratora w trzeciej osobie. Dlaczego i po co?
Mighty Baz pisze:(...) kilkanaście olbrzymich, pokiereszowanych wraków statków, których nie potrafił zidentyfikować, leniwie orbitowało wokół kilkukilometrowej asteroidy. Niewielkie, prawdopodobnie oderwane w chwili eksplozji, części tworzyły ruchomą i gęstą warstwę, otulającą planetoidę pierścieniem kosmicznych śmieci.
(...)
- Na asteroidzie wykryto złoże mercoxitu, około 100 000 m3! – mężczyzna oznajmił podnieconym głosem.
(...)
Ahsor przymknął oczy. Nawet po rafinacji to była prawdziwa fortuna. Pieniędzy ze sprzedaży rudy starczy na wybudowanie kilku stacji orbitalnych.
Ale pojawił się poważny problem. Nie udało się uruchomić urządzeń górniczych. Te cholerne okrążające planetoidę pierścienie uniemożliwiają pracę wiązek energetycznych, kruszących skałę.
- Jest też jakieś słabe źródło promieniowania, może to jest stara kopalnia? – usłyszał kapitan.
- Przygotować wahadłowiec, lądujemy!
Odniosłem wrażenie, że narrator (pal licho, w której osobie) przedstawił kapitana AU jako starego wygę doświadczonego jak czterej pancerni i pies, a tymczasem pan kapitan, kierując się chęcią spłaty długów (forsa poszła pewnie na baby, hazard i wódę), decyduje się na lądowanie, nie bacząc na wraki statków i obecność anomalii. Nawet dziesięciolatkowi logika podpowiedziałaby, że powyższe fakty można powiązać w całość. W całość, która może skończyć się katastrofą.
Mighty Baz pisze:Niewielkie, prawdopodobnie oderwane w chwili eksplozji, części tworzyły (...)
Zgrzyta kolejność. Sugerowałbym raczej: "Niewielkie części, prawdopodobnie oderwane w chwili eksplozji, tworzyły (...)".
Mighty Baz pisze:Do nozdrzy dotarł drażniący wonią krzyku, strachu i nieustannie przypalanej skóry zapach.
Pomijając, że zapach drażnił wonią, co jest jawnym pleonazmem, to o ile woń krzyku i strachu jestem w stanie zakwalifikować jako licentia poetica, zwrot "nieustannie przypalanej skóry" kompletnie burzy taką kwalifikację, mieszając opis metaforyczny (woń strachu jako efekt nadmiernej potliwości wywołanej zagrożeniem) z opisem realistycznym. "Nieustannie przypalana skóra" wywołuje wrażenie świadomego działania bliżej nieokreślonego oprawcy, który co jakiś czas dorzuca drew do ogniska, na którym przypieka skazańca. Jak się okazuje z dalszej części tekstu, jest to skojarzenie słuszne. Tylko skąd wie o tym kapitan AU, którego zmysłami poznajemy scenę? Czyżby znowu się "unarratorowił"?
Mighty Baz pisze:Wtem uderzenie błyskawicy przycisnęło go do ziemi.
Jak to...? Piorun go trafił?
Mighty Baz pisze:Ktoś obok zaczął krzyczeć, głośno, przeraźliwie...ale nie zwracał uwagi, bo palił się żywcem, skóra natychmiast zaczęła pokrywać się bąblami, te pękały i pojawiały się nowe…tylko uporczywe drgawki wstrząsające jego ciałem świadczyły o tym, że jeszcze żyje.
Krzyczał, ale nie zwracał uwagi (na co? na własne krzyki?), bo palił się żywcem, co przejawiało się bąblami. Autorze drogi, jeśli ktoś pali się żywcem, to nie mamy do czynienia z oparzeniami drugiego stopnia (bąble, w których zbiera się osocze, a po których po dwóch tygodniach nie zostaje żaden ślad), tylko z oparzeniami stopnia trzeciego (działanie ognia pali skórę oraz tkankę podskórną, powodując trwałe blizny) oraz czwartego (działanie ognia powoduje zwęglenie tkanek).
Mighty Baz pisze:- Heretycy, przyznali się do winy i przekazali wszystko co posiadali twemu świętemu urzędowi. Czekają na twój wyrok.- Zakapturzony mnich wysapał jednym tchem, nisko opuszczając głowę.
A tu zbiór powszechnych błędów. Po "heretycy" nie powinno być przecinka. Biedak zawieruszył się, ponieważ powinien był stanąć po słowie "wszystko", a jego brat bliźniak – po "posiadali". Jeden z zaimków "twój" jest zbędny. Stylistycznie wyciąłbym pierwszy, bo nie jest istotne, czyj jest święty urząd, lecz informacja, że heretycy czekają na wyrok Inkwizytora, bo daje to pojęcie o jego władzy. Skoro zakapturzony mnich "paszczował" dialog, to kropka i duża litera są zbędne.
Mighty Baz pisze:Niespodziewanie nad platformą pojawiła się purpurowa błyskawica, emanująca snopami jaskrawych iskier. Ciała skazańców zadrgały w konwulsjach, krzyki i jęki mordowanych ludzi odbijały się szerokim echem.
Rozumiem, że to jakaś ultra-mega broń błyskawicowa ich wykończyła?
Mighty Baz pisze:Inkwizytor upadł na kolana, złożył ręce jak do modlitwy, po czym wyczerpany osunął się na posadzkę. Otworzyły się drzwi i do Sali wkroczył Pierwszy Paladyn Imperatora, dostojny Baaz Ar’keen w towarzystwie dwóch ubranych w purpurowe habity barczystych mężczyzn.
- Podnieście Imperatora. Statek jest przygotowany. Musimy zdążyć na ceremonię!
Aha... Czyli facet sam siebie zbawia, twierdząc, że jest grzeszny. To przykre.

A co ma do tego anomalia, wraki statków, długi kapitana AU, zmiana narratora, pas asteroid i ok. 100.000 m3 mercoxitu?

Awatar użytkownika
rubens
Fargi
Posty: 437
Rejestracja: sob, 23 lut 2008 00:00

Post autor: rubens » czw, 29 sty 2009 00:00

Po pierwsze - witamy ponownie, Mighty Bazie.

A teraz ad rem.

Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy czytelnikowi jest piekielna wręcz oszczędność w słowach. Oszczędność ta jednak nie niesie skondensowanej treści, wręcz przeciwnie - cięcia jakich, Ałtorze, dokonujesz, są raz - niepotrzebne, a dwa - szkodzą tekstowi. Opis wyjścia statku w pełną przestrzeń jest o tyle oszczędny, co w ogóle płytki i bez wyrazu - żadnych głębszych emocji, żadnego wyobrażenia tej sceny nie pozostawił w mojej głowie.

O ile na początku budujesz jakieś napięcie - naprawdę dobry chwyt z fragmentem wiadomości i retrospekcją wydarzeń - to w dalszej części zatraca się jakakolwiek fabuła. Wiadomo, że załoga Uzaar Loot coś odkryła, jest jakieś zawiązanie, pojawia się to pytanie - dlaczego zniknęli? Problem w tym, że ucinasz wszelkie szanse tego opowiadania przeskokiem do momentu tak niezrozumiałego, że nawet komentarz do niego sobie podaruję - po prostu go nie rozumiem. Pojawia się tam masa dziwnych zdarzeń, jakieś więzienie, jakiś Inkwizytor, potem Pierwszy Palladyn, Imperator i ceremonia. Nie dam rady połączyć tego w całość. Cały tekst nie uchronił się od masy nielogiczności, ale do tego akurat zdążyłeś nas przyzwyczaić w swoich tekstach.

Nakreśliłeś jakiś świat - przyznam szczerze, że jestem wielkim fanem tego typu fantastyki - chciałoby się troszkę bardziej go poznać, na początku wydaje się, że masz taką intencję, że chcesz nas, czytelników, w coś wprowadzić. Okazuje się jednak bardzo szybko, że przeradza się ten tekst w nic nie znaczący bełkot, który ciężko zakwalifikować nawet jako opowiadanie - bo to pojęcie zakłada jakąś spójność. Szkic - to jest odpowiednie słowo.

O kreacji bohaterów - kilka trudnych imion, które jednak nie zastąpią nam głębi psychologicznej. Paladyn, który nie wiadomo kim jest, jaki jest - no nie wiadomo nic o nim, żadnego wniosku nie można o nim wysnuć. Kapitan, który podejmuje decyzję z biegu, który opisany jako wielki bohater sprawia wrażenie kogoś, kto pierwszy raz leci statkiem kosmicznym. Płaszczyzna wypowiedzi, zero charakterystyki, żadnej koncepcji na kreację bohaterów.

O samej fabule już było, pora o strukturze. Dziwne przeskoki narracji - z pierwszoosobowej do trzecioosobowej. Nieuzasadnione, moim zdaniem. Błędy interpunkcyjne i gramatyczne - często podstawowe.

Co zostaje pod kreską? Ogólnie rzecz biorąc, narobiłeś mi Bazie pierwszymi dwoma akapitami niezłego smaka. Naprawdę, miałem nadzieję, że przeczytam coś fajnego - nie dobrego, czy nawet poprawnego - ale coś fajnego, coś klimatycznego. Niestety, na tych pierwszych dwu akapitach klimat się kończy, a zaczyna fabularny i gramatyczny bełkot. Niestety, bo wydaje się, że pomysł miałeś, ale został w Twojej głowie - to, co przelałeś nam na ekrany jest tylko naprawdę marnym odbiciem idei.

Ocena ogólna: 3/10

Moja skala
Niecierpliwy dostaje mniej.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » czw, 29 sty 2009 00:11

rubens pisze:Ocena ogólna: 3/10

Moja skala
Leżę. Kwiczę. Roluję się w dywan.
Rubens, weź Ty miej trochę miłosierdzia - nie chcesz mnie zabić śmiechem, prawda? :)))
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
rubens
Fargi
Posty: 437
Rejestracja: sob, 23 lut 2008 00:00

Post autor: rubens » czw, 29 sty 2009 00:14

Kurka wodna, no. Postanowiłem zrezygnować z łapanek, na rzecz jakkolwiek spójnego tekstu, po którym postawię klarowną ocenę. To jest zabawne w sensie - złe, mam rozumieć? ;D
Niecierpliwy dostaje mniej.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » czw, 29 sty 2009 01:37

Nie - po prostu zabawne, Rubensie.

Tak mi się po prostu przypomniało, że raczej trudno jest dopasować do utworu literackiego jakąkolwiek skalę, bo brakuje odniesienia "twardego" (jakiegoś wzorca z Sevres, czy czegoś podobnego, co wyznaczyłoby na skali "tekst idealny" oraz przeciwieństwo tegoż). No, i system liczbowy tworzy pozory... Ech, te reklamowe chwyty. :P:P:P
So many wankers - so little time...

Mighty Baz

Post autor: Mighty Baz » czw, 29 sty 2009 07:53

Bardzo dziękuję, że poświęciliście swój czas i włożyliści tyle pracy, oceniając opowiadanie. Skądinąd, poczułem się przygnieciony masą stali i betonu w iście rubensowskim stylu.

Przynaję, że porównanie głównego bohatera do "czterech pancenych i psa" wzruszyło mnie, wróciła pamięć szczenięcych lat, gdy jako Janek strzelałem z patyka do kolegów z podwórka. Zapewne oryginalniejsze to niż odnoszenie się do zalet afro-zbawiciela Baraka Obamy, w końcu żyjemy w Polsce :)

Ale uwagi przyjmuję z godnością, obiecuję poprawę i życzę Wam wszystkiego dobrego w Nowym Roku ( nie miałem okazji wczesniej, ale nigdy nie jest za późno).

mam tylko jedną uwagę do Rubensa: z tymi błędami gramatycznymi to chyba przesadziłeś..

Awatar użytkownika
rubens
Fargi
Posty: 437
Rejestracja: sob, 23 lut 2008 00:00

Re: Kopalnia dusz

Post autor: rubens » czw, 29 sty 2009 12:37

Och, człowieku nie zmuszaj mnie do tego...
Mighty Baz pisze: ale nie znałam jego załogi. Ale ci, którzy z nim latali, musieli być najlepsi.
Ping! - walnięta składnia, niepotrzebne powtórzenie. Choć to nie do końca kwestia czystej gramatyki.
Włączam silniki. Odcumowuje.
Ping! - pierwsza, czy druga osoba, Bazie? Hę?
Wejście w pas asteroidów jest piekielnie niebezpieczne.
Ping! - ciekawe skąd ta końcówka -ów? Może zerkniesz do słownika?

Dalej nie będę wyszukiwał, bo zaczynam prowadzić kampanię anty-łapankową. Tak, czy inaczej, nie wmawiaj mi, Mighty Bazie, swojej nieomylności.
Niecierpliwy dostaje mniej.

Mighty Baz

Re: Kopalnia dusz

Post autor: Mighty Baz » czw, 29 sty 2009 12:48

rubens pisze: Tak, czy inaczej, nie wmawiaj mi, Mighty Bazie, swojej nieomylności.
Drogi Rubensie, jakże bym śmiał skoro piszę na tym forum zamiast objawiać się wszem i wobec w zacnych i popularnych periodykach lub na spotkaniach z piszczącymi nastolatkami i chrypiącymi emerytami...
Dali Bóg, warsztat buduje li tylko obok domu moich marzeń, pracowicie zbieram narzędzia i podpatruje wielkich mistrzów słowa pisanego.
Niech piekło pochłonie bluźnierców tudzież innowierców, którzy myślą inaczej...

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » czw, 29 sty 2009 14:59

Mighty Baz, to krótki tekst. A Ty nie potrafisz opanować w nim podstawowego poziomu językowego? Nie, Rubens nie przesadził - albo nie odleżałeś tekstu i nie sprawdziłeś, albo nie umiesz jeszcze pisać poprawnie.
W obu przypadkach - świadczy to o Twoim niezaawansowaniu, jako Autora. A to teren dla zaawansowanych jest. :P
So many wankers - so little time...

Mighty Baz

Post autor: Mighty Baz » czw, 29 sty 2009 15:12

Małgorzata pisze:A to teren dla zaawansowanych jest. :P
nom, zaawansowanych recenzji zapewne tak :)
A propos Twoich uwag - nie przypisuj mi wypowiedzi, które nie padły z mojej strony. :))

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » czw, 29 sty 2009 15:29

Mighty Baz pisze:mam tylko jedną uwagę do Rubensa: z tymi błędami gramatycznymi to chyba przesadziłeś..
Uznałam, że nie muszę cytować, skoro się odniosłam bezpośrednio nawiązując. Uznałam również, że wolno mi się odnieść do każdej dyskusji, jaka toczy się w Warsztatach. Możesz uznać to za przejaw moich despotycznych zapędów. Niemniej, niczego Ci nie przypisałam.
So many wankers - so little time...

Mighty Baz

Post autor: Mighty Baz » czw, 29 sty 2009 16:17

Małgorzata, możesz wszystko...nawet zaprosić mnie na kawę :))

Na koniec chciałbym tylko zaznaczyć, że do pisania i krytyki podchodzę z dużym dystansem. Jak sami zauważyliście w tym temacie, nawet nie polemizuje z mniej lub bardziej kąśliwymi komentarzami, biorąc za dobrą monetę wasze uwagi, odcedzając czasem personalne podjazdy lub ulubioną przez niektórych nadinterpretację. Za stary już jestem, aby się podniecać, udowadniać coś na siłę.
Nie wiem jak to się dzieję, ale jednak podoba mi się to - może dlatego, że tworzę - cokolwiek to znaczy, więc pisać będę dalej...hyhy.

Awatar użytkownika
rubens
Fargi
Posty: 437
Rejestracja: sob, 23 lut 2008 00:00

Post autor: rubens » czw, 29 sty 2009 17:33

No, szczerze powiem, że pierwszy raz podszedłem do Twojego tekstu, Mighty Bazie, niekąśliwie. Bez uprzedzeń, bez oglądania się na ten wysyp Twojego pismactwa, jaki nam tutaj swego czasu sprezentowałeś i broniłeś jak Westerplatte. I co się niestety okazało? Raczej mało poprawiłeś w swoim pisaniu, ba, mało się zmieniło w Twoim postrzeganiu czytelnika - bo dalej z tego tekstu wyłania się modelowy czytelnik, który wie wszystko, o wszystkim i sam musi wszystko (prawie) dopowiedzieć. Dopóki nie zostaniesz Ałtorem realistą raczej nie oczekuj pochlebnych opinii.
Zarzut o nadinterpretacji puszczam płazem, bo jest on kolejnym na tym forum przykładem ukrytego kompleksu Ałtora - "nie-rozumiecie-mnie-izm". Czytałem wypowiedź beton-stala, ważyłem swoją - nie ma tam niczego, co powstało z naszych głów i wyobraźni. Wszystkie roztrząsane wątpliwości powstały w oparci o tekst i tylko tekst.
Tylko czasem nasuwa mi się myśl, po co komentować teksty tych Ałtorów, u których wiem, że zamiast jakiejś takiej autorskiej pokory spotkam się z zacietrzewieniem i pychą - w tym wypadku i tak, Mighty Bazie, jesteś oazą spokoju, jak na swoje wcześniejsze dokonania. Tak czy owak, niesmak jakiś pozostaje. EOT.

e: literówki
Niecierpliwy dostaje mniej.

beton-stal
Fargi
Posty: 312
Rejestracja: wt, 12 gru 2006 01:49
Płeć: Mężczyzna

Post autor: beton-stal » czw, 29 sty 2009 17:35

No, dobra, pomigdaliliśmy się, było och i ach, zaproszenie na kawę i klimat typowo forumowego "ja ci przypomnę, jak pisałeś, że nie będziesz pisał o tym, że zarzucasz mi, że nie napisałem tego, że ty napisałaś... itd.". Pora wrócić do mięsa, bo zwłoki stygną.

Pytałem: "A co ma do tego [podsumowania ostatniej sceny w tekście - przyp. mój] anomalia, wraki statków, długi kapitana AU, zmiana narratora, pas asteroid i ok. 100.000 m3 mercoxitu?". W rzeczywistości było to bardzo zawoalowane pytanie, o czym z założenia miał być tekst (bo niektóre jego elementy wydają mi się niepotrzebne) i dlaczego. Uznałem, że na ZW nie muszę być dosłowny i mogę liczyć na domyślność autora. Niestety - nie mogę.

A zatem: o czym z założenia miał być ten tekst?

EDWARD: Rubens szybszy niż myśl pośrednio także zwrócił uwagę, że od meritum odeszliśmy na kilometr. Piszę to na wypadek, gdyby tylko mnie zarzucano czepialstwo.

Zablokowany