Vywerndall - Mroźne czasy

Moderator: RedAktorzy

Awatar użytkownika
Siekierka
Pćma
Posty: 223
Rejestracja: pn, 22 kwie 2013 18:38
Płeć: Kobieta

Re: Vywerndall - Mroźne czasy

Post autor: Siekierka » wt, 30 kwie 2013 12:55

Pomimo faktu, iż sama niedawno umieściłam tu potworka, ( i nota bene pozwoliłam sobie nazwać go opowiadaniem), to dostrzegam rażące błędy... Takie, że nawet sepulka mojego pokroju potrafi je wyłapać. (Szkoda, że nie byłam taka mądra pisząc swojego koszmarka :)) Ale do rzeczy.
Macwell wrócił znów do środka i wszedł za ladę. Prócz kilku zakurzonych kufli i szklanek, nic nie znalazł. Również w małym barku znajdującym się naprzeciwko baru, pozostały tylko wspomnienia po alkoholu.
Na pierwszym piętrze znajdowało się kilka pokojów gościnnych. Po lewej stronie znajdował się mały stolik, na którym stał pusty, szklany wazon po kwiatach
Nie potrzebne powtórzenia. Nawet mnie bije po oczach. Ale to nie wszystko. Dalej wcale nie jest lepiej.
Macwell stanął na chwilę w miejscu i zaczął wsłuchiwać się odgłosom. Na początku nic nie słyszał, lecz im dłużej wytężał słuch, tym większe miał wrażenie, że słyszy jakąś melodię. Był to dziwny metaliczny, szmer, który zaczął wypełniać pusty korytarz. Z minuty na minutę stawał się coraz silniejszy. Mężczyźni mieli nie odparte wrażenie, że im dłużej stali w miejscu tym dźwięk był wyraźniejszy i głośniejszy, aż do momentu, w którym dało słyszeć się słowa dziwnej pieśni.
Przyznaję, zaplątałam się w tym fragmencie - nie wiem co, jak i gdzie. Jak metaliczny szmer może za chwilę być melodyjny?

Dalej opisujesz to, jak Twoich bohaterów owy "metalicznie melodyjny szmer", zahipnotyzował. Wszystko niby ok, ale skoro
(...)byli jakby w transie(...)
, to ja nie wiem, czy byli, czy jakby, czy w transie. Hmm?
Na podłodze leżał nagi mężczyzna w kałuży krwi.(...) Na pierwszy rzut oka nie było widać śmiertelnej rany, lecz gdy Macwell z Gorthem weszli do pokoju, na plecach zauważyli długą, kłutą bliznę. Przebiegała ona od łopatki aż po miednice. Na wysokości serca z martwego ciała wystawał ostro zakończony przedmiot.
No, tu przyznaję, że sama zaczęłam się zastanawiać, czy narrator jest ślepy, czy po prostu głupi. Autorze, pomyśl, skoro podróżnicy zauważyli kałużę krwi, to tym bardziej widzieli ranę, zwłaszcza tej wielkości.

Nie mam więcej czasu, ale powiem tak:
1.Pierwsze zdanie zniechęciło mnie do dalszego czytania, ale przebrnęłam. Żałuję. Narrator lubi się powtarzać, a jego słownictwo jest ubogie. Przemilczę już skłonność do zaprzeczania samemu sobie. (Może narrator ma rozdwojenie osobowości i kłóci się sam ze sobą?)
2. Błędy, błędy i jeszcze raz błędy. O ile jestem w stanie wybaczyć Ci, Autorze, brak jednego, czy dwóch przecinków (sama nie jednokrotnie o nich zapominam, więc jak mogłabym nie przymknąć na to oka:)), o tyle tak złe ich rozmieszczenie wali mnie po oczach.
3.
dogasające ogniska, które rozpalali
??? Co to jest???
odczuwali wewnątrz niepokój
Wewnątrz czego?
(...) małe pęknięcie(...)mała, (...) kropelka krwi
Mała, malusieńka, maluteńka... Za dużo zdrobniana. Fuj!
Drzwi od niej były wyważone.
Chyba w niej?
4. Pogubiłeś się strasznie w tym co piszesz. Opis zimy- do kitu. Ale o tym już mówili i Małgorzata i Neu, więc nie będę parafrazować.
5.To nie jest opowiadanie - nie ma budowy napięcia - narrator jest drętwy, nie wprowadza czytelnika w nastrój. ŹLE! ( Wiem, teraz to mądra jestem, a sama u siebie tego nie widziałam:))
6. Za dużo chciejstwa. Nic nie wiem. Pamiętaj, że czytelnik musi mieć podane na tacy pewne dane, z których będzie mógł wyciągnąć całość. A z pustego to i Salomon...
7. Może pomysł da się uratować. Pracuj nad tym.


Ps. Przejrzałam poprzednie wątki i łatwiej mi wyłapać błędy, które popełniłam. Poza tym, wzięłam sobie kilka rad do serca i zwracam baczniejszą uwagę na to, co piszę i w jaki sposób.
< Zmyka >

edit; cytaty...
Każdego dnia głupieję do reszty, ale i tak nie dogonię społeczeństwa

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Re: Vywerndall - Mroźne czasy

Post autor: Małgorzata » wt, 30 kwie 2013 14:59

Muszę, inaczej się uduszę...:P
Nie potrzebne powtórzenia
sama nie jednokrotnie o nich zapominam
NIE mogę na to patrzeć... :X
NIEPOTRZEBNE - przymiotnik w stopniu równym.
NIEJEDNOKROTNIE - przysłówek w stopniu równym.

Reszta zasad pisowni partykuły NIE z różnymi częściami mowy. Do wkucia na pamięć, żeby NIE grzeszyć więcej...

e... zaznaczenie...
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Siekierka
Pćma
Posty: 223
Rejestracja: pn, 22 kwie 2013 18:38
Płeć: Kobieta

Re: Vywerndall - Mroźne czasy

Post autor: Siekierka » wt, 30 kwie 2013 19:03

Przepraszam, Małgorzato. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Nie tłumaczy mnie nawet czterdziestostopniowa gorączka. Naprawdę nie wiem, co mnie podkusiło, żeby zapisać te dwa słowa z TAKIMI błędami.

Wychodzi na to, że nie powinnam nawet zabierać głosu w takich dyskusjach, skoro sama łamię elementarne zasady pisowni "nie-" z przysłówkami i przyimkami. Cóż, nie ma ludzi idealnych, ech... :(

e. literkę mi zjadło.
Każdego dnia głupieję do reszty, ale i tak nie dogonię społeczeństwa

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Re: Vywerndall - Mroźne czasy

Post autor: Małgorzata » wt, 30 kwie 2013 19:07

Im więcej piszesz pod kontrolą (a wielu tutaj ma tryb nazigrammar), tym szybciej uczysz się poprawnych form. :P
Znaczy, nikogo nie kneblujemy - nazigrammar jest tylko od bicia. :)))
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Siekierka
Pćma
Posty: 223
Rejestracja: pn, 22 kwie 2013 18:38
Płeć: Kobieta

Re: Vywerndall - Mroźne czasy

Post autor: Siekierka » wt, 30 kwie 2013 19:47

Małgorzato, wybacz mi moją ignorancję, ale jako tzn. "świeżak" nie mam zielonego pojęcia, o co chodzi z tym "nazigrammar" ...
Każdego dnia głupieję do reszty, ale i tak nie dogonię społeczeństwa

Awatar użytkownika
Alfi
Inkluzja Ultymatywna
Posty: 19196
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 10:29

Re: Vywerndall - Mroźne czasy

Post autor: Alfi » wt, 30 kwie 2013 20:02

A kiedyś się mówiło o Nazgulach ortografii...
Le drame de notre temps, c’est que la bêtise se soit mise à penser. (Jean Cocteau)

Awatar użytkownika
sprutygolf
Sepulka
Posty: 87
Rejestracja: ndz, 17 lut 2013 14:05
Płeć: Mężczyzna

Re: Vywerndall - Mroźne czasy

Post autor: sprutygolf » wt, 30 kwie 2013 21:02

W zasadzie wszystko już wiadomo, najważniejsze zostało wyłapane. Dołożę coś od siebie, a co, powyżywać się nie wolno z okazji długiej majówki? ;) Ale… mam też niespodziankę, miłą dla Autora! :)
Najpierw wiadro dziegciu. Drogi Autorze, warsztat masz słaby okrutnie. Dłuuuga droga przed Tobą, do poprawy jest masa rzeczy, od interpunkcji przez orty (np. „nie odparte”, „nie wyraźne”) do znaczenia słów i budowy zdań. Ale to da się nadrobić, wystarczy przeczytać parę dobrych książek, tak ze 3-4 (setki;), zwracając uwagę na interesujące nas zabiegi, np. gdzie autor umieszcza przecinki, jak łączy słowa w zgrabne zdania, jak unika powtórzeń i już! :)
Dzięki temu może w przyszłości nie upiększysz tekstu zdaniem zawierającym triadę: słyszał-słuch-słyszy?
Na początku nic nie słyszał, lecz im dłużej wytężał słuch, tym większe miał wrażenie, że słyszy jakąś melodię.
Może nie połączysz wyrazów, które nijak nie chcą się dopasować:
Macwell stanął na chwilę w miejscu i zaczął wsłuchiwać się odgłosom.
Mógł się nieborak odgłosom przysłuchiwać? Mógł. A wsłuchiwać się w odgłosy? Jasne. A tymczasem jak głupi wsłuchiwał się odgłosom, „co się już sprzeciwia kryminałowi!”, jak mówił Pietrzak.
Tak przy okazji, imię bohatera jak najbardziej fajne jest, ale pisane „Maxwell” lub nawet „Makswell” byłoby chyba niewiele gorsze, hm? A ów nieszczęsny „cwell” by znikłby i by był zniknięty na wieki (trumienne? to do innego wątku;)).
Również Gorth i Macwell nie radzili sobie z mrozami. Nic nie pomagały grube, wykonane z wełny ubrania i dogasające ogniska, które rozpalali przy dłuższych postojach.
Bo te dwa głąby nie wpadły na pomysł, by rozpalać buzujące ogniska! Rozpalanie dogasających faktycznie mogło być mało efektywne. Ale że grube wełniane ubrania nic nie pomagały, toś mnie zaskoczył, Autorze… może jednak pomagały choć ociupinę, inaczej po kiego grzyba bohaterowie je nosili? Wstydliwi tacy?
Neu już to wyłapał, ale nie mogę się powstrzymać:
Nawet specjalne gogle wyposażone w małe wycieraczki
To bardzo dobrze, żeś Autorze wyjaśnił, że gogle „specjalne” były, gdyż jak wiadomo zwykłe gogle przeciwdeszczowe są wyposażone w duuuże wycieraczki. Gogle specjalne mają wycieraczki specjalnie małe, aby podczas zamieci wicher ich nie zdmuchnął. Czysta logika! :)
W pewnej chwili mężczyźn ogarnął paraliżujący strach.
odczuwali wewnątrz niepokój.
Uhm. No to zapodam swój przykład: Mina przeciwpiechotna urwała mu obie stopy, a przeszywający ból nieomal odebrał przytomność. W dodatku od rana pobolewała go głowa. Fajne?

Dalej:
w połowie rozpoczęty trunek.
Spojrzałem i się zdumiałem. Co zobaczył Macwell? Porządnie napoczętą butelkę trunku zapewne. Lub w zależności od punktu widzenia: w połowie opróżnioną butelkę trunku? Od biedy można to zdanie przerobić na „w połowie rozwinięty opatrunek”, jak znalazł na kikutki powyżej ;)
jedna z najdroższych vódek
Trza przez „wu” jak wujenka.
(...) stoi w głuchym milczeniu,
kąt pokoju rzeźnika (...)
??!!?!?!!! Pffff… to zeszło powietrze ze sprutego. „Słowa dziwnej pieśni” są tak przejmujące, że dziwnie słów mi brak, więc powiem krótko: Autorze, błagam, nigdy więcej tego nie rób! Żadnej poezji, już ta próbka była dla mnie zbyt trudna do przełknięcia, a może skutecznie i trwale odrzucić czytelnika od dalszej lektury! (Ja tak miałem… ale się przemogłem i wróciłem!:)
Melodia była powtarzała się w kółko.
Było nie było wywalić „była” i jakoś to będzie:)
Martwe truchło
martwe zwłoki
...heh, po co się ograniczać, napisz brachu „martwe zwłoki nieżywego umarlaka, trupio struchlałe truchło nieboszczyka” i może załapię, że gość jest naprawdę nieżywy, a potem zaskoczysz mnie niepomiernie: oto stuprocentowy trup nagle… ożywa! O, moje serducho, ufff, alem się przeraził na samą myśl…
O, i jeszcze taki kwiatek:
cofnęli się do tyłu
Tiaaa... rakiem się cofnęli do tyłu nazad.
Na pierwszy rzut oka nie było widać śmiertelnej rany, lecz gdy Macwell z Gorthem weszli do pokoju, na plecach zauważyli długą, kłutą bliznę
Autor ma trudności związane z upływem czasu? Rana jest w miarę świeżo powstała, a zaś blizna to wspomnienie po ranie, czyli powiedzmy... rana przesunięta w przyszłość. ;) Czy wyrażam się jasno? W każdym razie: nie wolno ich utożsamiać.
Gorthowi z Macwellem udało się do dotrzeć do jednej z opuszczonych tawern (…) mężczyźni weszli do pomieszczenia (…) Macwell (…) zaczął skradać się na górę. Gorth w tym samym czasie zostawił sanie na zewnątrz i podbiegł do schodów, tak aby osłaniać kolegę z tyłu.
No tak. Chłopy weszły do tawerny i wciągnęły za sobą sanie, czy jak? Bo po kiego Gorth „zostawił sanie na zewnątrz”? I w ogóle jak to Autorze sobie wyobraziłeś, że Gorth wyszedł z tawerny i „zostawił sanie na zewnątrz”? Kumpel skrada się na górę, a ten sobie wyszedł, wsiadł do sań, po czym wysiadł i je zostawił??


Itede, itepe, oj, dużo tego zasadziłeś, Autorze. Przeczytałem całość i gdyby nie pewien szczegół, żałowałbym straconego czasu. Pora na łyżkę miodu. Oto, co wynagrodziło mi trud lektury:
Drugi zaś przedstawiał małego chłopca, bawiącego się jakąś zabawką, przypominającą tzw. kulę marzeń. Przedmiot ten pokazywał wszystko, czego właściciel pragnął w danej chwili.
Czujecie?! Kula marzeń!!! O żeszsz kuu…llaaa!!! Oto jest pomysł! Oto przebłysk prawdziwego geniuszu! Ja już teraz, w tej chwili chcę mieć taką kulę marzeń, ja o niej ciągle myślę, ja jej żądam! Żądam od importowanego, niedoro... chciałem rzec: uprzejmie proszę MinFina o przeznaczenie połowy budżetu PRL-u… znaczy EuroRPL-u na opracowanie projektu, wykonanie prototypu i wdrożenie do masowej produkcji kuli marzeń (nazwa też znakomita, prosta i dosadna, wszystko mówiąca), natychmiast! Oczywiście chcę kuli marzeń nie dla siebie, bo z powodu ich płytkości i przewidywalności nie mógłbym wyjść na ulicę (chyba, że akurat żadnej kobiety nie byłoby w promieniu kilometra), ale podarowałbym ją ukochanej małżowince i… stałaby się jasność! Żadnych wątpów, wszystko jasne, jakże piękne i łatwe życie przede mną… Autorze, pomysł z kulą marzeń genialny! :)
Widzę nieprzebrane mnóstwo możliwości jego rozwinięcia! ;)
I najważniejsze: nie chwaląc się, jam go wyłapał!:)

Awatar użytkownika
neularger
Strategos
Posty: 5194
Rejestracja: śr, 17 cze 2009 21:27
Płeć: Mężczyzna

Re: Vywerndall - Mroźne czasy

Post autor: neularger » wt, 30 kwie 2013 22:19

drake1004 pisze:
neularger pisze:Nie. Tego nie ma w tekście, zatem mogę sobie to wyobrażać jak mi się żywnie podoba, Autorze... :P
Co prawda to prawda :P To podejdę do tego tematu w inny sposób, używając do tego innego medium.
Innego czego? Nie, Autorze, wiem co znaczy medium. Znam podstawowe znaczenia. Pozostałe właśnie doczytałem sobie ze słownika. Nadal nie rozumiem, co napisałeś... :/
You can do anything you like... but you must never be rude. Rude is being weak.
Ty, Margoto, niszczysz piękne i oryginalne kreacje stylistyczne, koncepcje cudne językowe.
Jesteś językową demolką.
- by Ebola ;)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Re: Vywerndall - Mroźne czasy

Post autor: Małgorzata » wt, 30 kwie 2013 22:22

Autorze, pomysł z kulą marzeń genialny! :)
Racja. Taka kula marzeń to nie byle co. Stalkerzy się po nią wyprawiali, bo życzenia miała spełniać, a nie tylko pokazywać. A taka wędrówka przez Strefę, to nie był piknik, ani na skraju drogi, ani nigdzie.
I jeszcze Woody chyba też wykorzystał w filmie taką kulę - ale ona też nic nie pokazywała... :P
Od pokazywania życzeń to co najwyżej szklana kula... A taką mają wszystkie wróżki - wyposażenie obowiązkowe z gadżeciarni fantasy.

Nic nie mówię. Walczę z trollami, a za zakrętem czeka czołg, którym muszę się jeszcze raz przejechać po gliniastej pustyni... Yy... Znaczy, redakcja i tłumaczenie nadal nie chcą same się zrobić, więc mnie dopada nastrój marudny. Czy wspomniałam, że nie ma zegów? :(((
So many wankers - so little time...

ODPOWIEDZ